maymonides
13.05.06, 23:31
Europejczycy wylewają krokodyle łzy z powodu wzrastającego ubóstwa w Stanach
Zjednoczonych. Podobno każdego roku marnuje się tyle żywności, że
wystarczyłoby do nakarmienia 170 milionów ludzi, a prawie 10 milionów
Amerykanów jest niedożywionych.
Jeśli mam być złośliwy, to raczej po nich nie widać, żeby cierpieli głód.
Nikt też nie wspomina, że granica ubóstwa w USA to 20.000 dolarów rocznie - u
nas kwota ta dalece przekracza średnią roczną płacę. Pomija się też
milczeniem czynniki kulturowe, jak choćby to, że Amerykanie nie są tak
przywiązani do nieruchomości, jak Europejczycy i potrafią latami żyć "w
drodze", mieszkając w przyczepach kempingowych...
Europejskie gazety pokazują też wzruszające zdjęcia bezdomnych i żebraków
koczujących w NYC. Nikt jednak nie mówi, że ci żebracy stanowią taką samą
część krajobrazu miasta co limuzyny i wieżowce. Nikt ich nie przegania - mało
tego! Policjanci każdego dnia mają obowiązek zapytać, czy któryś z nich nie
chciałby przeprowadzić się do ośrodka pomocy społecznej.
Mój bliski znajomy trzy lata temu wyjechał z Izraela do NYC i obecnie pracuje
w bankowości. Do banku ma dosłownie kilkaset metrów, więc odległość pokonuje
na piechotę. Ma swoich trzech "dyżurnych żebraków", którym codziennie wrzuca
do puszek po pięć dolarów i zagaduje o samopoczucie... Jeszcze nigdy nie
słyszał, aby którykolwiek z nich się żalił.
Moim zdaniem to dobrze, że nie przeznacza się ogromnych środków na pomoc
społeczną w USA, choć takie środki bez wątpienia by się znalazły. Człowiek
zawsze musi mieć nad sobą bat bezdomności i bankructwa, inaczej gnuśnieje.
Powiem więcej: sekret prosperity USA tkwi w tym, że biedni stają się jeszcze
biedniejsi, a bogaci jeszcze bogatsi.. Tak było zawsze i to sie po prostu
sprawdza..