Dodaj do ulubionych

Kontakt z instruktorem

IP: *.walbrzych.sdi.tpnet.pl 10.01.07, 16:17
Jaki mieliście kontakt z instruktorem podczas kursu?I czy utrzymujecie go
nadal?Ja z moim czasem gadam (jak ide na wf to parkuje pod moją szkoła
jazdy).W sumie tylko on,mój chłopak i ja mielismy nadzieje,ze zdam za
pierwszym.Za tą wiare kupilam mu 0.7l (instruktorowi).A sama nie
piłam.Fajnie,ze nauczyl mnie jak trzeba,choc nadal robie babole na
drodze,dzięki Grzechu!!!
Obserwuj wątek
        • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 08.03.07, 20:19
          Dlaczego zaraz bajerowaniu... ja z moim jestem w relacji "kumplowskiej", bez
          bajery, ale i bez oficjalki, za to z czepliwością i wychwytywaniem wszelkich
          błędów, jakże zresztą rozlicznych:). Można mieć spoko kontakt i jednocześnie
          nie musi się to opierać na zarywaniu. Prawda, Panie Instruktorze? :P
          --
          - Wrócisz tu jeszcze?
          - Ale nie wrócę już stąd. O to ci przecież chodzi, prawda?
          Marek Hłasko
          • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 09.03.07, 22:43
            No właśnie to mnie intryguje... Edi, jak to jest... zaznaczam, że potrzebuję
            skonfrontować z Twoim doświadczeniem moje rozważania czysto teoretyczne, nie
            zaś wyprodukować jedną ze swoich życiowych teorii pisanych gdzieś na marginesie
            PRD:)... zakładamy relację, w której obie strony dają wyraźne sygnały
            kierunkowe... i w pewnym momencie przenosisz środek ciężkości z prawa jazdy na
            instruktora, przejawia się to w Twoim sposobie myślenia o kursie, bo już nie
            myślisz, że idziesz na jazdę, tylko, że idziesz do Heńka, Mirka, Tomka,
            Bolesława... efektem tego jest osłabienie koncentracji... czy inaczej... czy
            wżerasz się w kodeks i uczysz się na pamięć tego, co pod machą tak, jak
            Katarzyna uczyła się Abakarowa i to prawko staje się centrum, a instruktor
            przejawia się gdzieś na wpół świadomie... i czy, jeśli nadejdzie moment, w
            którym pomyślisz, że już niczego się od niego nie nauczysz, że nie tego się od
            niego uczysz... bo jednak idziesz tam i ufasz twemu facetowi, wierzysz, że ma
            Ci do przekazania jakąś wiedzę i że to jest istotą, to czy potem nie odbierasz
            jego troski wybiegającej poza prawko, jego.......(wstaw, co uważasz za
            stosowne:) jako skomplikowanego systemu chwytów marketingowych mających na celu
            wyciągnięcie od ciebie kasy, że z relacji ludzkiej i całkiem normalnej wyrasta
            nieufność i podejrzliwość... i czy to w konsekwencji prowadzi do zmiany
            instruktora... i czy to obrażenie nie potwierdza, że jednak było coś nie
            halo... macie jeszcze kontakt? Z czystej ciekawości nad mechanizmem
            funkcjonowania takiego układu... może mi napisz na priva, jak tu nie chcesz?
            --
            "A ja nie chcę być instruktorem, którego uczeń nie potrafi nic po trzydziestu
            godzinach" Marek Hłasko
      • Gość: gina Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.07, 17:16
        Mi sie strasznie podobał mój instruktor i nie powiem ze sie wzajemnie nie
        bajerwoalismy ;)Bo dziewczyny to tak juz jest ze podobaja nam sie instruktorzy
        bo sa tacy męscy i czujemy sie przy nich bezpiecznie;)ja 2 tygodnie temu
        skonczylam kurs ale nadal przychodze na jazdy do mojego instruktora bo nie
        mozemy bez siebie wytrzymac ;)Tylko obawaiam sie ze koniec kursu to koniec
        znajomosci bo nie bedziemy sie juz tak czesto widywac:(a w koncu kurs robia
        ronze fajne kobitki ;(Marcin nie zapominaj o mnie bo ja bede do konca zycia
        pamietac jazdy spedzone u twego boku!
          • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 21.09.07, 23:03
            Gość portalu: PMSL napisał(a):

            > "Bo dziewczyny to tak juz jest ze podobaja nam sie instruktorzy
            > bo sa tacy męscy i czujemy sie przy nich bezpiecznie"
            >
            > Jak siega po kanapke z jajkiem i cebula to tez sie tak czujesz?
            PMSL...

            Wiesz co? Tak. Tzn. u mnie nie do końca chodzi o "bycie takim
            męskim", ale czuję to samo, bez względu na to, co mój instruktor
            aktualnie spożywa.
            --
            Po co komu normalny związek, socjopatów też ktoś musi wychowywać.
            • Gość: power Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.07, 23:31
              linia.frontu napisała:

              > Wiesz co? Tak. Tzn. u mnie nie do końca chodzi o "bycie takim
              > męskim", ale czuję to samo, bez względu na to, co mój instruktor
              > aktualnie spożywa.

              Ja też.Mógłby nawet jeść czosnek, mi to nie przeszkadza.Dla mnie
              takie głupie gadanie o tym ze instruktor zje to czy tamto i to ma
              wplynąć na męskość jest śmieszne i dziecinne.Jak ktoś kogoś kocha to
              mógłby mu nawet pampersa zmienić jakby nie mógł wstać z łóżka i nie
              byłoby to dla tej osoby obrzydliwe!
              Do linii forntu-jeśli u Ciebie nie chodzi o bycie męskim to o co
              chodzi bo jestem ciekawa?O psychikę? A fizycznie instruktor nie jest
              ok?
              • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 22.09.07, 10:15
                Gość portalu: power napisał(a):

                > Do linii forntu-jeśli u Ciebie nie chodzi o bycie męskim to o co
                > chodzi bo jestem ciekawa?O psychikę? A fizycznie instruktor nie
                > jest ok?

                Łolaboga:). Po prostu uważam, że nie o to chodzi w związku, żeby
                facet był "taki męski", trochę to infantylne podejście. Jest
                najlepszym kumplem, jasne, że czasem się wkurzamy wzajemnie, ale
                lubimy się, mogę zawsze na niego liczyć, a on może liczyć na mnie.
                Tutaj chodzi przede wszystkim o związek psychiczny, o wzajemną
                relację emocjonalną. I nie przeszkadzają mi takie głupoty jak to, że
                mu np łupież wyskoczył;), wszelkie aspekty fizyczne schodzą na
                dalszy plan, ponieważ patrzę na niego przez pryzmat jego psychiki.
                Jest bardzo przystojny i "męski", strasznie mnie kręci, fizycznie
                również, bo facet musi mi się choć trochę fizycznie podobać:). Jakby
                miał być tylko "męski", to takich jest naprawdę na pęczki.
                --
                Po co komu normalny związek, socjopatów też ktoś musi wychowywać.
        • Gość: swoimi słowami Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.07, 18:21
          Mógłbym Ci powiedzieć, że jeżdżenie jest jak kobieta i jeśli się ją kocha, to
          wtedy boisz się, że nie jesteś dosyć dobry dla niej i że nie starczy Ci życia,
          aby się nią nacieszyć. Ale to czujesz tylko wtedy, jak naprawdę kochasz, bo nie
          obchodzi Cię przecież, co powie, czy pomyśli o Tobie dz.wka, z którą gdzieś tam
          śpisz, a rano wychodzisz na palcach, żeby jej nie obudzić i żeby już z nią nie
          gadać. Ja to wszystko wiem. Tylko, że w tych wszystkich kodeksach nie
          przeczytałeś o tym, co się stanie z Tobą, kiedy jesteś naprawdę uczciwy. I
          jeśli myślisz o jeżdżeniu uczciwie, a nie tylko o tym, żeby ukraść kursantowi
          jego czterdzieści złotych i koniec. I co się stanie, jeśli jesteś uczciwy? To,
          co się zawsze staje: zostaniesz sam ze swoją miłością, ale bez swojej kobiety.
          Jeśli kochasz jeżdżenie i wierzysz, że ktoś inny chce być kierowcą, i uczysz go
          myśląc, że on czuje to samo, i on rozwala samochód albo nagle ginie - wtedy
          zostajesz sam, bez pracy i bez samochodu, którego nikt ci nie da, bo będą
          myśleć, że nie umiałeś uczyć, ale nie pomyślą, że Ty po prostu zaufałeś samemu
          sobie i twemu uczniowi myśląc, że on czuje to samo, co Ty. I wtedy zostajesz
          sam i ludzie myślą, że jesteś skończony i to jest prawda, o której nie wie
          sędzia ani Ty, ani te wszystkie przepisy, które przeczytałeś.
          To tak, żebyś nie zapomniał.
          • Gość: milo nie wspominam Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.03.07, 19:47
            moj instruktor wydawal sie być ok... wydawal .... bylo na jazdach super mily i taki fajny swojski chlop ...
            gadal cos o tym ze jestem najlepsza ... o innych kursantach miał nienajlepsze zdanie .... tak zdalam za
            pierwszym razem nauczyl mnnie super teraz smigam bez problemu rozstac sie z czlowiekiwm bylo
            ciezko ... do czasu az nie zorganizowalam spotkania z ludzmi z grupy (bylo nas 9 osób) i co sie okazalo
            ze mial dla nas wszystkich to samo do powiedzenia obojetnie chlop czy baba najezdzal po kazdym
            rowno tylko osoba o ktorej mowa byaal tego nie wiedziala... ale teraz juz kazdy wie ale sobie pouzywal
            na nas.... dobrze ze ten czlowiek juz nie uczy .... uffff przynajmniej nikt juz sie nie nasluca o sobie
            samych super rzeczy a do obcych nie zostanie obgadany... dziewczyny to podczas jazdy to tyko
            umilanie sobie zycia w czasie meczacej pracy ... to pozory ....strzeezcie sie ....
    • Gość: kursantka Re: Kontakt z instruktorem IP: *.chello.pl 15.03.07, 20:42
      Mój pierwszy instruktor to straszny cham i prostak był, oczywiście bajerował i
      liczył chyba na jakiś seks.
      Nie mogłam się z nim dogadać, dołowały mnie te jazdy z nim, stresowałam się i
      czułam, że nie robię żadnych postępów.
      Teraz po pierwszym oblanym egzaminie zmieniłam szkołę i mam bardzo miłego
      instruktora, który motywuje odpowiednio, tłumaczy i jest skupiony na jeździe,
      nie ma radia i nie sms-uje na okrągło z dupami.
      Zła jestem trochę na siebie, że tak późno zmieniłam instruktora.wkrótce egzamin
      mam nadzieję, że zdam a jak nie to będę się uczyć nadal u niego.
      • Gość: ??? Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 04:37
        Ale ciemniak. Mój nie tylko zabezpiecza się rzetelnością w pracy, czyni ze mnie
        osobę wyjątkową, kontemplujemy jego wybory ewentualnych partnerek, przy czym
        kontemplacja każdorazowo ogranicza się do stwierdzenia: "niezła d...", jestem
        więc dopuszczona do wtajemniczenia w życie uczuciowe instruktora. Jak jeździ ze
        mną nie smsuje, zwłaszcza z innymi laskami, tylko pracuje, a jak liczy na
        cokolwiek to też tak, żeby w każdej chwili móc odwrócić kota ogonem. Jednak
        jest do tego człowiekiem z klasą i na poziomie. Powiedz temu swojemu, że
        odrobina kunsztu i finezji w bajerze jest podstawą. Chcąc pozwolić sobie na nie
        musi być idealnym instruktorem, a dopiero potem facetem. Kursantka musi dać się
        złapać na te haczyki, lub musi chcieć się na nie złapać, nie można więc
        podchodzić do niej, jak do kolejnej d..., odrobinę intelektu, Panowie.
    • Gość: milka Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 18:24
      Mój kontakt z instruktorem to był poprostu flirt bajerowanie!Z tego co wiem a
      duzo wiem to instrukottrzy w 70% to bajeranci jak zloto ;-)Tylko ja sie za
      bardzo napailam na cos wiecej(bo tak sie tro szybko posuwalo)ale tak sie stalo
      ze skonczylam kurs kontakt z instrukotrem sie wprawdzie nie urwal ale jest
      mniejszy a moj kochany instruktor jak to juz instrukotrzy maja w naturze
      bajeruje nowe kursantki (wiem bo jedna z nich jest moja znajoma) no i tak nasz
      flircik(szkoda ze tylko flircik)ulecial z wiatrem!A instruktor to bylo takie
      ciacho ze tylko schrupac ;-)
      • Gość: Katarzyna Re: Kontakt z instruktorem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 19:45
        Mój instruktor był fantastyczny!!!!! Szkoda że już kurs się skończył... jak w koncu za 3 razem zdałam to
        szłam od wordu i ryczałam nie ze szczęścia że zdałmam tylko że to juź koniec spotkań z nim...

        I sie urwało czasem pomachamy do siebie łapką jak się widzimy i to wszystko.... szkoda, ale rozumiem
        że nie możemy.

        Ciesze się że tak trafiłam, fajny facet dla mnie jak ojciec.....
        Nie zapomne mu nigdy tego wszytskiego co dla mnie zrobił ..... a nazbierało sie wiele prze caly kurs ....

            • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem-do Linii 17.03.07, 19:51
              Abstrahując, tak sobie właśnie myślałam, że "taki żarcik" zejdzie na znacznie
              poważniejsze, przynajmniej w jednostkowym wymiarze, tory.

              Sęk w tym, że Hłasko wrócił do Biblioteki na rzecz tfu-rcóf innego typu, choć
              zdecydowanie bardziej cenionych przez badaczy i krytyków literatury. Ale
              powiedział to jakoś tak:
              "Jestem winien temu człowiekowi jakąś ilość porządnych słów tak, jak jeden
              człowiek może być winien drugiemu pieniądze. Nie znam żadnego z nich".

              Zaznaczam, że to Hłasko powiedział! Jakoś mocniej to powiedział, bo z większą
              prostotą...
              --
              "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
              Andrzej Szczypiorski
              • Gość: milka Re: Kontakt z instruktorem-do Linii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.07, 21:38
                Linio frontu-od jakiegoś czasu regularnie czytam i piszę na tym forum pod
                rożnymi pseudonimami i czytam Twoje posty i śmiem stwierdzić to czego ty z
                jakiegoś względu nie potrafisz-a mianowicie-JESTEŚ PO USZY ZAUROCZNONA CZY JAK
                TO INACZEJ NAZWAĆ W SWOIM INSTRUKTORZE I TWÓJ KURS PRZERODZIŁ SIĘ ZRESZTĄ TAK
                JAK KIEDYŚ MÓJ BARDZIEJ W SPOTKANIA Z INSTRUKTOREM NIŻ SAMĄ JAZDĘ ;-)ZAŁOŻĘ SIĘ
                ŻE ODLICZASZ GODZINY DO KAŻDEJ JAZDY KTÓRA JEST PRZYJEMNOŚCIĄ 2w1 CZYŻ NIE? ;-)
                jeśli się mylę to mnie popraw ;-)Rozumiem Cię w 100% wiem jak to jest jak
                INSTRUKTOR JEST DLA CIEBIE KIMŚ WIĘCEJ NIŻ TYLKO INSTRUKTOREM ...
                  • Gość: milka Re: Kontakt z instruktorem-do Linii IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.07, 22:29
                    Edytko tak to już jest że WSZYSTKO CO DOBRE SZYBKO SIĘ KOŃCZY ...niestety :(Tak
                    szczerze to nie ma co w większości przypadków liczyć na coś więcej ze strony
                    instrukotra bo my kursantki dla nich jesteśmy jendyie chwilową rozrywką-bajer i
                    te sprawy;)Koniec kursu oznacza żadsze mimo wszystko kontakty z instrukotrem,co
                    powoduje że powoli zapomina on o Tobie na rzecz nowych...czasem bardziej
                    atrakcyjnych niestety...;(Więcej czasu spędza z nowymi,to je bajeruje,umawia
                    sie po jazdach ;(Ale i one i jeszcze nastepne kiedys powiedzą że WSZYSTKO CO
                    DOBRE SZYBKO SIĘ KOŃCZY...;-(
                • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem-do Linii 18.03.07, 08:10
                  Dzięki za wnikliwość:D. No bo po co bym tak rozpaczliwcem podkreślała to
                  kumplostwo i z jakiego powodu odpierała te wszystkie teksty "napalonych
                  jelonków"? Sama wliczam się w ich szeregi, z pełną świadomością mechanizmów
                  funkcjonowania tego kontaktu oraz jego konsekwencji i ta świadomość właśnie
                  godzi okrutnie w moje poczucie samostanowienia;p. Tylko nie rozumiem, czego nie
                  potrafię - czy skończyć tej znajomości, czy o niej nie mówić? Raczej to drugie,
                  jestem ekshibicjonistką emocjonalną i gdzieś tam zawsze to przemycę:).
                  Przyparta do muru, spowiadam się:P
                  Zauroczenie to nie to słowo. Fascynacja. Instruktor jest dla mnie przede
                  wszystkim autorytetem, fascynuje mnie jego trzeźwa ocena rzeczywistości - w
                  cholerę moich dylematów, co do tego, jak żyć, potrafił wejść z właściwym mu
                  dystansem, którego mi brak, zdrową oceną niektórych spraw: mojego faceta, mojej
                  pracy, moich studiów, mnie samej, można by wyliczać w nieskończoność.
                  Kompletnie odbiega od paradygmatu myślenia przez pryzmat Hłaski i jego poczucia
                  moralności, czy czego tam jeszcze, myślenia przez literaturę;). I co mnie
                  jeszcze frapuje w tym człowieku to to, że słucha, tak naprawdę, rzadko kiedy
                  się to zdarza. Jego problemy nie podlegają szczegółowej analizie, a trzeźwej
                  ocenie zjawiska, wnioskowaniu i reakcji. Przy czym, i muszę być na tyle
                  sprawiedliwa, by podkreślić, że peany na cześć jego rzetelności i
                  profesjonalizmu nie są wyabstrahowane z rzeczywistości, co zresztą też mnie
                  fascynuje: to jego poczucie obowiązku i przekonanie, że tylko on jest w stanie
                  przeprowadzić coś właściwie. Instruktorowi nie mam nic do zarzucenia, mimo, że
                  kupę czasu usiłowałam dopatrzyć się nieścisłości, bezskutecznie, o ile łatwiej
                  żyłoby mi się z możliwością negacji tego człowieka;p. Także raz - autorytet,
                  dwa - super "kumpel". Nikt nigdy nie miał dla mnie takiej dawki cierpliwości i
                  wyrozumiałości. Nie nadajemy na tych samych falach, ale świetnie można się z
                  nim dogadać i oprócz tego, że można mu się wypłakać w mankiet, posiada te
                  wszystkie cechy fajnego kumpla. Zresztą, można z nim poflirtować i jednocześnie
                  znać swoje miejsce, choć skłamałabym twierdząc, że nie wiąże się to z żadnymi
                  konsekwencjami w jego postrzeganiu mojej osoby - doskonale wie, że
                  jestem "napalonym jelonkiem", bo wcale się z tym przed nim nie kryję;p. Tylko
                  nie zdaje sobie sprawy z wymiaru tego napalenia, ponieważ traktuje mnie raczej,
                  jak głupiutką 16stkę w różowych jeansikach, po trosze ma rację i sama go w
                  ten "błąd" w rozumowaniu wprowadziłam, więc liczę na to, że tak właśnie będzie
                  o mnie myślał. Wiesz, i na początku był takim właśnie pycha ciachem:D, ale z
                  biegiem czasu i moją dążnością do analizy stał się po prostu drugim człowiekiem
                  i chyba z tego drugiego człowieka najtrudniej jest zrezygnować, bo to wymusza
                  relację międzyludzką, która nie wygląda na sztuczną i na potrzeby kursu. Od
                  cholery mu zawdzięczam, a nie mam jak tago oddać. A teraz, w zasadzie od paru
                  godzin usiłuję zamknąć ten rozdział, bo już jestem na to zdeterminowana. Głupio
                  mi tylko bez powodu zmieniać instruktora i zabierać papiery z ośrodka, to by
                  było nie w porządku, bo to nie jego wina, tylko kwestia mojego braku odwagi
                  cywilnej i słabości charakteru, że mam ochotę zwiać przed problemem.
                  Tym sposobem runął mit rozsądnej i obiektywnej Linni Frontu, bo jestem
                  zaangażowana, co czyni moją obecność na forum bezzasadną. To wszystko miało się
                  znaleźć w innym wątku i w innym czasie. No ale cóż, zostałam zdemilitaryzowana
                  i pozostaje mi machnąć po paz ostatni białą flagą;p
                  Odsyłam do lektury Mareeeeeeeeeczka:), bo to moja jedyna miłoooooooość:)))))
                  Mogłam to inaczej rozegrać. Mogłam się tego sprytnie i z humorem wyprzeć.
                  OK, nazwane, zanalizowane, więc już nie można uznawać tego za nieistniejące:).
                  :*
                  --
                  - Wrócisz tu jeszcze?
                  - Ale nie wrócę już stąd. O to ci przecież chodziło, prawda?
                  MH
                  • linia.frontu Ach, do Jelonków... 18.03.07, 09:59
                    No sorry za tę dosadność, ale trzeba prawdzie w oczy spojrzeć, takich gąsek
                    przez eLeczki przewijają się dziesiątki. Miałam kiedyś okazję obserwować z boku
                    zbiorową euforię około 30 dziewcząt w konfrontacji z wykładowcą... wrażenie
                    przekomiczne. Jedyne, co nas, Jelonki, może uratować, to odrobina auto-ironii i
                    podchodzenie do tych arcypoważnych spraw z przymróżeniem oka, śmieszności i tak
                    nie unikniemy:D, więc może i my się pośmiejmy;p
                    --
                    "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
                    Andrzej Szczypiorski
                    • Gość: milka Re: Ach, do Jelonków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 13:21
                      Jaka epopeeeeeeja ;)No wreszcie wyrzuciałaś na karty tego forum co w Tobie
                      siedziało Linio frontu;)Ja wiedziałam ze tak własnie jest ,bo w różnych wątkach
                      tego forum za dużo było aluzji...:)Tak wogóle to dodam ze NIE MA PRZYJAZNI
                      MIEDZY KOBIETĄ A MĘŻCZYZNĄ!!!zapamiętaj to;)Zawsze któraś ze stron chce czegoś
                      więcej w Twoim przypadku Ty i może On?Właśnie może napisz coś więcej o tym jak
                      on postrzegał Ciebie bo to jak 16-stke do troszke mało ;)Jeśli flirtowaliście
                      to uważam ,że facet nie flirtuje z kobitką ktora mu sie PRZYNAJMNIEJ NIE
                      PODOBA;)I radzę Ci Linio frontu abyś nie zrobiła najwiekszego błedu w swoim
                      życiu jakim byłoby przepisanie się do innego instruktora lub do innego
                      ośrodka!!!Uciekłabyś tak naprawde przed tym czego pragniesz...;-)Wiesz im
                      wiecej sie z kims spedza czasu tym bardziej sie na ta osobe zwraca uwagę;)
                      sugeruje tu np ze mozesz w ramach doszkolenia przed egzaminem (tak jak ja to
                      robilam i wiele moich kolezanek ;)przychodzic na jazdy innych kursantow w celu
                      doszkolenia (no i popatrzeniea z boku jak Twój Marek traktuje inne i innych ;)
                      Aha i napisz mi Linio Frontu na jakim etapie kursu teraz jestes
                      tzn :jazdy ,przed egzainem ,czy po egzaminie?;-)
                      • Gość: milka Re: Ach, do Jelonków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 13:29
                        A teraz post do edytki ;-)Bardzo zaciekwaiło mnie to co napisałas ze
                        utrzymywałas kontakt prywatny ze swoim instruktorem i że spotykaliscie sie poza
                        jazdami...hmmm to zupelnie tak jak ja tylko ze nasze spotykanie sie trwało
                        tylko wtedy jak trwał kurs ;(Np jak maiałam jazdę na 20 to byłam ostania i po
                        jedzie jechalismy sobie gdzies jeszcze pojedzic (oczywiscie ja kierowałam )był
                        taki klimat ,wspolne rozmowy ;)Ahh łezka mi sie zakreciła w oku jak to
                        wspominam -kurs skonczylam w styczniu :(Ale do rzeczy ciekwi mnie to dlaczego
                        Twoje kontakty tez sie urwały??
                        • Gość: edytka Re: Ach, do Jelonków... IP: *.aster.pl 18.03.07, 13:37
                          Ja na pewno nie jestem jedną z napalonych panienek bo mam już swoje lata, pewne
                          doswiadczenia życiowe i staram się z dystansem podchodzić do ewentalnych
                          romansów.My umawialiśmy się czasem w wolne dni po to żeby pogadać i poznać się
                          bliżej.On na poczatku myslał , że to ja jestem flirciarą i nie podchodzę do
                          tego poważnie ale jest inaczej. Czy się urwało to jeszcze trudno mi ocenić.
                          • Gość: milka Re: Ach, do Jelonków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 13:52
                            Aha czyli rozumiem że jeszcze albo jesteś w trakcie kursu albo nadal sie
                            spotykacie.Napiszę Ci to co Linii frontu-gdyby z jego strony nie było nic to
                            nie spotykałby sie z Tobą żeby pogadac,poznac sie bliżej ;-)Nie wiem czy jzu
                            skonczylas kurs czy nie ale jesli tak a nadal sie spotykacie to może to byc cos
                            wiecej niz tylko chwilowa znajomosc jaka instruktorzy z reguły preferują ;(Tak
                            było w moim przypadku i życzę Ci żeby w Twoim bylo zupelnie odwrotnie!
                            Pozdrawiam!
                          • Gość: Katarzyna przeczytałam coś co chcialam sama powiedziec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.03.07, 14:09
                            Co to za prwidlowosc i podobienstwo mysli i sytuacji ....

                            Liniafrontu napisala

                            " Od cholery mu zawdzięczam, a nie mam jak tago oddać."

                            "Fascynacja. Instruktor jest dla mnie przede wszystkim autorytetem, fascynuje mnie jego trzeźwa ocena
                            rzeczywistości - w cholerę moich dylematów, co do tego, jak żyć, potrafił wejść z właściwym mu
                            dystansem, którego mi brak, zdrową oceną niektórych spraw: mojego faceta, mojej pracy, moich
                            studiów, mnie samej, można by wyliczać w nieskończoność. Kompletnie odbiega od paradygmatu
                            myślenia przez pryzmat Hłaski i jego poczucia moralności, czy czego tam jeszcze, myślenia przez
                            literaturę;). I co mnie jeszcze frapuje w tym człowieku to to, że słucha, tak naprawdę, rzadko kiedy się
                            to zdarza. Jego problemy nie podlegają szczegółowej analizie, a trzeźwej ocenie zjawiska,
                            wnioskowaniu i reakcji. Przy czym, i muszę być na tyle sprawiedliwa, by podkreślić, że peany na cześć
                            jego rzetelności i profesjonalizmu nie są wyabstrahowane z rzeczywistości, co zresztą też mnie
                            fascynuje: to jego poczucie obowiązku i przekonanie, że tylko on jest w stanie przeprowadzić coś
                            właściwie. Instruktorowi nie mam nic do zarzucenia, mimo, że kupę czasu usiłowałam dopatrzyć się
                            nieścisłości, bezskutecznie, o ile łatwiej żyłoby mi się z możliwością negacji tego człowieka;p. Także
                            raz - autorytet, dwa - super "kumpel". Nikt nigdy nie miał dla mnie takiej dawki cierpliwości i
                            wyrozumiałości. Nie nadajemy na tych samych falach, ale świetnie można się z nim dogadać i oprócz
                            tego, że można mu się wypłakać w mankiet, posiada te wszystkie cechy fajnego kumpla. Zresztą,
                            można z nim poflirtować i jednocześnie znać swoje miejsce, choć skłamałabym twierdząc, że nie wiąże
                            się to z żadnymi konsekwencjami w jego postrzeganiu mojej osoby "

                            Sakąd taka jedność??? Czytalam i te slowa jak by wychodzily ode mnie ... byly moje a nie obce .... tylko
                            gdzies chowane w glebi mnie, których nie wyartykulowlam na zewnatrz ... to jak zobaczyc wlasne
                            mysli przelane na zapisane slowa... Nie podejrzewam by mowa była o jednej i tej samej osobie ... ale
                            moze swiat jest malutki ... nawet bardzo .... czy to moze tak juz jest ze na instruktora tak wałasnie sie
                            reaguje ... czy przeznaczenie ....




                            • linia.frontu Re: przeczytałam coś co chcialam sama powiedziec 18.03.07, 14:27
                              Te same chwyty marketingowe, ta sama persfazja i manipulacja, a może nawet i
                              ten sam instruktor;p
                              Ja nie potrafię tego roztrząsać, wystarczająco beznadziejne jest to, że z całą
                              świadomością i jeszcze do tego z beztroską afirmacją daję się złapać na te
                              haczyki. Jak mój Mareczek tu wejdzie...
                              Jeżu...
                              --
                              "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
                              Andrzej Szczypiorski
                            • linia.frontu Re: przeczytałam coś co chcialam sama powiedziec 18.03.07, 16:07
                              Zreflektowałam się. Właściwie zupełnie bezpodstawnie Cię "atakuję", tzn.
                              wyrażam się dosyć szorstko. To nie w porządku.

                              Gość portalu: Katarzyna napisał(a):
                              Czytalam i te slowa jak by wychodzily ode mnie ... byly moje a nie obce ....
                              tylko gdzies chowane w glebi mnie, których nie wyartykulowlam na zewnatrz ...
                              to jak zobaczyc wlasne mysli przelane na zapisane slowa... (...)
                              czy to moze tak juz jest ze na instruktora tak wałasnie sie reaguje ... czy
                              przeznaczenie ....
                              To poczytaj Hlaskę. Jak to rozumiesz, to Hłasko Ci podpasi:).
                              Wchodzę tu enty raz, czytam ten swój post i.... Ty wiesz co, że mam to samo:<
                              JA tego nie mogłam napisać, onienienienienie!


                              --
                              "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu" ???
                              Andrzej Szczypiorski
                              • Gość: Katarzyna Re: przeczytałam coś co chcialam sama powiedziec IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.03.07, 12:20
                                Szorstko nie ... moje oczarowanie instruktorem nie było zrozumiale dla kilku osób, które tłumaczyły ze
                                to właśnie tylko zabieg czysto marketnigowy ot taka reklama siebe .... no bo przeciez jedna osba
                                przyciaga inne a jak jej bedzie dobrze to napewno poleci ... biznes jest biznes

                                Manipulacja też o tym myślałam .... ale nie wierze w to bo wtedy musiał by sie okazać potworem a nie
                                tym za kogo obecnie go uwarzam po mimo wszystkiego co sie w trakcie okazywało (co slusznie lub nie
                                uważam za kłamstwo)

                                Nie wierze ze robił to wszystko dla osoby, ktorą co najmniej tylko tolerował bo kasa z niej leciala .....
                                wtedy ot tylko kurs i spadaj mala ....

                                chcialabym wiedzieć co w nim tak naprwde siedzi i co on tak naprawde mysli

                                .....
                      • linia.frontu Re: Ach, do Jelonków... 18.03.07, 14:36
                        Eeee, gadasz, jak mój Grzechu... a jakoś on jest kumplem i jeszcze kilku
                        innych, i ok. W zasadzie to "bracia", a nie "faceci", i z instruktorem to też
                        co najwyżej kumplostwo, przynajmniej z jego strony. A myśli o mnie źle.
                        Jestem tylko jedną z dziesiątek kursantek i niechże tak sobie będzie:D
                        Ja tam zamierzam grzecznie dobrnąć do posiadania plastiku i nie robić gościowi
                        niepotrzebnych problemów.
                        --
                        "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
                        Andrzej Szczypiorski
                        • Gość: Błazen Re: Ach, do Jelonków... IP: *.aster.pl 18.03.07, 16:15
                          Ciekawa lektura, bardzo ciekawa. Dobra na niedzielnego leniwca. Nie moja
                          sprawa, ale żal mi was, drogie panienki. Z drugiej strony, gdyby wszystkie
                          babki były tak rozważne, nie byłoby tyle uciechy. Naiwność to piękna sprawa.
                          Instruktor pogłaska was po kolankach, czy złapie za to czy owo i już wielka
                          sprawa. Ten cierpliwy książę z bajki to pewnie jakiś podstarzał tatuś ko,
                          którego żonka już niestety straciła satysfakcjonujące go gabaryty, o ile je
                          kiedykolwiek miała. Nie lepiej skorzystać z usług jakiegoś żigolaka ? No chyba,
                          że wam tylko biega o jakieś mało znaczące obmacywanko. Lepiej pójść na całość,
                          jak się bawić, to się bawić, na całego.
                          Uniżenie się kłaniam.
                          Czytacz
                              • linia.frontu Re: Ach, do Jelonków... 18.03.07, 17:49
                                Mechanizm jest banalny:
                                1.Wbijasz na czata/gadu/telefon.
                                2.Ustawiasz się z instruktorem na jazdę doszkalającą.
                                3.Dorabiasz do tego ideologię.
                                --
                                "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
                                Andrzej Szczypiorski
                              • linia.frontu Re: Ach, do Jelonków... 18.03.07, 17:59
                                1.Zalecana wnikliwa lektura polskich romantyków. Łapiesz styl wypowiedzi. To
                                zwiększa wiarygodność.
                                2.Książki psychologiczne zwiekszają psychologiczne prawdopodobieństwo bohaterów.
                                3.Ważne jest umieszczenie miejsca akcji w odpowiednich realiach, Balzak, Krall,
                                Kamiński, Szczypiorki, Libera na początek.
                                4.Niespójność wypowiedzi i kiepska stylistyka, ton charakterystyczny dla
                                wszelkich pamiętników i listów.
                                I masz kawałek eleganckiej literatury.
                                --
                                "W gruncie rzeczy to jest nadal linia frontu";)
                                Andrzej Szczypiorski
                              • Gość: edytka Re: Ach, do Jelonków...do czytacza IP: *.aster.pl 18.03.07, 21:45
                                Ja nie myślę o ludziach jak o mechanizmach do rozpracowania i może Cię to
                                zdziwi mężczyźni w moim przekonaniu wcale nie są tacy prości, potrzebują tego
                                samego co my kobiety.Na pewno są Panowie Instruktorzy dla których praca to miłe
                                połączenie obowiązków z fajnym bajerownaiem ale też są normalnymi ludzmi i też
                                coś tam czują. To jest kwestia załapania tematu z drugą osobą i im jak każdej
                                innej osobie w pracy zdaża się włączyć w to emocje.
                                • Gość: Czytacz Re: ....do edytki.....od czytacza pod poduszkę IP: *.aster.pl 19.03.07, 00:01
                                  Okazja czyni złodzieja, więc jeżeli ktoś sobie na coś pozwala, to druga osoba z
                                  tego korzysta. Nie neguję możliwości powstania najnormalniejszych w świecie
                                  relacji pomiędzy nią a nim, co więcej jest to nawet wskazane. Pewne wyrażone
                                  przeze mnie poglądy w sposób oczywisty niektórych uraziły, a może nawet trafiły
                                  w sedno sprawy. Nie wiem o co chodzi tej osóbce, która próbowała dokonać na
                                  mnie napaści. Również robie prawko, i widzę wiele rzeczy. Czasami mam wrażenie,
                                  że co niektóre kursantki po prostu się "sprzedają" wielofunkcyjnym
                                  instruktorom - spowiadaczom, słuchaczom. Mnie osobiście zwisa to jak kilo kitu
                                  ale opinie swoja mogę mieć, niezależnie, czy to komuś pasuje czy nie.
                                  Błazen
                          • no-comments Re: Ach, do Jelonków... 18.03.07, 20:35
                            Gość portalu: Błazen napisał(a):

                            > Ciekawa lektura, bardzo ciekawa. Dobra na niedzielnego leniwca. Nie moja
                            > sprawa, ale żal mi was, drogie panienki. Z drugiej strony, gdyby wszystkie
                            > babki były tak rozważne, nie byłoby tyle uciechy. Naiwność to piękna sprawa.
                            > Instruktor pogłaska was po kolankach, czy złapie za to czy owo i już wielka
                            > sprawa. Ten cierpliwy książę z bajki to pewnie jakiś podstarzał tatuś ko,
                            > którego żonka już niestety straciła satysfakcjonujące go gabaryty, o ile je
                            > kiedykolwiek miała. Nie lepiej skorzystać z usług jakiegoś żigolaka ? No chyba,
                            >
                            > że wam tylko biega o jakieś mało znaczące obmacywanko. Lepiej pójść na całość,
                            > jak się bawić, to się bawić, na całego.
                            > Uniżenie się kłaniam.
                            > Czytacz

                            Co jest Błaźnie?? Czyżbym wyczuwała nutkę zazdrości, odrobinę żalu że nie miałeś
                            kogo poglaskać po kolanku albo Ciebie nikt po kolanku nie głaskał??:D Wiesz
                            wybacz ale jeżeli uważasz, że ktokolwiek wybiera się na prawo jazdy w celu mniej
                            szego lub większego doświadczenia uczucia podrywu, dośwadczenia sytuacji
                            glaskania po kolanku no to sam(a) sobie przeczytaj jeszcze raz swój post i
                            zobacz jaki jesteś w nim śmieszny(na). Nie wiem, jak Ty ale myślę, że każda z
                            tych piszących tu "panienek" zna tańsze i ciekawsze sposoby na podrywanie i
                            zdobywanie uciech cielesnych więc Twoja argumentacja jest naprawdę nietrafiona.
                            A jeśli nigdy nie miałeś(łaś) okazji doświadczyć czegoś takiego jak zawiązanie
                            się relacji z instruktorem- to szczere współczucia z mojej strony. Bo mnie wcale
                            te wszystkie tu relacje nie dziwią, bo kiedy spotykasz się z kimś na tak malej
                            przestrzeni przez 30 a czasem i 50 godzin- dzień w dzień albo tydzień w tydzien,
                            miesiąc po miesiącu, kiedy wisadasz do samochodu z zupełnie obcym czlowiekiem, o
                            którym nie wiesz nic i on nie wie nic o Tobie, i kiedy musisz mu całkowiecie
                            zaufać i w 100 % na nim polegać i kiedy on musi zaufać Tobie i musi umieć
                            widzieć nie tylko to, co robisz ale coś głębszego- Twoje motywy i Twoje chęci,
                            Twoje zdolności i Twoje braki i nie ma moim zdaniem takiej opcji, żeby nie
                            wywyiązalo sie między dwojgiem ludzi w takiej sytuacji "coś" i to nie musi być
                            zaraz wzajemne zafascynowanie, to nie musi być miłość ani fizyczne pożądanie, to
                            może być poprostu przyjaźń albo zwykłe kumplowanie, to moze być szczere
                            przywiązanie do samego faktu spotkań, a może być zwykła niechęć lub nienawiśc z
                            jednoczesną świadomością nieuchronności spotkań i przekonania, że to wszystko ma
                            sens i że do czegoś prowadzi.... nie doświadczyłeś(łaś) tego- jeśli ktoś nie
                            potrafi doświadczać czegoś takiego to tak, jakby czytając książkę widział tylko
                            słowa ale nie rozumiał ich znaczenia, słuchając muzyki- słyszał słowa
                            niepowiazane z linią melodyczną, to jakby nie... tu siępowstrzymam bo i tak nie
                            zrozumiesz...

                            --
                            "Upór, przyjacielu, nie poddaje się żadnym argumentom i dlatego jest tak nieodparty"
                • Gość: siejeje Re: Kontakt z instruktorem-do Linii IP: *.cnb.com.pl 22.09.07, 04:12
                  > JESTEŚ PO USZY ZAUROCZNONA CZY JAK
                  > TO INACZEJ NAZWAĆ W SWOIM INSTRUKTORZE I TWÓJ KURS PRZERODZIŁ SIĘ ZRESZTĄ TAK
                  > JAK KIEDYŚ MÓJ BARDZIEJ W SPOTKANIA Z INSTRUKTOREM NIŻ SAMĄ JAZDĘ ;-)ZAŁOŻĘ SIĘ
                  >
                  > ŻE ODLICZASZ GODZINY DO KAŻDEJ JAZDY KTÓRA JEST PRZYJEMNOŚCIĄ 2w1 CZYŻ NIE? ;-)


                  Skad ty tyle o mnie wiesz? hehe ;) A tak serio to widze,ze wiele kursantek ma
                  tak samo i jak tak glebiej to przeanalizowac to sie nie dziwie.Dziwi mnie tylko
                  taka sprawa,ze czasem kursantka z podstarzalego faceta z zona i dziecmi robi
                  jakiegos herosa ;) To juz chyba faktycznie ślepo dziala mechanizm zafascynowania
                  relacją kursant-instruktor...
              • linia.frontu Pamiętałam, żeby to przytoczyć. 03.05.07, 09:56
                I tak długo wytrzymałam bez Brudnych czynów:). Przytaczam we względnym
                kontekście:
                "- Człowiek jest tym, czym chce być. Jeśli nie zawsze, to przynajmniej od czasu
                do czasu. Nie warto myśleć inaczej. Nie spotkało nas żadne nieszczęście. Po
                prostu nie potrafiliśmy inaczej. - Mówił przy tym do siebie: "Nie umiem jej
                niczego powiedzieć, chociaż powinienem. Jestem jej winien jakąś ilość
                porządnych słów, tak jak jeden człowiek bywa drugiemu winien pieniądze, ale nie
                znam ich. Nie znam ani jednego z nich". Mówił to do siebie jasnym, prawdziwym
                głosem milczenia, w jakim człowiekowi udaje się czasem myśleć, uczyć, lub
                marzyć"*. I dalej już nie mogę:).
                *M.Hłasko: Brudne czyny, Warszawa 1994, s. 255
                Ach, Mareczek...:)
                --
                Człowiek się rodzi wbrew własnej woli, żyje bez przyjemności, umiera bez
                własnej woli, no jakichś takich powodów do śmiechu ja specjalnie nie widzę w
                tej całej zabawie... Conrad kiedyś powiedział, że historię ludzkości można
                spisać na... bibułce od papierosa... rodzili się, cierpieli umierali. Tak to
                chyba wygląda.
        • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 21.03.07, 21:34
          Na tym polega chwyt - mówisz, nie mówiąc i otwierasz pole do dociekań. To
          znacznie bardziej intrygujące, niż kawa na ławę, jak, nie przymierzając, co
          poniektórzy... ;p Czy to nie Hłasko napisał, że kobiety wiedzą, iż mowa jest
          dana człowiekowi po to, by ukryć swoje myśli...
          • Gość: ona... Re: Kontakt z instruktorem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.03.07, 22:05
            mój kontakt z instruktorem.... przygoda... zostały wspomnienia... Na początku
            kursu było całkiem normalnie... rozmowy najpierw neutralne tematy, a później
            żarty, gadki o wszystkim, z każdą godziną w L coraz bardziej mnie intrygował...
            miał w sobie coś co mnie do niego przyciągało... jak się okazało na kolejnych
            jazdach on czuł to samo, powiedział wprost że już po pierwszej godzinie mu się
            spodobałam... sytuacja się rozwinęła, zaczęliśmy się spotykać nie tylko na
            jazdach, było bosko. Wiedziałam, że mogę się uzależnić od tego faceta i tak się
            stało, tylko szkoda, że po tym jak doszło między nami do czegoś więcej
            dowiedziałam się że ma kobiete... myślał, że mnie nie będzie to
            przeszkadzało :D i kto jest bardziej naiwny ja czy on??? teraz chciałabym go
            znienawidzić, ale niestety nie potrafie ;/
            • Gość: Luzzzzzz Re: Kontakt z instruktorem IP: *.chello.pl 22.03.07, 14:08
              Choć mineło juz kilka miesięcy od ostatniego spotkania z moim instruktorem to ja
              nadal jestem w nim zakochana po uszy :(czy można kochać na podstawie wspomnień?
              Chwile spędzone razem były najpiękniejszymi..... tylko takie chwile pamięta sie
              do końca życia!!! Najgorsze jest to że rzadne z nas nie miało na tyle odwagi by
              te chwile trwały nadal... Niestety straciliśmy kontakt i dlatego pisząc mam
              nadzieje że może kiedyś to przeczytasz i odezwiesz się Robercie Ceremugo....
    • Gość: :) Re: Kontakt z instruktorem IP: *.chello.pl 22.03.07, 14:15
      Czy może jeszcze raz
      historia powtórzy się?
      Bo nie zdążyłam dobrze poznać,
      nie zdążyłam poznać cię.
      Wydaje mi się że dobry plan
      zapisano w górze nam
      lecz droga nagle się rozeszła
      wtedy przyspieszył czas

      A teraz wiem, nie wszystko mogę mieć,
      choć wierzę w to, że gdzieś spotkamy się.

      Odwracam się myśląc, że to ty
      i wszędzie widzę twoją twarz
      jesteś moim niespełnieniem
      na co czekam nie widząc co mam.

      A teraz wiem, nie wszystko mogę mieć….

      Zabrakło anioła, który nam
      wskaże wyraźnie drogi plan.
      Zabrakło anioła a może nam
      nie chciano nigdy dać.

      A teraz wiem…
          • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 23.03.07, 16:10
            Marcin, nawet tak nie żartuj! Toż to by była rzeź napalonych jelonków:D
            Podejrzewam, że ewentualni zainteresowani jeśli tu tylko nie-daj-Boże wchodzą,
            doskonale wiedzą, że mowa o nich, wiedzy tej jednak lepiej nie udostępniać
            Kierownikom, mój kochany, bo taki instruktor mógłby mieć przypał nie-ponosząc-
            za-nic-winy:)
            Do Ktosi: tak sobie dzisiaj o tym myślałam i wymyśliłam, razem z Pięknymi
            dwudziestoletnimi, że w takiej historii musi być jakaś święta sprawa dla
            kobiety, koniecznie dla kobiety i nie sam akt właśnie, ale jeden drobny
            szczegół, czasem słowo, czasem wyraz twarzy, coś, co jest tylko między Tobą, a
            nim i, że mówiąc o samym akcie nie można mówić o tej jednej jedynej sprawie -
            bo to ostatnia sprawa między nią, a nim. Wtedy kompozycja nie będzie zaburzona.
            Zresztą każda kobieta ma chyba ten zmysł kompozycji i pewnie nazywa się to
            wiarą w prawdę tej całej sprawy i w jej osobisty wymiar.
            Tak sobie Ciebie czytam... eh, i mi za dużo myśli krąży po głowie:).
            --
            "Pragnę tylko żyć w takim kraju, gdzie gest braterstwa nie zamienia się w gest
            samozniszczenia"
            Marek Hłasko
              • Gość: Czesława Wisłocka Re: Kontakt z instruktorem IP: *.aster.pl 24.03.07, 13:34
                Zgadłaś, zgadłaś :D Linia F to wirtualna nimfomanka. Ona pewnie chciałaby, ale
                nie wie jak sie do tego zabrać. Tak sie zastanawiam, może sekcję porad
                sexualnych otworzę. Bezpłatnie, oczywiście, co by niektórym paniom ulżyć. Do
                kierownicy sie przyłóżcie, a nie barabara myśleć, dzieciom w sex bawić się nie
                wolno
                • Gość: :/ Re: Kontakt z instruktorem IP: 80.54.170.* 24.03.07, 13:46
                  Gość portalu: Czesława Wisłocka napisał(a):

                  > Zgadłaś, zgadłaś :D Linia F to wirtualna nimfomanka. Ona pewnie chciałaby, ale
                  > nie wie jak sie do tego zabrać. Tak sie zastanawiam, może sekcję porad
                  > sexualnych otworzę. Bezpłatnie, oczywiście, co by niektórym paniom ulżyć. Do
                  > kierownicy sie przyłóżcie, a nie barabara myśleć, dzieciom w sex bawić się nie
                  > wolno

                  Gościu może byś tak się przeniósł na inne forum co? Twoje posty nie są ani
                  zabawne, ani mądre ani nawet zjadliwości czy ironii Ci brak, jesteś co najwyżej
                  śmieszny i to niestety w negatywnym znaczeniu. Próbujesz być zabwny ale wybacz
                  kiepsko ci to wychodzi, sądząc po ilości spędzanego na forum czasu w innych
                  rzeczach też nie przodujesz, a o seksualnym spełnainiu kobiet możesz chyba tylko
                  pomarzyć stąd ta zawiść, że instruktorom się coś czzasem trafi. Jak poczytasz
                  przepisy to się dowiesz, że kurs prawa jazdy można zacząć najwcześniej na 3
                  miesiace przed ukońćzeniem 18 urodzin więc dzieci na tym forum nie znajdziesz, a
                  najbardziej dziecinne są niestety Twoje wypowiedzi. Dla dobra ludzkości i
                  zniesmaczonych osób czytających to forum, przenieś się na inne albo po prostu
                  pisz tylko wtedy, kiedy masz coś ciekawego do powiedzenia, jak to mówią: mowa
                  jest srebrem, ale milczenie złotem.
              • linia.frontu Re: Kontakt z instruktorem 24.03.07, 17:06
                Kto ma wiedzieć, to wie. Nie pozbawię was takiego pola do dociekań:D
                Miałam na myśli Hłaskę:).
                --
                "Pragnę tylko żyć w takim kraju, gdzie gest braterstwa nie zamienia się w gest
                samozniszczenia"
                Marek Hłasko
              • Gość: mała Re: Kontakt z instruktorem IP: *.escom.net.pl 23.03.07, 22:26
                Ech Marcinie, co Ty opowiadasz...przeciez jeżeli ktoś Ci się fizycznie spodoba
                to jeszcze nic złego. Ja tam mojemu męzowi zawsze mówie jak jakis koleś jest
                atrakcyjny i że bym go z chęcia "schrupała", nawet o moim instruktorze :)
                Przecież nie ma w tym nic złego, że ktos się nam podoba, to tylko świadczy o
                tym, że jesteśmy zdrowi i normalni. Grunt, że nie dochodzi do czynów, że nie
                rzucamy sie na naszych instruktorów, nie sypiamy z nimi. Pewnie Twoj ideal zony
                to taka, która mówi Ci, że jestes najlepszy na świecie i żaden inny sie nie
                liczy inawet nie zauważa innych męzczyzn, hehehhe, to chyba trochę Cię oszukuje
                ptysiu:) Nie ma zdrowych ludzi, którzy lubią sex i nie obejrza się za kims
                innym. Sory. Bardzo mnie rozbawiłeś :)
            • Gość: Marcin Re: Kontakt z instruktorem IP: *.eranet.pl 24.03.07, 06:56
              no jasne ze to normalne ze ktos komuś się podoba,mi tez przecierz sie
              dziewczyny podobają,apropo mojej zony to nie chce takiej która swiata po za mna
              nie widzi ;-)) ja odpowiadalem do tego ze kolezanka edyta pisze ze w kazdej
              pracy ma sie romans,przygody itp. miec romans a podobac sie to 2 rozne zeczy,
              no nie??? Tak więc nie wiem czym Cię tak rozbawiłem ;-)) pozdro
      • Gość: marta Re: Kontakt z instruktorem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.03.07, 10:08
        A jak czytam to wszystko to wydaje mi się ze coś w tym wszystkim jest. Sama
        poszłam na kurs by zdobyć uprawnienia. I tak było na początku kursu ale z każdą
        godziną zaczęło się coś rozwijać pomiędzy mną a instruktorem. Na każdą godzinę
        czekałam z utęsknieniem i kilka dni przerwy było nie do zniesienia. Jednak po
        zdanym egzaminie bylo bardzo cięzko tęsknota i te rzadkie spotkania dały mi sie
        we znaki. Nie potrafiłam normalnie żyć wszędzie gdzie jechałam wypatrywałam
        mojej L-ki i ciągle myślałam ze juz nigdy nie spędzę z nim tyle czasu ile
        wcześniej. Gdyby ktoś wcześniej powiedział mi że tak się zakocham w instruktorze
        śmiałabym sie do łez. Wydawało mi sie że jestem rozsądna i mnie to nie dotyczy.
        A dzisiaj czekam na telefon i biegnę na spotkanie (chociaż wiem ze nigdy tak
        naprawde nie będziemy razem, spotkaliśmy sie jakieś 10 lat za poźno) a potem
        znowu tesknie tesknie i tesknie. Nie raz postanowiłam to zakonczyc ale jest
        bardzo cięzko...
        • ex.pertka Re: Kontakt z instruktorem 25.03.07, 22:30
          Sorry babki,ale jak was tak czytam to musze to stwierdzic.Dlaczego jestescie
          takie naiwne i sorry latwe.Glupie,naiwne czy latwe?Albo wszystko naraz.
          Nie chce nikogo obrazac ale to wlasnie wynika.Nic tylko byc instruktorem i
          zaliczac i bajerowac.
          • Gość: Marcin Re: Kontakt z instruktorem IP: *.eranet.pl 25.03.07, 22:46
            Dlaczego zaraz łatwe i naiwne??? Ja uważam że każdy ma jakies tam chwile
            słabości i np tkz ciągotki do kogoś, a spędza się z takim instruktorem minimum
            30 godzin i czasem ten czas wystarczy żeby się przezwyczaić.
            A Pani ile potrzebowała czasu żeby np poczuć do kogoś coś,żeby pomyśleć
            sobie,ach może by coś wyszło z dłuższej znajomości?? Bo ja uważam że wcal nie
            trzeba tygodni czy miesięcy żeby poczuć ciągotki do płuci przeciwnej...
            A to że z instruktorem, hmm myślę ze facet jak każdy inny , czyż nie???
            Podrawiam