ryszq
24.02.09, 11:07
Niedługo Wielkanoc, a z nią oczyszczenie poprzez spowiedź i przystąpienie do komuni. I tak sobie przypomniałem jak się spowiadałem:
Kiedyś musiałem iść do spowiedzi , bo zostałem wytypowany na "ojca chrzestnego". Qrcze! - nornmalnie miałem cykora. No bo jak tu się przyznać , że nie byłem u spowiedzi przeszło 25 lat, a kartkę od ksiedza musiałem przecież zdobyć. Syn poszedł wtedy ze mną (miał 10 lat) i powiedział , że zaprowadzi mnie do takiego księdza który nie dosłyszy i będzie szybko po sprawie. Poszedłem , klęknąłem i...
I zaczęło się. Spowiedź zamiast 3 minut trawała c.a 20 minut. Ksiądz najpierw mi kazał iść się przygotować (ponoć nie byłem przygotowany - qrna!), ale ja musiałem przecież mieć kartkę od spowiedzi na te chrzciny u mojego brata. Boszzz - kolejka się taka zrobiła , jakby tam przed konfesjonałem spowiadał się największy zbrodzień. A ja musiałem się z nim wykłócać - bo by mnie o mało nie posłał do wszystkich diabłów. Najlepiej syn to skomentował: Mamo! - tato zablokował kolejkę do konfesjonału i ludzie musieli czekać!. A ja wyszedłem z niego czerwony jak burak -wziąłem kartkę od księdza i powiedziałem sobie : "nigdy wiecej". Bo nie dość , że głuchy to mnie wypytywał o takie detale , ,że normalnie chciałem wyjść - przecież szczególy nie były tu ważne , a ponadto czy ja mam pamiętać co było tyle lat temu nazad?, musiałem jednak czekać na tę cholerną kartkę; Żóltą dostałem. To mnie przerosło.
Przestrzegam przed głuchymi księżmi. Masakra.