Dodaj do ulubionych

Czarna lista 'zasłużonych'

03.03.06, 11:12
Na dobry początek ulubieniec inwestorów, wybitny spec od rozbiórek,
rzeczoznawca od siedmiu boleści.

"Kim jest prof. Andrzej Kadłuczka

W Warszawie jak z rękawa przygotowuje na zlecenie inwestorów ekspertyzy,
skazując na zagładę zabytki, w Krakowie wzburzył opinię publiczną takimi
realizacjami jak kiczowaty hotel Sheraton obok Wawelu czy przebudowa płyty
Rynku Głównego. Prof. Andrzej Kadłuczka jest dziś najbardziej kontrowersyjnym
ekspertem od zabytków.

Do wielu jego ważnych funkcji i tytułów ostatnio przybył jeszcze jeden nadany
przez warszawskich społeczników: Niszczyciel Zabytków 2006. To podpis prof.
Kadłuczki znalazł się pod opinią dopuszczającą rozbiórkę ceglanych zabudowań
fabryczki na Grochowie.

Jako rzeczoznawca ministra
Przedwojenne budynki zakładu blach perforowanych Sito przy ul. Wiatracznej 15
były jednymi z ciekawszych obiektów poprzemysłowych na Grochowie, które z
powodzeniem można było włączyć w planowaną w tym miejscu nową zabudowę. Na ich
zburzenie nie chcieli się zgodzić ani stołeczny konserwator zabytków, ani
naczelny architekt miasta. Wtedy do akcji wkroczył prof. Andrzej Kadłuczka. Na
zlecenie inwestora - firmy Marvipol - napisał opinię, która deprecjonuje
fabryczkę i popiera plany zrównania jej z ziemią. Z tą opinią inwestor poszedł
do ustępującego wojewody Leszka Mizielińskiego (SLD) i dostał pozwolenie na
rozbiórkę. W połowie stycznia fabryczkę rozjechał koparką.
Pod opinią dla Marvipolu prof. Kadłuczka przybił pieczątkę rzeczoznawcy
ministra kultury. Choć rzeczywiście nim jest, tego robić mu nie wolno.
Zlecenia prywatnych firm może wykonywać prywatnie, a nie jako ekspert ministra.
- Takie działanie jest niedopuszczalne - podkreśla Tomasz Merta, wiceminister
kultury, zarazem generalny konserwator zabytków.
Sam profesor odmówił komentarza. - Wszystko, co miałem do powiedzenia,
napisałem w opinii - mówi.

Uznanie u inwestorów
To niejedyna kontrowersyjna ekspertyza dotycząca warszawskich zabytków, którą
Andrzej Kadłuczka napisał na zlecenie inwestorów. Podważył wartość stuletniej
kamienicy w Alejach Jerozolimskich 63, by firma Tomasza Gudzowatego mogła ją
rozebrać i zastąpić nowym budynkiem "ubranym" w atrapy starych elewacji.
Wczytując się w jego opinię, łatwo dojść do wniosku, że została sporządzona na
kolanie, a większości tekstów źródłowych, o których mowa w tekście, profesor
nie widział na oczy. W opracowaniu roi się od przekręconych nazwisk. Co
gorsza, opina nie uwzględnia specyfiki Warszawy, stopnia zachowania budynku,
wreszcie samej wartości architektury kamienicy będącej częścią wyjątkowo
cennego zespołu budynków wzdłuż Alej Jerozolimskich od Emilii Plater po Hotel
Polonia.
- Tak doskonałych fachowców jak prof. Kadłuczka jest w Polsce tylko kilku -
twierdzi Jerzy Krogulec, prezes firmy Warimpex Polska, dla której Kadłuczka
oceniał wartość kamienic przy Próżnej. - Ktoś nam go polecił. Wśród inwestorów
cieszy się uznaniem.

Napisał, choć nie widział
Dla Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych profesor napisał opinię o
najstarszych w Warszawie pracowniach malarskich przy Pankiewicza 3 (WSiP chcą
je stąd wyrzucić). Choć atelier działa w tym miejscu od 1926 r. i jest pełne
niezwykłych pamiątek, Andrzej Kadłuczka nie dopatrzył się w tym niczego
szczególnego. Trudno się dziwić - autor opinii nie wszedł nawet do środka.
"Gazecie" tłumaczył, że nie było takiej potrzeby, bo wcześniej dostał pełną
dokumentację fotograficzną i historyczną pracowni. Wystarczającą, by nie uznać
wartości zabytkowej atelier.
- Nie można szafować wpisem do rejestru zabytków. Powinny tam być tylko
obiekty wybitne. Są tam przecież Wawel, Sukiennice, Zamek Ujazdowski i Zamek
Warszawski - stwierdził.
- Jest moim kolegą i nie chcę go krytykować - zastrzega wykładowca akademicki
z tytułem profesora. - Tylko dlaczego on sobie psuje opinię takimi
ekspertyzami? Bierze drobne zlecenia od inwestorów, nie ogląda obiektów i
pisze takie rzeczy, że aż wstyd czytać.

Koszmarny hotel w miejscu zabytku
Lepiej niż w Warszawie prof. Kadłuczka znany jest w swym rodzinnym Krakowie.
Tutaj też jego działalność "pod inwestorów" budzi olbrzymie kontrowersje. Od
1994 r. prowadzi autorską pracownię architektoniczną Archecon specjalizującą
się w projektowaniu obiektów użyteczności publicznej, szczególnie w zespołach
historycznej zabudowy, oraz w rewaloryzacji zabytkowej architektury.
Prawdziwą burzę w Krakowie wywołała zagłada XVII-wiecznego zabytku - dawnego
browaru królewskiego. Został on starty z powierzchni ziemi, by ustąpić miejsca
hotelowi Sheraton, kiczowatej budowli z Wawelem w tle. Za wydanie na to zgody
stracił posadę wojewódzki konserwator zabytków. Konsekwencji nie poniósł
współprojektant hotelu - Andrzej Kadłuczka.
- Był autorem koncepcji zburzenia browaru i zastąpienia jego fasady odlanym z
betonu fantomem nałożonym na szklaną elewację - mówi krakowski historyk sztuki
Michał Myśliński. - Projekt hotelu przyjechał w teczce z Belgii [Serach
International i UNA Architecture - red.], a Kadłuczka go adaptował, nie licząc
się zupełnie z otoczeniem ani historią tego miejsca - złości się.

Nocnik na forcie
Równie gorące emocje jak hotel Sheraton budzi w Krakowie projekt przebudowy
wieży maksymiliańskiej fortu św. Benedykta. Ta niezwykle efektowna neogotycka
budowla z połowy XIX w. wznosi się ponad krakowską dzielnicą Podgórze, na
skalistym grzbiecie Krzemionek. Przypomina mały zameczek. Zdaniem zmarłego
przed kilku laty prof. Janusza Bogdanowskiego, jednego z największych znawców
architektury obronnej Krakowa, wieża artyleryjska to jeden z niewielu tego
rodzaju unikatów architektury fortecznej w Europie.
Pracownia Archecon zaproponowała nakrycie neogotyckiej wieży strukturą ze
szkła i betonu. Projekt sprawia wrażenie monstrualnego szklanego nocnika.
Inwestorem jest Stowarzyszenie Akademickie Instytut Sztuki, którego poczynania
wspierał były minister kultury Waldemar Dąbrowski.
- Chyba byłem złym nauczycielem. Gdyby nie to, moi uczniowie nie
projektowaliby takich koszmarów jak hotel Sheraton, "podziemny Rynek" czy
nadbudowa fortu. Nie można służyć dwóm panom. Albo jest się oddanym pięknu,
albo mamonie - mówi z bólem prof. Wiktor Zin. Osiągnięć konserwatorskich prof.
Kadłuczki, który był jego uczniem, zastępcą, a obecnie następcą na
Politechnice Krakowskiej, nie chce komentować. - Nie reprezentuje on mojej
szkoły, która miała szacunek dla historii. Przestrzeń wokół Wawelu zawsze była
dla mnie święta.
Po miażdżącej krytyce projektu Kadłuczki wykonanie nowego zlecono innemu
architektowi.

Walka o Rynek
Pod hasłem "podziemny Rynek" kryją się plany urządzenia pod krakowskim Rynkiem
Głównym współczesnej galerii handlowej. Miałaby się ona znaleźć w piwnicach
średniowiecznych Kramów Bogatych odkopanych przy okazji remontu Rynku
prowadzonego pod kierunkiem prof. Andrzeja Kadłuczki. Projektem podziemnej
galerii zainteresowana jest znana w Krakowie rodzina Likusów. Prezydent miasta
też jest za. Pomysłowi sprzeciwia się jednak wojewódzki konserwator zabytków.
Ostro protestuje również krakowskie Stowarzyszenie Historyków Sztuki. W prasie
opublikowało list otwarty przeciw inwestycji w 700-letnich piwnicach.
Największe oburzenie wywołała wizja prucia starych murów.
- Tam są nieduże pomieszczenia oddzielone od siebie ścianami. Żeby coś w nich
urządzić, trzeba te ściany wyburzyć - kręci głową Mikołaj Kornecki,
przewodniczący Obywatelskiego Komitetu Ratowania Krakowa.
Jego zdaniem finansowane przez miasto wykopaliska na Rynku Głównym robione są
nie w celach naukowych, ale pod konkretnego inwestora.
- Podejście prof. Kadłuczki do zabytków budzi ogromne wątpliwości. On nie ma
głębszych refleksji na ten temat. To nie jest profesor Zachwatowicz. Nie ma
też tej wiedzy i charyzmy co prof. Zin - mówi Barbara Kleszczyńska ze
Stowarzyszenia Historyków Sztuki.

Lubi stanowiska
Prof. Andrzej Kadłuczka jest prominentną postacią w środowisku architektów i
konserwatorów zabytkó
Obserwuj wątek
    • miszka44 Andrzej Kadłuczka - c.d. 03.03.06, 11:14
      Lubi stanowiska
      Prof. Andrzej Kadłuczka jest prominentną postacią w środowisku architektów i
      konserwatorów zabytków. W latach 1993-99 pełnił funkcję dziekana Wydziału
      Architektury Politechniki Krakowskiej. Kieruje tu Instytutem Historii
      Architektury i Konserwacji Zabytków. Był prezesem Stowarzyszenia Konserwatorów
      Zabytków, teraz zasiada w jego zarządzie i jest rzeczoznawcą SKZ. Przewodniczy
      też radzie naukowej Krajowego Ośrodka Badań i Dokumentacji Zabytków.
      - Znam go od wielu lat, chyba jeszcze z czasów studenckich, i mam o nim jak
      najlepsze zdanie. Jest człowiekiem niezwykle pracowitym, uczynnym i świetnie
      zorganizowanym - mówi Maria Sarnik-Konieczna ze Stowarzyszenia Konserwatorów
      Zabytków.
      - Profesor ma ambicję obejmowania kolejnych stanowisk. W tym roku po raz kolejny
      starał się o wybór na przewodniczącego Polskiego Komitetu ICOMOS
      [Międzynarodowej Rady Ochrony Zabytków - red.]. Przegrał wybory z prof.
      Andrzejem Tomaszewskim - mówi znany warszawski historyk sztuki. Pragnie pozostać
      anonimowy, by nie robić sobie wroga.
      - Gdy nie wybrano go na przewodniczącego ICOMOS, po prostu się obraził. Nie
      przyjął funkcji wiceprzewodniczącego. Wycofał się z władz organizacji - ujawnia
      inny świadek tamtych wyborów.

      Rzeczoznawca na wylocie?
      W tym miesiącu Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ma ogłosić nową
      listę rzeczoznawców. Czy ponownie znajdzie się na niej kontrowersyjny profesor z
      Krakowa, który przykłada rękę do niszczenia zabytków przez prywatnych
      inwestorów? Wiceminister Tomasz Merta odpowiada wymijająco: - Jeszcze
      przeglądamy dokonania rzeczoznawców. Decyzja nie zapadła. Nie uprzedzajmy faktów.
      Zaraz jednak dodaje, że o prof. Andrzeju Kadłuczce słyszał też wiele dobrego.
      Zwłaszcza poza Warszawą.
      - Postrzegany jest jako przedstawiciel jednego z głównych nurtów
      konserwatorskich w Polsce. Jest wyraźnie proinwestorski. Jego kandydaturę
      proponowano mi nawet do składu Głównej Komisji Konserwatorskiej, która jest moim
      ciałem doradczym - mówi Tomasz Merta. - To oczywiście nie zmienia faktu, że
      praktykę stemplowania prywatnych opinii pieczątką rzeczoznawcy ministra kultury
      uważam za naganną."
      Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski


      Pzdr
      M44
      RATUJMY ILUZJON
      Warszawa subiektywnie
      • no.morro Re: Andrzej Kadłuczka - c.d. 03.03.06, 11:34
        Byłem uprzejmy wrzucić ten artykuł także na "forum Kraków".
        • miszka44 Re: Andrzej Kadłuczka - c.d. 03.03.06, 12:16
          Kraków-Warszawa - wspólna sprawa ;-)

          Pzdr
          M44
          RATUJMY ILUZJON
          Warszawa subiektywnie
    • fima "Mowa ciała Profesora w kwestii rozbierania" 03.03.06, 14:30
      Następny do galerii, chyba o nazwisku Szolborski, mowa omówiona w wątku "Aleje
      Jerozolimskie 63 do rozbiórki":
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=437&w=14836344&a=14836344
      "...W TVP3 był krótki wywiad z autorem ekspertyzy budowlanej, którą inwestor
      posługuje się w uzasadnianiu "konieczności" rozbiórki narożnej kamienicy nr 63.
      Profesor raz stwierdzał że kamienica ta "nie ma fundamentów", drugi raz że
      jednak ma ale niedobre, raz że trzeba budować od nowa - drugi że wcale nie
      wnosi o rozbieranie.
      Głos mu się łamał, zająkiwał, ręce latały, oczy biegały niepewnie.
      Nic ująć, ale może coś tu dodać?... "

      Nastepny kandydat do galerii to ten profesor PW, który uzasadniał konieczność
      rozbiórki kamienicy przy Pl.Zbawiciela obawą przed przewróceniem jej wichrami
      na marszałkowskiej (kamienica posadowiona na planie sześciokąta!).
      Kto pamięta jego nazwisko, chyba na L.?


      • allgau Re: "Mowa ciała Profesora w kwestii rozbierania" 03.03.06, 15:26
        co do jednego z dyżurnych ekspertów mała poprawka otóż ten z polibudy to
        Szulborski sk... jakich mało, bo wycenia swoje usługi dla instytucji
        państwowych za ekspertyzę na 50 tys. zł, ciekawe zatem ile wziął od
        Gudzowatego, facet totalnie skompromitowany i jego należałoby utrącić, kolejny
        kandydat na tekst w Gazecie!
        • s.fug Re: "Mowa ciała Profesora w kwestii rozbierania" 03.03.06, 23:52
          Taaak... aż miło poczytać. Niestety, nasz ulubiony prof. Sz. chyba już się
          otrząsnął i dalej tworzy. W tym samym stylu - uzasadnił m.in. potrzebę
          rozebrania Supersamu. Przy okazji przypomnę, że niedawno tę potrzebę
          uzasadniano w wyjątkowo obrzydliwy sposób, powołując się na tragedię w
          Katowicach...
          A dyskusja na temat artykułu o Kadłuczce toczy się też na gazetowym forum
          Warszawa: Opinie i komentarze.
          Wpisałem się tam - przypominając także świetlaną postać Sz.
          • korowiow86 Re: "Mowa ciała Profesora w kwestii rozbierania" 05.03.06, 14:03
            Dobry pomysł z tą listą, takie wybryki trzeba piętnować, bo wielu warszawiaków,
            krakusów itp. jest przecwko rozwalaniu zabytków ale nie wiedzą, ze maczają w tym
            palce tak "szacowne postaci"...
    • allgau Re: Czarna lista 'zasłużonych' 06.03.06, 22:01
      Spokojnie można do tej listy dodać Andrzeja Osękę, zwłaszcza po jego
      oburzającym wybryku w felietonie w Świątecznej z 4-5.03.2006, nie pierwszy raz
      broni burzymurów z BOS-u, a jeszcze namawia do burzymurstwa i dziś, dając alibi
      róznym Kadłuczkom i Szulborskim, że o Gudzowatym nie wspomnę...
      • miszka44 Andrzej Osęka 07.03.06, 10:01
        Tekst wyjątkowo wredny. Dla tych, którzy nie mieli okazji pozwalam sobie
        zamieścić poniżej:

        "Lustracja zmarłych budowniczych

        W ramach mnożących się ostatnio demaskatorskich rewelacji mogliśmy się
        dowiedzieć, że polscy architekci pracujący w latach 1945-50 w BOS (Biurze
        Odbudowy Stolicy) realizowali projekty Hitlera, który chciał zniszczyć polskie
        dziedzictwo narodowe. W istocie - od dawna wiadomo, że już w pierw-szym roku
        okupacji naziści poczęli tworzyć konkretne plany zburzenia Warszawy i
        wybudowania na jej terenach nowego, prawdziwie niemieckiego miasta. W tym samym
        czasie działająca w konspiracji Pracownia Architektury i Urbanistyczna (m.in.
        Szymon i Helena Syrkusowie, Zygmunt Skibniewski, Roman Piotrowski, Stanisław i
        Barbara Brukalscy) przygotowywała generalne plany przebudowy Warszawy - według
        awangardowych założeń spisanych w roku 1933 w Karcie Ateńskiej: szerokie ulice,
        dużo światła, dużo zieleni. Zamiast ciasnej zabudowy, zamiast podwórek ciemnych
        i wilgotnych jak studnie - domy funkcjonalne, otwarte na przestrzeń. Gdy w lutym
        1945 r. powstało Biuro Odbudowy Stolicy, ci właśnie architekci stali się jego
        współtwórcami - obok specjalistów w dziedzinie odbudowy i konserwacji zabytków,
        wśród których czołową postacią był Jan Zachwatowicz. Potwornie zniszczone miasto
        dawało nowe szanse rozwoju urbanistycznego, a jednocześnie obligowało do
        odtworzenia zniszczonych z premedytacją zabytków Warszawy.

        W BOS-ie ścierały się dwie koncepcje: budowy nowoczesnej metropolii i ratowania
        wszystkiego, co ocalało z architektury przeszłości. Rezultatem tych tarć nie
        była jednak obezwładniająca walka, lecz cała seria szczęśliwych kompromisów.
        Odbudowa zabytków poszła znacznie dalej, niż pozwalały na to reguły sztuki
        konserwatorskiej: ze Starego Miasta na przykład zostało po wojnie mniej niż dwa
        procent budynków; pracownicy BOS-u zrekonstruowali tę dzielnicę na podstawie
        starych fotografii, rysunków, obrazów. To samo dotyczy dziesiątków odtworzonych
        kościołów, pałaców, kamienic i pomników w rejonie Nowego Miasta, ulicy Miodowej,
        Krakowskiego Przedmieścia, Nowego Światu. Mistrzowskim osiągnięciem polskiej
        urbanistyki, architektury i kunsztu konserwatorskiego z lat działalności BOS-u
        jest Trasa W-Z - nowoczesna arteria komunikacyjna harmonijnie wcinająca się w
        zabytkowe otoczenie placu Zamkowego, odsłaniająca piękny pałac Pod Blachą.

        Czas twórczych kompromisów skończył się 6 września 1950 r. Wówczas to
        rozporządzeniem Rady Ministrów zlikwidowano BOS, proklamowano bowiem socrealizm
        w sztuce i architekturze.

        Przed kilkoma dniami - z okazji 61. rocznicy powstania BOS-u - Program 1 PR
        nadał reportaż Urszuli Żółtowskiej-Tomaszewskiej "Architekci z tamtych lat".
        Wypowiadał się tam m.in. Janusz Sujecki, przedstawiciel wymyślonej przez siebie
        organizacji Zespół Opiekunów Kulturowego Dziedzictwa Warszawy. O żadnej
        prawdziwej opiece nie ma w tym przypadku mowy, od lat Janusz Sujecki oskarża
        jedynie tych, którzy odbudowywali Warszawę, że nie odbudowali jej całej.
        Pokazuje zdjęcia wypalonych kamienic i twierdzi, że można je było wszystkie
        ocalić, gdyby nie zła wola architektów BOS-u. Gdyby nie przemożna chęć "zabicia
        tożsamości miasta", właściwa "zwolennikom szwajcarskiego architekta Le
        Corbusiera". Sami komuniści - co Sujecki wciąż podkreśla - byli przeciw
        wyburzaniu wypalonych kamienic, jednak hołdujący
        "modernistyczno-funkcjonalistycznej" formie architekci BOS-u ich nie słuchali,
        tylko z premedytacją popełniali "zbrodnię miastobójstwa", wykonywali bowiem
        "testament Hitlera". Najwyraźniej - według Sujeckiego - w projektach Hitlera
        leżała budowa Trasy W-Z, rekonstrukcja Starówki etc.

        Znowu ktoś, kto sam się mianował obrońcą kulturowego dziedzictwa, uważa, że daje
        mu to prawo do wykrzykiwania najbardziej absurdalnych oskarżeń pod adresem tych,
        co - jego zdaniem - dziedzictwa nie szanują. Nie po raz pierwszy pojawiają się
        też żądania - formułuje je Sujecki - by "rozliczyć" znanych twórców, bo nie dość
        dbali o "tożsamość". Czas zdaje się sprzyjać teraz takim ludziom. Słyszałem już
        o pomyśle, by poszukać w IPN teczek na tych, co po wojnie odbudowywali Warszawę."


        Pzdr
        M44
        RATUJMY ILUZJON
        Warszawa subiektywnie
        • maniek.j23 Gińcie! 07.03.06, 14:05
          Gińcie bezbożni, nie tolerujący ZOKu!
    • miszka44 Ubyło jeden (oby!!!) 27.04.06, 10:15
      Aż podskoczyłem na krześle, kiedy przeczytałem ten tytuł - miód na zbolałe
      serce, balsam dla duszy i eliksir na wszelkie bolączki: "Chcą głowy konserwatora
      zabytków". Dla potomności całość umieszczam (z dzisiejszej Stołecznej):

      "Za wydanie zgody na budowę apartamentowców przy pałacyku Bruhla wojewódzki
      konserwator zabytków Ryszard Głowacz może stracić posadę

      Ciężkie budynki, które mają stanąć przy małym barokowym pałacyku na Młocinach,
      zbulwersowały warszawiaków. Stołeczni radni z komisji kultury domagają się zaś
      ukarania konserwatora. Dziś na sesji będą głosować stanowisko w tej sprawie. -
      Zwracamy się do wojewody o niezwłoczne zawieszenie pana Ryszarda Głowacza w
      pełnieniu obowiązków. Ten człowiek został powołany do ochrony zabytków, a działa
      przeciw nim - twierdzi radny Paweł Bromski (PiS) z komisji kultury.

      Ryszard Głowacz, z wykształcenia archeolog, jest wojewódzkim konserwatorem od
      pięciu lat. Wygrał konkurs na to stanowisko. Wiele jego decyzji budziło
      kontrowersje, ale czarę goryczy przelała zgoda na budowę dziewięciu
      apartamentowców tuż przy pałacyku Henryka Bruhla na Młocinach. Sprawę niedawno
      nagłośniła "Rzeczpospolita". Planowane przez prywatnego inwestora budynki
      miałyby powstać na terenie parku, po bokach alei prowadzącej do XVIII-wiecznego
      pałacyku. Ich skala i architektura zmiażdżyłyby historyczne założenie zwane
      niekiedy przez historyków sztuki "małym Wilanowem". Głowacz zaakceptował projekt
      osiedla 6 października 2005 r. Choć wcześniej godził się na zabudowę "wtopioną w
      zieleń", i to tylko północno-zachodniego narożnika parku, potem zmienił zdanie i
      zezwolił na budynki na samym środku.

      - To na odległość śmierdzi korupcją - uważa Paweł Bromski i wymienia inne
      zdumiewające decyzje konserwatora: - Nie bacząc na zabytkowy charakter okolicy,
      godził się na apartamentowce przy Jeziorku Czerniakowskim i w parku Sieleckim.
      Trzeba z tym skończyć. Kilka dni temu radny złożył w prokuraturze zawiadomienie
      o popełnieniu przez Głowacza przestępstwa urzędniczego.

      Ryszard Głowacz w ostatnich dniach był na urlopie i nie odbierał telefonu. Dziś
      ma wrócić do pracy. Jak się dowiedzieliśmy w urzędzie wojewódzkim, będzie
      wezwany przez wicewojewodę Jacka Sasina, który zażąda od niego wyjaśnień. Sprawą
      zainteresował się też generalny konserwator zabytków - wiceminister kultury
      Tomasz Merta. Po przejrzeniu dokumentów dotyczących inwestycji na Młocinach nie
      kryje zdziwienia. - Wojewódzki konserwator nie miał prawa opiniować przy
      pałacyku Bruhla żadnych nowych budynków. Kilka miesięcy wcześniej przekazał
      kompetencje na tym terenie konserwatorowi stołecznemu. Równie dobrze ja mógłbym
      decydować o ruchu ulicznym w Krakowie. Jego postanowienie nie ma więc żadnych
      sutków prawnych - podkreśla.

      Przed pójściem na urlop Ryszard Głowacz powiedział nam tylko, że sprawę
      inwestycji na Młocinach prowadzili jego podwładni, do których miał zaufanie. A
      gdy się zorientował, że popełnił błąd, sam próbował uchylić swoje postanowienie.
      - Zresztą te plany są już nieaktualne. Inwestorowi w końcu zeszłego roku
      przedawniła się decyzja o warunkach zabudowy - stwierdził."

      Pzdr
      M44
      Nie chcemy takiego pomnika
      Warszawa subiektywnie
      • allgau Re: Ubyło jeden (oby!!!) 27.04.06, 13:10
        A ci podwładni to np. niejaka Chodorowska, bardzo "przyjazna" inwestorom, czy
        ktoś wreszcie rozpirzy to towarzystwo na Jasnej? Boże miej w opiece nasze
        zabytki!
      • ryszard.maczewski Prześliczna literówka :-) 27.04.06, 13:24
        "Jego postanowienie nie ma więc żadnych sutków prawnych - podkreśla."


        • jarekzielinski Re: Prześliczna literówka :-) 27.04.06, 22:49
          Tam tych "sutków" prawnych jest więcej. Pan Głowacz rzeczywiście zdał się na
          swych zastępców szeryfa, bo najczęściej nie jest w stanie ocenić sytuacji, po
          prostu za słabo zna miasto. W gruncie rzeczy wszystko smaży się u Maćka
          Czeredysa (p.o. zastępcy Konserwatora), Ewy Ziajkowskiej i spółki, a Małgosia
          Ch. na koniec daje urzędowe błogosławieństwo i zanosi ukaz do podpisu szefowi.
          Taka jest procedura, ale pan G. w końcu wyleci nie za to, że szkodzi zabytkom,
          tylko za to, że nie wie co podpisuje. A przykład idzie z góry
          (vide "sybirackie" odznaczenie prezydenckie dla Kwaśniewskiego!).
          • widok4 "Prześliczna literówka" -czyli przykład z dołu :-) 27.04.06, 23:26
            jarekzielinski napisał:
            >... nie wie co podpisuje. A przykład idzie z góry
            > (vide "sybirackie" odznaczenie prezydenckie dla Kwaśniewskiego!).

            Jak łatwo się pomylić z tymi nazwiskami, nawet z tylko jednym.
            No ale "Wypijmy za błędy, za błędy na górze".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka