Cimoszewicze.

IP: *.pppool.de 24.05.03, 18:46


Ojciec Cimoszewicza został pozbawiony uprawnień kombatanckich 7 paździenika
1994 r. ze względu na służbę w Informacji Wojskowej w latach 1945-1947 oraz
za uczestniczenie w likwidacji podziemia w okresie 1945-1946, co stwierdzono
na podstawie wypisu z zeszytu ewidencyjnego Centralnego Archiwum Wojskowego i
zaświadczenia nr 15/76, wydanego przez JW nr 2375 (według artykułu Ryszarda
Tola: Czas odwetu, publikowanego w ukazującej się na warszawskim Bemowie
Gazecie Lokalnej nr 2/104 z lutego 1996 roku).

Dla was wybawcami byli naziści

W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
ojca Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" -
Informacji Wojskowej. Według Beszty-Borowskiego: Szef Informacji Wojskowej w
Wojskowej Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj
rozmawiania z ludźmi, trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu
cynglowym. Znany jest fakt śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich
rozmów (cyt. za Gazetą Wyborczą z 11 października 1991 r.). Oświadczenie
posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtowną publiczną ripostę ze strony
Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-Borowskiego załganym łobuzem, a w
innym tekście (w Gazecie Współczesnej) stwierdził m.in.: Rozumiem, że dla
Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w
takich prowokacjach, wybawcami byli naziści, skoro ci, którzy z nimi
walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat
służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest
zawsze i w każdej armii. Wy którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się
tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie
przytoczyć, żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego
postępowania. "Dowody" Borowskiego są łgarstwem (cyt. za: Piotr Jakucki:
Pułkownik Cimoszewicz, Gazeta Polska, 4 listopada 1993)

Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza, poseł Beszta Borowski skierował
przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do Gazety Lokalnej
(por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył
uzupełniające dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed
objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: (...) Oto przyszły
pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie
uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej, broniącej
ojczyzny przed dwoma najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r.
jest "poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest
na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od
polskich rolników na rzecz najeźdźcy. Jakucki w cytowanym wcześniej artykule
powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który zapamiętał M.
Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego
naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku
Cimoszewicz skończył szkolę pracowników politycznych i do końca wojny był w
aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 robi błyskawiczną karierę w Informacji
Wojskowej - w ciągu trzech lat zostaje komendantem w Głównym Zarządzie
Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy,
pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także
szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco
naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza (Metamorfozy pana C., Życie
Warszawy z 31 marca 1997) pisał, że ojciec Cimoszewicza w 1951 r. trafia do
Wojskowej Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen.
Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu, aresztowano też kilkunastu oficerów
WAT, którzy wcześniej byli w AK. Dokonujący tej bezwzględnej czystki na
wyższej uczelni major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez
żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat później - w 1957 roku skończył
liceum i zdał maturę (!).

Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w
likwidowaniu oddziałów AK- sam się chwalił podczas spotkania z oficerami
akademii, że w 194r1 r zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł w 1946 r
jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (P Jakucki, op.
cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boemerowie (Bemowo), odebranym
prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boemerowa na
początku lat 50. jako "element politycznie niepewny" (Gazeta Lokalna, nr
2/104, luty 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece
WAT na miejsce poprzedniej pracowniczki tej biblioteki, Ewy Cecetki-Cymerman,
zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M.
Cimoszewicza (Gazeta Lokalna, 27 czerwca 1992 r. , nr 12-13/42-3).
Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu
łgarstwa przez W Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich, jak
on "wybawcami byli naziści".

Wierny PRL-owskiej przeszłości

Włodzimierz Cimoszewicz, występujący z taką furią przeciw przypominaniu
przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig:
Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys. Trzeba przyznać, że
swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już jako
maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu
ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków". I uzyskał
wydrukowanie pro reżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach
Życia Warszawy (por W Cimoszewicz: Czas odwetu, Białystok 1993 r, s. 40).
Wielu jego rówieśników było w tym czasie pałowanych na rozkaz "ciemniaków".
On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktatura. Jakżeby mógł inaczej,
wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni
1968 studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się działaczem
uczelnianej organizacji ZMS. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r zostaje
przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu
Uczelnianego PZPR. Nawet swą błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później
jako swoisty przykład niezależności, twierdząc, że: Przynależność do ZMS
mogła nawet przeszkadzać (!!!) (W Cimoszewicz: Czas odwetu, s. 43) (był
bowiem dużo częściej odpytywany na zajęciach). Kiedy doszło do połączenia -
pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden
Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych
zwolenników tego połączenia, narzuconego studentom przez partyjną
biurokrację. I został... komisarycznym szefem SZSP na UW Józef Oleksy
wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją
pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz
wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia parę lat, gdy uzyskał kolejny
błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR akurat w
czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie
aktywizacji opozycji z KOR-u i ROPCiO. Na temat dokonanej przez Gierka zmiany
konstytucji, serwilistycznie uzależniającej Polskę od ZSRR, wspominał:
Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec
Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne zachowania mogłyby być
groźne dla Polski. W sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR -
zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: Nas
jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie popadaliśmy przez to w
jakiś konflikt sami ze sobą (W Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia
członkiem kierowniczej siły jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko
awansującego działacza partyjnego.

W konsulacie w Ma
    • Gość: as Re: Cimoszewicze.cd. IP: *.pppool.de 24.05.03, 18:48
      W konsulacie w Malmoe

      W 1980 roku został wysłany na 3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmoe. We
      wrześniu tego roku zaś wyjechał na stypendium Fullbrighta do USA, dzięki
      decyzji władz o tym, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien się
      wycofać (op. cit. s. 55). Pozostał wiemy PZPR-owi w czasach "Solidarności i po
      ogłoszeniu stanu wojennego podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał do
      organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 powrócił do pracy
      na warszawską uczelnię.

      "Carex"

      Według informacji z listy Macierewicza Cimoszewicz w 1980 roku pod
      pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu. Ustosunkowując się do tej
      sprawy w swej biografii Czas odwetu, stwierdzał m.in.: (...) Z wypowiedzi
      Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych istniały
      możliwości preparowania dokumentów, mających cechy autentyczności, dokumentów
      antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet na
      taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę
      znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek Kwaśniewski przedstawił mi
      dokumenty z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach
      polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt,
      jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium Fundacji
      Fullbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych
      dokumentach przed stawiony jako kontakt z wywiadem (...) (op. cit., s. 25-26).

      Alergia na polskość

      Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP Fakt
      ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności
      Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej
      lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie docenił
      wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z nimi
      zmarginalizowany. Po rozpadzie sejmowego klubu PZPR Cimoszewicz nie poparł
      jednak stworzonej przez reformatorskiego Tadeusza Fiszbacha Polskiej Unii
      Socjaldemokratycznej. Widząc, że większość dawnego klubu sejmowego, głównie
      członkowie SdRP, wstąpiła do Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej
      (PKLD), przyłączył się do nich i niespodziewanie został wybrany szefem tego
      klubu. W tym czasie w swych wystąpieniach zdecydowanie odcinał się od dawnego
      PZPRowskiego aparatu. Starał się teraz tym mocniej odcinać kupony od swego
      pozostawania na uboczu w dobie jaruzelszczyzny. Dystansowaniu się od dawnego
      aparatu towarzyszyły jednak równoczesne bardzo ostre ataki Cimoszewicza na
      gospodarczo-społeczną politykę rządu Mazowieckiego i na samą "Solidamość".18
      września 1990 jako szef PKLD znalazł się na "herbatce u Prymasa" - spotkaniu w
      rezydencji Prymasa Polski Józefa Glempa, na którym gen. Jaruzelski miał podjąć
      decyzję o swym odejściu z prezydentury. Zaskoczony zaproszeniem Cimoszewicza na
      to spotkanie Jarosław Kaczyński wyraził się: a co tam ma robić ten trup
      polityczny?. To się rozniosło, dotarło do Cimoszewicza, i gdy spotkali się z
      Kaczyńskim przy wejściu do rezydencji Prymasa Polski Cimoszewicz dowcipnie
      zacytował słowa Marka Twaina: wiadomość o mojej śmierci jest trochę przesadzona
      (wg J. Kaczyński Odwrotna strona medalu, Warszawa 1991, s.131).

      W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został kandydatem
      postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał się
      wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej
      sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże
      zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za
      Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył
      Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w 1993
      roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie
      Pawlaka. Jego nominacja na ministra sprawiedliwości wywołała wiele zastrzeżeń
      ze względu na fakt, że ten minister jest jednocześnie prokuratorem generalnym.
      Do pełnienia tej ostatniej funkcji niezbędne było zaś posiadanie uprawnień
      prokuratorskich lub sędziowskich, lub przynajmniej bycie doktorem prawa.
      Cimoszewicz zaś nigdy nie zrobił habilitacji. Wywołało to, acz bezskuteczne,
      protesty opozycyjnych prawników (por. R Mazurek: Metamorfozy pana C., Życie z
      29-31 marca 1997). Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie akcją "Czyste
      ręce". W ramach niej ujawnił nazwiská wysokich urzędników państwowych, którzy
      biorą równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm
      państwowych. Akcja nie przyniosła faktycznie żadnych skutków negatywnych osobom
      skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie
      nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii.

      Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami;
      powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury.
      Cimoszewicz miał na to dość swoiste wytłumaczenie - twierdził, że podczas
      weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu
      Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego.

      Urażony niezaproponowaniem mu wice premierostwa, nie chciał przyjąć wyłącznie
      teki szefa resortu sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.

      W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z
      kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i
      Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. "Europejczycy' stanowili
      najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP

      Głównym efektem tych zacieśniających się kontaktów stał się wspomniany na
      wstępie głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujących o
      zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości. Cimoszewicz, podobnie
      jak Kwaśniewski i liczni inni politycy SLD stanowi typ człowieka gruntownie
      uodpornionego na takie pojęcia, jak polskość, polski patriotyzm, poczucie
      polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak
      kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę Czasu odwetu. W tej
      książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do
      napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie, uczuciach
      narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś zagrożeń dla
      Polski i polskości. Tym więcej tam za to ataków na wszystko, co się z polskimi
      uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły
      antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 Czasu odwetu pisze: Nie będąc Żydem
      poznałem, co to znaczy być nim w Polsce. Na s.192 insynuuje, iż: Prawdą jest
      niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie
      można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu.

      • Gość: A.D. he, he... IP: *.mco.bellsouth.net 24.05.03, 18:54
        Gość portalu: as napisał(a):

        > W konsulacie w Malmoe
        >
        > W 1980 roku został wysłany na 3 miesiące do pracy w konsulacie w Malmoe. We
        > wrześniu tego roku zaś wyjechał na stypendium Fullbrighta do USA, dzięki
        > decyzji władz o tym, że jego konkurent do stypendium, Lamentowicz, powinien
        się
        >
        > wycofać (op. cit. s. 55). Pozostał wiemy PZPR-owi w czasach "Solidarności i
        po
        > ogłoszeniu stanu wojennego podczas pobytu na Uniwersytecie Columbia należał
        do
        > organizacji PZPR przy konsulacie w Nowym Jorku. W lutym 1982 powrócił do
        pracy
        > na warszawską uczelnię.
        >
        > "Carex"
        >
        > Według informacji z listy Macierewicza Cimoszewicz w 1980 roku pod
        > pseudonimem "Carex" został współpracownikiem wywiadu. Ustosunkowując się do
        tej
        >
        > sprawy w swej biografii Czas odwetu, stwierdzał m.in.: (...) Z wypowiedzi
        > Czesława Kiszczaka wiedziałem, że w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych
        istniały
        > możliwości preparowania dokumentów, mających cechy autentyczności,
        dokumentów
        > antydatowanych. Obawiałem się, że kierownictwo MSW może zdecydować się nawet
        na
        >
        > taką awanturę, jak fabrykowanie archiwaliów. Nie wykluczałem więc, że mogę
        > znaleźć się na liście Macierewicza. Kiedy Olek Kwaśniewski przedstawił mi
        > dokumenty z dużym zaskoczeniem zauważyłem, że byłem odnotowany w aktach
        > polskiego wywiadu (...). Byłem zaskoczony, ponieważ okazało się, że kontakt,
        > jaki w 1980 roku nawiązał ze mną przed wyjazdem na stypendium Fundacji
        > Fullbrighta przedstawiciel Ministerstwa Spraw Zagranicznych, został w tych
        > dokumentach przed stawiony jako kontakt z wywiadem (...) (op. cit., s. 25-
        26).
        >
        > Alergia na polskość
        >
        > Po likwidacji PZPR w styczniu 1990 roku Cimoszewicz nie wstąpił do SdRP Fakt
        > ten próbowano później częstokroć eksponować jako dowód niezależności
        > Cimoszewicza i jego opowiedzenie się po stronie prawdziwie reformatorskiej
        > lewicy. Rację mają jednak raczej ci, którzy sądzą, że Cimoszewicz nie
        docenił
        > wówczas prawdziwej siły postkomunistów z SdRP i nie chciał zostać wraz z
        nimi
        > zmarginalizowany. Po rozpadzie sejmowego klubu PZPR Cimoszewicz nie poparł
        > jednak stworzonej przez reformatorskiego Tadeusza Fiszbacha Polskiej Unii
        > Socjaldemokratycznej. Widząc, że większość dawnego klubu sejmowego, głównie
        > członkowie SdRP, wstąpiła do Parlamentarnego Klubu Lewicy Demokratycznej
        > (PKLD), przyłączył się do nich i niespodziewanie został wybrany szefem tego
        > klubu. W tym czasie w swych wystąpieniach zdecydowanie odcinał się od
        dawnego
        > PZPRowskiego aparatu. Starał się teraz tym mocniej odcinać kupony od swego
        > pozostawania na uboczu w dobie jaruzelszczyzny. Dystansowaniu się od dawnego
        > aparatu towarzyszyły jednak równoczesne bardzo ostre ataki Cimoszewicza na
        > gospodarczo-społeczną politykę rządu Mazowieckiego i na samą "Solidamość".18
        > września 1990 jako szef PKLD znalazł się na "herbatce u Prymasa" - spotkaniu
        w
        > rezydencji Prymasa Polski Józefa Glempa, na którym gen. Jaruzelski miał
        podjąć
        > decyzję o swym odejściu z prezydentury. Zaskoczony zaproszeniem Cimoszewicza
        na
        >
        > to spotkanie Jarosław Kaczyński wyraził się: a co tam ma robić ten trup
        > polityczny?. To się rozniosło, dotarło do Cimoszewicza, i gdy spotkali się z
        > Kaczyńskim przy wejściu do rezydencji Prymasa Polski Cimoszewicz dowcipnie
        > zacytował słowa Marka Twaina: wiadomość o mojej śmierci jest trochę
        przesadzona
        >
        > (wg J. Kaczyński Odwrotna strona medalu, Warszawa 1991, s.131).
        >
        > W czasie kampanii prezydenckiej 1990 roku właśnie Cimoszewicz został
        kandydatem
        >
        > postkomunistów na prezydenta. Podobno dlatego, że sam Kwaśniewski obawiał
        się
        > wówczas całkowitej kompromitacji wyborczej, jakichś trzech procent. W tej
        > sytuacji wynik uzyskany przez Cimoszewicza był traktowany jako duże
        > zaskoczenie - dostał 9 procent głosów, plasując się na czwartym miejscu za
        > Wałęsą, Tymińskim i Mazowieckim. W latach 1991-1993 nadal przewodniczył
        > Parlamentarnemu Klubowi Lewicy Demokratycznej. Po sukcesie wyborczym SLD w
        1993
        >
        > roku Cimoszewicz został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości w rządzie
        > Pawlaka. Jego nominacja na ministra sprawiedliwości wywołała wiele
        zastrzeżeń
        > ze względu na fakt, że ten minister jest jednocześnie prokuratorem
        generalnym.
        > Do pełnienia tej ostatniej funkcji niezbędne było zaś posiadanie uprawnień
        > prokuratorskich lub sędziowskich, lub przynajmniej bycie doktorem prawa.
        > Cimoszewicz zaś nigdy nie zrobił habilitacji. Wywołało to, acz bezskuteczne,
        > protesty opozycyjnych prawników (por. R Mazurek: Metamorfozy pana C., Życie
        z
        > 29-31 marca 1997). Jako minister sprawiedliwości zasłynął głównie
        akcją "Czyste
        >
        > ręce". W ramach niej ujawnił nazwiská wysokich urzędników państwowych,
        którzy
        > biorą równocześnie pieniądze za zasiadanie w radach nadzorczych firm
        > państwowych. Akcja nie przyniosła faktycznie żadnych skutków negatywnych
        osobom
        >
        > skrytykowanym przez Cimoszewicza. Mógł jednak odtąd chodzić w nimbie
        > nieprzekupnego tropiciela gospodarczych patologii.
        >
        > Resort Cimoszewicza nie mógł się pochwalić żadnymi większymi osiągnięciami;
        > powszechnie narzekano na fatalne funkcjonowanie sądów i prokuratury.
        > Cimoszewicz miał na to dość swoiste wytłumaczenie - twierdził, że podczas
        > weryfikacji rzekomo wyrzucono najlepszych specjalistów. Po dymisji rządu
        > Pawlaka nie wszedł do rządu Oleksego.
        >
        > Urażony niezaproponowaniem mu wice premierostwa, nie chciał przyjąć
        wyłącznie
        > teki szefa resortu sprawiedliwości. Został wówczas wicemarszałkiem Sejmu.
        >
        > W nowej sytuacji tym mocniej rozwijał stosunki z lewicowymi środowiskami z
        > kręgu dawnej tzw. opozycji laickiej, zwłaszcza z Michnikiem, Geremkiem i
        > Bujakiem. Nieprzypadkowo właśnie "różowi" tzw. "Europejczycy' stanowili
        > najbliższych rozmówców Cimoszewicza spoza SLD i SdRP
        >
        > Głównym efektem tych zacieśniających się kontaktów stał się wspomniany na
        > wstępie głośny artykuł Cimoszewicza i Michnika, wspólnie apelujących o
        > zakończenie wszelkich rozliczeń PRL-owskiej przeszłości. Cimoszewicz,
        podobnie
        > jak Kwaśniewski i liczni inni politycy SLD stanowi typ człowieka gruntownie
        > uodpornionego na takie pojęcia, jak polskość, polski patriotyzm, poczucie
        > polskiego interesu narodowego. Tym, którzy chcieliby polemizować z moimi tak
        > kategorycznymi sądami w tej sprawie, polecam uważną lekturę Czasu odwetu. W
        tej
        >
        > książce widać aż nadto wyraźnie, że Cimoszewicz nie mógł się przełamać do
        > napisania jakichś cieplejszych słów o Ojczyźnie, patriotyzmie, uczuciach
        > narodowych, nie mówiąc już o trosce z powodu występujących dziś zagrożeń dla
        > Polski i polskości. Tym więcej tam za to ataków na wszystko, co się z
        polskimi
        > uczuciami narodowymi kojarzy, czy gwałtownego piętnowania rzekomej siły
        > antyżydowskości w Polsce. Na s. 39 Czasu odwetu pisze: Nie będąc Żydem
        > poznałem, co to znaczy być nim w Polsce. Na s.192 insynuuje, iż: Prawdą jest
        > niestety, że w naszym społeczeństwie, i to od lewicy do prawicy, nieustannie
        > można spotkać się z przejawami endemicznego antysemityzmu.
        >

        >> 'Cimoszewicz' pisze sie przez 'h'. Jak kazdy inny z okaleczonym h..m!!!
      • Gość: kiki Re: Cimoszewicze.cd. IP: *.hippo-tang.dialup.pol.co.uk 24.05.03, 21:36
        tatus i synalek , kolejna komusza parka o rodowodzie kwacha - stolzmana
    • Gość: U Re: Cimoszewicze. IP: *.75.0.51.Dial1.Boston1.Level3.net 24.05.03, 22:04
      Ja bym tylko dodal pytanie:-Jesli on taki bzitki,to co ta
      kurwa robi w ziadzie? (I nie tylko on)Wyobrazcie sobie,ze
      w Ha'arecu odkryto,ze w ich rzadzie zasiada byly
      SSman,albo co gorzej-AKowiec.(Kazdy wie,ze AK bylo gorsze
      od SS).

      Jest to tylko dowod,ze nalezy zaprzestac nazywania tego
      miejsca Polska.
      Dowod degrengolady,rozsypki i chyba takze glupoty narodu.
    • Gość: Magdalena Cimosiewicz ZABIJA KLINA pomiedzy Polakami w kraju IP: *.dialsprint.net 25.05.03, 06:08
      i Polakami zamieszkałymi za granicą.

      Cimosiewicz jest obywatelem polskim ale narodowości białoruskiej.

      Większość pracowników MSZ to obywatele polscy ale NIE NARODOWOŚCI POLSKIEJ !!!

      Podobna sytuacja jest też w ministerstwie finansów.

      Żydokomuna bardzo dba aby nigdy nie był Polak Minstrem Spraw Zagranicznych.

      MSZ zwalczał, rozbija jednośc Poloni na świecie oraz utrudnia za wszelką cenę
      zwiazki Polaków zamieszkałych za granicą z macierzą.

      Cimosiewicz działa na szkodę Poloni jak żaden do tej pory minister MSZ-u od 15
      lat.

      Cimosiewicz powiedział że zniszczy wszystkie stare i z tradycjami organizacje
      polonijne.

      Cimosiewicz powinien być IGNOROWANY przez wszystkie organizacje polonijne na
      świecie.

      Rzadna organizacja NIE POWINIEN go ZAPRASZAĆ ani wspólpracować z tym sk...

      Cimosiewicz rozpętał teraz NAGONKE i przesladowania Polaków przy przekraczaniu
      granicy Polski ktorzy maja podwójne obywatelstwa lub zarobkowo przebywali
      dlużej poza granicami Polski.






      • Gość: bolek nie sfiergol zes taka przystojna dupodajko jedna. IP: *.kat.forthnet.gr 25.05.03, 10:27
        Magda tys naprawde pojebana ? czy tylko niedoruchana ?
        To nie tego cedzacego i sliniacego pomysl z tymi paszportami.
        Tak bylo zawsze w tym pojebanym kraju.
        To winna polska tepota i komplex.....
        Jwszcze jedno palanty , NIE badzcie tacy pewni swego pochodzenia.
        Los wielu podajacych sie za polakow splatal im wielkiego FIGLA hahhahahh.
        Wiadomo kto w polsce rebal przez setki lat..
        Polak to byl chlop panszczyzniany , ciagle spracowany za szklane bimbru.
        Ciagle narebany tym bimbrem..
        Ich pany to sami nie wiadomo spod jakiego jaja wyskoczyly.
        Pierdolila sie polska szlachta nawzajem , matka z synem ,siostra z bratem,
        ojciec pierdolil corke a jak jeszcze mu stal to i o syna zachaczyl.
        Chrabianki pierdolily sie tez z kim popadnie tzn konie , psy a jak
        byly na folwarku osly to tez ..
        Z chlopem pierdolonym swinskim smierdzacym brudasem NIE...
        Interesy w polsce krecili jak zwykle -zydzi , niemcy i ruscy..
        Cala machina <przemysl>byla w ich rekach..
        Ci tez sobie nie zalowali bo w koncu za kromke chleba mieli do jebania
        co im tylko na drodze stanelo.
        Tak ze chlopaki wybierali bialoglowe niedoruchane jak popadlo.
        C.D.N. jesli chcesz ty dupku magdalenowy......
        • Gość: as Na jurnego Bolka... IP: *.pool.mediaWays.net 25.05.03, 11:05

          Bolek, w stanie Parana
          rżnął wśród pampasów barana
          a baran: "beee, beee
          ależ zostaw ty mnie
          czyż nie widzisz żem ja fatamorgana !!!"

          Bolek jako odźwierny w Frankfurcie
          lubił dupczyć panienki na furcie
          dnia pewnego, niestety
          wraził chuja w sztachety
          i odtąd go moczy w jogurcie

          Bolek, kozak, co żył nad Donbasem
          Tłukł w kopalni bryły węgla kutasem
          Zawsze zbierał medale
          Jako gieroj cóż, ale
          To narzędzie zmarnował przed czasem

          Pewną starą kurwę nad Nysą
          całą noc rżneli Bolek z ojcem,bratem i szwagrem w dupę łysą
          ona woła: "ach, goście
          mówcie ktoście są, ktoście ?!"
          oni na to: "autochtony my są"
Pełna wersja