Dodaj do ulubionych

Marszałkowska 108

16.10.08, 19:08
"Płacili za kokainę i jak w chińskich palarniach zapadali się w półletarg."

no ja wiem że w kwestii toksykologii stosowanej to może nei wypada błyszczeć
erudycją ale nie wypada też pisać głupot bo masowa dezinformacja upośledza
jeszcze bardziej. opium i kokaina to nie to samo, w zasadzie działają
odwrotnie, po kokainie w 'normalnych' rekreacyjnych dawkach raczej się nie
zapada w letarg ani w półletarg :)
Obserwuj wątek
    • andrzej_b2 Komu wierzyć? 16.10.08, 21:46
      Jerzy Majewski napisał:
      „...Wybryki Heleny, de domo Botwiłłowiczówny, primo voto Bogorskiej...”

      Dziwna sprawa. W Słowniku Biograficznym Teatru Polskiego 1765-1965 (Wyd. 1973)
      podano, że Helena Bogorska pochodziła z Maciejewiczów. Dwukrotnie była zamężna.
      Pierwszym mężem był (nieznany z imienia) inż. Butwiłłowicz, a od listopada 1911
      r. Władysław Gesterner.
      I komu tu wierzyć?

      Pozdrawiam :-(

      • avvg Re: Komu wierzyć? 17.10.08, 11:30
        Wyborczej, a komu? Masz jakieś wątpliwości?
        • andrzej_b2 Faux pas 17.10.08, 12:36
          Jerzy Majewski napisał:
          „Jako aktorka i śpiewaczka Bogorska pozbawiona była większych talentów...”

          Nie odważyłbym się w tak stanowczych kategoriach kwalifikować Bogorskiej. Odbieram to jako faux pas w stosunku do zdolnej, nie pozbawionej wdzięku i uroku divy lekkiej muzy pocz. XX wieku.
          foto3.m.onet.pl/_m/d4777b0c6d1752a8977730eceebd2eaf,21,19,0.jpg
          Bo oto co o Bogorskiej (1875-1920) można przeczytać w przywołanym wyżej przeze mnie SBTP:
          „...Uczyła się śpiewu u T. Mikulskiego i M. Zakrzewskiego. Zadebiutowała w 1894 r. w Warszawskich Teatrach Rządowych. Występowała w farsach i operetkach, od 1901 r. grywała w warszawskich Nowościach, gdzie wysunęła się wkrótce na czoło zespołu operetkowego i przez wiele lat zajmowała stanowisko drugiej primadonny, najpierw przy W. Kaweckiej, później przy L. Messal. Miała miły i dobrze wyszkolony głos sopranowy, urodę wdzięk, elegancję i temperament sceniczny...”
          Drugie miejsce w Nowościach Śliwińskiego to zobowiązywało!
          Pozdrawiam :-)
          • andrzej_b2 Helena i Pola 17.10.08, 15:00
            Jerzy Majewski napisał:

            „...W tym czasie [pierwszej wojny światowej – przyp. a_b2] gwiazda pięknej
            Heleny Bogorskiej zbladła. Występowała m.in. w Łodzi, ale ...tłumów nie
            przyciągała. „Operetkowa diwa, zazdrosna o rozgłos Negri, dodrukowała na swoich
            afiszach: »Helena Bogorska, królowa brylantów i właścicielka willi w
            Konstancinie «. Ale na Bogorską nikt nie szedł. Na Negri bilety wykupywano na
            kilka dni przedtem, a po występie Łódź obnosiła Polę Negri na rękach do Grand
            Hotelu”...

            Niefortunne zestawienie. Odmienny gatunek rozrywki reprezentowały obydwie
            artystki i pochodziły z różnych epok. Pola Negri (1897-1987) była o jedno
            pokolenie młodsza od Bogorskiej, ukończyła szkołę baletową i wkrótce się miała
            poświęcić sztuce filmowej. Wkraczała na sceny w przededniu wybuchu wielkiej
            wojny, gdy Bogorska była u szczytu kariery.
            Tymczasem wiosną 1915 r. administracja carska w Królestwie Polskim już na dobre
            pakowała walizki. Warszawa niefortunnie znalazła się na zapleczu frontu. Przez
            miasto w różne strony ciągnęły kolumny wojsk. Na dworce przybywały transporty
            rannych. Na gwałt ewakuowano w głąb Rosji całe fabryki z personelem. W mieście
            zaczął panować głód i brak mężczyzn do pracy. Opuszczała Warszawę klientela
            operetek i teatrzyków rewiowych. Zabrakło amatorów lekkiej muzy: owych
            malowanych oficerów warszawskiego garnizonu, wyfraczonych urzędników
            połyskujących szarfami orderowymi. Wyjechał z Warszawy wraz ze swymi
            protektorami świat artystyczny: aktorzy, reżyserzy, choreografowie, w tym:
            Kawecka, Messlówna, Niewiarowska.
            Odbiorcami masowej rozrywki stawał się lud. Tylko, że zapotrzebowanie już było
            inne. Większą atrakcją stały się wyścigi w workach, wspinanie po namydlonym
            słupie, zawody zapaśnicze. Miłośnicy Pięknej Heleny, Orfeuisza w Piekle, Czaru
            walca ,Hrabiny Maricy, czy Wesołej wdówki byli w zdecydowanym odwrocie, wobec
            amatorów zaklinaczy wężów, połykaczy ognia i poskramiaczy lwów. Inter arma
            silent Musae!
            W tym kontekście łatwiej wyjaśnić popularność Poli Negri.
            Pozdrawiam :-)
            • horpyna4 Re: Helena i Pola 17.10.08, 15:24
              Według Waldorffa (Sekrety Polihymnii) szczyt kariery Heleny
              Bogorskiej to lata 1901 - 1904. Sława Bogorskiej już gasła w roku
              1909, kiedy debiutowała Lucyna Messal, rywalizująca zresztą z
              Wiktorią Kawecką (Bogorska już przestawała się liczyć).
              Pola Negri to późniejsze lata i nijak z Bogorską nie da się jej
              zestawić czasowo. Równolegle z Heleną Bogorską występowała Wiktoria
              Kawecka.
              • andrzej_b2 Dwie rywalki 18.10.08, 16:52
                Istotnie, Wiktoria Kawecka (1875-1929) to było objawienie. Córka Wincentego, śpiewaka operowego, zadebiutowała w 1893 r. w partii Wilmy (Wesoła dwójka) i od razu zwróciła na siebie uwagę publiczności aparycją. Szczupła, zgrabna blondynka o dużych niebieskich oczach i pięknym sopranowym głosie. Pierwszą większą partię zaśpiewała w 1894 r. i w ciągu trzech lat zdobyła tytuł primadonny operetki warszawskiej. W szybkim czasie uzyskała niespotykaną popularność, sławę i pieniądze. Tak było przez najbliższych dziesięć lat, bo oto pojawiła się Lucyna Messal (1886-1953), córka Mischala – majstra stolarskiego – dużo młodsza od Kaweckiej, którą przewyższała pod względem aktorskim. Po debiucie w Baronie Cygańskim (1909), Messalówna przebojem zawojowała Warszawę. Kurier Warszawski napisał wtedy: „Głos świetnie postawiony. Brzmi dźwięcznie i silnie, oddaje emisję prawidłową. Jest wybornie przygotowana do występów nie tylko w operetce...”. Odtąd to ona stała się primadonną a Kawecka nie widziała już dla siebie miejsca w Warszawie.
                Ludwik Sempoliński, po latach, porównując obydwie nasze bohaterki napisał: „ Kawecka główny nacisk kładła na śpiew i sceny dramatyczne, nie lubiła ruchu i słabo tańczyła. Messal była nie mniej urodziwa, ale przedstawiała inny typ: wysoka, pełna temperamentu, znakomita tancerka, żywiołowa, nie gorsza aktorsko, za to bardziej nowoczesna”.
                Tak oto prezentowała się wtedy Wiktoria Kawecka:
                foto0.m.onet.pl/_m/1dd08d96e4fbf83f35f439d58af984d8,21,19,0.jpg
                foto0.m.onet.pl/_m/b80910af7a12a4e171002df236e95a6c,21,19,0.jpg
                a tak Lucyna Messal:
                www.e-teatr.pl/pl/zdjecia/historia_teatru/aktorzy/polska/i-n/lucyna_messal.html
                foto3.m.onet.pl/_m/f61314e0471f06f6f9ee152531bca0ab,21,19,0.jpg
                Pozdrawiam :-)

                Ps. Skany jpg pochodzą z SBTP (1973) i z Rendez-vous z warsz. operetką W. Fillera (1977)
                • andrzej_b2 Ach, damą być 19.10.08, 18:32
                  Ludwik Śliwiński, dyrektor Nowości, angażując Kawecką w 1893 r. wyczuł, że taka okazja może się więcej nie powtórzyć. Oprócz talentu wokalnego i interesującej aparycji, jego kandydatka władała kapitalnym gwizdem, bez którego (jak się później okazało) nie mógł odbyć się żaden spektakl. Sława jej szybko rosła, oklaskiwali ją carscy dygnitarze i rodzimi fani. Na „Kawusię”, bo tak ją nazywano, przychodziły tłumy. Żadnej primadonny, jak jej, tak zazdrośnie nie kochała Warszawa. Przez wiele lat oprócz pracy w Nowościach gwiazda corocznie wyjeżdżała na dwumiesięczne tournée po Rosji (Petersburg, Odessa, Moskwa, Kijów, Charków), gdzie ku radości Polaków śpiewała po polsku – w języku oficjalnie zabronionym. Wszystkie z nią przedstawienia były kasowe. Pensja jej w Nowościach dochodziła do 4 tys. rubli rocznie i 15 rubli feu (za występ). Prasa wytykała jej uprzywilejowanie finansowe i poparcie możnych protektorów ze sfer rządowych. Nastał rok 1909. Dobrze wiedział Śliwiński, że atmosfera wokół Kaweckiej zagęszcza się, i że on sam ma dość już jej fumów, a na dokładkę primadonna zaczęła... tyć! I nic nie pomagały żadne diety cud.
                  foto2.m.onet.pl_m/a322e575b1e8ddbc837cc3d578d286de,21,19,0.jpg
                  Zaangażował więc „drugą primadonnę” Lucynę Massal, która już miała pewne sukcesy na prowincji, no ale Charków i Humań to nie Warszawa. Kawecka zetknęła się z Messalką na scenie po raz pierwszy w 1909 r. i zaczęła z nią rywalizować. Ostateczny pojedynek gwiazd odbył się w grudniu tego roku w operetce Leo Falla „Rozwódka”, po którym ambitna Kawecka opuściła Warszawę. Wyjazd był iście królewski. Czekał na nią specjalnie zbudowany „Cristal Palace” – teatr w Petersburgu i gaża 40 tys. rubli za dziewięciomiesięczny sezon oraz różne beneficje.
                  Pozdrawiam :-)
                  • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 19.10.08, 18:36
                    Coś maszyna nie zadziałała, więc powtarzam link:

                    foto2.m.onet.pl/_m/a322e575b1e8ddbc837cc3d578d286de,21,19,0.jpg
                    • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 20.10.08, 17:32
                      Kawecka zarówno na scenie, jak i w życiu prywatnym była kobietą niezwykle elegancką. W walce z tuszą skapitulowała, ale pogłębiające się defekty kształtów umiejętnie maskowała strojem, stając się w sposób niezamierzony dyktatorką mody. Była też kolekcjonerką kosztowności. Słynny stał się jej zbiór brylantów, którymi uwielbiała obnosić się po scenie. Choć i tak z daleka tylko wprawne oko mogło odróżnić klejnoty od szklanych świecidełek, ona jednak żadnych podróbek nie cierpiała. Uważała, że primadonnie cesarskich „Nowości” nie wypada stroić się w falsyfikaty, których pod dostatkiem było w rekwizytorni.. Miała więc w swej garderobie szafę pancerną, kryjącą przeróżne precjoza. Czegóż tam nie było? Kolia brylantowa oprawiona w platynę, w której największy diament ważył 44 karaty!, słynny motyl brylantowy, szacowany na 42 tys. rubli, kolekcja pięćdziesięciukilku drogocennych pierścionków, szczerozłoty komplet toaletowy składający się z miednicy, lusterek, szczoteczek i... urynału. Prawie wszystkie kosztowności, o dziwo, przetrwały wojny i rewolucje. Gdy w 1919 r. wracała z Rosji do Polski podobno bolszewickich celników pokonała zaskakującą argumentacją: „Te klejnoty są własnością widzów – powiedziała. Czy chcielibyście, aby robotnicy patrzyli na fałszywe, gdybyście mi prawdziwe skonfiskowali?”
                      I nie skonfiskowali.
                      Pozdrawiam :-)
                      • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 21.10.08, 14:40
                        Po powrocie do Polski Kawecka nie mogła odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Nie było już Dyrekcji Teatrów Rządowych i możnych protektorów, a Teatr Nowości w 1921 r. uległ likwidacji. Wiele koncertowała gościnne, występując: w Poznaniu, Toruniu, Wilnie, Lwowie, Bukareszcie, Nicei i w rodzinnej Warszawie. Dużo też podróżowała dla rozrywki, obserwując przy okazji występy zagranicznych gwiazd operetki. Konkurencji nie tolerowała, raczej sama usuwała się ze sceny, nie podejmując rywalizacji. W ten sposób pogrążała swych fanów w żalu i niedosycie wrażeń. I za to jeszcze mocniej ją kochali.
                        Mając 54 lata, zmarła w 1929 r. w Wilnie i została pochowana na Powązkach (kw. 35-V-9/10). Małżonek jej, Jan Wielogłowski, na grobie wystawił pomnik (nieustalonego autorstwa), który należy do najczęściej odwiedzanych, szczególnie w Święto Zmarłych. Na tle czarnej granitowej płyty przedstawia on wykutą w białym marmurze płaskorzeźbę artystki na scenie, w chwili gdy przeznaczenie zaciąga nad nią kurtynę śmierci.
                        Pozdrawiam :-)
                        • cler27 Re: Ach, damą być 31.07.09, 11:19
                          Witam !
                          Mam pytanie : czy Wiktoria Kawecka miała dzieci ?
                          Pozdrawiam.
                          • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 01.08.09, 12:42
                            cler27 napisała:

                            > Mam pytanie : czy Wiktoria Kawecka miała dzieci ?


                            Wszystko wskazuje na to, że Kawecka w małżeństwie z Wielogłowskim dzieci nie
                            miała. Ani w Polskim Słowniku Biograficznym, ani w Słowniku Biograficznym Teatru
                            Polskiego nie ma informacji o ich progeniturze.

                            Przy okazji warto przypomnieć, że w tym roku minęło 80 lat od śmierci Kaweckiej.
                            Nie pamiętam, żeby świat artystyczny, utrudzony pogonią za angażami i gażami,
                            pamiętał o tej rocznicy.
                            Pozdrawiam :-(
                            • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 02.08.09, 20:08
                              Nadzieja na upamiętnienie Kaweckiej tylko w panu Witoldzie Sadowym, jeśli czyta nasze posty.
                            • cler27 Re: Ach, damą być 03.08.09, 13:18
                              Witam !
                              Zapytałam o dzieci Wiktorii Kaweckiej, bowiem w mojej rodzinie
                              mówiło się, iż W.Kawecka miała nieślubną córkę. Ta córka została
                              później żoną brata mojej babci.
                              Stąd moje pytanie... :)
                              Pozdrawiam.
                              • horpyna4 Re: Ach, damą być 03.08.09, 15:25
                                No cóż, w tamtych czasach nieślubne dzieci na ogół wyretuszowywano z
                                oficjalnych życiorysów...
                              • andrzej_b2 Re: Ach, damą być 04.08.09, 10:05
                                cler27 napisała:

                                > w mojej rodzinie
                                > mówiło się, iż W.Kawecka miała nieślubną córkę. Ta córka została
                                > później żoną brata mojej babci.

                                Gratuluję! To miło żyć ze świadomością koneksji rodzinnych z gwiazdą muzyki
                                rozrywkowej pierwszej wielkości.
                                Kawecka bez wątpienia do takich należała. Sukcesy święciła w kraju i zagranicą.
                                Znały ja sceny Petersburga, Odessy, Londynu, Nicei i Rygi, nie mówiąc już o
                                wszystkich teatrach rodzimych. Do swej biografii dopisała też piękny wątek
                                patriotyczny. Dzięki swym stosunkom z aparatem władzy carskiej wiele ludzi
                                uratowała od katorgi a może i od stryczka.
                                Ale różne skandale obyczajowe są przywilejem wielkich gwiazd. Przez publiczność
                                bywają oceniane na równi wysoko z sukcesami artystycznymi. I tamte właśnie
                                dłużej pozostają w przekazie społecznym niż rzeczywiste osiągnięcia na scenie i
                                w życiu.

                                Pozdrawiam :-).
                                • cler27 Re: Ach, damą być 04.08.09, 10:52
                                  Witam !
                                  Tak , jestem dumna :)
                                  Miałam nadzieję, że w jakiś sposób uda mi się udokumentować ten
                                  fakt, ale raczej muszę porzucić swoje nadzieje...
                                  Ciotka nie żyje już od 1990 roku, wujek od 1974, a nie mieli dzieci -
                                  i nie ma naturalnego źródła informacji genealogicznych :(
                                  Pozdrawiam :)
      • mooj Re: Komu wierzyć? 19.10.08, 19:04
        "...szpital dziecięcy przy ul. Aleksandrii,..."
        czy raczej przy ulicy Aleksandria? (ew. Aleksandrya:)
        • horpyna4 Re: Komu wierzyć? 20.10.08, 19:18
          Oczywiście była to ulica Aleksandrya. "Ilustrowany Przewodnik po
          Warszawie" z 1893 roku podaje informację, skąd się wzięła ta nazwa
          ulicy:
          "Nazwa Aleksandryi powstała ztąd, iż tu było miasteczko zwane
          Aleksandrya, posiadające własną jurydykę."
          Z biegiem lat zmieniała się pisownia. Na planie z 1910 roku jest
          ulica Aleksandrja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka