Dodaj do ulubionych

najszybszy indian swiata

IP: *.dyn.optonline.net 15.11.05, 04:01
ponoc juz niedlugo. saracen obejrzy w europie wczesniej, niz ja w stanach.

trailer:

www.worldsfastestindian.com/
Obserwuj wątek
    • ireo Re: najszybszy indian swiata 15.11.05, 10:15
      bardzo kowbojski ten zwiastun, ale niezły. dobra ta scena w której Hopkinsowi
      zwiewa gogle, musieli to kręcić z niezłym wentylatorem. ciekawe po co on
      przytyka dłonią tę rurę w jednej z migawek na początku (wlot powietrza?)
      • Gość: gienio Re: najszybszy indian swiata IP: *.bochnia.pl / *.remedium.bochnia.pl 16.11.05, 04:34
        czekam z niecierpliwoscia
        • ireo Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 11:25
          piszą o tym gostku nazwiskiem Munro, że własnoręcznie odlewał tłoki w piasku na
          plaży
          • irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 13:15
            a potem toczyl je na kole garncarskim w Mexico w przerwach zazywania pejotlu
            • ireo Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 13:49
              ajrisz, o kole garncarskim nie piszą, ale byłeś blisko
              www.indianmotorbikes.com/features/munro/munro.htm
              jest tam m.in. o tym, że facet używał starej szprychy jako mikrometru i jakichś
              odpadów blachy jako form odlewniczych. wykonywał też domowym sposobem łożyska,
              koła zamachowe, krzywki, popychacze i cholera wie co jeszcze, w tym również
              tłoki. najbardziej mi się podobały korbowody zrobione z osi od traktora, 17-
              tarczowe sprzęgło i coś co wygląda na skrzyżowanie widelca z resorem piórowym.

              niejaki Burt Munro, o którym nic wcześniej nie wiedziałem. przypomniało mi się,
              że kiedyś M. Osikowicz opisywał swojego znajomego następująco: "miły starszy
              pan, który strasznie szybko zapie..". to musiał być właśnie ktoś taki.
              cieszę się, że zrobili o nim film, nawet jeśli to tylko w ramach promocji marki
              Indian, wykopanej parę lat temu z komercyjnego grobu. może nawet da się oglądać
              • Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 16.11.05, 13:51
                tez trafilem na niego przypadkiem.
              • irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 14:54
                zarty zartami ale jestem pod wrazeniem ze cos udalo mu sie tym sposobem zrobic
              • carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 14:58
                > jest tam m.in. o tym, że facet używał starej szprychy jako mikrometru

                to nowej się już nie da użyć w tym celu?
                taaa, a morsa jako suwmiarki. ciekawe to...
                • irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:25
                  co za blyskotkliwy akcent na madrzejszym temacie niz klapki OM :))))))
                  • carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:31
                    jeszcze mnie nie znasz! muszę Wam dawkować rewelacje, młotki!
                    • irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:32
                      przy tobie pewnie kazdy czuje sie jak mlotek
                      nic tylko stukac
                      • carina79 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:34
                        nie pie..y kolejnego wątku. kontynuujmy w tych juz spie..nych.
                        • irish76 Re: najszybszy indian swiata 16.11.05, 15:38
                          spoko
                          przepraszam
                          CU
                          • Gość: Marcin Osikowicz Re: najszybszy indian swiata IP: *.ksw.edu.pl 20.11.05, 15:25
                            Trailer jest smakowity. Jeśli film będzie równie dobry, jest na co czekać.
                            Antony Hopkins znakomicie się nadaje do roli starszych panów wykutych z jednego
                            kawałka stali. W jego spojrzeniu odbija się istota męskiej duszy - szaleństwo,
                            które chce się zerwać z łańcucha.
                            Ma to jeszcze Rutger Hauer (Blade Runner), John Malkowich (Niebezpieczne
                            związki), Jeremy Irons (Skaza) i oczywiście Robert De Niro (Łowca jeleni).
                            Jakoś nie mogę sobie przypomnieć nikogo z Polaków. Może Linda, zanim zaczął
                            parodiować samego siebie. Może Olbrychski w Ziemi Obiecanej.
                            • Gość: NYorker majchrzak? IP: *.nycmny.east.verizon.net 20.11.05, 19:23
                              zywie nadzieje, ze bedzie dobry. chocby dlatego, ze nowozelandzki.
                              • Gość: Marcin Osikowicz Re: majchrzak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 19:53
                                Tak, w Makbecie, kiedy nie uchylał się przed ostrzem włóczni przeświadczony,
                                że "Nie tknie go żaden cios morderczy, póki Las Birnam ku Dunzynańskiemu
                                Wzgórzu nie pójdzie walczyć przeciw niemu"
                                • irish76 Re: majchrzak? 21.11.05, 10:15
                                  boshe.... tylko nie te szekspirowskie teksty... pliz...
                                  • ireo Re: majchrzak? 21.11.05, 16:12
                                    (... tylko nie majchrzak... pliz...
                                    szekspirowskie teksty mogą być)

                                    chłopaki, ale u nas (u nasz) jest inny typ bohatera wogle. nie żadne tam
                                    szaleństwo, które chce się zerwać, tylko raczej heros poświęcający się dla
                                    walki z nadmiarem szaleństwa panującym wszędzie dookoła (w Ojczyźnie, znaczy.
                                    najczęściej okupowanej albo pod zaborami). kordian, dr judym, gen. sikorski, te
                                    rzeczy. a jeśli szukać panów z jednego kawałka czegoś, to raczej w dziełach
                                    kinematografii radzieckiej i/lub amerykańskiej (które się zresztą od siebie
                                    zasadniczo nie różnią)

                                    polska kultura niestety jest hermetyczna, więc współczesny motoglobalista jej
                                    nie rozumie. dlatego filmy o rekordach szybkości musimy importować
                                    • Gość: NYorker Re: majchrzak? IP: *.kondylis.com 21.11.05, 16:28
                                      gdyby tylko sniardwy byly slonym jeziorem, ktore kiedys wyschlo, polscy
                                      bohaterowie jezdzacy japonskim busem zyskaliby swoja chwile pod blyskiem
                                      fleszy. nie oni sami czynia sie erzacami, a geografia. jeszcze pare zim
                                      zasypanych sola i globalne ocieplenie, a ulanska fantazja znajdzie pole do
                                      popisu.
                                      • irish76 Re: majchrzak? 21.11.05, 17:22
                                        szkoda... to pewnie przez to ze u nas nie bylo indian, czy chinczykow ktorzy
                                        obgryzli swoje ziemie az do ich zestepowienia
                                        ech coz fikusny przewrotny los
                                        • Gość: NYorker Re: majchrzak? IP: *.kondylis.com 21.11.05, 17:36
                                          moze powinienes sie przemienic na ajryz. taka roslina, co to sie ja uprawia w
                                          stepie.
                                          • Gość: Marcin Osikowicz Re: majchrzak? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.05, 22:33
                                            Opresja fizyczna, w tym polityczna jest mimowolnym lekarstwem duszy. Sporty
                                            ekstremalne w socjaliźmie nie istniały, bo ludzie mieli prawdziwe problemy i
                                            nie musieli stwarzać sobie sztucznych. Im tłustsze czasy, tym więcej smutku.
                                            Kazik Staszewski śpiewał:

                                            Siedziałem sobie w mieszkaniu
                                            Gdy ktoś zapukał do drzwi
                                            Wyjrzałem przez ślepe oko
                                            I wyskoczyłem przez okno
                                            Biegłem przez śnieżne ulice
                                            Słyszałem za mną ich krzyki
                                            Biegłem, się nie oglądałem
                                            Ach, jakże było wspaniale
                                            • ireo Re: był temat 21.11.05, 23:12
                                              Marcin Osikowicz napisał(a):

                                              > ...Sporty ekstremalne w socjaliźmie nie istniały, bo ludzie mieli prawdziwe
                                              problemy i nie musieli stwarzać sobie sztucznych. Im tłustsze czasy, tym więcej
                                              smutku.
                                              >

                                              fakt, im wyższy dochód brutto na głowę, tym większa średnia samobójstw.

                                              właśnie niedawno przyglądałem się zjawisku owych "sportów ekstremalnych". bo co
                                              ma ze sobą począć młody, skoncentrowany wyłącznie na sobie człowiek, któremu
                                              bez problemu starcza na coroczne tropikalne wakacje, tuningowany ścigacz i
                                              odpowiednią cotygodniową dawkę imprez i narkotyków? no nic tylko skakać z
                                              czegoś na jakiejś linie, albo wybrać się w podróż dookoła świata (najlepiej do
                                              Tybetu), w nadziei że nuda i pustka wewnętrzna się zmęczą i dadzą spokój. ale
                                              nie dają, bo w gruncie rzeczy wewnętrznie nic się nie zmienia.

                                              co innego kiedyś, np. we wspomnianym prl. tyle fajnych rzeczy można było robić,
                                              bez potrzeby kupowania sobie własnego buntu w specjalnym sklepie za duże
                                              pieniądze
                                              wiadomosci.onet.pl/1259894,1292,kioskart.html
                                              • Gość: NYorker Re: był temat IP: *.kondylis.com 21.11.05, 23:41
                                                "tyle fajnych rzeczy można było robić"

                                                mozna bylo stac szesc godzin na mrozie, by kupic sobie cotygodniowy, kolorowy
                                                kawalek swiata w 'razem', w 'zarzewiu' albo wytupac sobie dziesiec rolek
                                                fotopanu hl, czy wlampiac w puszki po piwie na aliku. wszystko inne trzeba
                                                bylo. jezdzic w maluchu w szostke z polowa wieprza, wszywac koce w letnie
                                                wdzianka, smazyc suchy chleb i udawac, ze to z maslem i z kawiorem.

                                                nie wiem dlaczego, w stanach dobrobyt nie rujnuje umyslu. prozne gadki w pubach
                                                sa czesto jak kopanie noga dziury w piasku nad oceanem, ale nie sposob zarzucic
                                                dobrze prosperujacym amerykanom studziennego echa w umysle. wiekszosci cos sie
                                                chce i wiekszosc cos robi. (ci od sportow ekstremalnych to mniejszosc.)
                                                hollywood jest im obcy (to poletko radosci dla plebsu) i jesli zajmuja sie
                                                czyms to z pasja, ale nigdy wieksza, niz ta oddana rodzinie.
                                                • ireo Re: był temat 22.11.05, 10:03
                                                  Gość portalu: NYorker napisał(a):

                                                  (część pierwszą_wspomnieniową pominę, bo też pamiętam i nie trzeba mnie
                                                  przekonywać)

                                                  >... ale nie sposob zarzucic dobrze prosperujacym amerykanom studziennego echa
                                                  w umysle. wiekszosci cos sie chce i wiekszosc cos robi. (ci od sportow
                                                  ekstremalnych to mniejszosc.) hollywood jest im obcy (to poletko radosci dla
                                                  plebsu) i jesli zajmuja sie czyms to z pasja, ale nigdy wieksza, niz ta oddana
                                                  rodzinie.
                                                  >

                                                  - a tu już by mnie trzeba bardzo przekonywać, mimo że taką ładną laurkę
                                                  namalowałeś. co do "echa" to się nie wypowiadam, bo lepiej się wstrzymać od
                                                  ocen, ale jednak z "dobrze prosperujacymi amerykanami" nie bardzo mam o czym
                                                  rozmawiać i mam wrażenie, że oni po prostu nic nie wiedzą. owszem, z Szekspirem
                                                  są obyci i cytują z pamięci, podobnie jak Ruscy Puszkina, ale jeśli chodzi np.
                                                  o historię idei, albo po prostu świata, to wypadają fatalnie. nie wiem, może
                                                  inne echa mamy. w estetyce i projektowaniu całkowicie jadą na dorobku
                                                  europejskim, ale o tym nie wiedzą, więc są szczęśliwi (myślałem, że może mi się
                                                  zdaje albo jakiś uprzedzony jestem, ale niestety w ciągu tygodnia spędzonego w
                                                  NY nie znalazłem niczego, co by mnie zachwyciło a jednocześnie nie było
                                                  europejskie)

                                                  w interesującej nas dziedzinie motocyklizmu ucieleśnieniem "amerykańskiego
                                                  ducha" jest harley - czyż trzeba komentarzy?

                                                  "oddanie rodzinie" na tle ogólnoamerykańskiej miałkości i tandety wyglądałoby
                                                  jak brylant, tylko że w Stanach rozwodem kończy się 45% "pierwszych małżeństw"
                                                  i aż 60% "drugich". W 80% przypadków następuje to w pierwszych dziewięciu
                                                  latach związku. 25% Amerykanów między 18. a 45. r. życia ma rozwiedzionych
                                                  rodziców (dane z 2003 r.)

                                                  na podstawie własnego doświadczenia wieloletniego pobytu za granicą mogę
                                                  powiedzieć, że w ocenie obcego kraju lepiej jest zwiększać udział racjonalnej
                                                  obserwacji a zmniejszać wpływ polskiego kompleksu prowincji, bo rzeczy na ogół
                                                  nie są takie jakimi się wydają. no chyba, że ktoś uznaje ten obcy kraj za
                                                  własny - wtedy oczywiście musi go chwalić, bo będzie nieszczęśliwy.
                                                  • irish76 nie bawmy sie w statystyki 22.11.05, 12:05
                                                    trzeba byc na miejscu i widziec jak sie zyje.
                                                    ja nie bylem i nie wiem
                                                    ale wiem ze statystykami mozna zonglowac w kazda strone...
                                                    skoro to Amerykanie nie uciekaja do Europy ale odwrotnie to chyba o czyms
                                                    swiadczy.
                                                  • ireo Re: aj, ryż :-) 22.11.05, 12:25
                                                    irish76 napisał:

                                                    > trzeba byc na miejscu i widziec jak sie zyje.
                                                    > ja nie bylem i nie wiem
                                                    > ale wiem ze statystykami mozna zonglowac w kazda strone...
                                                    > skoro to Amerykanie nie uciekaja do Europy ale odwrotnie to chyba o czyms
                                                    > swiadczy.


                                                    - można "żonglować" dzięki temu, że tzw. ogółowi trudno krytycznie oceniać
                                                    opracowania statystyczne, ale na opinię w rodzaju "amerykanie cenią rodzinę"
                                                    trudno odpowiedzieć inaczej niż konkretem. uważam, że nie wystarcza
                                                    powiedzieć "byłem, to wiem".

                                                    - oczywiście, że świadczy. o zarobkach.
                                                    co do jakości życia NY jest wysoko, ale przed nim znalazło się jednak wiele
                                                    miast europejskich (zob. statystykę :-) www.wprost.pl/ar/?O=83019

                                                    (jeśli masz ochotę jechać w to dalej, to chętnie, z tym że może już w mailu...)
                                                  • Gość: NYorker Re: aj, ryż :-) IP: *.dyn.optonline.net 22.11.05, 13:51
                                                    zostawie to sobie na pozniej. owszem, bylem patetyczny, ale nie bez powodu.
                            • Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 05:37
                              'W jego spojrzeniu odbija się istota męskiej duszy - szaleństwo'

                              nie powiedzialbym, ze w spojrzeniu hopkinsa odbija sie istota duszy. oczy
                              hopkinsa zerkaja ledwie tlacym sie blaskiem przetartym dziesiatkami lat na tym
                              padole. idealne i najbardziej przekonywujace, gdy lustruja matowe blachy juz
                              wowczas zabytkowego indiana. najprawdziwsza pasja, ktora brak odbicia blach w
                              oczach i oczu w blachach uwiarygadnia, a nie rujnuje. ani glupawego slowa o
                              kochaniu, tylko rozwiazlosc posrod zmarszczek skory i zadrapan lakieru.

                              jeremy irons moze grac milosnikow skuterow i ciasno skrojonych garnitorow
                              (chlopcy pozujacy dla magazynow mody sa niewiarygodni), a linda jako postac o
                              twarzy lzawego alkoholika (od czasow dantona) moze grac mniej wrazliwego kuzyna
                              barcisia (w krotkim filmie o miosci). olbrychski nigdy i nic, co wymaga
                              dystansu dla samego siebie. malkovich chyba nie inaczej. hauer moglby zagrac w
                              world's fastest bmw. na liscie trzyma sie de niro. moze kiedys. moze moglby
                              siegnac tam, gdzie hopkins. na pewno nie dalej.
                              • Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 06:30
                                w krotkim filmie o milosci gral zdaje sie lubaszenko, a nie barcis. na dluzsza
                                mete to nie ma dla mnie znaczenia; obstaje przy barcisiu jednak, a wielbicieli
                                obu i kieslowskiego blagam o wybaczenie pomylki. (nikogo, cholera, nie chce
                                obrazic).
                                • yamasz Re: rereere 07.02.06, 10:06
                                  Czytając ten wątek, przypomniełam sobie stare dobre czasy, kiedy to Carina u
                                  barwiała ten, jak i inne wątki swoim słownictwem.
                                  ach, jak ten czas leci...
                                  PZDR yamasz
                                  :::LSD pomaga mi:::
    • Gość: Dzakas Irish podobał mi się ten tekst IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.05, 17:09
      Musze go zapamiętać.
      "Przy tobie każdy wygląda jak młotek nic tylko stukać":)
    • Gość: waps Re: najszybszy indian swiata IP: *.dsl.pltn13.pacbell.net 23.11.05, 06:37
      Moze przynudze, ale powiem od siebie pare slow o USA. Stany to blichtr, nie da
      sie ukryc, ale blichtr kultowy. Kiedy zawitalem tu po raz pierwszy cztery/piec
      lat temu jako tak zwany turysta
      (Floryda-Georgia-Alabama-Mississipi-Tennessee-New York), pare rzeczy zwalilo
      mnie z nog: grubasy na Florydzie (pojecie "gruby" musialem zdefiniowac na nowo;
      spocone gory tluszczu wstrzasane dreszczami przy stawianiu kazdego kolejnego
      kroku; co ciekawe, w niektorych stanach tego typu grubasow nie ma), domy z
      plastiku i styropianu, ktore do zludzenia przypominaly prawdziwe drewno, cegly i
      beton (okolice Orlando i Atlanty), slumsy i smietniska zamieszkale przez cale
      rodziny (Birmingham, sweet home Alabama), szczury w metrze na Green Poincie i
      pewnie nie tylko tam (NY), hotel YMCA i moj pokoj nabity karaluchami (tamze;
      inna sprawa, ze to chyba jeden z najtanszych hoteli w miescie), bezkrytyczny
      kult Harleya, zabijajacy mysli upal (Key West, Tampa, Atlanta, Miami, ale bylo
      to tez wyjatkowo gorace lato), falszywy mit amerykanskiej jakosci uslug i
      ogolnie rozumianego serwisu, zascianek konserwatyzmu (Georgia, Floryda, ale
      podobno Texas i Montana sa jeszcze gorsze), zwyczaje zywieniowe (KFC itp., wciaz
      odwiedzane, nawet o 2-4 rano, cola non stop, chipsy by czyms zajac rece: to
      akurat zaobserwowane podczas podrozy podlymi autobusami Greyhounda), uwielbienie
      wielkosci (wieksze rowna sie lepsze; architektura, meble, samochody...),
      amerykanskie samochody (z malymi wyjatkami jakosc prowadzenia i zwinnosc taniej
      i zwalistej lodzi wioslowej), nieistniejaca komunikacja miejska i brak chodnikow
      w niektorych duzych miastach (idacych piechota nierzadko zatrzymuje policja i
      pyta o to, co sie wlasciwie stalo), usmiechy na twarzach, ktore sa, a ktorych
      wlasciwie nie ma. Tyle negatywnych wrazen z pierwszego spotkania ze Stanami. Ale
      przezylem i zobaczylem nie mniej rzeczy genialnych, pozytywnych i pomyslowych. A
      poza tym wciaz mam swiadomosc tego, ze to ogromny i bardzo zroznicowany kraj, na
      ktorego zwiedzenie potrzeba wielu lat. Teraz jestem w San Francisco. W takim
      razie maly opis okolicy: po drugiej stronie zatoki jeden z najlepszych na
      swiecie uniwersytetow, osrodek liberalizmu; kawalek dalej okolice znane z
      szerzacego sie bezrobocia, biedy i wysokiej przestepczosci; 50 kilometrow na
      polnoc jest inny klimat, inni ludzie, inne myslenie, inne jedzenie, niedaleko
      stad Napa i Sonoma co sie rowna winnice i mozliwosci dionizyjskich wypadow; 100
      kilometrow dalej roznice sa jeszcze wieksze; na poludniowym wschodzie pustkowia,
      upal i jalowizna (Nevada, Arizona); na zachodzie gory i snieg; na wschodzie
      Pacyfik. To tak, jakby co kilkadziesiat kilometrow wjezdzalo sie do innego
      kraju. I tak jest chyba w calych Stanach.
      • ireo Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 10:36
        ładnie napisane, więc zupełnie mi nie przeszkadza że nie na temat.

        mnie się najbardziej podobały van gogh'i i cézanne'y w MoMA
        oraz wystawienie Toski w NYCO, którą po tym przedstawieniu oceniłem
        wyżej niż MET.
        a z rzeczy codziennych największe wrażenie zrobiły na mnie drewniane
        słupy wzdłuż ulic i to, że automaty telefoniczne nie wydają reszty.

        dziwnie mi było oglądać nie tylko grubasów, ale i np. maklerów z Wall
        Street widocznych późnym wieczorem przez wielkie szyby fitness center
        jak pedałują na rowerach, automatycznych bieżniach itp. z niczego nie
        wyrażającymi twarzami, jak chomiki na wystawie sklepu zoologocznego

        "resztę Ameryki" (można powiedzieć że "prawdziwą Amerykę") znam słabo
        i poza wschodnim wybrzeżem nigdzie nie byłem, ale NY robi na mnie
        wrażenie kratki odpływowej wielkiego ogólnoświatowego ścieku, na której
        zatrzymują się wszelkie możliwe odpady, a wśród nich trafiają się też
        rzeczy bardzo cenne, tylko że cały ten filtr wygląda i pachnie raczej
        nieprzyjemne, więc nie wiadomo czy warto.

        co do zjawiska pt. "motocykl w Ameryce", to podczytuję czasem taki
        amerykański blog
        www.stevoshop.motime.com/?referrer=http://news.motorbiker.org/blogs.nsf
        a niedawno pojawił się na nim link do strony pewnego zajadłego harleyożercy
        blogcritics.org/archives/2003/05/26/210217.php
        gdzie poziom niektórych komentarzy bardzo przypomina pewne znane nam forum.

        świat jest mały.
        • Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.dyn.optonline.net 23.11.05, 14:03
          obaj z wapsem napisaliscie juz mniej wiecej to, co chcialem napisac, tylko
          lepiej. mapa intensywnosci amerykanskiego badziewia przypomina ksztaltem ta,
          ktora mozna zobaczyc po kazdych kolejnych wyborach prezydenckich.
          czesto o tym mysle i zwykle zacinam sie na pytaniu, dlaczego taki munro
          przyjechal do stanow. albo einstein. dlaczego w stanach powstala bomba atomowa
          i internet, dlaczego amerykanie byli na ksiezycu, a nie francuzi do spolu z
          niemcami. dlaczego bill gates jest amerykaninem i tak dalej...
          • Gość: zoomka Re: najszybszy indian swiata IP: *.hsd1.il.comcast.net 23.11.05, 14:29
            ...i dlaczego w stanach domy dziecka praktycznie nie istnieja. to tak z
            wlasnego podworka co do zarzutow, ze amerykanie nic o wartosciach rodzinnych
            nie wiedza.
          • ireo Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 16:49
            Gość portalu: NYorker napisał(a):

            > obaj z wapsem napisaliscie juz mniej wiecej to, co chcialem napisac, tylko
            > lepiej. mapa intensywnosci amerykanskiego badziewia przypomina ksztaltem ta,
            > ktora mozna zobaczyc po kazdych kolejnych wyborach prezydenckich.
            > czesto o tym mysle i zwykle zacinam sie na pytaniu, dlaczego taki munro
            > przyjechal do stanow. albo einstein. dlaczego w stanach powstala bomba
            atomowa i internet, dlaczego amerykanie byli na ksiezycu, a nie francuzi do
            spolu z niemcami. dlaczego bill gates jest amerykaninem i tak dalej...
            >


            - dlatego że Ci Naprawdę Najwybitniejsi (CNN) muszą prędzej czy później trafić
            do Stanów? :-))

            to są fajne pytania, ale równie dobrze można pytać, dlaczego Maria Skłodowska-
            Curie była Polką (to może akurat nie jest dobre pytanie, bo na Zachodzie nikt o
            tym nie wie. a na pewno nie w Stanach) albo dlaczego Andrzej Wajda urodził się
            w Suwałkach (które wybrykiem losu stały się nawet kiedyś na pewien czas "miastem
            (!) wojewódzkim").

            albo dlaczego akurat w Stanach powstały najbardziej idiotyczne sekty na
            świecie, których "nauki" są po prostu kpiną z elementarnej logiki (gdzie
            tam "logiki". zwykłego common sense. że o teologii nie wspomnę. w samym NY jest
            26 sekt tylko o rodowodzie protestanckim, pozostałych nikt nie zliczy).

            i dlaczego np. niejaki Cassius Clay, bardziej znany jako Muhammad Ali, głosił z
            dumą i absolutną powagą że nie tylko nie przeczytał żadnej książki, ale że jest
            najmądrzejszym i najprzystojniejszym mężczyzną na świecie, a skutek jest taki
            że niedawno zrobiono o nim hagiograficzny film, starannie unikając
            faszystowskich i rasistowskich haseł wypowiadanych przez 'bohatera' przy lada
            okazji. albo dlaczego ML King został zamordowany, a OJ Simpson uniewinniony.

            dlaczego w tym fascynującym i pięknym kraju powtórzenie głupiego kawału o
            Murzynach lub żydach grozi utratą pracy, a głupiego kawału o muzułmanach utratą
            życia, gdy tymczasem opowiadanie głupich kawałów o Polakach nie tylko niczym
            nie grozi, lecz jest społecznie akceptowaną rozrywką wykształconych i "dobrze
            prosperujących Amerykanów".

            dlaczego redakcja jednego z największych i najpoważniejszych czasopism na
            Wschodnim Wybrzeżu niedługo po 11.09. przygotowała okładkę, gdzie zdjęcie
            przedstawiające trzech strażaków i flagę na gruzach WTC zostało poddane
            montażowi w taki sposób, że po obróbce przedstawiało strażaka białego, strażaka
            Murzyna oraz strażaka Azjatę, i mimo że wersja zmanipulowana w końcu nie
            trafiła na okładkę, to wielu tego żałowało i żałuje.

            albo dlaczego amerykańskim archetypem motocykla jest drogie, wołowate,
            przestarzałe i chromowane "coś", a jednocześnie "najszybszy indian w USA =
            najszybszy indian na świecie"

            być może stawianie takich pytań w ogóle nie zmierza do zrozumienia mechanizmów
            rządzących Ameryką i światem. ale żeby wszystko było jasne - w każdym aspekcie
            wolę USA od np. ZSRR. co prawdopodobnie znaczy, że jestem Polakiem.
            • Gość: Marcin Osikowicz Re: najszybszy indian swiata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 18:48
              Bardzo ładnie się to czyta, nie powiem.

              A co powiedzie na rosnące wymagania, którym musi sprostać dzisiejszy
              motocyklista, żeby zasłużyć na miano prawdziwego twardziela? Kiedyś wystarczało
              jeździć motocyklem. Potem trzeba się było nauczyć dawania na gumę. A dzisiaj
              kto nie potrafi wykonać stoppie pod światłami, ten leszcz.
              W terenówkach to samo - za chwilę kto nie będzie potrafił kręcić "backflipa z
              nofooterem" (cytata z Extreme TV") ten leszcz.
              Zdaje się, że centrum przesuwa się ku ekstremum.

              Podczytuję sobie forum wyścigowe, na którym wyrażenie "precel" (od
              pl.rec.motocykle) jest obraźliwe i oznacza kolesia, który nie umie jeździć.
              • Gość: NYorker Re: najszybszy indian swiata IP: *.kondylis.com 23.11.05, 19:36
                piszesz pewnie o umiejetnosciach i warsztacie raczej, niz harcie ducha i ciala.
                zawsze znajdzie sie ktos o lepszej technice od mojej, bo zadnej nie mam. i
                zawsze znajdzie sie ktos, kto lepiej ode mnie zniesie stres fizyczny, czy
                psychiczny. ani nie cofne sie wiekiem, ani nie uczynie swojej koordynacji i
                motoryki lepszej od tej, jaka maja inni. bylem wyczynowym sportowcem, zawsze
                bardziej sprawnym od przecietnego przechodnia, ale te czasy minely. dawno tez
                minal czas najbardziej efektywnej nauki. nie mam zamiaru zyc cudzym tempem i
                nie mam ochoty udawac kogos, kim nie jestem bez wzgledu na to, co mowia
                wyczynowcy torowi i podworkowi.

                rosnace wymagania na bycie twardzielem to w ogole jest kwestia?
            • matej23 Re: najszybszy indian swiata 23.11.05, 20:06
              ireo napisał:

              >"najszybszy indian w USA =
              > najszybszy indian na świecie"

              Zgadzam się. Do tego dorzuciłbym zdjęcie pochodzące jakichś stron NASA, a
              wykorzystane przez wykładowcę na ochronie środowiska. Na nim był przedstawiony
              Układ Słoneczny wraz z podpisami pod ważniejszymi ciałami niebieskimi, m.in.
              nazwami kolejnych planet: "Mercury, Venus, USA, Mars..."
            • Gość: Marcin Osikowicz Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 23:28
              A ja piszę o tak zwanym odbiorze.

              Przed II wojną rekordy prędkości rozpalały wyobraźnię powszechną. Mam
              czasopismo "Motocykl i cyclecar" z 1936 roku i tam jest rysunek satyryczny.
              Facet motocyklem doskoczył do Księżyca, drapie się w głowę i patrzy na ziemię.
              I to niby zabawny efekt uboczny bicia rekordów. Może się mylę, ale Munro
              największe osiągnięcia miał w czasach, kiedy rekordy były już passe. Co zresztą
              oznacza tylko tyle, że jak większość wybitnych jednostek robił swoje bez
              względu na trendy.

              W 1947 w Hollister pojawili się mili młodzieńcy z niezdiagnozowanym syndromem
              pourazowym na tle lądowania w Normandii i wyobraźnią masową zawładnął "Wild
              One".

              W szeroko pojętym międzyczasie na Wyspach rockersi tłukli się z modsami, co
              było prawdziwym konfliktem społecznym między młodzieżówką klasy robotniczej i
              klasy średniej. Nie zapominajmy też o Ton-up boys, którzy mieli w zwyczaju
              robić kółka po mieście z prędkościami od 100 w górę, przy czym chodziło o mile
              na godzinę. Podobno mieli w zwyczaju nosić przy tym kasków, ale za to mieli
              kurtki.

              W 1969 wychowani na tym micie Hells Angels podczas występu Rolling Stonsów na
              festiwalu w Altamond zakończyli życie pewnego Murzyna i przy okazji erę Flower
              Power. Przypadkiem się to zbiegło z premierą Easy Ridera.

              W latach 70tych Evel Knievel przeskakiwał to i owo motocyklem, nie wyłączając
              Wielkiego Kanionu.
              Jak widać z czasem robiło się coraz mniej ideologicznie, a bardziej cyrkowo.
              Przy okazji sport terenowy ewoluował w stronę skoków, chwilowo tylko
              przerywanych jazdą po ziemi. Ubolewał nad tym swego czasu A.Kwiatkowski.

              Potem pojawił się pomysł odwiedzenia głodujących dzieci w Afryce i pokazania im
              motocykli. Od 1978 mamy więc rajd Paryż-Dakar, którego jak wiadomo nie da się
              przejechać bez tabletek na zgagę.

              I tak doszliśmy do czasów współczesnych, które tym się charakteryzują, że
              rzeczywistość próbuje doskoczyć do gier komputerowych. W związku z tym używanie
              motocykla zgodnie z przeznaczeniem jest nudne i właściwie wstydliwe.
              • Gość: Marcin Osikowicz Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.11.05, 23:42
                Troszkę mi się akapity poprzesuwały. Hellsi nie wychowali się na micie Ton-up
                boys, ani też odwrotnie.
                • Gość: NYorker Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.dyn.optonline.net 24.11.05, 01:11
                  nie dbam o to: poprzestawialy sie akapity, czy nie. nie spodziewalem sie, ze
                  watek o niebanalnym czlowieku, ale sam w sobie blahy sprowokuje tak meandrujaca
                  dyskusje. boleje, iz sam jestem jednym z tych, z ktorymi o historii idei, czy
                  czegokolwiek innego podyskutowac sie nie da. bo chociaz ksiazek i innych pism
                  przyswoilem sobie niegdys tysiace, to najprawdziwiej bedzie powiedziec, ze
                  ostatnia, ktora przeczytalem byl 'rogas z doliny roztoki'. dlatego bez odwolan
                  do heideggera i bez zadnego historycznego tla wyraze przekonanie, ze munro byl
                  charakterem z tych, co stawiaja sobie poprzeczke raczej, niz z tych spetanych
                  obledem szybkosci albo wysokosci. pewnie z czasem dowiemy sie o nim wiecej;
                  teraz fantazjowac tylko moge, ze zmagal sie ze sciezka sobie naznaczona w
                  poprzek uczeszczanych szlakow. jezeli prawda jest to, co wyszperal ireo, to
                  munro - na przekor wspolczesnosci - swiadomie uczepil sie atawizmow techniki w
                  czasach, gdy rodzilo sie zdobywanie wynikow karta kredytowa i ksiazeczka
                  czekowa.
                  czekam wlasnie na zamowione w zjednoczonym krolestwie, rozszerzone
                  wydanie 'long way round'. nigdy wczesniej nie widzialem i mam nadzieje spedzic
                  dobre chwile przed ekranem. czytalem tylko recenzje o dwoch majetnych
                  gwiazdorach hollywoodu, ktorzy by odbyc podroz dookola swiata na motocyklach,
                  najpierw testowali najnowsze, najbardziej technologicznie zaawansowane
                  motocykle, a najwieksza czescia ich odysei byly negocjacje z manufakturami. ktm
                  odmowil, bo dba o wizerunek wytworni dla twardzieli, honda wydala im sie zbyt
                  korporacyjna, wiec skromnie poprzestali na bmw. i tu najprzyjemniejsza dla ucha
                  szydercy czesc batalii: aby aktorom wokolziemska przygoda nie byla zbyt
                  intensywna, bmw wyslalo ich na swoj kurs jazdy terenowej. kurs okazal sie byc
                  bezcennym, gdy w mongolii naszly jednego z bohaterow watpliwosci, rezygnacja i
                  chec ucieczki ze stepow do cywilizowanych drog w rosyjskiej tajdze. jeden
                  trening na torze bmw uratowal dramaturgie jednego z epizodow. jak wspomnialem,
                  zadnego z filmow jeszcze nie widzialem, ale juz teraz blizszy mi jest prawdziwy
                  aktor grajacy maniaka szybkosci, niz dwoch prawdziwych aktorow niegrajacych
                  obiezyswiatow.
                  gdzies tam kiedys wymyslony zostal wirtualny swiat (z pewnoscia przez
                  amerykanow), w ktorym bohater moze wszystko siedzac w fotelu. twardziele
                  czerpia wzorce z algorytmow i juz chyba bedzie tylko gorzej.
              • ireo Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze 24.11.05, 11:29

                „W związku z tym, że używanie motocykla zgodnie z przeznaczeniem jest nudne i
                właściwie wstydliwe”, to myślę że „przeznaczenie motocykla” rozumiemy zbyt
                wąsko. nie jest to bowiem jedynie dwukołowe urządzenie posiadane celem
                przemieszczania się z punktu A do punktu B. niektórzy używają takich urządzeń
                do celów zupełnie odmiennych (najczęściej dążących do wspólnej asymptoty
                dającej się opisać jako "ale jestem cool!"), takich jak:

                1. trzymanie w garażu, mycie, polerowanie i patrzenie na

                2. trzymanie w garażu i rozkładanie na części pierwsze a następnie składanie z
                powrotem z różnym skutkiem

                3. odrestaro... odstarowa... odrastowywa.... znaczy, robienie od nowa

                4. przemieszczanie się z punktu A do punktu A, czyli objazd okolicy w nadziei
                zwrócenia na siebie uwagi

                5. różne próby wzbudzenia zainteresowania płci przeciwnej z wykorzystaniem
                motocykla (właściwie nie trzeba go w tym celu posiadać, ale podobno lepiej mieć)

                6. podrywanie osób (chciałem napisać że „płci przeciwnej” albo „atrakcyjnych”
                ale, jak dowodzą niektóre przykłady, ani jedno ani drugie nie jest konieczne)
                celem rozbierania ich, umieszczania w nienaturalnych pozach na posiadanym
                motocyklu i robienia zdjęć uzyskanych w ten sposób kompozycji, który to cel
                towarzyszy lub zastępuje standardowy i bardziej fizjologiczny cel podrywu

                7. niszczenie (np. przez rozbijanie)

                8. handel

                9. wytwarzanie hałasu

                10.chwalenie się

                i jeszcze inne (co mi akurat teraz nie przychodzą do głowy)
                • Gość: mrmisquamacus Re: Krótka historia motocyklizmu w pop-kulturze IP: *.scansafe.net 24.11.05, 12:20
                  hehehe
    • irish76 nareszcie cos sie dzieje na forum 24.11.05, 13:07
      moze troche splyce ale... ale wielkosc Ameryki (obecna) wyrosla w Europie i na
      konfliktach w niej sie odbywajacych (konkretnie obie wojny na ktorych USA
      dorobily sie finansowo i politycznie, z reszta Rosja dorobiala sie wten sam
      sposob na II wojnie).
      Wiele osob z tych slawnych i z tych calkiem biednych (bo mam wrazenie ze
      wyjezdzali tam albo wielcy albo Ci najnizsi) wyjechalo bo mialo dosyc naszych
      eurpejskich rozgrywek w zaduchu historycznych oparow.
      A ci najnizsi bo juz nie mieli na co czekac poza smiercia glodowa...
      troche to komiksowo brzmi.
      to byla ta pierwsza fala emigracji

      bo obecna to juz jest na zasadzie: stany stany fajowa jazda... to bogate
      panstwo i kazdy ma nadzieje ze sie zanurzy w jego wielkosci (czemu sie nie
      dziwie)
    • Gość: NYorker najlepiej wydane $10.50 IP: *.dyn.optonline.net 07.02.06, 05:04

      w cenie:
      1. nowozelandzka prostolinijnosc
      2. amerykanska witalnosc ponad prostactwem
      3. okruchy rekonstrukcji genialnej konstrukcji
      4. humor bez pretensji do czegokolwiek
      5. narodziny dozgonnej symatii dla anthonego hopkinsa
      6. swiadectwo stright story, ktora poszla do szkoly
      7. brzmienie silnika, ktore od czterech godzin oglupia blednika.*

      extra $10.50:
      aksamit skory kobiety pachnacej rio de janeiro i jej kwasne cukierki.

      poniedzialkowy wieczor:
      priceless

      * nie rob sobie obciachu; nigdy wiecej nie pisz juz o yoshimurach.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka