Dodaj do ulubionych

Dojeżdżanie na luzie do świateł

23.06.06, 20:06
Mam prawko blisko 9 lat. Zawsze sobie dojeżdzałem spokojnie na luzie do świateł, choć na kursie uczyli mnie inaczej.

Teraz robiłem kolejną kategorię i znowu na mnie krzyczeli za te dojeżdżanie na luzie.

Ja przepraszam, ale nie rozumiem (i instruktor nie umiał wyjaśnić tylko mówił "nie filozuj, bo oblejesz".): jaki to ma cel?

Rozumiem, gdyby uklad hamulcowy byl zalezny od obrotow - ale nie jest, ba w zbiorniku ciezarowki jest wystarczajaco powietrza na kilka(naście) hamowań!

Jedyny argument z jakim sie spotkałem, to to, że jak ktoś mnie z tyłu zacznie doganiać, to musze mu móc uciec. Ale przepraszam jak jadę na wysokim biegu (osobowym na 4, ciezarowym na 6 załóżmy) i się turlam 30 do świateł, to będę miał na tej 4/6 dobre przyśpieszenie? A gó.. prawda. Musiałbym zredukować. To już szybciej wbić odpowiedni do prędkości bieg z luzu.

Może zatem powinienem szuflować wszystkimi biegami po kolei? No ale nie róbmy z nas pederastów - kto tak robi i po co?

Ktoś ma pomysł, dlaczego tak na kursach wymagają? (co ciekawe to jakiś polski wymysł, bo w niemcowni podobno tego nie ma).
Obserwuj wątek
    • mundry_inaczej Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 20:14
      Też to zauważyłem i nie rozumiem. Na kursie uczyli mnie, że na biegu zwalniam do
      30km/h (nawet na czwórce czy piątce) i nie wrzucam luzu, bo muszę mieć możliwość
      dania gazu jakby coś się działo. Ale kto przy 30km/h na piątym biegu chce żwawo
      ruszyć? Pomijam kwestie spalania paliwa, bo uczyłem się jeździć na starych
      silnikach, bez elektronicznego wtrysku.
    • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 20:15
      tez do swiatel dojezdzam na luzie zerkajac co jakis czas w lusterko czy mi ktos
      w kufer nie wjezdza.
    • Gość: poziomka Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.lodz.msk.pl 23.06.06, 20:22
      Ja też dojeżdżam na luzie do świateł i jak jest potrzeba przyspieszenia bo np.
      żmieniło się światło to wrzucam odpowiedni bieg. I tez zastanawiam sie dlaczego
      na kursach tego zabraniają, ztego co pamietam z mojego kursu tez nie wolno było
      tak robic.
      • tiges_wiz Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 20:45
        moze dlatego, ze dojezdzajac na biegu jest odciecie paliwa? o portfele wasze dbaja.
        • Gość: mundry Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.chello.pl 23.06.06, 21:12
          A jak uzasadnisz taką zasadę w czasach, gdy o odcięciu paliwa nie było mowy (ja
          się uczyłem na dużym fiacie;)? Czy jest jakiś inny powód dojeżdżania na biegu?
          • tiges_wiz Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 13:31
            oszczednosc klockow hamulowych (drogie byly ;) )
            chlodniejsze hamulce zazwyczaj dzialaja skuteczniej niz rozgrzane.
    • klemens1 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 22:17
      Chodziło chyba o wyrobienie nawyku przydatnego zimą.
      Ortodoksi, z tego co słyszałem, zalecali kolejne redukcje biegów.
      • Gość: X Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.06, 22:44
        Redukcja biegów przed "światłami" ma sens, ale głupie uczenie, że musisz być na
        biegu , to bezsens.

        Inna historia jest z "automatikiem" . Tam absolutnie nie wolno wrzucać na LUZ
        (można zniszczyć skrzynię biegów).
      • Gość: aaaaa Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 26.06.06, 05:36
        klemens1 napisał:

        > Chodziło chyba o wyrobienie nawyku przydatnego zimą.
        > Ortodoksi, z tego co słyszałem, zalecali kolejne redukcje biegów.

        chyba nie myslisz ze zima kolejne redukcje sa bezpieczniejsze niz jazda na
        luzie i odpowiednie hamowanie ?
        odpowiednie utrafienie z obrotami przy redukcjach dla 99% kierowcow skonczy sie
        przymusowym poslizgiem
    • crannmer Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 22:44
      Na ten temat bylo juz wiele dyskusji. Przytoczone przez zwolennikow argumenty
      (ucieczka, wspomaganie, lepsze panowanie nad samochodem itp.) sa bez wyjatku
      wydumane i nie wytrzymuja najprostszej analizy.

      Mam prawko od blisko 19 lat. Zarowno na B, jak i na CE instruktorzy ostrzegali
      mnie, ze za luz mozna nie zdac. Aczkolwiek i jeden i drugi przyznal, ze to bujda
      i jak bede sam jezdzil, to moge to robic, jak chce. I tak tez robie.

      Nie ma sytuacji, w ktorej pozostanie na najwyzszym biegu podczas toczenia sie
      przy predkosciach 30 m/h i mniejszych dawaloby jakakolwiek korzysc.

      MfG

      C.
      • Gość: X Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.06, 22:48
        .....z Dizlowskim silnikiem, to inna historia .
        Jeżeli takim pojazdem (cięęęęężkim) wrzucisz na "LUZ", to pojazd czasami
        przyspiesza ,a nie hamuje silnikiem .
        • mundry_inaczej Re: Przy ciężkich pojazdach..... 24.06.06, 00:04
          Perpetuum mobile! Nie dostarczasz energii,a samochód przyspiesza! Opatentuj to
          Einsteinie!
          • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 14:42
            wracaj do szkoły....
            • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 14:43
              zapomniałem dopisać - od kiedy to przyspieszanie ma związek z ENERGIĄ ?
              • Gość: mundry Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.chello.pl 24.06.06, 17:19
                Nie dostarczasz energii na płaskim terenie, samochód ma opory powietrza i opory
                toczenia, a mimo wszystko przyspiesza? A co ma energia do przyspieszenia?
                Przyspieszając zwiększasz prędkość, czyli energię kinetyczną. Do szkoły?
                • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 19:28
                  Zdaje się, że a = F / m....

                  Tłumaczyć dalej?
                  • Gość: mundry Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.chello.pl 24.06.06, 19:36
                    Chętnie posłucham braku związku z dokładaniem energii,a przyspieszaniem.
                    Dlaczego w takim razie samochody palą paliwo (czyli właśnie dorzucają energii do
                    układu), skoro ciężkie samochody na luzie same z siebie przyspieszają?
                    • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 19:53
                      okej.

                      Więc ogólnie jest tak. Wyobraź sobie, że masz pakę w samochodzie, i na niej powiedzmy ze trzy tony. Silnik pali sobie paliwko, żre energię. Powiedzmy, że dbasz o to, żeby pedał gazu był cały czas w tej samej pozycji. Zrzucasz z paki te dwie tony. I co? Samochodzik przyspieszył? A czemu? Przecież pali tyle samo paliwa.

                      Wyobraź sobie, że jedziesz pod cholerny wiatr, no normalnie wiatr 100kmh. Nagle wiatr ustaje, samochód przyspiesza, a przecież pali tyle samo paliwa (==zużywa tyle samo energii)!

                      Więc teraz z tym luzem to jest tak: silnik samochodu co prawda samochód napędza (daje mu energię), ale w momencie puszczenia pedału gazu - ten silnik powoduje opór toczenia (no bo to koła kręcą silnikiem). Gdy wysprzęglisz - opór znika, siła wypadkowa się zmienia i samochód zmienia przyspieszenie na ten skutek.

                      A teraz jeszcze ciekawsza rzecz! Patrz, jedziesz samochodem, nagle się robi z górki. Oczywiście dbasz o to, żeby silnik pracował na tych samych obrotach co na płaskim! Patrz, przyspieszył! A przecież zużywa tyle samo energii!

                      Więc ogólnie to jest tak - na ruch pojazdu składa się kilka sił - nie wnikając w szczegóły - siła ciężkości, siła tarcia i siła oporu powietrza. Nawiasem mówiąc, siła tarcia powoduje, że samochód jedzie. Siła tarcia wynika z tego, że koła dotykają podłoża (no i się obracają). Obracają się, bo silnik zużywając energię (paliwo) je napędza. Jednak, na ruch składa się wiele sił, więc jak widzisz - nie tylko od silnika zależy prędkość.

                      Samochód poruszając się, ma jakąśtam energię (kinetyczną, potencjalną). I tyle. Ta energia którą ma poruszając się (którą można zużyć, uderzając w coś; którą należy wytracić hamując) pochodzi w jakiś sposób z energi spalanego paliwa, ale i również z energi potencjalnej itp itd...

                      Aha - odpowiadam na pytanie:
                      > Chętnie posłucham braku związku z dokładaniem energii,a przyspieszaniem.
                      > Dlaczego w takim razie samochody palą paliwo (czyli właśnie dorzucają energii d
                      > o
                      > układu), skoro ciężkie samochody na luzie same z siebie przyspieszają?

                      Samochody palą paliwo, bo należy dostarczyć energi, która zaburzy równowagę sił (samochód przyspieszy). Można to również zrobić, pchając samochód lub staczając go z góry.

                      Tu nie chodzi o to, że samochód jest ciężki, lub też że sam przyspiesza. Chodzi o króciuteńki moment przyspieszenia po wysprzęgleniu.

                      Jęśli czegoś nie zrozumiałeś, to chętnie odpowiem.
                      • Gość: mundry Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.chello.pl 24.06.06, 20:02
                        Po 1 - jest mowa o terenie płaskim.
                        Po 2 - po wysprzęgleniu samochód zwalnia wolniej, ale zwalnia.
                        "Gdy wysprzęglisz - opór znika,
                        > siła wypadkowa się zmienia i samochód zmienia przyspieszenie na ten skutek."
                        Znika opór silnika na kołach, nie znika opór toczenia (np. tarcie łożysk itp),
                        opór powietrza. Powoduje zwalnianie samochodu. Wolniejsze zwalnianie po
                        hamowaniu silnikiem daje złudny efekt przyspieszania.
                        • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 20:09
                          Oczywiście, że mowa o terenie płaskim. Wszelnie nierówności zostały użyte do uwypuklenia pewnych zjawisk.

                          Opór toczenia nie zmienia się (te łożyska i tym podobne) - i o to właśnie chodzi! Zmienia się jedna rzecz - silnik! _Nie napędzający_ silnik jest głównym źródłem oporu (na płaskim terenie, rzecz jasna). Gdy odłączysz silnik (sprzęgłem) to właśnie ta duża siła znika. W pewnych warunkach zapewne spowoduje przyspieszanie (krótkotrwałe).
                          • Gość: mundry Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.chello.pl 24.06.06, 20:25
                            W jakich warunkach? Wyjaśnijmy
                            Jedziesz na biegu bez gazu, opór stanowią trzy rzeczy - w 80% silnik, w 10%
                            opory toczenia, w 10% opór powietrza (dane z sufitu tylko dla przykładu).
                            "Odłączasz" sprzęgłem silnik, samochód nadal wytraca prędkość, bo pozostają
                            opory powietrza i opory toczenia. Mamy wrażenie, że samochód dostaje "kopa", że
                            zaczyna przyspieszać, ale on tylko wolniej zwalnia, ale nadal zwalnia, bo
                            działają jeszcze owe dwie siły. Zgadzasz się ze mną, że to tylko chwilowe wrażenie?
                            • Gość: tom Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.06.06, 20:48
                              Szczerze mówiąc, to zależy od tego, jak bardzo ten silnik obciąża (hamuje) pojazd. Zdaje mi się, że jednak bardzo, i samochód przyspiesza. Tu zaczyna mieć znaczenie masa pojazdu, bo wchodzi siła bezwładności (której zwrot jest zgodny ze zwrotem poruszania się pojazdu, mówiąc wektorowo)
                              • Gość: mundry Re: Przy ciężkich pojazdach..... IP: *.chello.pl 24.06.06, 21:06
                                To nie jest zachowanie momentu pędu, że silnik "wyskakuje" z samochodu i
                                odbijając się od niego nadaje mu jakiś pęd. Po prostu jedna z trzech sił
                                hamujących przestaje działać, dwie pozostałe się nie zmieniają, samochód nie
                                jest napędzany. Jaki wniosek? Samochód zwalnia.
                              • zgryzliwy1 Re: Przy ciężkich pojazdach..... 26.06.06, 06:20
                                Gość portalu: tom napisał(a):

                                > Szczerze mówiąc, to zależy od tego, jak bardzo ten silnik obciąża (hamuje)
                                > pojazd. Zdaje mi się, że jednak bardzo, i samochód przyspiesza. Tu zaczyna
                                > mieć zna czenie masa pojazdu, bo wchodzi siła bezwładności (której zwrot jest
                                > zgodny ze zwrotem poruszania się pojazdu, mówiąc wektorowo)

                                Szczerze mówiąc, to .....juz widac ze wiesz o swojej wpadce ,ale ni chu chu nie
                                mozesz tego przyznac

                                jest sila "napedowa" (bezwladnosci) ktora stale sie zmniejsza z powodu tych
                                podanych sil hamujacych - jedna znika ale pozostale dalej hamuja tylko slabiej
                                to skad sie bierze dodatkowa sila powodujaca to przyspieszenie ????????
                      • zgryzliwy1 Re: Przy ciężkich pojazdach..... 26.06.06, 06:09
                        Gość portalu: tom napisał(a):

                        > Więc ogólnie jest tak. Wyobraź sobie, że masz pakę w samochodzie, i na niej
                        > powiedzmy ze trzy tony. Silnik pali sobie paliwko, żre energię. Powiedzmy, że
                        > dbasz o to, żeby pedał gazu był cały czas w tej samej pozycji. Zrzucasz z
                        > paki te dwie tony. I co? Samochodzik przyspieszył? A czemu? Przecież pali
                        > tyle samo paliwa.

                        nie pali tyle samo

                        > Wyobraź sobie, że jedziesz pod cholerny wiatr, no normalnie wiatr 100kmh.
                        > Nagle wiatr ustaje, samochód przyspiesza, a przecież pali tyle samo paliwa
                        > (==zużywa tyle samo energii)!

                        nie zuzywa tyle samo energii

                        > A teraz jeszcze ciekawsza rzecz! Patrz, jedziesz samochodem, nagle się robi z
                        > górki. Oczywiście dbasz o to, żeby silnik pracował na tych samych obrotach co
                        > na płaskim! Patrz, przyspieszył! A przecież zużywa tyle samo energii!

                        te same obroty a przyspieszyl !!!!
                        no i jedziesz z gorki ta sama szybkoscia co na rownym i pali Ci tyle samo ?
                        nawet nie chce wiedziec co to masz za "wynalazek" bo pewnie mnie na taki i tak
                        nie stac

                        > Samochody palą paliwo, bo należy dostarczyć energi, która zaburzy równowagę
                        > sił (samochód przyspieszy).

                        a moj "zre" energie-paliwo a jedzie ze stala szybkoscia - jakis wyjatek ?
                  • zgryzliwy1 Re: Przy ciężkich pojazdach..... 26.06.06, 05:51
                    Gość portalu: tom napisał(a):

                    > Zdaje się, że a = F / m....
                    >
                    > Tłumaczyć dalej?

                    sprobuj moze Ci sie uda !

                    troche podpowiem

                    1. ten wzor nie oznacza ze przyspieszenie to sila dzielona przez mase ,ale ze
                    tylko tak sie je wylicza
                    tak samo jak szybkosc to nie droga dzielona przez czas ,tylko tak sie ja wylicza

                    2. tym wzorem mozesz wyliczyc przyspieszenie w ....kosmosie ,czyli w warunkach
                    braku innych sil (tu sily oporu) dzialajacych na pojazd
                    • mundry_inaczej Re: Przy ciężkich pojazdach..... 26.06.06, 07:32
                      Zgryzliwy,nic dodać,nic ująć:
      • zbig72 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 23.06.06, 23:17
        niezgodzę się :)

        zawsze dojeżdżałem na luzie ale ostatnio wyrobiłem w sobie nawet hamowania
        silnikiem - choćby dlatego że dojeżdżając do świateł kiedy się zmieniają mogę
        od razu przyspieszyć...

        poza tym cały czas mam kontrolę nad samochodem - te sekundy kiedy widząc
        zagrożenie musisz wrzucić bieg, a przez ten czas jesteś zupełnie bezradny, mogą
        być w niektórych sytuacjach bezcenne

        zresztą co to komu przeszkadza czy tak czy tak - niech każdy robi jak komu
        wygodnie...
      • simr1979 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 10:03
        crannmer napisał:


        > Nie ma sytuacji, w ktorej pozostanie na najwyzszym biegu podczas toczenia sie
        > przy predkosciach 30 m/h i mniejszych dawaloby jakakolwiek korzysc.

        Zmniejsza zużycie paliwa.....
        Ale to drobiazg - problem polega na tym , że "luzaccy" Kierownicy nie właczają
        położenia neutralnego przy 20-30 km/godz, tak jak piszesz - oni to robią przy
        50-u,60-u, a nawet wyższej prędkości, w odległości np. 200 m od skrzyżowania na
        którym zapala się czerwone, albo na szosie, za wolno jadącą cięzarówką
        ciężarówką (wtedy w momencie "luzowania" mają zwykle ok. 80).
        Trwoga i żenada, nawet pisać się nie chce.......
    • pieprz.kajenski Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 24.06.06, 13:50
      jak dostrzegam z daleka, ze bedę się musiał zatrzymać, to dojeżdżam na luzie
      odpowiednio wcześniej wrzuconym, ale jesli dojeżdżam do skrzyżowania gdzie już
      nie ma miejsca na spokojne toczenie się , bo zaraz trzeba zacząć i tak hamować,
      to nie wrzucam luzu, ani nie wciskam sprzegła, tylko hamuje silnikiem i w
      końcowej fazie hamulcem. Przy codziennym stosowaniu tej zasady zapewne hamulce
      (tarcze i klocki) zdecydowanie więcej posłużą. Innych argumentów poza jazda na
      śliskim nie widzę, no i to odcięcie paliwa.
      • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 21:52
        pieprz.kajenski napisał:

        > jak dostrzegam z daleka, ze bedę się musiał zatrzymać, to dojeżdżam na luzie
        > odpowiednio wcześniej wrzuconym, ale jesli dojeżdżam do skrzyżowania gdzie już
        > nie ma miejsca na spokojne toczenie się , bo zaraz trzeba zacząć i tak hamować,
        > to nie wrzucam luzu, ani nie wciskam sprzegła, tylko hamuje silnikiem i w
        > końcowej fazie hamulcem.

        Ja także robię podobnie...
    • mejson.e Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 24.06.06, 21:38
      Nie jeździłem cięższym od dostawczaka pojazdem i być może nie znam wszystkich
      niuansów jazdy czyms takim ale może faktycznie chodzi o stabilność i dodatkową
      asekurację hamulców.
      To jeżdżące kilkadziesiąt ton i nie można tego porównać z osobowym.

      Co do mnie, to nigdy nie dojeżdżam na luzie - jak chcę się toczyć, a nie
      zwalniać intensywnie, to wrzucam piątkę - nawet przy 30-40/h - i hamuję pod
      koniec, wciskając sprzęgło tuż przed zatrzymaniem.
      Wszystko oczywiście w granicach rozsądku - bez tamowania ruchu.

      Klocki wystarczają mi na 60 kkm a w godzinach szczytu średnie spalanie nie
      przekracza 6l./100km (panda 1.1 benzyna).

      Ale jak napisałem wyżej - nie znam niuansów jazdy ciężkim sprzętem (poza
      ciągnikiem rolniczym...).

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • tiges_wiz Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 09:16
        w ciezarowkach jest to problem ... bylo juz kilka wypadkow, ze gosc hamowal
        hamulcami a nie silnikiem i nagle byl zjazd i okazalo sie ze gorace hamulce nie
        dzialaja.
    • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 09:19
      Nie lubie jezdzić generalnie na biegu i hamować z włączonym biegiem od taka
      niczym nie usprawiedliwiona fobia. Ale zawsze ciekawiło mnie dlaczego taki
      sposób jazdy jest preferowany. Oczywiscie wszelkie takie tłumaczenia o
      bezpieczeństwie jakoś mnie nie przekonują.
      Natomiast kiedyś wpadł mi w rece opis układu hamulcowego bodajże Zuka albo
      Nysy. Otóż tam przynajmniej w pierwszych modelach nie było regulatorków szczek.
      W efekcie układ w miarę używania miał coraz wieksze i w dodatku zapewne
      nierównomierne odległości szczeki od bębna. W tej sytuacji oszczedność w
      użytkowaniu hamulców była wskazana. Regulacja była ręczna i w dodatku do
      robienia co 3000 km. To mogło by usprawiedliwiac doktrynalne podejście
      szczególnie starszych kierowców do hamowania silnikiem.
    • kkamyczek Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 11:34
      Ja zrobiłam prawo jazdy kilka miesięcy temu i uczono mnie, że przed światłami
      redukuje się biegi a nie hamuje na wysokim biegu. Więc nie wiem gdzie tak uczą
      jak piszesz....
      • simr1979 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 11:49
        kkamyczek napisała:

        > (...) uczono mnie, że przed światłami
        > redukuje się biegi a nie hamuje na wysokim biegu.

        :)) ...redukcja biegów podczas hamowania odbywa się głownie na rajdach
        samochodowych, a w normalnym życiu to co najwyżej w zimie na bardzo śliskiej
        nawierzchni (śnieg, gołoledź)....
        Czym predzej zopomnij czego Cię uczono na kursie [oprocz KD rzecz jasna ;)] i
        zdaj na własny zdrowy rozsądek.. :D
        • Gość: gluś Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.06, 12:34
          simr1979 napisał:

          > kkamyczek napisała:
          >
          > > (...) uczono mnie, że przed światłami
          > > redukuje się biegi a nie hamuje na wysokim biegu.
          >
          > :)) ...redukcja biegów podczas hamowania odbywa się głownie na rajdach
          > samochodowych, a w normalnym życiu to co najwyżej w zimie na bardzo śliskiej
          > nawierzchni (śnieg, gołoledź)....
          > Czym predzej zopomnij czego Cię uczono na kursie [oprocz KD rzecz jasna ;)] i
          > zdaj na własny zdrowy rozsądek.. :D


          może ma dziewczyna więcej od Ciebie tego rozsądku - a rozsądek podpowiada jednak
          redukować biegi przy zwalnianiu.. rozpowszechnienie tego zwyczaju pozwoliłoby
          zmniejszyć korki i tłok na skrzyżowaniach! poza tym oszczędność paliwa oraz
          klocków (w swoim samochodzie mam drugi od nowości komplet, przejechane 105000)
          • Gość: Olo Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.kat.3s.pl 26.06.06, 12:43
            bardzo ciekawe. Ty chyba nie jeździsz za dużo ;-), jak zrobiłem prawko tez się
            bawiłem w takie rzeczy. Hamowanie silnikiem owszem, ale redukcja biegów, to
            raczej dla zabawy, a nie w codziennym jeźdżeniu.
            • kkamyczek Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 13:10
              przede wszystkim jeżdżę krótko, bo auto mam od kwietnia. Owszem, czasem
              dojeżdżam na luzie, bo tak jest łatwiej. Ale staram się przynajmniej czasem
              hamować silnikiem. Ja pisałam nie o tym jak ja jeżdżę, tylko jak się uczy teraz
              na kursie! Bo autor postu pisze, że uczą w ogóle dziwacznie. Miałam dwóch
              instruktorów i obaj uczyli redukcji biegów.
            • tymon99 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 19:48
              Gość portalu: Olo napisał(a):

              > bardzo ciekawe. Ty chyba nie jeździsz za dużo ;-), jak zrobiłem prawko tez się
              > bawiłem w takie rzeczy. Hamowanie silnikiem owszem, ale redukcja biegów, to
              > raczej dla zabawy, a nie w codziennym jeźdżeniu.

              a jak sobie wyobrażasz skuteczne hamowanie silnikiem bez redukcji? i kto ci
              broni mieć trochę zabawy z codziennego jeżdżenia? jesteś chyba częścią
              odpowiedzi na dręczące mnie od jakiegoś czasu pytanie: czemu ci ludzie w
              samochodach są tacy ponurzy? po kiego grzyba jeżdżą, skoro nie sprawia im to
              choć odrobiny przyjemności? gdy mnie nudzi samochód, jeżdżę skuterem. albo
              pociągiem. albo w ogóle nie jadę..
      • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 13:26
        kkamyczek napisała:

        > Ja zrobiłam prawo jazdy kilka miesięcy temu i uczono mnie, że przed światłami
        > redukuje się biegi a nie hamuje na wysokim biegu. Więc nie wiem gdzie tak
        uczą jak piszesz....

        zagadka sie rozwiazala, juz wiem czemu moja siostra, ktora niedawno zrobila
        prawo jazdy i przez chwile z nia jezdzilam, pytala sie czy ma redukowac jak
        zwalnia a ja nie bardzo wiedzialam o co jej chodzi bo....ja nie redukuje, jade
        tyle ile sie da na wysokim biegu i albo wrzucam na luz albo redukuje z 5 np. do
        3 albo i 2, rzadko mi siew zdarza klasyczna redukcja 5-4-3-2.
    • tymon99 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 26.06.06, 12:41
      tomek854 napisał:

      > Może zatem powinienem szuflować wszystkimi biegami po kolei? No ale nie róbmy z
      > nas pederastów - kto tak robi i po co?

      ja tak robię.. po to żeby:
      1. jeśli zmienią się światła, być natychmiast gotowym do przyspieszania
      2. uniknąć zablokowania kół, jeśli hamując wjadę na coś śliskiego (mam abs, ale
      drażni mnie jego dźwięk)
      3. móc sobie posłuchać dźwięku hamującego silnika :)
      4. to już sprawa subiektywna: przy zasprzęglonym silniku mam poczucie lepszej
      kontroli nad samochodem
      5. gdy ucząc się jeździć wrzucałem luz przed skrzyżowaniem, instruktor mówił mi
      że jeżdżę jak ciota - i to wryło mi się w pamięć, nie chcę jeździć jak ciota
      • Gość: X Dlaczego na kursach uczą hamowania..... IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 26.06.06, 13:23
        .......z redukcją biegów (hamowanie silnikiem) ?
        M.in. dlatego, aby świeży kierowca na początku zimy lub jadąc z górki nie
        spowodował niepotrzebnego wypadku :-)
      • Gość: ssss Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.chello.pl 26.06.06, 22:45
        > 4. to już sprawa subiektywna: przy zasprzęglonym silniku mam poczucie lepszej
        > kontroli nad samochodem

        to nie jest sprawa subietywna tylko całkiem obiektywna - na luzie masz zero
        ("0") kontroli nad samochodem - hamując silnikiem szybciej reagujesz na
        potencjalne zagrożenie
        • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 14:06
          Gość portalu: ssss napisał(a):

          > ...na luzie masz zero
          > ("0") kontroli nad samochodem - hamując silnikiem szybciej reagujesz na
          potencjalne zagrożenie...

          Ta teza wymaga jednak udowodnienia.
          Majac auto na biegu w razie nawet stosunkowo lekkiego hamowania na śliskiej
          nawierzchni zablokujesz koła i zgasisz silnik.
          To przykład na nie a jaki dasz na tak! Jakisz to element po wysprzegleniu
          powoduje utrate kontroli nad pojazdem? Co takiego może się zdarzyć na co
          szybciej zareagujesz mając zasprzeglony silnik?
          • Gość: aaaaa Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 27.06.06, 14:15
            jane14 napisała:

            Co takiego może się zdarzyć na co
            > szybciej zareagujesz mając zasprzeglony silnik?

            mozesz hamowac i przyspieszac a na luzie tylko hamowac
            czasem moze sie przydac
            • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 14:22
              Tak, tylko kto przyspiesza dojeżdzając do skrzyżowania i robi to na tyle nagle
              by czas na wrzucenie biegu miał znaczenie. Chyba, że ktoś zamierza przebijać
              sie przez auta oczekujące na skrzyżowaniu na zielone. No ale to już raczej
              wyjątek niż reguła.
              • Gość: aaaaa Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 27.06.06, 14:34
                jane14 napisała:

                > Tak, tylko kto przyspiesza dojeżdzając do skrzyżowania i robi to na tyle
                > nagle by czas na wrzucenie biegu miał znaczenie.

                jezdzisz czasem autem ??
                nie wyobrazasz sobie sytuacji ze CZASEM np. z boku cos wyskoczy i trzeba bez
                zwloki uciec chcby pol metra dla unikniecia zderzenia ?
                • Gość: mundry Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.chello.pl 27.06.06, 15:56
                  Dojeżdżanie na biegu ma sens, gdy np. chcemy minąć pasem tylko dla skręcających
                  korek na skrzyżowaniu. Wtedy mamy lepszy start niż ci, co stoją.
                  • Gość: X ..... i gdy.... IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.06, 17:27
                    ....chcemy udawać "Rajdowca" :-)
                    • Gość: X Może powinienem...... IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 27.06.06, 17:34
                      ......otworzyć nowy "Temat" do dyskusji, ale leniwy jestem :-)

                      Te wszystkie końńńbinowania ze sprzęgłem są do D.... .

                      Polacy nawet nie potrafią sprawnie ruszyć "na światłach", a co dopiero
                      zahamować.

                      W krajach zachodnich (jeżeli ktoś jeździł/zauważył), to w momencie zmiany
                      światła na zielone - wszyscy ruszają (nawet ten 10-15 w kolejce) !
                      W Polsce ? Ten dziesiąty rusza dopiero po kiiiiiilkunaaaaaaastu sekundach(do 30
                      włącznie).
                      • iberia30 Re: Może powinienem...... 27.06.06, 17:48
                        Gość portalu: X napisał(a):

                        >> W Polsce ? Ten dziesiąty rusza dopiero po kiiiiiilkunaaaaaaastu sekundach(do
                        30włącznie).

                        A w Polsce, na zielonym gros dopiero szuka jedynki, nawet jesli znaja
                        synchronizacje swiatel na skrzyzowaniach na drodze, ktora
                        pokonuja....codziennie.Ale z drugiej nie ma sie co dziwic, skoro na kursie
                        prawa jazdy uczy sie tylko po to by ludzie zdali egzamin , po co uczyc
                        np.plynnej jazdy.
                        • kkamyczek Re: Może powinienem...... 28.06.06, 10:12
                          Iberio,
                          nie wiem kiedy robiłaś kurs, ale chyba dość dawno. Nie należy wypowiadać
                          sloganów jak sie ich wcześniej nie sprawdzi. Ja robiłam kurs niedawno, i wiele
                          razy z instruktorem przerabialiśmy jak to się normalnie jeździ, a nie - jak
                          zdać egzamin. Chcę powiedzieć, że na kursie można nauczyć się jeździć, jeśli
                          się chce. Nie uważam oczywiście siebie za super kierowce, bo za krótko jeżdżę,
                          jednak, możesz mi wierzyć, ze nie usiadłabym za kółkiem, gdybym nie czuła się
                          że wiem jak sobie poradzić (mam dwójkę dzieci).
                          • iberia30 Re: Może powinienem...... 28.06.06, 11:51
                            kkamyczek napisała:

                            > Iberio,
                            > nie wiem kiedy robiłaś kurs, ale chyba dość dawno.
                            no jakies 9 lat temu...

                            >Nie należy wypowiadać sloganów jak sie ich wcześniej nie sprawdzi.

                            moja siostra robila kurs w zeszlym roku, efekt jest taki ze owszem egzamin
                            zdala ale nie ma odwagi jezdzic sama, nie ona pierwsza nie ostatnia.


                            >Ja robiłam kurs niedawno, i wiele razy z instruktorem przerabialiśmy jak to
                            się normalnie jeździ, a nie - jak zdać egzamin.

                            znaczy ewenement jakis.

                            >Chcę powiedzieć, że na kursie można nauczyć się jeździć, jeśli się chce.

                            wybacz ale 20 godzin jazdy to wystarczy do tego zeby opanowac kilka manewroow i
                            nauczc sie wrzucac biegi.

                            > Nie uważam oczywiście siebie za super kierowce, bo za krótko jeżdżę,
                            > jednak, możesz mi wierzyć, ze nie usiadłabym za kółkiem, gdybym nie czuła się
                            > że wiem jak sobie poradzić (mam dwójkę dzieci).

                            a zdarzyla Ci sie sytuacja podbramkowa w ktorej np.wykazalas sie refleksem i
                            uniknelas kolizji , nawet nie ze swojej winy?
                            • kkamyczek Re: Może powinienem...... 28.06.06, 12:05
                              iberia30 napisała:

                              > >Nie należy wypowiadać sloganów jak sie ich wcześniej nie sprawdzi.
                              >
                              > moja siostra robila kurs w zeszlym roku, efekt jest taki ze owszem egzamin
                              > zdala ale nie ma odwagi jezdzic sama, nie ona pierwsza nie ostatnia.

                              ** jedna sytuacja na "nie", jedna na "tak", co daje 50% dobrych kursów ;)

                              > >Ja robiłam kurs niedawno, i wiele razy z instruktorem przerabialiśmy jak
                              > to
                              > się normalnie jeździ, a nie - jak zdać egzamin.
                              >
                              > znaczy ewenement jakis.

                              ** nie, po prostu chciałam sie nauczyć i "cisnęłam" instruktora, zmieniłam na
                              lepszego, zawsze gdy mówił "żeby zdać egzamin..." to ja pytałam "a jak będę
                              jeździć..."

                              > >Chcę powiedzieć, że na kursie można nauczyć się jeździć, jeśli się chce.
                              > wybacz ale 20 godzin jazdy to wystarczy do tego zeby opanowac kilka manewroow
                              i
                              > nauczc sie wrzucac biegi.

                              ** no to siostra Ci nie powiedziała wszystkiego ;)) kurs już od dłuższego czasu
                              to 30 godzin obowiązkowo, ja jeździłam 45
                              >
                              > > Nie uważam oczywiście siebie za super kierowce, bo za krótko jeżdżę,
                              > > jednak, możesz mi wierzyć, ze nie usiadłabym za kółkiem, gdybym nie czuła
                              > się
                              > > że wiem jak sobie poradzić (mam dwójkę dzieci).
                              >
                              > a zdarzyla Ci sie sytuacja podbramkowa w ktorej np.wykazalas sie refleksem i
                              > uniknelas kolizji , nawet nie ze swojej winy?

                              ** nie wydaje mi się żeby ktokolwiek oczekiwał że po kursie nabierze się takich
                              właśnie umiejętoności, toz to oczywiste że tego nabywa się przez doświadczenie.
                              • iberia30 Re: Może powinienem...... 28.06.06, 17:25
                                kkamyczek napisała:


                                > ** jedna sytuacja na "nie", jedna na "tak", co daje 50% dobrych kursów ;)

                                no ja bym nie byla taka optymistka......

                                > ** nie, po prostu chciałam sie nauczyć i "cisnęłam" instruktora, zmieniłam na
                                > lepszego, zawsze gdy mówił "żeby zdać egzamin..." to ja pytałam "a jak będę
                                > jeździć..."

                                ewenement, bo ilu jest takich kursantow i takich instruktorow??Niewielu...

                                ** no to siostra Ci nie powiedziała wszystkiego ;)) kurs już od dłuższego czasu
                                > to 30 godzin obowiązkowo, ja jeździłam 45

                                niech jest i 30 i co?jakie sa efekty?Pomijam moja siostre ale ta cala reszta
                                nowicjuszy ktorzy "jezdza" po naszych drogach mowi sama za siebie....

                                > > a zdarzyla Ci sie sytuacja podbramkowa w ktorej np.wykazalas sie refleksem
                                i uniknelas kolizji , nawet nie ze swojej winy?

                                ** nie wydaje mi się żeby ktokolwiek oczekiwał że po kursie nabierze się takich
                                właśnie umiejętoności, toz to oczywiste że tego nabywa się przez doświadczenie.

                                no wlasnie, dobrze ze sama to napisalas, no wiec jesli zdarzy Ci sie taka
                                sytuacja wkrotce i wyjdziesz z niej calo to wtedy dopiero napisz , ze :

                                " ze nie usiadłabym za kółkiem, gdybym nie czuła się że wiem jak sobie
                                poradzić (mam dwójkę dzieci)."

                                to, ze masz dzieci i byc moze z nimi jezdzisz niczego nie dowodzi.
                                • kkamyczek Re: Może powinienem...... 29.06.06, 11:06
                                  Iberio,

                                  pisząc, bronię kursów, bo uważam że nauczyłam się więcej niż zmieniania biegów
                                  i ruszania. A umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji, to trochę inny
                                  temat.
                                  Uważam, że skoro Twój kurs był kiepski, czy Twojej siostry, czy "L-ki" które
                                  spotykasz robią błędy (po to przecież mają "L-kę"), to nie powód by
                                  dyskryminować wszytskich nowicjuszy. Pewnie spotkałaś się z kierowcami, którzy
                                  jeżdżą od lat, i jeżdżą bardzo źle.
                                  Uważam, że myślisz schematycznie, a to, że "L-ka" Tobie przeszkadza, to chyba
                                  pokazuje że Ty masz jakiś problem... czy to Twoje prywatne drogi?? Jak
                                  chodziłaś do szkoły i Ty nauczyłaś się szybciej niż inne dzieci, to też
                                  uważałaś, że pozostałe Ci przeszkadzają tym że jeszcze się nie nauczyły??

                                  • tomek854 Re: Może powinienem...... 30.06.06, 22:01
                                    Jest mnóstwo kierowców o długim stażu jeżdżących źle ale NIE ISTNIEJĄ
                                    doświadczeni kierowcy zaraz po kursie :-)
                                  • iberia30 Re: Może powinienem...... 01.07.06, 10:27
                                    kkamyczek napisała:

                                    > pisząc, bronię kursów, bo uważam że nauczyłam się więcej niż zmieniania
                                    biegów i ruszania.

                                    to pokaze praktyka...

                                    >A umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji, to trochę inny temat.
                                    nie do konca...

                                    > Uważam, że skoro Twój kurs był kiepski, czy Twojej siostry, czy "L-ki" które
                                    > spotykasz robią błędy (po to przecież mają "L-kę"), to nie powód by
                                    > dyskryminować wszytskich nowicjuszy.

                                    skoro wszyscy koncza takie super kursdy to skad sytuacja na naszych drogach
                                    jest jaka jest????

                                    > Uważam, że myślisz schematycznie, a to, że "L-ka" Tobie przeszkadza, to chyba
                                    > pokazuje że Ty masz jakiś problem... czy to Twoje prywatne drogi?? Jak
                                    > chodziłaś do szkoły i Ty nauczyłaś się szybciej niż inne dzieci, to też
                                    > uważałaś, że pozostałe Ci przeszkadzają tym że jeszcze się nie nauczyły??

                                    chyba nie zrozumialas....ale nie zamierzam ci tego tlumaczyc, piszac nowicjuszy
                                    nie mialam na mysli osoby, ktora skonczyla kurs miesiac czy 5 mies temu, ale
                                    rowniez tych co konczyli go 1-3 lata temu....
                            • pontus_euxinus Re: Może powinienem...... 28.06.06, 19:04
                              iberia30 napisała:

                              > a zdarzyla Ci sie sytuacja podbramkowa w ktorej np.wykazalas sie refleksem i
                              > uniknelas kolizji , nawet nie ze swojej winy?

                              a Ciebie nauczna tego na kursie? to jestes cudem jakims!
                              w twoim rozumowaniu dostrzegam cos pozytywnego... wg. Ciebie kurs prawa jazdy
                              powinien trwac dosc dlugo. I z tym sie zgadzam.
                              • iberia30 Re: Może powinienem...... 28.06.06, 19:21
                                pontus_euxinus napisał:

                                >
                                > a Ciebie nauczna tego na kursie?

                                czy gdziekolwiek napisalam, ze tego mnie nauczono?Nie
                                zrozumiales...trudno.Powiem wiecej mnie na kursie niewiele nauczono, widocznie
                                nie bylam pojetna a instruktorowi do idealu tez bylo daleko,

                                > to jestes cudem jakims!
                                > w twoim rozumowaniu dostrzegam cos pozytywnego... wg. Ciebie kurs prawa jazdy
                                > powinien trwac dosc dlugo. I z tym sie zgadzam.

                                to tez, poza tym kurs powinien mniej skupiac sie na rozwiazywaniu testow a
                                bardziej na mysleniu na drodze, mysleniu i przewidywaniu rowniez zachowan
                                innych uzytkownikow.
                        • pontus_euxinus Re: Może powinienem...... 28.06.06, 19:01
                          iberia30 napisała:

                          > Ale z drugiej nie ma sie co dziwic, skoro na kursie
                          > prawa jazdy uczy sie tylko po to by ludzie zdali egzamin , po co uczyc
                          > np.plynnej jazdy.

                          nie prawda. wielu uczy porzadnej jazdy, a ze ludzie kusza sie niekiedy na niska
                          cene, czy marke duzych szkol... to inna historia.
                          • iberia30 Re: Może powinienem...... 28.06.06, 19:23
                            pontus_euxinus napisał:

                            >
                            > nie prawda. wielu uczy porzadnej jazdy,

                            slucham???tak porzadnej , ze efekty mamy na naszych drogach.Wiesz jak widze L-
                            ke, ktora w okresie kiedy jest taki nakaz zamiast na swiatlach mijania jedzie
                            na pozycyjnych albo do skretu w prawo ustawia sie na srodku to szlag mnie
                            trafia-tak wiem, kazdy sie uczy i robi bledy szkoda tylko, ze jakos nie widac
                            postepow, a wrecz przeciwnie.

                            • pontus_euxinus Re: Może powinienem...... 28.06.06, 19:41
                              iberia30 napisała:

                              > slucham???tak porzadnej , ze efekty mamy na naszych drogach.

                              zacznij sama uczyc...
                              • iberia30 Re: Może powinienem...... 28.06.06, 21:10
                                pontus_euxinus napisał:

                                > zacznij sama uczyc...

                                powiedzial co wiedzial....
                • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 21:19
                  Gość portalu: aaaaa napisał(a):
                  > jezdzisz czasem autem ??
                  > nie wyobrazasz sobie sytuacji ze CZASEM np. z boku cos wyskoczy i trzeba bez
                  > zwloki uciec chcby pol metra dla unikniecia zderzenia ?

                  Tak czasem jeżdzę autem i ma ono 4,5 m jeśli ktoś z boku wyskoczy przedemną to
                  i tak musze hamować, jeżeli z boku to nawet nie zdąże zareagować bo najpierw go
                  usłyszę (bum) a potem zobaczę...
                  No ale ja nie jestem supermenem. Supermen pewnie zdązy przyspieszyć i ...
                  walnąc w stojących przed sobą. Przyjdzie mu to o tyle łatwiej, że bedzie
                  przecież patrzył na boki czy któś nie chce w niego wjechać.
                  P.S. To wyjaśnia dlaczego tak wolno wszyscy ruszaja ze skrzyżowania. Patrzą na
                  boki (nie przed siebie) czy coś w nich nie wjeżdza no i nie przyspieszaja,
                  skoro nic nie wjeźdza.
                  • zgryzliwy1 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 21:34
                    jane14 napisała:

                    > Tak czasem jeżdzę autem i ma ono 4,5 m jeśli ktoś z boku wyskoczy przedemną
                    > to i tak musze hamować, jeżeli z boku to nawet nie zdąże zareagować bo
                    > najpierw go usłyszę (bum) a potem zobaczę...

                    qrna chlopie,jestes bardziej zgryzliwy niz ja !

                    jakies metry ,auto z boku czy przodu itp. duperele
                    dorabiasz jakies filozofie do prostych spraw

                    przeciez chodzi mu o to ,ze czasem tak jak hamowanie tak i przyspieszenie moze
                    uratowac od wypadku
                    a majac luz nie zdazysz (czasami) wrzucic biegu i zwiac
                    Ty chyba faktycznie nie jedziles jeszcze autem skoro nie mozesz sobie wyobrazic
                    takich sytuacji
                    • sum_tzw_olimpijczyk Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 21:40
                      Jak jedziesz 40km/h na piątce to rzeczywiście depnięcie w gaz da Ci od razu
                      drugą kosmiczną.
                      • zgryzliwy1 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 27.06.06, 23:47
                        sum_tzw_olimpijczyk napisał:

                        > Jak jedziesz 40km/h na piątce to rzeczywiście depnięcie w gaz da Ci od razu
                        > drugą kosmiczną.

                        a Ty oczywiscie zawsze jak trzeba przyspieszyc jedziesz tylko 40 i zawsze masz
                        wtedy 5 bieg !!!
                        ludzie czy wy nie rozumiecie o czym sie tu mowi ?
                        zero-jedynkowi jestescie czy jak :-((

                        nikt nie twierdzi ze zawsze to ratuje z opresji ,ale zaleznie od sytuacji
                        ktorych nie da sie przewidziec ,raz hamowanie a innym razem wlasnie
                        przyspieszenie moze uratowac dupe

                        tyle i nic wiecej
                        • zbig72 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 09:48
                          dokładnie - i dlatego nie ma co "luzować" bo nigdy nie wiadomo co się na drodze
                          wydarzy więc po co pozbawiać się możliwości ewentualnego uniknięcia wypadku -
                          ja raz miałem sytuację, w której właśnie depnięcie na chwilę na gaz pozwoliło
                          mi uniknąć wypadku (nie byłby z mojej winy ale szkodę bym miał)
                        • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 22:19
                          > a Ty oczywiscie zawsze jak trzeba przyspieszyc jedziesz tylko 40 i zawsze masz
                          > wtedy 5 bieg !!!
                          > ludzie czy wy nie rozumiecie o czym sie tu mowi ?

                          Wlasnie o tym, o czym on pisze. O to pytałem zakładajć wątek. Po grzyba mam
                          dojeżdzac na piątce do skrzyżowania?

                          Redukowanie to co innego. Tu wiem po co się to robi, ale przeważnie dojeżdżając
                          do świateł nie masz takiej potrzeby. Natomiast nie wiem, co ma dać dojeżdżanie
                          do skrzyżowania na 5-tce.

                          U mnie na kursie (kat. C) zaczęto na mnie krzyczeć że dojezdżam na luzie, to
                          zacząłem redukować, to zaczęto na mnie krzyczeć "chcesz skrzynię zarżnąć" a jak
                          zapytałem jaki cel ma dojeżdżanie do świateł na piątce to się dowiedziałem tylko
                          "nie filozuj" ;-) I dlatego zacząłem ten wątek ;-)
                    • jane14 Jak zgryżliwy, zgryżliwemu... 27.06.06, 22:31
                      zgryzliwy1 napisał:

                      > przeciez chodzi mu o to ,ze czasem tak jak hamowanie tak i przyspieszenie
                      moze uratowac od wypadku

                      No czasem ..., ale mowa jest podobno o dojeżdzaniu do swiateł, nie ogólnie o
                      jeżdzeniu. No chyba że zmienił się temat?

                      > Ty chyba faktycznie nie jedziles jeszcze autem ...

                      No jak miałem jezdzić, skoro cały czas mam na luzie ?


          • tymon99 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 19:44
            ane14 napisała:


            > Majac auto na biegu w razie nawet stosunkowo lekkiego hamowania na śliskiej
            > nawierzchni zablokujesz koła i zgasisz silnik

            Raczej nie.. spróbuj się dowiedzieć, jak działa samochód.
      • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 22:22
        > ja tak robię.. po to żeby:
        > 1. jeśli zmienią się światła, być natychmiast gotowym do przyspieszania

        Na szczęście w Polsce po to mamy czerwone+żółte, żeby zdążyć wrzucić bieg ;-)

        > 2. uniknąć zablokowania kół, jeśli hamując wjadę na coś śliskiego (mam abs, ale
        > drażni mnie jego dźwięk)

        Czekaj, nie bardzo rozumiem. Toczy się samochód na luzie, wjeżdża na śliskie i
        tak same z siebie koła mu się blokują? :-)

        > 3. móc sobie posłuchać dźwięku hamującego silnika :)
        > 4. to już sprawa subiektywna: przy zasprzęglonym silniku mam poczucie lepszej
        > kontroli nad samochodem
        > 5. gdy ucząc się jeździć wrzucałem luz przed skrzyżowaniem, instruktor mówił mi
        > że jeżdżę jak ciota - i to wryło mi się w pamięć, nie chcę jeździć jak ciota

        O tak, to rzeczywiście są argumenty. A masz poprzyciemniane klosze i pierdzący
        tłumik? Bo podobno w pewnych kręgach jak sie tak nie ma, to sie jest ciotą ;-)
    • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 10:35
      Polecam zapisac sie do jakies szkoly wyzszej jazdy. oducza jazdy na luzie, bo
      najnormalniej jest to niebezpieczne, szczegolnie w warunkach ziomowych.
      Wylaczajac bieg, wciskajac sprzego, pozbywacie sie bardzo dobrego i skutecznego
      hamulca - silnika! Przy umiejetnej redukcji biegow mozna jezdzic bez uzycia
      hamulca roboczego.

      Zagadga: Jak bedziecie zjezdzac z gor?
      • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 11:45
        pontus_euxinus napisał:

        >>> Zagadga: Jak bedziecie zjezdzac z gor?

        jesli droga jest prosta i pusta to np.na luzie, ale jesli sa to zakrety lub
        serpentyny wtedy na biegu.

        • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 18:38
          iberia30 napisała:

          zycze powodzenia.

          > jesli droga jest prosta i pusta to np.na luzie,

          a jesli na koncu tej prostej bedzie zakret?:)

          polecam:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=44105454&a=44355513
          • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 19:57
            pontus_euxinus napisał:


            > zycze powodzenia.
            > a jesli na koncu tej prostej bedzie zakret?:)

            to moja prawa stopa nacisnie srodkowy pedal.
            • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 20:34
              iberia30 napisała:

              > to moja prawa stopa nacisnie srodkowy pedal.

              powodzenia:)
            • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 22:30
              Taką metodę jeżdżenia miał mój zmiennik podczas wyprawy do Turcji. Zjazd miał 11
              km i co jakiś czas zakręt. Zakazałem mu tak robić, ale się stawiał. Miałem
              jednak argument podstawowy: samochód jest pożyczony na moją odpowiedzialnośc i
              ma jechać jak mówię. Nie był przekonany, bo przecież samochód przed nami też
              jechał cały czas na hamulcach...

              Pod koniec zjazdu musieliśmy wyprzedzić samochód jadący przed nami, bo się nie
              dało już wytrzymać tego smrodu...

              dobrze pontus napisał - powodzenia... Byle za tym zakrętem nie było akurat
              któregoś z nas ;-)

              Nawet w którejś Chmielewskiej było bardzo ładnie opisane zjeżdżanie na hamulcu z
              górki ;-)
              • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 01.07.06, 10:24
                jesli dla ciebie zjazd po serpentynach =uzywanie hamulca to gratuluje, ja
                zjezdzam na biegu a hamulec w ostatcznosci, nie musze daleko szukac, jest taki
                zjazd w K-cach z Murckowskiej w Al.Gornoslaska-po luku w dol, ograniczenie do
                60 i...wiekszosc zjezdza na hamulcu a ja na biegu, pytanie po co uzywac
                hamulcow tam gdzie nie jest to konieczne?Swego czasue w zupelnie innym miejscu-
                rowniez kreta droga-zjazd w dol, auto przede mna uzylo hamulca kilkanascie razy-
                ja tylko kilka, noga z gazu i wystarczy.
                • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 01.07.06, 18:50
                  to do mnie bylo? To przeczytaj jeszcze raz co napisalem, bo chyba spudlowalas.

                  Ja wlasnie mowie, ze trzeba na biegu!
                  • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 01.07.06, 19:05
                    czytanie ze zrozumieniem to faktycznie trudna sztuk, cos o tym wiesz, prawda?
                    • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 02.07.06, 01:34
                      no, z obserwacji Ciebie :-)
      • tbernard Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 12:00
        > hamulca - silnika! Przy umiejetnej redukcji biegow mozna jezdzic bez uzycia
        > hamulca roboczego.

        A jak zatrzymać pojazd silnikiem, bez hamulca? Czy należy silnik gasić gdy
        już na tyle silnikiem wyhamowaliśmy, że na wolnych obrotach pojazd się toczy?
      • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 12:15
        OK wszystko zgoda, tylko czemu sztywna reguła !
        Wiele zalezy od konkretnej sytuacji. Tytuł watku jest jasny, nie góry, nie
        zakręty itd tylko dojazd do skrzyżowania gdzie pali sie czerwone swiatło i
        stoja jakieś autka. I co w tej sytuacji daje hamowanie silnikiem ? Czy istnieje
        realna nie wyimaginowana potrzeba mielenia skrzynią (pieć wysprzegleń i
        redukcji na dystansie rzedu 50 m) zamiast dotacznie sie z predkością 20-30/h i
        wrzucenie w razie zmiany świateł odpowiedniego do predkości biegu?
        Mimo tylu odpowiedzi nadal nie widze sensu ani wyzszości dla bezpieczeństwa
        takiego działania.
        • simr1979 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 12:23
          jane14 napisała:

          (...)
          > Mimo tylu odpowiedzi nadal nie widze sensu (...)

          Sens zobaczysz w tym samym momencie, w którym odróżnisz "mielenie 5-ma biegami"
          od dojazdu do miejsca zatrzymania na aktualnie załączonym biegu.
          Być może nastąpi to już niebawem - kiedy zaczniesz uczęszczać na kurs nauki jazdy ;)
          • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 12:46
            > Sens zobaczysz w tym samym momencie, w którym odróżnisz "mielenie 5-ma
            biegami" od dojazdu do miejsca zatrzymania na aktualnie załączonym biegu.

            Jezeli czytasz wszystkie wypowiedzi to wiesz już ze dojazd na jednym właczonym
            biegu bez stopniowej redukcji dostosowując bieg do aktualnej predkości, tez
            jest niezgodny ze sztuką bo ... nie.

            > Być może nastąpi to już niebawem - kiedy zaczniesz uczęszczać na kurs nauki
            jazdy

            No niestety bardzo mi przykro ale się nie wybieram. Tak wieć pozostaje mi tylko
            światłość twoich rad. Wieć moze wiecej konkretu bo twoja wypowiedz nadal jest w
            kategorii "NIE BO NIE"
        • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 18:36
          jane14 napisała:

          > OK wszystko zgoda, tylko czemu sztywna reguła !

          owszem. ruch drogowy jest nieprzewidywalny, wiec o sztywnej reglule nie mozna
          mowiec. Ale...

          [moje zdanie]
          Uwazam, ze dojazd do skrzyzowania na luzie jest niebezpieczne, a hamowanie
          samym hamulcem roboczym moze nie wystarczyc (szczegolnie na sliskim).
          [osobiscie _boje_sie_ jezdzic z osobami, ktore w taki sposob prowadza auto].

          Redukowac biegi wcale nie trzeba w kolejnosci 4-3-2-1.

          Uwazam, jako najbardziej prawidlowa.

          1) Zauwazamy czerwone swiatlo z wiekszej odleglosci.
          Noga z gazu (silnik dziala jako hamulec) wytracamy predkosc do ok. 30 km/h,
          wowczas 2. bieg i dalej zwalniamy silnikiem (hamulec roboczy wciaz nie jest
          uzywany).
          Jesli zachodzi potrzeba, wciaz czerwone... haulec i sprzego. Stop.
          Jesli zachodzi potrzeba, przelaczylo sie na zielone... mamy 2. bieg, startujemy.

          2) Zauwazamy czerwone dosc blisko.
          Noga z gazu. Hamulec roboczy. Zwalniamy dynamicznie. Nie ma mowy o wciskaniu
          sprzegla. Po co. Wciskajac sprzeglo, pozbywamy sie dobrego hamulca - SILNIKA,
          (pracujacego bez gazu)
          Sprzeglo w ostatnim etapie hamowania, by nie zgasl silnik.
          Ew. 2. bieg, jesli przelaczy sie swiatlo na zielone - start.

          3) Hamowanie z duzej predkosci.
          Hamulec roboczy wspomagany kolejna redukcja biegow.

          Radze pocwiczyc takie hamowanie, bedzie latwiej i bezpieczniej zima.
          • tymon99 czytać post pontusa!! 28.06.06, 19:55
            i uczyć się!! tak się powinno jeździć.. brawo!!
            • pontus_euxinus Re: czytać post pontusa!! 28.06.06, 20:37
              tymon99 napisał:

              > i uczyć się!! tak się powinno jeździć.. brawo!!

              dziekuje:)
          • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 21:56
            pontus_euxinus napisał:

            > Radze pocwiczyc takie hamowanie, bedzie latwiej i bezpieczniej zima.

            Rada dobra, szkoda, że nie zawiera ostrzeżenia.
            Wspomaganie hamulcem roboczym, hamowania silnikiem na śliskiej nawierzchni może
            doprowadzić, o czym pisałem do zgaszenia silnika i zablokowania kół i to na
            amen i czesto przy sporej predkosci.
            Wyprowadzenie auta z takiego poślizgu trwa duzo dłużej, niz gdy silnik pracuje.
            Jesli już uogólniasz i przenosisz sytuację na śliska nawierzchnie to nie
            zapominaj o tym, ALBO SILNIK ALBO HAMULEC albo bum i duże rozczarownie do
            bezpiecznych metod.
            Rzeczywiście warto przećwiczyć, kto tego nie doznał nie wierzy jakie to łatwe...
            • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 22:06
              jane14 napisała:

              > Wspomaganie hamulcem roboczym, hamowania silnikiem na śliskiej nawierzchni
              może doprowadzić, o czym pisałem do zgaszenia silnika i zablokowania kół i to
              na amen i czesto przy sporej predkosci.

              mylisz sie. silnik nie zgasnie, a przy umiejetnej (czyli powolnym unoszeniu
              nogi na sprzegle, z wyczuciem i stopniowym zalaczaniu napedu) nie zablokujesz
              kol. (owszem problem moze dot. tylnego napedu, ale da sie to wycwiczyc z tzw.
              miedzy gazem [wyrownaniem obrotow])

              > zapominaj o tym, ALBO SILNIK ALBO HAMULEC albo bum i duże rozczarownie do
              > bezpiecznych metod.

              12 lat hamuje jednocenie silnikiem i hamulcem i jakos ani razu nie mialem
              BUM:) ... a owszem RAZ zdarzylo mi sie zablikowac kola ... w maluchu - (zbyt
              szybko puszczone sprzeglo)
              • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 22:21
                Chyba nie wiesz o czym mówie.
                Nie chodzi o zablokowanie kól przez za niską redukcje i puszczenie sprzegła.
                Chodzi o zablokowanie kół hamulcem (=zgaszenie silnika) a po puszczeniu hamulca
                silnik nie zaskoczy bo jest za slisko. I to akurat nie zdarza się w maluchu czy
                poldku itp. autach z tylnym napedem bo siłą hamowania na tyle jest nizsza i
                raczej nie zablokuje silnika.
                Mnie nie zdarzyło sie bum tylko ucieczka w zaspę i to pierwszej zimy w aucie z
                przednim napedem. I wcale nie było tak ślisko wystarczyło kilka metrów
                zamarznietej kałuży w koleinie.
                • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 22:28
                  jane14 napisała:

                  > Nie chodzi o zablokowanie kól przez za niską redukcje i puszczenie sprzegła.
                  > Chodzi o zablokowanie kół hamulcem (=zgaszenie silnika) a po puszczeniu
                  hamulca silnik nie zaskoczy bo jest za slisko.

                  aaaa:)
                  ale przeciez na sliskim, kiedy powiedzmy wcisniesz juz sprzeglo i hamujesz
                  tylko hamulcem roboczym, to tak samo mozesz zablokowac kola i sgasic silnik
                  [nie masz tak dobrego wyczucia w nodze, a ilu kierowcow widzi sie jak hamuja do
                  ostatniego momentu z zablokowanymi kolami?] silik, sam w sobie, nigdy nie
                  zablokuje kol.

                  Wniosek, z ktorym sie zgodzisz... nalezy CWICZYC :) najlbizsz zima juz
                  niebawem:)
                  • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 22:52
                    Jeśli silnik jest wysprzeglony to dlaczego ma zgasnąć?
                    Wtedy gdy blokujesz koła poprostu puszczasz hamulec i hamujesz pulsacyjnie lub
                    wrzucasz bieg i hamujesz silnikiem lub jeśli jesteś już w poslizgu bocznym
                    próbujesz na biegu wyprowadzić auto itd. W każdy razie masz pole manewru.
                    Jeśli silnik jest zasprzeglony zablokowanie kół onacza zatrzymanie silnika i po
                    puszczeniu hamulca przyczepność moze być za niska by obrócić silnikiem w
                    efekcie blokada kół bedzie trwać aż nie wysprzeglisz. Sytuacja jest o tyle
                    gorsza, że zostaje już tylko hamowanie pulsacyjne i próba ominięcia przeszkody
                    o manewrach z użyciem silnika nie ma mowy. Nie bez znaczenia jest tu zakoczenia
                    takim faktem czyli opóźnienie manewru o twój czas reakcji na nową sytuację.
                    • pontus_euxinus Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 23:13
                      jane14 napisała:

                      > Jeśli silnik jest wysprzeglony to dlaczego ma zgasnąć?

                      fakt. bije sie w piers, glupote oczywista napisalem:)

                      > Wtedy gdy blokujesz koła poprostu puszczasz hamulec i hamujesz pulsacyjnie
                      lub wrzucasz bieg i hamujesz silnikiem lub jeśli jesteś już w poslizgu bocznym
                      > próbujesz na biegu wyprowadzić auto itd.

                      ale to trzeba pociwczyc, hamowanie pulsacyjne rowniez. osoba ktora tego nie
                      przeciwiczy z rozna predkoscia, tego nie wykona:) Poza tym, owszem wysprzeglony
                      silnik tak, ale na luzie NIE ... jak zacznie Cie zanosic, zdazysz wlaczyc bieg,
                      puscic sprzeglo tak, by nie zablokowac kol i wyprowadzic auto, kiedy strach
                      zaczyna zagladac w oczy [bo tyl tego co stoi przed nami juz bardzo blisko]?
                      Niewierze, ze tak:)

                      Wniosek? nie jezdzic na luzie:)
                      • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 23:36
                        "Poza tym, owszem wysprzeglony silnik tak, ale na luzie NIE ."
                        To mnie też sie nie zdarza aby trzymać drążek w połozeniu neutralnym bo i po co
                        ale sprzegło to jak najbardziej a bieg ... taki jaki pewnie bedzie potrzebny na
                        koniec zwalniania a wieć z reguły 2/3. Ale to ja też nazywam jazdą na luzie.
                    • Gość: aaaaa Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 29.06.06, 00:50
                      a plakales ze temat dotyczy tylko dojazdu do swiatel :-)
          • Gość: Magda Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.06.06, 18:11
            Prawo jazdy zdałam 7 m-cy temu. Tak samo uczyłam się na kursie i dokładnie tak
            jeżdżę (tak hamuję).
          • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 22:38
            > [moje zdanie]
            > Uwazam, ze dojazd do skrzyzowania na luzie jest niebezpieczne, a hamowanie
            > samym hamulcem roboczym moze nie wystarczyc (szczegolnie na sliskim).
            > [osobiscie _boje_sie_ jezdzic z osobami, ktore w taki sposob prowadza auto].

            To jest dobre miejsce na użycie argumentu wyjaśniającego DLACZEGO TAKIE
            JEŻDŻENIE JEST NIEBEZPIECZNE na który wciąż czekam ;-)

            > 1) Zauwazamy czerwone swiatlo z wiekszej odleglosci.
            > Noga z gazu (silnik dziala jako hamulec) wytracamy predkosc do ok. 30 km/h,
            > wowczas 2. bieg i dalej zwalniamy silnikiem (hamulec roboczy wciaz nie jest
            > uzywany).
            > Jesli zachodzi potrzeba, wciaz czerwone... haulec i sprzego. Stop.
            > Jesli zachodzi potrzeba, przelaczylo sie na zielone... mamy 2. bieg, startujemy
            > .
            >
            > 2) Zauwazamy czerwone dosc blisko.
            > Noga z gazu. Hamulec roboczy. Zwalniamy dynamicznie. Nie ma mowy o wciskaniu
            > sprzegla. Po co. Wciskajac sprzeglo, pozbywamy sie dobrego hamulca - SILNIKA,
            > (pracujacego bez gazu)
            > Sprzeglo w ostatnim etapie hamowania, by nie zgasl silnik.
            > Ew. 2. bieg, jesli przelaczy sie swiatlo na zielone - start.
            >
            > 3) Hamowanie z duzej predkosci.
            > Hamulec roboczy wspomagany kolejna redukcja biegow.
            >
            > Radze pocwiczyc takie hamowanie, bedzie latwiej i bezpieczniej zima.
            >

            Niby racja, ale mi chodzi o jeszcze inny przypadek - zauważamy czerwone światło
            z jeszcze większej prędkości, tak ze po zdjęciu nogi z gazu wyhamujemy 50 m za
            poprzedzającym nas samochodem.

            Wtedy mamy dwie możliwości: albo dodać gazu i dojechać aż do momentu, w którym
            stosujemy przypadek 1) albo wrzucic na luz i się turlać aż do
            skrzyżowania i wtedy
            - jeżeli zachodzi potrzeba (wciąż czerwone) hamulec i stoimy (hamowanie samym
            hamulcem z prędkości 10-20 na godzinę jest w normalnych warunkach całkowicie
            bezpieczne
            - jeżeli zacodzi potrzeba, przełączyło się na zielone to widzieliśmy wcześniej
            czerwone + żółte więc wrzuciliśmy dwójkę, ci przed nami już ruszają, dodajemy
            gazu i za nimi.

            O taką sytuację mi chodzi. Dlaczego tak nie można?
            • crannmer Fenomen religijno-swiatopogladowy 30.06.06, 22:52
              tomek854 napisał:

              > To jest dobre miejsce na użycie argumentu wyjaśniającego DLACZEGO TAKIE
              > JEŻDŻENIE JEST NIEBEZPIECZNE na który wciąż czekam ;-)

              Obawiam sie, ze sie nie doczekasz. Poglad o niebezpieczenstwie wyjecia biegu w
              takiej sytuacji pochodzi z poczatkow ubieglego wieku, kiedy hamulec nozny byl
              jeden, a dzialal na wal napedowy. Mocne jego zaciagniecie moglo w niekozystnych
              przypadkach, mimo jego symbolicznego dzialania, zablokowac wal, co poprzez
              mechanizm roznicowy prowadzilo do przezabawnego zachowania sie tylnych kol
              takiego samochodu.

              Hamulec tasmowy na wal napedowy wymarl, ale poglad o koniecznosci niewyjmowania
              biegu pozostal. Podsycany jeszcze przez pol wieku brakiem synchronizacji w wielu
              pojazdach, przez ktory to brak latwiej bylo zmienic bieg juz wlozony, niz wlozyc
              bieg z luzu toczacego sie samochodu.

              Problemy z synchronizacja tez juz dawno wymarly, ale poglad pozostal. W tej
              chwili jest fenomenem religijno-swiatopogladowym.

              Z wyznawcami hamowania wylacznie silnikiem nie porozmawiasz rzeczowo.

              MfG

              C.
              • Gość: misio Re: Fenomen religijno-swiatopogladowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.06, 11:12
                tu chodzi raczej o nawyk... kto na codzień jeździ na luzie w "oczywistych i bezpiecznych sytuacjach" - takich jak dojeżdzanie do świateł, jeździ też na luzie z górki, lub ciężkich warunkach (śnieg, deszcz).
                • crannmer Re: Fenomen religijno-swiatopogladowy 01.07.06, 14:57
                  Gość portalu: misio napisał(a):

                  > tu chodzi raczej o nawyk...

                  To nie ma byc nawyk, ale myslenie. I umiejetnosc rozroznienia systuacji, w
                  ktorych hamowanie silnikiem jest sluszne i zbawienne od tych, w ktorych rownie
                  dobrze (a czesto i lepiej) silnikiem nie hamowac.

                  > kto na codzień jeździ na luzie w "oczywistych i bez
                  > piecznych sytuacjach" - takich jak dojeżdzanie do świateł, jeździ też na luzie
                  > z górki, lub ciężkich warunkach (śnieg, deszcz).

                  Przyklad dialektyki katolickiej. I w dodatku bez sensu.

                  BTW hamowanie silnikiem na sliskiej nawierzchni nie jest per se lepsze od
                  hamowania hamulcami. W wielu sytuacjach (im bardziej slisko, tym czesciej) jest
                  rozwiazaniem gorszym. Zarowno pod wzgledem panowania nad samochodem, jak i drogi
                  hamowania.

                  Moze jeszcze nie wszyscy o tym wiedza, ale era sterowanych mechanicznie linkami
                  hamulcow bebnowych juz dawno jest przeszloscia.

                  MfG

                  C.
        • tymon99 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 19:53
          jane14 napisała:

          > pieć wysprzegleń i redukcji na dystansie rzedu 50 m

          przypuszczam, że nie masz w samochodzie szóstego biegu.. i że gdy już nauczysz
          się jeździć, zobaczysz, że redukuje się zwykle do dwójki, a jedynkę wrzuca
          dopiero przed ruszeniem.. to daje trzy redukcje, nie pięć. a dystans 50 m to
          raczej droga hamowania awaryjnego z przepisowych 90 km/h, niż normalnego
          zatrzymania pojazdu - które odbywa się na znacznie dłuższej drodze..
          • jane14 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 21:43
            tymon99 napisał:

            > gdy już nauczysz się jeździć, zobaczysz .... 50 m to
            > raczej droga hamowania awaryjnego z przepisowych 90 km/h, niż normalnego
            > zatrzymania pojazdu - które odbywa się na znacznie dłuższej drodze..

            Tak gdy już naucze sie jeździć ... Na razie się nie uczę tylko uważam na znaki
            i z regułu jesli poza miastem jest sygnalizacja świetlna to towrzyszy jej
            znacznie wcześniej ograniczenie co najmniej do 70/h a w mieście też 90 nie
            bywa. No ale cóż, ja nie umiem jeżdzic, wiec stosuje sie do limitów dozwolonych
            predkości i wystarcza mi 50m by zatrzymać auto przed sygnalizatorem.
            • tymon99 toteż właśnie!! 29.06.06, 22:57
              jane14 napisała:


              > i z regułu jesli poza miastem jest sygnalizacja świetlna to towrzyszy jej
              > znacznie wcześniej ograniczenie co najmniej do 70/h

              które jest dla Ciebie znakiem, że należy zacząć hamowanie silnikiem.. z
              kolejnymi redukcjami stosownie do potrzeb - tak, aby utrzymywać obroty, przy
              których efekt hamowania jest wyraźnie odczuwalny
          • iberia30 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 21:53
            tymon99 napisał:

            > jane14 napisała:
            >
            > > pieć wysprzegleń i redukcji na dystansie rzedu 50 m
            >
            > przypuszczam, że nie masz w samochodzie szóstego biegu..

            co ma piernik do wiatraka??

            • Gość: aaaaa Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 29.06.06, 00:56
              iberia30 napisała:

              > > > pieć wysprzegleń i redukcji na dystansie rzedu 50 m
              > >
              > > przypuszczam, że nie masz w samochodzie szóstego biegu..
              >
              > co ma piernik do wiatraka??

              ano ma :-)
              w wiatraku mieli sie zboze na make a z maki piecze sie pierniki
            • tymon99 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 04.07.06, 09:47
              iberia30 napisała:

              > co ma piernik do wiatraka??
              >

              a policz: 5>4, 4>3, 3>2, 2>1 to cztery redukcje..
              żeby było 5, musiałaby jeszcze być 6>5 :)
      • zgryzliwy1 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 28.06.06, 16:42
        pontus_euxinus napisał:

        > Zagadga: Jak bedziecie zjezdzac z gor?

        hamujac silnikiem na takim biegu na jakim mozna na nia wyjechac
      • tomek854 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 30.06.06, 22:25
        Polecam czytanie ze zrozumieniem.

        Nie mowilem o:

        - jezdzie na luzie w niepewnej sytuacji
        - wrzucaniu na luz na autostradzie
        - jeździe na luzie w górach

        Nie mówiłem także o

        - pomarańczowych kwiatkach
        - wczorajszym obiedzie
        - moim stosunku do Romana Giertycha

        Zadałem proste pytanie:

        Dlaczego u mnie ( i nie tylko u mnie ) na kursie nauki jazdy (ja już mam za sobą
        dwa) tępi się dojeżdżanie na luzie do świateł (klarowna sytuacja, jedziemy 50,
        300 m przed nami światło zmienia się na czerwone, droga dwupasmowa, pas zieleni,
        żadnych bocznych dróg, nie ma w pobliżu pojazdów uprzywilejowanych, na pasie
        zielenii nie ląduje UFO itd.)

        Czy istnieje jakiś argument przeciwko takiemu zachowaniu?
    • Gość: 066915 Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.06.06, 09:24
      Moim zdaniem dojeżdżanie na biegu do skrzyżowania jest uzasadnione w sytuacji, gdy jezdnia jest śliska i wykorzystuje się silnik jako hamulec, zwłaszcza w samochodach bez ABS.Poza tym jadąc na luzie używa się częściej hamulców a są marki pojazdów, w których im mocniej są nagrzane hamulce, tym dłuższa jest droga hamowania.Jeśli wykluczy się tę ewentualność to sprawa sprowadza się do zwiększenia częstotliwości wymiany okładzin hamulcowych. Instruktorzy wyliczyli, że koszt benzyny i spalonej przy hamowaniu silnikiem jest niższy od kosztu wymiany okładzin hamulcowych. Zatem robią to z dbałosci o naszą kieszeń. Przy okazji można zadać pytanie: Jakie kwalifikacje w dziedzinie motoryzacji ma przeciętny instruktor skoro na proste pytanie nie umie dać logicznej odpowiedzi.
      • mejson.e Kwalifikacje 29.06.06, 10:25
        Gość portalu: 066915 napisał(a):

        "Instruktorzy wyliczyli, że koszt benzyny i spalonej przy hamowaniu silnikiem
        jest niższy od kosztu wymiany okładzin hamulcowych. Zatem robią to z dbałosci o
        naszą kieszeń. Przy okazji można zadać pytanie: Jakie kwalifikacje w dziedzinie
        motoryzacji ma przeciętny instruktor skoro na proste pytanie nie umie dać
        logicznej odpowiedzi."

        Koszt spalonej benzyny przy hamowaniu silnikiem równa się ... zero.
        Nie zastąpi to hamownia hamulcami i nie uchroni przed wymianą okładzin/klocków,
        choć wydłuży okres eksploatacji.

        Co do pytania o kwalifikacje (nie tylko instruktorów), to przemilczę odpowiedź.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • pontus_euxinus Re: Kwalifikacje 30.06.06, 19:08
          mejson.e napisał:

          > Co do pytania o kwalifikacje (nie tylko instruktorów), to przemilczę
          odpowiedź.

          a czy kazdy programista musi znac dokladna budowe podzespolow komputera?
      • tymon99 jakiej benzyny??? 29.06.06, 10:42
        Gość portalu: 066915 napisał(a):

        > Instruktorzy wyliczyli, że kosz
        > t benzyny i spalonej przy hamowaniu silnikiem jest niższy od kosztu wymiany okł
        > adzin hamulcowych. Zatem robią to z dbałosci o naszą kieszeń

        tyle że współczesne samochody przy hamowaniu silnikiem nie palą benzyny..
        wcale.. układ sterowania wtryskiem odcina..
        • jane14 Re: jakiej benzyny??? 29.06.06, 11:55
          Pozwolę sobie znów nieco namieszać w tzw prawdach oczywistych.
          Jak sie ma zużywanie okładzin i tarcz hamulcowych to nie wiem bo nigdy nie
          miałem cierpliwości aż tak długo "starać się" jeździć hamując silnikiem zawsze
          o ile to możliwe. Natomiast zdarzało mi sie utrzymywać dyscypline jazdy zgodnie
          z wytycznymi od tankowania do tankowania. I tu niespodzianka. Hamowanie
          silnikiem nie przynosi jakiegoś wyraźego obniżenia zużycia paliwa. W każdym
          razie o ile jazda na światłach jest do wychwycenia, o tyle taka zmiana stylu
          jazdy nie.
          Dlaczego/nie wiem, ale to zero z wyświetlacza nie przekłada się na wskazania
          dystrybutorów na stacji.
          • misiania Re: jakiej benzyny??? 29.06.06, 12:16
            a ja chyba setkę upolowałam

        • wojtek33 Re: jakiej benzyny??? 30.06.06, 09:08
          tymon99 napisał:

          > tyle że współczesne samochody przy hamowaniu silnikiem nie palą benzyny..
          > wcale.. układ sterowania wtryskiem odcina..

          tylko że jak się czyta ten wątek można odnieść wrażenie, że 3/4 piszących jeździ
          albo uczyło się na samochodach z silnikami gaźnikowymi i nie zauważyli, że od
          tamtej pory cokolwiek się zmieniło.

          PS W normalnych warunkach drogowych naprawdę redukujecie przed światłami? w
          mieście? Mnie do redukcji zmuszają wyłącznie "luzowi dotaczacze" do świateł. Mam
          gdzieś ich technikę jazdy, ale mogliy czasem zerknąć w lusterko. Zdaża mi się
          trąbić na miszczów dotaczających się 20 km/h by trafić dokładnie na zmianę
          świateł i mających w d. tych, co nie zmieszczą się przez nich na światłach.
          • jane14 Re: jakiej benzyny??? 30.06.06, 11:29
            wojtek33 napisał:

            "tylko że jak się czyta ten wątek można odnieść wrażenie, że 3/4 piszących
            jeźdz i albo uczyło się na samochodach z silnikami gaźnikowymi i nie zauważyli,
            że od tamtej pory cokolwiek się zmieniło."

            Ja uczyłem się na gaźnikowych i pewnie dlatego wiem że one też odcinały paliwo
            przy hamowaniu silnikiem a przynajmniej robiły to te od 126p wzwyż.

            > ale mogliy czasem zerknąć w lusterko. Zdaża mi się trąbić na miszczów
            dotaczających się 20 km/h by trafić dokładnie na zmianę świateł i mających w d.
            tych, co nie zmieszczą się przez nich na światłach.

            Jestem takim Miszczem i mam w d.. twoje trąbienie. Cóż robie to w twoim
            interesie też, bo jesli dostosujesz predkość do mojej to razem trafimy na
            zmianę świateł i przejedziemy szybciej i więcej nas przejedzie niz przyjdzie
            nam ruszać z predkości zerowej. Czy to naprawdę przekracza twe możliwości
            rozumowania ?
            • tomek854 Re: jakiej benzyny??? 30.06.06, 22:45
              > Jestem takim Miszczem i mam w d.. twoje trąbienie. Cóż robie to w twoim
              > interesie też, bo jesli dostosujesz predkość do mojej to razem trafimy na
              > zmianę świateł i przejedziemy szybciej i więcej nas przejedzie niz przyjdzie
              > nam ruszać z predkości zerowej. Czy to naprawdę przekracza twe możliwości
              > rozumowania ?

              To samo chciałem napisać ;-)

              Dodatkowo pozwolę sobie zapytać: dlaczego Cię to zmusza do redukcji? Czy twoj
              samochód na biegu ma mniejsze opory toczenia, niż mój na luzie, że musisz
              redukować żeby dostosować zwalnianie do mojego? ;-)
            • zgryzliwy1 Re: jakiej benzyny??? 01.07.06, 00:12
              jane14 napisała:

              > Ja uczyłem się na gaźnikowych i pewnie dlatego wiem że one też odcinały
              > paliwo przy hamowaniu silnikiem a przynajmniej robiły to te od 126p wzwyż.

              to malo wiesz :-(
              126p nie mialy odcinanego paliwa przy hamowaniu silnikiem
              to o czym piszesz - elektromagnes z iglica zamykajaca dysze wolnych obrotow -
              blokowal tylko doplyw paliwa przez ta dysze w momencie wylaczenia silnika ,po
              to by nie rzucalo silnikiem po jego wylaczeniu co bylo dosyc czeste z powodu
              przegrzania
              maluch nie mial podcisnieniowej ,zaleznej od obciazenia silnika reg.
              (opoznienia) kata wyprzedzenia zaplonu i po ostrej :-) jezdzie ,czyli na za
              wczesnym zaplonie ,tloki pewnie byly "czerwone" co powodowalo samozaplon
              benzyny zasysanej jeszcze przez dysze po wylaczeniu silnika

              ----
              skyddad - Olej polsyntetyczny jest robiony ta samo technologia co syntetyczny
              ale w polowie przerwana nie dokonczona i uzupelniona srodkami
              uszlachetniajacymi jak pluczace i antykorozyjne.
              • jane14 Re: jakiej benzyny??? 01.07.06, 13:28
                zgryzliwy1 napisał:
                > to malo wiesz :-(

                A i owszem ale wystarczająco dużo aby wiedzieć że od 126p wzwyż to nie to samo
                co od 126p włącznie.
                PS. Regulacje podciśnieniową miał 126bis i z niego aparat zapłonowy po drobnej
                przeróbce pasował do 650 i ja np. taki miałem, ale to niezmienia postaci rzeczy
                że to nie ma nic wspólnego z odcinaniem paliwa przy hamowaniu silnikiem
                podobnie jak i elekrozawór który zresztą też pojawił się w maluchach dość póżno
                i o którym ja nie pisałem wiec tak naprawdę nie wiem ... czy ty mnie
                odpowiadasz czy sobie ?
                • simr1979 Podsumowanie mejsona 03.07.06, 11:49
                  Mejson pięknie i zgrabnie temat zakończył, zabrakło mi jednakowoż króciutkiego
                  choć resume samej treści dyskusji szanownego Kierownictwa.
                  Dlatego, jako epilog i coś w rodzaju wypisów pozwalam sobie dodać poniższe
                  wiekopomne cytaty:

                  "Nie lubie jezdzić generalnie na biegu i hamować z włączonym biegiem od taka
                  niczym nie usprawiedliwiona fobia."

                  "Majac auto na biegu w razie nawet stosunkowo lekkiego hamowania na śliskiej
                  nawierzchni zablokujesz koła i zgasisz silnik."

                  "...(Zdaża mi się trąbić na miszczów
                  dotaczających się 20 km/h by trafić dokładnie na zmianę)...
                  Jestem takim Miszczem i mam w d.. twoje trąbienie "

                  "Nie chodzi o zablokowanie kól przez za niską redukcje i puszczenie sprzegła.
                  Chodzi o zablokowanie kół hamulcem (=zgaszenie silnika) a po puszczeniu hamulca
                  silnik nie zaskoczy bo jest za slisko"

                  Serdeczne gratulacje dla autora/ów powyższych tekstów - świetnie będą się
                  komponowały w przyszłej audycji dla kierowców Radia M. ;)



                  • jane14 Re: Podsumowanie mejsona 03.07.06, 12:22
                    simr1979 napisał:

                    > Serdeczne gratulacje dla autora/ów powyższych tekstów - świetnie będą się
                    > komponowały w przyszłej audycji dla kierowców Radia M. ;)

                    Nieskromnie zauważe że wiekszość tych cytatów jest moja dlatego czuję sie w
                    obowiązku podziekować za docenienie. Ale gdybyś chciał je wykorzystać w Radio
                    M. nie zapomnij o moim numerze konta podam na priva.
                  • mejson.e Re: Podsumowanie mejsona 03.07.06, 12:33
                    simr1979 napisał:

                    " Mejson pięknie i zgrabnie temat zakończył"

                    Dziękuję za uznanie ;-)

                    << "Nie chodzi o zablokowanie kól przez za niską redukcje i puszczenie sprzegła.
                    Chodzi o zablokowanie kół hamulcem (=zgaszenie silnika) a po puszczeniu hamulca
                    silnik nie zaskoczy bo jest za slisko">>

                    Nie rozumiem, co Ci się w tym tekście nie spodobało?
                    Czy nie można zablokować kół hamulcem, zgasić tym silnik i mieć trudności z
                    uruchomieniem po puszczeniu sprzęgła na śliskiej nawierzchni?

                    Pozdrawiam,
                    Mejson
                    --
                    Automobil
                    Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                    • simr1979 Re: Podsumowanie mejsona 03.07.06, 13:35
                      Mejsonie, siło spokoju, gwiazdo Kierownictwa,

                      .... cytowany fragment zamieściłem jako przykład manipulacji, polegającej na
                      przytaczaniu argumentów prawdziwych w oderwaniu, jednak nijak nie pasujących do
                      kontekstu i przedmiotu sporu...:)
                      • simr1979 Re: Podsumowanie mejsona, zakończenie ;) 03.07.06, 17:23
                        Zakwestionowany cytat chętnie zastąpię innym, zaczerpniętym z innego wątku, ale
                        też przesmacznym:

                        "wyprzedzanie bez należytej oceny sytuacji
                        (czyli przewidzenia ze ten przed nami bedzie przyspieszał bo kończy się
                        ograniczenie) jest głupotą i może wywołąć zdziwienie u jadących normalnie."
                        • mejson.e Re: Podsumowanie mejsona, zakończenie ;) 03.07.06, 19:18
                          simr1979 napisał:

                          > Zakwestionowany cytat chętnie zastąpię innym, zaczerpniętym z innego wątku,
                          ale też przesmacznym:
                          >
                          > "wyprzedzanie bez należytej oceny sytuacji
                          > (czyli przewidzenia ze ten przed nami bedzie przyspieszał bo kończy się
                          > ograniczenie) jest głupotą i może wywołąć zdziwienie u jadących normalnie."

                          Nie ma to jak uprzedzenie do konkretnego forumowicza.
                          Skłania do cytowania jego wypowiedzi na zupełnie inny temat w celu skrytykowania
                          pisania nie na temat...

                          Myślę, że tą wypowiedzią także zasłużyłem na cytat. ;-)

                          A mogłoby być tak fajnie...

                          Pozdrawiam,
                          Mejson
                          --
                          Automobil
                          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                        • jane14 Jeszcze kilka cytatów w tym/tamtym temacie .. 03.07.06, 22:55
                          Ale w miejscu gdzie na to miejsce.
                          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=42868552&a=44630584
          • tymon99 Re: jakiej benzyny??? 04.07.06, 09:45
            wojtek33 napisał:

            > PS W normalnych warunkach drogowych naprawdę redukujecie przed światłami? w
            > mieście?

            Naprawdę. W mieście i poza. Latem i zimą. Każdym samochodem (skuterem nie, bo
            mam z automatem:P).
            • crannmer Re: jakiej benzyny??? 04.07.06, 12:24
              tymon99 napisał:

              > Naprawdę. W mieście i poza. Latem i zimą. Każdym samochodem (skuterem nie, bo
              > mam z automatem:P).

              Kazdy ma prawo do lekkiego zboczenia czy aberracji, ale nie nalezy sie z tym az
              tak obnosic publicznie.

              I wmawiac innym, ze to dewjacja jest norma.

              MfG

              C.
              • tymon99 Ja - dewiant 04.07.06, 17:09
                crannmer napisał:

                >
                > Kazdy ma prawo do lekkiego zboczenia czy aberracji, ale nie nalezy sie z tym az
                > tak obnosic publicznie. I wmawiac innym, ze to dewjacja jest norma.

                Oto (niepełna) lista moich dewiacji moto:

                1. Jeżdżę na światłach cały rok
                2. Nie przekraczam ciągłej linii
                3. Egzamin na prawo jazdy zdałem uczciwie i za pierwszym razem
                4. Nigdy nie jeżdżę po alkoholu
                5. Skręcając w lewo migam lewym, w prawo - prawym kierunkowskazem
                6. Spod świateł ruszam natychmiast i raczej żwawo
                7. Używam zestawu słuchawkowego do telefonu
                8. Wożę zapasowe żarówki w schowku

                Podsumowując, w odróżnieniu od wielu tutejszych Miszczów Kerownicy, jestem
                absolutnie poj.b.ny..

                PS Jestem takim dewiantem, że truskawki polewam śmietaną, a nie gnojówką..
                • jane14 Ja - Miszcz ? 04.07.06, 17:41
                  A ja nie jeżdzę na światłach cały rok a do tego dotaczam się do czerwonego na
                  luzie. Po za tym jak u ciebie. Czy to oznacza że już jestem Miszczem czy nie ?

                  Acha, wstyd się przyznać ale ...truskawki jeszcze posypuje cukrem.
                • crannmer Nie kokietuj 04.07.06, 19:37
                  Nie rznij glupa.

                  Jak wiekszosc dewiantow, tak i Ty poza swa dewiacja jestes normalny. Wiec nie
                  kokietuj normalnoscia, bo to jest malo sexy.

                  Redukcja przez wszystkie biegi przed kazdym zatrzymaniem sie jest taka sama
                  dewiacja, jak np. sprawdzanie stanu oleju, wody i cisnienia w oponach co 15 minut.

                  Dewiacje te sa lekkie i malo szkodliwe spolecznie. Niemniej to sa dewiacje.

                  Szkodliwosc spoleczna zaczyna sie, kiedy dana dewiacja jest przez dewianta
                  propagowana za sluszna i zbawienna. Choc sama w sobie ani sluszna, ani zbawienna
                  nie jest.

                  MfG

                  C.
                  • tymon99 Re: Nie kokietuj 04.07.06, 21:03
                    crannmer napisał:

                    > Nie rznij glupa.
                    >
                    > Jak wiekszosc dewiantow, tak i Ty poza swa dewiacja jestes normalny. Wiec nie
                    > kokietuj normalnoscia, bo to jest malo sexy.


                    Nie pochlebiaj sobie - nie kokietuję; zresztą jestem hetero (kolejna dewiacja)

                    > Redukcja przez wszystkie biegi przed kazdym zatrzymaniem sie jest taka sama
                    > dewiacja, jak np. sprawdzanie stanu oleju, wody i cisnienia w oponach co 15
                    > minut

                    Nie sprawdzam wody - nie jeżdżę parowozem.. A olej i ciśnienie w oponach - hmm..
                    jak mi się raz na miesiąc przypomni.. słowem, blachę mam pogiętą jak detektyw
                    Monk. Czego i Państwu życzę!
      • Gość: łomatko Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.c29.msk.pl 30.06.06, 23:56
        Gość portalu: 066915 napisał(a):

        > Instruktorzy wyliczyli, że koszt
        > benzyny i spalonej przy hamowaniu silnikiem jest niższy od kosztu wymiany
        > okładzin hamulcowych.

        no no
        a mnie sie zdawalo ze hamujacy silnikiem oszczedzaja na benzynie i jednoczesnie
        na okladzinach
    • Gość: Hooba Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.07.06, 11:31
      PODSUMOWUJĄC TE WSZYSTKIE WYWODY: STARE PRZYSŁOWIE INDIAN MÓWI , PRAWDZIWY I
      DOBRY KIEROWCA PRAWIE W OGÓLE NIE POTRZEBUJE UŻYWAĆ HAMULCÓW. POTRAFI JEZDZIĆ
      TAK ABY WŁAŚNIE SILNIKIEM (REDUKUJĄC BIEGI LUB NIE) WYHAMOWAĆ PRZED
      SKRZYŻOWANIEM, CO WIĄŻE SIĘ Z EKONOMIĄ I SPOKOJEM JAZDY.
      • sum_tzw_olimpijczyk Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 01.07.06, 15:13
        Tak hooba, a jak ma ostro zahamować to po prostu wrzuca wsteczny, żeby
        oszczędzić hamulce.
    • mejson.e Pytanie zasadnicze 03.07.06, 10:18
      tomek854 napisał:

      "Ktoś ma pomysł, dlaczego tak na kursach wymagają? (co ciekawe to jakiś polski
      wymysł, bo w niemcowni podobno tego nie ma). "

      Poczytaliśmy sobie mnóstwo wypowiedzi na temat stosowanych przez nas metod
      dojazdu do świateł /m.in. moją;-)/, ale główne pytanie dotyczyło zasad szkolenia
      i egzaminowania a nie stosowanych technik.

      Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego teraz na egzaminach "ciężarowych" jest
      zabronione toczenie sie na luzie w "przejrzystych" warunkach.
      Pewnie to kwestia nawyków i "starej szkoły" a może chęć wyrobienia w kierowcach
      cięższych pojazdów nawyku korzystania ze wsparcia silnika w hamowaniu.

      A co do "cywilnych" metod dojeżdżania do skrzyżowania, to ja osobiście wychodzę
      z założenia, że jeśli zwalnianie na wysokim biegu nie szkodzi, to po co go
      wyjmować na luz? Na dodatek można zaoszędzić jakieś krople paliwa, co po
      miesiącu codziennej jazdy da jakieś wymierne korzyści?

      Temat hamowania przy zjeździe z pochyłości to już temat na osobny (wakacyjny)
      wątek, bo powszechna ignorancja w tym zakresie jest zbyt powszechnie dostrzegalna.

      A temat hamowania w zimowych warunkach podnieśmy jesienią... ;-)

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • Gość: X Jesienią ??? IP: *.czerniakowska / *.internetdsl.tpnet.pl 03.07.06, 19:31
        Jak zacznie się dyskusja, to Nas wiosna zastanie .... :-)
      • tymon99 Retarder!! 05.07.06, 00:07
        mejson.e napisał:

        > Nie potrafię odpowiedzieć, dlaczego teraz na egzaminach "ciężarowych" jest
        > zabronione toczenie sie na luzie w "przejrzystych" warunkach.
        > Pewnie to kwestia nawyków i "starej szkoły" a może chęć wyrobienia w kierowcach
        > cięższych pojazdów nawyku korzystania ze wsparcia silnika w hamowaniu.
        >
        Większość WSPÓŁCZESNYCH ciężarówek jest wyposażona w tzw. retarder, czyli
        urządzenie wspomagające wspomaganie silnikiem - taki zawór dławiący w układzie
        wydechowym, zwykle sterowany dźwignią po prawej stronie kierownicy. Hamuje
        zadziwiająco skutecznie bez użycia hamulców, nawet bez redukcji. Przy wrzuceniu
        luzu - nie działa..
        • crannmer Pomylenie z polataniem 05.07.06, 08:03
          tymon99 napisał:

          > Większość WSPÓŁCZESNYCH ciężarówek jest wyposażona w tzw. retarder, czyli
          > urządzenie wspomagające wspomaganie silnikiem - taki zawór dławiący w układzie
          > wydechowym, zwykle sterowany dźwignią po prawej stronie kierownicy. Hamuje
          > zadziwiająco skutecznie bez użycia hamulców, nawet bez redukcji.

          Pomieszanie z poplataniem. Zawor dlawiacy maja WSZYSTKIE ciezarowki i w dodatku
          od zawsze (od polowy ubieglego wieku). Wlacza sie go przyciskiem noznym w
          podlodze za lewa noga. Skutecznosc jest porownywalna z redukcja o jeden caly bieg.

          Natomiast retarder to bardziej wyjatek, niz regula. Ma go niewielka czesc
          najciezszych (40 t DMC) ciezarowek.

          > Przy wrzuceniu
          > luzu - nie działa..

          Oczywiscie, ze dziala. Przewazajaca wiekszosc retarderow montowana jest za
          skrzynia biegow. Zalaczenie jakiegokolwiek biegu najczesciej nie ma wplywu na
          prace retardera.

          Nie pisz o tematach, na ktorych sie nie znasz.

          MfG

          C.
          • tymon99 Re: Pomylenie z polataniem 05.07.06, 17:50
            crannmer napisał:

            > Pomieszanie z poplataniem. Zawor dlawiacy maja WSZYSTKIE ciezarowki i w dodatku
            > od zawsze (od polowy ubieglego wieku). Wlacza sie go przyciskiem noznym w
            > podlodze za lewa noga

            Rzeczywiście, poplątało mi się - ale nie całkiem: z prawej strony kierownicy
            jest dźwignia uruchamiająca oba urządzenia.. Przycisk nożny zaworu dławiącego -
            to coś z czasów, kiedy długie światła też się włączało nogą, a rezerwę kranikiem
            włączało!
            • crannmer Sugeruje doksztalcenie sie w temacie 06.07.06, 08:16
              tymon99 napisał:

              > Rzeczywiście, poplątało mi się - ale nie całkiem: z prawej strony kierownicy
              > jest dźwignia uruchamiająca oba urządzenia..

              W ilu promilach ciezarowek?

              > Przycisk nożny zaworu dławiącego
              > - to coś z czasów, kiedy długie światła też się włączało nogą, a rezerwę
              > kranikiem włączało!

              Sugeruje doksztalcenie sie w temacie. A do czasu doksztalcenia sie niezabieranie
              glosu. Albowiem dziwy opowiadasz.

              MfG

              C.
        • zgryzliwy1 bzdura !!!!!!!!! 05.07.06, 14:56
          tymon99 napisał:

          > Większość WSPÓŁCZESNYCH ciężarówek jest wyposażona w tzw. retarder, czyli
          > urządzenie wspomagające wspomaganie silnikiem - taki zawór dławiący w układzie
          > wydechowym, zwykle sterowany dźwignią po prawej stronie kierownicy.

          slyszysz dzwony ,ale nie wiesz z ktorego kosciola :-((

          retarder i hamulec silnikowy to dwa calkiem rozne w dzialaniu hamulce
          www.voith.pl/index.php?ReadFile=podofert-retardery-p&%20Poz=1
          www.scania.pl/trucks/technology/retarder/
          • tymon99 Re: bzdura !!!!!!!!! 05.07.06, 17:45
            zgryzliwy1 napisał:

            > retarder i hamulec silnikowy to dwa calkiem rozne w dzialaniu hamulce

            uruchamiane jedną dźwignią, stąd moja pomyłka
            • tkjaaa Re: bzdura !!!!!!!!! 05.07.06, 19:04
              tymon99 napisał:

              > zgryzliwy1 napisał:
              >
              > > retarder i hamulec silnikowy to dwa calkiem rozne w dzialaniu hamulce
              >
              > uruchamiane jedną dźwignią, stąd moja pomyłka

              nieprawda
              retarder ustawiony na automat uruchamia sie energicznym nacisnieciem na hamulec
              zasadniczy a to ze moze wtedy wspolpracowac z hamulcem silnikowym i tempomatem
              nie oznacza ze nie mozna ich oddzielnie zalaczac recznie
    • crannmer Re: Dojeżdżanie na luzie do świateł 05.07.06, 08:05
      mdk001 napisał:

      > Jeśli dojeżdżasz do świateł ciężarówką, wyładowaną po brzegi to lepiej jest
      > dojeżdżać na biegu i hamując niż na luzie nasz większą skuteczność
      > wspomagania hamowania

      Obywatelu, nie chedoz bez sensu. A jak nie masz pojecia o pneumatycznym ukladzie
      hamulcowym, to o nim nie pisz.

      MfG

      C.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka