edek40
07.09.11, 10:20
Wszyscy mniej wiecej wiemy, ze nie nalezy wjezdzac z drogi podporzadkowanej na glowna pod jadacy nia samochod. No chyba, ze ten jedzie za szybko, wtedy policja uzna wine obu stron...
Takie rozumowanie (obawiam sie, ze to moze byc rowniez skutek bezmyslnego czytania tego forum) wykazala dzis pani na rowerze. Otoz wyjechala ze zdecydowanie zbyt malym odstepem pod moje auto. Zupelnie przypadkiem, moze z uwagi na poranna pore, jechalem cos w poblizu zyciodajnego 50 km/h. Pani zapewne liczyla, ze powolutku wyprzedze ja i po sprawie. Taki wlasnie odstep zostawila. A wiadomo (rowniez z tego forum), ze rowerzystow mozna wyprzedzac na grubosc lakieru, bo jedyne co wazne to predkosc samochodu. Niestety pani sie przeliczyla, bo z przeciwka jechal samochod ciezarowy. Ja zas jechalem dodgem, ktory szeroki jest. Nie zdecydowalem sie na wyprzedzanie. Podjalem decyzje o hamowaniu i zjezdzie na trawiaste i szerokie pobocze po wytraceniu maksimum predkosci na asfalcie.
Efekt: porzadnie wystraszone dzieci, jedno z obita o szybe glowa; uszkodzona oslona przegubu napedowego (w trawie lezal pret zbrojeniowy); beztrosko odjezdzajaca pani rowerzystka. Zaloze sie, ze wlasnie o to chodzi w tej polityce ochrony najslabszych uczestnikow ruchu...