eva15
28.06.05, 21:56
Pan prof. dostal chyba swieza trawke prosto z Afganistanu i cos chce na haju
powiedziec a mysli mu sie klebia.
Uczony ten zauwaza, ze w Iraku mamy juz do czynienia z wojną domową. "Nie
wiadomo jeszcze tylko, czy jest to wojna przez małe, czy duże "w". Nie mniej,
gdyby nie Amerykanie "kraj, a być może i cały region, stanąłby na krawędzi
wielkiej wojny". Logiczne...
Widzi jeszcze i inne zalety tej interwencji: "operacja w Iraku przyniosła
pewne sukcesy. Przecież Irak to nie tylko zamachy; coraz więcej ludzi ma prąd
i wodę".
Fakt. Za Saddama ludzie siedzieli po ciemku i bez wody. Schneli wiec doslownie
z tesknoty za US interwencja. Pan prof. pociesza, ze i inne kraje regionu tez
dostana od USA prad i wode, czyli demokracje. Acha, w krajach z ropa poplynie
wreszcie ropa - tego jeszcze nie bylo. Logiczne.
Poniewaz im dluzej Amerykanie sa w Iraku, tym bardziej rosnie tam przemoc
("rzeczywiście teraz fala przemocy jest przerażająca"), Amerykanie zostana w
Iraku jeszcze "bardzo długo".. To tez logiczne.
Ale nie zostana w Iraku na zawsze, no bo "przemoc w Iraku nie może trwać
wiecznie - w końcu społeczeństwo się zmęczy i zażąda spokoju (...) Jestem
przekonany, że część rebeliantów w zamian za (...) obietnicę udziału we
władzach złoży broń."
No, czyli narod sie zgrzeje, spoci sie i sie uspokoi. Ludzie dostana wode i
prad, rebelianci dostana prawo do kolaboracji, o to wszak walcza, a pan
profesor nastepna dzialke trawki, bo madrze mowi...