torquemada
03.01.02, 01:32
Wywiad z generałem Augusto Pinochetem
Tyran czy wizjoner?
Wywiad z byłym prezydentem Republiki Chilijskiej a obecnie głównodowodzącym
Chilijskich Sił Lądowych, gen. Augusto Pinochetem rozmawia Jan M. Fijor.
Jan M. Fijor: Panie generale, większość Chilijczyków wyraża się o panu z
ogromnym szacunkiem czy wręcz miłością, uważając pana za Ojca narodu, a mimo to
poza granicami Chile kojarzy się pan wciąż z krwawą dyktaturą. W światowych
mediach gen. Pinochet uważany jest za tyrana, podczas gdy np. Fidel Castro
cieszy się opinią...bohatera.
Gen. Augusto Pinochet: Chile leży na końcu świata, trudniej tu dotrzeć i samemu
się przekonać...Nam opinię urabiali uciekinierzy polityczni po przewrocie w
1973 roku. Wyjeżdżali do Europy Zachodniej, do Stanów Zjednoczonych i tam
mówili co chcieli. Nikt tego nie kontrolował, nikt nie sprawdzał. Z panem
Castro, żeby odpowiedzieć na pytanie do końca, było inaczej, jego przeciwnicy
siedzieli w więzieniach i wyjechać z kraju nie mogli. Poza tym, wobec Castro
zachodnie, co tu ukrywać, lewicujące media, były życzliwe. W przypadku Chile,
gdzie równocześnie z przewrotem doszło do ukrócenia samowoli komunistów, lewica
poczuła się rozgoryczona. Proszę pamiętać, że lata 70. to szczyt popularności
idei Marksa i Lenina.
JMF: Co dokładnie wydarzyło się we wrześniu 1973 roku?
GAP: Przewrót był nieuniknionym skutkiem chaosu panującego od roku 1970, a więc
od momentu objęcia władzy przez Salvatore Allende...
JMF: Ale jednak Allende wybrany został w wyborach demokratycznych.
GAP: Zacznijmy od tego, że Allende nie uzyskał w wyborach prezydenckich
większości; otrzymał niewiele ponad jedną trzecią głosów. Prezydentem został z
woli Kongresu, który powierzył mu mandat prezydencki.
JMF: Czy to znaczy, że i Kongres miał zapatrywania lewicowe?
GAP: Lewica miała w Kongresie swoich przedstawicieli, ale parlamentu nie
dominowała. Zresztą Allende w czasie kampanii wyborczej nie ujawniał wcale
swoich prokomunistycznych sympatii. Prezentował się raczej jako polityk
umiarkowany, dopiero później, pod wpływem doradców sowieckich i kubańskich
odkrył swoje prawdziwe oblicze, doprowadzając kraj do kompletnego rozkładu. W
1972 i 73 roku inflacja dochodziła w Chile do 2.5 proc. dziennie, prawie 1000
proc. rocznie. Szwankował transport, brakowało paliw, surowców, żywności,
energii elektrycznej. Było to mniej więcej na dwa tygodnie przed terminem
wkroczenia armii do Pałacu "La Moneda". Zatelefonowała do mnie córka, Lucia,
miała wtedy dwóch małych chłopców, z rozpaczą w głosie oświadczyła, że nie ma
im co dać jeść. Ta, mlekiem i miodem płynąca ziemia przestała
rodzić. "Rozentuzjazmowane" grupy związkowców i innych politycznych sojuszników
Unidad Popular i Allende, napadały, grabiły, buntowały chłopów i robotników,
nakłaniając ich - rzekomo w imię "lepszego jutra" i "nowego ładu" - do strajku
powszechnego. Dalsze życie było w takich warunkach niemożliwe. Tym bardziej, że
ogarnięty szaleństwem rewolucji Allende nie liczył się z niczym i nikim.
Ostatnie dwa lata jego prezydentury, to właściwie rządy dyktatorskie. A tak,
ignorował Kongres, podporządkowując go sobie z drastycznym pogwałceniem
Konstytucji. Gdybyśmy wtedy nie wkroczyli, Chile przestałoby istnieć jako
państwo, a komunistyczna pożoga rozprzestrzeniłaby się na cały kontynent.
Rosjanie tylko zacierali ręce. Zapłaciliśmy za to ogromną cenę. Opinia o
generale Pinochecie jest tego ilustracją.
JMF: Jaka była cena ratowania Chile?
GAP: Bardzo wysoka!
JMF: Czy zatem, warto było?
GAP: Trudno tu mówić w kategoriach opłacalności. Wystarczy, że zginie chociażby
jeden człowiek, to już cena jest zbyt wysoka. Ubolewam nad tym co się stało,
ale nie mieliśmy innego wyjścia. Stanęliśmy przed klasycznym wyborem mniejszego
zła; ratowaliśmy kraj, ratowaliśmy byt i przyszłość kilkunastu milionów
Chilijczyków. To była obrona konieczna, działanie w obronie własnej.
JMF: Czy głównym celem przewrotu nie było unicestwienie rewolucji
komunistycznej?
GAP: Absolutnie nie myśleliśmy w takich kategoriach. Ja jestem żołnierzem, nie
politykiem. Służę w armii od wczesnej młodości i szczerze mówiąc w politykę
nigdy wcześniej nie angażowałem się. Wypełniałem rozkazy i nakładane na mnie
obowiązki, również wtedy, w sierpniu i wrześniu 1973 roku. Dlatego mój przewrót
nie był klasycznym, południowoamerykańskim "golpe", kiedy to
wojskowy "caudillo" zaprowadza dyktaturę polityczną i niepodzielnie rządzi. W
naszym przypadku - bo to było działanie zinstytucjonalizowane - chodziło
wyłącznie o ratowanie kraju i jego obywateli.
JMF: Ile osób zginęło w czasie przewrotu wojskowego?
AGP: Różne komisje podają różne liczby. Moim zdaniem najbliższe prawdy są
szacunki, mówiące, że w wyniku zamachu stanu w Chile śmierć poniosło ok. 2000
ofiar. Chodzi o wszystkie ofiary - zarówno po stronie terrorystów, lewicy, jak
i po stronie sił porządku.
JMF: Czy ci ludzie musieli zginąć?
GAP: Proszę pana, to była normalna, otwarta wojna z elementami "guerilli".
Odbywały się regularne potyczki zbrojne pomiędzy zwolennikami lewicy a wojskiem
chilijskim. Poza tym porywano ludzi, dokonywano zamachów bombowych, napadów. To
nie jest szukanie usprawiedliwienia, to są fakty. Czy pan wie, że kucharz w
domu mojej córki, po powrocie z pracy do domu został w bestialski sposób
przez "partyzantów" zamordowany. Ja nie twierdzę, że tylko tamta strona była
brutalna, bo i siły porządku popełniały okrucieństwa. To było w tamtych
okolicznościach nieuniknione. Człowiek jest tylko człowiekiem i w obronie życia
może popełnić czyn nieprzyzwoity. Czasem - "przy okazji" - dochodziło do
zwykłej zemsty, samosądów, innym razem ludzi zawodziły nerwy, stąd zdarzały się
rzeczy odrażające. Przyjmuję na siebie całe odium tej sytuacji, chcę jednak
zauważyć, że robiliśmy wszystko, aby do takich zdarzeń nie dochodziło. Gdybyśmy
nie dążyli do utrzymania praworządności - proszę mi wierzyć - Chile zmieniłoby
się w morze krwi...
JMF: Czy żołnierze mieli rozkaz bezwzględnego eliminowania "lewicy"?
GAP: Żadnych "specjalnych" rozkazów nie było. To nie leży ani w naturze
Chilijczyków, ani tym bardziej w charakterze naszych sił zbrojnych. Chile było
i jest krajem demokratycznym, przewrót zrobiliśmy z prawdziwym bólem serca.
Domagali się tego od nas obywatele, naród chilijski, i to bez względu na ich
orientację polityczną. Na kilka miesięcy przed zamachem stanu, nawet życzliwe
Allende media, krytykowały armię za bezczynność. W Chile nie dało się żyć.
JMF: W ostatnich dniach listopada czytałem w "El Mercurio" o
tajemniczej "kwaterze 29", grobie zbiorowym, w którym znaleziono szczątki stu
osób pomordowanych w wyniku przewrotu. Czy pan coś na ten temat wie?
GAP: Konkretnie na temat "kwatery 29" nie, ale zdaję sobie sprawę - już
mówiłem - że takie rzeczy się zdarzały. Wojsko, armia nie służy do zabawy lecz
do niszczenia wroga, a w razie potrzeby do zabijania go...Każda armia, nie
tylko chilijska...Cierpię z tego powodu, cóż jednak mogę zrobić?
JMF: Co było bezpośrednim impulsem do wkroczenia do "La Moneda"?
GAP: Trudno dzisiaj dokładnie powiedzieć. Może właśnie ten telefon od Lucii, że
nie ma co dać dzieciom jeść? Takich telefonów mieliśmy tysiące...
JMF: Dlaczego czekaliście do ostatniej chwili?
GAP: Bo nie chcieliśmy tego przewrotu. Ludzie, którzy byli wtedy ze mną blisko
wiedzą, jak bardzo tego "golpe" nie chciałem. Uważam przewroty za takie samo
zło, jak rewolucję. W Chile, w przeciwieństwie do niektórych krajów Ameryki
Łacińskiej, gdzie armie chętnie wkraczają na scenę polityczną, przewrotów
wojskowych czy zamachów stanu praktycznie nie było...
JMF: O ile wiem, to był pierwszy i jedyny przewrót wojskowy w dziejach Chile.
GAP: To prawda.
JMF: Próbowaliście komunistów przekonywać?
GAP: Oczywiście. Robiliśmy wszystko, by problem rozwiązać