Gość: kermit
IP: *.crowley.pl
28.02.06, 20:52
Jeżdząc dużo w Warszawie po 'małych' (2pasmowych) rondach zauwazyłem pewną
niepokojącą rzecz. Są kierowcy którzy gdy tylko wyczują chwilę wjeżdzają na
rondo z bardzo dużą prędkością co powoduje że w zasadzie są w kolizji z
autami które dopiero co wjechały na rondo nie mając nikogo ze swojej lewej.
Jednak ponieważ samochód z lewej strony tak szybko zjawia się na rondzie że
trąbi na tych co rzekomo wjechali na rondo nie ustępująć mu pieszeństwa.
Można to inaczej zrobrazować. Wygląda to tak, że 1 auto wjeżdza na rondo
kiedy inne jest tam dopiero ułamek sekundy. Wszystko dzieje siebardzo szybko
i jakby doszło do kolizji nie mam pojęcia kto byłby winny. Kierowca który
dosyć spokojnie wjechał na rondo nie widząc ojazdu nadjeżdzająceog z lewej
strony wjeżdża na rondo, na którym ku jego zdumieniu już zbliża się auto z
lewej strony. STo szczególnie częste gdy to nadjeżdzajace auto kończy właśnie
manewr skrętu w lewo (tj. wcześniej jest niewidoczne schowane za wysepką i
nagle się pojawia). Przypomina że chodzi o Warszawęgdzie tradycyjnie b.
szybko sięjeździ