maurycy
20.09.05, 13:52
Detektyw sztuki odkrywa ukryte obrazy, które wspierają konspirację Kodu Da Vinci
John Hooper z Rzymu
wtorek 20 września, 2005
Guardian
Pomiędzy obsesyjnymi naukowcami i podstępnymi prałatami, którzy zamieszkują
światowy bestseller Dana Browna, „Kod Da Vinci”, istnieje prawdziwa osobistość.
Maurizio Seracini pracuje w pałacu o wysokich sufitach z kolorowymi freskami
po drugiej strony rzeki naprzeciwko galerii Uffizi we Florencji. Jego
pomieszczenia są pełne urządzeń, które wyglądają jakby pochodziły ze
szpitalnego laboratorium.
Brown nazwał go „diagnostykiem sztuki”, co nie jest złym określeniem dla
kogoś, kto sonduje obrazy przy pomocy najnowszych technologii, często
doradzając muzeom, marszandom i kolekcjonerom w ich restauracji.
Kod Da Vinci koncentruje się wokół tematu sugerującego, że malarstwo Leonarda
Ca Vinci jest pełne symbolicznych aluzji o tajemnicy, o której się mówi, że
została zachowana dla potomności przez spadkobierców rozwiązanego
średniowiecznego zakonu rycerskiego Templariuszy – tajemnicy o tym, ze
Chrystus ożenił się z Maria Magdaleną i stworzył z nią rodzinę, której
potomkowie żyją do dnia dzisiejszego. Co przyciągnęło Browna do pana Seracini,
to epickie badania tego co znajduje się pod powierzchnią Pokłonu Trzech Króli,
działa sztuki, które według detektywa zostało naszkicowane przez Da Vinci,
zamalowanego jednak przez kogoś innego.
Według Browna, fotografie w podczerwieni wydobyły wiele różnic pomiędzy
obrazem a znajdującym się pod nim rysunkami. Wygląda na to, jak powiedział, że
starano się „zatuszować prawdziwe intencje Da Vinci”. Dodając: „Prawdziwy
charakter tych rysunków pod obrazem musi zostać jeszcze podany do wiadomości
publicznej”.
Teraz już może tak się stać. Pan Seracini, który kończy swoje czteroletnie
badania w tym tygodniu, pozwolił Guardianowi dać wyłączność na przejrzenie
rezultatów. Trzy lata temu, pozwolił rzucić na nie okiem gazecie New York
Times i od tego czasu, jak powiedział, udostępnił swoje odkrycia jedynie
czterem ekspertom, którzy nie są bezpośrednio w tych pracach zaangażowania.
Pan Seracini przebadał obraz kawałek po kawałku przy pomocy techniki, dzięki
której światło podczerwone przechodzi przez farbę, odbijając się jednak od
rysunków znajdujących się pod nią.
Wszystkie fotografie, które on i jego zespół wydobyły spod
bursztynowo-brązowej warstwy, którą większość płyty jest pokryta, pokazują
zbiór rysunków Da Vinci, które były ukryte przez podad pięć wieków. Składają
się na nie liczne, poprzednio niewidoczne, lub ledwo widoczne, szczegóły.
Niektóre z nich zelektryzują zwolenników teorii konspiracji.
Pokłon Trzech Króli mógł być wyobrażony jako plac zabaw dla semiologów. Nawet
widoczne części pracy są pełne figur, twarzy, stworów, budynków, roślinności
oraz wielką różnorodnością zajęć, które nie mają żadnego związku z biblijną
relacją o odwiedzinach trzech króli u Niepokalanej Marii i jej właśnie
narodzonego dziecka.
Na pierwszym planie znajduje się zamyślona postać otoczona morzem twarzy. Z
tyłu za Marią, po boku, znajduje się dziwnego kształtu, niekompletna
konstrukcja, czasami brana za ruinę pałacu. Po drugiej stronie ledwo widać
jeźdźców konnych zajętych walką. Na obrazie brakuje elementów, których można
się spodziewać. Brakuje stajenki, żłobu, wołów, nawet nie ma osiołka.
Badania pana Seracini zostały sfinansowane przez szwajcarską organizację
charytatywną Kalpa, wspierającą naukowców i ich badania. Trzech asystentów
pracowało na pełnych etatach przez prawie rok w końcowej fazie badań,
uwydatniając i składając razem pond 2.400 zdjęć w podczerwieni.