qqbek
25.11.14, 08:56
...w zakresie prawa o ruchu drogowym.
Tę i wiele innych mądrości (o co nawet bym go nie podejrzewał) wypowiedział lubelski "oficer rowerowy" indagowany w związku z popełnieniem przez dziennikarzy GWL artykułu o skokowym wzroście ilości zdarzeń drogowych (bo przecież kolizja to nie wypadek - Cała Polska czyta dziennikarzom i takie tam by się przydały tutaj) z udziałem rowerzystów.
Co ciekawe, to rowerzyści a nie inni uczestnicy ruchu, są sprawcami zdecydowanej większości zdarzeń (7/7 w ubiegłym roku, w objętym dziennikarskim zainteresowaniem okresie ubiegłego roku i 11/17 w tym).
Może jednak lepiej byłoby sprawdzić, jak szkoły radzą sobie z obowiązkowym w końcu przedmiotem "wychowanie komunikacyjne"?
A nie nowe programy i pomysły testować?
No i jeszcze jedno pytanie - może budować infrastrukturę z głową... a nie "bo jest kasa". W mojej okolicy jest jedna stacja "roweru wiejskiego". Stoi sobie przy chodniku, nie połączona z jakąkolwiek drogą. By włączyć się do ruchu w kierunku na wylot z miasta rowerzysta musiałby przeprowadzić rower 25m do wyjazdu z pobliskiego parkingu/stacji benzynowej i tam włączyć się do ruchu na dość ruchliwą ulicę (żeby, w wypadku skrętu w kierunku "wody" czyli oddalonego o niecałe 5km zalewu, po przejechaniu 100 metrów i bardzo ruchliwego skrzyżowania zjechać na biegnącą do tejże atrakcji turystycznej ścieżkę rowerową).
Gdyby chciał nieboraczek pojechać do centrum mojej wsi, musiałby przeprowadzić rower do w/w parkingu, przejechać 150m po drogach wewnętrznych, włączyć się do ruchu na wiecznie zakorkowanej ulicy, poczekać ze dwie zmiany świateł (do przejechania zostaje mu niecałe 30m, ale zielone jest krótkie) na wyjazd na "główną" i jechać dalej.
Alternatywą jest jazda chodnikiem i po przejściach dla pieszych. 120m w pierwszym przypadku, niecałe 100m w drugim.
Zgadnijcie co wybierają rowerzyści?