leje-sie
21.10.07, 16:56
W odbywających się dzisiaj wyborach w leżących w połowie drogi morskiej między
Szwecją i Finlandią Wyspach Alandzkich (Åland) stawka jest o wiele wyższa niż
w Polsce.
Idzie ni mniej ni więcej o zmianę statusu Wysp z autonomii w ramach Finlandii
na całkowitą niepodległość.
W wyborach przed czterema laty 2 z 30 miejsc w miejscowym parlamencie zdobyła
partia Przyszłość Alandii (Ålands Framtid) dążąca do pełnej suwerenności. W
obecnych przywódca partii liczy na podwojenie ilości miejsc w Lagtingu.
Pozostałe partie utworzyły wspólny front przeciwko Ålands Framtid.
Alandia to najbogatszy region Finlandii z niskim, 2% bezrobociem.
Encyklopedie podają, że głównym zajęciem mieszkańców jest rybołówstwo, hodowla
i rolnictwo. Bujda - źródłem dobrobytu jest nowoczesne bezprawie i piractwo,
czyli łupienie przepływających wielkich promów pasażerskich. Nazywa się to
sprzedażą tax-free i zostało zaakceptowane przez UE na skutek manipulacji
przebiegłych Alandczyków. Reprezentanci wysp jęczeli i skarżyli się w Brukseli
jakie to nieszczęścia ich spotkają, jeśli odebrany im zostanie status
wolnocłowy. I Bruksela się zlitowała. Ucz się, Polsko, jak się prowadzi
politykę europejską.
Mieszkańcy Alandii, 26 000, to etniczni Szwedzi. W ramach autonomii
istniejącej od 1921 wywalczyli sobie wiele swobód, takich jak prawo do
obywatelstwa, jedno z najbardziej restrykcyjnych w Europie (zarezerwowane w
zasadzie dla tubylców i osób związanych małżeństwem), szwedzki jako jedyny
język urzędowy (przypominam, rzecz dzieje się w Finlandii).
Obecnie socjaldemokraci nieśmiało postulują rozluźnienie rygorów i dozwolenie
na kilka godzin tygodniowo nauki języka fińskiego w przedszkolach i szkołach
dla dzieci imigrantów ze stałego lądu.
Wybory to wewnętrzna sprawa wyspiarzy. Alandczycy nie biorą udziału w wyborach
do parlamentu w Helsinkach.
Nikomu jednak nie śni się przyłączenie do Szwecji i utrata przywilejów.