aanna34
27.09.11, 18:25
Witam,
mam miłego faceta, połączyła nas namiętność, lubimy się. W różnych kwestiach potrafimy się dogadać.
Ale nie w jednej. Problemem dla mnie są granice wolności w związku. Otoż mój luby uwlielbia imprezy. Kilka razy w tygodniu. Ciągle się o to klócimy.
W zasadzie dzień bez imprezy jest dniem straconym.
Najlepszy "kompromis" jaki udalo nam sie wypracowac jest taki, że chodzimy razem, 2 razy w tyg., a jeśli ja nie chcę, lub nie mogę z jakiegoś powodu, on idzie sam.
Niestety, wcale to nie jest dla nikogo satysfakcjonujące. Może nawet to bym przełknęła, ale to wspólne wyjście nie jest przyjemnością, lecz wyjściem z mojej strony na zasadzie pilnowania jego, a z jego strony na zasadzie wyjscia z przyzwoitką. No i wtedy niby idziemy razam, ale raczej się nie bawimy razem. Wspólna zabawa bowiem nudzi nas, zarówno mnie, jak i jego. (Kiedyś tak nie było, w zasadzie dopóki nie zostalismy parą).
No i zadaję sobie nieustannie pytania, czy to ma sens. Skoro nie idziemy się bawić ze sobą, to czemu mamy razem wychodzić? I czemu w ogóle mielibyśmy się spotykać, skoro nie chcemy się ze sobą bawić?
W takim razie niech on idzie sam?
Czy tak musi wyglądać związek że on chodzi sam, ja zostaję w domu? Czy mam to zaakceptować, ścierpieć? Próbowałam, nie umiem, a on nie może zrezygnować, i zawsze któreś jest nieszczęśliwe.
W takich warunkach naprawdę nie mam ochoty decydować się na dziecko, nie mam ochoty czekać sama w domu, aż facet wyszaleje się z innymi dziewczynami i do mnie wróci.
On uważa, że skoro nie zdradza, nie pije, nie wydaje kasy, to wszystko jest ok. Bo to jego hobby i ma do tego prawo. Ale to chodzi też o inne kobiety! Poza tym o wartosci - ja wolę sobie np. poczytać, pobyć z moim facetem, uczyć się.
Czy rzeczywiście tak jest, czy to ja jestem za bardzo zazdrosna? Może i jestem zazdrosna, ale on chyba przesadza.
Realnie patrząc wiem, że ani mieszkanie razem, ani dziecko tego nie zmieni. I że może być tylko gorzej - ja będę zmęczona, wymagająca, dziewczyny z imprez coraz młodsze, milutkie i zadowolone.
A jednak się łudzę?
Naprawdę nie daję rady. Jestem bezsilna, zła. W myślach z nim zrywam. Na żywo rozmawiam, bezsutecznie.
Nie chcę kolejnej porażki, znów szukać kolejnego faceta, który też będzie miał wady.