olewin
25.08.05, 03:31
Historycy Marika Hedin, Asa Linderborg i Torbjörn Nilsson opisali XX wiek,
komentując w książce "Obraz szwedzkiej historii" czterdzieści zdjęć. Na
jednym z nich grupa młodych kobiet stoi za drutami kolczastymi. Zdjęcie
pochodzi z 1945 roku. Do obozu uchodźców w szwedzkim Doverstorp przywieziono
1500 Żydówek i Polek z obozów koncentracyjnych w Auschwitz i Ravensbrück.
Sposób przyjęcia byłych więźniarek obozów zagłady w świecie szwedzkiej idylli
świadczy o szokującej nieufności wobec obcych, jaką żywili mieszkańcy tego
kraju. Obóz uchodźców ogrodzili drutem kolczastym, bo chcieli uniknąć
epidemii. Obawiali się również, by ofiary nazizmu nie oddały się prostytucji.
Po przybyciu do Szwecji kobiety musiały odpowiadać na pytania: "Co było
powodem wywiezienia cię do niemieckiego obozu?", "Jak cię tam traktowano?".
Choć szef obozu w Doverstorp zdawał się posiadać wiedzę o piekle Holokaustu,
nie mógł się jednak nadziwić, że "stosunek kobiet do jedzenia był wręcz
zwierzęcy, i nie wahały się kraść pożywienia ze spiżarni". Na zderzenie
skrajnie odmiennych doświadczeń dwóch narodów przekłada się również
słownictwo. Kobiety definiuje się jako "internowane" i "klientelę obozów
koncentracyjnych". Wrażenie robi wojskowy dryl w dniu wyjazdu grupy osób do
Polski: "Syrena o 4.00, 4.50 dzwonek na kaszę, 5.50 odmarsz". (za
Rzeczpospolitą, 27 maja 2005)