wrog_podsluchuje
02.12.08, 16:47
Nowe mocarstwo nad Wisłą
Tym, czego chcą Amerykanie, jest powstrzymanie Rosji przed ekspansją na
Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to zrobić, będą potrzebowali potężnego
sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania? Wystarczy spojrzeć na mapę. I
nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach będzie rządzić naszym krajem –
Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi wszystko, żeby Polska była jak
najsilniejsza - mówi amerykański politolog George Friedman w rozmowie z "Rz".
Czy Polska może stawiać na tak niepewnego sojusznika jak Stany Zjednoczone? W
Ameryce doszło do wyborów i już wygląda na to, że Barack Obama zrezygnuje z
tarczy antyrakietowej.
Polska musi stawiać na Amerykę. Nie ma innego wyboru. Cała ta tarcza to
zupełnie nieważna, marginalna sprawa. Polacy powinni przestać się nią tak
ekscytować. Nawet jak Obama odwoła to przedsięwzięcie, nic poważnego się nie
stanie. Nie będzie to miało najmniejszego wpływu na długofalową strategię USA
wobec Polski. Tarcza nie jest bowiem problemem strategicznym. Jest nim
natomiast to, że Rosja w ciągu najbliższych kilku lat powróci nad polską
granicę. Poprzez Białoruś oraz w regionie Karpat.
Ukraina jest już stracona?
Siły prozachodnie znalazły się tam w defensywie, a wpływy Rosji wzrastają.
Dzieje się tak nie tylko z powodu wewnętrznych rozgrywek politycznych, ale
także ze względu na ekonomiczną strukturę tego kraju. Pomarańczowa rewolucja
reprezentowała na Ukrainie tylko jedną frakcję i w dłuższej perspektywie może
się okazać, że wcale nie najsilniejszą. Pojedynek, jaki na Ukrainie toczyły
USA i Rosja, się zakończył. To, co się stało w Gruzji, pokazało ludziom na
Ukrainie, że międzynarodowe gwarancje są nic nie warte.
Nie tylko na Ukrainie.
Domyślam się, że również w Polsce wiele osób doszło do wniosku, że członkostwo
w NATO wcale nie gwarantuje bezpieczeństwa. Rosyjska akcja w Gruzji zadziałała
jednak jak dzwonek budzika wobec USA. Ameryka zawsze budzi się późno, ale jak
już się obudzi, to szybko przystępuje do działania. USA zdały sobie sprawę z
tego, że Władimir Putin odbudowuje imperialną potęgę Rosji. A co za tym idzie
rozpoczyna ekspansję na Zachód.
A na drodze stoi Polska.
Polska znajduje się w wyjątkowo newralgicznym punkcie – pomiędzy Rosją a
Europą. To sprawia, że jesteście dla Ameryki naturalnym sojusznikiem, jedynym
krajem, który będzie w stanie powstrzymać rosyjskie ambicje. Tak więc, czy
obie strony tego chcą, czy nie – zbliżenie między naszymi krajami jest
nieuniknione. To kwestia geografii.
Podczas zimnej wojny rolę takiego kraju buforowego odgrywały Niemcy Zachodnie.
Dlaczego Ameryka miałaby nie wrócić do tej koncepcji?
Bo rosyjskie i niemieckie interesy – choćby w sprawach energetycznych – są
obecnie zgodne. Niemcy nie są potencjalną siłą antyrosyjską, tylko państwem,
które może stworzyć sojusz Europy Zachodniej z Rosją. Taki sojusz zaś dla
Ameryki jest absolutnie niedopuszczalny. To byłaby zbyt potężna kombinacja.
Dlatego właśnie teraz Polska stanie się naszym strategicznym sojusznikiem w
tym regionie.
Ale czy Polska nie jest za słaba, żeby stać się europejskim Izraelem?
Oczywiście, że jest za słaba. I dlatego Stany Zjednoczone uczynią ją potężną.
Jak? Chyba nie umieszczając na naszym terenie tarczę ze śmiesznymi
dziesięcioma pociskami przechwytującymi?
Nie! Jeszcze raz powtarzam: niech Polacy przestaną wreszcie się przejmować
tarczą. Ta instalacja nie ma nic wspólnego z obroną waszego terytorium, bo do
tego rzeczywiście na nic by się nie przydała. To poboczna kwestia doraźna. A
my mówmy o interesach strategicznych. Tym, czego chcą Amerykanie, jest
powstrzymanie Rosji przed ekspansją na Zachód, obrona linii Karpat. A żeby to
zrobić, będą potrzebowali potężnego sojusznika. Kogo wybiorą do tego zadania?
Wystarczy spojrzeć na mapę. I nieważne, kto w najbliższych dziesięcioleciach
będzie rządzić naszym krajem – Obama, Bush czy ktokolwiek inny – Ameryka zrobi
wszystko, żeby Polska była jak najsilniejsza.
Co konkretnie?
Amerykańska strategia w takich przypadkach jest zawsze taka sama. Pomoc w
zbudowaniu potężnej gospodarki i transfer technologii wojskowych na
gigantyczną skalę. Jak pan słusznie zauważył – model izraelski. Ale można
wskazać i inne przykłady: Korea Południowa, Japonia czy powojenne Niemcy.
Ameryka na ogół nie angażuje dużej ilości własnych wojsk. Jej celem jest
stworzenie sytuacji, w której jej sojusznicy sami stają się mocarstwem.
Brzmi to nieco fantastycznie.
A jakby pan zareagował, gdybym w 1950 roku powiedział panu, że biedna,
zniszczona Korea Południowa stanie się regionalną potęgą o niezwykle silnej
gospodarce? Wyśmiałby mnie pan. A przecież znacznie trudniej było sobie
wyobrazić, że ówczesna Korea osiągnie taki status niż dzisiejsza Polska. A
poza tym, jak już mówimy o szukaniu sojusznika w Europie Środkowej, to Ameryka
wie, że polska kultura jest znacznie bardziej prężna i silniejsza niż kultura
niemiecka.
Dziękuję bardzo.
Mówię poważnie. Niemcy od czasu II wojny światowej są w psychologicznej
defensywie. Proszę zwrócić uwagę na to, co Angela Merkel powiedziała ostatnio
w Petersburgu, gdy się spotkała z prezydentem Miedwiediewem. Powiedziała, że
NATO już się nie rozszerzy. To bardzo ważny moment w historii. Merkel zamiast
jechać do Waszyngtonu, pojechała bowiem do Petersburga, opowiadając się
wyraźnie po stronie Rosji, a nie Ameryki. To punkt krytyczny, który pokazuje
słabość Niemiec wobec Rosji. Niemcy nie mają najmniejszego apetytu na
konfrontację z Rosją.
A Polacy mają?
Może i nie macie – ale nie będziecie mieli wyboru. Gdybyście byli położeni 500
mil dalej na Zachód, zapewne rzeczywiście nie musielibyście się tym
przejmować. Tu nawet nie chodzi o polski apetyt, ale o polską odpowiedź na
apetyt rosyjski. A ten jest ogromny.
Ja na miejscu Amerykanów starałbym się jednak rozbić sojusz niemiecko-rosyjski
i postawiłbym na silniejsze Niemcy.
To prawda: niemiecka ekonomia jest obecnie potężniejsza niż polska. Ale
przecież to socjalistyczny dinozaur. Polska jest zaś jeszcze nieuformowana,
wszystko przed wami. Dziś jesteście słabsi niż Niemcy, ale macie znacznie
większą szansę na rozwój. Gdy patrzę na Niemcy, to widzę kraj, który dąży do
ugody z Rosją. Gdy patrzę na Polskę, widzę kraj, który na taką ugodę nie może
sobie pozwolić.
A co pan widzi, patrząc na Stany Zjednoczone?
Kraj, który Polskę wykorzysta – proszę się co do tego nie łudzić – do
powstrzymania Rosji. Ameryka działa zgodnie ze swoim narodowym interesem. A że
interesy Polski i Stanów Zjednoczonych się pokrywają, to tylko lepiej dla was.
USA zależy teraz na Polsce bardziej niż na większości innych państw na
świecie. Gdy Rosja była w stanie upadku, amerykańskie interesy w Polsce były
marginalne.
Czyli im silniejsza jest Rosja, to tym silniejsza powinna być Polska.
Amerykanie muszą sobie zadać pytanie: jak zneutralizować Rosję bez
podejmowania wielkiego ryzyka samemu. Dlatego właśnie przeznaczą wielkie
nakłady na rozwój Polski. A gdy Polska stanie się silniejsza, to stanie się
liderem Europy Środkowo-Wschodniej. Czechy, Słowacja, Węgry, państwa bałtyckie
i Bałkany, które do tej pory patrzyły na Niemcy jako na ekonomiczny motor
regionu, teraz zwrócą się w stronę Polski. Stanie się ona mniejszym, ale
znacznie bardziej dynamicznym motorem. Polska odzyska swoją historyczną rolę
regionalnego lidera. Rolę, jaką odgrywała I Rzeczpospolita.