schlagbaum
29.07.06, 16:54
Przypomnialem sobie ten film raz jeszcze.
Zwrocilem uwage na jedno zdanie i chcialbym poznac Wasza opinie na jego temat.
Nauczyciel rozmawia z ojcem niesfornego i rozbijajacego zajecia ucznia, ktory
jest wplywowym senatorem.
Senatora malo interesuje co nauczyciel ma do powiedzenia a ozywia sie gdy
nauczyciel stwierdza, ze jego zadaniem jest miedzy innymi formowanie mlodych
ludzi.
Nie stwierdza senator. Pana zadaniem jest nauczenie go czegos tam a od
formowania jestem ja.
Jak uwazacie ?
Jaka jest i jaka powinna byc ropla pedagoga ?
Czy mozna sie zgodzic na to zeby "formowali" nasze dzieci ?
Czy nie ma ryzyka, ze to formowanie pojdzie w kierunku zupelnie innym niz
chcielibysmy ?
Jak nalezaloby weryfikowac pedagogow, ich postawy moralne i ich swiatopoglad.
Czy rodzice nie powinni w tym brac udzialu ?
Czy pedagog bedacy najczystszej wody rasita powinien miec prawo do wplywania
na "formowanie" mlodziezy ?
Co o tym myslicie ?
Forumowi pedagogodzy chetnie widziani.