Gość: NoName Re: Czy stosujecie się do ograniczeń prędkości? IP: *.icpnet.pl 27.04.06, 22:41 W zasadzie tak, ale jak jest pusto to nie przekraczam 2*ograniczenie prędkości. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ptica Re: Czy stosujecie się do ograniczeń prędkości? IP: 194.146.219.* 27.04.06, 23:27 Sądzę, że przysłowiowa dyscyplina kierowców niemieckich właśnie na tym polega, że jak u nich ( w Niemczech) jest ograniczenie prędkości, to znaczy że coś się będzie działo, a nie, że jakiś "dupek" wymyslił sobie, że na tych właśnie 200 m ograniczy prędkość i już ( no postawi jeszcze policjantów, żeby zwiększyć wykrywalność przestępstw). My (Polacy) i tak jesteśmy mało zdyscyplinowani, a idiotyzmy powodują jeszcze większą przekorę. ... a czasami nie trafiamy "w idiotyzm przepisotwórcy". Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: Czy stosujecie się do ograniczeń prędkości? 29.04.06, 18:04 Generalnie, jeżdżę z prędkością przepisową + VAT ;) Ale nie jest to sztywny zwyczaj. Ostateczna szybkość zależy u mnie od wielu okoliczności, występujących TU i TERAZ. To wypadkowa mojego samopoczucia, stanu drogi, pogody, natężenia ruchu, rodzaju samochodu, etc. etc. etc. W efekcie, niekiedy jeżdżę szybciej niż można. Ale często jeżdżę też dużo wolniej niż można, gdy – według mojej oceny – oficjalne ograniczenie szybkości jest niedoszacowane, żawyżone. Oto moje przykłady, określone i nieco sprecyzowane TYLKO na potrzeby tego tematu. Świadomie mocno uproszczone w ocenie sytuacji, gdyż gdybym miał ująć wszystkie detale decydujące o mojej końcowej prędkości, opis byłby o wiele dłuższy. Dla ułatwienia zakładamy idealną pogodę, chyba że opis przykładu mówi inaczej. (Prędkość dopuszczalna –> prędkość moja) 130 km/h -> 150-160 km/h – autostrada A2, mały ruch, duża limuzyna 1600 kg. Przy wyprzedzaniu pojazdów znacznie wolniejszych, a szczególnie kolumn takich pojazdów, wzmożona ostrożność i zmniejszenie prędkości. Dopuszczalne krótkotrwałe wzrosty prędkości >160 km/h, dla uniknięcia „tamowania” szybszych na lewym pasie. 130 km/h -> 120-130 km/h – autostrada A2, mały ruch, samochodzik kompaktowy 800 kg. Wzmożona ostrożność przy wyprzedzaniu pojazdów znacznie wolniejszych, a szczególnie kolumn takich pojazdów. Dopuszczalne krótkotrwałe wzrosty prędkości >130 km/h, w celu uniknięcia „przeszkadzania” szybszym, na lewym pasie. 130 km/h -> 110-120 km/h – autostrada A2, mały ruch, niezbyt intensywny deszcz, brak kolein na jezdni > brak objawów aquaplaningu. 100 km/h -> 120-130 km/h - droga samochodowa jednojezdniowa (nowa obwodnica Śmigla), mały ruch, wyłączony ruch lokalny, pieszy i rowerowy. 90 km/h -> 110-120 km/h – droga krajowa bardzo dobrej jakości po za obszarem zabudowanym, mały ruch. 90 km/h -> tempo kolumny – droga krajowa jw., bardzo intensywny ruch (jeżeli kolumna porusza się w tempie minimum 80 km/h > całkowita rezygnacja z wyprzedzania). 90 km/h -> 70-90 km/h – nieznana wąska droga lokalna dobrej jakości, minimalny ruch. 90 km/h -> 60-70 km/h – (oficjalnie) obszar niezabudowany: domy jednorodzinne stojące po obu stronach jezdni, co kilkanaście / kilkadziesiąt metrów, na odcinku 500 metrów drogi; dobra widoczność, granice posesji kilka metrów od jezdni, brak obecności pieszych, rowerzystów, maszyn na jezdni i w jej pobliżu. 50 km/h -> 80-90 km/h – (oficjalnie) obszar zabudowany: cztery gospodarstwa po jednej stronie drogi plus jeden dom wielorodzinny, na odcinku 600-700 metrów; dobra widoczność, mały ruch, brak obecności pieszych itp. na jezdni i w jej pobliżu, granice posesji w odległości kilkunastu metrów od jezdni; 50 km/h -> 70-80 km/h – (oficjalnie) obszar zabudowany: szeroka droga wojewódzka, wlot do miasta. Pojedyncze domy jednorodzinne po obu stronach drogi, granice posesji w odległości kilku-kilkunastu metrów od jezdni, brak obecności pieszych itp. na jezdni i w jej pobliżu. 50 km/h -> 50-60 km/h – (oficjalnie) obszar zabudowany: wąska główna ulica w ścisłym centrum małego miasta, minimalny ruch, brak obecności pieszych itp. na jezdni i w jej pobliżu. 50 km/h -> 30-40 km/h – jw. ale dzień targowy ;) 40 km/h -> 80-90 km/h – zakręt zacieśniający się, znany mi doskonale, dobrze widoczny na całej długości, na drodze wojewódzkiej o dobrej jakości. 40 km/h -> 60 km/h – nieznany mi zakręt na drodze wojewódzkiej o dobrej jakości. 40 km/h -> 40-50 km/h – nieznany mi zakręt na drodze wojewódzkiej dobrej jakości, dodatkowo oznakowany biało-czerwonymi tablicami ostrzegającymi przed ostrym zacieśnieniem łuku. 40 km/h -> 40 km/h – ciasny zakręt szosy wojewódzkiej, fizycznie do pokonania z szybkością 70-80 km/h, ale ze skrzyżowaniem w połowie łuku i mocno ograniczoną widocznością dla zjeżdżających w drogę podporządkowaną, przecinających w tym celu przeciwny pas ruchu. 40 km/h -> 40 km/h – 1,5-kilometrowy przejazd przez wieś o bardzo ciasnej zabudowie, gdzie jezdnia stanowi przedłużenie króciutkich wyjazdów z podwórek; droga powiatowa idealnej jakości. Zaznaczam – jeszcze raz – to nie jest szablon, według którego jeżdżę. Raczej zarys moich zwyczajów. Gość portalu: emes-nju napisał(a): > I to wlasnie jest dramat na naszych drogach. Nie ulega kwestii, ze czesc ograniczen jest na wyrost. > Nie wiemy ktore wiec, zeby nie jezdzic ze srednia na poziomie 40-45 km/h ignorujemy je - nie > dlatego, ze jestesmy zli, tylko dlatego, ze stracilismy zaufanie do intencji znakujacego. Ignorujemy > az do tego razu, gdy ograniczenie ma sens i ustawione jest rzetelne... Wtedy albo starczy na > szczescia i wyjdziemy z tego calo, albo szczescie nas opusci i zaczniemy wachac kwiatki od dolu. To jest kwintesencja podłoża polskiego stylu jazdy i rzeczywistej przyczyny wielu wypadków. Do tego trzeba dodać – obowiązkowo – stan dróg. Bo wielogodzinne wstrząsy i wibracje nie są obojętne dla żadnego żywego organizmu, nawet dla jednokomórkowca! Na dłuższą metę wywołują one U KAŻDEGO przyspieszone zmęczenie i zaburzenia fizjologiczne. Wskutek tego potęgują stres i agresję. Jedni potrafią nad nimi zapanować, inni nie. Przypuszczam, że mamy takie same pokłady cierpliwości za kierownicą jak inne nacje. Tyle, że nam się one szybciej wyczerpują. Odpowiedz Link Zgłoś
mejson.e Przykłady 29.04.06, 18:51 Przedstawione przez rapida130 przykłady stosowania różnych prędkości w różnych warunkach drogowo-osobowych nikogo chyba nie sprowokują do oskarżeń autora o brak wyobraźni przy przekraczaniu prędkości dozwolonej. Wyobraźnia wręcz wylewa sie z tego opisu ;-) Myślę że większość doświadczonych kierowców postępuje w mniej lub bardziej podobny sposób - dostosowuje swoją prędkość do warunków a nie ślepo do przepisów. Potrafi zwolnić tam, gdzie doświadczenie wykrywa zagrożenie a przyspieszyć tam, gdzie go najpewniej nie ma. I to byłaby metoda na bezpieczne uczestnictwo w ruchu drogowym, niestety - niespotykane na codzień. Po pierwsze - doświadczenia nabywa się latami i to jeżdżąc a nie odkurzając prawo jazdy latami leżące w szufladzie. I jeżdżąc w każdych warunkach - nie tylko po mieście, tylko na trasie, tylko od wiosny do jesieni. Trzeba się wiele razy pośliznąć, wystraszyć, zdenerwować. A tymczasem młodzi i energiczni nie mają szans na takie doświadczenie. Mimo niesamowitego refleksu, wzroku, otwartej głowy i umiejętności szybkiego uczenia się. Tak samo wielkie zagrożenie tworzą niektórzy przesiadający się do nowoczesnych, bezpieczniejszych samochodoów - ze sztywnym nadwoziem, mnogością poduszek, elektronicznych systemów wspomagających kierowcę, świetnymi hamulcami, reflektorami i oponami. Bo bardzo częstu doskonałość takiego samochodu sprawia, że znacznie wyżej podnosi się poziom akceptowalnego ryzyka. I to właśnie brak świadomości zagrożeń, jakie niesie ze sobą brak doświadczenia w kierowaniu samochodem czy motocyklem, sprawia że na naszych drogach ostrożni - doświadczeni i niedoświadczeni - stanowią tło, na którym odbywa się igranie ze śmiercią i tak obfite jej karmienie. A policja często idzie po najmniejszej linii oporu i zamiast poprawiać bezpieczeństwo eliminując z ruchu siejących największe zagrożenie, karze jednakowo zarówno tych niebezpiecznych jak i rozsądnych - po prostu pechowców. Pozdrawiam, Mejson -- Automobil Forum pozytywnie zakręconych automaniaków. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Przykłady 29.04.06, 21:42 mejson.e napisał: > Przedstawione przez rapida130 przykłady stosowania różnych prędkości w różnych > warunkach drogowo-osobowych nikogo chyba nie sprowokują do oskarżeń autora o > brak wyobraźni przy przekraczaniu prędkości dozwolonej. > Wyobraźnia wręcz wylewa sie z tego opisu ;-) > > Myślę że większość doświadczonych kierowców postępuje w mniej lub bardziej > podobny sposób - dostosowuje swoją prędkość do warunków a nie ślepo do > przepisów. Potrafi zwolnić tam, gdzie doświadczenie wykrywa zagrożenie a > przyspieszyć tam, gdzie go najpewniej nie ma. Madrosc plynie z ust Waszeci! > I to byłaby metoda na bezpieczne uczestnictwo w ruchu drogowym, niestety - > niespotykane na codzień. > > Po pierwsze - doświadczenia nabywa się latami i to jeżdżąc a nie odkurzając > prawo jazdy latami leżące w szufladzie. I jeżdżąc w każdych warunkach - nie > tylko po mieście, tylko na trasie, tylko od wiosny do jesieni. > Trzeba się wiele razy pośliznąć, wystraszyć, zdenerwować. I dla nich wlasnie znaki maja byc WSKAZOWKA i POMOCA w zdobywaniu doswiadczenia! W naszej rzeczywistosci drogowej jedyna nauka, jaka wyciaga sie ze znaku, jest umiejetnosc "wyczucia" czy znak zaowocuje radarem, czy nie :-/ Jak znak ograniczajacy predkosc na zakrecie ma kogos czegos nauczyc, jezeli pierwsza z brzegu lebiega w roztruchtanym wraku jest wstanie przejechac po tym zakrecie z predkosci wyzsza o co najmniej kilkadziesiat proc.?! > A tymczasem młodzi i energiczni nie mają szans na takie doświadczenie. Mimo > niesamowitego refleksu, wzroku, otwartej głowy i umiejętności szybkiego > uczenia się. Na nich nie ma mocnych! Znajomy polski Niemiec o takich wlasnie z rozbrajajaca szczerocia odpowiedzial, ze wygineli. Moje pytanie brzmialo dlacze tak malo ich widac (choc, wbrew obiegowym opiniom, widac!) na niemieckich drogach... > Tak samo wielkie zagrożenie tworzą niektórzy przesiadający się do > nowoczesnych, bezpieczniejszych samochodoów - ze sztywnym nadwoziem, > mnogością poduszek, elektronicznych systemów wspomagających kierowcę, > świetnymi hamulcami,reflektorami i oponami. > Bo bardzo częstu doskonałość takiego samochodu sprawia, że znacznie wyżej > podnosi się poziom akceptowalnego ryzyka. J.w. Niestety... Z tym, ze ta grupa jednak dosc szybko sie uczy jezeli nie nalezy do grupy "mlodych i energicznych". > A policja często idzie po najmniejszej linii oporu i zamiast poprawiać > bezpieczeństwo eliminując z ruchu siejących największe zagrożenie, karze > jednakowo zarówno tych niebezpiecznych jak i rozsądnych - po prostu pechowców. Tu sie nie zgodze. Prawo jest prawem i za to samo wykroczenie powinno jednakowo karac. Szkoda tylko, ze na rozsadnego kara taka podziala, a na niebezpiecznego nie bardzo.. pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Przykłady 29.04.06, 23:57 mejson.e napisał: > Przedstawione przez rapida130 przykłady stosowania różnych prędkości w różnych > warunkach drogowo-osobowych nikogo chyba nie sprowokują do oskarżeń autora o > brak wyobraźni przy przekraczaniu prędkości dozwolonej. > Wyobraźnia wręcz wylewa sie z tego opisu ;-).... O brak wyobrażni go nie oskarżam ale o fakt, że bywa przestepcą a w niektórych krajach mógłby za swoja wyobrażnie posiedzieć ... to inna sprawa. Rapid130 stosuje własne ograniczenia jak twierdzi wynikłe z doświadczenia więc dlaczego na koniec kwestionuje oficjalne, choć w wiekszości korelujace z jego doswiadczeniem ograniczenia(tylko ten Vat)?. Wiec jest problem , zagrożeń ze strony żle stawianych znaków, czy raczej problem niedoceniania "doświadczenia" niektórych kierowców. Oczywiscie zawsze w takiej sytuacji pojawia się pytanie czy to DOŚWIADCZENIE czy BRAWURA ? > A policja ....karze > jednakowo zarówno tych niebezpiecznych jak i rozsądnych - po prostu pechowców. Rozsądny, jeśli poniesie go brawura to taki "pech" moze go przywrócić do rzeczywistości, wiec to i dobrze że raz na pare lat się zapłaci za swoje "nowelizacje kodeksu". Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: Przykłady 30.04.06, 18:12 jane14 napisał(a): > O brak wyobrażni go nie oskarżam ale o fakt, że bywa przestepcą, a w niektórych > krajach mógłby za swoja wyobrażnie posiedzieć ... to inna sprawa. Takie porównania rozpętają nam zaraz dyskusję porównawczą o standardach dróg i ich oznakowania w Polsce i w niektórych krajach. > Rapid130 stosuje własne ograniczenia jak twierdzi wynikłe z doświadczenia > więc dlaczego na koniec kwestionuje oficjalne, choć w wiekszości korelujace z > jego doswiadczeniem ograniczenia(tylko ten Vat)? Nigdy nie kwestionuję sensowności ograniczeń na drodze, którą jadę pierwszy raz. Natomiast zdarza mi się często kwestionować ograniczenia prędkości, albo dostrzegać ich dotkliwy brak (!) na drogach, które znam dobrze. Niestety, z przykrością stwierdzam, że w Polsce NIE WOLNO do końca ufać oznakowaniu, nawet na trasach o wysokim standardzie. Dość powszechne są np. błędy oznakowania poziomego. W dzień nie stanowią one wielkiego problemu, jeżeli zabierając się do wyprzedzania, ufasz własnym oczom. Lecz w nocy ranga oznakowania poziomego, przy podejmowaniu decyzji wyprzedzać – nie wyprzedzać, znacznie rośnie. Staje się ono prawie wyrocznią, która powinna być nieomylna, a nie jest. Z dwojga złego – lepszy brak oznakowania poziomego niż oznakowanie z błędami. Czy twórca wadliwego oznakowania poziomego jest przestępcą? Według mnie, jest. Gdyż przy obiektywnej ocenie ewentualnego wypadku, może być śmiało uznany za pośredniego nieumyślnego sprawcę czyjejś śmierci. Niestety, stawiam każdą sumę pieniędzy, że w razie wypadku polska policja wpisze jako przyczynę „nieprawidłowe wyprzedzanie” i obciąży całą winę śp. wyprzedzającego. Idźmy dalej... Próby respektowania WSZYSTKICH ograniczeń prędkości na znanych mi drogach kończą się dla mnie po kilku – kilkunastu kilometrach mało optymistycznym wnioskiem. Czuję się rozczarowany, jak pies Pawłowa, który po raz kolejny ślini się na widok zapalonej lampki, ale jakoś znów nie może doczekać się jedzenia. Dlatego respektuję w 100 % tylko część ograniczeń, a do reszty podchodzę z prędkością dopuszczalną + VAT, niekiedy jeszcze szybciej (przykłady parę postów powyżej). Dalej.... „Parę” razy zdarzyło mi się dojeżdżać do zakrętu na obcej drodze, z prędkością niższą niż dopuszczalna w tym miejscu. Tuż przed nim zreflektować, że zakręt jest o wiele ciaśniejszy niż początkowo oceniłem. Z konieczności mocno dohamować w ostatniej chwili (a ja najczęściej nie mam potrzeby używania hamulców przed zakrętami). Odnieść niemiłe wrażenie, że mimo moich starań i bezpiecznej jazdy, „droga mnie wyprzedziła”. Plus szkodliwy dla zdrowia skok ciśnienia. Plus moje ciche inwektywy pod adresem tutejszego zarządcy drogi, który zapewne nie dostrzega zagrożenia dla „obcych”, bo jeździ tą drogą codziennie do pracy i z powrotem. Dalej... Widok „przeszarżowanego” ograniczenia prędkości.... > (oficjalnie) obszar zabudowany: cztery gospodarstwa po > jednej stronie drogi plus jeden dom wielorodzinny, na odcinku 600-700 metrów; > dobra widoczność, mały ruch, brak obecności pieszych itp. na jezdni i w jej > pobliżu, granice posesji w odległości kilkunastu metrów od jezdni; ....a dosłownie 3 km dalej brak dodatkowego ograniczenia..... > (oficjalnie) obszar niezabudowany: domy jednorodzinne > stojące po obu stronach jezdni, co kilkanaście / kilkadziesiąt metrów, na > odcinku 500 metrów drogi; dobra widoczność, granice posesji kilka metrów od > jezdni, brak obecności pieszych, rowerzystów, maszyn na jezdni i w jej pobliżu. budzi we mnie tylko gniew, rozdrażnienie i przykrą świadomość, że bardzo niewielu osobom zależy tak NAPRAWDĘ na poprawie bezpieczeństwa na naszych drogach. I dlatego wszystkiego co napisałem powyżej, wolę ufać własnemu doświadczeniu. Jednocześnie zachowywać stałą świadomość swoich niedoskonałości fizycznych i psychicznych za kierownicą. Bo każdy je ma, mniejsze lub większe. Traktować oznakowanie nie jako wyrocznię, tylko wskazówkę w ocenie sytuacji. Jako poważnie ostrzeżenie, że na tym odcinku „coś jest na rzeczy”, skoro ktoś postanowił ustawić np. ograniczenie do 40 km/h. Pozostawać czujnym i zawsze gotowym, nawet jeżeli nie ma żadnych ekstra-ograniczeń (acz, niestety, utrzymywanie takiej pełnej czujności na dłuższą metę męczy). Szczęśliwie dostrzegam pewną iskierkę optymizmu. Zdarza mi się (rzadko acz coraz częściej) podróżować po odcinkach naszych dróg, gdzie zaczynam odczuwać i podzielać sensowność oznakowania. Wtedy budzi się we mnie zaufanie do twórcy dzieła. Pojawia się miłe wrażenie, że ktoś prowadzi mnie pod rękę, przyjemnie i sprawnie, z sensowną (a nie wygórowaną) rezerwą bezpieczeństwa. Wówczas oddaję się pod opiekę ;), zwalniam gdzie znaki żądają, jadę po bożemu. Bardziej po bożemu niż zwykle. > Wiec jest problem , zagrożeń ze > strony żle stawianych znaków, czy raczej problem niedoceniania "doświadczenia" > niektórych kierowców. Źle stawiane znaki powiększają grupę kierowców, którzy je ignorują. Co gorsza, nie tylko grupę tych „doświadczonych niektórych”. Kto odpowiada za ignorowanie znaku STOP przez kierowców, przed przejazdem kolejowym, na którym regularny ruch ustał 11 lat temu, a ostatni pociąg przejechał 5 lat temu? Kierowcy, czy zarządca drogi? > Oczywiscie zawsze w takiej sytuacji pojawia się pytanie czy to DOŚWIADCZENIE czy BRAWURA ? Brawura nie jest stricte powiązana z wartością przekroczenia dopuszczalnej szybkości, mierzoną w kilometrach na godzinę. Można o niej mówić dopiero rozpatrując powiązanie: prędkość <–> warunki na drodze i wokół niej <-> pojazd <-> kierowca. Ergo, brawurą byłoby pokonanie ulic małego miasteczka w dzień targowy, utrzymując dopuszczalną prędkość 50 km/h. Absolutnie nie jest brawurą – według mojej oceny – jazda z szybkością 60-70 km/h, tymi samymi, wymarłymi ulicami w nocy. >> A policja ....karze >> jednakowo zarówno tych niebezpiecznych jak i rozsądnych - po prostu pechowców. > Rozsądny, jeśli poniesie go brawura to taki "pech" moze go przywrócić do > rzeczywistości, wiec to i dobrze że raz na pare lat się zapłaci za > swoje "nowelizacje kodeksu". Jeżeli rozsądny zostanie ukarany mandatem za przekroczenie prędkości, na tzw. dyskusyjnym odcinku, służącym przede wszystkim łatwemu łapaniu „za rękę”, to kara nie odniesie żadnego efektu wychowawczego. Dlatego że będzie uznana przez ukaranego za niesprawiedliwą. * * * Nie uważam się z alfę i omegę za kierownicą, chociaż mógłbym być chyba niezłym instruktorem prawa jazdy. Moje motto, jako kierowcy, brzmi w pełnej wersji: - „Prowadzenie samochodu jest jak język chiński. Podstawy załapujesz prędko. Po kilku latach wydaje Ci się, że umiesz całkiem sporo, ale to nieprawda. Dopiero z czasem dociera do Ciebie świadomość, że będziesz uczyć się tej sztuki przez całe życie”. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Przykłady 30.04.06, 21:43 Twoje motto mi się podoba ale wydaje sie że stosowanie sie do znaków na drodze jest w podstawach. Czy się chce czy nie świadome niezastosowanie się do znaku zakazu jest wykroczeniem/przestepstwem i jakakolwiek dyskusja jest bezcelowa (podobnie jak i dyskusja z wskazaniem radaru). Fakt że niekiedy jedziesz wolniej niż zakazy jest normalny i nie usprawiedliwia niczego. Zakaz jest zakazem jazdy szybciej a nie informacja, że jest to predkość bezpieczna czy zalecana. To chyba oczywiste. Cały wywód moze by trafił do przekonania wielu ale do mnie nie trafia. Czy czujesz sie zawiedziony gdy czekasz w środku nocy na czerwonym i nikt nie jedzie z poprzecznej? Dlaczego wiec czujesz sie zawiedziony gdy jedziesz zgodnie z zakazem i nic się nie dzieje ? Albo czy tracisz zaufanie do sygnalizacji świetlnej dlatego ze wjechałeś na zielonym i ktoś cie walnie na skrzyżowaniu. Czy jezeli będziesz miał wyjątkowego pecha i takie coś zdarzy sie kilka razy to zaczniesz stawać na zielone a ruszać na czerowne, bo tak podpowiada ci doświadczenie? Doswiadczenie może posłużyć do doskonalenia własnych nawyków, techniki itd. Nie może jednak słuzyć kwestionowaniu zasad. Oznakowanie na drogach w Polsce jest różne i napewno nie doskonałe. Ale nikt nie wmówi mi że zastosowanie sie do niego jest groźne. Może co najwyżej opóźnić "wyscig szczurów" któremu wielu ulega. Domyślam się tylko co masz na myśli jeśli chodzi o oznaczenie poziome, otóż nigdzie nie ma napisane że linia przerywana jest gwarancją bezpiecznego wyprzedzania. To tylko zezwolenie na przejechanie osi jezdni. Aby wyprzedzić trzeba mieć pewność wolnej drogi i nic nie usprawiedliwi braku tej pewności nawet neon nad droga z napisem "WYPRZEDZAJ TUTAJ". To chyba też jest w podstawach. Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: Przykłady 01.05.06, 21:00 Jane14 napisał(a): > Czy się chce czy nie świadome niezastosowanie się do znaku zakazu jest > wykroczeniem / przestepstwem i jakakolwiek dyskusja jest bezcelowa (podobnie > jak i dyskusja z wskazaniem radaru). > Czy czujesz sie zawiedziony gdy czekasz w środku nocy na czerwonym i nikt nie > jedzie z poprzecznej? Dlaczego wiec czujesz sie zawiedziony gdy jedziesz > zgodnie z zakazem i nic się nie dzieje? Szczerze??? Owszem, czuję się zawiedziony. Zwłaszcza gdy stoję kilka minut. Ale czerwone światło jest świętością. Czuję się zawiedziony wieloma zakazami na odcinku drogi przejeżdżanym po raz enty, czasem któryś nasty raz w tygodniu, o różnych porach dnia. I gdy każdy kolejny przejazd tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że zakaz jest niepotrzebnie wyśrubowany. Nawet dla jadących tędy pierwszy raz. Po zimie wymnożyły się zakazy „na wszelki wypadek”, żeby uniknąć wypłaty odszkodowań za zniszczone podwozia – ostrzeżenia o wybojach poparte ograniczeniami do 40 km/h. Świetnie, że one stoją, bo przynajmniej goście wiedzą, że trafili na kolejny zaniedbany odcinek drogi. Czy jeżeli jednak znasz topografię dziur na tej drodze, będziesz przez kilka, kilkanaście kilometrów jechać twardo z prędkością 40 km/h? > Oznakowanie na drogach w Polsce jest różne i napewno nie doskonałe. Ale nikt > nie wmówi mi że zastosowanie sie do niego jest groźne. Może co najwyżej > opóźnić "wyscig szczurów" któremu wielu ulega. Sztywne stosowanie się do niedoskonałego oznakowania jest groźne dla sumarycznego bezpieczeństwa na drogach, tyle że w bardzo przewrotny sposób. Pośrednio. A jego skutki bardzo trudno powiązać je ze statystykami. Kłania się tu stare przysłowie „Jeśliś wlazł między wrony....” Dziś stricte przepisowy kierowca sam dla siebie jedzie bardzo bezpiecznie. Ale niejako przy okazji „produkuje” tabuny wkurzonych, zniecierpliwionych, wywodzących się z grupy jeżdżących mniej lub bardziej nieprzepisowo. Ci zniecierpliwieni w końcu i tak go wyprzedzą, ale skoczy im się ciśnienie, wzrośnie poziom agresji, a tym samym skłonność do wykonywania głupot na drodze. De facto, jeden przepisowy kierowca, jadący w tłumie nieprzepisowych, ma więc zgubny wpływ na rzeczywisty, a nie teoretyczny poziom bezpieczeństwa na danym odcinku drogi. Tylko dlatego, że prowokuje innych do robienia nierozsądnych rzeczy. Jeżeli jedzie solo, to co innego. Ubolewam nad tym, że tak jest. Ale - niestety - tak to teraz wygląda na polskich drogach. Naprawdę bezpieczna jazda w naszych specyficznych „okolicznościach przyrody” polega na tym, żeby w miarę możliwości jak najmniej przeszkadzać sobie nawzajem, wtapiać się w statystyczny tłum, nie przyciągać uwagi, ani nie wzbudzać zamieszania. Zarówno jazdą zbyt szybką, jak i za wolną (w kontekście zwyczajowej prędkości przyjętej na danym odcinku, jakkolwiek brzmi to osobliwie i przewrotnie). Bo obie skrajności w "stadzie" są niebezpieczne. Chociaż ta pierwsza skrajność (zbyt szybko) jest bardziej niebezpieczna. Dopasowanie tempa do przeciętnego "stada" wcale nie oznacza konieczności jazdy z prędkościami kosmicznymi. Zdecydowana większość kierowców samochodów osobowych jeździ z głową na karku, najwyżej z prędkością dopuszczalną + VAT, rozsądnie zwalnia przy pokonywaniu obszarów zabudowanych, jeszcze bardziej przy szkołach, itp. itd. Jane14, zaraz napiszesz, że to makiaweliczny pomysł - namawiać do podejmowania ryzyka i do łamania przepisów. I masz mieć rację!!!!! Ale w ogólnym rozrachunku, to teoretyczne ryzyko jest warte podjęcia. Dlaczego? Bo wpłyniesz tym na poprawę atmosfery na drodze, co jest wartością samą w sobie. Niepoliczalną i bezcenną. Kracząc jak inne typowe wrony, odczuwalnie zmniejszasz liczbę agresywnych kierowców, tych tzw. wariatów drogowych. Ludzi, którzy przeważnie zachowują się za kółkiem normalnie, tyle że czasem na kilka, kilkanaście sekund tracą kontrolę nad swoimi poczynaniami. Bo im się akurat cierpliwość wyczerpała, bo przez dłuższy czas jedzie przed nimi przepisowo jadący pojazd. Czasem gorzko później tego żałują... Niektóre statystyki oceniają, że 60-80 % wypadków ma pośrednią lub bezpośrednią przyczynę w agresywnych zachowaniach na drodze. Prędkość, jako przyczyna wypadków, sama w sobie, została u nas dramatycznie zdemonizowana. Bo co jest faktyczną przyczyną wypadku, w którym gostek zabija się, uderzając w podporę wiaduktu na warszawskiej dwupasmówce, pędząc swoją Beemwicą 150 km/h w deszczu? Nadmierna prędkość? Zgoda! Ale to przyczyna bezpośrednia. Niesostosowanie prędkości do panujących warunków? Cieplej, cieplej... Przyczyną pośrednią, ale DECYDUJĄCĄ była błędna ocena warunków jazdy dokonana przez denata, oraz idący za tym zły dobór prędkości jazdy do realnych możliwości. Czyli, był czysty brak świadomości, że w tak trudnych warunkach pogodowych najlepszy samochód powyżej pewnej granicznej prędkości, w pewnych okolicznościach, z dużym prawdopodobieństwem zachowa się zaskakująco i nieprzewidywalnie. Ten brak świadomości pozwolił nieszczęśnikowi pojechać w tempie 150 km/h. W tym miejscu, przy tak fatalnej pogodzie. Co lub kto zabija? Kula? (bezpośrednio) Czy ten kto pociąga za spust? (pośrednio) Niestety, abyśmy WSZYSCY zaczęli przestrzegać ograniczeń prędkości potrzebna jest nam – kierowcom – rewolucja w świadomości. Dziś większość kierowców utożsamia znaki zakazu z represją waaadzy dotykającą ich bezpośrednio. „Represje” są szczególnie dotkliwe, gdy kierowca „da się złapać” i przyjdzie mu zapłacić frycowe. Takie podejście kierowców jest w dużym stopniu skutkiem długoletniego, nieprzemyślanego „podkręcania śrubki” -> stawiania ograniczeń prędkości nieadekwatnych do zagrożenia, „na wszelki wypadek”. Stawianych, bo kto wie? Być może kolejne dziecko wybiegnie z podwórka pojedynczej posesji, 200 metrów od reszty wsi, prosto na szosę, pod koła samochodu. I znów odżyje gorąca społeczna dyskusja, czy dziecko by przeżyło, gdyby samochód jechał wolniej. Ale tym razem nie 90 km/h, nie 70 km/h, nie 50 km/h. Lepiej 40 km/h! A może 30 km/h? Według takich scenariuszy często stawia się nierealne, sążniste, mocno „podkręcone” ograniczenia prędkości. W polu, przy trzech domach na krzyż. Bo 10 lat temu był tu taki wypadek. Dramatyczny w skutkach i szarpiący ludzi za serce. Nieważne, że losowy. Nieważne, że w 100 % winna śmierci była nieszczęsna matka, która nie dopilnowała dziecka. Która go nie nauczyła podstaw zachowania w ruchu drogowym, bo jej samej nikt tego nie nauczył. Bo nikt poważnie nie podszedł do tematu wychowania komunikacyjnego w pierwszej klasie. Bo nie ma odważnych, żeby powiedzieć o tym głośno. Zakazy powinny być traktowane przez kierowców jako pomoc w ocenie sytuacji, jako ograniczenia ustanowione dla wspólnego dobra, dla osiągnięcia złotego kompromisu w ruchu drogowym, dla wyrównania szans słabszych uczestników ruchu (np. ty tu zwolnisz, żeby dać spokojnie przejść ludziom przez jezdnię, ale za chwilę pozwolimy ci jechać szybciej). Ja je tak traktuję, chociaż dziś na znanych mi drogach wybiórczo (ale dopiero po długotrwałym konfrontowaniu konkretnego zakazu z rzeczywistością). Dopóki zakazy i ograniczenia nie zostaną uczciwie urealnione (tak jak od lat postuluje na tym forum emes-nju) świadomość kierowców nie zmieni się. Niestety, nie będzie to możliwe dopóki nie zmieni się świadomość zarządców dróg. Dziś wszyscy oni jak mantrę powtarzają tylko hasło „nadmierna prędkość”, a na co dzień stawiają znaki tylko, żeby spełnić minimalne standardy, i żeby było tanio. Z psychologią człowieka za kierownicą mają tyle wspólnego, że kiedyś przechodzili koło wydziału psychologii podczas zajęć. St Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: Przykłady cd. 01.05.06, 21:05 Z psychologią człowieka za kierownicą mają tyle wspólnego, że kiedyś przechodzili koło wydziału psychologii podczas zajęć. Stąd biorą się potem m.in. kaskady znaków drogowych, z których zdążysz odczytać 1/3, jadąc z dopuszczalną szybkością. Najnowszy przykład, to dyskusyjna akcja stawia znaków ostrzegających przed zwierzętami leśnymi. W ciągu 2 lat ozdobiono nimi chyba KAŻDY las, czy nawet zagajnik. Nie sprawdzając jednak wieloletnich statystyk kolizji, ani nie robiąc konsultacji z leśnikami, którzy doskonale znają rzeczywiste drogi wędrówek zwierząt. Wskutek tego nieoznakowane pozostały liczne odcinki dróg po za lasami, na których często dochodzi do kolizji z dzikimi zwierzętami. Miejscowi znają te punkty i uważają. Goście przejeżdżają je słodko nieświadomi. Do czasu... Mnożenie fotoradarów niewiele nie da, bo w przyrodzie nic nie ginie. Lata doświadczeń z Czarnymi Punktami i fotoradarami na zachodzie Europy udowodniły, że dają one o wiele mniejsze efekty długofalowe, niż zdawało się początkowo. Dlaczego? Bo statystyczny kierowca zwalnia na ich widok, ale po minięciu przyspiesza. Ba, zaczyna jechać nawet szybciej niż przed minięciem punktu X, żeby nadrobić „opóźnienie”. Skutkiem tego wypadki zaczynają przytrafiać się w miejscach sąsiadujących z Czarnymi Punktami i fotoradarami, w miejscach do tej pory „czystych”. Oczywiście, nad świadomością kierowców trzeba pracować równolegle. Niestety, u nas na razie nikt się tym poważnie nie zajmuje, chociaż możliwości są ogromne. Gadające główki w godzinach słabej oglądalności dotrą do ułamka procenta kierowców. I to tylko tych, którzy już są uświadomieni i sami dbają o podnoszenie swoich umiejętności. Reszta zmieni kanał. Takie metody dydaktyczne przypominają skutecznością proboszcza na ambonie – ci, którzy powinni go wysłuchać szczególnie uważnie siedzą w domach, a nie na mszy. Niedawna subtelna akcja „Stop wariantom na drodze!” była zbyt subtelna. ;) A próby puszczania naprawdę skutecznych reklamówek społecznych z kategorii „drastyczny mózgotrzep”, nawet po 22.00, skończą się protestami, bo „dzieci mają przez nie koszmary w nocy!” Nawet wyważony spot pt. „Ostatni wyskok” wzbudził protesty (!) jako rzekomo zbyt drastyczny. > Domyślam się tylko co masz na myśli jeśli chodzi o oznaczenie poziome, otóż > nigdzie nie ma napisane że linia przerywana jest gwarancją bezpiecznego > wyprzedzania. To tylko zezwolenie na przejechanie osi jezdni. Napiszę inaczej. Znam wiele miejsc w Polandzie, gdzie znaki poziome zezwalają na przejechanie osi jezdni przed czubkami wzniesień, przed zakrętami o ograniczonej widoczności. Bywa, że jedno i drugie naraz. Przypuszczam, że są to widoczne skutki oszczędnościowej metody wytyczania znaków poziomych – bez wizji lokalnej, zza biurka, tylko na podstawie map geodezyjnych. > Aby wyprzedzić trzeba mieć pewność wolnej drogi i nic nie usprawiedliwi braku > tej pewności. Tę pewność możesz mieć tylko w krótkim momencie podejmowania decyzji o rozpoczęciu wyprzedzania. Na dodatek wyprzedzając po zmierzchu, korzystasz zwykle tylko z widoczności danej zasięgiem świateł drogowych wyprzedzanego. W nocy o wiele trudniej ocenić ukształtowanie terenu, co jest kluczowym warunkiem bezpiecznego wyprzedzania. W tym momencie z pomocą przychodzą znaki poziome. Niestety, jeżeli są wadliwe, nie stanowią pomocy, tylko zaproszenie do popełnienia katastrofalnego błędu. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 doswiadczenie w byciu nieśmiertelnym. 02.05.06, 00:30 Zacznę od końca. Przed wyprzedzaniem uważnie obserwuj nie znaki poziome, a światła aut tych z naprzeciwka i tych przed wyprzedzanym autem. To pozwoli na dostrzeżenie zakretów czy wzniesień o wiele dalej niż zasięg świateł drogowych. To wymaga czasem nieco czasu dlatego "szybcy" nie stosują tej "sztuczki". Przewrotna teza o niebezpieczeństwie stwarzanym przez kierowców jadacych wolno i zgodnie z przepisami ... majstersztyk. Ale to działa na nastolatków. Ja już troche na drodze widziałem i już mam za sobą fascynację przewrotnościami. Na koniec zawsze okazuję się że najprostsze wytłumaczenie jest prawdziwe. Agresji nie wzbudza zakaz czy ograniczenie. Agresji nie wzbudza też napewno kierowca jadący wolno. On moze być co najwyzej celem tej agresji ale agresja jest w agresorze i to on jest problemem. Dokładnie tak samo jak zakaz rzucaniea butelek, krzeseł itp. na boisko nie jest przyczyna agresji na stadionach. I przyczyna nie jest też mniejszościowa grupa normalnych kibiców. Czy i tu należy zastosować metodę "jeśli wejdziesz miedzy wrony..." Agresje trzeba poprostu eliminować i tak jak w niektórych krajach poradzono sobie z nią na stadionach i na drogach tak powoli radzimy sobie z nią u nas. Czasem mam wrazenie ze te dyskusje o polowaniach, złosliwych policjantach, prowokatorach w kapeluszach, zakazach u żródeł których jest "carski ukaz", fotoradarach itd jest nie wywołane troską o bezpieczeństwo ruchu tylko o bezpieczeństwo naszej bezkarności. Panowie ! Miejcie odwagę powiedzieć (chociaz sobie) prawdę. Jeżdzę szybko bo to lubię. Bo mnie to rajcuje bo czuje sie supermenem. Patrzcie, oni tu postawili 40 a ja jade 90 i nic. A ten niedorozwinięty co boi się tu pojechać 90 chce mi popsuć zabawę. Jestem na tyle dobry w te klocki ze zakazy mnie nie dotyczą. One są dla smiertelnych. Ja jestem nieśmiertelny. Skąd wiem ? Bo mam doswiadczenie w byciu nieśmiertelnym. Przecież ciągle żyję! Przesadzam ?. Wkurzam?. rapida130 porównać do tych wariatów na drogach jak on tylko 160 i to na autostradzie a w dzień targowy tylko 30. I w zasadzie to powinien dostać nagrodę bo jeszcze nikogo nie zabił a nawet jak zabije ... to napewno nie ze swojej winy tylko z winy znaków...np. poziomych? No nie przeczę, lubię przesadzać, na drodze też więc jade zgodnie z ograniczeniami bez vat!!! No i co ciekawe wcale nie jest nas (bez vatowców)tak mało jak by mogło wynikać z tej dyskusji . Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: doswiadczenie w byciu nieśmiertelnym. 02.05.06, 21:29 jane14 napisał(a): > Zacznę od końca. Przed wyprzedzaniem uważnie obserwuj nie znaki poziome, a > światła aut tych z naprzeciwka i tych przed wyprzedzanym autem. To pozwoli na > dostrzeżenie zakretów czy wzniesień o wiele dalej niż zasięg świateł > drogowych. To wymaga czasem nieco czasu dlatego "szybcy" nie stosują > tej "sztuczki". Znam te niuanse. Stosuję. W efekcie poniekąd ignoruję znaki poziome, tzn. respektuję wszystkie zakazy wyprzedzania, ale nie ufam „zezwoleniom” na przekraczanie osi jezdni. Niestety, tych niuansów nie znają jeszcze nieopierzeni kierowcy. I to głównie im zagrażają te wady oznakowania poziomego, których się tak uczepiłem jak rzep. ;) Ale pośrednio mnie też one zagrażają. Ponieważ wskutek wad oznakowania mogę być niewinną ofiarą błędu początkującego kierowcy. (Właśnie przez jedną taką sytuację podbramkową, spowodowaną przez innego kierowcę, pierwszy raz zerknąłem naprawdę krytycznie na oznakowanie poziome na pewnym odcinku DK nr 24. I z przerażeniem dostrzegłem, że z dużym prawdopodobieństwem zginąłbym pośrednio wskutek dyletanctwa jakiegoś urzędnika w GDDKiA. I że takich błędów jest sporo!) Twórca oznakowania NIE MA PRAWA popełnić błędu. Ponieważ (teoretycznie) dysponuje on odpowiednią wiedzą, stosownymi umiejętnościami i wystarczającą ilością czasu, aby wykonać swoją pracę bezbłędnie. A nawet jeżeli popełni błąd, istnieją instancje, który powinny to wyłapać, zanim farba wyląduje na jezdni. BTW, nigdy nie wyprzedzam pochopnie, nawet tzw. teoretycznie wolniejszych samochodów. Ba, mogę nawet powiedzieć, że nie lubię wyprzedzać. Jeżeli coś jedzie ciut wolniej ode mnie, to odpuszczam. Przyjmuję jego tempo. Często rezygnuję z wyprzedzania ze świadomością, że ewentualne efekty manewru nie są warte podejmowania ryzyka - wiedząc, że za kilkanaście kilometrów zjadę z zatłoczonej trasy krajowej, nie będę się szarpać przy wyprzedzaniu kolumny tirów. > Agresji nie wzbudza zakaz czy ograniczenie. Agresji nie wzbudza też napewno > kierowca jadący wolno. On moze być co najwyzej celem tej agresji ale agresja > jest w agresorze i to on jest problemem. Oczywiście, że to wszystko wzbudza agresję. Może nie od razu. To się zbiera, niekiedy długo, ziarnko do ziarnka. Agresja siedzi w każdym człowieku, chyba że ma on uszkodzony „wyłączony” odpowiadający za nią obszar mózgu. To jest naturalne przygotowanie organizmu do obrony, ataku, lub również pokonania przeszkody. Indywidualną cechą jest tylko poziom i natężenie bodźców, które wywołują pojawienie zewnętrznych objawów agresji. To prawda, że cholerycy, których do wybuchu doprowadza byle drobiazg, powinni być eliminowani z ruchu drogowego. Niestety, u nas nie ma badań psychologicznych w takim zakresie, jak powinny być. Każda przeszkoda na drodze zbliża kierowcę do osiągnięcia krytycznego poziomu, powyżej którego następuje nieuchronny wybuch agresji. Każdy taki, nawet drobny problem do rozwiązania, jest jak kamyczek dorzucony do zbocza, z którego w końcu może zejść lawina. Raz w ciągu ostatnich kilkunastu lat zdarzyło mi się przerwać z tego powodu jazdę. Zrobić rozluźniający postój na kawę. Bo wyczułem, że za chwilę mógłbym przekroczyć tę granicę – pozwolić na zejście lawiny – i zrobić coś głupiego. (50 km jazdy dziurawą drogą krajową, na końcu długiej kolumny, co chwilę rozrywanej przez ryzykownie wyprzedzających, wskutek tego szarpiącej się w tempie 40-90-40-90-40-90 km/h, prowadzonej przez pojazd nadwymiarowy V=60-70 km/h, przez 95 % odcinka nie dający się bezpiecznie wyprzedzić, dodatkowo borykający się z wyprzedzaniem ciągników rolniczych, rowerzystów, itp.). Pytanie, czy to ja byłem nienormalny, czy też po prostu przyszło mi się poruszać po nienormalnej drodze, wśród nienormalnych kierowców, w nienormalnych okolicznościach? Według mnie, nasze drogi w końcu doprowadziłyby do szewskiej pasji nawet Świętego Krzysztofa. ;) > Miejcie odwagę powiedzieć (chociaz sobie) prawdę. Jeżdzę szybko bo to > lubię. To może śmiesznie brzmi, ale lubię czuć, że samochód „jest zadowolony” z jazdy. Jest to, w pewnym sensie, powiązane z dość szybką jazdą, ale nie równoznaczne. Nie mierzę średnich prędkości podróżnych. Podkręcanie tempa, żeby „pobić rekord” na trasie z A do B jest głupotą. Największym komplementem jest dla mnie... śpiący pasażer - chrapiący dowód dobrej płynności jazdy i zaufania do mnie. Nie lubię jeździć bardzo szybko, bo w miarę wzrostu szybkości zaczynam mieć poczucie coraz większego niedostatku panowania nad materią. Dla mnie jazda w tempie 200 km/h nie jest żadną przyjemnością, tylko ciężką pracą – głównie psychiczną – wymagającą 130 % koncentracji uwagi, nie wybaczającą najmniejszego błędu. Na samą myśl o próbie przejazdu w tempie 140 km/h po przeciętnej drodze wojewódzkiej, ciarki po plecach mi chodzą. Przed takimi ekscesami broni mnie wyśrubowany poziom instynktu samozachowawczego za kierownicą. > Bo mnie to rajcuje, bo czuje sie supermenem. (....) Ja jestem nieśmiertelny. Ależ ja nikomu niczego nie muszę udowadniać na drodze. Gdybym był supermenem drogowym, to jeżdżąc BMW nie pozwalałbym się w pewnych okolicznościach wyprzedzać Fiatom 126p. Co czynię, nie traktując tego jako „splamienie honoru”. Fakt, jestem egoistą drogowym. Dlatego uwielbiam jeździć w nocy i o świcie, mimo teoretycznie większego ryzyka i wady wzroku (skorygowanej, ale zawsze). Bo wtedy prawie mi nikt nie przeszkadza. Mogę nacieszyć się samochodem, szlifowaniem optymalnego toru jazdy na zakrętach, płynnością ruchu, niczym nie zakłóconą symbiozą „kierowca – samochód – (dobra) droga”, w pirackim tempie 100-110 km/h na najlepszych krajówkach, po za obszarem zabudowanym. W przeciwieństwie do sporej rzeszy „naddźwiękowców”, nigdy nie pokazuję innym na drodze swojego zniecierpliwienia czyimś nieporadnym zachowaniem, nie popycham zderzakiem jadących wolniej. Nauczyłem się być obiektywny i krytyczny wobec swoich umiejętności. Każdą sytuację podbramkową z moim udziałem rozbieram na czynniki pierwsze, spokojnie, przy kawie. Niezależnie od tego, czy na pierwszy rzut oka była to moja sprawka, czy cudza. Takie „pranie brudów” daje bezcenne wnioski na przyszłość. Co do nieśmiertelności.... Specyfika mojej pracy pozwoliła mi naoglądać się wraków i nieboszczyków, zanim sprzątnięto je ze „sceny” na drodze. Widok zmasakrowanego ciała ludzkiego, w naturze, na wyciągnięcie ręki, głęboko zapada w pamięć. To pogłębiło mój defensywny styl jazdy. I teraz zawsze chodzi za mną hasełko „Memento mori”. Świadomość że „nie znam dnia, ani godziny”. Że nie jestem nieomylny. Albo że mogę po prostu pechowo znaleźć się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwej porze. Zginąć nie popełniwszy żadnego błędu. Niestety, po wielokroć byłem zdumiony dlaczego policja i drogowcy nie dostrzegali oczywistych okoliczności, które co najmniej sprzyjały zaistnieniu wypadku, a niekiedy tak naprawdę decydowały, że do nieszczęścia w ogóle doszło. Niestety, przy obecnym systemie oceny przyczyn wypadków nikt nie ma czasu, ani ochoty na zabawę w takie „niuanse”. Dlatego oficjalne wypowiadanie się z troską o bezpieczeństwie ruchu drogowego przez odpowiedzialne za ten problem osoby, które w rzeczywistości, w 90 % przypadków, mają to głęboko w (........), brzmi – delikatnie mówiąc – cynicznie i niepoważnie. Lektura najnowszych programów poprawy bezpieczeństwa ruchu drogowego na polskich dróżkach budzi we dylemat. Śmiać się, czy płakać? Zawsze mam po nich ogromny niedosyt. Przebija przez nie imponująca głębia podejścia do tematu. Godna utalentowanego ucznia gimnazjum. Bardzo razi w Odpowiedz Link Zgłoś
rapid130 Re: doswiadczenie w byciu nieśmiertelnym - cd. 02.05.06, 21:31 Bardzo razi w nich namiętne cytowanie mało odkrywczych haseł (Każdy zabity w wypadku drogowym, to o jednego zabitego za dużo!) i wszechobecne wishfull thinking. Coś a la – Miałem sen! – jak powiedział kiedyś Martin L. King, acz w innym kontekście. - Do 2012 roku prognozowana liczba wypadków obniży się do X. - Jakim sposobem? - Obniżymy prędkość, wyeliminujemy pijanych i przypilnujemy, żeby ludki zapinały pasy bezpieczeństwa * - I coś jeszcze? - ???? ....... :/ Noooo.... nooooo.... to są wszystkie priorytety..... - :O Ta moja smutna wiedza o stylu pracy wielu speców od BRD, zdecydowanej większości zarządców dróg i policjantów z sekcji ruchu drogowego sprawia, że mam skłonności do lekko anarchizujących, cynicznych zachowań za kierownicą. To skutek dojścia do wniosku, że tak naprawdę nikt nie troszczy się o moje bezpieczeństwo na drodze. Że jestem zostawiony z tym problemem sam sobie. > Przesadzam ?. Wkurzam?. Przesadzaj i wkurzaj dalej. Zderzenie skrajnych punktów widzenia jest zawsze ciekawsze i więcej wnoszące do każdej dyskusji, niż pogadanki w towarzystwie wzajemnej adoracji. ;)))) _________ * Priorytety programu Gambit 2005 Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: doswiadczenie w byciu nieśmiertelnym. 02.05.06, 23:53 Najbardziej zabawne z tego wszystkiego jest to, że ja uważam siebie za ... choleryka. Dobre co nie ? Z ta agresją to różnie bywa. Masz racje, że jest ona naturalną reakcją na zagrożenie. I dlatego chyba warto tak podchodzić do jazdy autem by nie czuć się zagrożonym. Tworzenie własnego KD napewno nie sprzyja takiej filozofii bez względu na to czy jest to niewielka modyfikacja czy całkowity przewrót. Jesli więc jest agresja na drodze to znaczy że jest i zagrożenie. Zdefiniować je to pierwszy krok by nad nim zapanować. Jesli są to znaki i organizatorzy ruchu no to jedź wolniej i bądź ostrożniejszy niż nakazują znaki. Zasada ograniczonego zaufania dotyczy także znaków. W moim odczuciu niestety nie sa to znaki tylko użytkownicy drogi. Mój sposób na nich to puścić ich przodem. Wtedy mam ich na oku i z zagrożenia staja sie przedmiotem rozrywki. Obserwacja ich wysiłków by nadrobić utracony czas to niezła zabawa! Inna sprawa na ile agresja na drodze jest wynikiem zagrożeń na drogach a na ile przeniesieniem agresji z życia codziennego... no ale to już nie to forum. Co do tych wszystkich wizji i snów prominętnych person... zgoda. Wiele w tym górnolotnych haseł i pobożnych życzeń. Ale jednak nie można powiedzieć że nic się nie dzieje. Drogi w slimaczym tempie ale jednak są modernizowane. Po praktycznie kompletnym zastoju w latach 90' ostanie lata przynosza pewną widoczną poprawe więc nie mozna mówić że tylko ograniczenia. Wariatów na drogach ubywa. Może giną, może tracą prawko ale skuteczniość policji też rosnie. Akceptacja dla ignorowania przepisów spada i tu ja upatruje klucza do sukcesu. Jeszcze kilka lat temu ktoś, kto by zadzwonił na policję ze ktos wraca z imprezy pijany byłby uznany za niespełna rozumu. Dziś podobno coraz więcej takich przypadków. Może wkrótce jak np. w Szwecji przekraczajacy normy moze liczyć na "życzliwy kabel". Prawdą jest co piszesz, że nikt nie zatroszczy się o nasze bezpieczeństwo lepiej niż my sami. Więc zacznijmy się troszczyć ale naprawdę o bezpieczeństwo nie o interes. PS Oczywiscie osba winna złemu oznakowaniu jest przestępca . Jest to przestępstwo choć bardzo grożne ale jednak z reguły nieumyślne czego nie można powiedzieć o złamującym zakaz, oczywiście o ile nie wynika to z przeoczenia znaku. Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Wtrace sie 02.05.06, 10:28 jane14 napisała: > Zakaz jest zakazem jazdy szybciej a nie informacja, że jest to predkość > bezpieczna czy zalecana. NIE! Zakaz traktowany jako blaszka ustawiona przez kogos BO TAK (!) jest traktowana jak... blaszka. No bo jaki cel maja miec ograniczenia? Maja pokazywac, ze waaadza wie, ze moze zrobic wszystko, bo my MUSIMY sie do tego stosowac? Czy tez ograniczenia ma sluzyc poprawie bezpieczenstwa? Wedlug mnie to drugie. Czyli, jezeli znak ma sluzyc poprawie bezpieczenstwa, ma byc ustawiony RZETELNIE! W sposob nie podlegajacy jakimkolwiek watpliwosciom! Odbiorca komunikatu wysylanego przez znak, ma stosowac sie do niego nie dlatego, ze waaadza kazala (i moze dac po lapach), tylko dlatego, ze jest to w interesie tego odbiorcy! A waaadza ma robic wszystko, zeby nie zaklocac, swoim widzijejsie, czytelnosci przekazu! > Czy czujesz sie zawiedziony gdy czekasz w środku nocy na czerwonym i nikt nie > jedzie z poprzecznej? Tu komunikat znaku jest czytelny, JEDNOZNACZNY i nie podlegajacy zadnej dyskusji! A czy czujesz sie zawiedzony jadac 30 km/h o 3 nad ranem kolo szkoly (oczywiscie po minieciu szkoly nie doczekujesz sie ograniczenia, a w nocy nie mozesz wypatrzec zadnego, nieoznakowanego, skrzyzowania odwolujacego ograniczenia)? Czy czujesz sie oszukany jak na dwoch kolejnych zakretach stoi 40 km/h, a pierwszego zakretu prawie nie zauwazasz, za to z drugiego, jadac przepisowe 40 km/h (!) wypadasz? > Doswiadczenie może posłużyć do doskonalenia własnych nawyków, techniki itd. > Nie może jednak słuzyć kwestionowaniu zasad. Nawet jezeli jedna ze stron drastycznie narusza te zasady? I nie o kierowcach pisze - my jestesmy za naruszanie zasad (skuteczniej lub mniej skutecznie) "ustawiani do pionu". A kto utawia do pionu znakologow stosowanych? Dla mich jedynym sygnalem powinny byc reakcje kierowcow (moga pozatrudniac socjologow i psychologow spolecznych - reakcjami ludzi da sie sterowac inaczej niz nakazami i zakazami!). A nie sa... To co? Postulujesz, ze jedyne dobre spoleczenstwo, to pozbawione krytycyzmu stado baranow? Dlaczego wolno nam demonstrowac pod parlamentem, wolno nam, w demokratycznych wyborach, pozbawiac wladzy tych, ktorych nie chcemy przy wladzy widziec, a nie wolno nam protestowac przeciwko nieprawidlowosciom na drogach? Forma protestu jest wysoce szkodliwa (co tym bardziej czyni karygodnym brak reakcji ze strony adresata protestu!!!), a za to w niespotykany w Polsce sposob spojna. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Wtrace sie 02.05.06, 17:06 Znaki mogą być dla jednych blaszką dla innych nie. Ja osobiście wiekszość z nich dostrzegam stosuję się i nie odbieram ich jako przejawów ucisku władzy. I co znamienne jak dostrzegasz znaki to są one przeważnie ułozone w jedna całość i wtedy czyta sie je jak przewodnik po drodze. Trzeba tylko umieć czytać. Moze dlatego jest ich tak dużo bo niektórzy maja problem z czytaniem i niektóre zdania trzeba powtarzać kilka razy. Co znamienne w PRL-u było znacznie mniej zakazów przynajmniej na drodze (choć Milicja raczej siedziała w krzakach) a to podobno wtedy władza była jedna i nieomylna. Co do świateł to nie wiem czy nie zmienisz zdania np. ostatnio dość popularne sa swiatła "spowalniacze", wyswietlajace czerwone w stanie spoczynku we wszystkich kierunkach. Petla indukcyjna ustawiana jest tak, że zielone zapala się "w tempie" dla auta jadacego z dozwoloną szybkością, kto jedzie za szybko musi się zatrzymywać. Perfidne no nie. Ja nie czuję się zawiedziony ograniczeniem. Może dlatego, że nie oczekuję wiele od władzy i mam wiele tolerancji dla nawet błedu, jeśli ktoś czyni coś w dobrej wierze. Dużo gorzej jest z tymi co robią żle z premedytacja, ale za to maja tysiace usprawiedliwień dla swego widzimisię. A jeśli chodzi o ograniczenia na zakrętach to moje doswiadczenie uczy że ograniczenie rzadko związane jest z charakterem zakretu. Najczęściej chodzi o co innego. Np niewidoczne skrzyzowanie za zakrętem albo długa prosta kończąca się zakrętem za wzniesieniem co moze zaskoczyć i wywołać hamowanie i najechanie innych na ciebie itp. Szczerze mówiąc nie pamiętam już dawno znaków ustawionych na mojej drodze o których mogłbym z reką na sercu powiedzieć, że stoją bez powodu. No a co do tej formy protestu to moze zacznij od reklamacji u dilera. Obiecał szybką jazdę a sprzedał ci tylko jeden element. Do szybkiej jazdy potrzeba bowiem auta i drogi. Auto już masz teraz pozostało ci zaczekać na droge... albo zamiast protestować zrób powstanie ? PS Od pewnego czasu coraz mniej na osiedlach zadeptanych trawników. Albo ci z administracji lepiej projektuja albo ludzie zrozumieli że zieleń w miescie jet cenniejsza niż kilka metrów skrótu? Może kiedyś zrozumieją też że samochód jest do jeżdzenia a nie udawadniania swoich racji, odwagi, nieomylności.... Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Re: Wtrace sie 02.05.06, 20:02 Mieszkamy w tym samym kraju?! Gdzie Ty widziales znaki ulozone w spojna calosc i tworzace przewodnik po drodze?! Znaki bez odwolan tez sa ulozone w spojna calosc? A znaki zapomniane? :-P A moze jestes policjantem z drogowki? I musisz sam siebie przekonywac, ze wszystko jest cacy? Wtret o PRL tez nie bardzo do mnie trafia. Widocznie bolszewicka waaaadza (to tkwi w psychice sprawujacych wladze, a nie w systemie politycznym!), po utracie kontroli nad kazdym krokiem obywateli (choc kaczorki otwarcie mowia, ze chca powrotu do tego modelu...), skupily sie na drogach :-P I robia wszystko, zeby uchronic glupiutkie przypadkowe spoleczenstwo przed nim samym :-/ > Co do świateł to nie wiem czy nie zmienisz zdania np. ostatnio dość popularne > sa swiatła "spowalniacze", wyswietlajace czerwone w stanie spoczynku we > wszystkich kierunkach. Petla indukcyjna ustawiana jest tak, że zielone zapala > się "w tempie" dla auta jadacego z dozwoloną szybkością, kto jedzie za szybko > musi się zatrzymywać. Perfidne no nie. TO POWINNO BYC ZAKAZANE!!! Kilka miesiecy temu taki wlasnie spowalniacz prawie doprowadzil mnie do wypadku! Jechalem sobie pusta po horyzont droga dwujezdniowa, kolo 3 nad ranem. Ot, tak wyszlo mi wyjsc z pracy. Swiezy i wypoczety po ok. 18 godz. w pracy plynnie i powoli jechalem spac. Dopoki nikomu nie wpadlo do glowy mnie spowalniac, bylo swietnie - na kazdym skrzyzowaniu mocno zwalnialem widzac mrugajace zolte. A potem trafilem na ostatni etap mojej podrozy. Jade ponizej obowiazujacego limitu i widze zapalajace sie przede mna zolte swiatlo. Noga z gazu i dotaczanko. Jestem jakies 150 m od skrzyzowania, gdy zapala sie zolte, a w chwile potem zielone - no to jazda. Po przejechaniu kilku takich spowalniaczy calkowicie stracilem czujnosc - powtarzajaca sie co kilkaset metrow sekwencja czerwone-zolte-zielone spowodowala, ze nawet nie zdejmowalem nogi z gazu. Az ktoregos razu sekwencja sie nie udala, bo z podporzadkowanej cos wyjezdzalo... Na szczescie udalo mi sie wyhamowac! Oczywiscie zaraz przeczytam, ze jak sie jest zmeczonym, to sie nie prowadzi. Racja! Nie powinno sie jezdzic, ale zycie nie jest idealne - chcialem przespac sie w lozku, a nie przy biurku w pracy :-/ A na nocne taxi w druga strefe (ponad 25 km, z czego polowa poza miastem) jakos sie nie zdecydowalem... I czemu te spowalniacze sluza? Gdybym chcial, to nie przejezdzajac na czerwonym (!), moglbym jechac tam ponad 120 km/h! Sprawdzilem to pozniej ze zwyklej ciekawosci! Nie spowalnia, za to sekwecja czerwone-zolte-zielone oslabi czujnosc KAZDEGO i nie tylko w nocy. Zapraszam na warszwski Wal Miedzeszynski w nocy! Moge sie zalozyc o duuuze pieniadze, ze mimo "spowalniacza", bede tam jechal w nocy 110-120 km/h ani razu nie przejezdzajac na czerwonym swietle tego wynalazku dziwki i szatana! Chyba, ze cos wyjedzie z podporzadkowanej... > Ja nie czuję się zawiedziony ograniczeniem. Może dlatego, że nie oczekuję > wiele od władzy i mam wiele tolerancji dla nawet błedu, jeśli ktoś czyni coś > w dobrej wierze. Jakos z dobrej woli waaadzy widze tylko slowne deklaracje, nie majace przelozenia na fakty. Na drogach, z wyjatkiem stawiania coraz to nowych znakow, NIC sie nie zmienia! No dobra, dziur coraz wiecej... :-( Stawianie znakow na wyrost, bo cos MOZE sie stac jest kompletnie bez sensu. Demoralizuje wiekszosc, ktora nie miala pecha doczekac sie jakiejs hipotetycznej sytuacji, a nie ratuje uczestnika tej sytuacji. Bo uczestnik, znieczulony setkami minietych przedtem znakow "na wyrost", ma w glebokim powazaniu ten, na ktorym sie/kogos zabije! Skad u Ciebie takie glebokie przekonanie, ze znakami i przepisami mozna zmienic nature ludzka?! Ja jestem zdania, ze znaki i zakazy (czyli kierowanie) powinny odzwierciedlac cala dostepna wiedze o spoleczenstwie i jednostkach w spoleczenstwie, a od Ciebie i innych dogmatykow slysze tylko, ze to g... prawda, trzeba czlowieczenstwo schowac do kieszeni i sie podporzadkowac - milcz g...wniarzu! WYKONAC! Ale wiesz, nawet w wojsku istnieje mozliwosc poddania rozkazu pod dyskusje. A kierowcy nie sa jak na razie nigdzie wcieleni, co zapewne budzi sprzeciw ludzi o odpowiednich predyspozycjach - np. Twoj sprzeciw. Pat! Nie dogadamy sie, bo nawet nie probujesz zrozumiec co ja i inni podobnie myslacy mamy do powidzenia. Ja Ciebie slucham i, wbrew temu co sadzisz, dosc rzetelnie stosuje sie do ograniczen. Ty za to zupelnie nie potrafisz wyjsc z ramek wiernopoddanczosci! Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Nie jestem wielbłądem... 02.05.06, 22:17 Nie jestem też policjantem z drogówki ani innej zmilitaryzowanej formacji. Mieszkam w tym samym kraju tylko nieco bardziej na południe i zdala od zgiełku. Nie zamierzam też wcielać kierowców do żadnej paramilitarnej formacji choć np. odblaskowy mundurek jako wyposazenie dodatkowe popieram. Ponieważ jestem zwolennikiem myślenia za kierownica i panowania nad sytuacją jezdzę powoli, bo ... powoli myślę. Takim uczyniła mnie natura ale nie narzekam bo to lepsze niż gdyby uczyniła mnie bezmyślnym. Wolę tez panować nad sytuacją niż być opanowanym przez emocje. Nie zamierzam też krakać jak inne wrony bo tych wron nie jest tak wiele jak by można sądzić po czynionym przez nie hałasie. Nie jestem też wiernopoddańczy znakom ani władzy, poprostu akceptuje i zgadzam się na trend do spowalniania i uspokajania jaki występuje w ruchu drogowym. Po prostu "SPIESZ SIĘ POWOLI" to moje motto i to nie jest wymysł urzedników czy policji. Natomiast obawiam się, że znaczna grupa nie tylko kierowców staje się wiernopoddańcza pospiechowi i to jest znacznie bardziej zaborczy władca niż nasza władza z kaczorami i policja drogową na czele. Odpowiedz Link Zgłoś
mejson.e Re: Nie jestem wielbłądem... 02.05.06, 23:02 Śledzę z wielkim zainteresowaniem wasze(jane14, emes-nju i rapid130) spory i z lekkim żalem uważam, że walczycie ze sobą mając w gruncie rzeczy ten sam priorytet - by dojechać bezpiecznie do celu. Myślę, że wiele zależy od tego jak dużo, jak często i gdzie jeździmy. Jane14 jest ze "spokojniejszego" regionu Polski, emes-nju z warszawy a rapid130 pewnie jeździ dużo, często i wszędzie, więc i skala spotykanych problemów jest różna. Jeżdżąc niewiele albo rzadko, można sobie dobrać wg własnego uznania trasę i porę przejazdu, wtedy mniej bolą błędy innych kierowców, oznakowania czy konstrukcji drogi. Można sobie założyć większy margines czasu podróży, bo jakiś założyć sobie zawsze trzeba. Jeżdżąc natomiast "z przymusu" - służbowo czy dojeżdżając do pracy ma się mniej możliwości na zmianę trasy czy pory jazdy. Czasami trzeba jechać w godzinach największego natęzenia ruchu najbardziej zatłoczonymi trasami. Wtedy żal każdej minuty zmarnowanej przez błędy innych kierowców - opieszałość przy ruszaniu ze świateł, blokowania skrzyżowania, nierównej jazdy a także przez błędne oznakowanie. Gdy dochodzą do tego błędy zagrażające bezpieczeństwu ruchu drogowego popełniane przez ludzi odpowiedzialnych za bezpieczeństwo ruchu właśnie, wtedy nie dziwi brak zaufania zarówno do służb odpowiedzialnych za organizację ruchu i oznakowanie dróg jak i do policji. Pełne zaufanie do w/w służb spowodowałoby wcale nie opóźnienia czy zdenerwowanie ale właśnie zagrożenie bezpieczeństwa. Bo kierowca nie może przestać myśleć zdając się tylko na znaki i stosując się ślepo do przepisów. Bo wtedy będzie bezbronny przy popełnieniu błędu przez odpowiedzialne służby. Przyznam, że nadal uważam iż emes-nju przesadza z totalną krytyką oznakowania w Polsce, mimo tego iż sam padłem ostatnio ofiarą kumulacji błędów oznakowania i pracy policji. Większość dróg jest czytelnie oznakowana, choć nie bezbłędnie - np. nagminnie brakuje odwołań lokalnych ograniczeń prędkości. Tak więc uważam jane14, że ... jesteś wielbłądem. ;-) Nosisz swój garb dogmatyzmu, przekonania o konieczności ślepego posłuszeństwa wobec przepisów. A przepisy wymagają np ... przepisowego oznakowania dróg. Ale nawet "przepisowe" przepisy muszą ustąpić zdrowemu rozsądkowi i instynktowi samozachowawczemu. Ja sam na forach motoryzacyjnych od lat prowadzę krucjatę na rzecz przestrzegania przepisów i bezpiecznej jazdy. Jestem jednym z nielicznych z mojego otoczenia, który przestrzega ograniczeń prędkości. Ale nie mogę powiedzieć o sobie, że ZAWSZE stosuję się CAłKOWICIE DO PRZEPISóW. Co więcej - nie wierzę, że ktokolwiek mógłby szczerze to powiedzieć o sobie. Bo czy nie zastosuje się do jednego na sto czy jednego do miliona przepisów, to i tak nie będzie już "ZAWSZE" tylko "PRZEWAżNIE", "Z ZASADY" itp. I chyba o to głównie chodzi w tym sporze. Pozdrawiam, Mejson -- Automobil Forum pozytywnie zakręconych automaniaków. Odpowiedz Link Zgłoś
jane14 Re: Nie jestem wielbłądem... 03.05.06, 00:17 No to wytłumacz mi jak wielbłądowi co może mi sie stać jeśli dogmatycznie i ślepo posłusznie przejadę obok szkoły 30/h ? Tylko nie mów mi, że mnie krew zaleje bo to bedzie 2687 szkoła na trasie mojego przejazdu. Mnie krew z tego powodu, że jadę wolniej niż potrafię nie zalewa. PS Chyba mylisz mnie z nietoperzem "ślepe posłuszństwo"... w życiu. Jak widze nakaz jazdy w prawo zawsze sprawdzam czy jest tam droga! Odpowiedz Link Zgłoś
emes-nju Mejson 03.05.06, 15:10 Doskonale zdaje sobi sprawe, ze czesto przesadzam. Na swoje wytlumaczenie mam tylko swoja trudna przeszlosc :-) Sporo lat SWIADOMEGO zycia spedzilem pod wladza ludu pracujacego miast i wsi. Nie zybym jakos specjalnie cierpial (z powaznych dolegliwosci moge przytoczyc tylko dziesiecioletni okres bez paszportu, w czasach kiedy wiekszosc moich znajomych wyjezdzala na "saksy" czy tylko uczyc sie jezyka), ale naogladalem sie mechanizmow dzialania bolszewickich wladz. Moje dzisiejsze przerazenie budza zatem wszelkie przejawy bolszewizmu waaadzy. Widac go wszedzie - od prawa podatkowego, ktore za wszelka cene chce uchronic kraj przed przestepcami, jakimi w oczach waaadzy jestesmy wszyscy (stad ten potworny stopien skomplikowania przepisow!), po znakologie stosowana, ktora ma chronic nas przed nami samymi - glupimi, bo madra jest tylko waaadza. Przypomnij sobie jak kilka lat temu zlikwidowano karty plywackie. Ile bylo wrzasku, ze sie ludzie potopia! Ludzie sie nie potopili i wrzask ucichl. Powodem wrzasku bylo wlasnie po bolszewicku rozumiane dbanie o spoleczenstwo - trzeba kazdego skontrolowac i wydac stosowne zaswiadczenie (wtedy moze sie topic bo zaswiadczenie jest, wiec do odpowiedzialnosci pociagnac mozna wystawce dokumentu - czlowiek utopil sie w majestacie prawa, czego nie mozna bylo powiedziec jak topil sie czlowiek bez karty plywackiej). Podobny sposob myslenia od lat pokutuje na naszych drogach! Jak postawi sie dla dobra gluptasow ZNAK, to jak sie ktos zabije, to na wlasny rachunek. Tam byl ZNAK. I nie ma wtedy znaczenia, ze ZNAK poprzedzal zakret, ktorego profil zachecal do odwiedzenia krajobrazu :-( Jest ZNAK - poprawka drogi nie jest wymagana! Bo znakolog wszystko po bolszewicku przewidzial, oznakowal i moze spac spokojnie - jakby co, to winien jest zawsze kierowca. Drugim elementem mojej trudnej przeszlosci jest to, ze od wielu lat jestem instruktorem zeglarstwa i FAKTYCZNE dbanie o bezpieczensto zroslo sie z moim ja. Faktyczne, a nie werbalne i dokumentowe - np. ZAWSZE na prowadzonych przeze mnie kursach robiony byl sprawdzian plywacki, po ktorym w kapokach plywaly osoby, ktore plywac nie umialy (z karta plywacka czy bez :-P ). Poza tym nauczylem sie, ze jezeli czegos od kogos wymagam, to najpierw musze umiec to zrobic LEPIEJ od tego kogos. Duzo lepiej! I bez zadnych wymowek! Jak na kursie nie wolno pic alkoholu, to cala kadra spedzala go o suchym pysku - bo kursanci patrza. Jak wymagam umiejetnosci bezpiecznego podejscia do pomostu, to musze zademonstrowac takie podejscie bezblednie. Nie wyobrazam sobie zatem przyjscia na zajecia w stanie "wczorajszym" i przypierd... w beton w czasie demonstracji tego podejscia, a potem wyjasnienie, ze tak sie nie robi. A nasi spece od kierowania ludzmi sa mistrzami swiata w lamianiu wszelkich praw - sprowadzajac to na drogi: jezdza po pijaku, pod prad, za szybko (a za to, ze samochod pana prokuratora jechal 150 km/h odpowiada jego kierowca! PODWLADNY odpowiada za przelozonego!) itp. itd. A potem trabia jacy to my jestesmy zli, bo sie nie stosujemy do przepisow, ktore w pocie swych umiarkowanych obliczek wymodzili dla naszego dobra! Moje przeczulenie na bolszewizm wynika z lat obserwacji degrengolady wladzy (trwajacej do dzis...) i z osobistego, popartego doswiadczeniem przeswiadczenia, ze jak doszlo sie odpowiednio wysoko (bycie instruktorem czy nawet egzaminatorem, to nic w porownaniu z czlowiekiem, od ktorego zalezy "tylko" znakowanie drog, po ktorych jezdza miliony aut!), trzeba byc naprawde dobrym i ODPOWIEDZIALNYM za to co sie robi! Nie widze tego o waaadzy i reaguje na to chorobliwa wysypka! pzdr Odpowiedz Link Zgłoś