Gość: AnkaP
IP: *.pluspolska.pl
12.08.01, 13:16
Piszę prawie na żywo, bo sytuacja zdarzyła się wczoraj. Jeden z moich kolegów,
jadąc do mnie (mieszkam w Starej Miłośnie) został okradziony na Wiatracznej.
Trzech kolezków otoczyło go, gdy czekał na autobus podmiejski (704). Wyjęli
nóż, kazali otworzyć plecak i przetrząsnęli mu kieszenie. Zabrali 25 zł. Niby
niedużo, ale kto w takiej sytuacji nie oddałby pieniędzy??? Kolega oczywiście
poszedł na policję, a tam... 3 godziny przesłuchania, przeglądanie kartotek
i...nic. I jeszcze tekst policjantki spisującej zeznania: "to się ciągle
zdarza". Obiecali wzmocnić patrole na Rondzie. A i tak tego nie zrobią. Jeżdżę
z Wiatracznej do domu od 4 lat i nigdy nie widziałam tam policjanta! Boją się?
W podobny sposób okradziono też wcześniej moich innych znajomych. Wtedy bez
noża, ale bandyci się kształcą i "uczą na błędach". Po co mieć 3 zł (bez noża),
jak można mieć kilkadziesiąt i jeszcze nową komórkę? I co wy na to???