dresiarz_w_bmce
10.11.08, 20:15
Film o gwałcicielach z Armii Czerwonej
Niemcy coraz częściej przedstawiają się jako ofiary wojny
"Anonyma - Eine Frau in Berlin" (Anonima - Kobieta w Berlinie) - taki tytuł
nosi najnowszy niemiecki film historyczny. Opowiada o masowych gwałtach
żołnierzy Armii Czerwonej na niemieckich kobietach. Oparty jest na książce o
tym samym tytule, wydanej w Niemczech kilka lat temu. Anonimowa dziennikarka
opisała w niej własne przeżycia w Berlinie szturmowanym przez Armię Czerwoną
wiosną 1945 r. Jej dziennik zaczyna się 20 kwietnia 1945 r, kończy 115 dni
później.
- Armia Czerwona traktowała Berlin jak wielki dom publiczny - pisze krytyk
filmowy Christian Horn. Z szacunków niemieckich historyków wynika, że
zgwałconych zostało sto tysięcy mieszkanek stolicy III Rzeszy, głównie jej
wschodniej części. W sumie w czasie wojny ofiarą seksualnej przemocy padło dwa
miliony Niemek. Wiele przypłaciło to życiem, tysiące poddały się aborcji w
prymitywnych warunkach, niektóre popełniły samobójstwo. Te, które przeżyły,
milczały.
- W zaprzyjaźnionej z sowiecką Rosją NRD był to temat tabu - mówi historyk Ute
Schmidt. Ale i na zachodzie nikt się tym nie interesował. Książka Anonimy
ukazała się po wojnie w USA i wielu innych krajach. W języku niemieckim
pojawiła się pierwszy raz pół wieku temu - w Szwajcarii. W Niemczech było o
niej cicho. Dlaczego? - Po pierwsze milczały same kobiety. Po drugie -
cierpienia kobiet nie pasowały do poczucia winy Niemców za zbrodnie wojenne -
oceniał kilka lat temu "Neue Zürcher Zeitung''. Temat odkryła po latach Erika
Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych. W przemówieniach opisywała szczegóły
gwałtów. - Armia Czerwona kierowała się głównie chęcią upokorzenia i zemsty -
uważa Rolf Pohl, psycholog z Uniwersytetu w Hanowerze.