galaxy2099
12.06.05, 08:10
Ten artykuł zapewne wymagał długiego śledztwa, nagłych wieczornych narad i
przesiadywania w redakcji po nocach. Kiedy już nie było nadziei, że uda się
stworzyć hit nagle pojawiło się światło. Trop, choć słaby rzuciła OBWE.
Teraz redakcja i szefowie "Le Figaro" wiedzieli już dokładnie. Antysemityzm
jest w Polsce i w Europie Wschodniej. Tam ludzie umierają od tego. - Będziemy
z nim walczyć! - krzyknęli chórem redaktorzy.
W tekście pojawiły się sformułowania świadczące, że sprawa jest
poważna: "ludobójstwo", "rasizm", "nietolerancja", "dyskryminacja", "ksenofobi
a", "prym dzierży". Brakowało tylko akapitu o antysemickich hydraulikach.
Kiedy wystraszony francuski czytelnik już wychyli głowę zza gazety, wyjdzie
na ulicę i zobaczy bandę młodych wyrostków biegnących za Żydem stwierdzi z
ulgą: Mon dieu! Jak dobrze, że nie mieszkam w Polsce. Tam by go od razu
zastrzelili.
Francuska klasa polityczna będzie miała dobry argument w ręku. Wy nam tu
mówicie, że pod Paryżem palą się synagogi, Arabowie niszczą żydowskie
cmentarze, a tu, he, zobaczcie co się dzieje w Polsce. Ludobójstwo! A na
dowód, jak szybko Francja poradziła sobie z antysemickimi "wypadkami" pokaże
się statystki, pokazujące jak ich liczba szybko spada. To prawda. Żydzi
wyjechali, więc i nie ma kogo ganiać.
W oświeconym "Le Figaro" niedługo ukaże się kolejne story. Będzie opowiadało
o biednym Arabie, którego stronniczy sąd skazał na grzywnę za pobicie piątej
żony. Też będzie dramatycznie: "opieszałość", "dyskryminacja", "prawa
człowieka", "głodne dzieci", "zdrada", "nieposłuszeństwo".
Mon dieu! Dobrze, że nie mieszkam we Francji.