edek40
06.12.10, 11:05
Tyle sie mowi o kiepskich szkoleniach kierowcow. O tu prosze. Jade sobie i widze, jak instruktor nakazal adeptowi uczyc sie jednego z najniebezpieczniejszych manewrow, na ktore slusznie polozono wielki nacisk - czyli parkowania. Samochod stoi 45o do osi jezdni i stoi i stoi i stoi. Wysiadlem, aby pomoc. Instruktor wybral jedyne wolne miejsce na parkingu. Wolne z uwagi na zaspe sniegu na wjezdzie. No i yariska sie powiesila na amen. Zagadniety instruktor oswiadczyl, ze pomoc jest zbedna, bo kurasant musi sobie sam radzic. No, trzeba przyznac, racja. Pojechalem.
I tak mnie teraz naszlo. Co, do jasnej ..., na znaczyc radzenie sobie samemu w takiej sytuacji? Tu bez pomocy raczej malenstwo nie wyjedzie. Tu radzenie sobie oznacza wiedziec kiedy poprosic o pomoc. Druga rzecz, ktora mnie uderzyla to opony. Letnie.
No i godzinka intensywnego kursu zleci. Brawo dla instruktora!!! Nie mozna powiedziec, ze naraza kursanta na niebezpieczenstwa jazdy na letnich oponach w trudnych warunkach. On go po prostu uziemia i wtedy kursant nie zrobi sobie lub innym krzywdy i nie dojdzie do glosnego procesu, ktory w koncu wina za smiertelny wypadek obaczyl instruktora, a nie kursantke.