Gość: as
IP: *.pppool.de
24.05.03, 18:46
Ojciec Cimoszewicza został pozbawiony uprawnień kombatanckich 7 paździenika
1994 r. ze względu na służbę w Informacji Wojskowej w latach 1945-1947 oraz
za uczestniczenie w likwidacji podziemia w okresie 1945-1946, co stwierdzono
na podstawie wypisu z zeszytu ewidencyjnego Centralnego Archiwum Wojskowego i
zaświadczenia nr 15/76, wydanego przez JW nr 2375 (według artykułu Ryszarda
Tola: Czas odwetu, publikowanego w ukazującej się na warszawskim Bemowie
Gazecie Lokalnej nr 2/104 z lutego 1996 roku).
Dla was wybawcami byli naziści
W październiku 1991 roku doszło do publicznego ujawnienia sprawy przeszłości
ojca Cimoszewicza. Poseł OKP Jan Beszta-Borowski stwierdził wręcz, że ojciec
Włodzimierza Cimoszewicza był członkiem "organizacji przestępczej" -
Informacji Wojskowej. Według Beszty-Borowskiego: Szef Informacji Wojskowej w
Wojskowej Akademii Technicznej o nazwisku Cimoszewicz miał zwyczaj
rozmawiania z ludźmi, trzymając w ręku pistolet i obracając nim na palcu
cynglowym. Znany jest fakt śmierci jednego z podwładnych w wyniku takich
rozmów (cyt. za Gazetą Wyborczą z 11 października 1991 r.). Oświadczenie
posła Beszty-Borowskiego wywołało gwałtowną publiczną ripostę ze strony
Włodzimierza Cimoszewicza. Nazwał Besztę-Borowskiego załganym łobuzem, a w
innym tekście (w Gazecie Współczesnej) stwierdził m.in.: Rozumiem, że dla
Borowskiego, jego szefów i was, nierozumnych dziennikarzy, babrzących się w
takich prowokacjach, wybawcami byli naziści, skoro ci, którzy z nimi
walczyli, zasługują na miano oprawców. Po wojnie mój ojciec przez 30 lat
służył w Wojsku Polskim, w tym także w kontrwywiadzie, instytucji, jaka jest
zawsze i w każdej armii. Wy którzy opluwacie Go dzisiaj, możecie powołać się
tylko na fakt służby w tej formacji. Nie przytaczacie, bo nie możecie
przytoczyć, żadnych prawdziwych zarzutów, dotyczących Jego
postępowania. "Dowody" Borowskiego są łgarstwem (cyt. za: Piotr Jakucki:
Pułkownik Cimoszewicz, Gazeta Polska, 4 listopada 1993)
Oburzony stwierdzeniami W. Cimoszewicza, poseł Beszta Borowski skierował
przeciwko niemu skargę do sądu, przedstawiając dowody prawdziwości swych
zarzutów pod adresem ojca Cimoszewicza. W osobnym liście do Gazety Lokalnej
(por. nr 14-15 z 1992 roku) poseł Jan Beszta-Borowski przytoczył
uzupełniające dane na temat życiorysu ojca Cimoszewicza jeszcze przed
objęciem funkcji szefa Informacji Wojskowej na WAT. Pisał: (...) Oto przyszły
pułkownik Cimoszewicz w czasie wybuchu wojny w 1939 roku, mając lat 22, nie
uczestniczy w obronie Polski, nie jest żołnierzem Armii Polskiej, broniącej
ojczyzny przed dwoma najeźdźcami. Przeciwnie - już w październiku 1939 r.
jest "poborcą dostaw obowiązkowych w wołkowyskim Rejnopolnamzakie. Czyli jest
na służbie jednego z zaborców - bolszewików. Rekwirował płody rolne od
polskich rolników na rzecz najeźdźcy. Jakucki w cytowanym wcześniej artykule
powoływał się na zeznania świadka Romualda U., który zapamiętał M.
Cimoszewicza jako "seksota" (tajnego agenta) komisarza kadr, ówczesnego
naczelnika kadr w dziale technicznym parowozowni w Białymstoku. W 1943 roku
Cimoszewicz skończył szkolę pracowników politycznych i do końca wojny był w
aparacie politycznym. Od kwietnia 1945 robi błyskawiczną karierę w Informacji
Wojskowej - w ciągu trzech lat zostaje komendantem w Głównym Zarządzie
Informacji, kontrolowanym wówczas przez dwóch sowieckich zbrodniarzy,
pułkowników NKWD w Polsce: Wozniesieńskiego i Skulbaszewskiego, a także
szefem Informacji Wojskowej na WAT. Robert Mazurek, autor interesująco
naszkicowanej sylwetki Włodzimierza Cimoszewicza (Metamorfozy pana C., Życie
Warszawy z 31 marca 1997) pisał, że ojciec Cimoszewicza w 1951 r. trafia do
Wojskowej Akademii Technicznej. Tam aresztuje komendanta uczelni gen.
Floriana Grabczyńskiego. Z jego rozkazu, aresztowano też kilkunastu oficerów
WAT, którzy wcześniej byli w AK. Dokonujący tej bezwzględnej czystki na
wyższej uczelni major Marian Cimoszewicz był w tym czasie oficerem bez
żadnego wykształcenia. Dopiero kilka lat później - w 1957 roku skończył
liceum i zdał maturę (!).
Dodajmy do tego informacje o wcześniejszej roli Mariana Cimoszewicza w
likwidowaniu oddziałów AK- sam się chwalił podczas spotkania z oficerami
akademii, że w 194r1 r zlikwidował oddział AK. Według innych źródeł w 1946 r
jako oficer IW kierował grupą likwidującą "bandę" Bohuna (P Jakucki, op.
cit.). Cimoszewiczowie zamieszkali w domu na Boemerowie (Bemowo), odebranym
prawowitym właścicielom, których przymusowo wysiedlono z Boemerowa na
początku lat 50. jako "element politycznie niepewny" (Gazeta Lokalna, nr
2/104, luty 1996 r.). Żona majora M. Cimoszewicza zaczęła pracę w bibliotece
WAT na miejsce poprzedniej pracowniczki tej biblioteki, Ewy Cecetki-Cymerman,
zwolnionej nagle bez uzasadnienia w sposób bardzo ordynarny przez M.
Cimoszewicza (Gazeta Lokalna, 27 czerwca 1992 r. , nr 12-13/42-3).
Porównajmy opisane wyżej fakty z gwałtownym zarzucaniem Beszcie-Borowskiemu
łgarstwa przez W Cimoszewicza i pokrzykiwaniem o tym, że dla takich, jak
on "wybawcami byli naziści".
Wierny PRL-owskiej przeszłości
Włodzimierz Cimoszewicz, występujący z taką furią przeciw przypominaniu
przeszłości ojca, jako motto do swej książki wybrał stwierdzenie Anny Uchlig:
Kto przekreśla PRL, ten przekreśla cały mój życiorys. Trzeba przyznać, że
swoją publiczną identyfikację z PRL-em zaczął bardzo wcześnie. Już jako
maturzysta w 1968 roku kategorycznie przeciwstawił się napiętnowaniu
ówczesnych rządów gomułkowskich jako "dyktatury ciemniaków". I uzyskał
wydrukowanie pro reżimowego tekstu swego wypracowania maturalnego na łamach
Życia Warszawy (por W Cimoszewicz: Czas odwetu, Białystok 1993 r, s. 40).
Wielu jego rówieśników było w tym czasie pałowanych na rozkaz "ciemniaków".
On w pełni utożsamiał się z totalitarną dyktatura. Jakżeby mógł inaczej,
wychowany pod "opiekuńczymi skrzydłami" pułkownika Cimoszewicza! Od jesieni
1968 studiuje na Wydziale Prawa w Warszawie i staje się działaczem
uczelnianej organizacji ZMS. W 1971 roku wstępuje do PZPR, a w 1972 r zostaje
przewodniczącym ZMS na Uniwersytecie Warszawskim. Wchodzi do władz Komitetu
Uczelnianego PZPR. Nawet swą błyskawiczną karierę w ZMS tłumaczył później
jako swoisty przykład niezależności, twierdząc, że: Przynależność do ZMS
mogła nawet przeszkadzać (!!!) (W Cimoszewicz: Czas odwetu, s. 43) (był
bowiem dużo częściej odpytywany na zajęciach). Kiedy doszło do połączenia -
pomimo protestu wielu studentów - trzech organizacji studenckich w jeden
Socjalistyczny Związek Studentów Polskich (SZSP), należał do zdecydowanych
zwolenników tego połączenia, narzuconego studentom przez partyjną
biurokrację. I został... komisarycznym szefem SZSP na UW Józef Oleksy
wspominał Cimoszewicza z owych czasów jako wręcz zwracającego uwagę swoją
pryncypialnością. Pisał, że wionęło pryncypialnością, gdy tylko Cimoszewicz
wchodził na trybunę. Miał zaledwie dwadzieścia parę lat, gdy uzyskał kolejny
błyskawiczny awans - został sekretarzem Komitetu Uczelnianego PZPR akurat w
czasie pogłębiającego się kryzysu politycznego późnego Gierka, w okresie
aktywizacji opozycji z KOR-u i ROPCiO. Na temat dokonanej przez Gierka zmiany
konstytucji, serwilistycznie uzależniającej Polskę od ZSRR, wspominał:
Wszyscy mieliśmy skłonność do usprawiedliwiania miękkiej postawy wobec
Związku Radzieckiego, byliśmy przekonani, że inne zachowania mogłyby być
groźne dla Polski. W sprawie innego posunięcia ówczesnych władz PZPR -
zapisania w konstytucji kierowniczej roli PZPR - szczerze przyznawał: Nas
jako członków PZPR ani to ziębiło, ani grzało. Nie popadaliśmy przez to w
jakiś konflikt sami ze sobą (W Cimoszewicz, op. cit., s. 53). Poczucie bycia
członkiem kierowniczej siły jak widać, wzmacniało dobre samopoczucie szybko
awansującego działacza partyjnego.
W konsulacie w Ma