Dodaj do ulubionych

Kto byłby sprawcą?

25.03.14, 10:48
Hipotetycznie zastanawiam się na kogo spadnie odpowiedzialność za kolizję na tym skrzyżowaniu.

FILM

Zakładamy, że samochód sprawcy jedzie tak jak samochód z kamerą i na skrzyżowaniu wymusza pierwszeństwo przejazdu. Pośrednio dlatego, że jego kierowca nie mógł widzieć znaku "Ustąp pierwszeństwa" (zasłoniętego przez trzeci z rzędu autobus szkolny - biała Setra - legalnie parkujący w wyznaczonej zatoczce!).

Zakładamy, że kierowca byłby kumaty i odmówił przyjęcia mandatu - co ja bym pewnie uczynił na jego miejscu - i sprawa zostałaby skierowana do sądu. Myślę, że byłaby do wygrania. Załóżmy dla ułatwienia, że bezpośrednim sprawcą kolizji byłby prawnik. ;)

Taki scenariusz nie jest wydumany. Przy głównej ulicy kilkaset metrów dalej znajduje się firma operująca na skalę całego kraju, więc dość często - właśnie tędy - jeżdżą do niej goście nie znający tej pułapki.

Sprężcie umysły. :D
Można tu wiele dobrego ugrać.
Chodzi o pociągnięcie za uszy Radę Miasta i Gminy do działania, żeby:
1) sfinansowała budowę wyniesionego przejścia dla pieszych (widocznego w 1:08), jest to tańszy i skuteczniejszy element zmuszający do zwolnienia niż "pawie oczko",
2) skłonić zarząd dróg powiatowych (podlega mu ulica z pierwszeństwem) do zdublowania znaku "Ustąp pierwszeństwa".

Wczoraj na sesji pan przewodniczący komisji ds. bezpieczeństwa przy RMiG ze złością i zniecierpliwieniem w głosie odpowiedział radnemu, który uparcie podbija temat, że komisja nie widzi tam żadnych problemów.
A cytat z wcześniejszego posiedzenia komisji brzmi: "Przecież tam jeszcze nie było żadnego wypadku". :X No rzeczywiście, nie było...

Wczoraj podkur**li mnie, rękawica została podjęta. Przyspieszyły przygotowania do artykułu, opartego m.in. na efektach pracy kamery ukrytej w zaparkowanym samochodzie i obserwującej rzeczone skrzyżowanie i przejście. :P
Obserwuj wątek
    • emes-nju W Polsce sprawcą może byc tylko kierowca. 25.03.14, 10:53
      DEZorganizator ruchu nigdy. Chyba, że będzie miał pecha i w kraksie będzie brał udział jakiś przedstawiciel waaadzy :P
    • jureek Re: Kto byłby sprawcą? 25.03.14, 11:04
      Nie odpuszczaj! Choć z doświadczenia wiem, że ci lokalni zarządcy są przeważnie bardziej w sobie zadufani niż GDDKiA.
      • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 25.03.14, 11:51
        > Nie odpuszczaj! Choć z doświadczenia wiem, że ci lokalni zarządcy są przeważnie
        > bardziej w sobie zadufani niż GDDKiA.

        Ja stawiam na wiekszy brak kompetencji, chroniony ofiarniej zgodnoscia i zatwierdzniem.
    • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 25.03.14, 11:52
      Droga jest lokalna, oznakowana lokalnie przez lokalnego kacyka, ktoremu przyswiecala, jak kazdemu kacykowi, mysl przewodnia, ze on te droge zna, lokalni znaja...
    • tbernard Re: Kto byłby sprawcą? 25.03.14, 13:02
      Jak to kto byłby sprawcą? Ten kto w feudalnej hierarchii jest niżej. A jeśli status obu byłby zbliżony i nie większy od statusu kacyka, to według widzimisię rycerza policmajstra lub feudała sędziego. Dopiero jeśli oboje mieli by wyższy status feudalny od kacyka, to po dupie dostanie kacyk.
      • edek40 Krotka rozprawa o naszym panstwie... 26.03.14, 09:48
        Nic dodac nic ujac.
    • rapid130 Kto byłby sprawcą 2 28.03.14, 22:21
      A, zapomniałbym o tej perełce.
      Udowadnia, że nawet w dużych miastach nadzór nad BRD mocno zawodzi.
      FILM

      Pomijam, że według mnie trójkąt widoczności przed przejściem dla pieszych powinien być nienaruszalną świętością.
      Zaparkowane samochody, żywopłoty, płoty, reklamy - wszystko won stamtąd!!!
      • bimota Re: Kto byłby sprawcą 2 28.03.14, 22:49
        TO NORMA, NIE PERELKA
    • rapid130 Re: Kto byłby sprawcą? 02.04.14, 15:04
      Film gotów.
      Analiza ciężkiego przypadku 2
      • samspade Porażająca bezmyślność. 02.04.14, 15:16
        Z jednej strony zarządcy drogi z drugiej strony kierowców zapieprzających bezrefleksyjnie przez przejście. Co jeszcze bardziej podkreśla wagę zaniedbania zarządcy.
        • edek40 Re: Porażająca bezmyślność. 02.04.14, 15:28
          > Co jeszcze bardziej podkreśla wagę zaniedbania zarządcy.

          Eeee. Chyba zatwierdzenia i zgodnosci. Pamietaj, ze organizacja ruchu nie zajmuja sie ludzie przypadkowi, a kazdy projekt to efekt wzmozenia wielu swiatlych jednostek.
          • rapid130 Te światłe jednostki... 02.04.14, 15:34
            ...lekką rąsią pozwoliły na to, żeby na sąsiednim skrzyżowaniu jedyny znak "Ustąp pierwszeństwa" stawał się niewidzialny na 4-5 godzin dziennie - czyli czas postoju gimbusa.
            (Link dla tych, którzy nie mają cierpliwości oglądać filmu do końca).
            • edek40 Re: Te światłe jednostki... 02.04.14, 15:46
              > ...lekką rąsią pozwoliły na to, żeby na sąsiednim skrzyżowaniu jedyny znak "Ust
              > ąp pierwszeństwa" stawał się niewidzialny na 4-5 godzin dziennie - czyli czas postoju gimbusa.

              I dlatego tak wazne jest to, co pisza nasi koledzy "zawszeprzepisowi": nie widzisz, nie jedziesz...
        • rapid130 Statystyka zachowań kierowców 02.04.14, 15:28
          56 % zapieprza bezrefleksyjnie (bez szans na uniknięcie potrącenia, gdyby wlazła np. gimnazjalistka ze słuchawkami w uszach),
          41 % zachowuje się poprawnie (dałoby się uniknąć wypadku, jeśli trącenie by było, to delikatne)
          3 % zachowało się wzorcowo (zajrzeli w głąb i dopiero pojechali).

          Niestety, część z tych 41 % zachowań wynikało zapewne z tego, że za kilkanaście metrów skręcali.
          • edek40 Re: Statystyka zachowań kierowców 02.04.14, 15:47
            > 3 % zachowało się wzorcowo (zajrzeli w głąb i dopiero pojechali).

            Skromnie dodam, ze zaliczylbym sie do tej grupy. Pod warunkiem jednakze, ze dosc wczesnie zauwazylbym przejscie. Gdybym zauwazyl za pozno (co chyba mozna sobie wyobrazic w tym miejscu) zachowalbym sie jak 41%, choc zapewne stworzylbym podgrupe kilku procent zaskoczonych, ktorzy napaskudzili w galoty.
      • bimota Re: Kto byłby sprawcą? 02.04.14, 23:52
        JAKAS WIELKA SZKOLA... TYLE AUTOBUSOW...
        • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 03.04.14, 10:03
          > JAKAS WIELKA SZKOLA... TYLE AUTOBUSOW...

          To usprawiedliwia idiote od organizacji ruchu? A moze wrecz przeciwnie?
      • rapid130 Jest ferment :P 04.04.14, 20:32
        > Film gotów.

        Radni dzwonią. Podoba się.
        Film będzie użyty na komisji jako "dowód rzeczowy", że jednak jest źle.
        W poniedziałek pójdzie też tekst w opiniotwórczej (na tym terenie) gazecie.
        Z dwiema propozycjami - albo budowa wyniesionego przejścia dla pieszych, albo zatrudnienie człowieka-papugi przeprowadzającego dzieci.

        Trzymcie kciuki. :PPP
        • bimota Re: Jest ferment :P 04.04.14, 22:47
          CO JEDEN POMYSL TO LEPSZY..
          • rapid130 Re: Jest ferment :P 04.04.14, 23:17
            > CO JEDEN POMYSL TO LEPSZY..

            Tak, królu złociutki...
            Jest to wybór między kiłą a rzeżączką.
            Niestety, nie ma szans na przeniesienie gimbusów w bezpieczniejsze miejsce.
            • bimota Re: Jest ferment :P 06.04.14, 20:45
              SERIO ?? TO ZLIKWIDOWAC PRZEJSCIE...
              • rapid130 Re: Jest ferment :P 06.04.14, 21:00
                > SERIO ?? TO ZLIKWIDOWAC PRZEJSCIE...

                Ach, proste.
                A dzieciaki nadal będą przechodzić najkrótszą drogą.
                Tam gdzie teraz jest przejście.

                Autobusy zawiesić na drzewkach?
                Przykro mi, nie ma wystarczająco mocnych.

                Przeflancować je gdzie indziej?
                Nie ma w promieniu 300 metrów ulicy o tak dużej powierzchni do dyspozycji.
                Wszędzie indziej jest tak wąsko, że jest problem, żeby się dwie ciężarówki minęły.
                Aż dziw, że wciąż są dwukierunkowe.

                Jest możliwość dojazdu do szkoły od innej strony.
                Sorry, tylko dla osobówek.
                • bimota Re: Jest ferment :P 07.04.14, 11:08
                  > A dzieciaki nadal będą przechodzić najkrótszą drogą.
                  > Tam gdzie teraz jest przejście.

                  ALE BEDA UWAZAC. A 300M. NIE MOGA SIE PRZEJSC ?

                  NIE POWINNO SIE TOLEROWAC TAKIEJ SYTUACJI CHOCBY DLATEGO, ZE POWODUJE OBNIZENIE POSZANOWANIA PRAWA.
            • osmanthus Re: Jest ferment :P 06.04.14, 23:28

              rapid130 napisał:

              > > CO JEDEN POMYSL TO LEPSZY..
              >
              > Tak, królu złociutki...
              > Jest to wybór między kiłą a rzeżączką.
              > Niestety, nie ma szans na przeniesienie gimbusów w bezpieczniejsze miejsce.

              A niby dlaczego?
              • rapid130 Re: Jest ferment :P 07.04.14, 21:39
                > Niestety, nie ma szans na przeniesienie gimbusów w bezpieczniejsze miejsc
                > e. A niby dlaczego?

                Bo to miasteczko 1600 mieszkańców z XIX wiecznymi uliczkami.
                Uroczo, ale klaustrofobii można dostać.
                Szkoła z góry.
                Uprzedzam proste rozwiązania.
                1. Ulica Ogrodowa jest tak wąska, że nie mogą minąć się dwie osobówki. Jedna musi poczekać w wjeździe sąsiada, koło gnojówki. ;).
                Od tej strony kompleksu szkoły nie ma miejsca do zawrócenia. Zapomnijcie o tym asfaltowym placu za szkołą. Właśnie znika (przebudowywany na boisko wielofunkcyjne).
                2. Placyk w połowie długości ul. Jana Ostroroga to przedpole garażu OSP. Nie można blokować!
                3. Roczny budżet gminy to 11 mln zł, więc nie szalejcie z pomysłami. Roczny budżet na drogi gminne to ledwie 100 tys. zł. :X

                Pomysłem towarzyszącym - który na pewno poprawiłby bezpieczeństwo i komfort - powinno być wprowadzenie ruchu jednokierunkowego na ul. Ostroroga i Pniewskiej (na odcinku od ul. Ostroroga do rynku). Jeden z plusów - rodzice mogliby wreszcie legalnie zatrzymywać samochody na ul. J. Ostroroga, podwożąc dzieci do szkoły i czekając na nie po południu.
    • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 06.04.14, 16:23
      Winnym byłby kierowca autobusu. Jest w kodeksie przepis, że zabrania się parkowania w miejscu w którym pojazd o danych wymiarach zasłoniłby znak.
      • rapid130 Re: Kto byłby sprawcą? 06.04.14, 16:28
        tomek854 napisał:

        > Winnym byłby kierowca autobusu. Jest w kodeksie przepis, że zabrania się parkow
        > ania w miejscu w którym pojazd o danych wymiarach zasłoniłby znak.

        Tyle, że on stoi w wyznaczonej zatoczce, "uświęconej" przez jej projektanta, dedykowanej dla autobusów szkolnych. :PPP
        • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 06.04.14, 19:00
          A jak stoi w takiej zatoczce to nie widzi, że zasłania znak?
          • rapid130 Re: Kto byłby sprawcą? 06.04.14, 21:04
            tomek854 napisał:

            > A jak stoi w takiej zatoczce to nie widzi, że zasłania znak?

            A co ma zrobić? Wyjąć znak z gleby i oprzeć o swój autobus? ;-))))

            Ciekawe, co to był za projektant, który tę zatoczkę z przejściem w pół wypocił.
            Która nie spełnia części reguł i stoi ponad przepisami ogólnymi.
            • osmanthus Re: Kto byłby sprawcą? 06.04.14, 23:36
              Accident waiting to happen!

              1. Jeden kretyn zaprojektowal zatoczke dla autobusow tuz przy skrzyzowaniu. Drugi kretyn te zatoczke zatwierdzil.
              2. Jeden kretyn (ten sam?) zaprojektowal przejscie dla pieszych w srodku tej zatoczki. Drugi kretyn (ten sam co w punkcie 1?) to przejscie zatwierdzil.
              3. Doprawdy w calym miasteczku nie ma innego miejsca dla tych autobusow? Nie wierze!

            • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 07.04.14, 10:25
              > A co ma zrobić? Wyjąć znak z gleby i oprzeć o swój autobus? ;-))))

              Tomek juz troszke "wysprzeglil" z naszych realiow. Oczekuje odpowiedzi:

              1. wezwie policje, ktora przybedzie zanim dzieci spoznia sie do szkoly i zorganizuje stosowne objazdy i zajmie sie kierowaniem ruchem

              2. zaparkuje w innym miejscu i uruchomi wahadlowa podwozke swoim prywatnym autem, aby nie zaslaniac wjazdu

              3. na bank nie zaparkuje tam, gdzie znakolog, po doglebnych analizach, wyznaczyl mu postoj

              4. przyjmie ewentualny mandat za zatrzymanie sie w innym miejscu, bo wie ze w ciagu 7 dni kazdy sad uchyli ten mandat i nalozy go na znakologa, a byc moze nawet postawi mu zarzuty i pozbawi uprawnien
              • rapid130 Komentarze dowodzą... 07.04.14, 21:42
                ....że ten przypadek jest nieprawdopodobny.

                Co już zaprzyjaźniony Serb-kamerownik pod filmem wyraził. :P
              • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 07.04.14, 22:04
                edek40 napisał:

                > Tomek juz troszke "wysprzeglil" z naszych realiow. Oczekuje odpowiedzi:

                <tu koncert debilnych absurdalnych propozycji edka które rzekomo ja bym zaproponował>

                A co byś powiedział na:

                5. Nie będzie tam parkował. Zatrzyma sie tylko przed wejściem do szkoły na czas wsiadania/wysiadania dzieci (jeśli dobrze pamietam w takiej sytuacji i tak jest zakaz omijania gimbusu) a następnie jak potrzebuje gdzieś stanąć na dłiżej to zaparkuje gdzieś, gdzie będzie to zgodne z prawem?
                • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 08.04.14, 10:14
                  > 5. Nie będzie tam parkował. Zatrzyma sie tylko przed wejściem do szkoły na czas
                  > wsiadania/wysiadania dzieci (jeśli dobrze pamietam w takiej sytuacji i tak jes
                  > t zakaz omijania gimbusu) a następnie jak potrzebuje gdzieś stanąć na dłiżej to
                  > zaparkuje gdzieś, gdzie będzie to zgodne z prawem?

                  Nie znam topografii okolic tego miejsca. Zwroc uwage, ze to nie jeden autobus.

                  W okolicy szkoly moich dzieci najblizsze miejsce alternatywne jest w sasiedniej wsi. Tu na szczescie gimbus parkuje wprawdzie na zakrecie i skrzyzowaniu, ale nie zaslania ani samego przzejscia, ani w utrudniajacy obserwacje jezdni w ogole.
                  • otreb Re: Kto byłby sprawcą? 08.04.14, 11:23
                    Ja bym jako jakąś tam protezę znak Ustąp pierwszeństwa powtórzył po lewej stronie, dodatkowo namalował jako znak poziomy (P-15) + linia P-13.
                    • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 08.04.14, 11:26
                      > Ja bym jako jakąś tam protezę

                      Ja bym tam zmienil miejsce parkowania gimbusow.
                      • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 14.05.14, 22:09
                        > Ja bym tam zmienil miejsce parkowania gimbusow.

                        Ach, więc jednak zgadzasz się ze mną co do tego gdzie leży problem?
                        • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 15.05.14, 10:19
                          > Ach, więc jednak zgadzasz się ze mną co do tego gdzie leży problem?

                          Od samego poczatku.

                          Na przyklad w szkole moich dzieci autobus szkolny wjezdzal na teren szkoly, za plot i brame i tam dochodzilo do wyladowania/zaladowania towaru. Jednak okazalo sie, ze jest to niezgodne z najswietszymi przepisami. Autobus wiec robi to na polozonym na zakrecie skrzyzowaniu. I teraz jest to zgodne z przepisami, poniewaz staje plytkiej zatoce, przeznaczonej dla samochodow osobowych.

                          Nie chce mi sie wnikacac ani w zasadnosc najswietszych, ani w to ile kilometrow dalej moze parkowac autobus.
                  • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 17.04.14, 21:51
                    Ostatnio byłem ciężarówką w Londynie. Musiałem stanąć na noc. Najbliższe miejsce legalnego i bezpiecznego parkowania ciężarówki było 27 mil dalej.
                    • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 18.04.14, 11:26
                      > Ostatnio byłem ciężarówką w Londynie. Musiałem stanąć na noc. Najbliższe miejsc
                      > e legalnego i bezpiecznego parkowania ciężarówki było 27 mil dalej.

                      Rozumiem, ze postulujesz, aby dzieci dowozic do gimbusow?
                      • jureek Re: Kto byłby sprawcą? 18.04.14, 13:09
                        edek40 napisał:

                        > Rozumiem, ze postulujesz, aby dzieci dowozic do gimbusow?

                        A nie przyszło Ci do głowy, że to kierowca może się przejść, a dzieci wysadzić przed szkołą? No tak, zapomniałem, chodzenie jest nieeuropejskie.

                        • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 18.04.14, 13:22
                          > A nie przyszło Ci do głowy, że to kierowca może się przejść, a dzieci wysadzić
                          > przed szkołą?

                          Po co zatem parking?
                          • bimota Re: Kto byłby sprawcą? 18.04.14, 13:26
                            DLA RODZICOW...
                          • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 14.05.14, 22:07
                            > Po co zatem parking?

                            Dla samochodów które nie zasłaniają znaku. Np. samochodów osobowych pracujących w szkole nauczycieli. Albo samochodów rodziców dowożących dzieci do szkoły własnymi autami.
                            • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 15.05.14, 10:04
                              > Dla samochodów które nie zasłaniają znaku. Np. samochodów osobowych pracujących
                              > w szkole nauczycieli. Albo samochodów rodziców dowożących dzieci do szkoły wła
                              > snymi autami.

                              Jest absolutnie oczywiste, ze myslec w Polsce musza WYLACZNIE kierowcy.
                              • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 17.05.14, 14:22
                                > Jest absolutnie oczywiste, ze myslec w Polsce musza WYLACZNIE kierowcy.

                                A poza takimi okrągłymi, nieuzasadnionymi zdankami masz coś konkretnego do powiedzenia?

                                NIe muszą myśleć wyłącznie kierowcy. Natomiast projektujący drogę ma prawo zakładać, że jej użytkownicy będą z niej korzystać zgodnie z kodeksem drogowym.
                                • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 17.05.14, 18:00
                                  > A poza takimi okrągłymi, nieuzasadnionymi zdankami masz coś konkretnego do powi
                                  > edzenia?

                                  Mam. Oczywiscie, ze mam.

                                  > NIe muszą myśleć wyłącznie kierowcy. Natomiast projektujący drogę ma prawo zakł
                                  > adać, że jej użytkownicy będą z niej korzystać zgodnie z kodeksem drogowym.

                                  Dlatego moga wytyczac miejsca parkingowe niezgodnie z kodeksem? Niejako na podpuche?
                                  • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 17.05.14, 21:51
                                    > Dlatego moga wytyczac miejsca parkingowe niezgodnie z kodeksem? Niejako na podp
                                    > uche?

                                    Ja myślę, że ta zatoczka jest tam znacznie dłużej niż zmiana przepisów, która rozciągnęla zakaz parkowania obowiazujący na jezdni na parkowanie także poza jezdnią (czyli na chodnikach albo w zatoczkach).
                                    • edek40 Re: Kto byłby sprawcą? 19.05.14, 10:42
                                      > Ja myślę, że ta zatoczka jest tam znacznie dłużej niż zmiana przepisów, która r
                                      > ozciągnęla zakaz parkowania obowiazujący na jezdni na parkowanie także poza jez
                                      > dnią (czyli na chodnikach albo w zatoczkach).

                                      Czyli jednak wszystko jest OK. Po prostu urzednicy, z uwagi na skromnosc finansow, skupili sie na stawianiu durnych ograniczen predkosci, aby zebrac te fortune na zlikwidowanie mozliwosci postoju...
    • rapid130 Wyższe instancje trawią ;) 17.04.14, 15:21
      Po publikacji artykułu burmistrz poprosił o werdykt powiatową policję.
      Ciekawe do jakich wniosków dojdzie Wydział Ruchu Drogowego KPP Szamotuły?
      Czy potwierdzą moją prywatną teorię, że z takimi sprawami należy uderzać bezpośrednio do komendy wojewódzkiej, czy wykażą się wyobraźnią przestrzenną? :P
      • edek40 Wiele moge probowac zrozumiec 17.04.14, 15:26
        Ze znak ustawiono na mapie w widoczny sposob, a w plenerze jest niewidoczny czy cos podobnego.

        Ale zeby nie wpasc na pomysl, ze autobus jest nieprzejrzysty...
        • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 17.04.14, 15:48
          edek40 napisał:

          > Ale zeby nie wpasc na pomysl, ze autobus jest nieprzejrzysty...

          Toż inżyrant mógł nie wiedzieć, że projektuje dla nich zatoczkę.
          Na mapce geodezyjnej nie rysują autobusów. :P
          Drzew i krzaczorów też nie (co wyjaśnia istnienie wielu na pozór zagadkowych baboli wśród znaków poziomych).
          • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 17.04.14, 23:20
            Z tymi drzewani to nie do konca jest tak. Ale one i tak nie wplywy na babole w oznakowaniu poziomym. No bo niby jak drzewo kolo jezdni ma wplyw na znaki namalowane na asfalcie?
            • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 09:14
              samspade napisał:

              > Z tymi drzewani to nie do konca jest tak. Ale one i tak nie wplywy na babole w
              > oznakowaniu poziomym. No bo niby jak drzewo kolo jezdni ma wplyw na znaki namal
              > owane na asfalcie?

              Projektant patrzy na mapę i wydaje mu się, że w miejscu X jest wystarczający "trójkąt widoczności".
              Niestety, bez wizji lokalnej nie będzie wiedzieć, że w tym miejscu rosną drzewa, które ten trójkąt likwidują.

              Tak powstają przerywane linie na "łukach poziomych", zwanych przez laików zakrętami, na których powinny być podwójne ciągłe. I vice versa.
              • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 09:18
                > Tak powstają przerywane linie na "łukach poziomych", zwanych przez laików zakrę
                > tami, na których powinny być podwójne ciągłe.

                ILUSTRACJA z Googla
                • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:34
                  No właśnie olewactwo. Przecież na mapie topograficznej jest to zaznaczone jako teren zadrzewiony. Podejrzewam że na mapie zasadniczej też.
                  • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:44
                    > No właśnie olewactwo. Przecież na mapie topograficznej jest to zaznaczone jako
                    > teren zadrzewiony. Podejrzewam że na mapie zasadniczej też.

                    Moj sasiad mial duzy problem. Postawiono mu zarzut nielegalnego usuniecia 3 wiekowych drzew z posesji. Byly na aktualnej mapie, a nie ma. Ja wiem, ze sasiad kupil ziemie bez tych drzew i nie mial pojecia o ich istnieniu (na mapie). W koncu, gdy oparlo sie o gigantyczne kary, przeprowadzono ekspertyze polegajaca na poszukiwaniu systemu korzeniowego. Znaczy sie zryli mu ziemie. Korzeni nie znaleziono, bo rolnik usunal drzewa juz bardzo dawno temu, a aktualizacja map odbywala sie przez przerysowywanie na nowszy papier (a teraz, w oparciu o nowszy papier) dygitalizacji.

                    Myslisz, ze nie moze sie to dziac w druga strone? U mnie na przyklad rosna brzozy. Gdy kupowalem ziemie nie rosly. A teraz, po 12 latach maja po 15 metrow wysokosci. I nie ma ich na mapie geodezyjnej do celow projektowych (tak sie to nazywa fachowo)...
                    • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:48
                      edek40 napisał:

                      >a aktualizacja map odbywala sie przez przerysowywanie na nowszy papier (a teraz, w oparciu o nowszy papier) dygitalizacji.

                      To nie była aktualizacja.

                      > Myslisz, ze nie moze sie to dziac w druga strone? U mnie na przyklad rosna brzo
                      > zy. Gdy kupowalem ziemie nie rosly. A teraz, po 12 latach maja po 15 metrow wys
                      > okosci.

                      > I nie ma ich na mapie geodezyjnej do celow projektowych (tak sie to naz
                      > ywa fachowo)...

                      Nie bardzo fachowo.
                      • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:52
                        > To nie była aktualizacja.

                        Ma pieczatke, podpis i date. Co to wobec z tego jest?

                        Oczywiscie nie mozemy zapomniec o skromnosci budzetowej. Wszak moje 1500 m wydrukowane na mapce do celow projektowych (niefachowo) kosztuje 500 zl. I kasuja te kwote do kazdej pierdoly, typu media (gaz, prad, telefon, woda, kanalizacja - platne kazde oddzielnie, bo trafia do roznych instytucji, a papier kosztuje...), czy zmiany w zabudowie. Za te skromna kwote nie da sie wyslac umyslnego, aby obejrzal i tu i w okolicy, choc raz na 50 lat...
                        • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:03
                          Zależy skąd masz tą mapę. Jeżeli z urzędu to nie jest to mapa do celów projektowych.
                          Mapa do celów projektowych wykonywana jest przez geodetę. I to czy on sam przyjedzie i porówna mapę czy przyśle umyślnego nie jest istotne. Ma to być zrobione. Ale urząd tego nie wykonuje tylko prywatna firma, której się za to płaci.
                          • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:11
                            > Zależy skąd masz tą mapę. Jeżeli z urzędu to nie jest to mapa do celów projekto
                            > wych.

                            Wydzial Architektury i Geodezji Starostwa Powiatowego

                            > Mapa do celów projektowych wykonywana jest przez geodetę.

                            Kiedys zapewne jakis geodeta widzial teren, teraz, przez powyzsza instytucje, mapa jest dygitalizowana bez jakichkolwiek weryfikacji.

                            > I to czy on sam przyjedzie i porówna mapę czy przyśle umyślnego nie jest istotne. Ma to być zrobione

                            Dostawca pradu, gdy kladzie linie, przysyla geodete, ktory tyczy wykop. O co zaklad, ze nie sprawdza ile mam drzew na posesji, ani nawet tego, czy z drugiej strony niz przylacze nie mam wykonanej nielegalnej dobudowki?
                            • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:16
                              edek40 napisał:

                              > > Zależy skąd masz tą mapę. Jeżeli z urzędu to nie jest to mapa do celów pr
                              > ojekto
                              > > wych.
                              >
                              > Wydzial Architektury i Geodezji Starostwa Powiatowego

                              Czyli nie jest to mapa do celów projektowych.

                              > > Mapa do celów projektowych wykonywana jest przez geodetę.
                              >
                              > Kiedys zapewne jakis geodeta widzial teren, teraz, przez powyzsza instytucje, m
                              > apa jest dygitalizowana bez jakichkolwiek weryfikacji.

                              Bo na tym polega digitalizacja. Przenoszenie z nośnika analogowego na warstwy w programie.
                              Nie na aktualizacji.

                              > Dostawca pradu, gdy kladzie linie, przysyla geodete, ktory tyczy wykop. O co za
                              > klad, ze nie sprawdza ile mam drzew na posesji, ani nawet tego, czy z drugiej s
                              > trony niz przylacze nie mam wykonanej nielegalnej dobudowki?

                              Założę się o wszystko co mam że nie sprawdzi. Bo mu nikt za to nie płaci. I leży to poza zakresem pracy.
                              Ale jeżeli będzie ten sam geodeta wykonywał mapę do celów projektowych to sprawdzi. W zakresie planowanej inwestycji.
                              A w kwestii nielegalnych budynków dobudówek to po co ktokolwiek miałby sprawdzać w terenie? strata czasu. Szybciej zrobi to się siedząc za komputerem. Trzeba tylko chcieć.
                              Ale były by gromy ciskane na władzę.
                              • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:26
                                > Czyli nie jest to mapa do celów projektowych.

                                Nie znam sie. Jako taka jest udostpniana i uznawana przez wszelkiej masci instytucje, a na koniec, przez Starostwo, gdy skladam papiery po wykonaniu.

                                > Bo na tym polega digitalizacja. Przenoszenie z nośnika analogowego na warstwy w
                                > programie.
                                > Nie na aktualizacji.

                                Zagiales mnie. Nie wiem co powiedziec. Martwi mnie tylko, ze moga znalezc jakis plan krzyzacki i go zdygitalizowac. Przy doprowadzaniu wodociagu okarze sie, ze zamek ma studnie i wodociag im nie potrzebny...
                                • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:32
                                  edek40 napisał:

                                  > > Czyli nie jest to mapa do celów projektowych.
                                  >
                                  > Nie znam sie. Jako taka jest udostpniana i uznawana przez wszelkiej masci insty
                                  > tucje, a na koniec, przez Starostwo, gdy skladam papiery po wykonaniu.

                                  Nie. Nie jest wydawana jako mapa do celów projektowych. Urząd nie wykonuje map do celów projektowych.

                                  > Zagiales mnie. Nie wiem co powiedziec. Martwi mnie tylko, ze moga znalezc jakis
                                  > plan krzyzacki i go zdygitalizowac. Przy doprowadzaniu wodociagu okarze sie, z
                                  > e zamek ma studnie i wodociag im nie potrzebny...

                                  Kiedy będziesz wykonywał wodociąg to w planowanym zakresie inwestycji mapa zostanie zaktualizowana. Mapa będzie miała nagłówek mapa do celów projektowych.
                                  • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:38
                                    > Nie. Nie jest wydawana jako mapa do celów projektowych. Urząd nie wykonuje map
                                    > do celów projektowych.

                                    Oznacza to, ze tak moj dom, jak i media sa nielegalne. Pobieralem kosztowne buble ze starostwa, zapewniany, ze to wlasnie taka mapa.
                                    • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:45
                                      Ktoś Cię oszukał. Urząd nie wydaje map do celów projektowych.
                                      Wykonanie mapy do celów projektowych zleca się geodecie. Geodeta uaktualnia mapę zasadniczą. Rejestruje tę mapę w urzędzie. Ale wykonuje to geodeta i to jemu płacisz a nie urzędowi. Jeżeli kupowałeś mapy w urzędzie nie były to mapy do celów projektowych.
                • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:02
                  Ale pytanie jest czy powstają czy były tam już wcześniej kiedy te drzewa były drzewkami nie kwalifikującymi się do pomiaru? Czy może jest tam sytuacja że po remoncie namalowano linie tak jak były dawniej?
                  • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:09
                    > Ale pytanie jest czy powstają czy były tam już wcześniej kiedy te drzewa były d
                    > rzewkami nie kwalifikującymi się do pomiaru? Czy może jest tam sytuacja że po r
                    > emoncie namalowano linie tak jak były dawniej?

                    Jakie to ma znaczenie? Drzewka nie rosna niepostrzezenie. A, wydawac by sie moglo, nawet miszcz malarski moglby sie zastanowic nad swoja robota, a nie robic bezmyslnie, byle do wyplaty.
                    • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:13
                      edek40 napisał:

                      > Jakie to ma znaczenie?

                      Czysta ciekawość. Znaczenia nie ma żadnego.
                      • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:22
                        > Czysta ciekawość. Znaczenia nie ma żadnego.

                        Nie ma. Drogowcy powinni nadzorowac drogi. Na pewno o wiele czesciej niz raz na okres, ktory potrzebny jest do przerodzenia sie krzaczkow w las.
              • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:28
                rapid130 napisał:

                > Projektant patrzy na mapę i wydaje mu się, że w miejscu X jest wystarczający "t
                > rójkąt widoczności".

                To że projekt organizacji ruchu powstaje na papierze jest rzeczą oczywistą.

                > Niestety, bez wizji lokalnej nie będzie wiedzieć, że w tym miejscu rosną drzewa
                > , które ten trójkąt likwidują.

                I tu jet problem a nie w tym czy drzewo jest na mapie czy nie.

                > Tak powstają przerywane linie na "łukach poziomych", zwanych przez laików zakrę
                > tami, na których powinny być podwójne ciągłe. I vice versa.

                Ale winne jest partactwo i nie chciejstwo a nie drzewo. Szczególnie że są drzewa, których nie mierzy się z urzędu.
                • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:47
                  > I tu jet problem a nie w tym czy drzewo jest na mapie czy nie.

                  Cieszy mnie to, ze rozdzielasz te dwa fakty. Dzieki temu trudniej wskazac odpowiedzialnego za blad. Kazdy bowiem tylko troszke nabalaganil. Efektem jest oczywiscie wyprzedzanie bez nalezytej widocznosci. A temu, co oczywiste, winien jest wylacznie kierowca...
                  • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:49
                    edek40 napisał:

                    > Dzieki temu trudniej wskazac odpowiedzialnego za blad.

                    Jasne. Odpowiedzialny jest jeden. Ten który nie był w terenie i nie sprawdził projektu organizacji.
                    • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:55
                      > Jasne. Odpowiedzialny jest jeden. Ten który nie był w terenie i nie sprawdził p
                      > rojektu organizacji.

                      Odpowiedzialni sa wszycy, ktorzy podpisywali sie pod wadliwa dokumentacja. Od poczatku, do konca. Nie jest zadnym wytlumaczeniem, ze ja oto bazowalem na blednych danych, wiec jestem tylko troszke winny, bo nie sprawdzilem.
                      • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:08
                        Ale ktoś zaprojektował i nie sprawdził w terenie. Stąd wziął się problem.
                        • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:20
                          > Ale ktoś zaprojektował i nie sprawdził w terenie. Stąd wziął się problem.

                          Problem wzial sie stad, ze ktos nieaktualizowal latami map. Nastepnie, choc wiedza ta jest powszechna, wykonawca projektu nie pofatygowal sie na miejsce. KOlejny winny, to zatwierdzajacy, a nastepnie odbierajacy i inwentaryzujacy powykonawczo. Malo? Byc moze jest tych "odpowiedzialnych" (inaczej) wiecej. Nie znam sie na procedurach.
                          • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:24
                            edek40 napisał:

                            > > Ale ktoś zaprojektował i nie sprawdził w terenie. Stąd wziął się problem.
                            >
                            > Problem wzial sie stad, ze ktos nieaktualizowal latami map.

                            Bo i po co?

                            > Nastepnie, choc wiedza ta jest powszechna, wykonawca projektu nie pofatygowal sie na miejsce.

                            Wykonawca projektu wykonuje projekt na mapie aktualnej. Inaczej przed projektem wykonywana jest mapa do celów projektowych.
                            A jeżeli ktoś projektuje na nieaktualnej mapie to nie powinien projektować.
                            • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:27
                              > A jeżeli ktoś projektuje na nieaktualnej mapie to nie powinien projektować.

                              Do czegos dochodzimy...
                              • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:33
                                Przecież pisałem już kto jest winien.
                  • jureek Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:07
                    edek40 napisał:

                    > Efektem jest oczyw
                    > iscie wyprzedzanie bez nalezytej widocznosci. A temu, co oczywiste, winien jest
                    > wylacznie kierowca...

                    A kto ma za tego kierowcę ocenić, czy widoczność do wyprzedzania jest wystarczająca, czy nie?
                    Przecież ta widoczność może być różna, w zależności od warunków na drodze. Obowiązkiem kierowcy przed każdym manewrem wyprzedzania jest upewnić się, czy ma wystarczającą widoczność w danych warunkach.
                    • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:22
                      > A kto ma za tego kierowcę ocenić, czy widoczność do wyprzedzania jest wystarcza
                      > jąca, czy nie?

                      Pisalem, jak kilka kilometrow "zadbania" linia ciagla wprowadzilo mnie, starego konia i doswiadczonego kierowce (nieco zmeczonego i fest zirytowanego) w blad.

                      > Przecież ta widoczność może być różna, w zależności od warunków na drodze.

                      Oczywiscie. Poza zmienna aura kierowca musi brac pod uwage, ze rzewa przeciez rosna...
                      • bimota Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 13:29
                        PRZECIE NIE ROSNA "W OSI JEZDNI", WIEC W CZYM PROBLEM... :p
                    • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:11
                      > A kto ma za tego kierowcę ocenić, czy widoczność do wyprzedzania jest wystarcza
                      > jąca, czy nie?

                      Piszesz jakbyś jeździł od wczoraj. :/

                      Rozumiem, że masz w głowie radar 3D wykrywający po zmierzchu dyskretne "kieszonki" na odcinkach, które na pierwszy (ale też drugi i trzeci) rzut oka wydają się mieć pełną widoczność. :PPP

                      "Kieszonki", w których samochód osobowy jadący z prędkością dopuszczalną ukrywa się do ostatniej chwili. Do zaledwie trzech-czterech sekund przed wyminięciem. Gdy (super sprawnie!) wykonany manewr wyprzedzania zabiera 5-6 s. PRZYKŁAD

                      Clou - jeżeli zarząd drogi maluje "białe szlaczki Picassa" - deklarując, że jest to informacja oznaczająca niebezpieczne miejsca bez umownie minimalnej widoczności (>300 metrów dla odcinków poza obszarem zabudowanym) - to bierze na siebie współodpowiedzialność za prawidłowe przeprowadzenie m.in. wyprzedzania. Między innymi, bo w tych miejscach także nie wolno się zatrzymywać.
                      • jureek Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 14:32
                        rapid130 napisał:

                        > > A kto ma za tego kierowcę ocenić, czy widoczność do wyprzedzania jest wys
                        > tarcza
                        > > jąca, czy nie?
                        >
                        > Piszesz jakbyś jeździł od wczoraj. :/

                        Właśnie dlatego, że nie jeżdżę od wczoraj, wiem, że jakość znakowania jest taka, jaka jest i że nie można na niej stuprocentowo polegać.

                        > Rozumiem, że masz w głowie radar 3D wykrywający po zmierzchu dyskretne "kieszon
                        > ki" na odcinkach, które na pierwszy (ale też drugi i trzeci) rzut oka wydają si
                        > ę mieć pełną widoczność. :PPP

                        W tych "kieszonkach" ginie promień moich długich świateł, więc widzę, że sytuacja nie jest jasna, czyli trzeba odpuścić wyprzedzanie. W ogóle mało wyprzedzam na nieznanych mi drogach, szczególnie po zmroku.
                        • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 15:06
                          Na kieszonke nacialem sie raz w dzien. Nie potrzeba do tego nocy. Wystarczy troche "szczescia".
                        • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 15:26
                          > Właśnie dlatego, że nie jeżdżę od wczoraj, wiem, że jakość znakowania jest taka
                          > jaka jest i że nie można na niej stuprocentowo polegać.

                          Źleeeeeee..... :P
                          Nie można na nim 100 % polegać, ale za to trzeba je w 100 % przestrzegać. :P
                          Nu wot, kaki paradoks! :D

                          Odbijając piłeczkę, że to kierowca ma uważać (on też, oczywiście!) przechodzisz do porządku dziennego nad tym, że oznakowanie jest niedoskonałe. I? ....

                          A ono powinno być bliskie 100 % doskonałości w dziesiętnych miejscach po przecinku.
                          Po to projektant ma wykształcenie, wiedzę i czas, żeby wykonać swoją robotę prawidłowo. Od A do Z.

                          (A jak będziemy truć z edkiem tutaj, nabijać się z drogowców w lokalnych gazetach, to może się uda coś raz-po-raz poprawić. Choćby w skali lokalnej).

                          > W tych "kieszonkach" ginie promień moich długich świateł, więc widzę, że sytuac
                          > ja nie jest jasna, czyli trzeba odpuścić wyprzedzanie.

                          Długie możesz włączyć w zasadzie dopiero po zrównaniu się z wyprzedzanym. To już jest późno. Niestety, coraz powszechniejsza nowomoda ciągłego jeżdżenia na światłach mijania potęguje zagrożenie złej oceny sytuacji przed podjęciem wyprzedzania. W obecnym natężeniu ruchu i zwyczajach najczęściej zaczyna się manewr oglądając jezdnię w (głupio-poddańczo) krótkich światłach wyprzedzanego. A zza wzniesienia-zasadzki nie widać wyraźnej "łuny ostrzegawczej", bo teraz prawie wszyscy jeżdżą na krótkich. :/

                          > W ogóle mało wyprzedzam
                          > na nieznanych mi drogach, szczególnie po zmroku.

                          Wesz, znam też takich co mówią:
                          - Ja jeżdżę powoli i ostrożnie, to nie muszę zapinać pasów. :P

                          Ty nie wyprzedasz, ale inni to robią. Oby ktoś mniej doświadczony - sugerując się wadliwym szlaczkiem Picassa - nie trafił na Ciebie, wyprzedzając tam gdzie nie powinien.

                          Zafiksowanie na punkcie jakości oznakowania poziomego pojawiło się u mnie właśnie po takim incydencie. Ktoś po zmierzchu wyszedł mi na czołówkę. I stwierdziłem, że mogło się do tego przyczynić wadliwe w tym miejscu oznakowanie poziome. Wyprzedzał ciężarówki i ciągnął manewr aż jezdnia przeszła w łagodny zakręt w prawo. Do wyjścia na czołówkę ze mną i potem zapewniając go przerywaną linią (!), że widoczność jest.
                          Linie - przerywana i ciągła obok siebie - były wyrysowane w tym miejscu z "czeskim błędem".
                          Odwrotnie niż powinny. GDDKiA w końcu dokonała poprawki. I co? Na szczęście nikt do tego momentu nie tam zginął, a ktoś inny na pewno dostał premię. :)
                          • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 16:28
                            Akurat od zrzedzenia na forum nie poprawi sie abdolutnie nic.
                          • jureek Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 17:38
                            rapid130 napisał:

                            > Źleeeeeee..... :P
                            > Nie można na nim 100 % polegać, ale za to trzeba je w 100 % przestrzegać. :P
                            > Nu wot, kaki paradoks! :D

                            Dokładnie tak. Taka jest rzeczywistość. Mam się na nią obrazić i postępować odwrotnie? Czyli na 100% polegać, ale przestrzegać tylko wtedy, gdy mi to pasuje? Przecież przede wszystkim sobie wtedy zaszkodzę.

                            > Odbijając piłeczkę, że to kierowca ma uważać (on też, oczywiście!) przechodzisz
                            > do porządku dziennego nad tym, że oznakowanie jest niedoskonałe. I? ....
                            >
                            > A ono powinno być bliskie 100 % doskonałości w dziesiętnych miejscach po przeci
                            > nku.
                            > Po to projektant ma wykształcenie, wiedzę i czas, żeby wykonać swoją robotę pra
                            > widłowo. Od A do Z.

                            Ano powinno. Ale nie jest. Więc mam jeździć tak, jakby było doskonałe? Czy może jednak polegać przede wszystkim na sobie, a nie na kreskach projektanta?

                            > (A jak będziemy truć z edkiem tutaj, nabijać się z drogowców w lokalnych gazeta
                            > ch, to może się uda coś raz-po-raz poprawić. Choćby w skali lokalnej).

                            Lokalne gazety owszem mogą coś pomóc, trucie tutaj pomoże co najwyżej Waszym wątrobom.

                            > Długie możesz włączyć w zasadzie dopiero po zrównaniu się z wyprzedzanym. To ju
                            > ż jest późno. Niestety, coraz powszechniejsza nowomoda ciągłego jeżdżenia na św
                            > iatłach mijania potęguje zagrożenie złej oceny sytuacji przed podjęciem wyprzed
                            > zania.

                            Jeżeli w ciemności nie widzę drogi dalej niż tylko w zasięgu świateł mijania, to nie wyprzedzam. Przecież nawet przy idealnym oznakowaniu poziomym lewą stroną drogi mogą iść piesi, których w zasięgu świateł mijania nie zobaczę, a potem przy wyprzedzaniu wjadę im w tyłek.

                            > > W ogóle mało wyprzedzam
                            > > na nieznanych mi drogach, szczególnie po zmroku.
                            >
                            > Wesz, znam też takich co mówią:
                            > - Ja jeżdżę powoli i ostrożnie, to nie muszę zapinać pasów. :P

                            A jaki obowiązek ja zaniedbuję w związku z tym, że mało wyprzedzam, analogicznie do tego niezapinania pasów?

                            > Ty nie wyprzedasz, ale inni to robią. Oby ktoś mniej doświadczony - sugerując s
                            > ię wadliwym szlaczkiem Picassa - nie trafił na Ciebie, wyprzedzając tam gdzie n
                            > ie powinien.

                            Nie mam wpływu na to co zrobi ktoś inny, mam tylko wpływ na to, co zrobię ja.
                            Gdy czasem piszę na forum o takich, co przy wyprzedzaniu walą mi na czołówkę, to na ogół panowie E. ripostują, że jest to zjawisko zupełnie marginalne.

                            > Odwrotnie niż powinny. GDDKiA w końcu dokonała poprawki. I co? Na szczęście nik
                            > t do tego momentu nie tam zginął, a ktoś inny na pewno dostał premię. :)

                            No i bardzo dobrze, że naciskasz odpowiedzialnych, żeby robili, co do nich należy. To się tylko chwali. Tak właśnie powinno działać społeczeństwo obywatelskie.
                            Nie zgadzam się tylko z przekonywaniem czytelników tego forum, że przy wyprzedzaniu zwolnieni są z obowiązku upewnienia się samemu, wystarczy, że będą polegać na tym, co namalował znakolog.
                            Pozdrawiam
                            Jura
                            • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 20:05
                              > Nie zgadzam się tylko z przekonywaniem czytelników tego forum, że przy wyprzedz
                              > aniu zwolnieni są z obowiązku upewnienia się samemu, wystarczy, że będą polegać
                              > na tym, co namalował znakolog
                              .

                              Nie widziałem, żeby ktoś wciskał tu tego rodzaju kit.

                              Bezpośrednio nie mam wpływu na to jak jeździ XX milionów kierowców.
                              Poza jednym. Mną samym.

                              Skoro skala wpływu jest tak niewielka, to próbuję wpływać chociaż na wadliwe statyczne elementy układanki bezpieczeństwa czynnego. Te, których władcy mają biura. :PPPPPPP W tym oznakowanie poziome, które jest najczęściej psutym elementem układanki. Żądam, żeby narzędzia służące bezpiecznej jeździe, które daje mi zarządca drogi, były w pełni sprawne. I nie obchodzi mnie jak to zrobi.

                              > Czy może jednak polegać przede wszystkim na sobie, a nie na kreskach projektanta?

                              Jeżdżąc po drodze publicznej chcąc nie chcąc musisz polegać na kreskach projektanta.
                              Szczęśliwie większość z nich pracuje poprawnie.
                              I dlatego jezdnia na łuku jest (zwykle) pochylona we właściwą stronę, zielone światło zapala się, gdy inni mają czerwone, a gdy znak uprzedza "zakręt w prawo", to będzie on w prawo (choć nie zawsze...).

                              Ale dążmy do tego, żeby blisko 99,9 % projektantów pracowało poprawnie.
                              Żeby ocena jakości ich pracy i okresowe kontrole oznakowania istniały.
                              Bo w tej chwili oba te elementy, to papierkowa fikcja.
                              I nie ma woli, żeby ten stan zmienić.

                              Gdyby naciskających było więcej, te zmiany na plus następowałyby szybciej.
                              Mówię o zmianach w skali lokalnej, a nie krajowej (bo czytając o niektórych wykwitach komisji Bublewiczowej, straciłem już nadzieję).
                              W końcu nasi, lokalni urzędnicy pracowaliby lepiej.
                              Nie dla dobra bezpieczeństwa ruchu, tylko dla własnego spokoju. ;-)
                              Zatem trujmy, pukajmy, zrzędźmy, napuszczajmy media, dzwońmy do nich i opeird***jmy, róbmy ośmieszające filmy, a jak trzeba, to drapmy ich do krwi. Nie mam żadnych skrupułów, bo zbyt wiele głupot z ich ust słyszałem.

                              Niestety, na razie jednak widzę, że coraz większa grupa kierowców pokornie kładzie uszka i powtarza tę prostolinijną mantrę, że wszystkiemu winni krwiożerczy piraci drogowi, brawura i prędkość. Mam nawet takich w domu. :P

                              > Czyli na 100% polegać, ale przestrzegać tylko wtedy, gdy mi to pasuje?

                              Nie widzę przyczyn, żeby zwlekać z rozpoczęciem wyprzedzania w TYM miejscu, poza niewygodną świadomością, że dojdzie do złamania przepisu.

                              Nie widzę sensu takich ZAKAZÓW, jestem ostatnim, który ciśnie tu kamieniem.

                              Lata życia w ojczyźnie tumiwisizmu nauczyły kierowców, że warto traktować zakazy jako sugestie.
                              Niestety, w Bolandzie próbuje się naprawić sytuację od d**y.
                              Dokręca się śrubę kierowcom, wyzywa od idiotów, straszy karami.
                              Jednocześnie przymyka się oko na tumiwisizm w zarządach dróg.
                              Zapomina o optymalizowaniu oznakowania.
                              Po to, żeby zwiększyć do niego zaufanie.

                              Chcę żeby droga prowadziła mnie za rękę, jak ojciec córkę do ołtarza. ;)
                              Żebym więcej nie zastanawiał się, co ten idiota-inżyrant raz nawrzeszczał mi prosto do ucha (przez co zatkałem sobie uszy), a innym razem co zapomniał mi powiedzieć (przez co mogłem wylądować w szpitalnym łóżku, albo półtora metra pod ziemią).
                              • jureek Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 20:16
                                rapid130 napisał:

                                > > Nie zgadzam się tylko z przekonywaniem czytelników tego forum, że przy [b
                                > ]wyprzedz
                                > > aniu zwolnieni są z obowiązku upewnienia się samemu, wystarczy, że będą p
                                > olegać
                                > > na tym, co namalował znakolog[/b].
                                >
                                > Nie widziałem, żeby ktoś wciskał tu tego rodzaju kit.

                                A ten atak na mnie, gdy napisałem, że kierowca ma obowiązek sam się upewnić, że ma wystarczającą widoczność do wyprzedzania, to co?
                                Jura
                                • rapid130 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 19.04.14, 09:19
                                  > A ten atak na mnie, gdy napisałem, że kierowca ma obowiązek sam się upewnić, że
                                  > ma wystarczającą widoczność do wyprzedzania, to co?

                                  Jureek, są takie miejsca, że jest to co najmniej trudne, albo wręcz niemożliwe, mimo twojej najlepszej woli i lat doświadczenia. I nie pasuje do nich twoja odpowiedź "Jeśli jest trudno ocenić, to nie wyprzedzam".

                                  Bo w takich miejscach będziesz do końca święcie przekonany, że tu "jest łatwo", widoczność wystarczająca, mimo że ukształtowanie terenu kryje pułapkę.

                                  Wtedy musi iść informacja zwrotna od zarządu dróg - albo pionowy zakaz wyprzedzania, albo linia ciągła. Inaczej, prędzej czy później, w takim miejscu wydarzy się wypadek.

                                  I to są skuteczniej pochowane pułapki niż na TYM filmie.

                                  Ba, znam takie miejsce, gdzie w upalne dni samochody pojawiają się znikąd. :X
                                  Intensywne zjawisko falowania powietrza nad asfaltem w połączeniu z jezdnia mającą niewielkie "łuki pionowe" sprawia, że można tam paść ofiarą złudzenia optycznego. Nic z przeciwka nie jedzie, aż tu nagle nad asfaltem pojawia się ciemny punkt, który w kilka dziesiątych sekundy "zmienia się" w kompletny samochód. W odległości kolizyjnej dla wyprzedzającego.
                                  • jureek Re: Wiele moge probowac zrozumiec 19.04.14, 09:49
                                    Naprawdę nie musisz mnie przekonywać do tego, że oznakowanie poziome nie powinno wprowadzać w błąd.
                                    Ja się z tym zgadzam, jednak zamiast liczyć na kogoś, wolę sam zadbać o swoje bezpieczeństwo i po prostu odpuścić wyprzedzanie, jeśli nie jest to absolutnie konieczne i sytuacja nie jest stuprocentowo czysta. Znam zjawisko falowania powietrza nad asfaltem, to właśnie jedna z przesłanek do zaniechania wyprzedzania. Sama linia przerywana nie będzie dla mnie nigdy warunkiem wystarczającym do tego, żeby wychodzić na wyprzedzanie.
                                    Zauważyłem, że istnieje u nas jakieś parcie na wyprzedzanie. Ten bardzo niebezpieczny manewr został zredukowany do "chleba powszedniego". Wyprzedza się z papierosem w zębach, z jedną ręką na kierownicy, z komórką przy uchu. Słyszałem nieraz uwagi od pasażerów, czemu np. nie wyprzedzam jakiegoś tira, bo przecież tira trzeba obowiązkowo wyprzedzić. Tymczasem tir zasuwa sobie prawie dziewięćdziesiątką poza zabudowanym, w zabudowanych niewiele zwalnia, więc po co mam go wyprzedzać? Żeby mi w następnej wiosce siedział na zderzaku?
                                    A swoją drogą to gdyby w takich miejscach tylko pozornie nadających się do wyprzedzania namalować linię ciągłą, to na pewno zaraz pojawiłyby się głosy, że jest to szykanowanie ruchu. Oczywiście uważam, że organizator ruchu nie powinien się takimi głosami sugerować, tylko malować ciągłą, jeśli ukształtowanie terenu jest takie, a nie inne.
                                    Jura
            • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:02
              > Z tymi drzewani to nie do konca jest tak. Ale one i tak nie wplywy na babole w
              > oznakowaniu poziomym. No bo niby jak drzewo kolo jezdni ma wplyw na znaki namal
              > owane na asfalcie?

              To, ze Ty tego nie rozumiesz, jest wybaczalne. Wszak nie jestes eksxpertyzem inzyractwa i nie bierzesz za to pensji (i premii). Od miszcza od drog, poza wiedza teoretyczna, nalezy wymagac rowniez minimum wyobrazni. Ja byc moze mam jej w nadmiarze (co gdy szkolilem na zaglach bardzo sie przydawalo, bo nigdy nie mialem zadnego powazniejszego wypadku na lodce) i pewnie dlatego tak czepiam sie oznakowania. Mi starcza wyobrazni nawet tam, gdzie jeszcze nie mozna sie do niczego przyczepic. Ot chocby wazny znak, a pod nim krzaczek, ktory pod koniec sezonu zacznie go zaslaniac. A z praktyki wiem jak czesto przegladane sa drogi...
              • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:30
                edek40 napisał:

                > > Z tymi drzewani to nie do konca jest tak. Ale one i tak nie wplywy na bab
                > ole w
                > > oznakowaniu poziomym. No bo niby jak drzewo kolo jezdni ma wplyw na znaki
                > namal
                > > owane na asfalcie?
                >
                > To, ze Ty tego nie rozumiesz, jest wybaczalne.

                Ale nie rozumiem czego? Tego że ktoś nie jedzie w teren i nie konfrontuje projektu z rzeczywistością. To jest dla mnie niedopuszczalne.

                > A z praktyki wiem jak czesto przegladane sa drogi...

                Ja nie pracuję w zarządzie dróg ani nie mam tam znajomych więc nie wiem.
                • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:37
                  > Ja nie pracuję w zarządzie dróg ani nie mam tam znajomych więc nie wiem.

                  JA rowniez. Jednak nawet bez raportu NIk widze, ze od 4 lat stoja dwie tablice ograniczajace OZ. Znaczy sie mam wyciagnac z tego wniosek, ze dozoruja czesto, ale tego akurat nie zauwazaja?
                  • samspade Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:51
                    Wyciągaj wniosek jaki chcesz. Ja z takiej sytuacji wyciągam wnioski następujące:
                    - brak kontroli dróg lub kontrola nierzetelna.
                    - ludzie to bagatelizują. Społeczeństwo obywatelskie w wydaniu polskim.
                    • edek40 Re: Wiele moge probowac zrozumiec 18.04.14, 12:56
                      > - brak kontroli dróg lub kontrola nierzetelna.

                      I tak przez 4 lata nierzetelnie nikt tego nie zauwazyl...

                      > - ludzie to bagatelizują. Społeczeństwo obywatelskie w wydaniu polskim.

                      Ale nie!!! Ta tablica, jak inne znaki, gina w szumie informacyjnym nadmiaru znakow, reklam, banerow i takich tam.
    • rapid130 No tak, winni autobuśnicy... 12.05.14, 12:07
      Cytat z listu kierownika zarządu dróg powiatowych:

      "Informuję, że oznakowanie skrzyżowania ul. Pniewskiej i Jana Ostroroga leży w kompetencjach ZDP i dzięki prawidłowemu istniejącemu oznakowaniu znakiem pionowym A-7 oraz widocznym oznakowaniem poziomym, w żaden sposób nie przejawia oznak nieprawidłowego nadzoru nad organizacją ruchu".

      (Wytknąłem, że ZDP nie reaguje na zasłanianie przez autobusy po 4-5 godzin dziennie jedynego znaku A-7).

      "Niebezpieczeństwo na tym skrzyżowaniu spowodowane jest brakiem stosowania przepisów ruchu drogowego przez przewoźników nieprzestrzegających przepisów określonych w art. 49 ustawy "Prawo o ruchu drogowym", oraz możliwego nieprzestrzegania przez część kierowców ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym na drodze gminnej".
      • edek40 Od razu tak napisalem :) 12.05.14, 12:21
        Bo ktozby inny.

        Kiedys w Warszawie znakolog dopuscil postoj samochodow (kosztownymi projektami i kosztownymi liniami na jezdni) tuz przed przejsciem za leciutka gorka, ktora do ostatniej chwili zakrywala zebre (jesli akurat nie bylo pol roku przed wiosennym malowaniem...). Pan znakolog, zagadniety w gazecie, odparl, ze przepisy jasno reguluja kwestie odleglosci przepisowego zatrzymywania sie przed przejsciem i to, ze on tu namalowal kreski nikogo nie zwalnia z przestrzegania KD.

        Proste, nie?
        • bimota Re: Od razu tak napisalem :) 12.05.14, 22:16
          TU PRZYZNAM JURKOWI RACJE, ZE NIE TYLKO JEDEN ZNAKOLOG JEST OD MYSLENIA...
          • edek40 Re: Od razu tak napisalem :) 13.05.14, 10:58
            > TU PRZYZNAM JURKOWI RACJE, ZE NIE TYLKO JEDEN ZNAKOLOG JEST OD MYSLENIA...

            Oczywiscie, ze nie jeden. Wszyscy sa od myslenia. Za to biora pieniadze.
            • bimota Re: Od razu tak napisalem :) 13.05.14, 19:54
              TY NIE BIERZESZ, WIEC NIE MUSISZ...
      • tbernard Re: No tak, winni autobuśnicy... 13.05.14, 12:35
        Czyli w skrócie dostałeś odpowiedź, że wszystko jest zgodne i zatwierdzone i jakby co to mają odpowiednie paragrafy do ustalenia winnego, którym nie będą zarządcy drogi.
        • rapid130 Re: No tak, winni autobuśnicy... 14.05.14, 16:58
          tbernard napisał:

          > Czyli w skrócie dostałeś odpowiedź, że wszystko jest zgodne i zatwierdzone i ja
          > kby co to mają odpowiednie paragrafy do ustalenia winnego, którym nie będą zarz
          > ądcy drogi.

          Tak. Wystraszony zajączek zasłonił oczka łapkami:
          - Ufff, nie ma wilka! :P
        • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 14.05.14, 22:02
          NIe.

          Czyli w sumie dostał taką odpowiedź, jaką ja dałem w tym wątku wcześniej: winnym tego że autobus zasłania znak nie jest znakolog tylko kierowca autobusu parkujący swój pojazd tak, że zasłania znak, pomimo tego, że przepisy jasno mówią, że nie wolno parkować pojazdu w taki sposób, żeby zasłaniał znak.

          Bo jeżeli rapid stawia sprawę w taki sposób, że oskarża znakologa o zaniedbanie, to odpowiedź jest jak najbardziej słuszna - nie ma racji.

          Owszem, znakolodzy mogliby wyjsć na przeciw potrzebom szkoły i firmy przewozowej i zorganizować oznakowanie w taki sposób, aby autobusy mogły legalnie parkować w zatoczce. Ale jak na dziś, winni są jak najbardziej autobuśnicy. Bo w Polsce mogłoby być znacznie lepiej, ale nie jest lepiej. Dlatego trzeba jeździć (i parkować) tak, jak na to pozwalają warunki. Tak, ja wiem, ze to bardzo niepopularny pogląd, bo w Niemczech to panie tego autobuśnicy by mieli zatoczkę do parkowania, i ja wiem, ze czasami nawet te porównania do Niemiec są prawdziwe, ale to w żaden sposób nie zwalnia autobuśników z przestrzegania przepisów...
          • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 08:59
            W jakim wiec celu wybudowano zatoczke? Skoro nie mozna w niej parkowac.
            • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 14:27
              > W jakim wiec celu wybudowano zatoczke? Skoro nie mozna w niej parkowac.

              W Szkocji takich masz na kazdym kroku. Sluza wyrywkowemu testowaniu znajomosci KD oraz spostrzegawczosci.
              • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 16.05.14, 15:39
                O tym bym nie pomyślał
                • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 16.05.14, 15:40
                  O testowaniu znaczy się. Bo to że w Szkocji to prawie pewne.
            • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 14:22
              > W jakim wiec celu wybudowano zatoczke? Skoro nie mozna w niej parkowac.

              Ależ można. Nie można tylko tym pojazdom, których wymiary zasłaniają znaki.
              • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 18:02
                > Ależ można. Nie można tylko tym pojazdom, których wymiary zasłaniają znaki.

                W jakiej odleglosci od przejscia mozna parkowac?
                • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 21:52
                  > W jakiej odleglosci od przejscia mozna parkowac?

                  Masz rację. W tej konkretnej zatoczce w ogóle nie można parkować, bo w niej jest przejście.

                  Tymbardziej oskarżanie znakologa o to, że nie przeiwdział, że zaparkowany tam autobus zasłoni znak jest trochę nie teges, nie sądzisz?
                  • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 10:45
                    > Tymbardziej oskarżanie znakologa o to, że nie przeiwdział, że zaparkowany tam a
                    > utobus zasłoni znak jest trochę nie teges, nie sądzisz?

                    Czyli taki test ze znajomosci KD? Jedyne miejsce do postoju autobusow szkolnych w miejscu niedozwolonym. Wysterczy, ze kierowcy nie pojda na latwizne i nie bedzie problemow.

                    Po jaki grzyb w ogole stawiane sa jakiekolwiek znaki?
              • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 19:22
                Ty tak na serio? Czy tylko sobie kpisz?
                Wykonano zatoczke przed szkola w ktorej nie moga parkowac autobusy. Na szczescie mamy winnego, jest to kierowca autobusu. A jezeli dziecko wyjdzie czy wybiegnie zza suva czy busa? Moglo nie wybiegac, ewentualnie samochod mogl tam nie stac i nie zaslaniac przejscia.
                Jak male dziecko to i zwykla osobowka zasloni.
                • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 21:54
                  Masz rację, przyzwyczajony jestem do Wielkiej Brytanii, tu można parkować w takich zatoczkach.

                  Natomiast w naszym konkretnym przypadku nie można. Dlatego tym bardziej obwinianie znakologa o to, że oznakował skrzyżowanie zgodnie z przepisami, a ludzie tam parkują i stwarzają zagrożenie jest absurdem.

                  A co do zatoczki - ja myślę, że ona tam jest już od dłuższego czasu.
                  • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 18.05.14, 12:46
                    A zarzadca nie zadal sobie trudu i nie weryfikuje oznakowania. Nawet przy szkole. Wiedzac o sytuacji skapi na znakach i farbie.
                    Najeazniejsze ze za wypadek bedzie odpowiadal ktos inny. Bo pomyslec zeby do wypadku nie doszlo za duzo trudu.
                    • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 18.05.14, 14:27
                      A co miałby zrobić z tymi znakami i farbą? Wymalować wielki napis "tu nie wolno parkować, więc nie parkujcie"? I postawić znak "zakaz zatrzymywania się i postoju" z tabliczką "bo tak jest w kodeksie"?
                      • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 18.05.14, 21:02
                        Co zrobic ze znajami: zdublowac ustap pierwszenstwa, ustawic zakaz postoju dla autobusow. Z farby mozna zrobic powierzchnie wylaczona z ruchu, namalowac znaki na jezdni.
                        Mozna wystapic do konserwatora zabytkow z zapytaniem co mozna zrobic z zatoka parkingowa. Czy miozna ja zlikwidowac, przebudowac. Wykonac wyniesione przejscie dla pieszych.
                        Podstawowa rzecz. Trzeba chciec, a nie zadowalac sie znajdowaniem winnych i zyc w wyobrazeniu dobrze wykonywanej pracy
                        • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 22:57
                          > Podstawowa rzecz. Trzeba chciec, a nie zadowalac sie znajdowaniem winnych i zy
                          > c w wyobrazeniu dobrze wykonywanej pracy

                          Chciałbym zwrócić uwagę, że to nie ja zdominowałem to forum i od lat zalewam je postami udowadniającymi po raz n-ty, że za wszelkie zło na polskich drogach odpowiadają znakolodzy i waaaaadza.

                          Rapid w odróżnieniu od brygady EE podjął konkretne działania zmierzające do poprawy sytuacji w danym miejscu i chwała mu za to. Ja jednak uważam, że niesłusznie zabrał się do tego od dupy strony obrazając znakologa, który nie zrobił nic złego (choć prawdą jest, że mógł zrobić więcej), nie tylko dlatego, że nie podoba mi się zwyczajnie jak się kogoś obraża, ale także dlatego, że takie nastawienie nie będzie ułatwiało mu dialogu z zarządcą owej drogi.
                          • samspade Re: No tak, winni autobuśnicy... 20.05.14, 10:42
                            w moim przekonaniu to zarządca postąpił źle. zaakceptował zatoczkę dla autobusów gdzie autobusy nie będą mogły legalnie parkować. nie zadał sobie trudu zastanowić się jak będzie wyglądało to przejście dla pieszych. a właściwie czy będzie je widać zza mający tam parkować autobusów.
                            nawet gdyby zatoczkę "odziedziczył" nie miałby powodów do dumy. tutaj mówimy o przypadku budowy.
                      • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 10:49
                        > A co miałby zrobić z tymi znakami i farbą? Wymalować wielki napis "tu nie wolno
                        > parkować, więc nie parkujcie"?

                        Bedac w Gibraltarze sfotografowalem znak zakazu zatrzymywania i postoju. Pod znakiem napisano: "No stopping No waiting No loading/Unloading or parking on bend at all times. Postawiono ten znak w uliczce waskiej tak, ze akurat na jeden pojazd.

                        Korona Brytowi spadla?
                        • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 22:55
                          > Bedac w Gibraltarze sfotografowalem znak zakazu zatrzymywania i postoju. Pod zn
                          > akiem napisano: "No stopping No waiting No loading/Unloading or parking on bend
                          > at all times. Postawiono ten znak w uliczce waskiej tak, ze akurat na jeden po
                          > jazd.
                          >
                          > Korona Brytowi spadla?

                          A bo widzisz, Ty znowu mówisz coś tam o zachodzie, a nie bardzo masz o sprawie pijęcie.

                          Pojedyncza żółta linia oznacza "zakaz parkowania w godzinach podanych na tabliczce".
                          Podwójna żółta linia oznacza "zakaz parkowania o każdej godzinie".
                          Pojedyncza czerwona (a z jakiegoś powodu w Edynburgu zielona) oznacza "zakaz parkowania i zatrzymywania się w godzinach podanych na tabliczce.
                          Podwójna czerwona (a z jakiegoś powodu w Edynburgu zielona) oznacza "zakaz parkowania i zatrzymywania się o każdej porze".
                          Pojedyncza biała oznacza zakaz zatrzymywania się obowiązujący lokalnie w danym miejscu.

                          Natomiast zatrzymywanie się w celu rozładunku to już zupełnie inna para kaloszy. O nich mówią kreski na krawężnikach prostopadłe do osi jezdni.
                          I tak pojedyncze kreski oznaczają zakaz rozładunku o porze podanej na tabliczce.
                          Podwójne oznaczają całkowity zakaz rozładunku.

                          I teraz: takie wąskie uliczki to zwykle są tzw. back lanes. Na takich uliczkach z oczywistego względu obowiązuje zakaz parkowania, natomiast jak najbardziej można się na nich zattzymywac w celu rozładunku blokując ruch, bo po to one są, żeby auta dostawcze zajezdżały od tyłu a nie od przodu.

                          Jeśli ta uliczka jest wyjątkiem - bo jest wąska z przyczyn, nazwijmy je, urbanistycznych, albo jest trasą pożarową, to obowiązuje na niej także zakaz rozładunku-załadunku.

                          Znaki "no stopping, no waiting, no loading" są standardem w UK i dublują wymalowane na jezdni przy krawężniku pojedyncze/podwójne żółte/białe/czerwone/zielone linie z kreskami na krawęznikach. Z tego prostego powodu, że linie mogą być np. zasypane śniegiem. Ja wiem, że w Giblartarze o śnieg pewnie dość ciężko, ale prawo jest prawem, więc tabliczki są wszędzie.

                          Więc użycie argumentu, że widziałeś w Giblartarze standardową Tam tabliczkę jako argumentu za tym, że polski znakolog też taką powinien stosować to tak jakbyś mówił, że znakolog powinien nakazać jazdę lewą stroną Jezdni bo byłeś kiedyś w Londynie i tam tak jeżdżą.
                          • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 20.05.14, 10:42
                            > Znaki "no stopping, no waiting, no loading" są standardem w UK i dublują wymalo
                            > wane na jezdni przy krawężniku pojedyncze/podwójne żółte/białe/czerwone/zielone
                            > linie z kreskami na krawęznikach. Z tego prostego powodu, że linie mogą być np
                            > . zasypane śniegiem.

                            Ciekawe.

                            Wydaje mi sie, ze snieg w Gibraltarze to o wiele wieksza rzadkosc (a i na Wyspach nie az tak czesty) niz autobus, jak donosi rapid, ktory bada sprawe, parkujacy na wyznaczonym dla niego miejscu. Niemniej Angol na wypadek sniegu nie poskapil dodatkowych wyjasnien, a nasz na wypadek autobusu zaparkowanego za jego zgodnoscia i zatwierdzenem oraz znakiem owszem.

                            > Więc użycie argumentu, że widziałeś w Giblartarze standardową Tam tabliczkę jak
                            > o argumentu za tym, że polski znakolog też taką powinien stosować to tak jakbyś
                            > mówił, że znakolog powinien nakazać jazdę lewą stroną Jezdni bo byłeś kiedyś w
                            > Londynie i tam tak jeżdżą.

                            O ile pamietam Jurek donosi, ze w Niemczech znakolodzy "wyjasniaja" czasem ograniczenia predkosci. Brytowie, na wypadek rzadkich opadow sniegu, wyjasniaja jakie kreski namalowano na jezdni. A nasz znakolog w jednym projekcie robi parking dla autobusow, oraz zaznacza miejsce ustawienia znakow w takim miejscu, ze "zaparkowany na projecie" autobus go zaslania.

                            I to jest dokladnie tak samo, nie?
                            • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 20.05.14, 22:48
                              > Ciekawe.
                              >
                              > Wydaje mi sie, ze snieg w Gibraltarze to o wiele wieksza rzadkosc (a i na Wyspa
                              > ch nie az tak czesty) niz autobus, jak donosi rapid, ktory bada sprawe, parkuja
                              > cy na wyznaczonym dla niego miejscu. Niemniej Angol na wypadek sniegu nie poska
                              > pil dodatkowych wyjasnien, a nasz na wypadek autobusu zaparkowanego za jego zgo
                              > dnoscia i zatwierdzenem oraz znakiem owszem.

                              Ależ jest wręcz przeciwnie. To nie są żadne dodatkowe wyjaśnienia. To jest po prostu trzymanie sie litery prawa. To, że w Giblartarze śnieg pada rzadko to nie powód, żeby Brytyjczyk robił wyjątek od standardowej zasady i tabliczki przyczepił jak wszędzie indziej.

                              Znakolog Rapidowy także trzymał się litery prawa, tak jak ten angielski, co to przyczepiał tabliczki w Giblartarze choć to bez sensu. Więc jak to jest. Angielski znakolog trzyma się litery prawa: DOBRZE. Polski znakolog trzyma się litery prawa - ŹLE.

                              > O ile pamietam Jurek donosi, ze w Niemczech znakolodzy "wyjasniaja" czasem ogra
                              > niczenia predkosci.

                              Brytyjczycy też. Na A1 kiedyś przez pół roku było całkowicie od czapy postawione ograniczenie do 50mph (pewnie jakiś polski znakolog na saksach, bo jak wiemy, na zachodzie tak się nie dzieje). Ludzie zaczęli protestować i pojawiła się tabliczka z napisem "SPEED LIMITED FOR SAFETY".

                              A nasz znakolog w jednym projekcie robi parking
                              > dla autobusow, oraz zaznacza miejsce ustawienia znakow w takim miejscu, ze "za
                              > parkowany na projecie" autobus go zaslania.

                              Ale skąd wiemy, że to było w jednym projekcie?
                              • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 21.05.14, 10:32
                                > Znakolog Rapidowy także trzymał się litery prawa, tak jak ten angielski, co to
                                > przyczepiał tabliczki w Giblartarze choć to bez sensu. Więc jak to jest. Angiel
                                > ski znakolog trzyma się litery prawa: DOBRZE. Polski znakolog trzyma się litery
                                > prawa - ŹLE.

                                Zdecydowanie tak.

                                Niezaleznie bowiem od wszystkich okolicznosci glupawy znak brytyjski jest widoczny, a potrzebny w Polsce nie jest widoczny.

                                > Ale skąd wiemy, że to było w jednym projekcie?

                                No.... No nie wiemy. Byc moze byly to dwa projekty. A znakolog musi robic zgodnie ze zgodnoscia i zatwierdzeniem, ale nie koniecznie ze zdrowym rozsadkiem czy nawet ze stanem faktycznym w danym miejscu. Czyli pan dopuszczajacy parkowanie nie zauwazy, ze na innym planie jest skrzyzowanie i przejscie. Ba, nie pofatygowal sie nawet na miejsce, skoro nie chcialo mu sie obejrzec tego drugiego planu.

                                Zupelnie jak wszedzie na swiecie...
      • jureek Re: No tak, winni autobuśnicy... 14.05.14, 17:40
        Mam nadzieję, że nie odpuszczasz.
        • rapid130 Re: No tak, winni autobuśnicy... 14.05.14, 17:55
          Sprawa jeszcze nie jest zamknięta.
          • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 14.05.14, 22:11
            No, ja na miejscu tego urzędasa podałbym Cię do sądu za to, jak zatytułowałeś swój filmik.
            • tbernard Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 10:47
              > No, ja na miejscu tego urzędasa podałbym Cię do sądu za to, jak zatytułowałeś swój filmik.

              No i urzędnik przegra. Bo pomijając, że znak może i zasłania autobus, który zaparkował konkretny kierowca ale wybudowana zatoczka jest za blisko skrzyżowania. Chyba co najmniej 10 metrów od skrzyżowania zatrzymywanie nie wynikające z warunków i przepisów jest zabronione, więc automatycznie tej zatoczki nie powinno być tak blisko. A zatoczkę musiał uzgodnić i zatwierdzić urzędnik. A więc gdyby urzędnik prawidłowo uzgadniał i zatwierdzał, to znak o podporządkowaniu byłby widoczny.
              • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 11:04
                > No i urzędnik przegra.

                Bo prawo daje taka teoretyczna mozliwosc?

                > być tak blisko. A zatoczkę musiał uzgodnić i zatwierdzić urzędnik.

                On juz nie pracuje.
              • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 14:23
                > No i urzędnik przegra. Bo pomijając, że znak może i zasłania autobus, który zap
                > arkował konkretny kierowca ale wybudowana zatoczka jest za blisko skrzyżowania.
                > Chyba co najmniej 10 metrów od skrzyżowania zatrzymywanie nie wynikające z war
                > unków i przepisów jest zabronione, więc automatycznie tej zatoczki nie powinno
                > być tak blisko.

                To jest trochę naciągana interpretacja. NIe można zatrzmywać się na jezdni. Nic nie ma o zatrzymywaniu się w zatoczkach.
                • tbernard Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 16:58
                  > To jest trochę naciągana interpretacja. NIe można zatrzmywać się na jezdni. Nic
                  > nie ma o zatrzymywaniu się w zatoczkach.

                  Art. 49.
                  1. Zabrania się zatrzymania pojazdu:

                  1. na przejeździe kolejowym, na przejeździe tramwajowym, na skrzyżowaniu oraz w odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania;
                  2. na przejściu dla pieszych, na przejeździe dla rowerzystów oraz w odległości mniejszej niż 10 m przed tym przejściem lub przejazdem; na drodze dwukierunkowej o dwóch pasach ruchu zakaz ten obowiązuje także za tym przejściem lub przejazdem;
                  6. w odległości mniejszej niż 10 m od przedniej strony znaku lub sygnału drogowego, jeżeli zostałyby one zasłonięte przez pojazd;

                  Jaka naciągana interpretacja? To nie poezja aby sobie interpretować. Bierzemy punkty brzegowe obszaru skrzyżowania i od żadnego z tych punktów brzegowych nie może zatrzymać się pojazd w odległości mniejszej niż 10 metrów. Jedyny wyjątek, to gdy obszar +10m wpada na prywatny teren, tam już nie jest droga publiczna. Zatoki przystankowe jednak należą do drogi publicznej, więc nie widzę sensownej przyczyny aby tu miały nie obowiązywać przepisy z zacytowanego art. 49
                  • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 21:48
                    Zdaje się, że masz rację, bo ja już jestem przyzwyczajony do przepisów brytyjskich w których można parkować w zatoczkach w takiej sytuacji.

                    NIe zmienia to jednak faktu, że TYM BARDZIEJ jest wina kierowcy autobusu - złamał nie tylko przepis o zakazie parkowania przed znakiem, ale także przepis o zakazie parkowania w owym miejscu w ogóle.
            • rapid130 Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 13:17
              tomek854 napisał:

              > No, ja na miejscu tego urzędasa podałbym Cię do sądu za to, jak zatytułowałeś s
              > wój filmik.

              Oryś, znam zasady.
              Przez blisko 20 lat pisania nikt mnie nie pozywał.
              A bywałem złośliwy, oj bywałem... Chociaż jednocześnie obiektywny w ocenach. Złośliwość tylko ubarwiała. Była pieprzem do smaku.

              Tytuł z gołębiami nie daje wystarczających argumentów, żeby wygrać w sądzie.
              Hipotetycznie, "Ten pan jest debilem" wystarczyłoby gładko, żeby pozwać i wygrać.
              To jest stwierdzenie i wskazanie konkretnej osoby.

              Ale już - "Można odnieść wrażenie, że ten pan jest debilem" - poddaje sens wychodzenia z pozwem. W końcu można dzielić się swoimi wrażeniami, prawda? :P
              • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 14:25
                > Oryś, znam zasady.

                Gdybyś znał, to cały ten wątek by nie istniał (albo by piętnował kierowców autobusów).

                > Ale już - "Można odnieść wrażenie, że ten pan jest debilem" - poddaje sens wych
                > odzenia z pozwem. W końcu można dzielić się swoimi wrażeniami, prawda? :P

                Jak widać etos dziennikarza także jest już pieśnią przeszłości. Może jestem starej daty, ale mi się wydaje, że dziennikarz powinien pisać o faktach a nie o swoich wrażeniach. O wrażeniach to się pisze na blogaskach.
            • rapid130 Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 14:23
              tomek854 napisał:

              > No, ja na miejscu tego urzędasa...

              ...siedziałbym cicho, żeby nikt się nie dowiedział, że ta zatoczka autobusowa to jego dzieło. :P

              * * *
              I zupełnie mnie to nie dziwi.
              Etos pracy inżyniera jest na wymarciu.
              Liczy się największa kasa przy minimum wysiłku.

              Skutki? Jakość pracy projektantów w ostatnich latach woła o pomstę do nieba.

              Od paru tygodni rozmawiam z firmą, która skarży się na gminę.
              Według firmy przedstawiciele gminy doprowadzili do zerwania umowy na budowę świetlicy wiejskiej. Godny budynek, taki za ponad 1 mln zł.

              Gdzie było źródło całej awantury?
              W projekcie.
              Firma postawiła się okoniem, bo natrafiła w projekcie na kretynizmy, z którymi nie można pogodzić się na placu budowy.
              - Kontynuujcie budowę według projektu i zasad sztuki budowlanej - żądała gmina.
              - Nie da się tego projektu wykonać nie łamiąc zasad sztuki budowlanej - ripostowała firma.
              Świetlica miała być gotowa w październiku 2013 roku.
              Jest szansa, że będzie oddana w czerwcu.

              Budowa jest już zakończona. Przez inną firmę, drożej o 200 tys. zł, z tymi poprawkami w projekcie, które proponowała pierwsza firma.

              Co stoi na przeszkodzie, żeby oddać świetlicę?
              Wszystkie niezbędne papiery są, ale...
              Nie można podłączyć świetlicy do nowo wybudowanej kanalizacji.
              A czemu? Bo inny projektant (fragmentu sieci kanalizacyjnej) posadowił przepompownię na mapce, na 100 % nie widząc terenu na oczy.

              Na szczęście dla inwestora, pomiędzy oddaniem projektu a budową przepompowni, przyszła duża woda w pobliskiej rzece. Wcale nie powódź stulecia. Raczej "raz na 30 lat".
              Okazało się, że przepompownia - gdyby już stała - znalazłaby się około półtora metra pod lustrem wody.

              Prawo, pani projektant... :DDDD
              • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 15.05.14, 14:48
                > Etos pracy inżyniera jest na wymarciu.

                Znakomitym przykladem jest oznakowanie S2 w Warszawie. Teraz, niemalym trudem, choc jest optymalne i zatwierdzone, poprawiaja go. Czy wyjdzie dobrze? Zobaczymy. Byc moze. Na bank zas zaplacimy...
              • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 14:28
                Obserwacje ogólne, nawet jeśli słuszne, nie zmieniają faktów w tym konkretnym przypadku o którym mówimy.

                Pokazałeś już na tym forum i na swoim youtube setki przykładów błedów ze strony organizatorów ruchu. Przyjmij więc do wiadomości, że może zdarzyć Ci się jakiś babol, bo wcale nie jesteś taki bardziej perfekcyjny od tych znakologów jak Ci się wydaje.

                W tym konkretnym przypadku nie masz racji, mówiąc, że jest to zaprojektowane ŹLE. Owszem, można by to zaprojektować lepiej, uwzględniając potrzeby parkowania autobusu w tym miejscu, ale to, że tego nie zrobiono nie znaczy, że jest źle.

                Tak samo jak z faktu, że Opel Corsa nie jest Rolls Roycem nie wynika, że Opel Corsa to źle zaprojektowany samochód.
                • tbernard Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 17:09
                  > W tym konkretnym przypadku nie masz racji, mówiąc, że jest to zaprojektowane ŹL
                  > E. Owszem, można by to zaprojektować lepiej, uwzględniając potrzeby parkowania
                  > autobusu w tym miejscu, ale to, że tego nie zrobiono nie znaczy, że jest źle.

                  Ależ jest źle. Tam zatrzymywanie się jest niedozwolone, ze względu na to, że jest mniej niż 10 metrów od skrzyżowania oraz jest mniej niż 10 metrów od przejścia dla pieszych. Żadna zatoczka parkingowa, czy przystankowa nie ma prawa znaleźć się więc w takich miejscach, bo wprowadza tylko w błąd kierowców i sprzyja tworzeniu się sytuacji bardzo niebezpiecznych. Oczywiście jak jakiś kierowca skorzysta, to on złamie paragrafy i zatwierdzacz z uzgadniaczem już na niego paluchem wskazują, że to jakby co jego wina. Ale nie zmienia to faktu, że organizacyjnie bubel stworzyli uzgadniacz z zatwierdzaczem.
                  • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 21:49
                    > Ależ jest źle.

                    Sugerując, że znakolog każdy znak powinien stawiać z założeniem, że nielegalnie stanie przed nim autobus albo ciężarówka i go zasłoni?
                    • tbernard Re: No tak, winni autobuśnicy... 18.05.14, 20:35
                      Znakolog to takie uogólnione pojęcie, nie tylko odnoszące się do znaków. Chodzi o ludzi zarządzających (zatwierdzaczy i uzgadniaczy) drogą. W tym także zatoczkami przystankowymi i postojowymi, gdzie takowe mogą się pojawić, a gdzie absolutnie być nie mogą.
                      • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 22:46
                        No to czy to uogólnione pojęcie ma zawsze zakładać, że ktoś zasłoni znak? Bo się wykręcasz sianem a nie odpowiedziałeś na pytanie...
                        • tbernard Jaki więc cel tamtej zatoczki? 20.05.14, 11:10
                          Nawet jeśli znaku nie zasłoni, bo stanie tam sobie osobówka, to zrobi to łamiąc przepisy odnośnie wymaganych odległości. Po co więc ta zatoczka skoro nawet zatrzymanie krótkie dla wysadzenia pasażera nie jest tam legalne? Taka przynęta aby sprawdzić, czy kierowcy stosują się do paragrafów? Coś jak podpuszczanie kursanta na egzaminie, aby wjechał pod prąd?
                          • tomek854 Re: Jaki więc cel tamtej zatoczki? 20.05.14, 22:55
                            Nie wiem.

                            W Glasgow też są takie zatoczki bezsensowne i też się zastanawiam po co one są. O na przykład ta tutaj: goo.gl/maps/2Q4HK

                            Całkowicie pusta zatoczka i w odróżnieniu od tej z przykładu Rapida nikomu by nie szkodziło, jakbym sobie w niej parkował, a super, miałbym dwa kroki do swojego banku. Nie wiem, dlaczego jest zakaz. Ale jest. Więc nie parkuję. Ani ja, ani inni.

                            Może to róznica cywilizacyjna. Bo mógłbym przecież napisać na forum, że znakolog jest debilem, bo taka fajna zatoczka się marnuje (i to niejedna, bo wzdłuż tej ulicy jest ich kilka).
                • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 17.05.14, 18:04
                  > W tym konkretnym przypadku nie masz racji, mówiąc, że jest to zaprojektowane ŹL
                  > E. Owszem, można by to zaprojektować lepiej, uwzględniając potrzeby parkowania
                  > autobusu w tym miejscu, ale to, że tego nie zrobiono nie znaczy, że jest źle.

                  Mlody jestes. Nie pamietasz juz przemowien na plenum KC PZPR, wiec to zdanie nalezy Ci sie na plus, jako wlasny, autorski pomysl na uzmyslowienie rodakom jak jest swietnie, a nawet lepiej, choc w istocie tu i owdzie nie jest najlepiej, choc nie az tak zle...
                  • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 18.05.14, 14:25
                    Jak zwykle pusta gadka bez konkretów.
                    • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 10:50
                      > Jak zwykle pusta gadka bez konkretów.

                      Oczywiscie. Twoje wodolejstwo to kwintesencja konkretow.
                • rapid130 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 18:57
                  > Owszem, można by to zaprojektować lepiej, uwzględniając potrzeby parkowania
                  > autobusu w tym miejscu, ale to, że tego nie zrobiono nie znaczy, że jest źle.

                  Muszę napisać boldem, choć gdzieś to już wynikało z moich wypowiedzi tutaj.

                  Ta zatoczka była zaprojektowana i zbudowana za poprzedniego burmistrza, z myślą o autobusach szkolnych.

                  Ideą całej akcji nie jest wyrzucenie autobusów gdzie indziej, bo nie ma alternatywy.
                  Ideą jest oswojenie tego miejsca, żeby stało się bezpieczniejsze.
                  Dla dzieci, dla kierowców jadących ulicą podporządkowaną.
                  Są narzędzia, wystarczy po nie sięgnąć.

                  Tam kiedyś były progi zwalniające. Ale gmina zamontowała je bez wymaganych pozwoleń, postraszona władzą zwierzchnią, musiała podwinąć kitę pod siebie i rozebrać.
                  • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 19.05.14, 22:46
                    > Muszę napisać boldem, choć gdzieś to już wynikało z moich wypowiedzi tutaj.
                    >
                    > Ta zatoczka była zaprojektowana i zbudowana za poprzedniego burmistrza,
                    > z myślą o autobusach szkolnych.

                    Aaaa! Za poprzedniego burmistrza! To co innego. Bo w kodeksie przecież jest napisane "zabrania się parkować przed znakiem, jeżeli wymiary pojazdu spowodują jego zasłonienie, chyba, że zatoczkę w której się chcę zaparkować zbudował poprzedni burmistrz!!!!" :P

                    > Ideą całej akcji nie jest wyrzucenie autobusów gdzie indziej, bo nie ma alterna
                    > tywy.
                    > Ideą jest oswojenie tego miejsca, żeby stało się bezpieczniejsze.

                    Ja się zgadzam, że słusznym jest zrobienie tego miejsca bezpieczniejszym i umożliwienie bezpiecznego parkowania busów.

                    Niesłusznym jest obrażanie znakologów (nawet nie-wprost) sugerując, że są debilami, bo postawili znaki tak, że nielegalnie parkujące pojazdy je zasłaniają.
                    • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 20.05.14, 10:45
                      > Aaaa! Za poprzedniego burmistrza! To co innego. Bo w kodeksie przecież jest nap
                      > isane "zabrania się parkować przed znakiem, jeżeli wymiary pojazdu spowodują je
                      > go zasłonienie, chyba, że zatoczkę w której się chcę zaparkować zbudował poprze
                      > dni burmistrz!!!!" :P

                      Czy w Wielkiej Brytanii (wiesz jak ja malo wiem) organizacje ruchu zmienia sie co wybory?

                      > Niesłusznym jest obrażanie znakologów (nawet nie-wprost) sugerując, że są debil
                      > ami, bo postawili znaki tak, że nielegalnie parkujące pojazdy je zasłaniają.

                      Alez oczywiscie, ze nazwanie znakologa debilem to wielka obraza, nawet gdy tak organizuje ruch na przejsciu i skrzyzowaniu kolo szkoly. Debilami sa wylacznie kierowcy. Nie sa nimi nawet ci, z ktorymi rapid koresponduje...
                      • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 20.05.14, 22:50
                        > Czy w Wielkiej Brytanii (wiesz jak ja malo wiem) organizacje ruchu zmienia sie
                        > co wybory?

                        NIe. W Wielkiej Brytanii organizacje ruchu zmienia się dość często, w mojej okolicy zmieniono już organizację w kilku newralgicznych miejscach, a mieszkam tu dopiero ze trzy lata, ale korelacji z kalendarzem wyborczym nie zaobserwowałem.

                        > Alez oczywiscie, ze nazwanie znakologa debilem to wielka obraza, nawet gdy tak
                        > organizuje ruch na przejsciu i skrzyzowaniu kolo szkoly. Debilami sa wylacznie
                        > kierowcy. Nie sa nimi nawet ci, z ktorymi rapid koresponduje...

                        Nazwanie kogokolwiek debilem bezpodstawnie to obraza.
                        • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 21.05.14, 10:35
                          > NIe. W Wielkiej Brytanii organizacje ruchu zmienia się dość często, w mojej oko
                          > licy zmieniono już organizację w kilku newralgicznych miejscach

                          Rozumiem, ze jak w Polsce, nie przynioslo to zadnej poprawy, ale za to nie mozna parkowac, trzeba jechac tylem, choc nieusuniety znak poprzedniej organizacji ruchu nakazuje jazde bokiem...

                          > Nazwanie kogokolwiek debilem bezpodstawnie to obraza.

                          Czy zatrzymanie autobusu w miejscu zarezerwowanym do parkowania autobusow, ale zaslaniajace oznakowanie i przejscie nie zasluguje na takie miano?

                          Bo oczywiscie znakologa tak nazwac nie wolno. On przeciez nie nakazal tu parkowania...
                          • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 21.05.14, 22:01
                            > Rozumiem, ze jak w Polsce, nie przynioslo to zadnej poprawy, ale za to nie mozn
                            > a parkowac, trzeba jechac tylem, choc nieusuniety znak poprzedniej organizacji
                            > ruchu nakazuje jazde bokiem...

                            W kilku przypadkach się poprawiło, w kilku się pogorszyło.

                            > Czy zatrzymanie autobusu w miejscu zarezerwowanym do parkowania autobusow, ale
                            > zaslaniajace oznakowanie i przejscie nie zasluguje na takie miano?

                            A to znakolog tam autobus zatrzymał? I gdzie to jest napisane, że to miejsce zarezerwowane do parkowania autobusów? Na filmie rapida nie ma znaku "Parking dla autobusów".

                            > Bo oczywiscie znakologa tak nazwac nie wolno. On przeciez nie nakazal tu parkow
                            > ania...

                            Jak zwykle, próbujesz być sarkastyczny i niechcący trafiasz w sedno sprawy.
                            • edek40 Re: No tak, winni autobuśnicy... 22.05.14, 10:04
                              > Jak zwykle, próbujesz być sarkastyczny i niechcący trafiasz w sedno sprawy.

                              Czy znaki powinny wprowadzac w blad?
                              • tomek854 Re: No tak, winni autobuśnicy... 22.05.14, 16:36
                                A gdzie wprowadzają? Czy tam jest jakiś nakaz parkowania autobusów?
    • otreb Re: Kto byłby sprawcą? 19.05.14, 22:20
      Tutaj kierowca czerwonego caddy zasługuje na surową karę, bo nie powinien ufać zarządcy wyznaczającemu miejsca parkingowe (płatne!), w dodatku dla niepełnosprawnych w nieprzepisowej odległości od przejścia dla pieszych.
      Urzędnika nie wolno niepokoić, bo niewątpliwie spełnia się na innym, nie mniej odpowiedzialnym, odcinku uzgadniania i zatwierdzania!

      Dla równowagi dobry przykład kilkaset metrów dalej, gdzie pamiętano o zapewnieniu odpowiedniej widoczności na przejściu.
      • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 19.05.14, 22:39
        > Tutaj kierowca czerwonego caddy zasługuje n
        > a surową karę, bo nie powinien ufać zarządcy wyznaczającemu miejsca parkingowe
        > (płatne!), w dodatku dla niepełnosprawnych w nieprzepisowej odległości od przej
        > ścia dla pieszych.

        Pomijając kwestię że to akurat koperta dla inwalidów, przecież znaki są ważniejsze niż przepisy, więc jeśli jest wyznaczone to można parkować.
        • otreb Re: Kto byłby sprawcą? 19.05.14, 22:53
          tomek854 napisał:

          > > Tutaj kierowca czerwonego caddy zasłu
          > guje n
          > > a surową karę, bo nie powinien ufać zarządcy wyznaczającemu miejsca parki
          > ngowe
          > > (płatne!), w dodatku dla niepełnosprawnych w nieprzepisowej odległości od
          > przej
          > > ścia dla pieszych.
          >
          > Pomijając kwestię że to akurat koperta dla inwalidów, przecież znaki są ważniej
          > sze niż przepisy, więc jeśli jest wyznaczone to można parkować.

          No tak, ale po co istnieje przepis o 10 metrach? Po to właśnie, żeby zapewnić widoczność w okolicy przejścia dla pieszych. Uważam zatem, że jeśli wyznaczamy miejsca postojowe, to tym bardziej przestrzegamy tej odległości. Przecież w moim przykładzie legalnie zaparkowany samochód zasłania pieszych znajdujących się już na przejściu!
        • tbernard Re: Kto byłby sprawcą? 20.05.14, 11:17
          > Pomijając kwestię że to akurat koperta dla inwalidów, przecież znaki są ważniej
          > sze niż przepisy, więc jeśli jest wyznaczone to można parkować.

          Czy aby z tą ważnością, to nie chodzi wyłącznie o znaki dotyczące ustalania pierwszeństwa?
          • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 20.05.14, 22:57
            > Czy aby z tą ważnością, to nie chodzi wyłącznie o znaki dotyczące ustalania pie
            > rwszeństwa?

            No chyba nie? Bo np. w mieście można jeździc 50 na godzinę, ale mozna tą prędkość podnieść umieszczając stosowny znak...
            • samspade Re: Kto byłby sprawcą? 21.05.14, 08:11
              tyle że o tym że masz jechać 50 jesteś informowany znakiem. raczej teza o ważności jest trochę naciągana.
              • tomek854 Re: Kto byłby sprawcą? 21.05.14, 21:59
                samspade napisał:

                > tyle że o tym że masz jechać 50 jesteś informowany znakiem. raczej teza o ważno
                > ści jest trochę naciągana.

                Znak mnie informuje o wjeździe na teren zabudowany (na którym, z definicji, jest 50).
    • rapid130 Świeże niusy 21.05.14, 16:45
      Zarząd dróg, jak wiemy, stwierdził, że oznakowanie jest OK.
      Komendant policji przyklepał tę opinię.

      Niestety, przy przejściu dla pieszych nie będzie nic robione, bo według kodeksu to kierowca ma uważać. (Jak wiecie z filmu, rzadko który uważa).

      Ale...

      Z dobrze poinformowanego źródła wiem, że oznakowanie skrzyżowania będzie uzupełnione.
      Pojawi się drugi trójkąt "Ustąp pierwszeństwa" z tabliczką 50 lub 100 metrów pod spodem.

      Ach, świetne znam ten styl. :D
      - "Nie ma pan racji, ale poprawimy" (sic!)
      • tomek854 Re: Świeże niusy 21.05.14, 22:02
        Czyli jest tak jak mówiłem: nic nie jest źle, ale może być lepiej. Zwróciłeś uwagę, że można polepszyć, masz rację, to polepszają. Twierdzisz że są debilami - nie masz racji.
        • edek40 Re: Świeże niusy 23.05.14, 10:48
          > Czyli jest tak jak mówiłem: nic nie jest źle, ale może być lepiej. Zwróciłeś uw
          > agę, że można polepszyć, masz rację, to polepszają. Twierdzisz że są debilami -
          > nie masz racji.

          Sa "zaledwie" nieswiadomymi (brzez brak swiadomosci jaki wplyw ma ich praca nawet na zachowaie zycia) wspolmordercami mordercami naszych drog. Kazdy czlowiek ma inna role w zyciu.

          Gdy lekarz machnie sie w diagnozie to mamy wielkie poruszenie. Gdy znakolodzy masowo (slownie: masowo) olewaja swoje obowiazki do tego stopnia, ze nawet d..py im sie nie chce ruszyc zza biurka, to... jest dobrze, choc mozna lepiej.

          Ja tego nie kupuje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka