Dodaj do ulubionych

Gwara warszawska

18.09.06, 03:37


Gwara warszawska jest w tej chwili już tylko zabytkiem, a przemieszanie
ludności i nowoczesne środki przekazu położyły jej kres. Całe szczęście
znalazła ona dwóch warszawiaków, którzy w porę ją utrwalili. Mowa tu o prof.
Bronisławie Wieczorkiewiczu, autorze monumentalnego Słownika gwary warszawkiej
XIX wieku (1966) oraz pisarzu Stefanie Wiecheckim, piszącym pod pseudonimem
Wiech, który nie tylko uchwycił charakterystyczne cechy "warszawskiego
mówienia", ale często podrabiał je tak dobrze, że do dziś nie wiadomo, co w
jego pisarstwie jest zapisem, a co wróciło na bazary i "poszło w lud" jako
cytat z Wiecha. Po wojnie pisywał Wiech w "Ekspresie Wieczornym" (czyli:
Ekspresiaku) i czytany był powszechnie, nie tylko przez inteligentów.

Trudno powiedzieć, czy przed Wiechem mówiło się "w ząbek czesany", "znakiem
tego", lub "przypuszczam, że wątpię"? Wiech pochodził z Woli, jego ulubionym
miejcem – nie istniejący po wojnie bazar Kercelak (czyli "Kiercelak"),
położony wzdłuż ulicy Okopowej. Tam narodziły się postacie Wiecha: pan Piecyk,
Walery Wątróbka z żoną Gienią, szewcy i stolarze. Mówili "musiem",
"zamiaruje", ale nie cechy dialektalne były najważniejsze, lecz dowcip słowny.
Posterunkowy nazywany był "postronkowym",przepity głos to "sznaps-baryton", a
fatamorgana przemieniała się w fatamruganę, nie dlatego że bohaterom Wiecha
brakowało wykształcenia, ale w tym wyrażała się ich "rogatość". Wszyscy byli w
Warszawie niezwykle zadomowieni. Mieli też sprecyzowane poglądy na historię
Polski i opowiadali własne wersje, a to historii króla Popiela, a to odsieczy
wiedeńskiej.

O Kolumnie Zygmunta pan Stanisław, stolarz meblowy, tak opowiadał jeszcze
przed wojną "obcokrajowcom z Radomia czy Kalisza"

"ten słup i ta figura z majchrem w ręce na wierzchu to nieboszczyk król
Zygmont. Morowy był chłop, chojrak, jakich mało. Jak wojna była grzał się z
kiem popadło." Skłonność do bójek, własny honor to cechy, które odnaleźć też
można w prozie Stanisława Grzesiuka – kolejnego warszawskiego "naturszczyka"
literackiego.

Po wojnie bohaterowie Wiecha sekundowali odbudowie, traktując tę sprawę bardzo
osobiście:"Patrz pan, panie szanowny, Hitler powiedział, że na miejscu
Warszawy kartofle będą rośli, i faktycznie pełno tu kartofli, ale ze
słoninką..." Fascynowało ich "warszawskie tempo" odbudowy, ale ich sposób
patrzenia nie miał nic wspólnego z ideologicznymi zachwytami:"niedawno temu
Gieniuchna, wysiadając z tramwaju w Alejach Jerozolimskich, została
zabetonowana na cement po kostki. Niespodziała się, że jest tak miętko, dała
dwa kroki po jezdni i została się na miejscu jak w swojem czasie żona
niejakiego Lotego." – bo tramwaj podjechał na przystanek, zanim cement zdołał
okrzepnąć. Po wojnie pisanie Wiecha zmieniło się o tyle, że po natchnienie
musiał odtąd jeździć na prawą stronę Wisły, na Pragę.

Anna Nasiłowska
Warszawa w literaturze, literatura w Warszawie

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka