titus_flavius
22.03.03, 06:53
Ave,
z dzisiejszej Rzepy:
T.
ROZMOWA Z ARABISTĄ MARKIEM M. DZIEKANEM O IRAKU
Skłócony naród w sztucznych granicach
Marek M. Dziekan jest arabistą, profesorem w Katedrze Badań Wschodu
Uniwersytetu Łódzkiego i Instytucie Orientalistycznym Uniwersytetu
Warszawskiego. Właśnie ukazała się jego "Historia Iraku". Jest współautorem i
redaktorem naukowym opracowania "Arabowie. Słownik encyklopedyczny".
FOT. BARTŁOMIEJ ZBOROWSKI
Powierzchnia: 438 tys. km kw.
Ludność: 22 miliony mieszkańców
Stolica: Bagdad, 4 miliony mieszkańców (aglomeracja - do 7 milionów)
Narodowości: Arabowie (80 proc.), Kurdowie (15 proc.), a także Asyryjczycy,
narody irańskie i tureckie
Wyznania: muzułmanie (około 95 proc.,
z tego dwie trzecie szyici), chrześcijanie (prawie 5 proc.), jezydzi
Rz: Kiedy się pojawiła nazwa Irak?
Nazwa al-Irak znana była już we wczesnym okresie muzułmańskim, w IX czy nawet
VIII wieku. Stosowano ją do krainy geograficznej czy historycznej, a nie
określonego państwa, ponieważ aż do lat dwudziestych XX wieku takie państwo
nie istniało.
Granice Iraku wyglądają na mapie, jakby je narysowano kilkunastoma
pociągnięciami ołówka. Kto trzymał ten ołówek?
Brytyjczycy do spółki z Francuzami. W roku 1916 podpisano brytyjsko-francuski
układ dotyczący granic, nazywany od nazwisk negocjatorów umową Sykes - Picot.
Wtedy zarysowano kształt Iraku. Szczególnie na zachodzie (z Jordanią i Syrią)
oraz na południu i południowym-wschodzie (z Arabią Saudyjską i Kuwejtem)
granice nakreślono całkowicie arbitralnie. Z granicą z Iranem różnie jest na
różnych odcinkach, w środkowej części można powiedzieć, że jest to granica
sensowna, ponieważ oddziela żywioł irański od arabskiego. Natomiast na
południu zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie granicy są Arabowie. Na
północy z kolei dzieli ona terytoria kurdyjskie, co jest jednym z powodów
nabrzmiałego konfliktu. Granica z Turcją też jest właściwie sztuczna, bo
przecina terytorium kurdyjskie bez poszanowania jakichkolwiek zasad. Granice
Iraku są więc tworem sztucznym, przy czym o ile zachodnie stworzyły przede
wszystkim siły europejskie, o tyle wschodnią ustalono znacznie wcześniej -
była to granica pomiędzy imperium perskim a osmańskim. Istnieje ona właściwie
od XVI wieku i jest jedną z pierwszych nakreślonych dosyć ściśle granic na
świecie. Już wtedy pojawił się podział na Kurdów irańskich i osmańskich.
Od kiedy możemy mówić o Irakijczykach jako narodzie?
Dopiero od momentu, kiedy powstał niepodległy Irak, czyli od lat dwudziestych
XX wieku. Przy czym Irakijczyk to określenie wyłącznie przynależności
państwowej. Poza tym nie ma większego znaczenia. Bo Irakijczykiem będzie Kurd
z północy, będzie nim Arab szyita z południa, Arab sunnita z centrum, może to
być przedstawiciel jakiegoś ludu irańskiego z pogranicza iracko-irańskiego
albo Arab chrześcijanin czy chrześcijanin Asyryjczyk, czyli przedstawiciel
ludu semickiego trochę starszego niż Arabowie. Irakijczyk to znaczy obywatel
państwa irackiego, które jest tworem sztucznym, który do dzisiaj się chyba
nie zintegrował do końca.
Ale coś chyba jednoczy Irakijczyków?
Tak naprawdę nic poza tymi sztucznymi granicami. Wydaje się, że wiele więcej
ich dzieli, stąd bardzo skomplikowana sytuacja wewnętrzna w Iraku i stąd
trudności z poradzeniem sobie z Irakiem przez tych, którzy by chcieli w jakiś
sposób ten kraj spacyfikować. Po prostu bardzo trudno znaleźć kogoś, kto
mógłby być przedstawicielem wszystkich Irakijczyków. Szyita nie będzie się
wypowiadał w imieniu sunnity, a jeśli to zrobi, to sunnita to podważy.
Tradycyjnie rządzą sunnici, którzy są w mniejszości?
Od VIII wieku, od kiedy istnieje Bagdad, prawie zawsze u władzy byli sunnici.
Szyici rządzili w Iraku zaledwie przez kilkanaście lat, kiedy jego część
znajdowała się w granicach imperium perskiego. To była jednak obca władza.
Trudno więc mówić, że iraccy szyici kiedykolwiek sprawowali w tym kraju
władzę.
Dlaczego, choć są oni najliczniejsi w Iraku, nigdy nie sięgnęli po władzę?
Szyici od początku istnienia jako odłam w islamie zawsze byli w opozycji.
Zawsze byli tymi słabszymi, których się odsuwało od władzy. Tak było za
czasów kalifatu, za czasów osmańskich i jeszcze później za czasów
brytyjskich. Można by się zastanowić, dlaczego tak było, bo Brytyjczycy mieli
wybór - mogli popierać szyitów albo sunnitów. Zawsze jednak wszyscy popierali
odłam sunnicki, który miał za sobą cały świat arabski. Natomiast Arabowie
szyici tak naprawdę nie mieli za sobą nikogo, bo nawet Iran do końca się za
nimi opowiadał. Irak był w dużej mierze szyicki od początku czasów
muzułmańskich, czyli od wieku VII, Iran zaś jest szyicki dopiero od wieku
XVI, o czym się rzadko pamięta. Poza tym, choć istnieją religijne związki
między szyitami irackimi i irańskim, to jednak ważniejszy jest czynnik
narodowy. Nie wyobrażam sobie, żeby Arabowie szyici z południa Iraku nagle
chcieli się znaleźć w granicach szyickiego państwa irańskiego. Konflikt
irańsko-arabski czy irańsko-semicki zawsze na tym terenie istniał.
Czy szyici iraccy czują się sfrustrowani, a jeżeli tak, to jaką rolę może
odegrać ta frustracja w momencie, gdy będą się ważyły losy Saddama Husajna?
Sfrustrowani są od dosyć dawna. I dlatego też najsilniejsza opozycja
przeciwko nie tylko rządom Saddama Husajna, ale wcześniej przeciwko
monarchii, a w latach dwudziestych zeszłego stulecia przeciwko rządom
Anglików - była wśród szyitów. Nie podejrzewam, żeby dążyli do tego, by na
terenie całego Iraku stworzyć swoje państwo. Są natomiast tendencje do
stworzenia odrębnego państwa szyickich Arabów. To wynika z wypowiedzi
opozycji szyickiej. Najważniejszą postacią jest w niej ajatollah Muhammad
Bakir al-Hakim, z jednej strony działacz polityczny, a z drugiej wybitny
teolog. Za jedno z zadań stawia on sobie utworzenie szyickiego państwa
arabskiego, czyli oderwania się od części sunnickiej i kurdyjskiej Iraku. Czy
to się uda, to trudno stwierdzić, ale takie dążenia są.
Czy Amerykanie mogą liczyć na wsparcie szyitów?
Myślę, że nie. Na początku mogą udawać, że jest im po drodze z Amerykanami.
Natomiast bardzo szybko z tego zrezygnują. Tłumaczę to szyicką teorią
teologiczną, która się nazywa takijja - czyli ukrywanie właściwych poglądów
albo wyznania w sytuacji zagrożenia. Kiedy muzułmanin jest zagrożony, może
uciekać się do współpracy z tymi, z którymi by normalnie nie współpracował.
Żeby coś zyskać, może nawet współpracować z niewiernymi. Myślę, że szyici
iraccy mogą przez pewien czas udawać chęć współdziałania z Amerykanami, choć
tyle ich dzieli. Trudno sobie bowiem wyobrazić, żeby Amerykanie nagle
stwierdzili, iż będą popierać muzułmańską republikę na południu Iraku, bo
wiadomo, jaki mają stosunek do takiej samej republiki w Iranie. A byłaby to
republika o identycznej strukturze, co nie znaczy, że oba państwa szyickie by
się połączyły.
Jak silny jest islam w Iraku?
Od strony swobód osobistych Irak był jednym z najbardziej liberalnych krajów
arabskich. Ale Saddam Husajn, który dawniej próbował jak najbardziej
zeświecczyć Irak, teraz wraca do symboli religijnych. A to znaczy, że
potrzeba mu poparcia wewnątrz kraju, ale też na zewnątrz.
Ale czy Saddam jest wiarygodny, gdy sięga po hasła islamskie?
W islamie, w kulturze arabsko-muzułmańskiej, bardzo trudno jest mówić o kimś,
że jest kompletnym ateistą. Socjaliści arabscy, nawet komuniści, tak naprawdę
są dziwnymi komunistami, bo są jednocześnie muzułmanami. Już w latach
osiemdziesiątych w czasie wojny iracko-irańskiej zaczęły się pojawiać
portrety Saddama Husajna z pielgrzymki do Mekki, portrety Husajna modlącego
się czy odwiedzającego święte miejsca szyitów. A zatem do tego, żeby obraz
wodza był pełny i wiarygodny dla Irakijczyków, musiał zawierać element
religijny. Islam można spychać, natom