emes-nju
17.01.11, 12:50
Wczoraj na DK76 przed Garwolinem natknalem sie na dziwne oznakowanie. Najpierw, na prostej i wyjatkowo dobrej jak na polskie warunki drodze, pojawilo sie ograniczenie do 60 km/h, a kilkadziesiat m dalej do 40 km/h. Zwolnilem znacznie, bo z przeciwka jechaly samochody (wszystkie mialy "dobrze" ustawione swiatla wiec niewiele widzialem). Jak samochody przejechaly zauwazylem, ze droga prowadzi w dol, a poza tym nic groznego nie widac. Przyspieszylem do 70-tki i... nic. W pewnym momencie, po wyjechaniu z "dolinki", zauwazylem szare tyly dwoch okraglych znakow - tak, to byly znaki 40 i 60 km/h dla ruchu w przeciwna strone. Dla mojego kierunku odwolania nie bylo, ale to juz chyba nikogo nie dziwi.
Co w tym dziwnego? "Oznakowanie" jakich setki mozna spotkac na polskich drogach. Czepiam sie 40-tki na prostej drodze? Nie - to juz nudne do wyrzygania.
Czepiam sie jakiegokolwiek braku informacji, bo ograniczenie jakis czas temu bylo chyba nad wyraz zasadne... Otoz w ramach roztopow na dnie dolinki roztopowa woda nie zmiescila sie chyba w rowach i na okolicznych polach i wplynela na droge - wczoraj byla prawie do samego asfaltu, ale jezdnia byla juz sucha. Ale jak na jezdni byla woda, to 40-tka mogla okazac sie zbyt duza predkoscia. Bo nawet dosc grubej warstwy wody na jezdni w nocy w czasie opadu mozna nie zauwazyc. Szczegolnie jak z przeciwka jest ruch.
Dlaczego nikomu nie wpadlo do durnego lba umiescic pod 40-tka tabliczki informujacej od podtopieniu drogi? No jak to dlaczego! Kierowca ma obowiazek "dostosowac"! A drogowec ma obowiazek tak oznakowac droge, zeby mu nikt do d... nie skoczyl nawet jak ktos sie zabije wpadajac w 20 cm kaluze o dlugosci kilkudziesieciu m. Przeciez byl ZNAK (pojecie magiczne) :-/