Gość: pafik
IP: *.biuro.kom / *.kom-net.pl
28.08.02, 18:10
Mam przyjemnosc sie pochwalic, ze od niedawna moj rekord w jednodniowym
dystansie rowerowym wynosi [tadaaaaam!] 265,49 km :)
Trasa:
Wroclaw - Olawa - Grodkow - Korfantow - Raclawice Sl. - Raciborz - Wodzislaw
Sl. - Jastrzebie Zdroj - Strumien - Jasienica - Bielsko - Bystra Sl.
Rower:
gorski na ramie Alu, kola 26'', opony 1,95'' z glebokim bieznikiem (zadne
semi-slicki) :], 10-kg sakwy :]]]
Czas:
Wyjechalem o 6.05, dojechalem o 21.30 = 15 h 25 min, z czego jechalem 13 h
11 min, czyli z AVS 20,14 kph.
Wrazenia:
Po pierwsze zaspalem, bo planowalem wyjechac juz o 5 rano. Zalozylem sobie
srednia predkosc 20 kph, ktora, jak widac wyzej, osiagnalem. Pierwsze 100 km
poszlo nieco szybciej (nawet wliczajac przystanki minelo w sumie
5 h od wyjazdu). Po setce urzadzilem pierwszy dluzszy popas. Problemy
zaczely sie niedlugo potem, za Korfantowem. Zmienilem wtedy kierunek jazdy z
bardziej poludniowego na bardziej wschodni i zaczal mi przeszkadzac
porywisty wmordewind. Do tego wjechalem w strefe wzgorz (gora-dol-gora-dol),
po ktorych wiatr swobodnie hulal z uwagi na mala ilosc drzew. Srednia nieco
mi spadla, ale w przekroju calej przebytej dotad trasy AVS wciaz utrzymywal
sie lekko powyzej 20 kph. Po minieciu Raciborza (cholerny podjazd przy
wyjezdzie z doliny Odry) urzadzilem drugi i ostatni duzy odpoczynek. No i
wkrotce po nim zaczal sie najgorszy odcinek. Wjechalem w poludniowa czesc
przemyslowego Gornego Slaska. Ponad 30 km miasto graniczylo z miastem, teren
byl wciaz mocno pofaldowany, caly czas odczuwalem wiatr, a do tego mocno
dalo mi sie we znaki niezbyt czyste powietrze (kopalnie, kopcace autobusy,
ciezarowki i TIR-y, swiezo kladziony asfalt na dlugich odcinkach). To
wszystko spowodowalo, ze ten odcinek przebylem ze srednia ok. 15 kph. Kiedy
wreszcie dotarlem do dwupasmowki Katowice - Wisla (210 km) i zlazlem na
chwile z roweru, to bylo mi wrecz slabo. Na nogi postawila mnie chalwa i
odmiana krajobrazu. Zaczely sie laki, stawy, liczne zadrzewienia, wioski
zamiast miast, mniej uczeszczane drogi, czyli generalnie strefa znacznie
czystszego powietrza. Zanikl tez wiatr, a dodatkowo zmotywowalo mnie wyrazne
ukazanie sie Beskidow - celu mojej jazdy. Pomimo stalego wznoszenia terenu
przejechalem odcinek od Strumienia do Bielska ze srednia grubo powyzej 20
kph. W Bielsku zastal mnie zmrok, ale na szczescie do konca bylo juz
niewiele machniec patelnia.
Po drodze wypilem niemal 8 litrow wody. Na drugi dzien, o dziwo, nic mnie
nie bolalo, nawet odparzenia w wiadomym miejscu szybko zeszly. Ale mimo to
roweru mialem dosc na kilka dni :)