Dodaj do ulubionych

Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walczyć

26.11.12, 17:16
Tak mnie od jakiegoś czasu nachodzi i zastanawiałam się długo, zakładać, czy nie zakładać, czy zakładać... pomysł pojawił się mniej więcej w czasie zakładania wątku z inspiracjami, a później dojrzewał ponad rok... ale nie o dylematach 100krotnej miało być, tylko o kompleksach ;)

No więc właśnie, macie jakieś? I dlaczego je macie? A może sobie poradziłyście z kompleksami? Jeśli tak, to jakie znacie sposoby na zmianę myślenia i podejścia do własnego ciała?

Żeby nie być gołosłowną, zacznę od siebie... i od biustu, bo jako małobiuściastej, zwłaszcza w czasach nastoletnich, nie ominęły mnie takie przyjemności :)
Odpowiadając na własne pytania: skąd miałam w ogóle kompleks małego biustu?
Niestety, przez niemiłe komentarze kolegów z klasy (liceum) - do innych doszłam we własnym zakresie, ale ten akurat był wywołany przez otoczenie. Dlaczego myślałam, że mieć mały biust to jakieś przekleństwo, ujma i wstyd - teraz nie potrafię sobie wytłumaczyć - wtedy urosło to do rangi życiowego problemu :) To, że wszystkie staniki były na mnie "za duże" wcale nie pomagało, to, że miękkie koronki zaczynały się od rozmiaru 75B, też nie ;)

Jak sobie pomogłam? Tu muszę przyznać, miałam fory, bo trenowałam w klubie sportowym - nie wiem, czy w każdym tak jest, ale u nas panowało bardzo luźne podejście do nagości: duża szatnia, sauna i jeden wielki prysznic bez zasłonek - wstydliwość nie miała racji bytu. Mogłam się łatwo przekonać, jak wyglądają różne kobiece piersi (i ogólnie ciała) a wśród sprinterek większe biusty też nie były zbyt częste.
Ale i tak, najważniejsze było zadanie sobie pytania: "Co się stanie, jeśli wszyscy zauważą, że mam mały biust?" Doszłam do odpowiedzi: nic się nie stanie, nawet jeśli ktoś pomyśli coś nieprzyjemnego, nie zaboli mnie to. A z ludźmi, którzy nieprzyjemnie komentują, jakoś sobie poradzę (pyskata byłam).
To wszystko, zebrane razem (plus skończenie liceum, zmiana towarzystwa i okres budowania pewności siebie) stanowiły impuls do pozbycia się staników: z moim rozmiarem mogłam sobie na to pozwolić, staniki i tak na mnie nie pasowały (teraz wiem czemu ;-)), wstydliwa nie byłam, więc delikatne prześwitywanie mi nie przeszkadzało. Stwierdziłam, że zamiast narażać się na złośliwe docinki o małym biuście, mogę sobie pozwolić na pokazanie: "tak, mam mały biust i nie wstydzę się tego". Działało :)
Później odkryłam lobby i zaczęła się moja wtórna miłość do staników, co nie zmienia faktu że wygodnego koronkowego miękusa do tej pory nie znalazłam ;)

A jak było u was? Zapraszam do podzielenia się - jeśli nie tymi najgorszymi kompleksami, o których nie chcecie pisać, to może właśnie sposobami na pokochanie siebie.
A może napiszecie, co w sobie lubicie i dlaczego? Ja jeszcze dodam kilka słów i sposobów od siebie, ale to później ;)
Zapraszam do dyskusji nie tylko w tematach biuściastych wszystkie dziewczyny, bez podziału na kategorie biuściaste i małobiuściaste :)
Obserwuj wątek
    • kis-moho Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 26.11.12, 18:34
      Ojej, to skomplikowany temat... Też jestem ciekawa doświadczeń innych forumek.
      Ja na szczęście nigdy nie uważałam, że ja jestem beznadziejna, tylko nie podobały mi się różne moje elementy. To chyba najważniejsze, jeżeli się siebie nie lubi, nawet idealna skóra/sylwetka/włosy/whatever będą problemem. W pewnym momencie odkryłam, że dzięki odpowiedniemu zadawaniu pytań różna problemy łatwo dają się rozwiązać. Zamiast zastanawiać się, co zrobić, kiedy ma się mały biust, zaczęłam się zastanawiać, jak znaleźć pasujący stanik. Zamiast martwić się krótkimi nogami - można poczytać o typach sylwetek. I nagle okazuje się, że większość problemów nagle okazała się być albo rozwiązywalna, albo akceptowalna. No i na pewno dobrze jest rozmawiać, fajnie jest wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą na świecie z tym problemem (albo "problemem").
      Inna rzecz, to podejście innych ludzi. Często (czasem?) można się spotkać z nieprzemyślanymi uwagami typu brak biustu, mega cyc, krasnal, tyczka, kinol itd. Niektóre uważam są ogólnie nieprzyjemne, innych użyłabym tylko w stosunku do kogoś, kogo dobrze znam. Ten problem powraca zresztą często na forum (słynne ubrania szyte na kobiety bez biustu). Myślę, że tutaj wszystkim przydałoby się trochę delikatności i używanie bardziej neutralnych określeń.
      • nathd Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 26.11.12, 20:37
        Ja miałam chyba 2 kompleksy: za duży biust i niski wzrost :)
        Problem z biustem zniknął jak dopasowałam sobie stanik, a potem miałam styczność z wieloma biustami. Mój okazał się być mocno średni :)
        Problem wzrostu - zawsze uważałam się za kurdupla i przeszkadzało mi to, że nigdzie nie sięgam, nic na mnie nie pasuje, w autobusach mam na wysokości nosa innych ludzi pupy ;p Przede wszystkim zaczęłam nosić wyższe buty, koniec z adidaskami ;p Potem zaczęłam podchodzić do problemu z humorem- "jestem kurduplem i nic co kurduplowate nie jest mi obce" :) Potem na studiach miałam w grupie dziewczyny niższe ode mnie i okazało się, że one z tym problemu nie mają i "żyją".
        Najbardziej w kompleksach pomogły mi studia - spotkanie z normalnymi ludźmi i "wielkim światem", a nie ograniczanie się do komentarzy kolegów z klasy.
        • kis-moho Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 26.11.12, 20:38
          > Najbardziej w kompleksach pomogły mi studia - spotkanie z normalnymi ludźmi i "
          > wielkim światem", a nie ograniczanie się do komentarzy kolegów z klasy.

          No właśnie, dlatego wspomniałam w moim poście o różnych określeniach. Czasem te komentarze są złośliwe, a czasem po prostu nieprzemyślane, a mogą trafić w czuły punkt.
        • indigo-rose Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 26.11.12, 20:47
          Ja nigdy nie miałam kompleksu niskiego wzrostu. Może tylko trochę mi było żal, kiedy przestałam rosnąć i niższe do tej pory rówieśniczki zaczęły mnie przeganiać wzrostem, ale ciężko to nazwać kompleksem ;) Jestem malutka, czasami to przeszkadza (najwyższe półki), ale też nie można tego nazwać kompleksem, bo to tak jakby mieć kompleks, że się np. słabo widzi albo nie ma się kondycji. Zwłaszcza, że dzięki swoim gabarytom jestem kompaktowa i wszędzie się mieszczę :D
          Mam kompleks wału podobwodowego, bo to jedyne miejsce na ciele, gdzie tłuszczyk nie jest pożądany. Zwłaszcza, że w połączeniu z problemami z żołądkiem potrafi to wyglądać, jakbym miała ogromny mięsień piwny. Przy normalnym płaskim brzuchu nie wygląda jakoś źle, ale mimo to pracuję nad tą partią ciała, żeby ją jakoś ujędrnić :)
      • 100krotna Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 28.11.12, 10:55
        To chyba najważniejsze, jeżeli się siebie nie lubi, nawet idealna skóra/sylwetka/włosy/whatever będą problemem.

        Masz rację :(
        Nie tak trudno znaleźć na forach, zdjęcia ślicznych dziewczyn, które piszą, że chciałyby zmienić w sobie wszystko, bo uważają się za brzydkie i nieatrakcyjne... Znam przykłady choćby z forum wizażu.
        Ale nie muszę szukać daleko - sama w liceum, ważąc 49 kilo przy 164cm wzrostu, czułam się gruba i bałam się, że wszyscy śmieją się z mojego wielkiego tyłka (stąd poniekąd wzięła się moja sygnaturka ;)) i grubych ud. Plus te nieszczęsne piersi, które mi kompletnie do tego "wielkiego" dołu nie pasowały.
        Ciężko czasami walczyć z takim postrzeganiem własnego ciała, zwłaszcza, że obecne wzorce "piękna" - celebrytów, modelek i modeli są bardzo wyśrubowane i wygładzone, nie jest trudno zagubić się w pogoni za tym serwowanym nam ideałem. Nietrudno też wbić sobie do głowy, że jeśli nie wyglądamy tak samo, to znaczy, że jesteśmy brzydkie i nic nie warte.

        W pewnym momencie odkryłam, że dzięki odpowiedniemu zadawaniu pytań różna problemy łatwo dają się rozwiązać. Zamiast zastanawiać się, co zrobić, kiedy ma się mały biust, zaczęłam się zastanawiać, jak znaleźć pasujący stanik. Zamiast martwić się krótkimi nogami - można poczytać o typach sylwetek. I nagle okazuje się, że większość problemów nagle okazała się być albo rozwiązywalna, albo akceptowalna.

        Albo okazuje się, że tak naprawdę nigdy nie były realnymi problemami ;)
        Twoja metoda jest bardzo fajna - bo dla mnie jest to co napisałaś, to właśnie jedna z metod zmieniania podejścia do własnego ciała i zaakceptowania go. Więc podkreślam i wypunktowuję ;)

        No i na pewno dobrze jest rozmawiać, fajnie jest wiedzieć, że nie jest się jedyną osobą
        na świecie z tym problemem (albo "problemem").


        Miło znaleźć takie na przykład lobby ;))) i świat (i biust) staje się piękniejszy. Dla mnie to było odkrycie, żałowałam tylko, że nie było takich stron, jak byłam młodsza, zaoszczędziłoby mi to wielu niemiłych myśli o samej sobie...

        Inna rzecz, to podejście innych ludzi. Często (czasem?) można się spotkać z nieprzemyślanymi uwagami typu brak biustu, mega cyc, krasnal, tyczka, kinol itd. Niektóre uważam są ogólnie nieprzyjemne, innych użyłabym tylko w stosunku do kogoś, kogo dobrze znam. Ten problem powraca zresztą często na forum (słynne ubrania szyte na kobiety bez biustu). Myślę, że tutaj wszystkim przydałoby się trochę delikatności i używanie bardziej neutralnych określeń.

        Na forum - jak najbardziej trzeba nad tym pracować. Ale niestety, takich sytuacji czasami nie da się uniknąć, trudno przewidzieć, na kogo trafimy w życiu... chociaż chyba dorośli mają w tym względzie dużo łatwiej, niż nastolatki. Najważniejsze jednak dla mnie wydaje się zbudowanie poczucia własnej wartości, tak, żeby te określenia nas nie dotykały i nie zasmucały.
        • pinupgirl_dg Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 28.11.12, 12:14
          > Miło znaleźć takie na przykład lobby ;))) i świat (i biust) staje się piękniejs
          > zy. Dla mnie to było odkrycie, żałowałam tylko, że nie było takich stron, jak b
          > yłam młodsza, zaoszczędziłoby mi to wielu niemiłych myśli o samej sobie...

          Mi się wydaje, że to do pewnego stopnia to jest związane z okresem dojrzewania. Burza hormonów, okres buntu, pierwsze zauroczenia, ogromny wpływ grupy i gwałtowne zmiany w naszym ciele - trudno to ogarnąć, prawdziwe tornado :). Znakomita większość znanych mi kobiety w tym okresie życia miało kompleksy. Za to z czasem większość kobiet zaczyna się akceptować, do tego chyba trzeba dojrzeć.
        • indigo-rose Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 28.11.12, 19:03
          100krotna napisała:

          > To chyba najważniejsze, jeżeli się siebie nie lubi, nawet idealna skóra/s
          > ylwetka/włosy/whatever będą problemem.

          >
          > Masz rację :(
          > Nie tak trudno znaleźć na forach, zdjęcia ślicznych dziewczyn, które piszą, że
          > chciałyby zmienić w sobie wszystko, bo uważają się za brzydkie i nieatrakcyjne.
          > .. Znam przykłady choćby z forum wizażu.
          > Ale nie muszę szukać daleko - sama w liceum, ważąc 49 kilo przy 164cm wzrostu,
          > czułam się gruba i bałam się, że wszyscy śmieją się z mojego wielkiego tyłka (s
          > tąd poniekąd wzięła się moja sygnaturka ;)) i grubych ud. Plus te nieszczęsne p
          > iersi, które mi kompletnie do tego "wielkiego" dołu nie pasowały.

          Też mi się zdarzało mieć dziwne kompleksy - kiedyś myślałam, że moja sylwetka nie jest kobieca, bo nie mam bardzo wydatnego biustu ani bioder, więc jestem chłopakowatym chudzielcem. Później przytyłam troszkę i przekroczyłam magiczną granicę 50 kilo*, przez co dla odmiany spanikowałam, że jestem albo zaraz będę gruba. :D

          *Ważyłam tyle raz, na początku gimnazjum, byłam niższa i jeszcze mało rozwinięta, więc poszło mi głównie w brzuch i nie wyglądałam specjalnie zgrabnie.

          > Inna rzecz, to podejście innych ludzi. Często (czasem?) można się spotkać
          > z nieprzemyślanymi uwagami typu brak biustu, mega cyc, krasnal, tyczka, kinol
          > itd. Niektóre uważam są ogólnie nieprzyjemne, innych użyłabym tylko w stosunku
          > do kogoś, kogo dobrze znam. Ten problem powraca zresztą często na forum (słynne
          > ubrania szyte na kobiety bez biustu). Myślę, że tutaj wszystkim przydałoby się
          > trochę delikatności i używanie bardziej neutralnych określeń.


          Myślę, że ten problem wynika z tego, że ludzie porównują też Cię z sobą. Pomijając już nieuprzejme określenia, ja powiem dziewczynie o wzroście 170, że jest wysoka, a dla innych osób będzie zaledwie przeciętna. Moja przyjaciółka (155) na pewno nie powie o mnie, że jestem niska, bo mam więcej wzrostu od niej, ale dla większości ludzi jestem miniaturką kobiety :D
          Mój kompleks niekobiecej figury wynikał z porównywania się z koleżanką, która ma wszędzie 5-10 cm więcej ode mnie. Ona dla odmiany miała kompleks bycia zbyt krągłą, więc zdarzały jej się też kwiatki w stylu "na mnie to by strasznie wyglądało, co innego na Tobie, bo masz wąskie biodra". Dwie zakompleksione osoby o zupełnie przeciwnej aparycji potrafią sobie sporo namieszać, jeśli są w bliskim otoczeniu. Na szczęście odkryłam, że jednak mam kobiece proporcje, a wąskie biodra nie muszą oznaczać małego tyłka :)
    • pinupgirl_dg Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 26.11.12, 21:21
      Ja mam/miałam 3 kompleksty (tak z gatunku tych, przez które się płacze w poduchę i czuje kompletnie brzydkim): nos, rozmiar buta i zęby. Oraz mnóstwo kompleksów przygodnych, co jakiś czas sobie wynajduję coś brzydkiego ;). Ale te trzy rzeczy mam rzeczywiście, że tak powiem, wyjątkowe. Co mi pomogło:
      - założyłam aparat i zęby są już prawie jak od linijki. I nie, nie do końca to mi pomogło, ale to, że zęby mam proste, ale poza łatwiejszym myciem nic się specjalnie nie zmieniło, jestem tą samą Magdą, co wcześniej, chłop nie kocha mnie przez to bardziej ani mniej, ludzie nie traktują mnie inaczej, faceci się dla mnie nie zabijają. Co nie znaczy, że się z tego aparatu nie cieszę, cieszę się bardzo, ale nie wywróciło to mojego życia do góry nogami.
      - co do nosa to stwierdziłam, że jest tak brzydki, że aż prawie uroczy. Trochę mnie pocieszyła koleżanka, która ma nos równie duży, jak ja i strzeliła sobie w nim kolczyk, bo uważa, że coś tak oryginalnego warto podkreślać. Wciąż mam do mojego nosa jakieś ale i gdyby był jakiś magiczny stanik na nos, który by mi dawał mały, prosty nosek, to pewnie bym nosiła w słabszych dniach :), mimo to nie mogę tego już nazwać kompleksem.
      - co do butów to tutaj właściwie pomogło zwykłe poszerzenie rozmiarówki. Odkąd mam co nosić, co nie narzekam na rozmiar. Wciąż nie jest idealnie, ale i tak wybór o niebo lepszy, niż kilka lat temu.
      - ogólnie - świadomość, że każdy człowiek ma coś nieidealnego (nie, żebym chodziła i wyszukiwała, czy ktoś ma blisko osadzone oczy albo krzywe kolana), że nos/stopy/zęby to tylko część wyglądu, a wygląd jest częścią ogólnej atrakcyjności. Są osoby, które w ogóle trudno mi nazwać ładnymi, a uważam, że są bardzo interesujące.
      - znalezienie swojego stylu - poszukiwanie zaczęłam od bezrefleksyjnego kopiowania ubrań i makijażu kobiet, które mi się podobały, w czym zwykle wyglądałam fatalnie, co oczywiście zwalałam na moją ogólną brzydotę. Dopiero po jakimś czasie załapałam, w czym wyglądam i czuję się dobrze.
      - szlifowanie mocny stron, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i inne cechy.
      • 100krotna Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 28.11.12, 11:32
        Pinupgirl_dg:
        założyłam aparat i zęby są już prawie jak od linijki. I nie, nie do końca to mi pomogło, ale to, że zęby mam proste, ale poza łatwiejszym myciem nic się specjalnie nie zmieniło, jestem tą samą Magdą, co wcześniej, chłop nie kocha mnie przez to bardziej ani mniej, ludzie nie traktują mnie inaczej, faceci się dla mnie nie zabijają. Co nie znaczy, że się z tego aparatu nie cieszę, cieszę się bardzo, ale nie wywróciło to mojego życia do góry nogami.

        Ja mam krzywe zęby i zgryz- ale nigdy nie było to moim kompleksem. Czasami myślę, że fajnie byłoby sobie je wyprostować -kiedy jednak "naprawiłam" sobie uśmiech programem graficznym, nie podobał mi się rezultat - wyglądałam nienaturalnie ;) Za to wiem, że moje zęby nie są fotogeniczne - nie pozuję więc do zdjęć z szerokim uśmiechem ;)

        Są osoby, które w ogóle trudno mi nazwać ładnymi, a uważam, że są bardzo interesujące.

        To chyba jest kwestia gustu, Ty powiesz, że trudno Ci je nazwać ładnymi, dla kogoś innego mogą być wzorem urody ;)

        znalezienie swojego stylu - poszukiwanie zaczęłam od bezrefleksyjnego kopiowania ubrań i makijażu kobiet, które mi się podobały, w czym zwykle wyglądałam fatalnie, co oczywiście zwalałam na moją ogólną brzydotę. Dopiero po jakimś czasie załapałam, w czym wyglądam i czuję się dobrze.

        Masz jakieś rady dla osób, które nie potrafią znaleźć swojego stylu? Jak to zrobić? Czym się kierować? Czy są jakieś sztuczki? Co Tobie konkretnie pomogło?
        • pinupgirl_dg Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 28.11.12, 12:23
          > Masz jakieś rady dla osób, które nie potrafią znaleźć swojego stylu? Jak to zro
          > bić? Czym się kierować? Czy są jakieś sztuczki? Co Tobie konkretnie pomogło?

          To trudny temat, w sumie na osobny wątek. Ja do końca wciąż go nie mam. Ale metodą prób i błędów zauważam, że drobna zmiana w makijażu sprawia, że wyglądam korzystnie. Nie każdy ma tyle wyczucia, warto skorzystać z pomocy czy to makijażystki, czy koleżanek, ale wszystkie rady przepuścić przez siebie, testować, czasami zrobić coś wbrew kanonom. W makijażu raczej mi się to udało, gorzej jest w ubraniach, bo tu mam wciąż problem i trochę się miotam, ale też już mniej więcej wiem, w czym wyglądam korzystnie. Zachęcam do spacerów po sieciówkach i mierzenia wszystkiego, co wpadnie w ręce, czasami świetnie na nas leży ciuch, którego wcale byśmy o to nie podejrzewały.
          Poza tym wygląd to nie tylko podkreślona sylwetka, można w ten sposób też np. zamanifestować zainteresowania. Ja przez wiele lat świetnie się czułam w stylu militarnym. Moim zdaniem to, jak się w czymś czuję jest ważniejsze niż to, jak wyglądam.
    • kasica_k Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 01:06
      100krotna napisała:

      > To wszystko, zebrane razem (plus skończenie liceum, zmiana towarzystwa i okres
      > budowania pewności siebie) stanowiły impuls do pozbycia się staników: z moim ro
      > zmiarem mogłam sobie na to pozwolić, staniki i tak na mnie nie pasowały (teraz
      > wiem czemu ;-)), wstydliwa nie byłam, więc delikatne prześwitywanie mi nie prze
      > szkadzało. Stwierdziłam, że zamiast narażać się na złośliwe docinki o małym biu
      > ście, mogę sobie pozwolić na pokazanie: "tak, mam mały biust i nie wstydzę się
      > tego". Działało :)

      Jeżeli pozwolicie, wpadnę tu w małą dygresję :) Ciekawe jest to, że ja także akurat w czasach studenckich pozbyłam się na kilka lat staników, ale działo się to z innych przyczyn - na właściwie dopasowany stanik na spory biust nie było zbytnio szans, a w tych zwykłych było mi beznadziejnie niewygodnie. Dodatkowo, nie był ten biust jeszcze tak duży, by mi jakoś znacząco przeszkadzał "puszczony wolno". Panowała moda na luźne ubrania, więc zwłaszcza zimą spokojnie chodziłam w swoich swetrzyskach bez biustonosza pod spodem i czułam się ze sobą jak najbardziej OK pod względem "biustowym".

      Poruszyłam ten temat, bo ciekawi mnie w ogóle, czym dla różnych kobiet jest stanik. Czy nie jest tak, że spora część z nas mogłaby całkiem komfortowo obejść się bez niego, a z jakichś przyczyn nie chce? Z jakich? Czy to nie właśnie kompleksy czasem mają na to wpływ (w rodzaju "jeśli nie noszę stanika to tak, jakbym przyznała, że mam mały biust i wszystkie są na mnie za duże" albo przeciwnie, "bez stanika mój biust jest wielki i obwisły/nieprzyzwoicie wygląda" czy coś podobnego)? W jaki sposób stosunek do staników wynika z naszego takiego czy innego myślenia o naszych biustach, a może odwrotnie - to istnienie staników skłania nas do myślenia o swoim ciele w określony sposób ("jestem niewymiarowa" itp.)?
      • indigo-rose Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 07:42
        Mój biust bez stanika jest sporo niżej, więc uniesienie go do pewnego poziomu też jest ważne. Przede wszystkim jednak jest też dość wrażliwy i w sytuacjach typu wyjazd wakacyjny, kiedy wygląd jest sprawą trzeciorzędną, wprawdzie zdarza(ło) mi się chodzić bez stanika, ale to uczucie obrywania się biustu przy każdym podskoku jednak nie było miłe.
      • kis-moho Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 08:58
        > Poruszyłam ten temat, bo ciekawi mnie w ogóle, czym dla różnych kobiet jest sta
        > nik. Czy nie jest tak, że spora część z nas mogłaby całkiem komfortowo obejść s
        > ię bez niego, a z jakichś przyczyn nie chce?

        Ja nie lubię chodzić bez stanika, bo jednak jest mi niewygodnie. Nie jest to może jakiś drastyczny dyskomfort, ale zdecydowanie wolę mieć coś na sobie. Być może działa to trochę na zasadzie kontrastu, nie jestem do tego przyzwyczajona, ale wszelkie schody okazują się być zwykle mało przyjemne (do autobusów zwykle nie podbiegam :o)). Plus mam dość wrażliwą skórę tu i tam, i wolę, żeby stykała się z delikatnym materiałem miseczki.
        Na pewno też nie bez znaczenia jest fakt, że ładną bieliznę po prostu lubię i chodzenie bez wydaje mi się strasznym marnotrawstwem :o) Kształt też jakoś bardziej lubię w staniku, nie chodzi tutaj koniecznie o jakieś zaokrąglanie na siłę, ostatnio zachwycam się kształtem w moim pierwszym miękkim staniku (!!!), ale to jednak trochę co innego niż zupełnie nic na sobie nie mieć.
        Podsumowując - skomplikowana sprawa.
        • 100krotna Kis-moho 28.11.12, 11:37
          Kształt też jakoś bardziej lubię w staniku, nie chodzi tutaj koniecznie o jakieś zaokrąglanie na siłę,
          ostatnio zachwycam się kształtem w moim pierwszym miękkim staniku (!!!), ale to jednak trochę co innego niż zupełnie nic na sobie nie mieć.


          Chyba mi umknęło - pochwal się, co masz? :)
          • kis-moho Re: Kis-moho 28.11.12, 11:40
            Andorrę plunge :o) No mówię, że mam pewne zaległości w galerii... Nie jest to stanik-ideał (tak z ręką na sercu to wypadłam dołem z rozmiarówki, noszę go na razie z przedłużką), ale i tak się zachwycam, bo jest mięciutki i delikatny
            • 100krotna Re: Kis-moho 28.11.12, 11:56
              To ja czekam, bo jestem baardzo ciekawa efektu - bo sama obstawiałabym, że ten akurat stanik nie będzie na ani stożkach ani na mnie leżał ;)
              • kis-moho Re: Kis-moho 28.11.12, 12:16
                Leży, leży, aż sama się zdziwiłam.
      • pinupgirl_dg Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 12:11

        > Poruszyłam ten temat, bo ciekawi mnie w ogóle, czym dla różnych kobiet jest sta
        > nik. Czy nie jest tak, że spora część z nas mogłaby całkiem komfortowo obejść s
        > ię bez niego, a z jakichś przyczyn nie chce? Z jakich?

        Powiem szczerze - zamieniłabym te wszystkie seksowne koronki na "efekt push up bez stanika" ;). Tzn nie, że staników nie lubię, ale chciałabym mieć ten sam efekt bez. W sumie w moim wypadku "bez" nie różni się za bardzo od "w", ale jednak różnica jest na tyle widoczna, że do ludzi wolę wychodzić w staniku. W staniku jest mi też wygodniej, ale, paradoksalnie, częściej ostatnio paraduję bez stanika tuż przed okresem, kiedy piersi są trochę obolałe, ale pełne i uniesione same z siebie. Po okresie tracą na objętości i zjeżdżają w dół, wtedy stanik działa cuda.
        Co nie znaczy, że stanik to jakaś tortura, wręcz przeciwnie, staniki bardzo lubię (jak widać po moim stażu na Lobby), poza tym mam obsesję na punkcie tego, że mój biust straci jędrność, więc grzecznie noszę.
      • 100krotna Czym dla kobiet jest stanik? 28.11.12, 11:53
        Kasica_k:
        Poruszyłam ten temat, bo ciekawi mnie w ogóle, czym dla różnych kobiet jest stanik. Czy nie jest tak, że spora część z nas mogłaby całkiem komfortowo obejść się bez niego, a z jakichś przyczyn nie chce? Z jakich? Czy to nie właśnie kompleksy czasem mają na to wpływ (w rodzaju "jeśli nie noszę stanika to tak, jakbym przyznała, że mam mały biust i wszystkie są na mnie za duże" albo przeciwnie, "bez stanika mój biust jest wielki i obwisły/nieprzyzwoicie wygląda" czy coś podobnego)? W jaki sposób stosunek do staników wynika z naszego takiego czy innego myślenia o naszych biustach, a może odwrotnie - to istnienie staników skłania nas do myślenia o swoim ciele w określony sposób ("jestem niewymiarowa" itp.)?

        Ja w miarę komfortowo obchodzę się bez stanika przy biuście około dwa rozmiary mniejszym niż obecne okolice 65E. Ale też muszą być spełnione trzy warunki:
        a) muszę mieć przyjemną koszulkę, żadne tam łaskocząco-gryzące materiały
        b) ma mi być ogólnie ciepło
        c) nie mogę być tuż przed okresem - piersi mam wtedy spuchnięte i bolesne, potrzebują przymurowania.
        Obecnie też mogę się obyć bez stanika przez chwile "dołka rozmiarowego", zdarza mi się wtedy chodzić bez niczego albo w elastycznym topie/koszulce sportowej. Często zdarza mi się nie nosić nic w dni kiedy nie wychodzę z domu. W innych chwilach niestety jest to niewygodne i czasami bolesne: przy szybszym chodzeniu/zbieganiu po schodach/chodzeniu na obcasach. Są też takie ciuchy, które dużo lepiej na mnie leżą, kiedy mam na sobie stanik - bo biust mam dużo lepiej wyeksponowany i zebrany. No i ja bardzo lubię tą część bielizny, sprawia mi czasami radość sama świadomość, że mam coś ładnego na sobie :)
    • marikooo Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 08:28
      Moje dzieciństwo - od połowy podstawówki do pierwszej klasy liceum - zdominował kompleks okularnicy. W latach dziewięćdziesiątych wybór oprawek był niewielki, a moi rodzice kompletnie bez kasy, co owocowało paskudnymi, wielkimi, plastikowymi oprawkami oraz w efekcie rzeczonym kompleksem. W pierwszej liceum namówiłam rodziców na soczewki kontaktowe (roczne! to były czasy!) i aż do studiów nawet z psem za blok nie wyszłam w okularach. Potem mi przeszło, kupiłam fajne oprawki i przeszło dziesięć lat później mogę powiedzieć, że z kompleksu się wyleczyłam.

      Drugi problem się pojawił, gdy zaczęłam pracować. W ciągu pierwszych kilku miesięcy siedzenia za biurkiem przytyłam z rozmiaru 36 do 38, a w kolejnych latach do 40-42 przy wzroście 160 cm. Przestało mi się podobać własne ciało (oprócz biustu, który był wtedy imponujący :)), ale na drodze do pełnowymiarowego, tłustego kompleksu stał mój chłopak, a później mąż, który twierdził, że jemu się podobam. Wiedział już wtedy, że jak tylko się wyrwie z jakąś krytyczną uwagą, to nastanie era seksu przy zgaszonym świetle ;) Swoją pewność siebie w 80% budowałam wtedy, i nadal buduję, na jego nieustannym zachwycie, wsparciu i komplementach. Wiem, niezbyt trwały to fundament, ale jak dotąd nie zawiódł (odpukać). To wsparcie opóźniło decyzję o podjęciu diety o parę lat, ale w końcu wzięłam się w garść i przeszłam na Dukana.

      Z tym ciągłym wsparciem zresztą zapędził się w kozi róg, bo jak już sama podjęłam decyzję o odchudzaniu, to konsekwentnie mówił, że i tak mu się podobam i będę podobać niezależnie od tego, czy schudnę, czy nie. I dopiero jak już zrzuciłam 10 kg, to przyznał z ulgą, że mu brakowało mojej figury z czasów, kiedy się poznaliśmy.

      Mam takie szczęście, że oba moje kompleksy były możliwe do wyeliminowania i to bez jakichś drastycznych działań. Ale widzę też, że mogłam się za eliminowanie wziąć wcześniej, zanim mi samoocena zapikowała mocno w dół. Z drugiej strony, może łatwiej mi podjąć decyzję o zmianie, jak już mnie samoocena kopie od dołu, z poziomu gleby ;)
    • the_cellist Re: Kompleksowo o kompleksach - i jak z nimi walc 27.11.12, 08:41
      Oj, ja miałam ogromne kompleksy dotyczące biustu-najpierw, bo w ogóle rósł, wcześniej niż innym koleżankom, potem, że za mały. Potęgowały to niewybredne komentarze rzeczonych koleżanek, które okazały się z czasem bardziej biuściaste. Ale największy koszmar to był fakt, że mi biust NIE WISI :D bo wydawało mi się, że powinien, takie miałam wyobrażenie-powinien i już mieć kształt kropli mniej więcej, a mi biust nie wisiał. Tylko sobie sterczał raźno. Kiedy trafiłam na strony okołolobbowe, okazało się, że mam biust, nawet całkiem niezły, potem się okazało, że jestem pięknym stożkiem i w zasadzie taki biust to ideał i marzenie. Samonośny, okrągły, no cud miód ;) A mając 14 lat byłam gotowa naciągać go sobie, żeby wisiał.
      Po za tym zawsze byłam za gruba z wielkim tyłkiem i udami, kurdupel na dodatek. Po czasie okazało się, że to koleżanki były patyczaste, a koniec końców teraz ja jestem drobniutka, a one normalnej wielkości.
      Okresowo miałam za małe, nieproporcjonalne stopy, kartoflany nos, twarz jak księżyc w pełni.

      Aktualnie zostało mi narzekanie na bycie "za grubą", od czasu do czasu, ale to chyba kwestia proporcji, bo zawsze będę miała okrągłe biodra, uda i tyłek w stosunku do szczuplutkiej góry. Wpływ na moją ogólną samoakceptację miało wiele czynników, na pewno to, że schudłam-a całe dotychczasowe życie byłam pampuchem ;) uprawianie sportu i wymodelowanie ciała i zmiana stylu na kobiecy, retro, umiejętne podkreślanie atutów, zamiast ubierania się w wielkie spódnice +10kg. Mam "wielki" zadek? Ok, jest fajny, kształtny bo wyćwiczony-można podkreślić, razem z wąską talią. Po za tym mam rewelacyjne, kręcone włosy. Zestawienie tych czynników daje efekty spektakularne, obecnie jestem z siebie bardzo zadowolona. Ale bywało ciężko ;)

      A co do chodzenia bez stanika-kiedyś nigdy w życiu, wszak bez atrapy będę całkiem płaska! Teraz też wolę w staniku, jak już mam takie ładne i dobrze dobrane... :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka