setite
20.03.05, 21:47
Ten artykuł jest bliski obiektywnemu spojrzeniu na sprawę Terri Schiavo.
Gdyby jeszcze była w nim wzmianka o ponadmilionowym odszkodowaniu, które
wywalczył mąż Terri w procesie o błąd w sztuce lekarskiej...
Nota bene, nic dziwnego, że mąż Terri nie chciał przyjąć ostaniej oferty
miliona dolarów - gdyby to zrobił, skompromitowałby się całkowicie i dał
możliwość rodzinie Terri wszczęcia procesu cywilnego. A tak, kobieta po
tygodniu umrze z głodu, a jego kasa za odszkodowanie (która miała być
przeznaczona na rehabilitację...) zostanie.
...........
W wątku pod artykułem głównym ktoś słusznie zauważył, że jeśli Terri to
naprawdę roślinka, to znaczy, że już, jako osoba, nie istnieje. Zakładając,
że tak jest, czemu nie pozwolić rodzinie Terri na opiekowanie się tą
roślinką? (chcą to robić bez żadnych roszczeń w stosunku do odszkodowania, na
którym łapkę trzyma mąż). Przecież nie robiliby jej nic niestosownego, ot,
karmili, kąpali, mówili do niej. Czy troskliwa opieka uwłacza godności?