waldek.usa
05.04.05, 20:01
Wysilek poszukiwania zdaje sie byc daremny, ale...
Swego czasu Warszawa miala swoj typ mieszkanca. Nie na darmo mowilo sie: "to
jest warszawiak!". Na pierwszym planie jawili sie przez swa rodzajowa
wyrazistosc ci wszyscy cwaniacy, kozacy, chojracy. Ten chod z kolysem w
ramionach, niby marynarski, glowa pochylona i lekko do przodu. Jezyk
soczysty, dosadny (ktos moj tak tu okreslil), zadziornosc w oczach. Ale
rowniez ludzie zacni, solidni zawodowo, tez mieli swoj sznyt, sposob bycia
warszawiaka. Twarz z blyskiem inteligencji, przekory, wesolej iskierki w
oczach. Byla to twarz otwatra, nie skrywala pod maska innej, byla odbiciem
substancji duchowej. Humor, zachowanie na ulicach, w tramwajach. Dowcipy,
ktore pozostawaly w najciezszych czasach i pozwalaly zlej znosic wszystkie
dopusty losu. Solidarnosc mieszkancow stolicy w momentach ostatecznych
zagrozen. Motorniczy gwaltownie hamuje tramwaj i rzuca: "lapanka!". Ludzie
chodu.
Warszawiacy w latach powojennych szybko stawali sie mniejszoscia. Przybywali
ludzie z wiosek i miasteczek. Tak juz bylo przed wojna. Warszawiacy
powstawali z elementu naplywowego, ale czekali juz na nich inni, zasiedziali
od pokolen mieszkancy stolicy, i oni ksztaltowali styl zycia, obyczajowosc.
Przybysze mieli wzorce. Po wojnie jednak element naplywowy zaczal dominowac;
partyjni, wladzowi, rwali z dolu na wyzyny, posluszne sluzalczyki. Natomiast
robotnicy i chlopi, wyrwani z korzeni, zyli jak slepe krety wyrzucone z nor.
Stracili przeszlosc, obca byla im tradycja i historia miasta, do ktorego
przybyli. Zaczynali od zera, czesto ze swinia w lazience. Tabuny przybyszow
zaludnily miasto. Formowala sie nowa warstwa rzadzaca. Z kolejnym bonza
zjedzala jego swita z Pcimia Sredniogornego. Latami trwaly te najazdy.
Pojawil sie nowy typ urody, postury jegomoscia, ktory zwal sie warszawiakiem:
przysadzisty, brzuchaty, kaczkowaty, o gebie bezksztaltnej, rozmazanej w
rysach. Bo ruchu malo, tryb zycia siedzacy, narady, konferencje, sowiecki
tryb zajec, myslenia i dzialan formowal DNA nowego warszawiaka, zaczal
dominowac twor mongolowaty; kluchy, golonka, schabowe i koniak Ararat. Durno
przebiegla chytrosc w malych, tlustych oczkach. Tepo cwany, pazerny, bez
poczucia humoru, lekkosci i chocby szczypty bezinteresownosci. Taki homo
novus jest wciaz wszechobecny w urzedach, bywa biznesmenem, politykiem;
sadzac po liczbie afer jego sytemem wartosci jest brak takowych i kiedy mowi
(godzinami czesto), to wiadomo, ze intencje sa ukryte.
Oto typ panoszacy sie w Warszawie. Przejdzcie sie ulicami, popatrzcie
uwaznie! Natomiast warszawiacy od pokolen, rdzenni mieszkancy...gdziez oni
sa...Mongol przytlacza!