Dodaj do ulubionych

Sprawa Marty z Babic

20.11.03, 02:41
Należy też zająć się panią kurator, która wlazła w życie rodziny
z buciorami i zniszczyła ją.
Obserwuj wątek
    • Gość: syrenka Re: Sprawa Marty z Babic IP: *.chello.pl 20.11.03, 08:27
    • Gość: syrenka Re: Sprawa Marty z Babic IP: *.chello.pl 20.11.03, 08:34
      Proponuję, żeby sejm udzielił im pomocy i przyznał "Order
      Uśmiechu". Niech wszycsy rodzice wzorują się na ich metodach
      wychowawczych. A kuratora - pod sąd, po co się wtrąca.
    • Gość: Illdo Re: Sprawa Marty z Babic IP: *.chello.pl 20.11.03, 20:40
      No właśnie. Kto to widział żeby dzieci bronić i próbować im
      pomóc. Ale dziś u nas rozpasanie.
      • szczupy Re: Sprawa Marty z Babic 24.11.03, 23:48
        Najgorszemu wrogowi nie życzyłbym takiej "pomocy". Pani kurator, wespół z
        resztą "organów", chciała się wykazać i zniszczyła całą rodzinę.
    • rubeus Re: Sprawa Marty z Babic 20.11.03, 20:50
      była cała seria tekstów w życiu warszawy... :
      Sprawa wyglądała zupełnie inaczej niż przedstawiły to media.

      www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=23761
      www.zw.com.pl/apps/a/tekst.jsp?place=zw2_ListNews1&news_cat_id=9&news_id=25450
      • rubeus Re: Sprawa Marty z Babic - jeszcze jedne tekst 20.11.03, 20:50
        Uwolnijcie rodziców Marty

        Z Piotrem Młynarskim, przyjacielem rodziców Marty z Babic, rozmawiająJustyna Węcek i Katarzyna Borowska

        Pomaga Pan babci opiekować się braćmi Marty. Jak oni się teraz czują?

        Cały ich świat legł w gruzach. W ciągu dwóch dni stracili siostrę i rodziców. A trzeba podkreślić, że była to bardzo
        kochająca się rodzina. Teraz 11-letnim Tomkiem, 15-letnim Szymonem i 17-letnim Mariuszem opiekuje się babcia. Przez
        pierwszy miesiąc ze skromnej renty musiała utrzymać siebie i chłopców.

        Gdzie wtedy była pomoc społeczna?

        Dopiero tydzień temu zainteresowano się chłopcami. Przez miesiąc zostawieni byli sami sobie. Nie mieli pieniędzy ani na
        jedzenie, ani na opłaty domowe. Pomagałem im wspólnie z przyjaciółmi rodziny.

        Od jak dawna przyjaźni się Pan z państwem M., rodzicami Marty?

        Od 13 lat. Marek był zawsze gotowy do pomocy. Był honorowy, nawet kiedy sobie nie radził, nie potrafił wyciągnąć do nikogo
        ręki po pieniądze. Małgosia poświęciła się domowi. Przez lata zajmowała się wyłącznie wychowywaniem dzieci. Dopiero po
        chorobie Marka, kiedy w domu zabrakło pieniędzy, poszła do pracy.

        W jaki sposób traktowali Martę?

        To było długo wyczekiwane dziecko. Marek marzył o córce - wcześniej urodziło mu się czterech synów. Także Małgosia bardzo
        pragnęła tego dziecka. Chłopcy byli nawet czasem zazdrośni o siostrę. Marta traktowana była wręcz na innych warunkach niż
        reszta rodzeństwa. Z racji jej upośledzenia i choroby - dziewczynka ma skazę białkową - mogła liczyć na nieco lepsze
        jedzenie niż chłopcy. Przez to w domu mogły się z tego powodu rodzić konflikty. Na pewno jednak nie było żadnej patologii.


        Czy rodzice się jej wstydzili?

        Przez ich dom przewijały się setki osób. Marta nie była przed nimi ukrywana. Tyle tylko, że dziewczynka ma tendencję do
        rozbierania się do naga. Dlatego nie zawsze biegała wśród gości. Na pewno nie wstydzili się swojej córki. W sierpniu Marek
        był razem z Martą i 15-letnim Szymkiem na festynie rodzinnym w Zielonkach. Czasem nawet wydaje mi się, że z piątką dzieci
        radzili sobie lepiej niż ja z dwojgiem swoich.

        Czy jednak trzeba było Martę zamykać?

        Gdy zobaczyłem zdjęcie tej skrzyni w gazecie, sam się przestraszyłem. Wygląda tam, jak zamykany kufer. Tymczasem to nic
        innego, jak dziecinne łóżeczko, nie zamykane niczym od góry. Sam im je dałem, bowiem moje dzieci z niego już wyrosły.
        Marek obił je dyktą, bo Marta wyłamała szczebelki. Jest bardzo silnym i niespokojnym dzieckiem. Odkąd jest w szpitalu
        stała się agresywna, uspokaja się dopiero, gdy zobaczy braci. Na zdjęciu pokój i łóżeczko faktycznie nie wyglądały
        najlepiej, ale to dlatego, że właśnie trwał tam remont.

        Czemu więc rodzice nie zapewnili upośledzonej córce specjalistycznej opieki? Jest dużo placówek, które mogłyby się nią
        zająć.

        Starali się, jak mogli. To nieprawda, że Marta nie była leczona. W książeczce zdrowia nie miała ani jednego wpisu? Co z
        tego? Moje dzieci też nie mają. Czy to znaczy, że od razu trzeba mnie wsadzać do aresztu? Leczę swoje dzieci prywatnie, i
        jestem z tego powodu zadowolony. Tak samo robili rodzice Marty. Jeszcze dwa lata temu powodziło im się całkiem dobrze i
        stać ich było na prywatne leczenie. Ostatnio było u nich krucho z pieniędzmi, wiem jednak, że Małgosia interesowała się
        specjalistyczną placówką w Zielonce. Była tam w sierpniu, ale trwał tam remont. Na początku września rozchorowała się i
        pewnie dlatego nie rozwiązała sprawy do końca.

        Jest Pan pewien, że dziewczynka była leczona?

        To przecież my odnaleźliśmy zeszyty. W nich - oprócz dokładnych zapisków Małgosi - są także uwagi lekarzy. W tej chwili
        zeszyty bada prokuratura.

        Czy chłopcy widzieli się z rodzicami od ich zatrzymania?

        Byliśmy w areszcie. Marek tak bardzo schudł, że chłopcy ledwo go poznali. Małgosia posiwiała. Synowie źle znoszą
        rozstanie, obawiają się nawet o życie rodziców. Obydwoje są ciężko chorzy i wymagają specjalistycznej opieki lekarskiej.
        Małgosia ma zdiagnozowanego raka tarczycy, Marek zaś cierpi na potworne bóle głowy. Lekarze stwierdzili, że to migrena.
        Nie potrafią go leczyć. Dostaje tylko bardzo silne leki przeciwbólowe. Czasem jest tak źle, że przyjeżdża do niego
        pogotowie.

        Uważa Pan, że rodzice Marty powinni zostać wypuszczeni z aresztu?

        Ależ oczywiście. Chłopcy ich potrzebują. Czy trzeba było tę rodzinę rozbijać? Dlaczego nie mogliby odpowiadać z wolnej
        stopy? Teraz stracili pracę, prawdopodobnie zdrowie i dobre imię. Może faktycznie opieka nie była najlepsza, jednak na
        pewno bardzo kochają Martę. Przecież nie zamyka się wszystkich rodziców, którzy nie radzą sobie z opieką nad dziećmi. A
        oni i tak, moim zdaniem, przy wszystkich tych przeciwnościach, byli bardzo dzielni. Ich 17-letni syn też jest
        nieuleczalnie chory. Cierpi na stwardnienie rozsiane. Dlatego zrobię wszystko, by im pomóc.

        Data: 12.11.2003
      • rubeus Re: Sprawa Marty z Babic - kolejny tekst 20.11.03, 20:51
        Rodzinie na pomoc

        Po naszych publikacjach coraz więcej ludzi chce pomóc rodzinie Marty z Babic. Janusz Korwin-Mikke chce zorganizować
        zbiórkę pieniędzy m.in. dla braci dziewczynki.

        Ta historia mną wstrząsnęła. Chłopcom trzeba jak najszybciej pomóc. Jak można było ich zostawić na pastwę losu? - Janusz
        Korwin-Mikke, były poseł i publicysta, nie kryje oburzenia tą sprawą. Jego zdaniem działania prokuratury były zbyt
        pochopne, być może podjęte pod wpływem mediów.

        Przypomnijmy: ponad miesiąc temu kurator sądowy i policja wtargnęli do domu w Babicach. Znaleziono tam 7-letnią Martę -
        dziewczynka siedziała w "skrzyni", naga, przykryta kocem. Zabrano ją do szpitala.

        Prokuratura zareagowała natychmiast - ojca zatrzymano tego samego dnia, matkę zaś - dzień później. Rodzicom postawiono
        zarzuty znęcania się psychicznego nad dzieckiem oraz pozbawienia wolności. Kilka tygodni temu zawieszono im prawa
        rodzicielskie.

        Marta przebywa w szpitalu, dziewczynka jest upośledzona, prawdopodobnie od urodzenia. Nie zachowuje się jednak jak ktoś,
        kto był więziony lub nad kim znęcali się rodzice. Zanim jednak sprawa państwa M. trafiła do sądu, cała Polska wydała już
        wyrok na rodzinę.

        Jako pierwsi sprawę Marty z Babic ukazaliśmy w innym świetle. Okazuje się, że wiele rzeczy, które przedstawiły prokuratura
        i media, teraz wygląda inaczej. Skrzynia, której zdjęcie obiegło całą Polskę, to nic innego jak dziecięce łóżeczko obite
        dyktą. Potwierdzają to policyjne protokoły. Dziewczynka nie przebywała w żadnej przybudówce, ale w pokoju. Tyle że
        niewykończonym, bo w domu trwał właśnie remont.

        Przyjaciele państwa M., i psychologowie zajmujący się rodzeństwem Marty mówią zgodnie: - Nie wszystko w tej rodzinie było
        w porządku. W ostatnim czasie dotknęło ich wiele nieszczęść - choroba matki, ojca, jednego z chłopców, a do tego
        upośledzenie Marty. Rodzina pozostała zupełnie bez pomocy, nic więc dziwnego, że w którymś momencie przestała sobie radzić
        ze swoimi problemami. Należało im pomóc, a nie osądzać - dodają.

        Data: 12.11.2003

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka