Dodaj do ulubionych

Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentarz ...

24.01.05, 00:54
więc będę pierwsza,
Panie Sławku a nie warto by było ciągle i nieustannie PRÓBOWAĆ WYLECZYĆ te
dzieci? Najpierw ekspeerymentalnie, tak jak jednym wielkim eksperymentem była
neonatologia w powijakach? Pierwszych dzieci się nie uratuje, ale miałyby
szansę "popchnąć" tą działkę naprzód.
Zresztą to co Pan pisze w swoim artykule - okazuje się, ze rozszczep
kręgosłupa można leczyć i leczy sie w łonie matki, więc jednak niektóre
przypadki można wyleczyć? Tylko potrzeba odpowiedniej diagnostyki i operacji
w łonie matki... A Holandia to bogaty kraj, może być prekursorem i zasłynąc
na świecie jako pionier w takich operacjach, ale nie... Lepiej jest skupić
wysiłki na dabacie, czy można zabić... Wówczas wszyscy będą mieli "mniejszy
kłopot i mniejsze zło" tylko nie te dzieci... Bo ich sie NIKT o zdanie nie
pyta, więc co to za EUTANZJA? Czyli świadomy i dobrowolny WYBÓR - decyzja o
SOBIE?
nie tędy droga, Panie Sławku...
nie mniej pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar 24.01.05, 00:59
      i jeszcze jedno - w Polsce kobiety/rodzice, których dziecko w rozwoju
      prenatalnym ma zdiagnozowane wady rozwojowe typu brak nerek czy żołądka mają
      możliwość wyboru - aborcja czy śmierć dziecka tuż po urodzeniu wybierają
      zazwyczaj aborcję... Jednak byliby to ludzie najszczęśliwsi na świecie, jeśli
      ktokolwiek powiedziałby "tak, ten płód ma wadę, ale w tej chwili możemy już
      sobie z nią poradzić"... I w tym mogą pomóc lekarze i cała medycyna... Bo chyba
      po to jest?
      • Gość: Jacek Zapraszam do książek - na początek Peter Singer IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 01:35
        Proszę naprawdę zwrócić uwagę, że TA "EUTANAZJA" dotyczy stosunkowo małej ilości dzieci. To ma miejsce WTEDY I TYLKO WTEDY, kiedy NIE DA SIĘ dziecka uratować! NAPRAWDĘ! CO WIĘCEJ, TO DZIECKO STRASZNIE CIERPI, będąc utrzymywane przy życiu. Czasem zdarza się, że dziecko w sensie funkcjonalnym trudno nazwać człowiekiem, bo np. nie posiada części mózgu - jedyne co potrafi to oddychać - a czasem i to jest niemożliwe. Te fakty mają też pewną wagę. Dokładniej można zapoznać się z tym problemem, w książkach Petera Singera - "O życiu i śmierci" oraz "Etyka praktyczna", które traktują temat rzeczowo, głeboko, z uwzględnieniem bardzo dużej ilości (jak dla mnie chyba wszysktkich) argumentów każdej ze stron.
        Pozdrawiam
        • bugaga Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 24.01.05, 01:40
          więc co robi wśród tych "nieuleczalnych wad" rozszczep kręgosłupa?
          również pozdrawiam
          • Gość: Jacek Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 02:15
            Rozszczep kręgosłupa to niezrośnięcie tylnej ściany kanału rdzeniowego lub jakieś inne nieprawidłowości rozwojowe kręgosłupa. NAPRAWDĘ RÓŻNIE może to wyglądać - czasem widać je na pleckach jako przepuklinę oponową, czasem jest ukryte i leczone tylko w przypadkach powikłań neurologicznych. NAPRAWDĘ MOWA JEST TYLKO O WYJĄTKOWO CIĘŻKICH PRZYPADKACH CHOROBY! Proszę to zrozumieć!
            AHA. Jeszcze jedno - Wydaje mi się ważne: NAJCZĘŚCIEJ to wszystko się zdarza, gdy nie ma badań prenatalnych. Przy tak bardzo poważnych wadach płodu rodzice raczej decydują się na aborcji. Proszę pamiętać, że to nie jest widzimisię lekarzy... TO JEST CIERPIENIE NIEZAWINIONE i ZUPEŁNIE NIEPOTRZEBNE.
            Pozdrawiam serdecznie i ZDECYDOWANIE POLECAM POCZYTANIE PETERA SINGERA.
            • bugaga Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 24.01.05, 02:25
              zgadzam się co do opinii o badaniach prenatalnych i zdaję sobie z tego sprawę,
              że w takich sytuacjach rodzice wybierają najczęściej aborcję,
              natomiast jestem przeciw
              1. nazywania akurat tego postępowania EUTANAZJĄ,
              bo brakuje tutaj czegoś najbardziej istotnego - ŚWIADOMOŚCI poddawanego
              eutanazji
              2. zaprzestania działań w celu WYLECZENIA tych wad na rzecz UŚMIERCANIA takich
              przypadków,

              ja przepraszam, może się nie orientuję, bo ni eczytałam tej książki,
              ale pewnie to jest jakaś "ogólna tendencja" w nowoczesnej medycynie -
              że teraz z załozenia się nie podejmuje leczenia, tylko zabija?
              I rozumiem, że ta tendencja będzie obowiązywała jeszcze 2 wieki naprzód?
              Dlaczego więc w innych chorobach medycyna ma szansę na rozwój a tutaj nie? Jak
              długo lekarze będą się temu poddawać zamiast z tym walczyć?

              i ostatnia refleksja - cieszę się, zę do tej pory było odwrotnie :p
              dzięki temu powstała bowiem np. cała diagnostyka prenatalna
              pozdrawiam
              • Gość: Jacek Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 11:41
                1. Jeśli ma Pani wenę, proszę pomyśleć nad inną nazwą. Dla mnie nie jest to istotne. Większość tych dzieci - jeśli nie wszystkie - NIGDY NIE MIAŁA i NIE MOGŁA MIEĆ ŚWIADOMOŚCI.
                2. Wygląda na to, że jednak Pani nie rozumie jakie to są wypadki. Otwarcie kanału centralnego systemu nerowego (otwarcie cewy nerwowej) objawia się jako bezmózgowie lub rozszczepienie kręgosłupa. W przypadku bezmózgowia naprawdę na początku XXI wieku trudno mówić o leczeniu - te dzieci po prostu nie mają istotnych części mózgu. Najprościej mówiąc czasem wykształacają się im te części mózgu, które umożliwiają oddychanie i wtedy taka istota żyje(?), chyba najdluzej rok albo dwa. NIGDY DLUZEJ. Często PODTRZYMYWANIE życia (a nie leczenie) jest bardzo kosztowne - ponadto NIE ZAPRZESTAJE SIĘ działań na rzecz wyleczenia tych wad! To jest błędny wniosek. Medycyna cały czas się rozwija. TYLKO ŻE W DNIU DZISIEJSZYM nie jest znany sposób na wyprodukowanie mózgu.
                Jeśli chodzi o Pani określenie "ogólna tendencja" to prosiłbym o odstawienie emocji na bok i zastanowienie sie poważnie nad tym problem. (I wciąż namawiam do przeczytania tych książek) Jeśli jest tak, że medycyna jest BEZRADNA i człowiek przez całe swoje krótkie życie ma tylko BARDZO CIERPIEĆ, to ja naprawdę nie widzę SENSU takie życia(?). Jestem na to zbyt wrażliwy. A lekarze kiedy mogą leczą i wymyślają nowe sposoby, ale czasem tych sposobów nie ma a problem sie pojawia. I wtedy powstają takie pytania.
                I odnośnie ostatniej refleksji: to wszystko dzieje sie na raz. Ta "tendencja" pojawiła się dlatego, że teraz można PODTRZYMAWAĆ ŻYCIE w sytucjach bardzo trudnych. Ale w wielu sytuacjach NIE DA się leczyć. Co gorsze zasoby są ograniczone i PODTRZYMAWANIE przy życiu(?) niemowlęcia bezmózgowego, może "kosztować" życie niemowlęcia trochę lepiej rokującego, dla którego może już nie być miejsca przy specjalistycznym (drogim) sprzęcie. To są dramatyczne często wybory. Ale coś trzeba z tym zrobić.

                Pozdrawiam i dalej namawiam do zajrzenia do tych książek.
                Jacek
                • aelithe Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 24.01.05, 12:06
                  I jeszcze raz do Pana komentarza. Dlaczego uważa pan, że jeśli mimo to płód
                  jest zdolny dosamodzielnej egzystencji po odłączeniu aparatury, to trzeba go
                  zabić.
                  Odłączenie od aparatury podtrzymującej życie nie jest eutanazją.
                  • Gość: Jacek Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 12:27
                    Nie uważam tak i nie widzę takiej sugestii w moim komentarzu. Nawet jeśli chodzi nie o płód, tylko o niemowlę. Naprawdę proszę poczytać, bo na forum nie da się tego przedstawić w sposób wyczerpujący.

                    Pozdrawiam
                    Jacek
                    • biedronka24 Jest tylko jeden problem 24.01.05, 20:14
                      dyskusja - jak pan przyznal dotyczy znikomej liczby wypadkow wynikajacych
                      bezposrednio z bledow, lub braku badan prenatalnych.
                      Dalej- jakiekolwiek prawo nie daje ZADNEJ gwarancji iz bedzie istniala mozliwosc
                      obejscia go i naciagniecia przypadku dajacego szanse na wyleczenie na takowy,
                      ktorego leczyc sie nie da.
                      Ergo- dyskusja nie ma SENSU !!!!!!
                      A jest sztucznym zawracaniem glowy.
                      O tym czy te dzieci o ktorych mowa maja swiadomosc i czuja bol to pan wnioskuje
                      na jakiej podstawie? Domyslow? Czy czyichs ksiazek?

                      Ja widzialam w szpitalu dziesiatki dzieci z powaznymi wadami serca i pluc.
                      Rownie potwornie sie meczace. I widzialam rodzicow potwornie wykonczonych opieka
                      nad nimi a mimo to nie tracacych nadziei. Jakie male i prymitywne sa takie
                      pielegniarskie decyzje o zyciu i smierci przy tej walce...
                      Lepiej skoncentrowac sie na promocji wlasciwej opieki nad ciezarnymi i na
                      wlasciwie prowadzonych badaniach prenatalnych.
                      Tutaj zas walka sie toczy nie o meczarnie tych kilku dzieci, ale o to by chronic
                      LEKARZY!!!!
                      Bo o to w tym wszystkim biega....
                      • Gość: miop Re: chodzi o wszystkich uczestnikow decyzji IP: *.broker.com.pl 24.01.05, 21:49
                        odwrotnie niz w polsce gdzie robi sie to cichcem
                        i w takiej sytuacji jak w polsce rodzi sie brak zaufania do lekarza
                      • Gość: Nemo Inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 23:57
                        Ja bym spojrzał na to inaczej. Leczenie jest kosztowne. Kto za to zapłaci? 20%
                        bezrobotnych? Będzie ich więcej jak wszyscy będą niedołężni i sztucznie
                        podtrzymywani przy życiu. W krajach trzeciego świata nikt się takimi sprawami
                        nie przejmuje. Ciekawe, dlaczego nikt na forum nie powie, że powinno się leczyć
                        dzieci w Afryce? Są gorsze od naszych? Dziwi mnie to wybiórcze traktowanie
                        tematu przez ludzi. A może przeznaczyć te pieniądze na leczenie tych których
                        można wyleczyć?
                        Czy ktokolwiek też zastanowił się, czy wolałby żyć jako kaleka i cierpieć przez
                        całe życie, czy będąc jeszcze niemowlęciem umrzeć? Ja wolę to drugie. Nie
                        wybaczyłbym nigdy ludziom, gdyby skazali mnie na wegetację.
                        • Gość: Miś Re: Inne spojrzenia IP: *.client.comcast.net 25.01.05, 02:53
                          Gość portalu: bugaga napisała:
                          > Lepiej jest skupić wysiłki na dabacie, czy można zabić...
                          Debata jest czy można pozwolic umrzec, czy tez lekarz ma obowiazek przedluzac
                          cierpienie fizyczne dzieci i psychiczne rodzicow.

                          > a nie warto by było ciągle i nieustannie PRÓBOWAĆ WYLECZYĆ te
                          > dzieci? Najpierw eksperymentalnie...
                          Nie chce zyc w kraju gdzie robi sie eksperymenty medyczne na cierpiacych
                          ludziach. Nawet jesli te eksperymenty moga przyniesc nowe metody leczenia.
                          Wlasnie obchodzimy rocznice Oswiecimia gdzie tez robiono eksperymenty.

                          Gość portalu: Nemo napisał(a):
                          > Ciekawe, dlaczego nikt na forum nie powie, że powinno się leczyć
                          > dzieci w Afryce? Są gorsze od naszych? Dziwi mnie to wybiórcze traktowanie
                          > tematu przez ludzi. A może przeznaczyć te pieniądze na leczenie tych których
                          > można wyleczyć?
                          W Afryce co roku umiera kilka milionow dzieci. Czesc z powodu glodu lub
                          niedozywienia, czesc z powodu braku elementarnej pomocy lekarskiej.
                          Przygnebiajace jest, ze koty i psy w Stanach i Europie maja czesto lepsza
                          opieke lekarska niz dzieci w wielu krajach afrykanskich.
                          • bugaga Re: Inne spojrzenia 25.01.05, 09:38
                            > Debata jest czy można pozwolic umrzec, czy tez lekarz ma obowiazek przedluzac
                            > cierpienie fizyczne dzieci i psychiczne rodzicow

                            nie tylko o tym,
                            artykul traktuje "szerzej" - nazywa to postepowanie (imho calkiem nieslusznie)
                            eutanazja, oraz propaguje specyficzne podejscie do problemu, ktorego nei jstem
                            w stanie zaakcepowac

                            > Nie chce zyc w kraju gdzie robi sie eksperymenty medyczne na cierpiacych
                            > ludziach. Nawet jesli te eksperymenty moga przyniesc nowe metody leczenia.
                            > Wlasnie obchodzimy rocznice Oswiecimia gdzie tez robiono eksperymenty.

                            Niefortunni enazwalam to per "eksperymenty", czy burzylbys sie rownie bardzo,
                            gdyby nazwala to "probami wyleczenia"? Czym byla np. pierwsza operacja na
                            otwartym sercu (ilus tam pacjentow jej nie przezylo kiedy byla w powijakach...)

                            pzdrv
                        • Gość: maz Re: Inne spojrzenie IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.01.05, 13:10
                          A na jakiej podstawie chcesz decydować że to chore dziecko ma umrzeć a to
                          przeżyć? Czy nigdy nie widziałeś uśmiechu na twarzy dziecka z zespołem downa,
                          dziecka kalekiego? Łatwo jest zdrowemu mówic wolałbym umrzeć, ale jakoś nie
                          wszyscy kalecy sie garną do śmierci!!!!
                          Naplułeś człowieku w twarz wszystkim tym ludziom, którzy staraja sie zyć godnie
                          pomimo swego kalectwa! Jesteś człowieku śmieszny z tym swoim "gdybym"... bo
                          pewnie bys wtedy żebrał o każdy dzień, miast żyć z godnością...
                          • Gość: Miś Prawo ludzi do decydowania o sobie IP: *.client.comcast.net 25.01.05, 14:23
                            Gość portalu: maz napisał(a):
                            > Naplułeś człowieku w twarz wszystkim tym ludziom, którzy staraja sie zyć
                            > godnie pomimo swego kalectwa!

                            Czy nie widzialas ptaszka rozbijajacego glowe o sciany klatki podczas prob
                            ucieczki ze swego wiezienia? Jednym z najbardziej elementarnym praw ludzi jest
                            prawo do wolnosci do decydowania o sobie i swojej rodzinie. Czlowiek ma to
                            prawo i zaden rzad ani kosciol nie powinien go pozbawiac tego prawa. Czlowiek
                            ma prawo do godnego zycia i do godnej smierci jesli zycie jest dla niego nie do
                            zniesienia. W USA w 2001 roku zostalo zastrzelonych 29,573 ludzi z tego ponad
                            polowa 16869 to samobojstwa. Stany to nie Holandia. Bush i Ashcroft sa
                            religijni i sa zazartymi przeciwnikami eutanazji (co innego bombardowanie miast
                            w Iraku). Dlatego mowi sie o "eutanazji w stylu teksanskim". Gdy stary farmer
                            widzi jak jego nieuleczelnie chora na raka zona cierpi i blaga go aby przerwal
                            jej cierpienia to bierze strzelbe i zabija najpierw ja a potem siebie, bo nie
                            chce isc do wiezienia. Demagogiczne slowa o godnym zyciu, bo ksiadz czy pastor
                            widzial kiedys jaka ta stara kobieta usmiechnela sie, to tylko proba
                            uzasadnienia znecania sie nad ludzmi. Nie mam i nie chce miec prawa do zabijani
                            innych ludzi. Ale stanowczo sprzeciwiam sie aby rzad mial prawo decydowac o tym
                            czy mam ja lub moi najblizsi cierpiec, bo tak nakazuje panstwowa religia.
                            Kiedys Inkwizycja palila ludzi na stosie aby ich uratowac od piekla. Ale to
                            bylo sredniowiecze.

                            Wychowalem sie w Polsce i na lekcjach religii ksiadz nas uczyl, ze cierpienie
                            uszlachetnia. Bog katolicki oczekuje od nas abysmy cierpieli. Ale tak ksiadz
                            mowi zwykle dopoki sam nie cierpi chyba, ze jest masochista - ksiezy zboczencow
                            nie brakuje.
                          • Gość: Nemo Re: Inne spojrzenie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.01.05, 23:43
                            No cóż, rozumiem, że jesteś zdrowy...
                • bugaga Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 24.01.05, 14:30
                  1. Jeśli ma Pani wenę, proszę pomyśleć nad inną nazwą. Dla mnie nie jest to ist
                  > otne. Większość tych dzieci - jeśli nie wszystkie - NIGDY NIE MIAŁA i NIE
                  MOGŁA
                  > MIEĆ ŚWIADOMOŚCI

                  (przepraszam, nie mam polskih fontow)
                  Panie Jacku, jesli nie mialy i nie mogly miec swiadomosci to SKAD ta Pana
                  pewnosc, ze CIERPIA?

                  2. Wygląda na to, że jednak Pani nie rozumie jakie to są wypadki. Otwarcie kana
                  > łu centralnego systemu nerowego (otwarcie cewy nerwowej) objawia się jako
                  bezmó
                  > zgowie lub rozszczepienie kręgosłupa. W przypadku bezmózgowia naprawdę na
                  począ
                  > tku XXI wieku trudno mówić o leczeniu - te dzieci po prostu nie mają
                  istotnych
                  > części mózgu. Najprościej mówiąc czasem wykształacają się im te części mózgu,
                  k
                  > tóre umożliwiają oddychanie i wtedy taka istota żyje(?), chyba najdluzej rok
                  al
                  > bo dwa. NIGDY DLUZEJ.

                  BEZMOZGOWIE

                  Dobrze, ze Pan porusza te przypadki - czyli takie,
                  ktore sa w pelni funcjonalne fizjologicznie,
                  ale potrzebuja do ich utrzymania calodobowej opieki
                  i sa niekontaktowe.
                  Czy Wg Pana nalezy je tutaj_to_slowo_ktorego_nie_ma,
                  (bo Pan nie zgadza sie na zabojstwo, ja na eutanazje ;)
                  hmmm.. ELIMINOWAC(?) zaraz po urodzeniu?
                  Dlaczego?
                  SKAD bowiem u PANA ta PEWNOSC, ze to dziecko BARDZO CIERPI?

                  Wprawdzie nie mam takiej wiedzy jak Pan w sprawach medycznych,
                  ale mam pewne doswiadczenie z obcowaniem z takimi "bezmozgowcami" -
                  moja Mamusia byla pracownikiem w CARITASIE
                  na wlasne oczy ogladalam takie dzieci-warzywka,
                  Pan je kiedykolwik widzial?
                  Oczywiscie, ze wymagaja ogromnej opieki,
                  jak kazdy obloznie chory - i zgadzam sie do tego,
                  ze moga cerpiec na takie dolegliwosci jak ludzie obloznie chorzy,
                  ale NIE MA PAN ZADNEJ PEWNOSCI ZE CIERPIA WIECEJ!

                  A jak mowi Pana ksiazka? Sa moze na ten temat jekies "nowe" odkrycia?
                  Bo szczerze mowiac mialam szanse ogladac te dzieci w latach 70-80tych,
                  lezaly sobie niekontaktowo w lozkach, czasami wydawaly dziwne odglosy,
                  karmilo sie je, przewijalo, wyprowadzalo, jak kazdego obloznie chorego
                  czlowieka...

                  nastepna sprawa:
                  Co Pan tutaj za kryterium przytacza: "pozyja najwyzej ROK CZY DWA nigdy
                  DLUZEJ" ? Czasami ZYJA dluzej Panie Jacku...
                  no swoista niespodzianka - takie "warzywko" zyje dwa lata i jeden dzien
                  i co z tym Pan zrobi?
                  Badzmy powazni - przeciez KAZDY z nas rodzi sie aby umrzec - jednemu jest DANE
                  zyc 2 innemu 22 lata,
                  a przewidywana DLUGOSC ZYCIA nie stanowi ZADNEGO KRYTERIUM - kazdy czlowiek MA
                  PRAWO do DOZYCIA swoich lat - chyba, ze sam swiadomie skroci sobie zycie, ale
                  wowczas ani mi ani Panu nic do tego.

                  >Często PODTRZYMYWANIE życia (a nie leczenie) jest bardzo
                  > kosztowne - ponadto NIE ZAPRZESTAJE SIĘ działań na rzecz wyleczenia tych wad!
                  T
                  > o jest błędny wniosek. Medycyna cały czas się rozwija. TYLKO ŻE W DNIU
                  DZISIEJS
                  > ZYM nie jest znany sposób na wyprodukowanie mózgu.

                  No i tutaj otarl sie Pan o SEDNO - KOSZTY, tak, sa duze i spoczywaja na
                  panstwie/organizacjach charytatywnych.
                  Ale dlaczego mielibysmy na nich oszczedzac, skoro jak Pan pisze ciagle i
                  nieustannie NIE ZAPRZESTAJE SIE DZIALAN na rzecz wyleczenia takich wad :-))) ?
                  (btw cieszy mnie to ogromnie) Czyli jesli medycyna dziala w tym kierunku to
                  jedynym slusznym wyjsciem jest ratowanie kazdego zycia jak najdluzej, podobnie
                  jak podtrzymuje sie sztucznie przy zyciu oczekujacych na przeszczepy narzadow,
                  dlaczego sadzi Pan inaczej?

                  > Jeśli chodzi o Pani określenie "ogólna tendencja" to prosiłbym o odstawienie
                  em
                  > ocji na bok i zastanowienie sie poważnie nad tym problem. (I wciąż namawiam
                  do
                  > przeczytania tych książek) Jeśli jest tak, że medycyna jest BEZRADNA i
                  człowiek
                  > przez całe swoje krótkie życie ma tylko BARDZO CIERPIEĆ, to ja naprawdę nie wi
                  > dzę SENSU takie życia(?). Jestem na to zbyt wrażliwy. A lekarze kiedy mogą
                  lecz
                  > ą i wymyślają nowe sposoby, ale czasem tych sposobów nie ma a problem sie
                  pojaw
                  > ia. I wtedy powstają takie pytania.

                  I ZNOWU dochodzimy do BARDZO CIERPIEC -
                  i jeszcze raz sie Pana zapytuje: SKAD TA PEWNOSC, ZE BARDZO CIERPIA? Ja
                  twierdze, ze po prostu zyja w SWOIM SWIECIE i moga byc w nim SZCZESLIWSI niz
                  niejeden "zdrowy". Ani Pan ani JA nie wiemy czy i co taki czlowiek mysli albo
                  odczuwa...
                  A wszelkie dolegliwosci fizyczne zwiazane ze stanem obloznosci sa takie jak
                  przy innych obloznie chorych,
                  no chyba, ze taki "bezmozgowiec" odcuwa je bardziej niz "zdrowy oblozny"...

                  I nastepne dziwne kryterium - PAN nie widzi sensu TAKIEGO ZYCIA, a gdzie
                  pytanie o to, czy delikwent WIDZI SENS SWOJEGO DALSZEGO ZYCIA? Niech Pan uwaza,
                  bo to samo ktos kiedys moze powiedziec o Pana zyciu NIE PYTAJAC SIE PANA O
                  ZDANIE. A przeciez nie tedy droga... ZYCIE jest cenne dlatego ze JEST
                  a nie przez swoista uzytecznosci w oczach innych - UTYLITARYZM Pana czy moj...
                  Niebezpieczenstwo zwiazane z takim podejsciem do tematu najlepiej
                  oddaje "utylitaryzm" hitlerowcow...

                  Pan proponuje mi przeczytac ksiazki a ja proponuje odlozyc Pana WRAZLIWOSC na
                  bok i popracowac jako wolontariusz w ktoryms z Caritasu, wowczas oceni Pan czy
                  rzeczywiscie "takie zycia" sa "bez sensu"...

                  > I odnośnie ostatniej refleksji: to wszystko dzieje sie na raz. Ta "tendencja"
                  p
                  > ojawiła się dlatego, że teraz można PODTRZYMAWAĆ ŻYCIE w sytucjach bardzo
                  trudn
                  > ych. Ale w wielu sytuacjach NIE DA się leczyć. Co gorsze zasoby są
                  ograniczone
                  > i PODTRZYMAWANIE przy życiu(?) niemowlęcia bezmózgowego, może "kosztować"
                  życie
                  > niemowlęcia trochę lepiej rokującego, dla którego może już nie być miejsca prz
                  > y specjalistycznym (drogim) sprzęcie. To są dramatyczne często wybory. Ale
                  coś
                  > trzeba z tym zrobić.

                  Guzik prawda, ta "tendencja jest stara jak swiat" - bezmozgowcy i inni
                  uposledzeni, ktorzy sa wydolni fizjologicznie utrzymac sie przy zyciu o ile
                  dostarczany jest im pokarm rodzili sie i dawniej -
                  ale tutaj znowu odbiega Pan w strone "podtrzymywanego sztucznie zycia" -
                  po to aby w nastepnej notce "przycisniety do muru" ;) zanegowac, ze nie
                  sugeruje Pan przypadkow korzystajacych z nowoczesnej aparatury...

                  wiec jeszcze raz dla pewnosci i jasnosci dyskusji zapytam:
                  JAKIE PRZYPAKI PANA ZDANIEM KWALIFIKUJA SIE DO tej "eutanazji"? Bo ja nie mowie
                  o tych, ktore zyja TYLKO I WYLACZNIE dzieki NOWOCZESNEJ APARATURZE a Pan?

                  Pozdrawiam serdecznie
                  • Gość: u rany jaka kretynka IP: *.prawo.uni.wroc.pl 24.01.05, 15:47
                    Jak masz tak silną potrzebę uprawiania wszechmiłosierdzia - to adoptuj
                    beznadziejne przypadki i załóż przedszkole - tylko po co? Chyba też żeby
                    zaspokoić jakiś egoistyczny popęd.
                    • bugaga Re: rany jaka kretynka 24.01.05, 15:58
                      czyzbys byl jeszczew gorszym kretynem i nie wierzyl w postep medycyny?
                      hehehe
                      a o milosierdzie sie nie martw, "odwalaja" to za nas np. siostry zakonne
                      pewnie i one robia to TYLKO dla zaspokajania egoistycznego pogladu
                      pozdrowka
                      • Gość: PB Re: rany jaka kretynka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 13:35
                        ciekawe kto za to placi? Moze sprawdzilabys jak finansowany jest caritas.
                        • Gość: bis Re: "PB" między innymi Ty zapłacisz IP: *.elknet.pl / 80.48.227.* 25.01.05, 15:15
                          Myślę, że chociaż ktoś inny niezależnie od Twojej woil zrobi coś pożytecznego
                          drugiemu człowiekowi.
                    • Gość: kal Re: rany jaka kretynka IP: 213.199.195.* 24.01.05, 16:54
                      Więcej szacunku dla ludzi którzy inaczej myślą a bedziesz mniej sfrustrowany
                      (a). Akurat podzielam opinię Bugagi i cieszę się że ktoś mądrze odpowiedział
                      Panu Jackowi. Zgadzam się w całej rozciągłości.
                      • Gość: monolog Re: rany jaka kretynka IP: *.toya.net.pl 24.01.05, 19:20
                        A ktora to opinię popierasz? :)
                  • Gość: she Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:46
                    Wg mnie do odlaczenia od aparatury kwalifikuja sie przypadki aktualnie
                    nieuleczalne, skazane na nieswiadoma wegetacje warzywa. W zasadzie jedynym
                    argumentem na niezabijanie takich dzieci, jest wykorzystanie ich w charakterze
                    materialu doswiadczalnego - Ty to wolisz szumnie nazywac probami leczenia. Ano,
                    po ilus tam probach lekarze wreszcie by odkryli, jak leczyc tego typu
                    nieszczescia. Tyle, ze poslugujac sie metoda prob i bledow, a dzieci traktujac
                    jak kroliki do testowania lekow i sprzetu medycznego, lekarze byliby ni mniej
                    ni wiecej tylko utylitarnymi mengelistami w czystej postaci ! Poslugujac sie
                    Twoja logika: nie wiemy czy takie dziecko NA PEWNO cierpi, a MOZE ono nie
                    cierpi, wiec dawaj - bierzemy sie za "leczenie", rydzyk fizyk, a nuz cos sie
                    nam uda nowego odkryc. A co jesli ONO cierpi ? Humanitarniej jest zakonczyc jak
                    najwczesniej to nieudane zycie, czy pastwic sie nad nim w mysl postepu ?
                    Skadinad, lekarze chyba wiedza czy pacjent cierpi czy nie. Nie sadze, by mieli
                    w tym wzgledzie takie watpliwosci jakie Ty posiadasz.

                    Wiesz, dlaczego masz takie poglady, jakie masz ? - bo po prostu roztkliwianie
                    sie, litosc, milosierdzie sprawia Ci przyjemnosc. Prawda ? Sprobuj sie przez
                    chwile nie kierowac wlasnymi emocjami. Podejrzewam, ze zalewa Cie fala blogiego
                    wspolczucia na mysl o biedactwach w Caritasie. To wyobraz sobie siebie jako
                    jedno z nich. A moze wczuj sie w zszokowanych rodzicow, ktorym smiertelnie
                    dziecko umiera np. po pol roku ?Majac teoretycznie do wyboru, urodzic sie jako
                    zdrowa bugaga, jako warzywko ktorego rodzice nie chca widziec na oczy i
                    wreszcie nie urodzic sie wcale, co bys dla siebie wybrala ?

                    Aha, ostrzegam przed Singerem, moglabys zemdlec w trakcie lektury.






                    • Gość: Jacek Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 22:07
                      Ta dyskusja zaczyna się robić coraz mniej rzeczowa i coraz bardziej emocjonalna. Proponowałbym też, żeby nie ironizować - gdy nie widzi się miny piszącego, utrudnia to zrozumienie poglądów. TEN PROBLEM JEST NAPRAWDĘ ZŁOŻONY I TRUDNY. do bugagi: Jeśli chodzi o cierpienie dzieci - to naprawdę widać i słychać, też nie rozumiem wątpliwości JAK lekarz to rozpoznaje.
                      do She: Moim zdaniem wszystko jedno jakie są motywacje bugagi: problem istnieje niezależnie od tego. Singera tak czy siak polecam, bo traktuje sprawę dokładnie, rzeczowo i podaje masę istotnych przykładów. Poza tym nie trzeba od razu czytać całego Singera, a może tylko rozdziały dotyczące niemowląt nierokujących... Nie wiem jak zachęcić ludzi do innego spojrzenia na te sprawy. Te książki są kontrowersyjne, ale są dobre! I w ogóle mam wrażenie, że ten problem jest w Polsce strasznie emocjonalnie rozpatrywany. Aha, jeszcze z innej beczki: W Holandii aborcja jest legalna, tak więc TE WŁAŚNIE DZIECI, z tak poważnymi wadami, najczęściej przyszły na świat CHCIANE. Wydaje mi się że rodzice częściej niż gdzie indziej gotowi są je KOCHAĆ. Chciałbym zwrócić na to uwagę tym, którym tak łatwo przychodzi w swoich opiniach pozbawiać Holendrów wszelkich ludzkich uczuć. Aha, nie wiem też czy potrzebnie o tym piszę, ale też NIE JEST tak, że decyzję o odłączeniu, czy zaprzestaniu leczenia podejmuje lekarz wbrew woli rodziców, TO ZAWSZE są poważne konsultacje, rodzice tych dzieci często radzą się rodziny, duchownych.
                      to chyba tyle...
                      Pozdrawiam
                      Jacek
                      • Gość: echtom Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 22:48
                        Singera chętnie przeczytam, choć zajmie mi to trochę czasu i temat na forum
                        będzie już nieaktualny. Zauważ, że dyskusja dotycząca problemów etycznych
                        zawsze będzie emocjonalna, bo gdyby dało je się uregulować w sposób rzeczowy i
                        jednoznaczny, dawno by już to zrobiono. Co do wątku aborcji w Twoim poście: coś
                        tu nie gra - chore dzieci przyszły na świat chciane, a potem rodzice zmienili
                        zdanie? I ostatnia sprawa, która budzi moje największe wątpliwości: czy
                        rzeczywiście lekarze zawsze konsultują sprawę z rodzicami w sposób przez ciebie
                        opisany, czy też czasem stosują mniej lub bardziej bezpośredni nacisk? Nie
                        wiem, czy poszanowanie ludzkiego życia i godności jest dla wszystkich lekarzy
                        sprawą nadrzędną. Przeczytaj mój post o "Downie", to będziesz wiedział, o co mi
                        chodzi. I jeszcze jedno: kiedy "przed ustawą" byłam w pierwszej ciąży,
                        zgłosiłam się do poradni K, a lekarka spytała mnie na dzień dobry, czy chcę tę
                        ciążę nosić czy usunąć. Rozumiesz teraz, czemu jestem tak nieufna wobec
                        lekarskiego poczucia etyki zawodowej.
                        • Gość: Jacek Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 00:38
                          > Singera chętnie przeczytam, choć zajmie mi to trochę czasu i temat na forum
                          > będzie już nieaktualny.
                          I tak warto - przecież nie chodzi o temat na forum, tylko o wiedzę dla siebie :)

                          > Zauważ, że dyskusja dotycząca problemów etycznych
                          > zawsze będzie emocjonalna, bo gdyby dało je się uregulować w sposób rzeczowy > i jednoznaczny, dawno by już to zrobiono

                          Nie zgadzam się z tym. Nie widzę powodów dla takiego wniosku. A przykład pierwszy z brzegu, i wzbudzał emocje, i był etyczny - niewolnictwo - przez wieki istniało, aż wreszcie uregulowano je w sposób rzeczowy i jednoznaczny...

                          > Co do wątku aborcji w Twoim poście: coś tu nie gra - chore dzieci przyszły na > świat chciane, a potem rodzice zmienili
                          > zdanie?

                          Proszę pomyśleć. Rodzice chcą mieć dziecko - ale rzadko kiedy są przygotowani na fakt, że np ich dziecko nie będzie posiadać mózgu. Czy taki fakt niczego nie zmienia? Proszę się nie oszukiwać, tylko uruchomić wyobraźnię. Dziecko, które się nie rusza, pokarm w najlepszym wypadku przez sondę, brak jakichkolwiek reakcji na świat zewnętrzny, rokowania parę tygodni - najdłużej rok...

                          > I ostatnia sprawa, która budzi moje największe wątpliwości: czy
                          > rzeczywiście lekarze zawsze konsultują sprawę z rodzicami w sposób przez ciebie
                          >
                          > opisany, czy też czasem stosują mniej lub bardziej bezpośredni nacisk? Nie
                          > wiem, czy poszanowanie ludzkiego życia i godności jest dla wszystkich lekarzy
                          > sprawą nadrzędną. Przeczytaj mój post o "Downie", to będziesz wiedział, o co mi
                          > chodzi

                          Nie umiem odpowiedzieć na pytanie czy dla wszystkich lekarzy poszanowanie ludzkiego życia i godności jest sprawą nadrzędną. Ponadto myślę, że można bardzo różnie rozumieć te słowa. Jeśli chodzi o to co się dzieje zagranicą, to tak to mniej więcej wygląda - konsultacje są, przecież ta sprawa zawsze trafia do prokuratora, ponadto są wzywani niezależni lekarze, którzy stwierdzają stan faktyczny. Oczywiście JEST TAK, że to LEKARZE arbitralnie ORZEKAJĄ jaki jest stan, ale czy istnieje wybór? Kto ma o tym orzec?

                          I jeszcze taka refleksja - tak jak ktoś tu wcześniej pisał, takie "eutanazje" i tak się zdarzają, niezależnie od tego jakie jest prawo - tylko dzieje się to po cichu, w atmosferze niedopowiedzeń, cała ta sytuacja jest straszna i dla pacjenta, i dla rodziny, i dla lekarza, choć może ten ostatni już tu nikogo nie obchodzi...
                          • Gość: echtom Do Jacka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 09:11
                            Pewnie się narażę, ale trudno. Otóż ja uważam, że eutanazja "po cichu" jest
                            bardziej ludzka, niż dokonana w majestacie prawa. Odebranie życia jest zawsze
                            zabójstwem i jako takie nie może być pobłogosławione jakimś paragrafem kodeksu.
                            Kto decyduje się na skrócenie drugiemu człowiekowi beznadziejnych cierpień,
                            zawsze podejmuje taką decyzję we własnym sumieniu i na własną odpowiedzialność
                            i żadne liberalne prawo mu w tym nie pomoże. Decyduje tak dlatego, że jest to
                            słuszne, a nie dlatego, że jest dozwolone. I musi być gotowy na poniesienie
                            wszelkich konsekwencji, włącznie z prawnymi. Taka jest cena i nie ma sensu się
                            oszukiwać, że można rozwiązać problem jakimś protokołem. Trudno jest wziąć na
                            siebie odpowiedzialność za pozbawienie życia - gdyby było inaczej, większość
                            dorosłych chorych popełniałaby samobójstwo, zamiast spychać to niewdzięczne
                            zadanie na lekarza.
                      • Gość: Anka Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.05, 23:59
                        Panie Jacku,

                        Dziękuję za rzeczowy i spokojny ton w tym zalewie emocji. I gratuluję kultury i
                        cierpliwosci - oby zawsze na tak poważne tematy można było rozmawiać tak mądrze
                        i spokojnie!

                        Pozdrawiam serdecznie,

                        Anka
                      • bugaga Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 25.01.05, 09:59
                        ta dyskusja pieknie sie "urzeczowila" dzieki wyraznemu napisaniu przez Pana
                        ze nie chodzi Panu o dzieci podlaczone do aparatury
                        oraz pobudek jakimi sie Pan kieruje.
                        Zamiast wiec "wycieczki" do Caritasu
                        proponuje przeczytanie na tym forum 2 notek Rodzicow,
                        ktorym urodzily sie dzieci z wodoglowiem i rozszczepem kregoslupa,
                        takim, ktorym lkarze dawali "min. kilka lat" zycia w niewyobrazalnym bolu i
                        cierpieniu.
                        Nie zajmie to wiele czasu, ale moze sprawi, ze pomysli Pan o tym TRUDNYM I
                        ZLOZONYM PROBLEMIE inaczej.

                        Pozdrawiam i dziekuje za dyskusje
                    • bugaga Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 25.01.05, 09:54
                      She,
                      zauwaz, ze ta dyskusja nie DOTYCZY tylko dzieci podlaczonych do aparatury,
                      daje mozliwosci "eutanazji" rowniez dzieci, ktore przezylyby bez aparatury.
                      I OTWARCIE o tym mowi w poscie Pan Jacek.
                      Ponizej za forum znajdziesz wypowiedzi dwojki Rodzicow,
                      ktorzy wg spisu chorob wymienionych w "wykazie" mogliby poddac te
                      dzieci "eutanazji" aby skrocic cierpienie, szczerze POLECAM.

                      I znowu niefortunne przypiece sie do "ekperymentow" - chodzi mi o PROBY
                      polepszenia ich stanu - jesli bedziesz usmiercac dzieci jedno po drugim NIGDY
                      ich sytuacja sie nie polepszy, NIE ZNADZIESZ w ten sposob rozwiazania ich
                      problemu.
                      A przeciez jak twierdza wszyscy zwolennicy takie dzieci i tak CIERPIA
                      NIEWYOBRAZALNIE, ze tylko je "zeutanazowac" wiec w jaki sposob lekarze mogliby
                      im zwieszyc cierpienia?

                      I guzik prawda z tym "roztkliwianiem" nad milosierdziem etc,
                      po prostu wyznaje dewize "jak biec do konca"
                      i nie moge sie zgodzic z przypadkami dzieci (antycypuje - dla mnie zupelnie
                      inna jest skala problemu eutanazji doroslych),
                      kiedy ZANIECHUJE SIE JAKICHKOLWIEK PROB LECZENIA w imie:
                      "bo i tak jego zycie nie ma sensu" i pozyja "najwyzej 2 lata",
                      i nie mowie o tych podlaczonych do respiratorow ale o tych wydolnie
                      fizjologicznie, bo o tych rowniez pisze artykul...

                      Gdybym byla warzywkiem nie zdawalabym sobie sprawy z wielu rzeczy
                      juz bym pewnie nie zyla,
                      Ktos widocznie chcial inaczej
                      moze dlatego wlasnie, zeby spotkac tutaj Ciebie?

                      to jak to jest z tym Singerem, czytac go wreszcie czy nie? ;D

                      Pozdrawiam
                      • Gość: she Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 11:35
                        > A przeciez jak twierdza wszyscy zwolennicy takie dzieci i tak CIERPIA
                        > NIEWYOBRAZALNIE, ze tylko je "zeutanazowac" wiec w jaki sposob lekarze
                        mogliby im zwieszyc cierpienia?

                        Nawet, jesli by nie zwiekszyli cierpien, przedluzyli by je. Niepotrzebnie.

                        Sadze, ze medycyna powinna w pierwszej kolejnosci zajac sie juz zyjacymi
                        osobami, skoncentrowac sie na AIDS, SARS, wirusie Ebola, wagliku itd. Ponoc
                        powracaja choroby od dawna uwazane za zwalczone. Rodzace sie dzieci bez mozgu
                        to naprawde zaden priorytet, w obliczu takich zagrozen.

                        Nie widze rowniez nic nagannego w poruszaniu kwestii kosztow. Najwygodniej
                        udawac, ze ich nie ma i ze energia dla aparatury plynie z wyzszego duchowego
                        poziomu, zas place lekarzy spadaja z nieba, lecz tak nie jest. Ktos placic musi
                        za przywilej leczenia: pacjent, podatnicy, sponsor z Arabii Saudyjskiej.

                        > Gdybym byla warzywkiem nie zdawalabym sobie sprawy z wielu rzeczy
                        > juz bym pewnie nie zyla,
                        > Ktos widocznie chcial inaczej
                        > moze dlatego wlasnie, zeby spotkac tutaj Ciebie?

                        A, juz wszystko rozumiem. Dziecko sie rodzi bez mozgu, zeby Holendrzy go
                        usmiercili, potem Wyborcza to opisze, bugaga i she poczytaja i sie wkurza,
                        kazda na swoj sposob, zaczna stukac w klawiature i sie wymieniac postami. Co za
                        ciag wydarzen. Tyle, ze dla mnie nie ma w nim nic zaplanowanego, a Ty widzisz w
                        tym wplyw enigmatycznego Ktosia. Ktos widocznie chcial, aby she i bugaga
                        urodzily sie jednak ze sprawnymi mozgami. Ludzie, kiedy wy wreszcie sie
                        opamietacie ze nie ma zadnej teorii dziejow ani zadnej celowosci w naszych
                        losach ? Te dzieci w Holandii po prostu mialy pecha, a nam sie udalo. Takie
                        jest zycie, do jego wytlumaczenia nie potrzeba zadnego Ktosia...

                        Co za roznica, czy dziecko jest podlaczone, czy nie jest, skoro i tak jest i
                        bedzie niesamodzielne ?
                        • Gość: echtom do she IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 11:55
                          A ja się nie opamiętam. Nie trzeba wielkiej wiary ani mądrości, żeby dostrzec,
                          że świat jest precyzyjnie skonstruowanym, celowym mechanizmem, a jeśli czasem
                          jakaś śrubka w nim się zepsuje, to jeszcze nie dowodzi, że w całości jest
                          przypadkowy i bez sensu. Wystarczy spojrzeć na prawa przyrody i fizyki -
                          wszystko tu chodzi jak w zegarku. A człowiek zatracił poczucie sensu życia, bo
                          przedobrzył w próbach udoskonalania tego mechanizmu i ściągnął na siebie mnóstwo
                          problemów, których nie mają inne gatunki. I miał prawo, tylko czemu potem
                          narzekać, że żyjemy w bezsensie i chaosie.
                          • Gość: she Re: do she IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 19:46
                            Mam wrazenie ze wizja newtonowskiego swiata z jego mechanizmem, srubkami i
                            Wielkim Zegarmistrzem od dluzszego czasu jest nieaktualna :) Co nie znaczy, ze
                            nie jest dla wielu osob atrakcyjna - niestety, cos milego czlowieczemu sercu
                            czesto okazuje sie falszywe i oparte jedynie na naszych blednych intuicjach.
                            Uswiadomienie sobie braku sensu swiata niekoniecznie musi pozbawic nas poczucia
                            sensu zycia. Taki sens kazdy moze sam odnalezc. Wole byc wolnym czlowiekiem w
                            pelnym przypadkow swiecie, niz srubka. I wcale nie narzekam.
                        • bugaga Re: Zapraszam do książek -do She 25.01.05, 13:19
                          > Nawet, jesli by nie zwiekszyli cierpien, przedluzyli by je. Niepotrzebnie.

                          Niepotrzebnie Twoim zdaniem - przez zaniechanie jakichkolwiek dzialan...
                          Jesli zalozysz, ze walczy sie o srodek przeciwko konkretnej chorobie
                          a to zycie ma szanse przyblizyc znalezienie na nia sposobu
                          to jak najbardziej potrzebnie.

                          > Sadze, ze medycyna powinna w pierwszej kolejnosci zajac sie juz zyjacymi
                          > osobami, skoncentrowac sie na AIDS, SARS, wirusie Ebola, wagliku itd. Ponoc
                          > powracaja choroby od dawna uwazane za zwalczone. Rodzace sie dzieci bez mozgu
                          > to naprawde zaden priorytet, w obliczu takich zagrozen.

                          a ja nie klasyfikuje chorob na wazniejsze i mniej wazne,
                          bo kazdy z nas ma inna klasyfikacje -
                          najwazniejsza jest ta choroba, ktora go bezposredni dotyczy;

                          > Nie widze rowniez nic nagannego w poruszaniu kwestii kosztow. Najwygodniej
                          > udawac, ze ich nie ma i ze energia dla aparatury plynie z wyzszego duchowego
                          > poziomu, zas place lekarzy spadaja z nieba, lecz tak nie jest. Ktos placic
                          musi
                          >
                          > za przywilej leczenia: pacjent, podatnicy, sponsor z Arabii Saudyjskiej.

                          ja tez nie widze, ale NAZWIJMY WOWCZAS RZECZ PO IMIENIU
                          i wowczas nie bedzie juz stalo, ze Holendrzy usmiercaja bo:
                          DZIECKO NIEWYOBRAZALNIE CIERPI ale BO SZKODA IM PIENIEDZY NA DALSZE KOSZTOWNE
                          LECZENIE.

                          > A, juz wszystko rozumiem. Dziecko sie rodzi bez mozgu, zeby Holendrzy go
                          > usmiercili, potem Wyborcza to opisze, bugaga i she poczytaja i sie wkurza,
                          > kazda na swoj sposob, zaczna stukac w klawiature i sie wymieniac postami. Co
                          za

                          nie "dziecko rodzi sie bez mozgu, zeby..." ale znalazlysmy sie w tym samym
                          miejscu i czasie aby wymienic sie pogladami, btw. wkurzasz sie? Nie ma o co ;D

                          > ciag wydarzen. Tyle, ze dla mnie nie ma w nim nic zaplanowanego, a Ty widzisz
                          w tym wplyw enigmatycznego Ktosia. Ktos widocznie chcial, aby she i bugaga
                          > urodzily sie jednak ze sprawnymi mozgami. Ludzie, kiedy wy wreszcie sie
                          > opamietacie ze nie ma zadnej teorii dziejow ani zadnej celowosci w naszych
                          > losach ? Te dzieci w Holandii po prostu mialy pecha, a nam sie udalo. Takie
                          > jest zycie, do jego wytlumaczenia nie potrzeba zadnego Ktosia...

                          Alez She - ja NIE NARZUCAM Ci mojego punktu widzenia i nie uznaje go za jedyny
                          sluszny, dlaczegozbym miala sie "opamietywac" i zaczac myslec po Twojemu, skoro
                          im dluzej zyje tym bardziej widze sens takich czy innych wydarzen i to, ze nie
                          byly one bezcelowe?
                          Nie myslisz w ten sposob - Twoja wola :-)

                          > Co za roznica, czy dziecko jest podlaczone, czy nie jest, skoro i tak jest i
                          > bedzie niesamodzielne ?

                          zauwaz, ze
                          noworodek tez jest niesamodzielny,

                          a roznica jest ewidentna
                          dla mnie sens jest taki sam jak innych obloznie chorych,
                          bo przeciez zyja bez podtrzymywania ich funkcji fizjologicznych

                          pozdrawiam
                          • Gość: PB Re: Zapraszam do książek -do She IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 13:53
                            Bugaga - mam dla ciebie propzycje. Sama zaplac utrzmywanie przy zyciu tyh
                            wszstkich warzywek. A tak naprwde to nie ma tu zadnego usmiercania i zadnej
                            eutanazji. Wystarczy pozostawic te sprawy madrej naturze.
                            • bugaga Re: Zapraszam do książek -do PB 25.01.05, 14:00
                              pozostawiajac naturze wszystkie przypadki wydajace sie za beznadziejne nie
                              byloby postepu w medycynie. Jesli nie ma "zadnej smierci ani eutanazji" wiec
                              DLACZEGO podaje sie leki przyspieszajace smierc?
                              Jesliby ich nie podac, pozostawic naturze a dziecko by zylo to co dalej? Jednak
                              podac, bo...?
                              slucham...

                              (podpowiem co juz padalo: koszty/niewyobrazalne_cierpieni e/jego zycie nie ma
                              sensu/nie jest czlowiekiem/... jaka_jeszcze_przyczyne podasz PB?...)

                              a na "warzywka" pewnie ilestam place, jak kazdy podatnik,
                              na utrzymywanie przy zyciu wszystkich mnie nie stac

                              pzdrv.
                          • Gość: she Re: Zapraszam do książek -do She IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 19:37
                            Nie sadze, aby w bogatej Holandii sprawa rozbijala sie o koszta, predzej w
                            biednej Polsce - jesli lozko bedzie zajete przez roslinke, a obok bedzie czekac
                            dziecko z wieksza szansa na wyleczenie, to kogo mamy wybrac ?

                            Podtrzymywanie przy zyciu zarowno tych dzieci, jak i obloznie chorych
                            doroslych, kiedy nie rokuja na wyleczenie i nie maja kontaktu z otoczeniem,
                            jest nieludzkie. Najgorsze jest to, ze rzucajacy gromy na Holendrow, swoja
                            demamogie ubieraja w piekne slowa o milosierdziu itp. To mnie najbardziej
                            szokuje: ze skazuje sie kogos na rozciagniete w czasie konanie i jeszcze nazywa
                            to prawem do zycia. Dla mnie to jakis zakamuflowany sadyzm. Nie do pojecia.

                            > im dluzej zyje tym bardziej widze sens takich czy innych wydarzen i to, ze
                            nie byly one bezcelowe?
                            > Nie myslisz w ten sposob - Twoja wola :-)

                            Dostrzeganie nieistniejacych korelacji i zwiazkow przyczynowo-skutowych to
                            cecha paranoikow. Ja sie wkurzam, kiedy dostrzegam symptomy przejmowania przez
                            paranoikow kontroli nad spoleczenstwem - vide dzisiejsza dyskusja w Trojce, w
                            ktorej obroncy zycia sluzbe zdrowia widzieli jako bezlitosny szwadron smierci
                            czyhajacy na bezbronnych staruszkow i noworodki. Jesli ktos boi sie isc do
                            przychodni, zeby go pavulonem nie wykonczyli albo chorego dzieciaka nie udusili
                            poduszka ci wstretni mordercy, to jego wola :) Ale niech swoja paranoje zachowa
                            dla siebie, ewentualnie psychiatry, zamiast nia epatowac ku zgorszeniu
                            racjonalnie myslacych obywateli. A juz na pewno nie powinno mu sie dawac do
                            reki nalslabszych chociaz instrumentow wladzy. Za panstwo Talibow dziekujemy.

                            Wiem, ze moj apel o opamietanie jest bezcelowy - staram sie od tego apelowania
                            odzwyczajac, bo wiem ze jak dany czlek wszystko sobie tlumaczy Ktosiem, to jego
                            poglady sa praktyczne niereformowalne. Niestety takie ktosie potem glosuja w
                            referendach, ida do wyborow i wynik jest, jaki jest...

                            pozdrawiam z drugiej strony barykady :)
                            • bugaga Re: Zapraszam do książek -do She 25.01.05, 23:08
                              She,
                              praktycznie powiedzialam wszystko co mialam do powiedzenia w tej sprawie,
                              odpowiadac na Twoje moglabym tylko poprzez powtarzanie siebie,
                              a szkoda mi juz czasu szczerze mowiac, tym bardziej,
                              ze watek niedlugo odejdzie w zapomnienie,

                              wiec na zakonczenie
                              proponuje, przeczytaj jeszcze
                              notke Maryli
                              (jest zawarta pod koniec watku, wiec moze Ci umknela,
                              a traktuje o tym, co Ty pod urokiem lekarzy z Holandii nazywasz "zakamuflowanym
                              sadyzmem")
                              cytuje:

                              > Jak slusznie zauwazyl Marcin (pozdrowienia dla corki!) artykuly o Holendrach
                              > nie mowia o braku mozgu tylko o rozszczepieniu kregoslupa. W sytuacji braku
                              > mozgu sprawa jest oczywista bo dziecko umiera po kilku dniach. Problem jest z
                              > tym ze rozszczepienie jest przedstawiane jako choroba ktora prowadzi do zycia
                              w
                              >
                              > ciaglym cierpieniu a to zwyczajnie nie jest prawda. To byla prawda 50 lat
                              temu
                              > kiedy nie bylo zastawek jakie sa wszczepiene teraz. Ale jak widac dla
                              > wiekszosci ludzi rozszepienie kregoslupa=dziecko warzywo, cierpienie itp.
                              >
                              > Panie Slawku - w Stanach operuje sie wszystkie dzieci z przepuklina a nie
                              > tylko lekkie przypadki. Wiekszoc operacji robi sie po urodzeniu. Operacja w
                              > lonie matki jest nowa i w o ile wiem jesli chodzi o paraliz w rezulatatach nie
                              >
                              > rozni sie drastycznie od operacji robionej po urodzeniu. Co prawda ku
                              > zaskoczeniu lekarzy w przypadku operacji w lonie matki jest mniej problemow z
                              > wodoglowiem co by sugerowalo ze warto taka operacje robic nawet jesli paraliz
                              > jest podobny jak w innych sytuacjach.
                              >
                              > Nie oszukujmy sie ze calej tej dyskusji chodzi tylko o smiertelnie chorych i
                              > umierajacych w strasznych cierpieniach ludzi. Duza czesc spoleczenstwa uwaza
                              ze
                              >
                              > np ludzie sparalizowani tez musza byc bardzo nieszczesliwi i tez chca (a jak
                              > nie chca to powinni chciec) umrzec. A wiecie moze jak czuja sie ludzie ktorym
                              > sie mowi ze powinni popelnic samobojstwo? Polecam ksiazke znanego
                              > amerykanskiego dziennikarza Johna Hockenberry "Moving Violations" albo wywiad
                              > Harriet Johnson z Peterem Singerem z NYT Magazine sprzed dwoch lat. Albo
                              > strone organizacji "Not Dead Yet"
                              > Maryla

                              i jeszcze raz przypominam,
                              ze w swoich rozwazaniach mowilam o dzieciach "funkcjonalnie wydolnych",
                              przy ktorych nie mialabys dylematu "ktore podlaczyc"
                              bo i tak samo by oddychalo i spelnialo rozne potrzeby fizjologiczne.

                              Jesli Cie tak naprawde interesuje jak to jest u nas w Polsce -
                              jesli stwierdzona jest jakakolwiek wada prenatalna
                              wymagajaca szybkiej reakcji/operacji zaraz po urodzeniu,
                              wczesniej robione jest "miejsce" w wyspecjalizowanych szpitalach
                              i w takich oddzialach znajduja sie tylko i li dzieci po operacjach
                              neurologicznych - z Twojego punktu widzenia
                              "mniej_lub_bardziej_warzywkowe" przypadki,

                              normalnie tzn. w "zwyklym" szpitalu,
                              zaopatrzonym w zwykly inkubator
                              jesli takie dziecko sie urodzi i samo bedzie zylo -
                              "fizjologicznie wydolne" to przezyje,
                              niestety, jego szanse na potencjalne "lepsze zycie" maleja
                              o ile nie sa poddawane natychmiastowej operacji;

                              jesli ma tak skomplikowana wade,
                              ze wymaga specjalistycznego spretu
                              to najpewniej umiera i wbrew pozorom zdarza sie to i u nas,
                              najczesciej chyba za przyczyna wrodzonych wad serca,
                              niezdiagnozowanych prawidlowo na USG.

                              Trzeba jednak przyznac, ze dzieki akcji WOSP
                              zaopatrujacych szpitale w nowoczesny sprzet dla wczesniaczkow
                              poprawila sie ich przezywalnosc...

                              a co do paranoizmu to daleko mi od tego,
                              naprawde :-) ,
                              jak na razie mam zaufanie do polskiej sluzby zdrowia
                              ale pewnei dlatego, ze duzo lecze sie prywatnie
                              i sama finansuje niektore badania...

                              i to by bylo na tyle,
                              wyjasnilam juz chyba wszystko

                              rowniez pozdrawiam :)
                  • Gość: Anka Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.05, 23:55
                    Napisala Pani "JAKIE PRZYPAKI PANA ZDANIEM KWALIFIKUJA SIE DO tej "eutanazji"?
                    Bo ja nie mowie o tych, ktore zyja TYLKO I WYLACZNIE dzieki NOWOCZESNEJ
                    APARATURZE a Pan?" - otóż wydaje mi się, że pan Jacek własnie o takich
                    przypadkach, utrzymywanych przy życiu wyłącznie za pomoca aparatury, mówi. O
                    tych, których w żaden inny sposób utrzymać przy życiu nie można, które nie
                    przeżyją bez respiratora i sztucznego odżywiania, które, co dowiedziono
                    medycznie nie mają żadnych szans. Które, na przykład, nie mają mózgu lub jego
                    części. Może czegoś nie rozumiem, ale p. Jacek nie mówi o dzieciach, które są w
                    stanie same przeżyć.

                    A tak przy okazji, jeśli do tej pory nie mówiła Pani o tych dzieciach, które
                    podtrzymywane są przy życiu TYLKO I WYŁĄCZNIE za pomocą maszyn - to może teraz
                    napisze Pani, co sądzi o tym problemie? Tylko bardzo proszę mnie nie wysyłać do
                    pracy w Caritasie...
                    • bugaga Re: Zapraszam do książek - do Ani 25.01.05, 10:18
                      wiec zle Ci sie Aniu wydaje,
                      Pan Jacek WYRAZNIE mowi o tych, ktorzy "pozyja najwyzej 2 lata" - moga to byc
                      np. dzieci bez czesci mozgu, ktore samodzielnie oddychaja, przyjmuja posilki
                      etc... albo o tych z rozszczepem kregoslupa na tym forum sa 2 przyklady z zycia
                      wlasnie takich dzieci. Polecam, zamiast wycieczki do Caritasu ;)

                      Oczywiscie - prosze bardzo -
                      jesli dziecko mialoby wade typu brak zoladka, brak nerek etc
                      a lekarze (po kilku konsultacjach w najlepszych klinikach)
                      nie widzieliby ZADNYCH SZANS na samodzielne przezycie
                      nie widze powodu dla ktorych mam podtrzymywac ciaze i zycie.
                      i zaznaczam (jak to juz niejednokrotnie wspomniano w dyskusji) -
                      wg KK odlaczenie od aparatury podtrzymujacej zycia przypadkow NIEROKUJACYCH -
                      BEZ SZANS NIE JEST grzechem.

                      W przypadku, gdy dziecko mogloby przezyc samodzielnie
                      a wymagaloby 24h opieki,leczenia etc - tak jak w przypadku wad cewy nerwowej
                      typu rozszczepinie kregoslupa zrobilabym WSZYSTKO aby pomoc takiemu dziecku -
                      konsultacje operacje etc,
                      na ile by sie udalo nie wiem, ale ten przypadek bylby juz "jednym do przodu" w
                      leczeniu takich przypadkow.
                      Problem polega na tym, ze wrzuca sie do jednego wora roznego
                      typu "niepelnosprawnosci" i tak naprawde WSZYSTKO zalezy od LEKARZA
                      w jaki sposob PRZEDSTAWI rodzicom ta sprawe. Wystarczy, ze rodzice dowiedza
                      sie, ze "nie ma szans" - i tutaj dochodzi to o czym rowniez juz wspomniano
                      KOSZTY dalszego leczenia, usprawiedliwiane przez "wrazliwych" niewyobrazalnym
                      cierpieniem dzieci i rodzcow...
                      Jeszcze raz odsylam do dwoch przykladow z zycia opisanych przez Ojcow zieci
                      dotknietych rozszczepem kregoslupa i wodoglowiem.

                      Mysle, ze teraz juz wszystko jasne

                      Pozdrawiam
                  • Gość: N/A Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.inter.tuniv.szczecin.pl 25.01.05, 12:18
                    Zgadzam się w 100% z twoją argumentacją!

                    Ale dodam...

                    ...jeżeli "to coś" co zostało urodzone nie ma mózgu, to trudno utrzymywać że
                    jest człowiekiem, więc i o eutanazji nie ma mowy, a moim zdaniem donoszenie
                    płodu tego rodzaju jest medycznie nieuzasadnione. Ale podkreślam - nie ma mieć
                    mózgu całkowicie, a to de facto wystarcza aby stwierdzić że już jest martwe!

                    ...jeżeli noworodek nie ma nerek, to sytuacja ta nie różni się w sensie
                    etycznym od tej, gdy dorosły czeka na przeszczep nerki, bo jego własne nie
                    funkcjonują. A takiego dorosłego nie skazuje się na przymusową eutanazję.

                    ...jeżeli zupełnie zdrowy noworodek zostanie pozostawiony bez opieki to umrze.
                    Tezy o "niemożliwości samodzielnego istnienia" jako przesłanki do eutanazji są
                    więc bzdurą.

                  • Gość: wilson Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 14:20
                    bezmózgowie nie jest jakimś tam upośledzeniem, ale jest niemal porównywalne do stanu śmierci mózgowej: serce bije, wentylacja zachodzi, ale to co odpowiada za bycie człowiekiem (kora mózgowa - tu się głównie mieszczą wg naukowców nasze uczucia, myśli, świadomość) nie istnieje w takiej istocie. więcej współczucia mam dla bezdomnych psów czy szympansów - bo te zwierzęta mają większą świadomość i wolę życia niż bezmózgowcy. czego nie dostrzegłaś w tekscie jacka (jednym z lepszych w tym temacie), a co jest bardzo ważna, to to, że ŚRODKI SĄ OGRANICZONE. oznacza to, że opieka nad takim beznadziejnym przypadkiem, który nie rokuje szans na cokolwiek pozytywnego ZABIJA innych ludzi, którym te środki mogły by uratować życie (np. chorych na raka, gdy nie ma pieniędzy na nowoczesne, drogie leki) i o których wiemy, że mają szansę na szczęście, odczuwanie szczęscia i mają wolę życia.
                    a co do cierpienia to ufam naukowcom i lekarzom, skoro oni twierdzą, że ktoś odczuwa cierpienie to najprawdopobniej tak jest.
                    • Gość: echtom Jakie środki? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 14:31
                      Leży sobie roślinka i tylko pożywienie przyjmuje. A wyżywienie noworodka
                      kosztuje grosze.
                      • Gość: wilson finansowe IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.01.05, 10:03
                        to zależy o jakich chorobach mówimy, jeśli o głębokim uszkodzeniu, albo niedorozwoju mózgowym (takim, który uniemożliwia jakikolwiek kontakt i pozwala wnioskować, że takie stworzenie umysłowością jest na poziomie rośliny), to samo przebywanie w szpitalu generuje pewne koszty - opieka pielęgniarki(których w szpitalu często jest za mało i czeka się na nie niekiedy bardzo długo, wiem coś o tym) - przecież nie można pozwolić by takie coś siedziało we własnych ekstremantach, opieka lekarzy, zajęte łóżko - są oddziały, na których to miejsce jest bardzo cenne. nie jestem lekarzem, ale przecież pewnie takim tworom podaje się też leki np. przeciwzakrzepowe, przeciwzapalne, trzeba leczyć odleżyny, na skutek założenia cewnika często pojawiają się choroby układu moczowego, jeśli nie mają odruchu połykania to należy je karmić przez sondę, czy kroplówkę (tu już są potrzebne specjalistyczne preparaty). tak sobie myślę teraz, że w sumie można ich nie karmić przez sondę, bo to jest już jakaś ingerencja w naturę, niech sobie poleży kilka dni i zagłodzi się na śmierć... jak sądziesz to dobre rozwiązanie? zdarza się że przy takim głebokim upośledzeniu nie wykształca się do końca układ wydalniczy i tu również: albo pozwolimy żeby taka istota truła się własnymi odchodami i powolutku od tego umarła, nie mogąc ich wydalić albo zrobimy operację (a operacje nie wiem czemu, ale z reguły są bardzo drogie, może to kwestia narkozy lub sprzetu zaangażowanego w tego typu sytacjach), umożliwiającą wydalanie. czytałam kiedyś, że w szpitalach amerykańskich (ale pewnie jest to powszechna praktyka), gdy urodzi się takim mały nierokujący potworek lekarze stosują tą opcję: nic nie robią i czekają aż po paru dniach dziecko umrze. dla mnie bardziej humanitarne jest je jednak uśpić...
                        jeśli komuś przydarzy się takie coś to przecież może to sobie chodować, proszę bardzo, ale państwowe pieniądze bardziej się przydadzą żywym i chcącym żyć, a nie roślinkom którym to w gruncie rzeczy nawet nie jest obojętne, bo one nawet nie wiedzą co znaczy obojętność... to nie są ludzie, tylko błędy natury.
                        podkreślam, że nie mam na myśli kalek, ludzi z zespołem downa, czy sparaliżowanych, ale świadomych, albo tych, którzy prowadzili normalne życie i zapadli w śpiączkę na skutek choroby czy wypadku i jest szansa, że się obudzą. chodzi o ludzi, którzy przypominają kurę, której obcięto głowę, ona jeszcze może się wyrwać, obiec podwórko do okoła, a nawet można ją karmić jeśli tą głowę obetnie się umiejętnie, ale tak naprawdę to ona jest martwa...
                        • Gość: echtom Re: finansowe IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.01.05, 11:29
                          Udała mi się prowokacja. Rzeczowe argumenty, które przytaczasz, i tak prowadzą
                          do jednego wniosku - nie empatia i humanitaryzm, tylko sprzątanie ludzkich (?)
                          odpadków. I niech tak będzie, tylko trzeba to nazwać po imieniu. Powtarzane
                          przez zwolenników "kłamstwo humanitarne" oburza mnie bardziej niż sama
                          eutanazja.
                  • Gość: ignispl Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: 153.19.101.* 25.01.05, 16:28
                    pytanie, czy ta dyskusja ma sens jako afirmacja życia za wszelką cenę? Żyje
                    sobie "warzywko" o kształcie człowieka, wbrew prawom natury. Wymaga
                    nieziemskich nakładów sił psychicznych i fizycznych od całego otoczenia
                    (rodziców). Normalnie by padło zaraz po urodzeniu ale my wrażliwcy z XX wieku
                    jesteśmy przecież współczucia dla małego warzywka, które genetycznie jest
                    człowiekiem ale tylko genetycznie. Matka natura nie tak nas stworzyła żebyśmy
                    wbrew wszystkim prawom natury statrali się utrzymywać przy życiu osobniki do
                    niego niezdolne. Życie też ma swój sens, a my litując się nad każdym dzieckiem
                    niezdolnym do życia sens życia zaprzepaszczamy. W średniowieczu ludzie, którym
                    umierały dzieci mówili że taka była wola Boga. A może my używając
                    skomplikowanej aparatury medycznej niepotrzebnie wtranżalamy się w wykonanie
                    woli bożej? Może nie należy podłączać do aparatury medycznej dziecka bez mózgu
                    bo wolą bożą ono miało być martwe? Jeśli nie wolno nam się wtrącać w sprawy
                    śmierci to może lepiej nie ingerować zbytnio także w sprawy o ratowanie życia?
                    Człowieczeństwo to kwestia stanu świadomości a nie kształtu czy genomu....
              • Gość: robak Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.zchpolice.com 25.01.05, 12:03
                sorry ale jestes dość ograniczoną osobą.Rozumiem że świadomość zabicia chorego
                nie jest fajna, szczególnie jeśli dotyczy dziecka.Ale ciekawe czy byłabyś za
                "doswiadczeniemi na dziecku(żywej istocie, bez jej zgody!!!) w celu poszerzenia
                wiedzy gdyby chodziło o twoje dziecko.Gdybyś widziała jak się męczy, jak inni
                je "męczą"?!Pewnie byś wszystkiemu przyklasnęła mając na względzie dobro innych
                istotek.A że to też niehumanitarne, bo ten dzieciaczek nie wyrazi zgody na
                takie męczarnie, już by cię nie obchodziło...
                • bugaga Re: Zapraszam do książek - do Robaka 25.01.05, 13:02
                  jesli bylaby to JEDYNA SZANSA na poprawienie jego stanu a tym samym godnosci
                  jego zycia TAK. Jak walczyc to do konca, wszystkimi srodkami.
                  (no i wychodzi szydlo z worka zupelnie nie jestem milosierna hahahaha ;D)

                  pozdrawiam
              • Gość: maz Re: Tendencja IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.01.05, 13:01
                A przysięgę Hipokratesa nazywajmy w końcu po imieniu -> HIPOKRYTA!
                Skoro za dziecko decydujemy że ma umrzeć, to czemu nie decydować w stosunku do
                dzieci urodzonych? "Medycyna" "naprawiłaby" swój "błąd" z
                czasów "barbarzyństwa" gdy dzieciom pozwalano sie "bestialsko" rodzić...!!!
                A skoro te "eutanazje" by ulżyć w cierpieniach, to dlaczego skazujemy ludzi za
                zabójstwa??? Przeciez oni tylko "ulzyli" swym ofiarom w cierpieniu życia????
                Tyle tylko że zrobili to bez "koncesji" bo nie byli lekarzami... Hmmm i
                nazwę "lekarz" cza by było zmienić bo w końcu nazwa pochodzi od leczenia...
                czyli do tych ludzi po prostu nie pasuje!

                Apel do morderców: zabijajcie tych pseudo lekarzy (oddacie im przysługę -> nie
                będą sie dłużej męczyli na tym świecie), a sympatia i ludzi będzie po waszej
                stronie!

                A na poważnie: kto zdecyduje które przypadki są ciężkie, i z którymi medycyna
                nie może sobie poradzić (greminum przekupnych lekarzy)??? A co jeżeli coś dziś
                nieuleczalnego będzie uleczalne jutro, skrzemy "lekarzy" na więzienie bo zabili
                niepotrzebnie, czy postawimy im pomnik za poświecenie moralności? A kto
                zagwarantuje iż jeżeli raz przyzwolimy na zabijanie to w przyszłości bedziemy
                potrafili powstrzymać naszą ludzką krwiożerczość i nie wejdziemy w czasy
                cywilizowanego barbarzyństwa? Polecam poczytać trochę książek SF! Ich autorzy
                potrafią przedstwić takie wypaczone światy i wtedy niech sobie autor artykułu i
                ci "lekarze" zadadzą pytanie czy tam chcą dojść...
                W końcu dojdzie do tego iż faszystowskie Niemcy zostaną uznane za przejaw
                wyższego stopnia rozwoju cywilizacyjnego, zniszczonego przez niedojrzały
                do "wielkości" świat...
              • alimur Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 25.01.05, 15:36
                To niech ktoś spróbuje wyleczyć noworodka, który nie ma mózgu.
          • Gość: L Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing IP: *.p-s-inter.net 24.01.05, 22:37
            Przy tym wszystkim należałoby jednak zwrócic uwagę, jak wiele zła w sprawie tej
            właśnie części medycyny uczyniła nasza paranoiczna prawica. Przecież w Polsce
            drastycznie ograniczono dostęp nawet do badań prenatalnych, bo tym oszołomom
            (naprawde trudno mi tu nie posuwać się do niegrzecznego języka) nie przyszło do
            głowy, że mogą one służyć ratowaniu zdrowia. To są ludzie, którzy łatwo
            decydują o (cudzym) cierpieniu, ale którzy jednocześnie tak naprawdę zrobili
            dla kobiet, dzieci mnóstwa zła.
        • aelithe Re: Zapraszam do książek - na początek Peter Sing 24.01.05, 12:03
          1. co ma wspólnego cierpeinie z zabijaniem, jeśłi człowiek się zrani w palec to
          cierpi, wystarczy mu podać lek przecibólowy, a nie trzeba go od razu zabijać.
          Podobnie jest ze świadomym zabijaniem chorym. Co nam daje prawo decydować, kto
          ma prawo żyć , a kto nie?
          2. Pan chyba nie rozumie o czym pan mówi. Eutanazją nie jest odłączenie od
          respiratora osoby nezdolnej do samodzielnego oddychania. Jest to tylko
          zaniechanie czynności nadzwyczajnych. Zgodne jest to ze wszystkimi standartami
          deontologicznymi , łacznie z Watykańską Kartą Służby Zdrowia. A czym innym jest
          świadome podanie trucizny choremu.
          • Gość: miop Re: jesli ty widzisz jako cierpienie bol palca IP: *.broker.com.pl 24.01.05, 21:55
            to nic dziwnego ze uprawiasz belkot myslowy
        • Gość: l Z życia IP: *.prawo.uni.wroc.pl 24.01.05, 15:27
          Moi znajomi mieli taki przypadek. Lekarze ratowali dziecko do granic możliwości
          i udało im się. Okazało się, że dziecko nie ma zbyt dużego kontaktu ze światem
          zewnętrzym - parktycznie nie odbiera bodźców poza czuciem w okolicach twarzy.
          Lekarze mówli że pożyje maksymalnie kilka tygodni.
          Żyło prawie 4 lata.
          Wobrażacie sobie pielegnowanie takiej 4 letniej rośliny, która nigdy nie bedzie
          człowiekiem?
          Małżeństwo chwiało sie - prawie rozpadło. Rodziny teściów poróżniły. Szczęśliwe
          to cos zmarło. Niecały rok później urodziło im się w pełni zdrowe dziecko.
          • bugaga Re: Z życia 24.01.05, 16:00
            I
            nie twierdze, ze KAZDY czlowiek jest predysponowany
            do opieki nad takimi przypadkami,
            jesli przekracza to sily kogokolwiek
            sa specjalne osrodki
            pelniace opieke nad takimi przypadkami...

            pozdrawiam
            • Gość: zila Re: Z życia IP: *.crowley.pl 24.01.05, 19:42
              co do osrodkow - na pewno sa, ale jak ze wszystkim w Polsce na miejsce trzeba
              czekac. warunki za to w niektorych sa fatalne i decyzja o pozostawieniu w nim
              czlonka rodziny nie zmniejsza stresu a wrecz poteguje. ratowanie za wszelka
              cene, gdy dysponujemy w dodatku mozliwosciami technicznymi, nie zawsze jest
              odbrym rozwiazaniem. nieslyszace, niewidzace, niepelnosprawne 'cudem' uratowane
              800 gramowe wszesniaki najlepszym tego przykladem.
              pozdrawiam.
              • bugaga Re: Z życia 25.01.05, 10:24
                nie mam pojecia jak sie przedstawia
                sprawa osrodkow obecnie,
                pewnie borykaja sie z tym samym co wszystkie - brakiem funduszy...
                Przypuszczam jednak, ze jesli rodzicow jest stac na oplaty,
                to placa za miejsce...

                Co do 800 wczesniakow to naprawde roznie bywa,
                ale ogolnie masz racje -
                sa narazone na wiele chorob,
                z drugiej strony,
                medycyna ciagle rozwija sie w tym kierunku -
                dzieki nieustannie podejmowanym PROBOM

                pozdrawiam
            • Gość: Nemo Re: Z życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 00:03
              1. skąd na to fundusze.
              2. dlaczego nie ratować również dzieci w Afryce?
          • Gość: xyz Re: Z życia IP: *.ded.ameritech.net 24.01.05, 19:22
            Mam inny przyklad z zycia. Rodzice zdecydowali sie na aborcje zycia poczetego.
            Po jakims czasie zaczelo sie cos miedzy nimi psuc. Nastepnym krokiem byl
            rozwod.
            • Gość: Nemo Re: Z życia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.01.05, 00:01
              Mam inny przyklad z zycia. Rodzice posiadali dwójkę zdrowych dzieci.
              Po jakims czasie zaczelo sie cos miedzy nimi psuc. Nastepnym krokiem byl
              rozwod.
      • Gość: anrid Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.devs.futuro.pl 25.01.05, 00:25
        Spróbujcie, mądrale, za wszelką cenę leczyć dziecko, które nie ma mózgu...
    • Gość: Mariusz Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.bb.netvision.net.il 24.01.05, 05:50
      Problem, który został postawiony przez autora artykułu jest sztuczny i nie
      dotyczy meritum sprawy. Papież i inni, którzy potępiają eutanazję, nigdy nie
      domagali się i nie domagają ratowania życia za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie
      piszą raczej o umieraniu z godnością itd. Zasadniczym problemem jest
      natomiast "pomaganie" w umieraniu. Rezygnacja z traktowania życia jako pewnej
      świętości prowadzi do manipulowania życiem i zupełnie swobodnego decydowania o
      życiu i śmierci innych i to jest problemem.
    • Gość: jenar Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 07:33
      Przerażające. Autor artykułu mówi o stworzeniu prawa, które nie pozostawi pola do nadużyć. Czy jest jakikolwiek akt prawny spełniający taki postulat?Nadużyciem jest stworzenie protokołu zabijania. Czy nie dało by się w ten sposób usprawiedliwić niektórych działań doktora Mengele?
      • Gość: mirex Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.abhsia.telus.net 24.01.05, 08:50
        humanizm vs kapitalizm... leczyc = drogo... zabijac = tanio
        pan autor po stronie inwestorow
        • Gość: luvus Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.aster.pl 24.01.05, 09:37
          Jestem mama. Mam dziecko. I wiem, ze gdybym dowiedziala sie o smiertelnej chorobie po
          urodzeniu dziecka - zdecydowalabym sie na takie rozwiazanie (niezwykle trudno o badania
          prenatalne kobietom przed 40 rokiem zycia w naszym kraju). Uwazam, ze tak jak aborcja, jest
          to kwestia sumienia. A prawo pownno byc takie, by kazdy, wlasne zgodnie ze swoim
          sumieniem, mogl decydowac.
          Ciesze sie, ze takie artykuly pojawiaja sie w szarym kraju nad wisla.
    • Gość: T-rex Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 156.17.253.* 24.01.05, 09:43
      Panie Sławomirze !
      Nie piszę "szanowny", bo tym tekstem nie zasłużył Pan na szacunek.
      Koncentruje się Pan na dyskomforcie, jaki odczuwają rodzice i lekarze. A ŻYCIE
      CZŁOWIEKA ? Pisze Pan: "znacznie łatwiej podjąć decyzję o niepodłączaniu do
      respiratora śmiertelnie chorego dziecka, niż potem decydować o odłączeniu go od
      życiodajnej maszyny". Na początku dopuszcza się Pan przekłamania (te dzieci są
      chore ciężko, ale nie śmiertelnie i otoczone opieką mogą żyć dalej - rozszczep
      kręgosłupa to nie jest rak). "Znacznie łatwiej", to w ogóle iść na piwo, a nie
      przejmować się chorymi dziećmi. Ale jeśli się wybrało zawód lekarza, związany z
      tym prestiż i pozycję społeczną, to ma się psi obowiązek postępować nie tak,
      jak jest "łatwiej", ale tak, by ratować zdrowie i życie. Na ratunek i pomoc w
      chorobie zasługują nie tylko ci, którzy są piękni i mądrzy, ale wszyscy.
      Jesli Pan pisze "takich dzieci nie powinno się ratować", "Gdybyśmy więc
      potrafili nie leczyć za wszelką cenę, zmniejszyłoby to liczbę podobnych
      dramatów", to już ociera się Pan o prokuraturę. Hitlerowcy nie ratowali dzieci
      żydowskich, bolszewicy - dzieci burżujskich, a Pan wprowadza inną kategorię
      istot, którym nie przysługują ludzkie prawa !!!!!
      Pisze Pan "A potem nikt nie chce wziąć na siebie odpowiedzialności za
      odłączenie dziecka od respiratora, choć może to odebrać szanse uratowania za
      pomocą tego przyrządu zdrowszego malucha oraz zwiększa cierpienie śmiertelnie
      chorego noworodka i jego rodziców". Czy Holandia nie ma dość respiratorów dla
      wszystkich potrzebujących ??? Taki argument jest zasadny tylko w skrajnych
      wypadkach: Sumatra po tsunami - ubogi, zrujnowany kraj, lekarstw dla wszystkich
      nie starczy i trzeba dokonywać takich przekletych wyborów "życie za
      życie". "Nikt nie chce podjąć decyzji", pisze Pan - bo nikt takiej decyzji nie
      powinien podejmować, bo ta niechęć jest właśnie objawem człowieczeństwa. Nawet
      ateista, który nie boi się Boga i wierzy w bezkarność na ziemi, powinien
      pamiętać, że kiedyś on też zestarzeje się i zniedołężnieje. Czy chciałby wtedy,
      żeby skracano mu życie, z powodu "głębokiego smutku" rodziny i lekarzy, którzy
      potrzebują szpitalnego łóżka dla jeszcze zdrowego, młodego byczka.
      "Z tego punktu widzenia uważam działanie Holendrów za akt miłosierdzia", pisze
      Pan. No cóż, mnie takie "miłosierdzie" było w dzieciństwie oszczędzone, Panu
      zresztą też. Nie chciałbym też w przyszłości się z takim miłosierdziem spotkać -
      i Panu nie życzę.
      A propos - to w takim razie jak można potępiać terrorystów z Biesłanu ?
      Przecież złożyli oni dzieci w ofierze zawolność swojego kraju. I jak można
      wysyłać pomoc dla ofiar tsunami, skoro nie ma się respiratorów dla własnych
      obywateli ?
      • Gość: k eugenika jest ok IP: *.prawo.uni.wroc.pl 24.01.05, 15:34
        Gościu takie odległe od faktów rozumowanie powoduje namnażanie problemów a nie
        ich likwidowanie.
        Jesli ludzie religijni czynią z cierpienia wartość to niech je sobie w domach
        praktykują.
      • Gość: k polisa na starość IP: *.prawo.uni.wroc.pl 24.01.05, 15:37
        A co do polisy na starość - to jednak każdy ma taką rodzinę jaką sobie
        stworzył. Kto sieje wiatr ten zbiera burzę.
    • Gość: kichote Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 212.124.92.* 24.01.05, 10:05
      Bugaga, szanuje Twoje przekonania, tym bardziej, ze - co rzadkie tutaj -
      wyrazasz je w uprzejmy sposob. Ale, niestety, sa sytuacje, w ktorych nie da sie
      wyleczyc czlowieka. Nie ma na przyklad sposobu na "podarowanie" mu mozgu... I
      czy nie wydaje Ci sie, ze leczenie, jak to nazwalas "eksperymentalne" jest
      nieetyczne, skoro przynosi pacjentowi tylko straszliwy bol, a z gory skazane
      jest na niepowodzenie?
      • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar 24.01.05, 14:51
        milo mi Kichote, imho szacunek do interlokutora to podstawa ;)

        tak, doskonale zdaje sobie sprawe, ze sa takie sytuacje,
        ba,
        nawet sama w przyszosci moge sie w takiej znalezc
        i nie raz mowie, ze moje narzady "w razieczego sa do wykorzystania"...

        Zobacz:
        widze tu sprzecznosci i niekonsekwencje -
        z jednej strony koronnym argumentem zwolennikow takich dzialan jest NIELUDZKIE
        CIERPIENIE. Jesli jest ono tak duze, ze_nie_do_wytrzymania - zostaje tylko
        SMIERC to w zaden sposob proby POMOCY ich ulzenia jego nie zwieksza.
        Masz racje - wiele z prob leczenia skazanych jest na niepowodzenie,
        ale ZADNA z nich NIE JEST bezproduktywna i IMHO nieetyczna.
        bo KAZDA wnosi cos do zdiagnozowania/uleczenia choroby i posuwa sprawe
        naprzod...

        pzdrv.
      • Gość: kal Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 213.199.195.* 24.01.05, 16:59
        Tylko skąd pewność że taki stan przynosi pacjentowi straszliwy ból skoro sami
        podkreślacie, że nie ma on świadomości.
    • Gość: Martin Za takie słowa więcej wyborczej nie kupię IP: 195.117.20.* 24.01.05, 10:20
      i tyle ...
    • Gość: osoba niemiłosiern Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.crowley.pl 24.01.05, 11:27
      cytat: (...) Z tego punktu widzenia uważam działanie Holendrów za akt miłosierdzia.

      No proszę. Jaki z naszego pana Zagorskiego miłosierny samarytanin...

      To jest w sprawie najokropniejsze - są ludzie, którzy używając pewnych zabiegów
      erystycznych potrafią nazwać "miłosierdziem" każdą podłość.

      Ciekawe, gdzie leży granica zagórskiego "miłosierdzia". Ciekawe, czy dojdziemy
      do sytuacji, w której po wypadku samochodowym konsylium miłosiernych lekarzy
      będzie nad nieprzytomną ofiarą debatować, czy amputować zmiażdżoną nogę (i
      skazywać kalekę na lata męk), czy może od razu "akt miłosierdzia" (strychnina).
      • Gość: Milena Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.grohe.de / 213.31.191.* 25.01.05, 12:08
        Ciekawe, gdzie leży granica zagórskiego "miłosierdzia". Ciekawe, czy dojdziemy
        > do sytuacji, w której po wypadku samochodowym konsylium miłosiernych lekarzy
        > będzie nad nieprzytomną ofiarą debatować, czy amputować zmiażdżoną nogę (i
        > skazywać kalekę na lata męk), czy może od razu "akt miłosierdzia"
        (strychnina).


        Ja jesli byłabym ofiarą, wybrałabym strychninę. I chcę miec taki wybór. I żądam
        aby go po wypadku sznowano!
        • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? do Mileny 25.01.05, 13:00
          alez nikt z nas Ci tego nie odbiera - to Twoja WOLA decydowanie o TWOIM ZYCIU
          nazywa sie to samobojstwem,
          nie zycze powodzenia ;)

          acz pozdrawiam
      • Gość: łodzianin:) Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.lodz.dialog.net.pl 25.01.05, 13:20
        a zaraz tam strychnina (człowiek się po niej męczy) - > lepiej pawulon my juz
        przetestowaliśmy, po prostu sie dusisz... A Doktorowi Śmierć to jescze pomnik
        postwią...
      • Gość: sławek zagórski Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 10.203.2.* 25.01.05, 13:43
        oosbo niemilosierna zastanow sie przez chwile i pomysl o cierpieniu rodzicow,
        ktorzy wiedza ze ich dziecko nie ma zadnych szans na przezycie i ze gdyby nikt
        go np. nie podlaczyl do respiratora zmarloby zaraz po porodzie, a tak moze
        meczyc sie jeszcze 2,3 a moze 4 miesiace.
        • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? do Autora 25.01.05, 13:47
          jesli to do mnie to jeszcze raz odsylam o linki:

          www.nasz-bocian.pl/modules.php?name=Forums&file=viewtopic&t=14346
          a potem prosze zweryfikowac swoj post.

          pozdrawiam
    • aelithe Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar 24.01.05, 11:59
      Pan w ogóle nie wie o czym Pan mówi. Czym innym jest nie ratowanie chorego za
      wszelką cenę, a czym innym jest świadome pozbawienie go życia. Lekarz ma
      chronić chorego, a nie go zabijać. Przysięga Hipokratesa - nie podam choremu
      trucizny (w celu pozbawienia go życia), ani niewieście środków spędzających
      płód. Jeśłi się nie będziemy tego trzymać, to dojdziemy do sytuacji jak w
      Holandii, gdz\ie chory boi się iśc do lekarza, aby nie zostać zabity. A można
      iśc jeszcze dalej.
      • Gość: miop Re: odeslac do kolejki jak w polsce :-P IP: *.broker.com.pl 24.01.05, 22:02
    • aska-polka TO SĄ SŁUSZNE DECYZJE W MYŚL PRAWA NATURALNEGO 24.01.05, 12:02

    • Gość: gosc z Holandii Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.cable.casema.nl 24.01.05, 12:12
      Czy moze nie jest lepiej ze tabu nadal istnieje? Nie wszystko mozna z pwawem
      regulowac.
    • zniwiarka Re: Ratować życie za wszelką cenę? 24.01.05, 14:00
      rozszczep kręgosłupa może powodować, że rdzeń kręgowy jest niczym nie osłonięty
      (normalnie biegnie przez środek kręgów i ma solidną, kostną osłonę).
      Komu z Was dentysta wwiercił się kiedyś w nerw zęba? Bolało? Fajnie było?
      No to teraz wyobraźcie sobie, że dziecko czuje ból nieporównywalnie większy, bo
      i nerw jest większy i biegnie wzduż całego, maleńkigo ciałka.
      I nic nie ma, tylko ten ból. Aż do powolnej śmierci.
      Wyobraźcie sobie, co czują rodzice, gdy ich dziecko straszliwie cierpi i nie ma
      żadnej mozliwości przerwania tego cierpienia choćby na chwilę.
      Nie trzeba podawac trucizny. Wystarczy nie ratować.




      • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? 24.01.05, 15:09
        Zniwiarko,
        wiec wytlumacz mi jak to mozliwe,
        ze znam Osobe, ktora majac rozszczep kregoslupa
        osiagnela doroslosc, ba! zostala lekarzem.
        Oczywiscie, ze wiele wycierpial w dziecinstwie,
        bol, operacje, rehabilitacje,
        ale ZYJE i oprocz tego, ze jest SAMOWYSTARCZALNY
        i na dodatek pomaga innym...

        Co by sie stalo, gdyby 30 lat temu
        nie podjeto prob ratowania Go
        i ulzenia Mu w cierpieniu poprzez nowatorskie wowczas operacje?
        a "powolna smierc" w nieustannym cierpieniu
        o korej piszesz zamienila sie na "zwykla" z twojego punktu widzenia smierc..

        pozdrawiam
        • biedronka24 I jeszcze cos 24.01.05, 20:05
          znakomita wiekszosc przypadkow tej wady o ktorej mowicie to np efekt niedoboru
          kwasu foliowego w okresie ciazy...
          Tych przypadkow nie jest az tak duzo by sie zamartwiac nad koniecznoscia
          szukania praw do tego typu procederow. Tym bardziej, gdy istnieje olbrzymie
          ryzyko np ´przeniesienia´ tego prawa i podciagniecia pod nie przypadkow innych
          powaznych wad wrodzonych, ale pozwalajacych na zycie choc gorszej jakosci-
          zwlaszcza dla rodzicow i opiekunow..
          Zaden z wymienionych przypadkow chorobowych nie kwalifikuje sie do stworzenia
          jednoznacznego prawa (pomijajac juz strone moralna) bo stan dziecka zalezy od
          zaawansowania i wspolwystepowania tych wad.
          Nie wierze aby mlody pediatra z powolania marzyl o takim prawie.
          • Gość: neuro Re: I jeszcze cos IP: *.chello.pl 24.01.05, 22:54
            jestem lekarzem, i to juz niemlodym. Neurologiem, wiec cos na tamat wad i
            chorob mozgu wiem. Rozumiem, ze czasem ratowanie OZNAK zycia za wszelka cene,
            tj. sztuczne oddychanie, podtrzymywanie krazenia lekami lub nawet bardziej
            skomplikowanymi sposobami, mija sie z celem i niewiele ma wspolnego z
            LECZENIEM. Ale to nie to samo, co ulatwianie czy przyspieszanie smierci. I co
            innego niz lagodzenie cierpienia. Wiem tez, ze te granice sa bardzo wyrazne z
            perspektywy lekarza przy lozku pacjenta. O ile ten lekarz nie uzurpuje sobie
            wszechwiedzy i wszechmocy.
            Pozdrawiam, ide odsypiac dyzur,
      • Gość: k metafizyka IP: *.prawo.uni.wroc.pl 24.01.05, 15:40
        to jest właśnie problem rywalizacji argumentów racjonalnych z mistycznymi
        • bugaga Re: metafizyka 24.01.05, 16:04
          szczerze mowiac nie wiem ile w tym bylo metafizyki,
          ile innowacyjnych acz racjonalnych rozwiazan..
          prawdopodobnie jego przypadek byl "lekki"
          i dzis nie byloby problemu z usunieciem tego typu wady,
          ale czy tak samo bylo te 30 lat temu?

          pozdrowka
          • Gość: Bartek ...jego przypadek byl "lekki" - sam odpowiedzialas IP: 195.190.143.* 24.01.05, 19:28
            1. zycie trzeba ratowac ale smierc zawsze bedzie i zawsze beda takie przypadki
            ktorych sie nie da uratowac - czasem trzeba sie z tym pogodzic

            2. zauwaz ze nie jest ogolnie przyjete by robic eksperymenty medyczne na
            ludziach - zwlaszcza dzieciach, nawet jezeli stanowia oni beznadziejne
            przypadki medyczne nigdy nie jest tak, ze pozwala to automatycznie lakarzom do
            woli eksperymentowac (nawet za zgoda pacjenta) - i tak musi byc - argument -
            zeby eksperymentowac, trzeba miec jakies przeslanki, ze eksperyment ma szanse
            powodzenia, ale tak nie zawsze jest
            • bugaga Re: ...jego przypadek byl "lekki" - sam odpowiedz 25.01.05, 10:29
              Bartku,

              znowu niefortunnie uzyte pzeze mnie "eksperymenty"
              chodzi o to
              aby PODJAC LECZENIE TEGO KONKRETNEGO PRZYPADKU
              i TEJ KONKRETNEJ CHOROBY
              mozliwie ze NAJNOWSZYMI w danej chwili metodami.
              Ktos musial byc pierwszy w operacjach przeszczepu nerki, serca etc.

              pzdrv.
          • Gość: Toni Re: metafizyka IP: *.telia.com 24.01.05, 19:35
            Hej "bugaga"
            W tobie jest tyle samo zapalu i dobrej woli co i niewiedzy na temat
            problematyki. Zawodowo stykam sie z pacjentami nie majacymi szans na przezycie
            do czasu powstania ewentualnych nowych metod leczniczych, w wielu przypadkach
            (braki istotnych czesci organizmu)nie mozna nawet przypuszczac, ze takie
            kiedykolwiek powstana (brak czesci mozgu jako przyklad).Noi nie zwalaj problemu
            utrzymywania tych istot przy zyciu na jakies tam mityczne wyspecjalizowane
            osrodki. Tam tez pracuja ludzie a nie maszyny, tez widza i przezywaja
            cierpienia tych osobnikow. D tego NIE mozna sie przyzwyczaic. Na codzien na
            calym swiecie dostep do leczenia, niestety, nie jest nieograniczony bo nie sa
            nieograniczone srodki finansowe. Jezeli postanowimy wszystkim potrzebujacaym
            dac wszystko co dzisiejsza medycyna moze i za wszelka cene to nawet na chleb ze
            smalcem dla zdrowych nie starczy. Przyklad to siostry blizniaczki rozdzielane
            ostatnio. Problematyka stara jak swiat i zawsze regulowana miedzy lekarzami i
            rodzina, jeszcze przedtem przez sama rodzine. Ale przy dzisiejszym patrzeniu na
            rece wszystkim i zajmowaniu sie sprawami wdg. wlasnych pogladow czyli
            wlasnego "widzimisie" nie dziwie sie lekarzom, ze chca regulacji prawnej.
            Powtarzam rade kolegi powyzej, mniej emocji, poczytaj troche,i obys nie musiala
            byc w kregu podejmujacym takie decyzje.
            • bugaga Re: metafizyka 25.01.05, 10:40
              Toni,
              czytajac Ciebie sprawa wydaje mi sie niezwykle prosta -
              POWODEM dla ktorego lepiej jest usmiercac/dokonywac "eutanazji" dzieci
              sa KOSZTY. Jesli to przyjmiemy za punkt wyjscia, to dlaczego tlumaczymy
              to "niewyobrazalnym cierpieniem" etc? Nazwijmy rzecz po imieniu, rowniez w
              Holandi - usmiercamy, bo SZKODA/BRAKUJE pieniedzy na KOSZTOWNE operacje etc...
              Jesli chodzi o Polske - wszyscy wiemy, ze to dosc ciezki argument,
              ale w HOLANDII??? Ktora moglaby sie stac prekursorem nowatorskich metod
              leczenia? O CO WIEC CHODZI - o dobro zieci, czy pieniadze?

              Btw - zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa - czy wiesz moze co sie dzieje z
              narzadami takich dzieci?
              I tak naprawde na ile w OCENIE takich przypadkow bierze gore "uzurpowana
              NIEOMYLNOSC" lekarza + ewentualne korzysci a ile SAMO DZIECKO.
              Zawsze mozna przeciez to przykryc "niewyobrazalnym cierpienim"...
              To sie dopiero nazywa hipokryzja...

              Co do osrodkow, rzeczywicie - pracuja tam LUDZIE
              ale imho lepiej predysponowani do takiej roli niz pierwszy lepszy z ulicy...

              dziekuje za zyczenia
              i pozdrawiam
              • Gość: Toni Re: metafizyka IP: *.telia.com 27.01.05, 01:02
                Hej bugaga, nie wkladaj w moje usta tego co nie powiedzialem. Idz sobie za to
                do jakiegokolwiek szpitala na intensywna terapie na 1 miesiac praktyki. Potem
                chetnie z Toba pogadam, bo juz bedziesz wiedziala o czym mowisz.
    • Gość: nn Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 217.153.50.* 24.01.05, 14:58
      A nie zastanawia Pana na ile łatwo argumentacja "żeby zmniejszyć cierpienie"
      może przejść w "żeby było taniej"?
      W końcu uśmiercenie kogoś zawsze będzie najtańszą metodą "leczenia"...
      Czy to nie jest przypadkiem tak, że zza górnolotnych słów o humaniźmie, uldze w
      cierpieniu itd. wystaje prawda o tym, że to się "nie opłaca"?
      • Gość: miop Re: najtansza jest kolejka :-( IP: *.broker.com.pl 24.01.05, 22:07
    • Gość: Ania z Holandii Eksperyment na cierpieniu? IP: *.uvt.nl 24.01.05, 16:34
      Czlowieku, proponujesz eksperymentowac na zywych cierpiacych dzieciach ? Cena
      cierpienia ? Czy eksperymenty na ludziach sa dozwolone ?
    • Gość: Aska Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.nyc.rr.com 24.01.05, 17:19
      Bugaga - na swiecie jest wiele dzieci cierpiacych niesamowicie i bolesnie z
      przyczyn ktore usunac jest znacznie latwiej niz rozszczepienie kregolsupa, sa to
      dzieci pelne zycia ale narazone na smierc ze wzgledow spolecznych, braku
      rodzicow braku jedzienia braku dachu nad glowa. Zawsze zastanawia mnie bardzo
      mocno czemu ludzie broniacy tak bardzo zycia poczetego, lub - w tym przypadku -
      zycia bardzo uposledzonego, nie zajma sie dziecmi ktore juz sa na tym swiecie i
      bez pomocy materialnej umra juz nie zaznaja dziecinstwa. Taki fenomen spoleczny
      to zwykla polska klatolicka hipokryzja.
      • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? Do Asi 25.01.05, 10:46
        Asiu,
        a skad ta pewnosc, ze sie nie przejmuje i nie dzialam?
        Znalezlismy sie w tym miejscu bo dyskutujemy o konkretnym artykule,
        ktory mnie rusza
        a nie o dzieciach w Afryce etc,
        pokaz mi miejsce i rownie poruszajacy artykul na tematy przez Ciebie wymienione
        a w miare mozliwosci porozmawiam rowniez tam :-)

        i dzieki za bezbledne rozpoznanie moich intencji hahahaha

        pzdrv.
    • Gość: X Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.access.telenet.be 24.01.05, 19:00
      Nie badzmy okrutni obciazajac moralnie lekarzy rodzicow i dzieci
      Rodzice beda miec szanse na wychowanie pozostalych zdrowych dzieci a nie
      zlamany zyciorys przy jednym uposledzonym nie mowiac o srodkach finansowych
      A i dzieci uposledzone nie beda sie meczyc bo sa inne
      Ja podjelabym taka decyzje jako rodzic , lekarz lub dziecko i nie chcialabym
      miec na sobie zlych oczu opinii publicznej
    • Gość: Obserwator Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.mybigcity.net / *.mybigcity.net 24.01.05, 19:28
      Gazeta Wyborcza piórem Zagórskiego rozpoczyna kampanię na rzecz mordowania
      słabych i chorych. Na razie to tylko "macanie gruntu", ale wkrótce nadejdzie
      czas na właściwą kanonadę przeciwko życiu.... Takich jak Zagórski żadne
      racjonalne argumenty nie przekonają, szkoda się wysilać.
      • Gość: sławek zagórski Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: 10.203.2.* 25.01.05, 13:50
        Naprawde myslisz, ze Gazeta optuje za mordowaniem slabych i chorych? Jesli tak
        to rzeczywiscie nie warto z Toba dyskutowac.
        Polecam Ci jedank hiszpanski film „W strone morza” o facecie, tetraplegiku,
        ktory przez 28 lat zabiegal, by ktos pomogl mu umrzec. Obejrzyj i wtedy
        pogadajmy. Moze uznasz argumenty jakie padaja z ust tego chorego czlowieka?
    • Gość: echtom Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 19:56
      Kilkanaście lat temu dyskutowałam z kolegą-absolwentem medycyny o planowanej
      ustawie aborcyjnej. Dowodził, że aborcja powinna być dozwolona, bo lepiej
      usunąć ciążę, niż "urodzić takiego Downa, który tylko leży i sra pod siebie".
      Może miał rację, ale zimnym dreszczem przejęły mnie takie słowa w ustach
      lekarza.
    • Gość: m. Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.adsl.hansenet.de 24.01.05, 20:02
      dziekuje autorowi za taki artykul, za "przbijanie sie" przez ta "nie zabijac"
      teorie, ktora zazwyczaj skupia sie tylko i wylacznie na tych dwoch slowach bez
      koncentrowania sie na tym co dalej! I wcale nie chodzi o egoistyczne
      nastawienie, czy pieniadze (chociaz logiczne jest chyba to, ze skoro jest zbyt
      malo sprzetu, to lepiej przeznaczyc go na ratowanie zycia tych, ktorzy maja
      duze szanse a nie na beznedziejne przypadki), ja nie mam watpliwosci co do
      tego, ze gdyby badania prenatalne wykazaly nieuleczalne wady, aborcja bylaby
      jak najbardziej najrozsadniejszym rozwiazaniem (i to wcale nie latwym jak wiele
      osob smie tutaj twierdzic, chyba wlasnie nie maja pojecia jak wielka tragedia
      jest to dla kobiety...)
    • Gość: buba [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:32
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: dzio Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:38
      wszyscy tu piszą o wartości życia i o tym, że to straszne, zabijać dziecko. a czy nikt nie napisze, że strasznym jest to, że rodzice, mając świadomość, że ich dziecko umrze w cierpieniu za kilka tygodni i to cierpienie będzie jedynym doświadczeniem, jakie pozna, tym bardziej przerażającym, że dziecko tego cierpienia w żaden sposób zrozumieć nie może, nakazują podtrzymać dziecko przy życiu? jak można skazać własne dziecko na coś takiego? jak można zaspokajać własne potrzeby kosztem potwornego cierpienia maleńkiego człowieka?

      i przeraża mnie kłócenie sie o ten nieszczęsny rozszczep kręgosłupa - przecież to jest chyba jasne, że nie chodzi tutaj o dzieci, które MOŻNA wyleczyć, tylko o takie, które bez najmniejszych wątpliwości i pomimo wszystkich wysiłków lekarzy UMRĄ i to w straszny sposób.

      dla mnie z praktykami wspomnianego już tutaj doktora mengele więcej wspólnego ma podtrzymywanie przy życiu takich niemowląt, niż oszczędzenie im bardzo krótkiego i w całości wypełnionego bólem życia...
      • Gość: Aśka Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 20:59
        tak łatwo jest decyzdować o uśmiercaniu czy nie pomaganiu w stosunku do dzieci
        innych ..albo też ja bym tak zrobił(ła)...tak naprawde nikt z nas nie powinen
        się wypowiadać w tej kwesti dopóki sam nie stanie w obliczu tak dramatycznej
        decyzji.
        A tym, ktorzy teraz tak gorliwie mwią za, życze żeby życie nigdy nie
        zweryfikowało ich pogldow na ten temat.
        pozdrawiam
        • Gość: bat Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:08
          Jeżeli uważasz, że nikt nie powinien się w tej kwestii wypowiadać to
          niepotrzebnie zabierasz głos.
      • Gość: she Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:05
        Zgadzam sie z Toba, podtrzymywanie tych dzieci przy zyciu to dopiero mengelizm.
        Po to, zeby lekarze poobserwowali sobie ciekawe przypadki, jak jakiegos garbusa
        w sredniowiecznym cyrku.

        Nie wiem co sie kryje za tym irracjonalnym pedem do podtrzymywania zycia w
        beznadziejnych przypadkach. Ludzie zdaja sie byc zaslepieni jakims dewiacyjnym
        (dewocyjnym) milosierdziem. Boja sie naduzyc ? Ba, do tego nie potrzeba wiele,
        co udowodnilo lodzkie pogotowie hojnie latami dawkujace pavulon. Ciekawe, ze
        tyle osob tak latwo sie utozsamia z owymi dziecmi (podobnie jak przeciwnicy
        aborcji utozsamiaja sie z embrionami), z rodzicami zas jakby rzadziej. Skad ta
        empatia wobec warzyw i totalny brak wspolczucia wobec matek i ojcow ?
      • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? do Dzio 25.01.05, 10:52
        > i przeraża mnie kłócenie sie o ten nieszczęsny rozszczep kręgosłupa -
        przecież
        > to jest chyba jasne, że nie chodzi tutaj o dzieci, które MOŻNA wyleczyć,
        tylko
        > o takie, które bez najmniejszych wątpliwości i pomimo wszystkich wysiłków
        lekar
        > zy UMRĄ i to w straszny sposób.

        Jesli jest JASNE to skad to CHYBA Dzio? ;ppp
        Ja mam watpliwosci
        jeszcze wieksze po tej dyskusji

        bo tak naprawde
        wszystko zalezne jest od LEKARZA i od sposobu w ktory przedstawi problem
        rodzicom, a jego intencje i pobudki przykryte sa NIEWYOBRAZALNYM CIERPIENIEM
        dzieci i rodzicow... A jesli (jak powiedzial odsypiajacy dyzur Lekarz) uzurpuje
        sobie on nieomylnosc lub czerpie korzysci majatkowe?
        Przeciez o tym glosno nie powie...
        • Gość: dzio Re: Ratować życie za wszelką cenę? do Dzio IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.01.05, 15:57
          to "chyba" oznaczało - "wydaje mi się, że powinno to być jasne dla wszystkich". jeżeli dla kogoś nie jest, to bardzo mi przykro. to nie jest jakaś spiskowa teoria, mająca na celu mordowanie każdego noworodka, który choćby odrobinę odbiega od normy, tylko rozwiązanie stosowane w SKRAJNYCH przypadkach. a doszukiwanie się od razu tysiąca nadużyć, jakie wprowadzenie takiego prawa może spowodować, jest typowe dla polskiej mentalności - nie warto próbować, bo u nas to zawsze ktoś rozkradnie, zmarnuje, wypaczy i przekręci na lewą stronę...
          • bugaga Re: Ratować życie za wszelką cenę? do Dzio 25.01.05, 16:05
            Dzio,

            jak widze wierzysz w dobre intencje holenderskich lekarzy i ich pobudki;
            niestety, ja do nich zaufania nie mam,
            po tym jak usankcjonowali etanazje prawnie
            jednoczesnie tlumaczac, ze bedzie mozliwa WYLACZNIE ZA ZGODA poddawanego
            eutanzji
            a teraz okazuje sie, ze ok. 1/5 przypadkow odbiega od normy;
            pisalo o tym WPROST jakies polroku-rok temu,

            jesli Tobie lepiej zyc umywajac rece
            przyzwajac bez zmrozenia oka na takie praktyki
            to snij dalej,

            moje stanowisko i poglad znasz,
            rzeczywiscie, moze jest troche wypaczone
            przez historie z zycia ludzi,
            ktorzy starali sie o dzieci i ich zdrowie w roznych roweniez
            skrajnie/beznadziejnych przypadkach,
            dzieki czemu jestem BLIZSZA ich problemom
            niz Ty z wmawianiem mi patrzenia przez pryzmat jakiejs "teorii spiskowej"...

            pzdrv.
        • Gość: Toni Re: Ratować życie , nie cierpienia IP: *.telia.com 27.01.05, 01:12
          Hej bugaga, nie kompromituj sie "korzysciami majatkowymi" lekarza, za co niby.
          To pozatem nie jest na temat. A poprzednio zapomnialem wyjasnic, ze przy
          aktywnej pomocy w zakonczeniu zycia wszystkie narzady ido da grobu, oprocz
          kwesti moralnych i prawnych, z powodow technicznych, sa po prostu nieprzydatne.
          A w tych "specialnych osrodkach" personel cierpi jak normalni ludzie. Obojetni
          nigdy nie powinni tam pracowac.
    • Gość: echtom Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.01.05, 21:35
      Czy pamiętacie sprawę Włoszki, u której dziecka w czasie badań prenatalnych
      wykryto brak mózgu i czaszki? Zamiast poddać się aborcji, postanowiła je
      urodzić, by po jego śmierci przekazać organy do transplantacji. Co sądzicie o
      takiej decyzji?
    • Gość: jeden-z-wielu Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.devs.futuro.pl 24.01.05, 21:54
      "Eutanazja niemogących decydować o własnym losie dzieci to jedno z
      najsilniejszych tabu naszej cywilizacji." To nie tabu.To morderstwo.Żadnej
      eutanazji!!! Można natomiast (i należy) nie przedłużać życia za wszelką cenę.
      • Gość: Marek Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar IP: *.hrl.com 24.01.05, 22:06
        PAnie redaktorze, najlepiej nie brac przykladu z Holendrow a raczej posluchac swojego serca i rozumu i nie zapominac ze czlowiek i jego zycie nie ma ceny, mysle
        ze cala ta dyskusja rozwija sie w swiecie gdzie setki tysiecy ludzi ginie od kataklizmu , gdzie wojny zabieraja tysaece istnien, i wydaje sie ze mozna spekulowac
        czy dac szanse dziecku czy nie, pomijam fakt ze akurat w Polsce doswiadczylem co innego, eutanazji na podstwaie zaniechania leczenia pacjenta starszego ,84
        letniego , mojego ojca,ktorego ze wzgledu na koszty i wybor miedzy leczeniem 40 latka ulatwil podjecie decyzji. Panie redaktorze takich decyzji i nie tylko w Polsce ale
        szczegolnie w biednych krajach podejmuje sie tysiace kazdego dnia. To jest tez eutanazja , powinien byc prokurator i sad etc. A co do dzieci z rozsczepem
        kreguslupa , bez mozgu juz w lonie matki, to raczej jak matka zdecyduje , jezeli chce urodzic to urodzi i jest to jej krzyz na cale zycie , rowniez obciazenie dla
        spoleczenstwa, ale medycyna dzisiaj nie moze a jutro moze i ta nadzieja to jest gleboki humanizm o ktorym w Holandi zapomnieli
    • jagulec Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar 24.01.05, 22:42
      > a nie warto by było ciągle i nieustannie PRÓBOWAĆ WYLECZYĆ te dzieci?
      Wyleczyc dziecko, ktore NIE MA MOZGU???? A niby jak???
    • jagulec Re: Ratować życie za wszelką cenę? Nie - komentar 24.01.05, 22:44
      > Pierwszych dzieci się nie uratuje, ale miałyby szansę "popchnąć" tą działkę
      > naprzód.

      Czyli pierwsze dzieci = kroliki eksperymentalne, z zalozenia przeznaczone 'na
      rzez'... Co za roznica tak naprawde?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka