IP: *.tpnet.pl 26.09.08, 12:14
Moja Czarnulka jest kochana. Dziś, zmusiła mnie bym zabrał ją do lasu. Nie umiałem, nie mogłem, nie chciałem się jej oprzeć… tak ładnie prosiła.
Rano, około godziny 8 była już gotowa. Nuciła swoją melodię tym jej seksownym, niskim głosem. Podszedłem do niej i przez chwilę gładziłem dłonią jej smukłości. Czułem jej ciepło, wiedziałem że jest gotowa… Złapałem ją mocniej i… wiem jak to lubi… i ja to kocham! Jej głos się zmienia. Wciąż nuci swoja muzykę, ale teraz były w niej inne nuty i była w tonacji dur.
Jej ciepło, głos i zapach drażnią moje zmysły. Nie mogę dłużej czekać! Chwytam ją jeszcze mocniej - trzymam niemal jak mogę najmocniej i po chwili czuję jej drżenie całym swoim ciałem. Już wiem co będzie dalej, ona też to wie i wie że zawsze na to czekam.
Najpierw powoli, wręcz z premedytacją, pieścił moje uda, dłonie, stopy. Potem, oboje posuwamy się dalej i… następuje diametralna zmiana - jakby obudził się w niej dziki zwierz, wyrywa się spode mnie i robi wszystko bym ją puścił, by mnie z siebie zrzucić. Zawsze to robi. Oboje za tym przepadamy. Ja wpinam się w nią jak oszalały, a ona dostarcza mi coraz większych, coraz nowszych przyjemności. Chyba nigdy nie było tak samo lub choćby podobnie. Czuję się tak, jakbym odlatywał. Nie mogę dać się ponieść do końca namiętności! Nie mogę zamknąć oczu, wiem, że jeśli to zrobię to stracę najpiękniejsze obrazy mojego życia! Potem oboje zwalniamy. Na mojej twarzy perli się pot, jestem niemal wykończony, a to przecież początek naszej zabawy. Ona wygląda pięknie i chociaż przed chwilą walczyła z całej swojej siły to teraz nic po niej nie widać. Jest gotowa na dalsze zabawy. Chce więcej! Nie mów tego, ale wiem że domaga się mocniejszych wrażeń. Zaraz jej ich dostarczę. Już widać las. Moja XT660R zaczyna przyspieszać.
Obserwuj wątek
    • szynszyll Re: Kochanka 26.09.08, 12:43
      ...mam nadzieje, ze nie podpinasz żony pod kompresor i nie dajesz jej oleju do
      picia...

      szynszyll
      xtz750
      • mariusz-ef Re: Kochanka 26.09.08, 13:28
        (ciagle obrazony) he he dobre futrzaku
        o zonie to ja dopisze:

        wrocilem z lasu. uje**ny blotem jak nieludzkie stworzenie. w progu powitala mnie
        zona.
        - jak ci minela przejazdzka, kochanie? - zapytala robiac wielkie oczy (takie jak
        maja bohaterki mangi)
        spojrzalem na Anie jak na idiotke:
        - jak miala minac? rewelacyjnie! yama daje mi to czego ty mi dac nie mozesz! -
        wiedzialem ze ja krzywdze, dlatego dodalem - lap sie za szmate i wyczysc moje
        cacuszko
        Ania usmiechnela sie szeroko, po chwili przybiegla do mnie ze smatka i zaczela
        czyscic moj stroj
        - nie mnie idiotko, tylko motocykl! - warknalem do niej i poszedlem sie umyc,
        przebrac
        gdy wrocilem Ania juz konczyla czyszczenie maszyny. wygladala teraz jakby to ja
        trzeba bylo umyc
        - jak skonczysz to zmien jeszcze olej i naciagniej lancuch jesli trzeba! -
        krzyknalem do niej, a po chwili dodalem: - pozniej zajme sie toba, doprowadze
        cie do stanu pokazywalnosci. dzis wpadaja koledzy.
        chyba nie uslyszala czesci o kolegach, bo po moich slowach o doprowadzaniu do
        stanu pokazywalnosci, Ania rozporomieniala a w kacikach jej oczu pojawily sie
        lzy. pomyslalem sobie ze pozniej sie zastanowie czy to lzy szczescia, czy inne.
        po chwili do mojego nosa dotarl cudowny zapach. nie wiedzialem co moze tak
        pieknie pachniec. poszedlem do kuchni i zastalem tam zone. stala przy kuchence i
        cos gotowala. podobal mi sie ten widok - baba tam gdzie jej miejsce
        - no, zono! - krzyknalem z zadowoleniem. - co tak pienie pachnie?
        - wiesz ukochany, jak czyscilam motocykl, to posrod chu i igliwia bylo sporo
        grzybow, pomyslalam sobie, ze moze zrobie sos...
        - dobrze, dobrze... - powiedzialem i wrocilem myslami do lesniej przejazdzki, a
        szczegolnie do momentu, gdy znudzony pomyslalem z efajnie by bylo poprzepedzac z
        lasu grzybiarzy.
        - kochanie, - zapytalem zone - czy wsrod szprych nie znalazas jakiejs chustki?
        - nie gluptasku. - odparła Ania. - nic takiego tam nie bylo
        - szkoda, mialbym zalatwiony dla ciebie prezent na nasza rocznice.
        Slyszac to Ania przytulila sie do mnei calym cialem.
        - jestes kochany. - powiedziała. - tak o mnei dbasz! nawet podczas przejazdzaki
        motocyklem pomyslales o mnie. o tym ze lubie grzyby... a teraz mowisz ze
        zastanawiasz nad prezentem z okazji rocznicy slubu... kocham cie!
        tak, zastanawiam, sie... jestem pewnien ze jak potracalem ta babcie to miala
        chuske na glowie, a potem jak do niej wrocilem by przejechac jej po nogach i
        sprawdzic jak sie spisuje nowa kostka to chustki juz nie miala...
        - hmm.. - rzeklem w zamysleniu, - co sie z nia moglo stac?
        - co? powtorz, bo nie doslyszalam. - glos zony wyrwal mnie z zamyslenia
        - nic kotku, zastanawiam się nad apaszka dla ciebie. ale teraz dawaj jesc! bo od
        tych zapachow zrobilem sie glodny.
        po chwili palaszowalem obiadek. zoba siedziala obok, czekala az skoncze, by
        mogla zjesc to czego ja nie dam rady
        by umilic sobei czas czytala jakas ksiazke
        - co czytasz? - zapytalem, ale i tak mnie to nie interesowalo.
        - atlas grzybow. - odparla slodko. - wlasnie czytam o tych grzybkach na ktorych
        zrobilam obiad. Amanita muscaria*, ciekawe, ciekawe...
        nie wiem co ja tam zaciekawilo, nie bylem tym zainteresowany, zwlaszcza ze swiat
        nagle zaczal piekniec... nabieral cudownych kolorow i obezwladniajao wirowal...
        - czerwony kapturek tez nosil taka chusteczke... - to byly moje ostatnie slowa
        jakie pamietam
        potem, podczas odwiedzin w szpitalu, zona opowiadala mi, ze mowilem wtedy rozne
        inne rzeczy, i wesosolo sie zachowywalem, ale to material na inna historie
        aha - to ze trafilem na odtrucie nie zawdzieczam zonie tylko kolegom
        to oni mi pomogli
        zdaniem zony po obiedzie zachowywalem sie jak zwykle
        • Gość: Mirek Re: Kochanka IP: *.agora.pl 26.09.08, 13:37
          Daj mi adres do twojedo dilera, bo to co bierzesz nieźle trzepie
          • mariusz-ef Re: Kochanka 26.09.08, 13:48
            no przeciez napisalem - do lasu, na grzyby, zbieraj te najczerwiensze
            • Gość: Tom Re: Kochanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.08, 23:54
              Ha, ha, ha! Hahaha, pyszna lektura na piatkowy bardzo pozny wieczor,
              ubawilem sie po pachy! Ciekaw jestem co napiszesz gdy dojrzejesz do
              wiekszych/drozszych maszyn. Ty piepSzony (jak my wszyscy w piattek
              wieczor) szowinisto! Pisz dalej, masz talent literacki - nie mow
              zonie ;-D Literowki wytracaja z klimatu... Popraw sie! ;-)jestem
              zauroczony! :D
            • Gość: Mirek Re: Kochanka IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.08, 19:08
              Chyba się wstrzymam, nie chcę skończyć tak jak ty :). Jak na razie
              cieszę się ze sprawnego umysłu :)
    • Gość: Mirek Re: Kochanka IP: *.agora.pl 26.09.08, 13:22
      Grafoman, doczytałem do połowy i zebrało mi się na pawia. Pewnie
      swoją XT posuwasz w wydech wieczorami?
      • saracen1608 Re: Kochanka 26.09.08, 19:07
        A jak konczy tankowac to oblewa przednie swiatlo i kierownice...
        • Gość: weteran Re: Kochanka IP: *.piotrkow.pilicka.pl 26.09.08, 22:42
          Ja pier.ole, teraz motocyklami jeżdżą tacy xxxxx ?
      • priller Re: Kochanka 02.10.08, 22:06
        Gość portalu: Mirek napisał(a):

        > Pięknoduch, doczytałem do połowy i zebrało mi się na pawia.

        poprawilem ci to za friko.
        • Gość: Mirek Re: Kochanka IP: *.agora.pl 03.10.08, 11:08
          Wolałem swoją wersję, ale ta też jest jak najbardziej prawdziwa.
          Jednym słowem - nie wszyscy powinni pisać :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka