Gość: bb
IP: *.pl
12.09.02, 09:54
Marzenia Pana Redaktora to jedno, a życie - to drugie. Wystarczy
spojrzeć na mapę stolicy... Gmina Wilanów zajmuje ogromny, łatwo
dostępny, niezagospodarowany i świetnie skomunikowany ze
śródmieściem teren między centrum Warszawy, a Konstancinem i
Górą Kalwarią. W dodatku ma prestiżowy charakter. W naturalny
sposób przyciąga więc inwestorów. Jeśli Pan Redaktor dopuszcza
wyłącznie budowę miasteczka Wilanów ze sklepikami rodzinnymi, to
powstaje pytanie o finansowanie takiego przedsięwzięcia w
sytuacji, gdy udział handlowego współinwestora strategicznego
stanowi kluczowy element opłacalności inwestycji. Nie rozumiem,
dlaczego istnienie jednego małego barokowego pałacyku ma
blokować rozwój kompletnie pustych dziesiątków hektarów terenów
w takiej właśnie lokalizacji. Przecież kilkadziesiąt metrów
dalej pysznią się gierkowskie blokowiska... one też
są "królewskie"? A swoją drogą, kunktatorstwo i przedwyborczy
populizm władz gminy to osobny temat... Boją się inwestorów jak
ognia, ale nie przeszkadzają im drogi gruntowe na wilanowskich
osiedlach, nie przeszkadzają im szamba, brak kanalizacji wokół
Pałacu króla Sobieskiego, odpowiada im brak połączenia ulicznego
na odcinku 10-kilometrowej granicy ich gminy ze 120-tysięcznym
Ursynowem, co zmusza dziesiątki tysięcy Ursynowian i
Konstancinian do nadrabiania co najmniej kilkunastu kilometrów,
aby móc dojechać do siebie wzajemnie... (może w ogóle ustawić
zasieki i zakaz wstępu "obcego plebsu"
do "elitarnego", "królewskiego" Wilanowa...? Albo pobierać myto
za wstęp?). Zadziwiająca jest cała ta dziwaczna kampania
medialna promująca gminę Wilanów jako coś "lepszego", "innego"
od "gorszej" reszty Warszawy. A problem niestety polega na tym,
że np. ja, jako mieszkaniec Ursynowa, wcale nie czuję się w
niczym gorszy od Wilanowian. Mimo, że jakoś żyję z 3 (trzema)
wielkimi hipermarketami w sąsiedztwie (Geantem, Leclerkiem i
Hitem...). A nikt mnie nigdy nie zapytał, czy chcę je u siebie.