uninhibited
04.10.05, 20:12
Zbyt dużo ludzi
Chińscy komuniści od lat zabijają, torturują, głodzą, usiłują zmniejszyć
liczbę swych współobywateli. Za wszelką cenę
Siedmiu lub ośmiu funkcjonariuszy brygady interwencyjnej BPU miasta Yonghe
zatrzymało Chen Li May, wtargnąwszy do domu jej rodziców. Została zabrana pod
eskortą do Miejskiego Centrum Sztucznie Wywołanego Porodu Biura Planowania
Urodzeń w Jinjiang.
Chen bezskutecznie szarpała się, płakała i błagała o litość. Przywiązano ją
do stołu operacyjnego jak zarzynaną świnię. Jej nowo narodzone dziecko,
chłopczyk, ruszało kończynami, a jego wargi rozchylały się, jakby chciało
ssać mleko matki. Chen żałośnie błagała personel medyczny o uratowanie
dziecka, przysięgając, że przyjmie każdą nałożoną na nią karę. Lekarze i
pielęgniarki wstrzyknęli truciznę do główki dziecka. Drgnęło ono w konwulsji,
a płacz raptownie ustał. Chwilę później przestało oddychać. Matka straciła
przytomność. Chen Li May urodziła się w 1977 roku. Mieszkała we wsi Gucuo w
prowincji Fujan. Była wesołą dziewczyną. Zakochała się w Zhang Zi Quing i w
1996 roku zaszła w ciążę, mimo że z ukochanym nie mieli zezwolenia na
zawarcie małżeństwa. Tym samym jej ciąża również była nielegalna. By uchronić
się przed grzywnami, przymusową aborcją i innymi karami, matka, wtedy już w
trzecim miesiącu ciąży, postanowiła się ukrywać. Kiedy była w dziewiątym
miesiącu, ktoś złożył na nią doniesienie. Zespół interwencyjny Biura
Planowania Urodzeń miasta Yonghe natychmiast rozpoczął jej poszukiwania. Nie
mogąc jej ująć, funkcjonariusze biura zburzyli dom rodzinny jej męża i
zagrozili zburzeniem domu jej rodziców. Mimo to Chen i jej mąż byli
zdecydowani uratować swoje dziecko. Przez dłuższy czas z powodzeniem udawało
im się uniknąć zatrzymania i ukarania przez władze. Ciąg dalszy znamy. Od
tamtego dnia Chen Li May jest jak odmieniona. W jej spuchniętych oczach nie
ma już łez, wszystkie zostały wylane. Teraz pociera je często lub powtarza na
głos: "Jak to dobrze, że moje dziecko jeszcze żyje". W listopadzie 1997 roku
wystawiłam im wstecz postanowienie o zawarciu małżeństwa i przyznałam
zezwolenie na urodzenie dziecka. Jednakże wszyscy odwiedzani przez nią
lekarze stwierdzają jednogłośnie, że Chen już nigdy nie będzie mogła zostać
matką. Fragment relacji byłej funkcjonariuszki chińskiego Biura Planowania
Urodzeń Gao Xiao Duan złożonych 10 czerwca 1998 r. przed Podzespołem Spraw
Międzynarodowych i Praw Człowieka Komisji Spraw Międzynarodowych Kongresu
Stanów Zjednoczonych.
7września br. w Pekinie porwano niewidomego działacza społecznego, 34-
letniego Chena Guang Chenga. Zdołał jeszcze zadzwonić przez komórkę, której
mu nie odebrano, do Radia Wolna Azja. W ostatniej chwili powiedział, że
uprowadziły go władze chińskie, gdyż ujawnił zagranicznym dziennikarzom
szczegóły prowadzonej w tym kraju polityki kontroli urodzin.
W Radiu Wolna Azja, nadającym z USA, pracuje Chinka Ma Dong Fang, która
odczuła na sobie skutki tej polityki. Kiedy w 1991 r. zaszła po raz drugi w
ciążę, została poddana przymusowej aborcji. Po zabiegu lekarze bez jej wiedzy
i zgody wprowadzili do jej organizmu wkładkę wewnątrzmaciczną. Ciało kobiety
nie było jednak w stanie przyjąć tego środka wczesnoporonnego. Rozpoczęły się
potworne bóle, krwawienia, bezsenność, anemia. Trwało to całymi miesiącami,
gdyż prawo zakazywało lekarzom usunięcia wkładki. Dopiero po długiej
procedurze odwoławczej udało się przekonać władze do zmiany decyzji. Wkładkę
usunięto, ale zamiast niej wszczepiono kobiecie pod skórę norplant. Organizm
znów zareagował odrzuceniem. Ten środek powodował podrażnienia skóry, nagłe
uderzenia gorąca, kobieta wpadła w depresję. Lekarze znów odmówili pomocy, a
władze odrzuciły możliwość odwołania. Jedynym ratunkiem był więc wyjazd za
granicę.
Ma Dong Fang przybyła do USA w 1998 r. - po siedmiu latach cierpień. Od razu
po przyjeździe amerykański lekarz usunął jej norplant, a kobieta wróciła do
zdrowia. Dziś Ma Dong Fang śledzi pilnie sprawę innej Chinki - Mao Heng Feng,
na rzecz uwolnienia której rozpoczęła kampanię międzynarodowa organizacja
Amnesty International. Mao Hengfeng jest matką trojga dzieci. Zmuszono ją do
przymusowej aborcji oraz wyrzucono z pracy, gdy znów zaszła w ciążę. Ponieważ
kobieta zaczęła walczyć o swoje prawa, spotkały ją surowe represje. Była
wielokrotnie aresztowana i zamykana w zakładach psychiatrycznych, gdzie
poddawano ją terapii wstrząsowej. W zeszłym roku za składanie petycji do
władz skazano ją na karę 18 miesięcy "reedukacji przez pracę" w obozie, gdzie
przebywa do dziś. Była tam torturowana, m.in. wiązano jej ręce i nogi i
rozciągano ciało. Strażnicy chcieli, by obiecała, że przestanie kwestionować
chińską politykę planowania rodziny.
Władzom w Pekinie zależy, aby Zachód wiedział jak najmniej o tego typu
praktykach. Porwany Chen Guang Cheng naraził się tym, że nagłośnił przypadki
przymusowych aborcji w prowincji Shandong. Nagrał m.in. relację 36-letniej
Feng Zhong Xia ze wsi Maxiagou. W marcu br. była w siódmym miesiącu ciąży,
gdy urzędnicy z wydziału planowania rodziny z miasta Linyi przyjechali, by
zmusić ją do usunięcia dziecka. Zdołała się ukryć, ale funkcjonariusze wzięli
jako zakładników całą jej rodzinę. Krewnych torturowali i głodzili. Ogłosili,
że wszyscy zginą, jeśli Feng nie ujawni się. Kiedy kobieta wyszła z ukrycia,
zawieziono ją do szpitala. Na izbie porodowej lekarz wstrzyknął jej truciznę
w macicę i wywołał przedwczesny poród. Siedmiomiesięcznego noworodka utopiono
w wiadrze z zimną wodą.
Miliony zwykłych historii
Miliony chińskich kobiet mogą opowiedzieć równie straszne historie. Zhou Shiu
Yon do dziś pamięta ten wieczór, gdy przerażona chowała się pod łóżkiem, a
pięciu mężczyzn wyważało drzwi jej mieszkania. Wyciągnęli ją siłą i skutą
kajdankami zawieźli do szpitala. Godzinami przetrzymywano ją w małej,
zamkniętej izolatce. Przez ten czas przyszli tylko raz - żeby wcisnąć jej do
ust tabletkę. Powiedzieli, że przyjdą wkrótce zrobić zastrzyk.
Zhou Shiu Yon miała wtedy 19 lat. Jej jedynym przestępstwem było to, że
zaszła w ciążę bez specjalnego "zezwolenia na urodzenie dziecka". Na
szczęście narzeczony dziewczyny Chen Jian Lin dowiedział się o jej
zatrzymaniu. Przekupił pielęgniarkę, która otworzyła okno w szpitalu. Zhou
wyskoczyła na zewnątrz i uciekła z czekającym na nią w samochodzie Chenem.
Pojechali do Guangzhou, gdzie za 5 tys. juanów dziewczynie udało się
nielegalnie zaokrętować na statek płynący do USA.
Ucieczka w obronie dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Miesiąc później w
szpitalu w San Diego Zhou Shiu Yon poroniła. W 1998 r., składając zeznania
przed Komisją Spraw Międzynarodowych Kongresu USA, opowiadała: "W moim
rodzinnym miasteczku w Chinach widziałam wiele ciężarnych kobiet szukających
nocą kryjówek. Niektóre z nich były już w dziewiątym miesiącu, a mimo to
poddawano je przymusowym aborcjom. Działo się tak tylko dlatego, że nie miały
oficjalnych pozwoleń na urodzenie dziecka. Władze burzyły też ich domy,
czyniąc je w ten sposób bezdomnymi. (...) W moim miasteczku wiele kobiet
chowa się na noc, bo właśnie wtedy władze najczęściej urządzają polowania na
ciężarne".
Dochodzenie Kongresu Stanów Zjednoczonych przeprowadzone w 1998 r. wykazało
zbrodniczy charakter chińskiej polityki antynatalistycznej. Jej początki
sięgają 1979 r. Wówczas to władze w Pekinie uznały, że dalszy przyrost demo-
graficzny zagraża dobrobytowi Chin, gdyż zasoby naturalne kraju są zbyt
ograniczone w stosunku do liczby ludności. Argumentowano, że przeludnienie
wpłynie negatywnie na ogólny standard życia Chińczyków.
Zdaniem najsłynniejszego dysydenta chińskiego Harry'ego Wu władze chciały w
ten sposób wmówić ludziom, że główną przyczyną zacofania państwa