Dodaj do ulubionych

Ciekawy artykuł

    • tarantula01 DROGI. Poślizg na Wisłostradzie 15.11.05, 12:09
      Wbrew obietnicom przebudowy bielańskiego odcinka Wisłostrady i Krakowskiego
      Przedmieścia zaczną się nie wcześniej niż wiosną.


      Bielańskie estakady, wbrew obietnicom władz Warszawy, nie doczekają sie w tym
      roku remontu
      (c) RYSZARD WANIEK
      www.rzeczpospolita.pl/teksty/warszawa_051115/warszawa_a_8-1.F.jpg
      Wczoraj przed Sądem Okręgowym nastąpił finał sporu między władzami miasta a
      firmą MPRD, która przegrała przetarg na remont tzw. estakad bielańskich (2-
      kilometrowego odcinka Wisłostrady na wysokości Uniwersytetu Kardynała
      Wyszyńskiego). Sąd oddalił skargę MPRD, ale inwestycja i tak nie zostanie
      rozpoczęta.

      - Postanowiliśmy ten przetarg unieważnić - mówi Urszula Nelken, rzecznik
      Zarządu Dróg Miejskich. - Stołeczny inżynier ruchu zdecydował bowiem, że w
      czasie remontu Al. Jerozolimskich całodobowy ruch ciężarówek będzie się odbywał
      właśnie na Wisłostradzie. Zamknięcie jednej z estakad na razie nie wchodzi więc
      w grę.

      Bielańskie estakady znajdują się na stworzonej cztery lata temu liście 13
      obiektów mostowych zagrożonych zawaleniem. Czy ich remont zacznie się dopiero
      po skończeniu prac wzdłuż Al. Jerozolimskich?

      Jak usłyszeliśmy w ZDM, wszystko zależy od wyniku rozmów z Generalną Dyrekcją
      Dróg Krajowych i Autostrad w sprawie wyrzucenia tirów z Al. Jerozolimskich i
      skierowania ich na drogę nr 50 przez Sochaczew, Grójec i Górę Kalwarię. Jeszcze
      niedawno GDDKiA mówiła "nie" w związku z przebudową tej trasy.

      - Jest już wstępna zgoda na skierowanie tirów na drogę nr 50 - powiedział "Rz"
      w poniedziałek Wojciech Dąbrowski, dyrektor mazowieckiej GDDKiA. - Musielibyśmy
      jedynie wprowadzić dla nich zalecenie korzystania z tego objazdu tylko w godz.
      18 - 22.

      W ZDM przyznają, że przebudowa Wisłostrady rozpocznie się nie wcześniej niż
      wiosną przyszłego roku.

      Nie lepiej jest z zapowiadaną od miesięcy modernizacją Krakowskiego
      Przedmieścia. W tej sprawie ZDM także procesuje się ze skłóconą z ratuszem
      firmą MPRD, która nie zgadza się z wykluczeniem z przetargu. Wyrok zapadnie za
      tydzień.

      KONRAD MAJSZYK
      --------------------------------------------------------------------------------
      Świętowali, nie pracowali
      W ostatni długi weekend ekipy MPRD miały wymienić wyboistą nawierzchnię ul.
      Filtrowej. Nie wymieniły. W piśmie do ZDM prezes firmy Hanna Pniewska napisała,
      że "nie ma moralnego prawa do zmuszania pracowników do podjęcia pracy w Święto
      Niepodległości". W tym samym czasie konkurencyjna firma WPRD wyrównała Wał
      Miedzeszyński od Traktu Lubelskiego do ul. Granicznej w Józefowie.
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_051115/warszawa_a_8.html
      • adamb7 Re: DROGI. Poślizg na Wisłostradzie 16.11.05, 13:36
        to jest fatalna informacja, te estakady są w bardzo zlym stanie technicznym,
        ciekaw jestem kiedy ktos z ZDM-u byl na miejscu i je oglądał! a mówilem
        wczesniej zeby SISKOM zajął sie tą sprawą! w dwóch miejscach estakada jest
        podparta dodatkową metalową konstrukcją tyle ze ta konstrukcja stoi na zboczu,
        jak to wszystko pieprznie to ciekawe kto bedzie za to odpowiadał!
        • vampi_r Re: DROGI. Poślizg na Wisłostradzie 16.11.05, 14:41
          adamb7 napisał:

          > to jest fatalna informacja, te estakady są w bardzo zlym stanie technicznym,
          > ciekaw jestem kiedy ktos z ZDM-u byl na miejscu i je oglądał! a mówilem
          > wczesniej zeby SISKOM zajął sie tą sprawą! w dwóch miejscach estakada jest
          > podparta dodatkową metalową konstrukcją tyle ze ta konstrukcja stoi na
          zboczu,
          > jak to wszystko pieprznie to ciekawe kto bedzie za to odpowiadał!

          Adamie.
          Tu umieszczamy artykuły, a nie dyskutujemy.
          Ale ci odpowiem i na tym koniec - a mówiłeś też o tym stowarzyszeniu z
          Chomiczówki? Zajęli się sprawą? Przeciez ewentualne zawalenie się tych estakad
          dotknie najbardziej Bielany i Chomiczówkę, bo gros aut pojedzie objazdem przez
          Conrada.
          Mówiłes o tym radnym i władzom Bielan?
          • adamb7 Re: DROGI. Poślizg na Wisłostradzie 16.11.05, 16:13
            ja jestem male miki i nie mam takiej sily przebicia jak wasze stowarzyszenie
            ktore chce odgrywac role zainteresowanego rozwojem infrastruktury drogowej
            miasta, macie kontakty z roznymi urzedami to moze powinniscie w tej sprawei
            monitowac
            • polsmol Re: DROGI. Poślizg na Wisłostradzie 17.11.05, 02:20
              Trudno się dziwić. Mamy ładne 50 lat opóźnienia w budowie infrastruktury. System
              drogowy Warszawy jest bardzo blisko granic swoich możliwości (tylko po której
              stronie ;-) ) dlatego każda modernizacja, remont itp. będą powodować takie kłopoty.
    • merytoryka Spory kompetencyjne zablokują budowę dróg 16.11.05, 12:16
      Spory kompetencyjne zablokują budowę dróg


      Znowelizowane przepisy tak niejasno dzielą kompetencje między wojewodów i
      marszałków, że od nowego roku inwestycje drogowe mogą stanąć w miejscu.

      Ustawa została uchwalona pod koniec IV kadencji Sejmu (autorami projektu była
      grupa posłów SLD). Przekazuje ona dotychczasowe zadania i kompetencje
      administracyjne wojewodów w ręce marszałków województwa lub starostów. Niestety,
      nie ze wszystkim ustawodawcy się udało. W wypadku dróg zabrało mu wyobraźni.

      Chodzi o nowelizację z 29 lipca 2005 r. modyfikującą 31 różnych ustaw. Nosi ona
      nazwę: o "zmianie niektórych ustaw w związku ze zmianami w podziale zadań i
      kompetencji administracji terenowej" (Dz. U. nr 175, poz. 1462).

      Grzechy ustawodawcy
      Od nowego roku nie wojewodowie, lecz marszałkowie województwa będą wydawać
      decyzje lokalizacyjne na drogi krajowe i autostrady oraz pozwolenia na ich
      budowę. W tym celu nowelizacja z 29 lipca 2005 r. zmieniła ustawę z 10 kwietnia
      2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie
      dróg krajowych, tzw. specustawę. Ustawodawca zapomniał jednak, że nie tylko ona
      określa formalności budowlane. Zawiera je także prawo budowlane, a onomówi
      jasno: pozwolenia na budowę tych dróg wydaje wojewoda.

      - Specustawa ma status przepisów szczególnych, a prawo budowlane ogólnych - mówi
      Zbigniew Skóra, dyrektor Departamentu Architektury i Budownictwa w Ministerstwie
      Infrastruktury (obecnie Ministerstwo Transportu i Budownictwa). - Przepisy
      szczególne - wyjaśnił - mają pierwszeństwo przed ogólnymi. To oznacza, że to
      marszałkowie będą decydować o losach dróg krajowych i autostrad. Ten problem
      można więc jakoś rozwiązać. Niestety, to niejedyny błąd ustawodawcy.

      Przepisy nie mówią, do kogo będzie można się odwołać od decyzji marszałka -
      wyjaśnił Skóra. Poza tym samo wydanie pozwolenia na budowę to nie wszystko. Po
      jej zakończeniu potrzebne jest jeszcze pozwolenie na użytkowanie wybudowanej
      (zmodernizowanej) drogi. Wydają je po przeprowadzeniu kontroli wojewódzcy
      inspektorzy nadzoru budowlanego. Ci sami inspektorzy przeprowadzają także
      kontrole w trakcie budowy.

      Dla wojewódzkich inspektorów podstawę prawną do przeprowadzania kontroli, a
      także do wydania pozwolenia na użytkowanie zawiera... prawo budowlane. To zaś
      nic nie wspomina o marszałkach województwa. - Kompetencji danego organu - dodaje
      Skóra - nie można domniemywać, muszą one wyraźnie wynikać z przepisów. Oznacza
      to, że od nowego roku inspektorzy nie będą mieli więc prawa do przeprowadzania
      jakichkolwiek kontroli dotyczących dróg krajowych oraz autostrad, na których
      pozwolenie na budowę wydał marszałek województwa, nie będą też mogli wydawać
      pozwolenia na ich użytkowanie.

      Za złe decyzje przyjdzie słono zapłacić
      - Kilkakrotnie zwracaliśmy posłom na to uwagę, niestety byli głusi na nasze
      argumenty - mówi Franciszek Rogowicz, dyrektor gdańskiego oddziału Generalnej
      DyrekcjiDróg Krajowych i Autostrad. - To już niestety norma - dodaje
      rozgoryczony - że ustawodawca na każdym kroku komplikuje życie drogowcom. Co
      rusz przygotowuje przepisy, które utrudniają modernizację i budowę dróg oraz
      korzystanie ze środków unijnych. Ta zmiana bije jednak na głowę inne.

      Do nowego roku zostało jeszcze dwa miesiące. Posłowie V kadencji Sejmu mają więc
      czas, by poprawić błędy poprzedników. W przeciwnym razie - uważa Franciszek
      Rogowicz - zapanuje chaos.

      Prośba do ministra
      Budowa dróg krajowych oraz autostrad to jeden z priorytetów rządu Kazimierza
      Marcinkiewicza. Niedawno Jerzy Polaczek, ministertransportu i budownictwa,
      skrytykował obecny system budowy dróg i autostrad i zapowiedział zmiany.

      - Obecnie inwestycje drogowe są finansowane ze środków unijnych tylko w 15 proc.
      Plan inwestycyjny na ten rok wykonano na razie jedynie w 30 proc. To
      niedopuszczalne - mówił na konferencji prasowej zorganizowanej 9 listopada.

      Dobrze byłoby, aby nowy minister nie zapomniał o zmianie specustawy oraz prawa
      budowlanego. W przeciwnym razie, kiedy nowelizacja wejdzie w życie, wykonanie
      planu inwestycyjnego może być równe zeru. Będziemy mogli się również pożegnać ze
      środkami unijnymi. Tego zaś nikt by nie chciał.(kk)
    • cleofass Chaos na autostradach 17.11.05, 09:47
      Zapowiadana przez PiS zmiana systemu budowy autostrad wprowadziła chaos do
      pracy urzędników i zdezorientowała inwestorów. Nikt nie wie, czy zaplanowane
      przetargi w ogóle dojdą do skutku.

      Jutro mija termin składania ofert przetargowych na odcinek autostrady A-1 ze
      Strykowa pod Łodzią do Pyrzowic w województwie śląskim. Według pierwotnych
      planów, miał być budowany w systemie koncesyjnym. Czy będzie? Nie wiadomo, bo
      plany PiS zakładają odejście od przyznawania koncesji. Teraz autostrady ma
      budować państwo.

      Pieniądze będą pochodzić z budżetu, unijnych dotacji i bankowych pożyczek. W
      Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA) panuje jednak chaos:
      urzędnicy nie bardzo wiedzą, jak głęboko ma sięgać „reforma” sytemu realizacji
      takich inwestycji. Czy obejmie rozpisane już przetargi? A może dopiero te
      przygotowywane?

      – Na razie działamy tak, jakby się nic nie zmieniło. Ale nie mamy żadnej
      wiedzy, jak to ma w przyszłości wyglądać – przyznaje Andrzej Maciejewski,
      rzecznik GDDKiA.
      W jeszcze większej rozterce są inwestorzy. Nie wiedzą, czy wydawać pieniądze na
      przygotowanie dokumentacji, czy zaczekać.

      – Czegoś musimy się trzymać. Więc trzymamy się tego, co nam mówiono do tej
      pory – mówi Zbigniew Czapla-Nowicki, pełnomocnik ds. autostrad w giełdowym
      Stalexporcie.
      Problem w tym, że w ostatnich tygodniach przedstawiciele rządu lub GDDKiA nie
      byli skłonni do rozmów z potencjalnymi koncesjonariuszami. Dwa konsorcja
      starające się o koncesję na eksploatację autostrady A-4 pomiędzy Katowicami a
      Wrocławiem (Autostrada Południe oraz Autostrada Śląska) nie wiedzą, czy
      rozpisany dawno temu przetarg w ogóle zostanie sfinalizowany.

      Tymczasem 21 grudnia mija ostateczny termin ważności złożonych ofert. Czy
      GDDKiA wybierze do tego czasu koncesjonariusza? Wątpliwe, bo skoro przez rok
      nie mogło się zdecydować, na pewno nie zrobi tego teraz. Jaki będzie efekt?
      Firmy, które złożyły wnioski przetargowe, mogą wystąpić o wypłacenie
      odszkodowania.

      – Gdyby podliczyć wszystko, co spółki wchodzące w skład konsorcjum wydały na
      przygotowanie się do objęcia koncesji, wyszłoby kilka milionów złotych –
      przyznaje przedstawiciel Autostrady Śląskiej.

      Niewiadomą jest także kwestia realizacji przyznanej już koncesji na realizację
      autostrady A-1. Otrzymała ją gdańska spółka GTC, choć zaoferowana przez nią
      cena budowy jednego kilometra (5,6 mln euro) przewyższa o półtora miliona euro
      średnią dla podobnych inwestycji w kraju. W GDDKiA nieoficjalnie można
      usłyszeć, że korzystniejszym finansowo rozwiązaniem byłoby wypowiedzenie umowy,
      wypłacenie GTC ok. 90 mln zł kary i realizowanie inwestycji przez państwo. Czy
      nowe kierownictwo resortu transportu zdecyduje się na taki krok? Niewykluczone.

      Wcześniej jednak będzie musiało uporać się z decyzjami kadrowymi. Minister
      Jerzy Polaczek jeszcze przed objęciem funkcji deklarował chęć wymiany
      kierownictwa GDDKiA. Niedawno pojawiła się nawet informacja o ministerialnym
      wniosku do premiera o odwołanie szefa GDDKiA Edwarda Gajerskiego. Mimo to
      pracuje on nadal.

      Artykuł z Gazety Prawnej

    • merytoryka Trzeba stawiać na komunikację 17.11.05, 10:12
      Trzeba stawiać na komunikację

      Z Ireneuszem Jabłońskim, analitykiem z Centrum im. Adama Smitha, rozmawia Marcin
      Hadaj


      Budżet Warszawy na 2006 rok to mniej pieniędzy na inwestycje. Zdaniem władz
      miasta obecne prawo zamówień publicznych jest na tyle skomplikowane, że najpierw
      trzeba je zmienić – taki plan już jest – a potem przeznaczyć więcej na te wydatki.

      Ten pogląd nie jest w pełni prawdziwy. To fakt, że obowiązujące w Polsce
      przepisy zamówień publicznych nie należą do najprostszych i utrudniają
      samorządom inwestowanie. Ale jak pokazują przykłady innych miast, inwestować
      można skutecznie i szybko nawet przy takich mało wygodnych przepisach. To nie od
      prawa zależy powodzenie inwestycji, tylko od dobrej organizacji pracy
      urzędników. To jest wyznacznik tego, czy inwestycje dojdą do skutku, czy nie.
      Jeśli nie dochodzą, chyba coś z tą organizacją pracy jest nie tak, jak być powinno.

      Zmiana przepisów to zasłona dymna do nieudolności stołecznego Ratusza?

      Zapewne nie do końca, bo nad sensownymi korektami przepisów trzeba się
      zastanowić, ale to czy sprawnie przeprowadzi się jeden przetarg czy kilkanaście,
      zależy od fachowości ludzi, którzy te przetargi organizują. Skoro znaczna część
      przetargów w Warszawie się udaje, to mogłyby się udać – przy tych samych
      przecież przepisach – wszystkie. Zmniejszanie puli inwestycyjnej w obecnej
      sytuacji stolicy nie jest dobrym posunięciem.

      Co powinno być priorytetem inwestycyjnym miasta w 2006 roku?

      Zdecydowanie infrastruktura komunikacyjna. To dzisiaj dramat Warszawy.
      Konkretnie metro, w tym możliwie jak najszybsze dokończenie budowy trasy na
      Młociny oraz rozpoczęcie przygotowań do stworzenia drugiej linii kolejki z
      zachodu na wschód, rozbudowa sieci szybkiej kolei, połączenie lotniska z centrum
      miasta koleją i przynajmniej rozpoczęcie przygotowań do budowy okołowarszawskiej
      obwodnicy. A także regularne remonty zniszczonych ulic, montaż sygnalizacji
      świetlnej na nowych skrzyżowaniach. Bez tych inwestycji jakość życia w Warszawie
      z roku na rok będzie się pogarszać.

      Tylko inwestycje w warszawski transport są w najbliższych miesiącach niezbędne?
      Wydaje się, że miasto ma jeszcze wiele innych pilnych potrzeb.

      Reszta potrzeb jest chyba, przynajmniej na razie, opanowana. Oczyszczalnie
      ścieków – Południe i Czajka są budowane, albo zaplanowane do rozbudowy, zmiany
      architektoniczne – np. na Krakowskim Przedmieściu czy w okolicach PKiN postępują
      powoli, ale przynajmniej wiadomo mniej więcej, kiedy można się ich spodziewać. W
      tej sytuacji rozwiązanie problemów komunikacyjnych nie może już dłużej czekać.

      Data: 2005-11-17
    • merytoryka Warszawiacy chcą równych ulic 26.11.05, 12:57
      Warszawiacy chcą równych ulic

      Dziury w jezdniach dają nam w kość bardziej niż brak mostów. Tak wynika z badań
      przeprowadzonych wśród warszawiaków.

      Badania na zlecenie miasta, zostały wykonane przez Biuro Planowania Rozwoju
      Warszawy i GfK Polonia. Przepytano 2677 osób. Naukowcy chcieli się dowiedzieć,
      co nam najbardziej doskwiera w komunikacji. Ile osób codziennie wjeżdża do
      miasta? Co trzeba zmienić, by było lepiej?

      Okazuje się, że aż 77 proc. badanych uznało, że najważniejsze jest załatanie
      dziur. Dopiero na drugim miejscu znalazła się potrzeba budowy obwodnicy, a tylko
      33,9 proc. osób odpowiedziało, że są potrzebne nowe mosty (procenty nie sumują
      się do stu, bo można było wybrać kilka odpowiedzi, w kolejności od tego, co jest
      najważniejsze do tego, co najmniej ważne).

      Wyniki ankiety nie dziwią drogowców: – Szacujemy, że co najmniej 80 proc. ulic
      wymaga naprawy – mówi Adam Czugajewicz z Zarządu Dróg Miejskich. – W tym roku
      wyremontowaliśmy 80 km. M.in. Wał Miedzeszyński, Broniewskiego, Belgradzką,
      Radzymińską, al. Solidarności, Grójecką, al. Jana Pawła II. Utrzymując to tempo,
      zaległości nadrobimy nie wcześniej niż za pięć lat – twierdzi Czugajewicz.

      Ulice są nie tylko zniszczone, ale i przeciążone. Np. aleją Prymasa Tysiąclecia
      jeździ 110 tys. aut na dobę, Wisłostradą 85 tys., a na most Grota usiłuje się
      dostać 150 tys. pojazdów (dla porównania: na Łazienkowski – 110, Siekierkowski –
      60). Ponadto okazało się, że do stolicy każdego dnia przyjeżdża 300 tys. aut z
      sąsiednich powiatów – zdecydowana większość osobowych. Komunikacją zbiorową
      dostaje się do Warszawy 200 tys. ludzi.

      Stojacy w korkach warszawiacy coraz częściej wolą zostawić auta na parkingu i
      iść na przystanek. Niemal 70 proc. osób, które wzięły udział w badaniach, ma w
      kieszeni bilet Zarządu Transportu Miejskiego. Większość z nich twierdzi też, że
      trzeba bardziej uprzywilejować komunikację w ruchu. Na 100 pytanych twierdzi tak
      ponad 81. W podobnym badaniu sprzed dziesięciu lat takiego zdania była nieco
      ponad połowa warszawiaków.

      Niestety. Na razie z tych życzeń niewiele wychodzi. Nie licząc bus-pasa na ul.
      Modlińskiej, w tym roku dla komunikacji nie zrobiono nic.

      2005-11-26
    • merytoryka Nec Hercules... 28.11.05, 10:55
      Artykuł: Resortowy (Transport Drogowy)
      Nec Hercules...


      O tym, że potrzebujemy autostrad, wystarczająco boleśnie przekonaliśmy się w
      ostatnich latach, tracąc kilka dużych inwestycji zagranicznych na rzecz naszych
      południowych sąsiadów. Na decyzje o ich lokalizacji wpłynęły różne czynniki, ale
      wśród nich istotną rolę odgrywał brak w naszym kraju właściwej infrastruktury
      drogowej.

      Mimo to, budowa autostrad w Polsce nie może się rozkręcić. Świadectwa osiągnięć
      kolejnych ministrów odpowiedzialnych za drogi widać aż za dobrze, a raczej ich
      nie widać. Zamiast tysięcy kilometrów autostrad mamy niespełna 600 km, z czego
      jedną piątą zawdzięczamy ministrom hitlerowskich Niemiec. W naszym rankingu
      odpowiedzialnych za sieć autostrad zajęliby jedno z pierwszych miejsc.

      Można odnieść wrażenie, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat wszyscy ministrowie
      odpowiedzialni za drogi albo sabotowali ich budowę, albo byli nieudacznikami.
      Rzeczywiście, kolejni ministrowie transportu popełniali błędy, czasami nawet
      bardzo poważne, ale oni ponoszą tylko częściową winę za brak autostrad. Do ich
      budowy potrzebne są przede wszystkim gigantyczne pieniądze. Z kilkunastoletniej
      praktyki w Polsce wynika jednoznacznie, że niezależnie od tego, czy inwestycje
      będą finansowane z budżetu, czy w formie partnerstwa publiczno-prywatnego, czy z
      funduszy unijnych, i tak obciążają system finansów publicznych. Inwestorzy
      prywatni nie chcą budować autostrad bez gwarancji skarbu państwa. Do
      uruchomienia programu budowy autostrad z prawdziwego zdarzenia niezbędne jest
      więc zaangażowanie premiera, ministra finansów i parlamentarzystów, którzy
      uchwalają budżet. Bez ich wsparcia żaden minister, choćby był geniuszem, sam nie
      wybuduje dróg.(kk)
    • merytoryka Żółwie tempo autostrad 28.11.05, 10:55
      Artykuł: Resortowy (Transport Drogowy)
      Żółwie tempo autostrad


      Marek Pol był tym - spośród odpowiedzialnych za to ministrów - który wybudował
      najwięcej autostrad, wynika z naszych wyliczeń. Jeżeli jednak uwzględnimy czas
      urzędowania ministrów, to okaże się, że najsprawniejszy z nich był jednak
      Tadeusz Syryjczyk.

      Po 1989 roku najwięcej autostrad zbudowano za czasów ministra Marka Pola. Dzięki
      niemu powstało około jednej czwartej tych dróg, czyli 155 kilometrów. Był on
      jednocześnie najgłośniej krytykowanym ministrem i najbardziej wyśmiewanym za
      pomysł wprowadzenia winiet. Niewiele mniej, bo 130 km autostrad, zawdzięczamy
      Tadeuszowi Syryjczykowi, choć urzędował on o ponad rok krócej od Marka Pola.
      Wziąwszy to pod uwagę, właśnie Syryjczyka należałoby uznać za
      najskuteczniejszego ministra od dróg.

      Gdyby natomiast wziąć pod uwagę wydane koncesje, największe osiągnięcia miał
      Bogusław Liberadzki. Na jego niekorzyść przemawia natomiast fakt, że budowa
      koncesjonowanych odcinków zaczęła się kilka lat później. Za jego czasów powstał
      też pierwszy kompleksowy program budowy autostrad.

      Mrzonki
      W III Rzeczypospolitej stworzono przynajmniej kilka ambitnych programów budowy
      autostrad. Żadnego nie udało się zrealizować. Pierwszy z nich powstał w 1993
      roku za czasów ministra Zbigniewa Jaworskiego. Zakładał on, że za 15 lat będzie
      w Polsce prawie 2 tys. km autostrad. Dziś mamy ich 562 km i musiałby się
      wydarzyć cud, żeby w ciągu trzech kolejnych lat wybudowano pozostałe 1,5 tys. km.

      Kosztowna porażka
      Ministrem, który wyróżnił się na tle pozostałych, był Marek Pol. W opinii wielu
      drogowców to on najbardziej przysłużył się budowie nowych autostrad, choć w
      pamięci użytkowników dróg nie zapisał się najlepiej. Za jego czasów została
      uchwalona specustawa umożliwiająca przyspieszenie inwestycji. Zabiegał też o
      dodatkowe pieniądze na ten cel. Pierwsza próba była kompletną porażką, która
      mocno odcisnęła się na wizerunku wicepremiera. To wtedy przylgnęło do niego
      określenie Winietu, od winiet za użytkowanie dróg krajowych, z których
      wicepremier chciał finansować inwestycje. Druga próba powiodła się. Dzięki
      dodatkowej opłacie paliwowej kierowcy płacą dodatkowy miliard złotych rocznie na
      budowę dróg.

      Za czasów wicepremiera Marka Pola powstał też ostatni program budowy autostrad:
      "Infrastruktura - klucz do rozwoju". Zakładał, że w latach 2002 - 2005 drogowcy
      wybudują 550 km autostrad, a kolejne 500 km będzie w trakcie budowy. Obietnice
      zweryfikowała rzeczywistość.

      Następca spija śmietankę
      Skuteczności ministrów nie można jednak oceniać wyłącznie na podstawie liczby
      kilometrów autostrad oddawanych do użytku za ich kadencji. Zdarzało się, że
      budowa była rozpoczynana za czasów jednego ministra, a laury zbierał następca.
      Dlatego konstruując nasz ranking nie patrzyliśmy na to, za czasów czyjej
      kadencji były oddawane kolejne odcinki dróg. "Zaliczaliśmy" je tym ministrom,
      którzy najbardziej przyczynili się do ich oddania. Najlepszym tego przykładem
      jest kadencja Tadeusza Syryjczyka, trwająca od grudnia 1998 do sierpnia 2000
      roku. Jeszcze w 2000 roku, ale już po jego dymisji, oddano do użytku odcinek
      autostrady A4 liczący ponad 90 km. Mimo to przypisaliśmy go Syryjczykowi. Efekt
      pracy Krzysztofa Opawskiego (90 km A1) uwzględnimy dopiero w 2008 r. Oprócz tego
      odcinka jest jeszcze w budowie fragment A2 z Konina do Strykowa, który zostanie
      przypisany ministrowi Polowi.

      Gdyby uznać, że każdemu ministrowi zawdzięczamy wyłącznie te autostrady, które
      zostały oddane do użytku za czasów jego urzędowania, to zwycięzcą rankingu byłby
      Jerzy Widzyk, bo za jego czasów wybudowano 130 km autostrad, podczas gdy w
      okresie rządów Marka Pola tylko 76 km.

      Ratunek z Unii
      Czynnik, który miał decydujący wpływ na tempo budowy dróg, to dostępność
      pieniędzy na ten cel. Nie bez powodu jeden z naszych rozmówców mówił, że
      ministrów transportu należy oceniać łącznie z ministrami finansów decydującymi o
      podziale dostępnych środków budżetowych na inwestycje infrastrukturalne.
      Ministrowie urzędujący w pierwszej połowie lat 90. mogli tylko marzyć o takich
      pieniądzach, jakimi dysponowali kolejni ministrowie po 2000 roku. Od tego czasu
      Polska mogła korzystać z pomocy unijnego funduszu ISPA, a od maja 2004 roku po
      wejściu do Unii otrzymuje dofinansowanie z Funduszu Spójności. Bez tych
      pieniędzy nie byłoby szans na wybudowanie w latach 2001 - 2005 przeszło 200 km
      autostrad, które zostały w tym czasie oddane do użytku.

      Janusz Piechociński
      Nigdy po 1989 roku infrastruktura nie była oczkiem w głowie rządu. Drogi nigdy
      nie były traktowane priorytetowo w budżecie państwa. Kończyło się na wielkich
      obietnicach. Najskuteczniejszym ministrem w zabieganiu o środki publiczne był
      Bogusław Liberadzki. On doskonale czuł budżet i nie dawał się łatwo ogrywać
      ludziom z Ministerstwa Finansów. Na drugim miejscu umieściłbym Jerzego Widzyka.
      Miał dobre pomysły, ale pechowo za jego czasów zaczął się kryzys finansów
      publicznych. Na trzecim miejscu widzę dwóch ministrów, Tadeusza Syryjczyka i
      Marka Pola. Za czasów tego ostatniego powstały podstawy systemu finansowania
      inwestycji drogowych. Jego problem polegał na tym, że w pierwszej kolejności
      ogłosił wielki program, a dopiero później szukał sposobów na jego realizację.
      Janusz Piechociński, polityk PSL, przewodniczący Komisji Infrastruktury w
      poprzedniej kadencji Sejmu
      (kk)
    • tarantula01 Szczecin: Trudne koleje obwodnicy 06.12.05, 10:35
      Od 6 lat Szczecin buduje obwodnicę wokół śródmieścia. Z 9,2 kilometra drogi
      gotowe jest juz 1,5 km. W przyszłym roku powstanie kolejne 600 metrów.
      Obwodnica budowana jest od lat, jednak dopiero wczoraj radni Szczecina
      zobaczyli, jak będzie wyglądała w całości. Obwodnica wiedzie trasą linii
      kolejowej, która okrąża od strony zachodniej centrum Szczecina. Tylko częściowo
      wiedzie już istniejącymi drogami, w większości będzie to zupełnie nowa nitka.
      Na całej długości obwodnica będzie dwujezdniowa, by ciężki transport nie
      trafiał do śródmieścia. Na razie gotowy jest odcinek od ul. Druckiego-
      Lubeckiego przez węzeł Rugiańska-Obotrycka do Przyjaciół Żołnierza. W przyszłym
      roku ma być gotowe kolejne 600 metrów drogi do skrzyżowania z ul. Warcisława.
      Kosztować będzie 12 mln zł, cześć pieniędzy Szczecin otrzymał z Unii
      Europejskiej. - To rzeczywiście oszałamiająca kwota - mówi Tadeusz Żabiński z
      Wydziału Inwestycji Miejskich. - Problemem jest duża różnica poziomów między
      projektowaną nową nitką a już istniejącą ulicą. Gdy wybudujemy nową drogę,
      trzeba będzie nawieźć tony ziemi i obecną ulicę podnieść o kilka metrów. W
      ramach prac zostanie wymienione całe uzbrojenie terenu. Miasto zamierza złożyć
      wnioski do funduszy Unii Europejskiej na kolejne etapy. W 2007 roku zbudowany
      byłyby wówczas kolejny odcinek do ul. Krasińskiego. Kosztować miałby następne
      12 mln zł. Obwodnica zachodnia śródmieścia kosztować może nawet ćwierć miliarda
      złotych. Żeby odciążyła centrum miasta z ruchu - powinien jeszcze powstać nowy
      most przez Odrę w okolicach ul. Zapadłej.
      www.glosszczecinski.pl/
    • tarantula01 U naszych zachodnich sąsiadów 22.12.05, 15:55
      OSTATNI ODCINEK A-20. Kanclerz Niemiec Angela Merkel uroczyście otworzyła most
      nad doliną Trebeltal w okolicach miejscowości Tribsees - stanowiący ostatni
      odcinek autostrady A-10. Biegnie ona wzdłuż niemieckiego wybrzeża Bałtyku,
      łącząc Lubekę z prowadzącą do Szczecina trasą A-11. Budowa tej autostrady,
      liczącej 324 kilometrów, trwała 11 lat i kosztowała blisko 2 mld euro. W
      okolicach Prenzalau, 30 km od przejścia granicznego w Kołbaskowie, dochodzi ona
      do trasy Berlin - Szczecin.
      www.gazetatransportowa.com.pl-------------------------------------
      Wychodzi ok. 6 100 000 €/km. Drogo
    • admiral_0000 Kosztowna zmiana trasy [metra] 18.01.06, 09:50
      www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=78881


      Władze muszą wybrać, którędy poprowadzić II linię metra

      Jeśli władze miasta zdecydują, że druga linia metra zmieni trasę, stracimy
      miliard złotych dotacji z UE. Do tego, by wszystko zostało po staremu, wczoraj
      namawiał władze Jerzy Lejk, p.o. prezesa metra.

      Ostateczną decyzję Ratusz podejmie w najbliższy wtorek. Może się ona okazać
      najdroższą decyzją w historii Warszawy. Kosztuje około miliarda złotych. Tyle
      właśnie Warszawa może dostać z Unii Europejskiej na budowę pierwszego etapu
      drugiej nitki metra. O ile oczywiście do jesieni tego roku zdąży złożyć wniosek
      w tej sprawie.
      Drobna, lecz kosztowna

      Z kolei terminy mogą być dotrzymane tylko wtedy, gdy trasa metra między rondem
      Daszyńskiego a Dw. Wileńskim (sporny fragment) nie zmieni się i pociągi będą
      jechały pod ul. Świętokrzyską, Tamką i tunelem wzdłuż mostu Świętokrzyskiego do
      Dw. Wileńskiego.

      Ale naczelny architekt miasta Michał Borowski uznał, że będzie lepiej, gdy od
      skrzyżowania ulic Świętokrzyskiej z Marszałkowską metro pojedzie pod pl.
      Piłsudskiego, przetnie Krakowskie Przedmieście i ul. Karową dotrze do Dw.
      Wileńskiego.

      To drobna zmiana, ale znaczenie ma ogromne. Dlatego Borowski, nim podjął
      ostateczną decyzję, zapytał o zdanie prezesa Metra. I usłyszał, że zmiana grozi
      utratą unijnej dotacji, bo wówczas nie będzie szansy, by na czas złożyć
      wniosek. A to dlatego, że musi on zawierać np. badania geologiczne, trzeba
      zrobić ocenę stanu technicznego budynków i przygotować raport oddziaływania na
      środowisko itp.

      Sporą część z potrzebnych dokumentów już mamy – mówi Grzegorz Żurawski,
      rzecznik Metra. – Prace przygotowawcze do budowy drugiej linii w osi
      Świętokrzyska-Tamka wykonujemy już od kilku lat. Jeśli teraz okaże się, że
      trzeba zmienić trasę, będziemy musieli starać się o wszystkie dokumenty od
      nowa – twierdzi Żurawski. A to musi potrwać. Nie da się błyskawicznie zbadać
      stanu technicznego budynków ani przygotować raportu oddziaływania na
      środowisko, bo na te czynności trzeba ogłaszać przetargi. Te zaś są blokowane,
      a czas leci.

      Kilka dni myślenia

      Metro wysuwa jeszcze jeden argument: stacje na skrzyżowaniu Nowego Światu ze
      Świętokrzyską i na Tamce lepiej obsłużą pasażerów, bo tam mieszka więcej ludzi.
      Tak wynika z niezależnych analiz. Nie wiadomo jednak, czy Jerzy Lejk, pełniący
      obowiązki prezesa Metra, przekonał w czasie wczorajszej rozmowy Michała
      Borowskiego. Mirosław Kochalski, który również uczestniczył w spotkaniu,
      powiedział nam, że wysłuchano argumentów i decyzja zapadnie w najbliższy
      wtorek.

      Argumenty ma bowiem metro, ale mają je także władze miasta. Ich zdaniem
      poprowadzenie drugiej nitki pod Krakowskim Przedmieściem sprawi, że łatwiejszy
      będzie dojazd tak do Uniwersytetu, jak i do Starego Miasta. Wbrew analizom
      przedstawionym przez Metro, miasto uważa, że to tam wsiądzie więcej osób.

      Fachowcy mówią, że w wersji Borowskiego jest i inne niebezpieczeństwo: może być
      zagrożony kościół Wizytek. Wykopy mogą sprawić, że kościół runie. Nie wiadomo
      też, jak zachowa się zabytkowy wiadukt Markiewicza, pod którym też pobiegnie
      tunel. Borowski zapewnia, że żadnego zagrożenia dla budowli nie ma.

      Na Bemowie zmienią

      Jedno jest pewne, zmiana trasy na odcinku od ronda Daszyńskiego do ul.
      Lazurowej jest przesądzona. Władze metra chciały kiedyś, by pociagi jeździły
      pod ul. Kasprzaka i Człuchowską. Ale Borowski forsuje wariant pod ul.
      Górczewską, bo tam mieszka więcej osób.

      Z tym Metro się zgadza. Tu nie ma niebezpieczeństwa utraty unijnych pieniędzy.
      Nie wiadomo bowiem, czy będziemy o nie występować. A jeśli, to nie wcześniej
      niż w 2010 r.

      2006-01-18

      SŁAWOMIR ŚLUBOWSKI
      • admiral_0000 Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 18.01.06, 10:02
        To kolejny dowód, że wszystkie koncepcje pana Borowskiego sa poronione - ten
        człowiek powinien jak naszybciej byc wykopany ze stołka - dość juz szkód w
        mieście narobił. Wszelkie plany przewidywały, że merto pójdzie pod Tamką i
        Portem Praskim. Obiło mi sie nawet o uszy, że najsłynniejszy blok na Kijowskiej
        zbudowany został tak a nie inaczej, bo przewidywano tam puszczenie tunelu metra.
        Ale co tam plany i załozenia - pan Borowski wie lepiej!!!
        Nie ważne, że ktoś wcześnie dopasowłą swoje plany do tych planów!!!
        I pożniej dziwić się, że w Warszawie taki chaos i nieład, w komunikacji,
        zagospodarowniau przestrzenym i całej reszcie.
        • polsmol Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 18.01.06, 14:50
          No jasne. Przecież metro buduje się dla metra a nie dla ludzi.
          Zastanów się, co piszesz. Jeśli metro zostanie zbudowane w zły sposób to skutki
          będą trwały przez dziesięciolecia a na koniec i tak trzeba by je przebudować za
          ogromne sumy. Dlatego należy starannie rozważyć wszystkie za i przeciw nawet,
          jeśli mielibyśmy stracić tą unijną dotację, której nawet jeszcze nie dostaliśmy.
          • admiral_0000 Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 18.01.06, 16:06
            Akurat kocepcja zaproponowana przez pana Borowskiego jest fatalna, do
            argumentów przedstawionych w tym kokretnie artykule dochodza
            tez "komunikacyjne" po stronie praskiej.
            Wejdź na stronę Siskomu w dział Metro i bedziesz mógł tam przeczytać artykuł z
            29.12.05 z Wyborczej bardzo trafnie moim zadaniem wskazujący na brak
            skomunikowania ze stacjami kolei podmijskich i uniemożliwnienie sprawnej osługi
            Stadionu Dziesięciolecia - kiedy wreszcze w miejscu bazarów powstanie centrum
            sportowo - konferencyjno - widowiskowe z prawdziwego zdazenia.
            Masz rację, metro czy trasy komunikacyjne buduje sie na dzesięciolecia nie
            wypada więc zakładać, że Jarmark europa będzie tam tkwił przez cały nastepny
            wiek.
            Nie można też nie brać pod uwagę faktu, że dotychczas na dokumentację wydano 5
            mln złotych (MOICH, TWOICH, WARSZAWIAKÓW), i w przypadku zmiany koncepcji te
            pieniądze pójdą w błoto.
            Jeśli chcesz dalej dyskutować przenieśmu dyskusję do odrębnego wątku.
            To wątek informacyjny i nie warto go zaśmiecać.
            • polsmol Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 19.01.06, 13:36
              admiral_0000 napisał:

              > Akurat kocepcja zaproponowana przez pana Borowskiego jest fatalna, do
              > argumentów przedstawionych w tym kokretnie artykule dochodza
              > tez "komunikacyjne" po stronie praskiej.
              > Wejdź na stronę Siskomu w dział Metro i bedziesz mógł tam przeczytać artykuł z
              > 29.12.05 z Wyborczej bardzo trafnie moim zadaniem wskazujący na brak
              > skomunikowania ze stacjami kolei podmijskich i uniemożliwnienie sprawnej osługi
              >
              > Stadionu Dziesięciolecia - kiedy wreszcze w miejscu bazarów powstanie centrum
              > sportowo - konferencyjno - widowiskowe z prawdziwego zdazenia.
              > Masz rację, metro czy trasy komunikacyjne buduje sie na dzesięciolecia nie
              > wypada więc zakładać, że Jarmark europa będzie tam tkwił przez cały nastepny
              > wiek.
              > Nie można też nie brać pod uwagę faktu, że dotychczas na dokumentację wydano 5
              > mln złotych (MOICH, TWOICH, WARSZAWIAKÓW), i w przypadku zmiany koncepcji te
              > pieniądze pójdą w błoto.
              > Jeśli chcesz dalej dyskutować przenieśmu dyskusję do odrębnego wątku.
              > To wątek informacyjny i nie warto go zaśmiecać.

              Tak jak napisałem wyżej uważam, że należy wybrać najlepsza koncepcję. Te 5 mln
              to naprawdę drobniaki w obliczu kosztów ewentualnej pomyłki.
              Nie twierdzę, że koncepcja Pana Borowskiego jest trafna. Po prostu nie mam w tej
              kwestii zdania.
              Natomiast z tego, co opisałeś wyżej wynika, że jednak obecne plany nie są
              doskonałe. Czy dobrze zrozumiałem?
              • admiral_0000 Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 19.01.06, 14:04
                Nie do końca.
                To, co jest proponowane do Towarowej - jest OK.
                Natomiast to, co jest za Swiętokrzyską i w praskiej częsci (zwłaszcza tutaj)
                jest złe.
                Jeśli chcesz dalej dyskutować to przenieśmy się na główne forum.
                Może administrator nam w tym pomoże i przeniesie cały sub wątek? ;-))
                • polsmol Re: Kosztowna zmiana trasy [metra] 19.01.06, 14:31
                  Zgadzam się. Administratorze pomóż! :-)
                  • siskom_tak Administratorze pomoż 19.01.06, 20:00
                    Niestety aż takich możliwości na tym forum nie ma, ale postaramy sięcoś
                    wymysleć...
    • admiral_0000 Włochy ponad prawem [niezłe!!!] 18.01.06, 10:21
      Wprawdzie luźno związane z drogami ale warto wiedzieć... i nie jeździć po
      Włochach;-)))

      www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=11&news_id=78835

      Włochy ponad prawem

      Dzielnica nie chce wypłacić odszkodowania za zniszczone auto

      Jeśli uszkodzisz auto na dziurawej ulicy we Włochach, nie licz na
      odszkodowanie. Będziesz musiał iść do sądu. Władze tej dzielnicy uważają,że
      płacić nie muszą.

      Przekonał się o tym Łukasz Sokół. Od siedmiu miesięcy walczy z urzędnikami o
      wypłatę odszkodowania. Kwota jest symboliczna – dwieście złotych. Tyle
      kosztowała naprawa uszkodzonego koła w nissanie pana Sokoła. – Wpadłem w dziurę
      na ul. Sabały przy skrzyżowaniu z ul. Lechicką – opowiada. – Jechałem wolno,
      ale dziury nie dało się ominąć. I Sabały i Lechicka to chyba najbardziej
      dziurawe ulice w mieście. Warszawiak wezwał policję, ta sporządziła notatkę.
      Rzeczoznawca wycenił szkody.
      Przyjdź pan z kołem

      Urząd nie chce jednak oddać pieniędzy. – Najpierw żądano ode mnie oświadczeń
      trzech świadków – mówi kierowca. – A ja mam tylko jednego, a to dla urzędników
      jest za mało. Potem kazano mi przynieść uszkodzone koło. W sumie byłem u
      urzędników kilkanaście razy. Po kilku tygodniach, dowiedziałem się w końcu, że
      i tak nie wypłacą mi odszkodowania. Poszedłem więc na skargę do burmistrza. Ten
      powtórzył słowa swoich podwładnych – twierdzi mężczyzna.

      Wiceburmistrz Włoch Michał Wąsowicz potwierdza: – Nie możemy temu panu wypłacić
      pieniędzy, ponieważ nie mamy odpowiednich procedur – stwierdza wiceburmistrz. –
      Po prostu nie mamy podstawy prawnej. Co w takim razie ma zrobić poszkodowany? –
      Niech idzie do sądu i tam szuka sprawiedliwości. Jeżeli zapadnie korzystny dla
      niego wyrok, to ja się do niego dostosuję i wypłacimy pieniądze – dodaje
      Wąsowicz.

      Postawą wiceburmistrza Włoch jest zdziwiony Piotr Segdaj, prawnik. – Nie wiem,
      o jakich procedurach mówi burmistrz. Odszkodowania można się domagać na mocy
      przepisów kodeksu cywilnego. Kto wyrządził szkodę, zobowiązany jest do jej
      naprawienia. I to jest ta „procedura”, której rzekomo nie ma burmistrz. Ulica
      jest dzielnicowa i dzielnica musi wziąć odpowiedzialność za szkodę – twierdzi
      mecenas Segdaj.

      Pójdę i wywalczę

      Na szczęście na większości ulic w mieście takich problemów nie ma. Bo zarządza
      nimi ZDM. – Nie każemy nikomu iść do sądu – zapewnia Adam Stawicki, rzecznik
      ZDM. Poszkodowany zapewnia, że do sądu pójdzie. Dla przykładu.

      2006-01-18

    • admiral_0000 Drogowe obietnice 19.01.06, 13:45
      Rząd zaprezentuje dzisiaj program budowy dróg do 2013 roku

      Za osiem lat mamy mieć ponad dwa tysiące kilometrów autostrad. Obecnie jest ich
      570 km. Tras w stanie złym ma pozostać pięć procent. Obecnie ok. 25 proc. nie
      nadaje się do jazdy.


      Ministerstwo transportu od kilku tygodni pracowało nad strategią rozwoju sieci
      drogowej. Dzisiaj w Strykowie pod Łodzią, w miejscu, gdzie w przyszłości
      przetną się najważniejsze polskie autostrady A1 i A2, premier Marcinkiewicz
      zaprezentuje założenia rządowej strategii. Nam udało się w Ministerstwie
      Transportu dowiedzieć wcześniej, o czym dzisiaj będzie mówił premier.


      Autostrady najważniejsze

      Po pierwsze, powie o rządowych priorytetach związanych z autostradami do 2013
      roku. Inwestycją nr 1 w tej dziedzinie będzie A1 od Gdańska przez okolice
      Łodzi, do Gorzyczek na granicy czeskiej. A1 ma być gotowa na całym odcinku w
      2010 roku. Do innych ważnych planów rząd zaliczył dokończenie budowy autostrady
      A2, tak by w 2013 roku łączyła Świecko z Warszawą (razem z systemem stołecznych
      obwodnic).

      Ważnym punktem programu jest finał prac na autostradzie A4, czyli stworzenie
      jednego, bezkolizyjnego ciągu między Krakowem a Zgorzelcem. Obecnie w Polsce
      mamy 570 km autostrad, w 2013 roku będziemy mieli ponad dwa tys. km dróg
      najlepszej jakości. Przynajmniej takie deklaracje padną z ust Marcinkiewicza.


      Ekspresówki też będą

      Premier będzie mówił też o budowie dróg ekspresowych, które od autostrad
      odróżnia to, że jezdnie są minimalnie węższe i są skrzyżowania z drogami
      poprzecznymi. Ministerstwo Transportu zakłada, że do 2009 roku gotowa będzie
      ekspresówka S-3 biegnąca od Szczecina przez Gorzów Wlkp. do Zielonej Góry. Do
      2013 roku trasa będzie wydłużona, najpierw do Legnicy, potem do przejścia
      granicznego z Czechami w Lubawce.

      W ciągu ośmiu lat mają powstać trasy ekspresowe Wrocław – Łódź – Warszawa oraz
      ciągnąca się przez ścianę wschodnią Suwałki– Białystok – Lublin – Rzeszów. Na
      tę inwestycję, planowaną od dawna, zdecydował się dopiero obecny gabinet.


      Kasa głównie z Unii

      Strategia do 2013 r. zakłada, że co roku dwa tysiące dróg krajowych (5 proc.
      całej sieci polskich tras, ponad 16 tys. km), będzie remontowanych. Dzięki tym
      zabiegom (głównie wyrównywanie i utwardzanie nawiechni) za osiem lat dróg
      krajowych w stanie złym będzie w Polsce tylko pięć proc., dzisiaj jest aż 24
      proc. Co czwarty kilometr wymaga natychmiastowego remontu.

      Głównym źródłem finansowania budowy i przebudowy sieci transportowej będzie
      pomoc pieniężna Unii Europejskiej.

      Do 2013 roku rząd chce pozyskać z Brukseli 14 mld euro, czyli ponad 53 mld zł.
      Do tego Polska dorzuci z własnego budżetu około 15 mld zł, co łącznie da niemal
      70 mld zł. Inwestycje autostradowe mają nadzorować tzw. podmioty specjalnego
      przeznaczenia, czyli spółki Skarbu Państwa. Ich celem będzie zdecydowane
      przyspieszenie inwestycji.

      Data: 2006-01-19

      • admiral_0000 Re: Drogowe obietnice 19.01.06, 14:29
        Słowo komentarza:
        Wyglada na to,że głownym priorytetem do 2013 r. ma być A1.
        Natomiast zarówno A2 jak i A4 ma osiągnąć ten stan, który przewdywano w 2008.
        Jak to się ma do planów zakończenia obu inwestycji w całości do 2013 r.?
        Innymi słowy - LIPA.
        Co do dróg ekspresowych;
        priorytetem ma być S3 - co w sumie jest zrozumiałe, bo premier pochodzi z
        Gorzowa. Ale to dobrze, ta trasa jes potrzebna bo chyba nie chcemy doprowadzić
        do zupełnej marginalizacji Szczecina przez porty niemieckie.
        S8 tez pełna zgoda - ta tarsa też jest potrzebna Wrocław to Warzny osrodek i
        dobre skomunikowanie ze stolicą jest wycoce wskazane i porządane.
        Nieco dziwi mnie S19 - ta trasa będzie miała potencjalnie znaczenie głównie
        militarne - szybki sprawny manewr odwodami bezpośrednio za linią frontu...
        Czyżby po ostatnich wydazeniach gazowych rząd przewidywał możliwość wybuchu
        wojny za naszą wschodnią granicą? ;-)))
        Nie ma nieststy mowy o S7 i S6 a przecież są to również potrzebne trasy.
        Szczególnie ta pierwsza jest niezwykle ważan i potrzebna.
        Czyli znów LIPA...
        Natomiast w zaopwiedzi o intensywnych remontach tras jakoś uwierzyć nie mogę,
        choć się bardzo staram. Czekaj tatka latka...
        • admiral_0000 Re: Drogowe obietnice 19.01.06, 14:31
          Ważny przez "rz" - kompromitacja!!! :-((
          Sorry za pomyłkę.
    • admiral_0000 Więcej stacji w Śródmieściu 26.01.06, 15:39
      Więcej stacji w Śródmieściu

      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060126/warszawa_a_6.html

      Władze Warszawy planują "zagęszczenie" pierwszej linii. Do końca 2008 roku mają
      powstać stacje Plac Konstytucji i Muranów

      www.rzeczpospolita.pl/teksty/warszawa_060126/warszawa_a_6-1.F.jpg



      - W tej chwili przez centrum przejeżdża pociąg ekspresowy, a nie metro - mówi
      Grzegorz Żurawski, rzecznik Metra Warszawskiego. - W dużych europejskich
      miastach 1,5 km między stacjami w ścisłym centrum to rzecz praktycznie
      niespotykana. Stacje dzieli nie więcej niż kilometr - tłumaczy.

      Perony na krawędzi
      Dlatego urzędnicy zaplanowali dwa dodatkowe przystanki na działającym odcinku
      pierwszej linii. Stacja Plac Konstytucji znajdzie się pod Marszałkowską między
      ul. Wilczą a pl. Konstytucji, a Muranów - pod ul. Andersa między Anielewicza a
      Dubois. Obie będą miały po dwie kondygnacje i tzw. perony krawędziowe (po obu
      stronach torów - jak na stacji Centrum).

      Z tych stacji zrezygnowano przed laty z powodu źle pojętych oszczędności.
      Według najnowszych wyliczeń, obie będą oblegane przez pasażerów. Skrzyżowanie
      Pięknej i pl. Konstytucji to w tejchwili zatłoczony punkt przesiadkowy. Z kolei
      od drugiej stacji blisko już do Starówki, Nowego Miasta i rozbudowującego się
      Muranowa.

      Sekretarz miasta Mirosław Kochalski zapewnił, że w ratuszu jest zielone światło
      dla tej inwestycji. Gotowe są już koncepcje przestrzenne. Urzędnicy złożyli też
      wniosek o decyzję lokalizacyjną. Do końca marca metro planuje ogłosić przetarg
      w trybie "zaprojektuj i wybuduj".

      Utrudnienia w weekendy
      Szacowany koszt to 120 mln zł. Naczelny architekt miasta Michał Borowski nie
      wyklucza ubiegania się o dofinansowanie tej inwestycji z UE. Planowany czas
      robót to lata 2007 - 2008. Będą prowadzone jednocześnie z budową nowych stacji
      na Bielanach: Słodowiec, Stare Bielany, Wawrzyszew i Młociny.

      W trakcie "dostawiania" przystanków Plac Konstytucji i Muranów warszawiacy
      muszą się liczyć ze wstrzymywaniem ruchu między Politechniką a Marymontem -
      pociągi będą kursowały tylko z Kabat do Politechniki. Według wiceprezesa metra
      Jerzego Lejka, utrudnieniada się ograniczyć tylko do letnich weekendów. Wtedy
      metro przewozi 50 - 80 tys. pasażerów dziennie (w dni powszednie ponad 370
      tys.).

      Jak zapewniają w Metrze Warszawskim, po otwarciu nowych stacji nie zmieni się
      częstotliwość kursowania - i to bez kupowania nowych pociągów. Jak to możliwe?
      W związku z modernizacją systemów sterowania ruchem od 2007 roku metro będzie
      jeździło 85 km/godz., czyli o 25 km/godz. szybciej niż teraz.

      KONRAD MAJSZYK
    • admiral_0000 Ślamazarne wydłużanie al. KEN 05.02.06, 19:43
      Krzysztof Śmietana 03-02-2006 , ostatnia aktualizacja 03-02-2006 23:33

      Choć pierwszy odcinek al. KEN na Mokotowie jest rozgrzebany od kilkunastu
      miesięcy, władze dzielnicy chcą budować kolejny. Dzięki niemu arteria ma ją
      połączyć z Ursynowem

      W mokotowskim oddziale Biura Naczelnego Architekta Miasta właśnie wyznaczana
      jest ostateczna lokalizacja al. Komisji Edukacji Narodowej między Wałbrzyską a
      Doliną Służewiecką. To brakujący odcinek, bez którego od lat aleja nie może
      połączyć Ursynowa z Mokotowem. Inwestycja nie będzie tania, bo trzeba zbudować
      estakady nad Potokiem Służewieckim.

      - W tym roku zaktualizujemy projekt budowlany i można już ogłaszać przetarg na
      wykonawcę prac - mówi Robert Garbarczyk z mokotowskiego wydziału infrastruktury.
      Burmistrz dzielnicy Ewa Węgłowska liczy, że miasto da pieniądze na inwestycję,
      bo znacznie poprawi ona wyjazd z Ursynowa do centrum. Kierowcy nie będą skazani
      na wiecznie zakorkowaną Puławską. Budowa tego odcinka zacznie się najwcześniej
      za rok.

      Na razie jednak wytyczanie al. KEN na Mokotowie przebiega niezwykle ślamazarnie.
      Od wielu miesięcy mieszkańcy oglądają rozgrzebaną budowę odcinka między
      Wałbrzyską a al. Wilanowską. Od końca 2004 r. prace prowadziło tu Miejskie
      Przedsiębiorstwo Robót Drogowych, które wsławiło się rozgrzebaniem Marynarskiej
      i Górczewskiej. W przypadku al. KEN władze Mokotowa powiedziały firmie dość i
      zrobiły to samo co Zarząd Dróg Miejskich na Marynarskiej i Górczewskiej -
      zerwały umowę z MPRD. - Firma napisała na transparentach, że rzekomo jesteśmy im
      winni 3,5 mln zł. A jest wręcz odwrotnie. To oni zalegają nam 2,5 mln zł. To
      niezapłacone kary za opóźnienia - mówi Ewa Węgłowska.

      Przyczyną wyrzucenia MPRD były jednak nie tylko ogromne opóźnienia na budowie.
      Okazało się też, że firma położyła zbyt cienką podbudowę. W przyszłości mogłoby
      to mieć fatalny wpływ na stan nawierzchni. Teraz władze Mokotowa chcą przekonać
      prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, by zgodził się wybrać następcę MPRD bez
      przetargu. Jeśli tak się stanie, ulica ma zostać skończona do połowy roku.

      W powijakach jest za to budowa trzeciego odcinka al. KEN na Mokotowie - łukiem
      na północ od al. Wilanowskiej. Dzięki niemu auta z Ursynowa mogłyby płynnie
      wjeżdżać w Puławską lub przez Domaniewską do al. Niepodległości. Jednak
      niektórzy właściciele gruntów nie zgadzają się na podział ich działek. Plany
      przedłużenia ulicy oprotestowali też mieszkańcy nowych apartamentowców w pobliżu
      dawnego Dworca Południowego. A deweloperzy zbudowali domy tuż przy planowanej
      arterii i nie poinformowali mieszkańców o jej przebiegu. Kiedy powstanie, nie
      wiadomo.
    • tarantula01 Unijna dotacja może przepaść 11.02.06, 20:35
      AUTOSTRADY Trzeba zbudować część autostrady do końca 2008 roku

      Unijna dotacja może przepaść


      Po raz kolejny nie został rozstrzygnięty przetarg na budowę autostrady A4 na
      odcinku Zgorzelec - Krzyżowa. Jeśli nie uda nam się szybko wybrać wykonawcy,
      Polska może stracić 250 mln euro pomocy z Unii
      www.rzeczpospolita.pl/teksty/wydanie_060211/ekonomia_a_18-2.F.jpg
      Pechowy odcinek autostrady A4 ma kosztować 1,2 mld zł. Aż 80 proc. z tej kwoty
      to bezzwrotna pomoc z Unii Europejskiej. Ale żeby ją dostać, trzeba zbudować
      ten fragment autostrady do końca 2008 roku. Szanse na to są coraz mniejsze. -
      Jeżeli za dwa miesiące uda nam się ogłosić trzeci już przetarg na wykonawcę,
      możemy zakończyć inwestycję do końca 2008 roku - zapewnia optymistycznie
      Andrzej Maciejewski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.
      Pierwszy przetarg na budowę odcinka autostrady A4 został ogłoszony we wrześniu
      2005 roku. Dwa miesiące później został unieważniony. Powodem był protest, który
      złożyła firma budowlana Walter Heilit. Jej zastrzeżenia wzbudziły wówczas
      wymagania, które znalazły się w specyfikacji przetargowej. Na przykład, aby
      kierownik budowy, jego zastępca i kierownik robót mostowych mieli wyższe
      wykształcenie.
      - Tym razem przetarg unieważniono na wniosek jednego z potencjalnych
      wykonawców, firmy GTM Terrassement SAS - mówi Anita Wichniak-Olczak, rzecznik
      prasowy Urzędu Zamówień Publicznych.
      Zastrzeżenia znów dotyczyły warunków przetargu. - Zespół arbitrów zgodził się z
      firmą GTM Terrassement SAS, że nasze wymagania ograniczały uczciwą konkurencję.
      Chcieliśmy, aby trzy osoby znały procedury FIDIC, czyli międzynarodowe
      standardy prowadzenia prac budowlanych - wyjaśnia Maciejewski.
      Z firmą GTM Terrassement SAS nie udało nam się skontaktować.
      Budowa autostrady A4 jest jednym z największych i najdroższych przedsięwzięć
      realizowanych przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Unia
      Europejska dopłaca do tej inwestycji z Funduszu Spójności. Łącznie dyrekcja
      realizuje pięć projektów ze wsparciem z tego funduszu. Ich wartość wynosi 1 mld
      165,5 mln euro, wkład Wspólnoty to 960,2 mln euro.
      Na wykorzystanie unijnego wsparcia mamy czas do końca 2008 roku. Dyrekcja Dróg
      i Autostrad zapewnia, że zdążymy. Ale realizacja tylko jednego projektu z tej
      puli została już rozpoczęta - to odcinek autostrady A2 między Koninem a
      miejscowością Emilia. Przetarg na kontrakt wartości 380 mln euro udało się
      rozstrzygnąć bez niespodzianek. Prace, obecnie zaawansowane w 80 proc., mają
      potrwać do grudnia 2006 roku.
      Dopiero pod koniec kwietnia będą znane wyniki przetargu na zarządzanie i nadzór
      nad budową autostrady A1 na odcinku Sośnica - Gorzyczki. Wartość inwestycji
      szacowana jest na 233,5 mln euro, z czego z Unii dostaniemy 193,8 mln euro.
      Wciąż nie udało się ogłosić przetargu na budowę drogi ekspresowej nr 8 na
      odcinku Radzymin - Wyszków. Tym razem protestują ekolodzy. - Organizacje
      ekologiczne złożyły klika uwag do wniosku o wydanie pozwolenia na budowę. Aby
      obeszło się bez dalszych protestów z ich strony, wnioski ekologów uwzględnimy w
      dokumentacji - zapowiada Andrzej Maciejewski.
      Przetarg na odcinek "ósemki" prawdopodobnie będzie ogłoszony na przełomie marca
      i kwietnia tego roku. Wartość projektu wynosi 170 mln euro, a 140 to wkład
      unijny.
      W ciągu trzech miesięcy Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad planuje
      podpisanie pierwszego kontraktu na przebudowę drogi krajowej nr 2 na odcinku z
      Siedlec do Terespola. Droga ma zostać oddana do użytku pod koniec 2007 roku. O
      ile wyniki któregoś z czterech przetargów nie zostaną zakwestionowane.
      Inwestycja ma kosztować 74,8 mln euro, z tego 62,1 mln będzie pochodzić ze
      środków unijnych.
      AGNIESZKA STEFAŃSKA

      Piotr Wiśniewski, prezes Instytutu Zamówień Publicznych
      Najczęstszą przyczyną unieważniania przetargów są nieprawidłowości już na
      wstępnym etapie, polegające na niezgodnym z prawem zamówień publicznych
      określeniu warunków udziału w postępowaniu. Ogłaszający przetarg bardzo często
      oczekują od przyszłych wykonawców więcej, niż pozwala im na to prawo. Ponieważ
      po ogłoszeniu przetargu jego warunków nie można zmienić, wykonawcy w trosce o
      swój interes wnoszą liczne protesty oraz odwołania, co najczęściej kończy się
      unieważnieniem postępowania.
      • tarantula01 AUTOSTRADA A4 Błędy w dokumentacji 11.02.06, 20:36
        AUTOSTRADA A4 Błędy w dokumentacji

        Możemy stracić dotację

        Rok dłużej poczekamy na oddanie odcinka autostrady A4 między Zgorzelcem a
        Krzyżową. Już drugi raz nie udało się rozstrzygnąć przetargu na budowę.

        Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo kierowców. Jeżeli inwestycja przeciągnie się
        poza rok 2008, stracimy dotację z Unii Europejskiej, która ma pokryć 80 proc.
        kosztów projektu.
        Przetarg został unieważniony na wniosek jednej ze startujących w nim spółek,
        która dopatrzyła się błędów w dokumentacji. Z podobnego powodu fiaskiem
        zakończyło się jesienią zeszłego roku pierwsze postępowanie. - Jeśli za dwa
        miesiące uda nam się ogłosić trzeci przetarg, zakończymy inwestycję do końca
        2008 roku - zapewnia Andrzej Maciejewski, rzecznik Generalnej Dyrekcji Dróg
        Krajowych i Autostrad.
        Podobnie jest z poszukiwaniem wykonawców innych odcinków polskich dróg. Budowę
        opóźniają nie tylko protesty firm, które rywalizują o zamówienia, ale także
        ekolodzy.
        Agnieszka Stefańska
    • merytoryka Miliardowe plany w mazowieckim 15.02.06, 09:56
      Miliardowe plany w mazowieckim

      2006-02-13 14:20
      Źródło: GDDKiA O/Warszawa, mojeauto.pl
      Anna Kluba


      Warszawski oddział GDDKiA w 2006 roku na budowę, rozbudowę oraz utrzymanie
      infrastruktury drogowej zamierza wydać łącznie ponad 1.718 mln zł. Dla
      porównania w 2005 roku inwestycje zamknęły się kwotą 654,2 mln zł.

      W roku 2006 GDDKiA O/Warszawa planuje odnowę lub położenie nowej nawierzchni na
      blisko 11% dróg krajowych w woj. mazowieckim. Ponadto kontynuowane będą prace
      przygotowawcze dla zadań, których realizację planuje się w latach 2007-2013.
      Zadania te są związane z kształtowaniem warszawskiego węzła dróg ekspresowych,
      budową obwodnic oraz rozbudową najważniejszych dróg (m.in. do parametrów
      ekspresowych). W zakresie poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego warszawski
      oddział planuje przebudowę trzech skrzyżowań.

      Z analizy za 2005 rok wykonanej przez GDDKiA wynika, że blisko 31% długości
      mazowieckich dróg ma nawierzchnię w złym stanie, a ponad 21% ma nawierzchnię w
      stanie niezadowalającym. "W roku 2006 powinien nastąpić wzrost udziału stanu
      dobrego nawierzchni co wynika z planowanych robót, które dadzą efekt w postaci
      odnowionej lub nowej nawierzchni na drogach krajowych, na łącznej długości
      około 239,2 km w tym 216,6 km odnowy nawierzchni" - informują drogowcy. Na
      liście odnawianych tras znalazły się między innymi: DK 7 Glinojeck - Płońsk (7,8
      km), DK 10 Drobin - Płońsk (25,2 km), DK 60 Ciechanów - Raciąż (38,2 km), DK 61
      Pułtusk (5,7 km), DK 61 Laski - Różan (20,8 km).

      W ramach inwestycji będą KONTYNUOWANE BĘDĄ ZADANIA:

      * wzmocnienie drogi nr 50 na odcinku Grójec - Mińsk Maz. wraz z budową
      obwodnic miejscowości Słomczyn, Drwalem, Chynów i Stojadła - o łącznej długości
      67,1 km, wartość kosztorysowa zadania 305,3 mln zł., planowane zakończenie -
      2008 r.,
      * przebudowa drogi krajowej nr 60 odc. Raciąż - Glinojeck-Ciechanów -
      długości 22,6 km, wartość kosztorysowa zadania 18,3 mln zł., planowane
      zakończenie - 2006 r.,
      * budowa obwodnicy Garwolina w ciągu drogi nr 17 - długości 11,4 km, wartość
      kosztorysowa zadania 240,7 mln zł., planowane zakończenie - 2008 r.,
      * budowa obwodnicy Jabłonnej w ciągu drogi nr 61 - długości 3,7 km, wartość
      kosztorysowa zadania 58,5 mln zł., planowane zakończenie - 2007 r.,
      * budowa drogi S-8 odc. Radzymin-Wyszków z obwodnicą Wyszkowa - długości 36
      km, wartość kosztorysowa zadania 762,5 mln zł., planowane zakończenie - 2008 r.

      W 2006 ROKU ROZPOCZNĄ SIĘ PRACE:

      * budowa drogi S-2 Konotopa - Puławska wraz z budową łącznika z MPL Okęcie i
      ul. Marynarską (S-79) - 21,5 km, wartość kosztorysowa zadania- 2.347,7 mln zł,
      realizacja w latach 2006-2010,
      * budowa drogi S-7 obwodnica Grójca - 8 km, wartość kosztorysowa zadania-
      195,4 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * budowa drogi S-7 Grójec - Białobrzegi - 17,8 km, wartość kosztorysowa
      zadania - 512,1 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * budowa drogi S - 7 Białobrzegi - Jedlińsk - 15,7 km, wartość kosztorysowa
      zadania- 470,0 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * budowa węzła Załuski na drodze Nr 7 - 1,35km, wartość kosztorysowa
      zadania- 23,9 mln zł, realizacja w latach 2006-2007,
      * rozbudowa drogi Nr 7 na obwodnicy Płońska - 5,7 km, wartość kosztorysowa
      zadania- 145,8 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * budowa drogi S-8 gr. m. st. Warszawy - węzeł Paszków wraz z drogą Nr 7 w
      węźle Magdalenka - 14,9 km, wartość kosztorysowa zadania- 672,8 mln zł,
      realizacja w latach 2006-2009,
      * budowa drogi S-8 Konotopa - ul. Powązkowska w Warszawie - 10,1 km, wartość
      kosztorysowa zadania- 523,4 mln zł, realizacja w latach 2006-2009,
      * budowa obwodnicy Gostynina na drodze Nr 60 - 8,3 km, wartość kosztorysowa
      zadania- 85,7 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * przebudowa drogi Nr 61 Zegrze - Serock - 2,8 km, wartość kosztorysowa
      zadania- 44,3 mln zł, realizacja w latach 2006-2008,
      * przebudowa drogi Nr 79 Warszawa - Piaseczno (ul. Energetyczna) wraz z
      połączeniem CH Auchan - 1,9 km, wartość kosztorysowa zadania- 42,3 mln zł,
      realizacja w latach 2006-2007.


      W sumie warszawski oddział GDDKiA zamierza w tym roku wydać ponad 1.718 mln zł.
      z tego na: inwestycje (1.201,6 mln zł), odnowy i wzmocnienia (220,0 mln zł).
      "W 2006 roku na wykupy gruntów Oddział w Warszawie planuje wydatkować 570,6 mln
      zł, (w tym na tematy nie ujęte w spisie zadań inwestycyjnych w bieżącym roku -
      190,9 mln zł), co pozwoli na pozyskanie przez Oddział 8 960 działek niezbędnych
      dla w/w inwestycje" - zapowiada GDDKiA.

      W 2006 roku pracami przygotowawczymi objęte zostanie szereg zadań, których
      realizację planuje się w latach 2007-2013. Zadania te są związane z
      kształtowaniem warszawskiego węzła dróg ekspresowych, budową obwodnic oraz
      rozbudową najważniejszych dróg. Są to następujące inwestycje:

      Są to następujące INWESTYCJE (2007-2013):

      * budowa autostrady A-2 wraz z budową obwodnicy Mińska Maz.,
      * budowa drogi S-2,
      * budowa drogi S-7 wraz z budowa obwodnic Płońska i Radomia,
      * budowa drogi S-8,
      * budowa drogi S-17 (Wschodnia Obwodowa Warszawy),
      * przebudowa drogi krajowej nr 2 na odc. (Warszawy) Zakręt- Siedlce wraz z
      obwodnicą Siedlec,
      * budowa obwodnicy Iłży w ciągu drogi krajowej nr 9,
      * rozbudowa drogi krajowej nr 50 na odc. Nacpolsk - Wyszogród wraz z
      obwodnicą Rębowa,
      * budowa obwodnicy Żyrardowa w ciągu drogi krajowej nr 50,
      * w ciągu drogi krajowej nr 60 budowa obwodnic: Gostynina i Raciąża,
      * w ciągu drogi krajowej nr 61 budowa obwodnic Serocka i Pułtuska,
      * budowa obwodnicy Góry Kalwarii w ciągu dróg krajowych nr 79 i 50,
      * rozbudowa drogi krajowej nr 79 na odc. Piaseczno (ul.Energetyczna) - Góra
      Kalwaria.

      W zarządzie GDDKiA Oddziału w Warszawie znajduje się ponad 2176 km dróg
      krajowych. Na sieci drogowej oddziału, zlokalizowanych jest 352 mostów i
      wiaduktów. Długość sieci drogowej Oddziału w Warszawie stanowi ponad 12% sieci
      dróg krajowych zarządzanych przez GDDKiA.
      • grzegorz_zz Re: Miliardowe plany w mazowieckim 15.02.06, 10:18
        Jak nie wjada pierwsze koparki na teren planowanych dróg S7 i S8 w Konotopie, to
        nie uwierzę.
    • tarantula01 Inwestycje uwolnione 19.03.06, 16:36
      Inwestycje uwolnione

      Nowe prawo wyeliminuje większość przetargowych blokad

      Każdy bezzasadny protest, a takich było w stolicy ostatnio wiele, będzie
      oznaczał dla protestującej firmy kłopoty finansowe. Warszawa ma się niebawem
      odbić od inwestycyjnego dna.

      Już w kwietniu ma obowiązywać nowe prawo zamówień publicznych. Dzięki niemu
      stolica wreszcie zacznie rozwijać się w dużym tempie. Liczba przetargów na
      potrzebne inwestycje miejskie zablokowanych przez przegrane firmy ma zmaleć do
      minimum.
      Blokowali, co się da

      W ostatnich latach nie było w Warszawie poważnej inwestycji, która nie byłaby
      wstrzymana przez kilka miesięcy ze względu na odwołania przegranych firm. Ich
      protesty wstrzymywały automatycznie dalszą procedurę wyboru wykonawcy prac
      budowlanych. W ub.r. z ponad 1,4 mld zł na inwestycje wydano tylko 900 mln.
      Głównie przez protesty.

      Wcześniej dwukrotnie rozpisywano przetargi na przebudowy ronda przy Wołoskiej,
      Górczewskiej, Al. Jerozolimskich, Marszałkowskiej oraz wiaduktu nad torami PKP
      przy ul. Żelaznej. Zawsze z powodu nieuzasadnionych blokad przygranych firm.
      Rekord padł w przypadku modernizacji al. Jana Pawła II. Tu, zanim wybrano
      wykonawcę prac, przetarg był powtarzany cztery razy.

      Wszystkie te przypadki pokazały władzom Warszawy, że prawo zamówień publicznych
      trzeba uprościć i znowelizować tak, aby budowanie w Polsce obiektów publicznych
      nie było koszmarem. To właśnie z inicjatywy władz stolicy Sejm kilka dni temu
      przegłosował niezbędne zmiany. Teraz musi je przyjąć Senat i podpisać
      prezydent. Niemal na pewno nie będzie z tym żadnych problemów.

      Kosztowne protesty

      Co zakłada nowa ustawa? Najważniejsza zmiana, która ma szansę odblokować
      warszawskie inwestycje, to wprowadzenie obostrzeń dla firm chcących protestować
      przeciw przetargom. Protest będzie możliwy dopiero po wpłaceniu w sądzie kaucji
      w wysokości trzech proc. wartości inwestycji. W przypadku inwestycji przy
      Galerii Mokotów, której koszt jest szacowany na ponad 47 mln zł, wadium
      wyniosłoby prawie 1,5 mln zł. Teraz takie odwołanie kosztuje bez względu na
      wartość inwestycji niecałe pięć tys. zł. W świetle nowych przepisów, jeśli
      protestująca firma nie będzie miała racji, wadium wpłacone w chwili złożenia
      protestu przepadnie na rzecz państwa.

      Minister: będzie lepiej

      – Oprócz tego wprowadziliśmy zapisy, które skracają czas składania odwołań i
      uniemożliwiają odwoływanie się na dowolnym etapie procedury przetargowej, jak
      było do tej pory. Jest też możliwość łączenia rozpraw odwoławczych – wyjaśnia
      ŻW Tomasz Nowakowski, wiceminister rozwoju regionalnego i autor projektu zmian
      w prawie zamówień. – Nowe przepisy mają usprawnić proces inwestycyjny.

      Przyspieszyć to, co w związku z nienajlepszym prawem obecnie obowiązującym
      zostało zaniedbane – dodaje Tomasz Nowakowski. Dzisiaj, według Urzędu Zamówień
      Publicznych, około 20 proc. przetargów rocznie jest blokowanych przez
      odwołania.

      Miasto zaciera ręce

      Mirosław Kochalski, p.o. prezydenta Warszawy, a wcześniej szef biura zamówień
      publicznych w Ratuszu, triumfuje. Najbardziej cieszy go właśnie przepis
      dotyczący sądowej kaucji. Jego zdaniem, nowe prawo, choć nie jest jeszcze
      doskonałe i wymaga drobnych korekt, spowoduje, że nareszcie będzie można
      rozkręcić na masową skalę inwestycje w Warszawie. – Jestem pewien, że protesty,
      jeśli będą, to jedynie sporadycznie – ocenia Kochalski.

      Także niezależni eksperci oceniają, że zmiany idą w dobrym kierunku. – Wydawać
      publiczne pieniądze będzie przy nowym prawie znacznie łatwiej – mówi ŻW Antoni
      Łepkowski z Centrum im. A. Smitha.

      – Trzeba jednak pamiętać, że dobre prawo to nie wszystko. Urzędnicy muszą
      pracować sprawniej niż do tej pory, szybciej przygotowywać te wydatki. Tylko
      pod takim warunkiem rozwój Warszawy stanie się możliwy – dodaje Rafał
      Szczepański, deweloper i analityk stołecznego rynku budowlanego.

      2006-03-18
      MARCIN HADAJ mhadaj@zw.com.pl
      www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_a_ListNews1&news_cat_id=11&news_id=82963

      Węzeł przy Wołoskiej wyceniono na 47 mln zł - w ciągu ok. 2 lat wartość tego
      remontu wzrosła o 50%. Dlaczego tak się stało? Podobno ceny stali i koszty
      robocizny zdrożały...
      • corgan1 koszty robocizny wzrosły? 19.03.06, 20:03
        albo poszła w góre skladka na ZUS ale nic o tym nie wiem albo może faktycznie
        firmy budowlane zaczeły płacić wiecej swoim robotnikom co mało prawdopodobne
        albo co bardziej prawdopodobne - Mostostal ma wyzsze pensje swojego zarządu
        hehehe
        • polsmol Re: koszty robocizny wzrosły? 19.03.06, 20:45
          corgan1 napisał:

          > albo poszła w góre skladka na ZUS ale nic o tym nie wiem albo może faktycznie
          > firmy budowlane zaczeły płacić wiecej swoim robotnikom co mało prawdopodobne
          > albo co bardziej prawdopodobne - Mostostal ma wyzsze pensje swojego zarządu
          > hehehe

          A może wielu robotników wyjechało do Anglii powodując zmniejszanie podarzy na
          rynku pracy i tym samym wzrost płac?
          Natomiast ceny stali znacznie wzrosły w ostatnich latach tak samo jak ropa.
          Wszystko przez olbrzymie zapotrzebowanie rozwijającej się chińskiej gospodarki.
          To tak tytułem dygresji.
    • yasioo7 Re: Ciekawy artykuł 17.08.06, 13:07
      www.wprost.pl/ar/?O=92899&C=57
      Pociąg do nieszczęścia
      Tygodnik "Wprost", Nr 1233 (30 lipca 2006)


      Za półdarmo weźmiemy sto miliardów euro kłopotów

      Witold M. Orłowski

      Będzie za co zmyć narodową hańbę - ostatnie miejsce w cywilizowanej Europie pod
      względem rozwoju nowoczesnych dróg i kolei. Otrzymamy 60 mld euro, kwotę, przy
      której nasze wydatki w ostatnich kilkunastu latach na autostrady, koleje i
      mosty wydają się nędznymi groszami. Pieniądze te dostaniemy, tak jak przed laty
      otrzymały je Hiszpania i Portugalia - dzięki własnym staraniom, a także
      lobbingowi, czy to francuskiemu, czy to niemieckiemu. Bo firmy z tych krajów,
      na przykład w wypadku wybudowania w Polsce superszybkich kolei, zarobią
      najwięcej. Jeśli unijne miliardy weźmiemy na łapu-capu (a wiele na to
      wskazuje), wraz z nimi możemy dostać o wiele większe kłopoty niż Hiszpanie i
      Portugalczycy, i wtedy nie wykaraskamy się z nich przez dziesiątki lat. Słowem,
      za kilkanaście lat 60 mld euro źle przyjętych dotacji może się równać w
      skrajnie niekorzystnym wariancie nawet stu miliardom euro kłopotów.

      Głupi dwa razy traci
      Z jednej strony unijnych miliardów stoi groźna Bruksela żądająca szczegółowych
      informacji na temat projektów i drobiazgowych kontroli sposobu wydawania
      pieniędzy. Z drugiej strony mamy naszą własną nieudolność, nieumiejętne
      zarządzanie projektami, słabą rodzimą biurokrację podnoszącą do trzeciej potęgi
      wszelkie wymogi Brukseli. Mamy też kłopoty z przetargami, podejrzenia o
      korupcję i ryzyko oddania nie wykorzystanych lub nieprawidłowo wykorzystanych
      pieniędzy. Widząc, że udało się wydać kolejne miliony euro, oddychamy z ulgą.
      Widząc, że grozi oddanie ich do unijnej kasy, drżymy z przerażenia.
      Problem tkwi w tym, że prawidłowe - z formalnego punktu widzenia - wydanie
      unijnych pieniędzy wcale nie załatwia sprawy. Na dłuższą metę w grę wchodzi to,
      na co dziś mało kto w Polsce zwraca uwagę, czyli efektywność ich wykorzystania.
      Innymi słowy, zamiast stawiać sobie pytanie:, "czy wydamy?", należałoby raczej
      spytać: "w jaki sposób wydamy?". Może się bowiem okazać, że pieniądze można
      było wydać znacznie lepiej. A nawet - w skrajnej sytuacji - może się okazać, że
      lepiej byłoby w ogóle nie wydać ich części, niż wydać je w sposób niemądry.




      Zysk, czyli strata
      Jak to? - spyta ktoś. Skoro na stole leżą pieniądze - nie nasze, nie pochodzące
      z kredytu, dostępne za darmo - to jakim cudem ich wydanie, choćby w sposób
      bardzo nieefektywny, może nam zaszkodzić? Otóż może - z dwóch powodów. Po
      pierwsze, świat jest skonstruowany w taki sposób, że nawet największych
      pieniędzy prędzej czy później musi zabraknąć. Dziś może nam się wydawać, że
      unijna kasa nie ma dna. Jeśli jednak nauczymy się skutecznie do niej sięgać i
      wydawać pieniądze na wielkie i kosztowne projekty, szybko się okaże, że na inne
      projekty pieniędzy zabraknie. Dobrym przykładem do nienaśladowania mogą być pod
      tym względem hiszpańskie pociągi. Hiszpania, największy odbiorca dziesiątków
      miliardów euro unijnych dotacji, przeznaczyła ogromne sumy na modernizację
      sieci kolejowej. Kraj w szybkim tempie rozbudowuje sieć ultraszybkich pociągów
      AVE, stanowiących wersję francuskich TGV. Polskiego turystę, który wsiada w
      Madrycie do lśniącej lukstorpedy, aby po dwóch i pół godzinie wysiąść w
      odległej o niemal 500 km Sewilli, pomysł ten może rzucić na kolana. Mniej
      jednak efektownie będzie wyglądać informacja, że linia wybudowana w 1992 r. za
      ponad 5 mld euro nie ma szansy na siebie zarobić, m.in. ze względu na
      koszmarnie wysokie koszty utrzymania infrastruktury (sprytne rządy mogą
      oczywiście ukrywać ten deficyt, przerzucając koszty w inne miejsca). Co jednak
      najgorsze, już na początku lat 90. zwrócono uwagę na fakt, że za cenę
      konstrukcji lśniącej zabawki można było zmodernizować całą, liczącą 13 tys. km,
      hiszpańską sieć kolejową tak, by normalne pociągi mogły po niej jeździć z
      prędkością 200 km na godzinę. Pieniędzy wydanych w jednym miejscu oczywiście
      zabrakło w innym. TGV mknęły więc z Madrytu do Sewilli o dwie godziny krócej
      niż poprzednio, za to na niezliczonych kilometrach hiszpańskich linii
      kolejowych inne pociągi nadal wlokły się z prędkością 40 km na godzinę.
      Bardzo często zapomina się o tym, że na samej inwestycji sprawa się nie kończy -
      po jej zbudowaniu trzeba co roku płacić za jej utrzymanie. Jeśli mówimy o
      dobrze zaplanowanym projekcie, który doprowadzi do wzrostu zamożności kraju i
      zapewni wystarczający strumień dodatkowych dochodów na pokrycie zwiększonych
      kosztów operacyjnych, nie ma problemu. Co jednak z projektem, który nie zapewni
      takich dochodów? Przykładem do nienaśladowania mogą się stać portugalskie
      autostrady. Portugalia podobnie jak Polska cierpiała z powodu niedorozwoju
      nowoczesnej sieci drogowej. Budowa 2000 km autostrad, sfinansowana głównie
      przez unię, wydawała się więc cudownym rozwiązaniem, pod którym podpisałby się
      każdy. Tyle że zbudowano system dróg, którego roczne utrzymanie kosztowało
      więcej, niż portugalski budżet był w stanie wytrzymać. Co roku rząd musiał za
      ten luksus płacić ponad pół miliarda euro (0,5 proc. PKB) - więcej niż wynosił
      cały dotychczasowy budżet portugalskiego drogownictwa! Znaleziono wyjście z
      pułapki, drastycznie podwyższając opłaty za korzystanie z dróg. Co jednak
      zrobić w sytuacji, jeśli za unijne pieniądze dokonamy wielkiej inwestycji,
      podnoszącej wprawdzie jakość i wygodę życia, ale nie przynoszącej żadnego
      dodatkowego dochodu? Zwłaszcza że koszty finansowanych w taki sposób inwestycji
      często wymykają się spod kontroli, bowiem wykonawca jest zainteresowany tym,
      aby były one jak najwyższe (kto chce, niech sobie przypomni wynegocjowany koszt
      budowy odcinka autostrady Gdańsk - Toruń, tak wysoki jakby autostradę trzeba
      było budować tunelami przez wysokie góry). Polska stoi więc przed oczywistym
      wyborem: współfinansowane z unijnych pieniędzy inwestycje muszą wpływać na
      podwyższenie tempa wzrostu gospodarczego, bo inaczej szybko się okaże, że nie
      stać nas na utrzymanie wybudowanych dróg, kolei czy oczyszczalni ścieków.

      Sto milionów na minutę
      Od kilku lat mówiłem, że czekam na moment, kiedy padnie pierwsza propozycja
      wykorzystania unijnych dotacji na konstrukcję w Polsce superszybkich pociągów.
      Nie trzeba było czekać zbyt długo - już obecnie pojawiła się idea, by PKP za
      miliardy euro wybudowały linię kolejową o kształcie litery Y, łączącą Warszawę,
      Łódź, Wrocław i Poznań. Polskie superszybkie pociągi teoretycznie miałyby
      umożliwić pokonanie trasy Warszawa - Łódź w 45 min, a trasy Warszawa - Wrocław -
      w 1 godz. 40 min.
      Budowa linii Y jest jednym ze znakomitych pomysłów na zagospodarowanie znacznej
      części dostępnych pieniędzy. Nie musimy się specjalnie martwić o to, czy
      Bruksela zgodzi się finansować linię Y. Wystarczy tylko dokonać wyboru: jeśli
      zadeklarujemy, że będą po niej jeździć pociągi francuskiej TGV, lobbingiem
      zajmie się Paryż, jeśli wybierzemy niemieckie pociągi Siemensa, o przepchnięcie
      projektu zadba Berlin.
      Co zyska Polska? Wyobraźmy sobie, że zamiast zainwestować unijne pieniądze w
      rozsądną poprawę stanu torów (dzięki czemu pociągi jeździłyby z szybkością 180
      km na godzinę), wydamy kilka miliardów euro więcej na konstrukcję superszybkiej
      linii Y. Spowoduje to, że zamiast jeździć
      z Warszawy do Łodzi w godzinę, będziemy jeździć o kwadrans krócej, a do
      Wrocławia - o pół godziny krócej (każda minuta oszczędności będzie więc pewnie
      kosztować ponad 100 mln euro). Podróżni będą oczywiście zadowoleni, ale efekt
      dla rozwoju gospodarczego Polski będzie zerowy. A na modernizację torów na
      innych odcinkach zabraknie funduszy, więc ten, kto nie będzie miał szczęścia
      przemieszczać się linią Y, będzie wlókł się noga za nogą jak dziś.

      Walka postu z karnawałem
      W miarę coraz głębszego sięgania przez Polskę do unijnej
      • yasioo7 Cd artykułu z Wprost 17.08.06, 16:03
        Walka postu z karnawałem
        W miarę coraz głębszego sięgania przez Polskę do unijnej kasy coraz bardziej
        będzie rosła presja na to, aby pieniądze wydawać na kosztowne, ambitne i
        efektowne projekty, nie przyczyniające się do rozwoju gospodarczego kraju. W
        porównaniu z projektami oszczędnymi, małymi, skierowanymi na wzrost gospodarczy
        (na przykład nakładami na rozwój kapitału ludzkiego, na innowacje w małych
        firmach czy na usprawnienie instytucji otoczenia rynku) wielkie projekty będą
        kusić łatwością uzyskania pieniędzy, blichtrem i międzynarodowym poparciem. I
        będą zapewne wygrywać.
        Kiedy podobne dysydenckie myśli przedstawiłem na pewnej konferencji dotyczącej
        wydatkowania unijnych funduszy, uczestnik z Węgier wstał i z oburzeniem
        stwierdził, że sprawy nie wolno stawiać w ten sposób. Jak mogę odmawiać ludziom
        w Europie Środkowej tak bardzo im potrzebnej poprawy komfortu życia, na którą
        od lat zasługiwali? - zapytał. Otóż mogę, bo uważam, że choć miło byłoby jechać
        z Warszawy do Łodzi zbudowanym za unijne pieniądze superszybkim pociągiem,
        znacznie ważniejsze jest obecnie to, aby pasażerowie jadącego po tej trasie
        pociągu mieli nieco zasobniejsze portfele i bardziej pewną pracę. Choćby nawet
        przez najbliższe lata musieli jeździć o kwadrans dłużej.

        Współpraca: Krzysztof Trębski
    • tomkrt GW: Autostrada z Konina do Wrześni już się sypie! 17.08.06, 15:32
      gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33205,3553673.html
      Dziury w autostradzie A2. Nie minęły cztery lata od otwarcia odcinka Konin - Września, a już jest remontowany. Wszystko z powodu błędów przy budowie


      Dziury pojawiły się na płatnym 48-km odcinku A2 między Wrześnią a Koninem. Drogowcy zabrali się do ich łatania. Na dwóch najbardziej zniszczonych fragmentach (o długości 300 m i 1 km) z ruchu wyłączono częściowo prawy pas jezdni. Roboty potrwają co najmniej miesiąc, ale kierowcy nie mają co liczyć na obniżenie opłat za przejazdy.

      Między Koninem a Wrześnią nie zbudowano nowej drogi, a jedynie zmodernizowano wybudowaną jeszcze za PRL trasę. Mimo wszystko remont już w niecałe niecałe cztery lata od otwarcia musi dziwić. Jak przypuszczają władze Autostrady Wielkopolskiej SA, która zarządza częścią A2, usterki nawierzchni są efektem błędów wykonawcy robót i zastosowanej przez niego technologii tzw. remixingu (wykorzystaniu części starej nawierzchni). Zdarty asfalt na miejscu wzbogacano w kruszywo i specjalne mączki, mieszano i ponownie układano jako dolną warstwę A2. - Od kilku miesięcy obserwowaliśmy usterki. Badanie przeprowadzone georadarem potwierdziło, że dolna warstwa jest miejscami porowata i stąd biorą się problemy - mówi Andrzej Patalas, prezes Autostrady Wielkopolskiej. - Na pewno swoje zrobiły też tysiące przejeżdżających tirów i ostatnie opady deszczu - dodaje. Spółka ma jeszcze gwarancję wykonawcy, toteż remont odbędzie się na jego koszt.

      Obecne utrudnienia na A2 to jednak dopiero przygrywka do tego, co czeka kierowców już w przyszłym roku. Wtedy AW SA przystąpi do wzmacniania nawierzchni na całej trasie z Konina do Wrześni, a kierowcy będą jeździć po kilka kilometrów jednym pasem w każdą stronę. Nawierzchnię trzeba wzmocnić, bo warstwa asfaltu na A2 ma zaledwie 15 cm grubości, a droga tego typu zwykle ma 25-30 cm. Na budowę cieńszej autostrady z Konina do Nowego Tomyśla zezwolił rząd AWS-UW w 1999 r. Dopiero kiedy trasą przejedzie odpowiednia liczba samochodów (6 mln tzw. osi obliczeniowych), nawierzchnia miała zostać wzmocniona. W ten sposób Autostrada Wielkopolska mogła oszczędzić na budowie, a drogę pogrubić już zarobiwszy na przejazdach. Jednak ruch na A2 wzrósł gwałtownie po zwolnieniu tirów z opłat i wzmocnienie nawierzchni trzeba będzie robić wcześniej, niż się spodziewano.

      "Gazeta" szeroko opisywała tę sprawę w ubiegłym roku. Po naszych publikacjach administracja drogowa, która negocjuje z AW SA warunki budowy A2 z Nowego Tomyśla, zapowiada, że ten odcinek będzie już budowany w tzw. konstrukcji docelowej.
    • tomkrt Rz: Ekolodzy przegrali z drogowcami 19.08.06, 15:32
      www.rzeczpospolita.pl/dodatki/warszawa_060819/warszawa_a_3.html
      Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargę ekologów w sprawie budowy drogowego kręgosłupa Białołęki, czyli ul. Światowida.
      www.rzeczpospolita.pl/teksty/warszawa_060819/warszawa_a_3-1.F.jpg

      W uzasadnieniu piątkowego wyroku sędzia zdecydował: gdyby przychylić się do każdej skargi ekologów, w Warszawie nie można byłoby wybudować żadnej drogi. Wyrok tchnął nadzieję w urzędników z Białołęki, którzy nie nadążają z zapewnieniem dojazdu do powstających nowych osiedli. - Ten wyrok to światełko w tunelu dla budujących drogi. Każda taka inwestycja jest ingerencją w środowisko, ale przecież bez nowych dróg rosną korki i emisja spalin - zauważa wiceburmistrz Białołęki Tadeusz Semetkowski. Pomysł budowy przedłużenia ul. Światowida - między Strumykową a Dzierzgońską - pojawił się trzy lata temu. Zielone Mazowsze dwukrotnie zaskarżyło decyzję lokalizacyjną do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Według Krzysztofa Morenia z Zielonego Mazowsza na terenie przedłużenia ul. Światowida były chronione prawem lasy wydmowe.

      Po utrzymaniu przez SKO decyzji władz Białołęki budowa ruszyła (ulicą już od dwóch lat jeżdżą samochody), ale ekolodzy odwołali się do sądu wojewódzkiego. Piątkowy wyrok to kolejny etap, ale być może nie ostatni - ekolodzy mogą odwołać się jeszcze do NSA.

      Zieloni procesują się jeszcze z władzami Białołęki w sprawie istniejącego fragmentu ul. Światowida między ul. Dzierzgońską a Tłuchowską. Dopóki nie wypowie się SKO, nie zacznie się budowa odcinka między Dzierzgońską a Modlińską.
      Konrad Majszyk, pap

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka