ghotir
27.05.05, 22:18
amerykanscy weterani organizuja objazdowa wystawe: ofiary wojny w iraku.
Wczoraj zjechali do pobliskiego miasteczka. 1645 bialych krzyzy/nagrobkow
rozmieszczonych na trawniku community college. Organizatorzy ustawiaja rzedzy
nagrobkow, goscie moga umiescic na nagrobkach dane poleglych zamieszczone w
ksiedze ofiar sciagnietej z internetu. Wszedlem, pierwszy z brzegu nagrobek:
chlopak z czestochowy, dwa nagrobki dalej ktos ze lwowa. Zajrzalem do ksiegi
ofiar: bardzo duzo fotografii poleglych murzynow, wiele hiszpansko brzmiacych
nazwisk.
Obserwowalem reakcje gosci. Jeden powiedzial mi ze powolano go do wojska w
1962/3. Przed wyjazdem na 'basic training' jego zona zaszla w ciaze wiec na
tym to sie skonczylo. 'Jak nic wyslaliby mnie do wietnamu. Chcialem walczyc
za moj kraj. Wiadomo ze robilbym to co kazalby dowodca. Zreszta kto by tego
nie robil pod kulami. Gdybym przezyl to ze swiadomoscia ze popelnilem
zbrodnie. [My lai, on uzyl nazwiska dowodcy] to nie byl wajatek' (wolne
tlumaczenie).
Jeden chlopak, dwadziescia kilka lat, zastanawial sie ile jest tych
nagrobkow. 'Tylko tyle? Toz wiecej ludzi ginie tutaj w wypadkach drogowych'.
Inny chlopak chcial zobaczyc fotografie swojego kumpla. 'W szkole mial duzo
ciensza szyje; widac w wojsku zabral sie za body building'. Samotna, klepiaca
biede matka (znam ja osobiscie) wziela wolne z pracy i przejechala 40 mil w
jedna strone aby umiescic na jednym z nagrobkow dane o nieznanym jej
zolnierzu pochodzacym z tej samej miejscowosci w polsce.
Nie spalem ostatniej nocy. Moj mozg produkowal obrazy znanych mi cmentarzy
ofiar drugiej wojny swiatowej, mieszal je z wystawa i budzil z drzemki.
Kolatalo mi sie nazwisko jednego z poleglych: jelonek. Do wczoraj kojarzylem
to slowo z niewinnoscia, swoboda i perspektywami na przyszlosc.