Gość: Paweł
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.05.04, 23:39
Dlaczego w Polsce kierowcy nie przestrzegają przepisów i jeżdżą za szybko? Na
przejściach dla pieszych, wiele razy w ciągu dnia, kilkaset ludzi ociera się
o śmierć albo ciężkie kalectwo albo staje się ofiarami takich zdarzeń.
Spróbujcie w Polsce przejść bezpiecznie na ruchliwym skrzyżowaniu ulic, gdzie
nie ma świateł. W sobotę po południu lepiej nie wyjeżdżać na drogi, bo
zastępy młodych kierowców w swych samochodzikach wyciągają „ile fabryka
daje”. Wtedy nikt i nic się nie liczy i mało kto im w tym przeszkadza. Jechać
50 km/h? Nie wypada jechać tak głupio!
W krajach „starej Unii Europejskiej” w obszarze miast nikt nie odważy jechać
szybciej niż 50 km/h, a jeśli pieszy zbliży się do pasów – bezwzględnie
zatrzymują się wszystkie auta od osobowych aż po tiry.
W Polsce w wypadkach drogowych ginie ok. 5000 ludzi rocznie, głównie z powodu
nadmiernej prędkości i bezmyślności kierowców. Straty moralne i materialne
spowodowane wypadkami są ogromne. Kontrola ze strony słabo opłacanej policji
jest „rutynowa” tj. nieskuteczna i słaba i w efekcie kierowcy jeżdżą bardzo
źle, a wpływy z mandatów są niskie. Relacja między policjantami a kierowcami
na razie jest „sielska”.
Mam propozycję, której wdrożenie bez żadnych spektakularnych przedsięwzięć
zmieni radykalnie sytuację!
Proponuję aby na podstawie zmiany przepisów, wszystkie należności za mandaty
drogowe wpływały legalnie do dochodów osobistych policjantów (do
opodatkowania). Ja obywatel RP zgadzam się na to. Myślę, że policjanci będą
bardzo tym zainteresowani i zaczną wreszcie bardzo skutecznie realizować
swoje zadania. Ale pobranie przez policjanta należności od kierowcy i nie
przydzielenie należnych kierowcy punktów karnych równałoby się z
natychmiastowym zwolnieniem policjanta z pracy. To kategorycznie zmieni
relację między policjantami i kierowcami w kierunku przestrzegania przepisów.
Niech ktoś wykona wieloaspektowy bilans takiego przedsięwzięcia i udowodni,
że mój pomysł jest zły. Może warto przeprowadzić ogólnonarodową dyskusję na
ten temat i dokonać jeszcze jednej bardzo ważnej zmiany w życiu Polaków. A
może „Wyborcza” się tym zainteresuje?