zbalansowany
29.07.06, 03:16
Od "sypania " kolegów do donosu na Polaków Łże jak Gross
28-07-2006
Wywiad z Zambrowskim w Gazecie Polskiej . Jan Tomasz Gross, autor
słynnych "Sąsiadów " (o mordzie dokonanym przez Polaków w lipcu 1941 r. na
żydowskich mieszkańcach miasteczka Jedwabne), wydał właśnie w USA w
renomowanym wydawnictwie Random House książkę "Fear. Anti-Semitism in Poland
after Auschwitz " ( "Strach. Antysemityzm w Polsce po Auschwitz "). Nowa
pozycja już spotkała się za Oceanem z dużym zainteresowaniem i przychylnymi
recenzjami. W przyszłym roku "Strach " zostanie wydany w Polsce przez
wydawnictwo "Znak ".
O źródłach postawy i konsekwencjach twórczości prof. Jana Tomasza Grossa z
Antonim Zambrowskim - wieloletnim działaczem opozycyjnym i więźniem
politycznym PRL, rozmawia Tadeusz M. Płużański * Czy zgadza się Pan z główną
tezą Jana T. Grossa, zawartą w jego nowej książce "Fear. Anti-Semitism in
Poland after Auschwitz ", że po 1945 r. Polacy mordowali pozostałych przy
życiu Żydów, ponieważ czuli się winni współudziału w ich zagładzie w czasie
niemieckiej okupacji? Takie podłoże, oprócz rabunkowego, miał mieć pogrom
kielecki w lipcu 1946 r. - W odróżnieniu od Jana T. Grossa ja te czasy
pamiętam. W roku 1946, czyli w roku pogromu kieleckiego, chodziłem do VI
klasy szkoły podstawowej przy ul. Grottgera w Warszawie. To była normalna
polska szkoła, w której nie było żadnego antysemityzmu, choć trafiali się
pojedynczy uczniowie, którzy nie lubili Żydów. Dla prof. Grossa, który
tamtych czasów po prostu nie zna, powojenna Polska była natomiast krajem
nabrzmiałym pogromowym antysemityzmem. Odnoszę wrażenie, że chodzi o zupełnie
inny kraj. Można oczywiście powiedzieć, że taka atmosfera panowała tylko w
Warszawie, a zupełnie inna w małych miasteczkach. Ja jednak jeździłem wtedy
na kolonie i obozy młodzieżowe w różne miejsca Polski i nie mogę stwierdzić,
że Warszawa wyróżniała się tolerancją od bardziej antysemickiej prowincji.
Nic z tych rzeczy. Zupełnie inaczej było w Związku Radzieckim, gdzie
spędziłem wojnę i gdzie (zapewne za przyzwoleniem władz sowieckich) było
pełno pogromowego antysemityzmu. Gdy wróciłem do Polski w maju 1945 r.,
odczułem istotną różnicę na korzyść Polski. Nie czytałem nowej książki Jana
T. Grossa, wnioskuję o jej treści z recenzji, ale mam wrażenie, że zawarty w
niej obraz ówczesnej Polski jest całkowicie fałszywy. Autor "Strachu " mówi,
że wiedzę zaczerpnął z archiwów, że czytał relacje Żydów o wrogim stosunku
Polaków do nich. Nie mogę oczywiście ustosunkować się do opisywanych
przypadków zawartych w książce, której nie znam, ale mogę zakwestionować
opisywany przez niego obraz Polski. Możliwe, że znowu zawiniły metody
badawcze prof. Grossa, które poddano krytyce już przy omawianiu jego
poprzedniej książki "Sąsiedzi ". Być może, że opisuje on wybrane przez siebie
wypadki mordowania Żydów, abstrahując od całego ich kontekstu historycznego.
Przypomnijmy więc, że panował wówczas w Polsce bandytyzm, wynikający z
powojennego zdziczenia. W czasie wojny ludzie przyzwyczaili się do tego, że
życie jest tanie. Wielu miało wtedy nielegalnie broń i z niej korzystało. Jan
T. Gross pisze, że zginęło wówczas od kilkuset Żydów do nawet kilku tysięcy,
ale całkowicie pomija okoliczność, że w tym samym czasie od pospolitego
bandytyzmu zginęło znacznie więcej Polaków. Nikt oczywiście nie powie, że
byli mordowani ze względu na antypolonizm. Wykrywalność przestępstw była w
owym czasie bardzo niska i morderstwa popełniane zarówno na Żydach, jak i na
Polakach były na ogół bezkarne. Możliwe, że ofiarą mordu padali Żydzi, którzy
domagali się zwrotu własności - mieszkania, kamienicy lub sklepu od Polaków,
którzy przejęli mienie pożydowskie. Gdyby prof. Gross przestudiował stosunki
pomiędzy Polakami w owym czasie, zwłaszcza konflikty na tle własności
mieszkań zajętych przez bezdomnych rodaków, nie wysuwałby tak pochopnych
oskarżeń o antysemityzm. * Gross ignorował fakty już w wydanych w 2000
r. "Sąsiadach ". Pisał, że wyłącznymi sprawcami mordu w Jedwabnem byli
Polacy, tymczasem po drobiazgowych badaniach polscy historycy ustalili, że
inspiracja była niemiecka, że po miasteczkach łomżyńskiego jeździło komando,
dowodzone przez gestapowca z Ciechanowa Hermana Schapera, i podjudzało
mieszkańców.
- Nawet teraz Gross powtarza, że tamten mord w Jedwabnem był czymś
wyjątkowym. Tymczasem, gdy w lecie 1941 r. ruszyła ofensywa Wehrmachtu na
Związek Sowiecki, takich Jedwabnych były tysiące. Wymieńmy choćby powszechnie
znane od lat przypadki, jak powstanie antysowieckie w litewskim Kownie,
zakończone straszliwym pogromem, czy też kilkudniowy pogrom Żydów we Lwowie,
dokonany przez nacjonalistów ukraińskich. Były przecież zbrodnie, w których
Polacy w ogóle nie brali udziału, sprawcami zaś byli wyłącznie Niemcy, jak
np. spalenie 800 Żydów w synagodze w Białymstoku. W 2001 r., kiedy obchodzono
uroczyście rocznicę mordu na Żydach w Jedwabnem, zapomniano o takich
przypadkach. Prof. Tomasz Strzembosz pytał wówczas publicznie, czym gorsi są
zamordowani przez Niemców Żydzi z Białegostoku, że nikt nie chce położyć
kamyka na ich grobie. Wtedy za książką Grossa ruszyła akcja propagandowa.
Środowisku "Gazety Wyborczej ", SLD oraz prezydentowi Aleksandrowi
Kwaśniewskiemu chodziło o to, aby z Polaków zrobić wyłącznych sprawców mordów
na Żydach. Przy sposobności usiłowano skompromitować awuesowski rząd Jerzego
Buzka, który miał inne, bardziej wyważone podejście do tej kwestii. Ta sprawa
zaczęła się znacznie wcześniej i jej pomysłodawcą był Jacek Kuroń. Od 1989 r.
prowadził politykę celowego konfliktowania Polaków z Żydami.
To on sprowadził do Polski z Nowego Jorku rabina Abrahama Weissa, mało
znanego z działalności duszpasterskiej, słynącego zaś z antypolonizmu. Rabin
Weiss domagał się, aby siostry karmelitanki wyniosły się z klasztoru w
Oświęcimiu, gdzie modliły się za ofiary hitlerowskiego obozu w Auschwitz, w
tym również żydowskie ofiary. Nie bardzo rozumiem, dlaczego przeszkadzały one
rabinowi Weissowi i Jackowi Kuroniowi, a nie przeszkadzał im w niczym
przebywający w Nowym Jorku jeden z czołowych organizatorów antysemickiej hecy
w marcu 1968 r. tow. Stefan Olszowski. * Ale jaki związek może mieć Jacek
Kuroń z Grossem i jego książkami? - Jan Tomasz Gross był tzw. komandosem,
czyli lewicowym opozycjonistą z kręgu Adama Michnika na Uniwersytecie
Warszawskim. Był uczestnikiem "Ruchu 8 marca " i trafił po wiecu studenckim
do więzienia mokotowskiego. Tam załamał się i obciążył w zeznaniach kolegów.
Najbardziej haniebne były jego zeznania na temat ówczesnej narzeczonej Adama
Michnika Basi Toruńczykówny, w których opowiadał do protokołu policyjnego
obrzydliwe plotki o jej życiu prywatnym. Siedziałem wtedy w więzieniu i
miałem wspólne akta sprawy z "Ruchem 8 marca ". Większość "komandosów "
trzymała się w śledztwie dzielnie, więc wobec Jana T. Grossa zastosowano
zapewne ostracyzm. W więzieniu deklarował on narodowość polską, ale później
wyjechał z PRL na tzw. żydowskich papierach do USA. Tam przekonał się, że na
amerykańskich wyższych uczelniach polski patriotyzm nie popłaca, gdyż
dominuje wpływowe lobby złożone z lewicowców i liberalnych Żydów, źle
traktujących Polskę jako kraj katolicki, zatem reakcyjny i antysemicki.
Napisał więc obliczoną na poklask w USA książkę "Sąsiedzi ". Niestety nie
tylko prezydent Aleksander Kwaśniewski, wspierany przez Leszka Millera, ale i
środowisko Jacka Kuronia i Adama Michnika poparło wówczas prof. Grossa. Adam
Michnik napisał przedmowy do różnych wydań "Sąsiadów " w obcych językach,
zachwalając książkę i określając Jana T. Grossa jako swego przyjaciela. *
Amerykańscy recenzenci "Strachu " chwalą Grossa, że ujawnia prawdę - rzekomo
nieznaną wcześniej - o powojennych pogromach Żydów w Polsce, a szczególnie o
pogromie kieleckim w lipcu 1946 r. - Nie ujawnia prawd