tomek854
23.06.06, 20:06
Mam prawko blisko 9 lat. Zawsze sobie dojeżdzałem spokojnie na luzie do świateł, choć na kursie uczyli mnie inaczej.
Teraz robiłem kolejną kategorię i znowu na mnie krzyczeli za te dojeżdżanie na luzie.
Ja przepraszam, ale nie rozumiem (i instruktor nie umiał wyjaśnić tylko mówił "nie filozuj, bo oblejesz".): jaki to ma cel?
Rozumiem, gdyby uklad hamulcowy byl zalezny od obrotow - ale nie jest, ba w zbiorniku ciezarowki jest wystarczajaco powietrza na kilka(naście) hamowań!
Jedyny argument z jakim sie spotkałem, to to, że jak ktoś mnie z tyłu zacznie doganiać, to musze mu móc uciec. Ale przepraszam jak jadę na wysokim biegu (osobowym na 4, ciezarowym na 6 załóżmy) i się turlam 30 do świateł, to będę miał na tej 4/6 dobre przyśpieszenie? A gó.. prawda. Musiałbym zredukować. To już szybciej wbić odpowiedni do prędkości bieg z luzu.
Może zatem powinienem szuflować wszystkimi biegami po kolei? No ale nie róbmy z nas pederastów - kto tak robi i po co?
Ktoś ma pomysł, dlaczego tak na kursach wymagają? (co ciekawe to jakiś polski wymysł, bo w niemcowni podobno tego nie ma).