Gość: esbe
IP: 157.25.119.*
19.03.03, 13:20
Proponuję aby pisać jakieś śmieszne anegdoty, chociaży po to aby było weselej
w tym smutnym jak ... mieście...
ja zaczne od tego:
Kiedy zaczynałam moją karier jako barmanka w jednej z warszawskich dyskotek,
ktoregos pieknego wieczoru podszedl do baru bardzo przystojny facet i zapytal
mnie o krupnik. Czy jest i ile kosztuje. spojrzalam na niego jak na kretyna i
w pierwszej chwili pomyslalam, ze to taki dowcip, ze jegomosc chce mnie na
niego poderwac i niewiele myslac palnelam:
- niestety nie ma krupnika, bo u nas nie podaje sie na cieplo nic do jedzenia.
Jegomosc spojrzal na mnie jak na mocno szarpnieta i wybuchnal takim smiechem,
ze malo nie potrafie tego opisac. ja zrobilam sie czerwona jak burak i
odparlam z gracja, ze w takim razie, skoro go tak rozbawilam, to zapraszam go
do kolegi obok moze on go obsluzy jak trzeba.
Dla nie wtajemniczonych : nie chodzilo o zupe tylko o alkohol.
na tym skonczyla sie mja karjera barmanki.
pozdrawiam i zapraszam do pisania...