emes-nju
27.05.13, 10:57
Wczoraj wieczorem pękło kilkaset kilometrów po drogach niewątpliwie lepszych niż w Szkocji. Był zaskakująco mały ruch, a więc i Morderców Drogowych (jadących 70-tką w zabudowanym lesie) było mało.
Pierwszą, przedwieczorną, część trasy jechało się dobrze. Niestety razem z zapadaniem ciemności zaczęła gwałtownie obniżać się temperatura, co zaowocowało lokalnymi, niezbyt silnymi zamgleniami.
Dopóki jechałem po S7 było ok. Niestety musiałem z niej zjechać na drogę bezpieczną betonem (DK50). Zgodnie z moimi przypuszczeniami moje ukochane błyskacze zaczynają się psuć. I gdyby popsuły się wszystkie, byłoby ok. Ale niestety psuja się po kolei. Jeżeli zepsute jest oświetlenie pojedynczej wysepki strzegącej skrzyżowania ze strategiczną polna drogą, jest dobrze. Gorzej jeżeli kierowca wjeżdża w serię wysepek. A już najgorzej jak zepsute jest oświetlenie pierwszej wysepki z serii... Bo ten pierd... błyskacz z pierwszej świecącej wysepki rozświetla mgłę tak, że nic nie widać! Do tego rozmalowanie drogi zaczyna ulegać biodegradacji, a więc nie bardzo da się jechać "po paluszku"...
Po przejechaniu odcinka z Grójca za Wisłę (skrzyżowanie z droga 801) byłem mokry i zestresowany. Odetchnąłem z ulga jak wyjechałem na parszywą i niebezpieczną (bo bez betonu i błyskaczy!) drogę 801. Bo tam nic mi nie świeciło bezpiecznie w oczy. Jechało się nieporównywalnie lepiej mimo, że mgła zgęstniała tak, że miejscami musiałem zwalniać do 40-50 km/h.