Dodaj do ulubionych

Ludzie honoru

21.11.06, 23:16
Obserwując nasze zachowanie na drodze, opinie o innych kierowcach głoszone na
tym i podobnych forach, można dojść do wniosku, że słabsi kierowcy – osoby
starsze, niedoświadczone, gapowate albo po prostu głupie – powinny zniknąć z
drogi, by nie przeszkadzać NAM – asom, doświadczonym, szybkim i bezpiecznym...

Wyśmiewamy się z niedorajdów, udowadniając na każdym kroku, że potrafimy
doskonalej jeździć i przewidywać, a w bezpiecznym i bezstresowym pokonywaniu
kolejnych milionów km przeszkadzają nam właśnie takie łamagi drogowe.

Kto z nas nie poczuł się zirytowany jakimś niemądrym zachowaniem, manewrem na
drodze, w wykonaniu właśnie takiego neptka?

W filmie „Ludzie honoru” był taki fragment, w którym jeden marine mówi do
drugiego, że ich obowiązkiem jest bronić słabszych.

No i racja – super wyszkoleni i super sprawni nie uważają, że powinni zadawać
się tylko z równymi sobie, a gorszych i słabszych lekceważyć i poniżać.

Czy nie sądzicie, że obowiązkiem doświadczonych kierowców jest myślenie za
innych, mniej sprawnych za kółkiem?
Że należy im pomagać, wspierać w trudnych manewrach?

Że nie można takich zganiać z drogi, poganiać klaksonem, światłami, wyzywać,
pukać się w czoło, słowem – lekceważyć i poniżać?

Że tak nie zachowują się ludzie honoru?

Pozdrawiam,
Mejson
--
Automobil
Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
Obserwuj wątek
    • Gość: Kokeeno Re: Ludzie honoru IP: *.crowley.pl 22.11.06, 07:36
      W tym roku ani razu jeszcze nie użyłem klaksonu (w zeszłym roku ze dwa razy) -
      mylić się jest rzeczą ludzką (poza tym: po głupcie na drodze nie ma sensu
      trąbienie, a w czasie, to ja jestem zajęty ratowaniem własnego dupska) - jedyne
      co robię, to utrzymuję jeszcze większy odstęp za mylącym, albo go szybko mijam...
      • iberia30 Re: Ludzie honoru 22.11.06, 10:57
        Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

        > W tym roku ani razu jeszcze nie użyłem klaksonu (w zeszłym roku ze dwa razy) -
        > mylić się jest rzeczą ludzką

        gdzie TY jezdzisz?Naprawde Ci zazdroszcze, ja niestety nie mam takiego
        szczescie i dzisiejszego poranka 2 razy uzylam klaksonu:pan z mastera wlaczal
        sie do ruchu na drodze dwupasmowej-wykonywal ten manewr na tyle slamazarnie, ze
        zmusil mnie do zatrzymania sie, czyli ostrego hamowania z predkosci
        ok.80km/h.Nie moglam zjechac na lewy pas bo tam bylo inne auto.Oczywiscie pan z
        mastera byl ciezko obruszony, ze na niego trabilam ....przeciez sie qzwa NIC
        nie stalo.Za kolejne 100metrow skrzyzowanie:stoje na pasie do prawoskretu
        (niestety nie ma tu zielonej strzalki a baaardzo by sie przydala).Mam zielone
        ruszam ale z naprzeciwka pan z tira koniecznie chcial jeszcze zdazyc na swoim
        pomaranczowo-czerwonym i skreca w lewo, efekt jest taki, ze na samym luku
        musialam sie zatrzymac zeby sie pan z dlugim tylkiem zmiescil i tu padl klaskon
        po raz wtory .Ale to nic, pech chcial, ze ta ulica w ktora skrecilismy jest
        dosc waska a z naprzeciwka jechal inny tir, wiec panowie mijali sie powoli na
        centymetry, za mna matiz i pan w szarej corollce, ktoremu sie bardzo spieszylo
        i zaczal trabic migac itd....no zesz szlag moze czlowieka trafic, widzi osiol,
        ze sie tiry mijaja to nie poczeka tylko bedzie ich klaksonem poganiac....I wez
        tu czlowieku miej od rana dobry humor jak takich kretynow na swej drodze
        spotykasz.Amen.
        • emes-nju Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 12:43
          Trabie wylacznie na agresywnych i chamow. Na ludzi, ktorzy maja klopoty na drodze nie, bo to nie daje oczekiwanego rezultatu. Moze wrecz zaszkodzic - ktos, kto juz ma klopoty, po otrzymaniu alarmujacego sygnalu, moze sie kompletnie pogubic i zrobic cos nieoczekiwanego.

          Klaksonem nikogo, niczego nie nauczymy. Co najwyzej wyladujemy swoja zlosc. I tak CZASEM robie - wole sobie trabnac na drogowe bydlo, troche poklac pod nosem i sie uspokoic, niz chodowac wywolana czyim zachowaniem agresje.
          • simr1979 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 13:09
            emes-nju napisał:

            (...)
            > Klaksonem nikogo, niczego nie nauczymy. (...)
            Nie zgadzam się - delikwent nieotrąbiony (nieomigany)pozostanie w przekonaniu,
            ze jego zachowanie na drodze jest prawidłowe...
            • emes-nju Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 13:51
              Ktos nieumiejacy zwykle wie, ze nie umie. Jezeli nie wie, to NIGDY sie nie nauczy. Daltego trabie tylko na chamow, zeby wiedzieli, ze ich dzialania sa niakceptowane.
            • rapid130 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 15:32
              > Nie zgadzam się - delikwent nieotrąbiony (nieomigany)pozostanie w przekonaniu,
              > ze jego zachowanie na drodze jest prawidłowe...

              Niekoniecznie, często zdarzają się święcie oburzeni:
              - "Co to za idiota trąbi? Przecież JA JADĘ DOBRZE!"

              ...chociaż nie jedzie dobrze.

              Takich na drodze boję się najbardziej.

              * * *
              A trąbię tylko w sytuacji bezpośredniego zagrożenia.
              Tzn. gdy widzę, że za chwilę delikwent mi "podjedzie" / wymusi pierwszeństwo,
              jeżeli nie przypomnę mu o mojej obecności.

              I jednocześnie mam prawą stopę "w zawisie" nad pedałem hamulca.
          • wojtek33 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 15:18
            emes-nju napisał:

            > Klaksonem nikogo, niczego nie nauczymy.

            Dziś otrąbiłem gościa, który wyrzucił peta przez okno, właśnie po to, jak tu
            ktoś już pisał, żeby usłyszał, że nie wszyscy to akceptują/olewają.
          • iberia30 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 18:39
            "Klakson jako srodek wychowawczy?"

            jak zwal tak zwal, czy uwazasz, ze w w/w wymienionych sytuacjach powinnam
            usmiechnac sie i podziekowac 2 oslom?Bo ja uwazam,ze klakson byl zasadny.
            • emes-nju Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 18:46
              Zasdny, ale czy odniosl jakikolwiek skutek oprocz zmniejszenia Twojej zlosci? :-)
              • iberia30 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 19:17
                emes-nju napisał:

                > Zasdny, ale czy odniosl jakikolwiek skutek oprocz zmniejszenia Twojej
                zlosci? :-)

                zawsze sie ludze, ze matol sie zastanowi dlaczego go ktos obtrabil...mnie by
                dalo do myslenia i powtarzam, jesli popelnie blad i nie daj Bog zmusze kogos do
                hamowania itd to chcialabym zeby uzyl klaksonu, bo inaczej skad mam wiedziec,
                ze cos zrobilam zle-pomijam sytuacje gdy jestesmy swiadomi swoich bledow.
                • stefan4 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 19:41
                  iberia30:
                  > zawsze sie ludze, ze matol sie zastanowi dlaczego go ktos obtrabil...

                  To w końcu przestań się łudzić! Kiedy przestaniesz, Ty i inni trąbici, to na
                  drogach zrobi się od razu spokojniej i życzliwiej. W przeważającej liczbie
                  przypadków, w szczególności we WSZYSTKICH wymienionych przez Ciebie,
                  naciśnięcie klaksona jest przejawem agresji, a więc krokiem wrogim w stosunku do
                  otrąbionego. Zresztą stale potwierdzasz swoje agresywne nastawienie do innych
                  przez konsekwentnie stosowaną terminologię (,,matoł'' itp.). Nie bajdurz więc o
                  wychowywaniu, kiedy Twoim celem jest TYLKO wyładowanie agresji.

                  iberia30:
                  > mnie by dalo do myslenia i powtarzam, jesli popelnie blad i nie daj Bog zmusze
                  > kogos do hamowania itd to chcialabym zeby uzyl klaksonu

                  To naklej sobie na szybie ,,trąbcie na mnie, matoły'' czy coś w tym stylu, skoro
                  masz taką zachciewajkę. A mnie Twoja trąba nie pomaga, wolę spokój w czasie
                  jazdy, więc proszę Cię, żebyś w mojej obecności na drodze zachowywała się
                  kulturalnie. To znaczy żebyś używała klaksonu WYŁĄCZNIE w celu ostrzeżenia o
                  zagrożeniu. A nie do wyjaśnienia kolejnej ofierze, że jest matołem.

                  Jak potrzebujesz się wytrąbić, to się udaj na jakiś tor dla Miłosników Agresji i
                  Hałasu oddzielony od dróg publicznych i tam sobie trąb.

                  - Stefan

                  www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
                  • iberia30 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 22.11.06, 20:34
                    stefan4 napisał:

                    > To w końcu przestań się łudzić!

                    i kto tu jest agresywny.....

                    >Kiedy przestaniesz, Ty i inni trąbici, to na
                    > drogach zrobi się od razu spokojniej i życzliwiej.

                    to niech sie inni tak zachowuja aby nie bylo potrzeby uzywania klaksonu.

                    >W przeważającej liczbie przypadków, w szczególności we WSZYSTKICH
                    wymienionych przez Ciebie,


                    chyba jestes niepowazny...jak ci ktos zajedzie droge albo zmusi do wyhamowania
                    do zera to co zrobisz?

                    a)ucieszysz sie, ze masz dobre hamulce bio udalo ci sie zatrzymac bo ktos sie
                    wlacza do ruchu
                    b)pomachasz mu z radosnym bananem
                    c)bedziesz ziyrytowany
                    d)zaklniesz
                    e)zatrabisz-ciebie nie dotyczy.

                    >bo naciśnięcie klaksona jest przejawem agresji, a więc krokiem wrogim w
                    stosunku do otrąbionego.

                    punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia
                    I wierz mi, ze po stokroc wolalabym klaksonu nie uzywac wogole bo nie robi mi
                    sie od tego lepiej , ale skoro ktos swoim idiotycznym zachowaniem-bo tak nalezy
                    nazwac zajechanie drogi, wymuszenie pierwszenstwa itd.wymusza na mnie
                    zachowanie bo jemu jest tak wygodniej to wybacz ale nie zamierzam udawac, ze
                    nic sie nie stalo.

                    > Zresztą stale potwierdzasz swoje agresywne nastawienie do innych
                    > przez konsekwentnie stosowaną terminologię (,,matoł'' itp.).

                    jest skutek jest i przyczyna, gdyby pan z mastera :
                    a)wlaczyl sie do ruchu sprawnie
                    b)jednak zatrzymal sie i ustapil pierwszenstwa

                    to nie byloby calej tej sytuacji, wiec nie odwracaj kota ogonem, ktos sie
                    glupio zachowal, moja reakcja byla adwkwatna do jego , koniec, kropka.

                    >Nie bajdurz więc o wychowywaniu, kiedy Twoim celem jest TYLKO wyładowanie
                    agresji.

                    to juz jest twoja subiektywmna interpretacja.

                    > To naklej sobie na szybie ,,trąbcie na mnie, matoły'' czy coś w tym stylu,
                    skoro masz taką zachciewajkę.


                    uwazam, to za cos normalnego, ze jesli ktos popelni blad to dobrze mu zwrocic
                    na to uwage....

                    > A mnie Twoja trąba nie pomaga,

                    a ja mam twoje zdanie i zachcianki tak samo w nosie jak i ty moje.

                    > wolę spokój w czasie jazdy,

                    a co myslisz, ze mnie to sprawia przyjemnosc???Ze od rana mi jakis madry
                    inaczej cisnienie podnosi????

                    >więc proszę Cię, żebyś w mojej obecności na drodze zachowywała się
                    > kulturalnie.

                    popros o to innych kierowcow, staram sie tak jezdzic aby nie wadzic innym
                    uczestnikom drogi.

                    >To znaczy żebyś używała klaksonu WYŁĄCZNIE w celu ostrzeżenia o
                    > zagrożeniu. A nie do wyjaśnienia kolejnej ofierze, że jest matołem.

                    taaaaa .....
                    • andrzej28aaa Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 24.11.06, 22:15
                      no sorry, ale jak jechałaś 80 km/h to koleś się tego mógł nie spodziewać po
                      prostu, nie każdy ma escorta...

                      a jakie tam było ograniczenie?
                      • iberia30 Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 25.11.06, 11:06
                        andrzej28aaa napisał:

                        > no sorry, ale jak jechałaś 80 km/h to koleś się tego mógł nie spodziewać po
                        > prostu, nie każdy ma escorta...

                        co ma piernik do wiatraka?sugerujesz,ze escort ma problem aby jechac 80km/h?
                        Zebys sie nie zdziwil, bo spokojnie mozna go rozkulac do 170.

                        >
                        > a jakie tam było ograniczenie?
                        pojade w poniedzialek to zwroce uwage, na moje oko tam jest 70.
                        • andrzej28aaa Re: Klakson jako srodek wychowawczy? 25.11.06, 17:55
                          nie no, a czy ja coś mam do escorta? ;))
        • tbernard Re: Ludzie honoru 22.11.06, 12:45
          Czy w tamtym miejscu dozwolone było 80?
          Bo jeśli tylko 50, to ten wyjeżdżający być może miał prawo oczekiwac, ze
          spokojnie zdąży.
          • iberia30 Re: Ludzie honoru 22.11.06, 18:34
            tbernard napisał:

            > Czy w tamtym miejscu dozwolone było 80?
            > Bo jeśli tylko 50, to ten wyjeżdżający być może miał prawo oczekiwac, ze
            > spokojnie zdąży.

            jest to droga na trasie Katowice-sosnowiec czyli poczatek lub koniec gierkowki,
            wiec nie ma tam 50.
            • Gość: tbernard Re: Ludzie honoru IP: *.telsat.wroc.pl 22.11.06, 20:53
              Okej, tak tylko zapytałem, bo często uliczni rajdowcy, którzy mają gdzieś
              ograniczenia prędkości bardzo bulwersują się, gdy z podporządkowanej ktoś
              "wymusza" na nich ściągnięcie buta z gazu. Moim zdaniem definicja wymuszenia
              pierwszeństwa powinna być obłożona warunkiem, że ten na drodze głównej nie
              przekracza dopuszczalnej prędkości.
              • kozak-na-koniu Re: Ludzie honoru 23.11.06, 10:33
                "Co ma piernik do wiatraka"? Wydaje mi się, że prędkość (za duża, za mała,
                niedostosowana do warunków itd.) - to jedno a wymuszenia pierwszeństwa - to
                drugie. Co byś powiedział, gdyby rzeczony "pirat" jechał grzecznie, grubo
                poniżej dozwolonych 50km/godz ale po śliskiej, oblodzonej drodze - zarzucałbyś
                mu, że w tym miejscu i w tej chwili powinien był jechać na łyżwach? Do
                obowiązków włączającego się do ruchu należy prawidłowo ocenić odległość od
                nadjeżdżających drogą z pierwszeństwem, ich prędkość, po czym wykonać manewr
                sprawnie i bezpiecznie, jak najszybciej dostosowując swą prędkość do prędkości
                innych. Klasyczna w Polsce sytuacja: gość rzuca okiem, po czym, widząc "dziurę"
                wyjeżdża z przecznicy, koniecznie na środek drogi i powoli, dostojnie się
                rozpędza (czasem przez kilkadziesiąt sekund - do prędkości, powiedzmy,
                50km/godz), zmuszając tym samym innych do, nierzadko awaryjnego, hamowania. Czy
                takie zachowanie można nazwać "kulturalnym"? A od ścigania "piratów drogowych" i
                domorosłych rajdowców jest policja...
        • 1realista iberia = piratka drogowa 22.11.06, 13:26
          Tak tak. Może warto wyjśc 5 minut wczesniej z domu i nie gnać na zabicie karku. A mogla sie np skrzynia popsuć w tym jednym tirze i korek na dwie godziny albo gorzej. Bo patrzać obiektywnie to najpierw oslica trabila na tira ktory chciał niekorkowac skrzyżowania a nastepnie osioł trąbił. Sama zwierzyna za kółkiem ;-)))
          • simr1979 Re: iberia = piratka drogowa 22.11.06, 14:48
            1realista napisał:

            > Tak tak. Może warto wyjśc 5 minut wczesniej z domu i nie gnać na zabicie karku.

            Tak, tak - a najlepiej to się ze 20 lat wcześniej urodzić..;)

            Mój pradziadek, jeśli nie zdążył na dworzec na godzinę przed odejściem pociągu,
            to wracał do domu.....
            • kozak-na-koniu Re: iberia = piratka drogowa 22.11.06, 14:56
              simr1979 napisał:

              > Mój pradziadek, jeśli nie zdążył na dworzec na godzinę przed odejściem pociągu,
              > to wracał do domu.....

              ...A na dworzec kolei żelaznej jechał 3 dni, bo miał 3 wiorsty. Tak było, dzieci
              kochane, tak było!:-)))
              • simr1979 Re: iberia = piratka drogowa 22.11.06, 15:10
                kozak-na-koniu napisał:


                > ...A na dworzec kolei żelaznej jechał 3 dni, bo miał 3 wiorsty.

                Akurat nie, albowiem warszawiakiem był mój pradziadek....:)
                • kozak-na-koniu Re: iberia = piratka drogowa 22.11.06, 15:26
                  simr1979 napisał:

                  > Akurat nie, albowiem warszawiakiem był mój pradziadek....:)

                  Aha. No to, przepraszam. Znaczy - miał blisko.:-)
                  • kozak-na-koniu Re: iberia = piratka drogowa 22.11.06, 16:24
                    A na dorożkę - to było go stać, czy nie?
          • iberia30 1realista=alfa i omega 22.11.06, 18:37
            1realista napisał:

            > Tak tak. Może warto wyjśc 5 minut wczesniej z domu i nie gnać na zabicie
            karku.

            na jakiej podstawie tak kretynski i niemajacy nic wpolnego z faktami wniosek????


            >A mogla sie np skrzynia popsuć w tym jednym tirze i korek na dwie godziny alb
            > o gorzej. Bo patrzać obiektywnie to najpierw oslica trabila na tira ktory
            chciał niekorkowac skrzyżowania

            chyba nie doczytales....tir spokojnie mogl sie na pomaranczowym zatrzymac-mial
            lewoskret ale ci z naprzeciwka maja wtedy czerwone wiec nie ma opcji, zeby
            zablokowal skrzyzowanie.Na taki manewr jak wykonal kierowca tira to sobie moze
            osobowka pozwolic bo ma ktrotki tyl wiec spokojnie by sie zmiescil i nie
            zmuszal mnie do zatrzymania sie na luku.
            • 1realista Re: iberia= najbardziej pyskata na forum :-PPP 22.11.06, 22:46
              chodzi mi o to ze nie warto gnać na zlamanie karku tylko zwolnic do rozsadnych predkości i zastosowanie większej tolerancji. Bo takie poganianie klaksonem może spowodować że na innym skrzyżowaniu sie nie wepchnie i bedzie stal kwadrans bo nikt nie puści. A w stojacych zanim bedzie narastać agresja.Ja często puszczam tira itp jeśli widzę za nim korek. Jak sie wypuści 2-3 zawalidrogi reszta szybko opuści skrzyżowanie.
              Jak sie denerwujesz w korku to pomyśl że może calkiem się zatkać na godzinę albo dwie. Dlatego nalezy mieć pozytywne podejście i sie nie denerwować. Warto porozglądac sie po sąsiednich autach - czasem można kogoś interesującego zobaczyć.
              A jesli chodzi o niezdarnosc innych to pomyśl ze kiedyś rownież i TOBIE kiepsko szło. Kiedyś tez będzie troche niezdarnosci. A jakaś pała z tyłu będzie trąbić zamiast spokojnie odczekać. Naduzywanie klaksonu to czesty objaw agresji na drodze.
              • iberia30 1realista=plotkarz 23.11.06, 11:18
                1realista napisał:

                > chodzi mi o to ze nie warto gnać na zlamanie karku tylko zwolnic do
                rozsadnych predkości i zastosowanie większej tolerancji.

                no zgadza sie , tylko, ze ja pisalam o czyms innym....

                >Bo takie poganianie klaksonem może spowodować że na innym skrzyżowaniu sie nie
                wepchnie i bedzie stal kwadrans bo nikt nie puści.

                dobrze, ale w tej opisanej sytuacji spokojnie mogl poczekac na nastepna zmiane
                swiatel-stal jako pierwszy i jest to lewoskret taki, ze nie musi ustepowac tym
                jadacym z przeciwka bo oni maja czerwone.

                >A w stojacych zanim bedzie narastać agresja.Ja często puszc
                > zam tira itp jeśli widzę za nim korek. Jak sie wypuści 2-3 zawalidrogi reszta
                szybko opuści skrzyżowanie.

                tez wpuszczam, nie tylko tiry, ulatwiam wlaczanie sie do ruchu i np. zjezdzam
                na lewy pas-pod warunkiem, ze jest wolny.I tak bym uczynila w przypadku
                mastera, ale niestety lewy pas byl zajety.

                > Jak sie denerwujesz w korku to pomyśl że może calkiem się zatkać na godzinę
                albo dwie.



                baaardzo rzadko zdarza mi sie stac w korku i najbardziej to mnie wkurza jak
                np.prawy pas stoi a inni widac korek jada np. srodkowym i sie potem wpychaja....

                >Dlatego nalezy mieć pozytywne podejście i sie nie denerwować.

                na naszych drogach to naprawde trudne.Od jakiegos czasu jezdze duzo wolniej niz
                rok temu, kulam sie prawym pasem 80-90km/h, nie ruszam z piskiem opon choc na
                pomaranczowym wrzucam jedynke itd szkoda, ze zawsze sie jakis inny madry
                pojawi, ktory oczywiscie swoim zachowaniem odstaje od ogolu.

                >Warto porozglądac sie po sąsiednich autach - czasem można kogoś interesującego
                zobaczyć.

                jakos nie mam takiej manii;-)))choc ogladam sie za innym autami:-), ostatnio za
                Landrcuiserem:-))

                > A jesli chodzi o niezdarnosc innych to pomyśl ze kiedyś rownież i TOBIE
                kiepsko szło.
                owszem, choc nie przypominam sobie zbyt wielu klaksonow w moim kierunku...

                >Kiedyś tez będzie troche niezdarnosci. A jakaś pała z tyłu będzie trąbić
                zamiast spokojnie odczekać.

                ale chyab jest roznica, uzyc klakson jak ci baran zajedzie droge albo zmusi do
                gwaltownego hamowania a co innego jak sie zielony listek powoli kula, prawda?
                • 1realista Re:iberia=baba za kierownicą nie da sie zanegować 23.11.06, 17:16
                  Po prostu wyluzuj. Trąb tylko w sytuacjach zagrożenia. Bo mamy coraz większą masę pojazdow i coraz większą masę niezbyt dobrych kierowcow więc trzeba sie tym nie przejmować.A denerwowanie się podobno urodzie szkodzi ;-))). O sympatycznosci zewnętrznej nie wspomnę. I jakiś pies uchla w nogę bo pomysli: "jakiś wsciekły człowiek - trza go profilaktycznie chapnąć bo jeszcze zaatakuje grzecznego pieska". A z chapniętą nogą terenówki sie nie da poprowadzić ;-))).
                  • iberia30 Re:1realista=chlop..... 24.11.06, 18:53
                    wiesz co...naprawde poziom twych wypocin jest zenujacy.I wara ode mnie.
        • Gość: Kokeeno Re: Ludzie honoru IP: *.crowley.pl 22.11.06, 18:31
          Jeżdżę w obecnie najbardziej popieprzonym mieście (jeśli chodzi o drogi) -
          Wrocławiu. Kierowcy, którzy muszą się w nim poruszać powinni dostąpić
          beatyfikacji (a co - za cierpliwość)... Natomiast stwierdziłem, że nie ma się co
          denerwować, bo dostanę wrzodów - w zeszłym tygodniu przejechanie 6km zajęło mi
          55 minut (i to nie w szczycie), w tym czasie ani razu nie wbiłem się na
          skrzyżowanie jeśli nie mogłem z niego zjechać, ani razu nie poleciała "rwa" w
          stronę robiących to kierowców i jeszcze sobie pozwoliłem na wpuszczanie pojazdów
          z podporządkowanych ulic (oni mają gorzej)... Totalny luzik (dodam, że nie
          brałem żadnych środków uspokajających)...
    • klemens1 Zbyt ambitnie 22.11.06, 08:33
      Wszystko fajnie napisane, ale nie ten poziom (zawyżony). Gdybyś napisał że jakaś łamaga się wlecze, to zaraz posypałyby się historie jak to każdy doświadczył takiego przypadku.
    • Gość: prawdziwy tebe gluptaku! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.11.06, 09:08

      > Że tak nie zachowują się ludzie honoru?

      jak ktos jest czlowiekiem honoru, to gapowatemu z reki kierownice wyrywa, a nie pozwala, zeby pozabijal siebie i innych!!!
    • Gość: komar Re: Ludzie honoru IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.06, 09:26
      To są między innymi cechy dojrzałego kierowcy.
      Rozpoznanie współuczestnika ruchu drogowego i podjęcie właściwych kroków aby
      zapewnić bezpieczeństwo - w pierwszej kolejności swoje, potem słabszych a na
      końcu posiadających fałszywe przekonanie o swoich umiejętnościach.
      Cieszmy się z trafionych ocen.
      pozdr
      • agaga2 cecha dojrzałego kierowcy... 22.11.06, 11:08
        to przedewszystkim nieprzecenianie własnych umiejętności a to czy ktoś jest
        dobrym kierowcą to pojęcie baaaardzo względne.
    • stefan4 Re: Ludzie honoru 22.11.06, 09:45
      mejson.e:
      > W filmie „Ludzie honoru” był taki fragment, w którym jeden marine mówi do
      > drugiego, że ich obowiązkiem jest bronić słabszych.

      To jest akurat fatalny przykład. Żołnierze wszelkich czasów i kultur dowiedli
      wielokrotnie, że ślady honoru miewają tylko na filmach holiłódzkich i z okazji
      akademii ku czci. Na codzień zaś zajmują się gwałtami i pijaństwem (lub w
      odmianie amerykańskiej
      • kozak-na-koniu Re: Ludzie honoru 22.11.06, 11:25
        "Trąbienie" (ale nie napojów "wyskokowych") jest takim samym narzędziem, jak
        każde inne. Sygnał dźwiękowy służy do ostrzegania o niebezpieczeństwie - i
        koniec! Fakt, że wielu tego narzędzia nadużywa jest tematem na zupełnie inną
        dyskusję... I nie ma to nic wspólnego z tzw. "komuną". Tak mi się wydaje.;-)
        • Gość: Kokeeno Re: Ludzie honoru IP: *.crowley.pl 22.11.06, 18:39
          Pytanie: jakie ostrzeżenie dajesz gościowi, kiedy niebezpieczna sytuacja minęła?
          Wtedy chodzi tylko i wyłącznie o wyładowanie złości (a to już jest zagrożone
          mandatem karnym)...

          P.S.
          Zwykle raz w tygodniu mam sytuację, gdzie kierowca (płci obojga - nie ma reguły)
          jedzie lewym pasem, ja prawym, a że nie patrzy na boki i ufa lusterkom bocznym
          to mnie nie widzi i w pewnym momencie ładuje się na mój pas (a konkretnie
          nieświadomie celuje we mnie) - jako, że tą sytuację mam już obćwiczoną, to
          zamiast trąbić ostro hamuję i jak się najbliżej da ciągnę na prawo (właśnie po
          to zostawiam sobie na swoim pasie te 70cm zapasu)... Zresztą i tak nie ma sensu
          trąbienie - bo jest na to za późno. Zwykle potem widzę przed sobą zszokowanego
          kierowcę - i co? Mam robić z siebie niepotrzebnie debila z pianą na ustach? Bez
          sensu...
          • emes-nju Re: Ludzie honoru 22.11.06, 18:50
            Gość portalu: Kokeeno napisał(a):

            > Pytanie: jakie ostrzeżenie dajesz gościowi, kiedy niebezpieczna sytuacja
            > minęła?
            > Wtedy chodzi tylko i wyłącznie o wyładowanie złości


            Wiesz... Ja czasem, i przyznaje sie do tego publicznie (!), trabie wylacznie po to, zeby wyladowac zlosc. Na adresacie tej zlosci, a nie na kims Bogu ducha winnym, kto napatoczy mi sie pod kola jak bede jeszcze bulgotal po stresujacej akcji z udzialem chama/cwaniaka/debila/pirata. Tak jest w sumie zdrowiej dla wszystkich.
      • radiomis Re: Ludzie honoru 22.11.06, 19:10
        i znow cos dziwnego. tym razem klakson jest znakiem rozpoznawczym
        postkomunistow. pochod pierwszomajowy z trabkami ?
    • mejson.e Honorowe towarzystwo... 22.11.06, 20:34
      Tak się wahałem pisząc ten wątek, czy nie napisałem ze zbyt dużym zadęciem -
      honor, ochrona słabszych itp - a tu okazało się, że poza wiernym tebe, nie było
      totalnej krytyki.

      Widzę, że podzielacie opinię, że trąbienie i wyładowywanie agresji na
      "debilach", osłach" itp., nie służy niczemu innemu, jak ... wyładowaniu agresji.

      Niebezpieczeństwo minęło, udało się go uniknąć hamowaniem albo omijaniem, ale
      pozostaje jeszcze klakson.
      Po co?
      No właśnie po to co wyżej.

      Żeby nie było wątpliwości - nie jestem święty i zdarzyło mi się użyć klaksonu do
      wyrażenia swojej opinii albo do zmotywowania kogoś do działania.
      Nie zaliczam do tego krótkiego piknięcia, jeśli ktoś przysnął pod światłami,
      albo stracił poczucie pierwszeństwa przejazdu.
      Ale trąbię, by skłonić kogoś do podjęcia decyzji i odblokowania przejazdu, albo
      zaniechania głupiego manewru.

      Staram się używać klaksonu wyłącznie do celu, w jakim został zamontowany - do
      ostrzeżenia - np gdy ktoś wolniutko wycofuje i nie widzi całej drogi, a ja
      akurat nie mogę/nie chcę zatrzymać się i wpuścić go, gdy ktoś zbyt szybko zbliża
      się ulicą podporządkowaną, albo do przejścia dla pieszych (pieszy mający
      czerwone światło).
      Jak wyżej stwierdzono - nie wystarczy czasu na ostrzeżenie kogoś pochopnie
      zmieniającego pas, z reguły uratuje nas jedynie hamowanie.

      Honorowi jednak z Was ludzie ;-)

      Postarajmy się o tym pamiętać, gdy trudne warunki pogodowe wkrótce obnażą braki
      umiejętności u wielkiej grupy użytkowników dróg i sprawią, że staną się dla nas
      szczególnie uciążliwi.

      Pozdrawiam,
      Mejson
      --
      Automobil
      Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
      • tiges_wiz Re: Honorowe towarzystwo... 23.11.06, 10:39
        ja ostatnio tez uzylem klaksonu. Gosc wyjechal na droge miedzymniastowa po za
        obszarem zabudowanym dostawczakiem i jeszcze nie mial zamiaru przyspieszac. A ze
        wyjechal jakies 40 metrow przede mna to bylo ostre hamowanie i szukanie gdzie tu
        uciec.
        • simr1979 Re: Honorowe towarzystwo... 24.11.06, 10:08
          tiges_wiz napisał:

          > Gosc wyjechal na droge miedzyMNIastowa po za
          > obszarem zabudowanym dostawczakiem (...)

          To musi gdzieś na KURPSIACH było..... ;)

          P.S. Bardzo lubię regionalizmy językowe..:)
          • tiges_wiz Re: Honorowe towarzystwo... 24.11.06, 10:13
            nie ... to moja klawiatura firmowa.. czesto tez nie wciska sie T.
    • jane14 Honor i Klakson ? 22.11.06, 20:37
      Myśle że to miała być w założeniu Mejsona dyskusja nie o tym...
      Jeśli już sprowadzona została do poziomu klaksonu to moze nie gwarancją ale
      przejawem honoru bedzie jak gdy coś zawalimy i ktoś zatrąbi bez wzgledu czy aby
      ostrzec czy napomnieć, przyznać sie do błedu i przeprosić. Samo użycie klaksonu
      można traktować raczej w kategoriach temperamentu, natomiast "pojście w
      zaparte" i traktowanie siebie jako istoty nieomylnej zawsze jest gwarancją
      braku honoru.
      • Gość: BUC Re: Honor i Klakson ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.11.06, 20:48
        a propos klaksonu. sadzicie ze pneumatyczny jeste lepszy? sa tanie w geancie,
        ale to chyba nie honor miec klakson z geanta? tak pneumatyczny to jak marine
        siren... wroc! jak marines !
        pytanie: kupic pneumatyczny? modulowane fanfary czy honorowo popiskiwac fabrycznym?
    • foreks Re: Ludzie honoru 24.11.06, 10:36
      > W filmie „Ludzie honoru” był taki fragment, w którym jeden marine m
      > ówi do
      > drugiego, że ich obowiązkiem jest bronić słabszych.

      po raz kolejny nie do konca zgadzam sie z logika Twojej wypowiedzi, w tym
      wypadku paraleli.
      wojsko ma bronic zazwyczaj "slabszych" cywili /i.e. pieszych, rowerzystow,
      nawet gdy nie do konca sumiennie stosuja sie do PrRD/, nie zas slabeuszy z
      wlasnej kompanii. zreszta w marines nie ma przeciez z definicji miejsca dla
      slabeuszy, bo tu chodzi o wlasne i cudze zycie. na drogach zas wedlug Ciebie
      powinno sie tolerowac zagrozenie, bo tak "krag kultury chrzescijanskiej" wymaga?
      • stefan4 Re: Ludzie honoru 24.11.06, 11:04
        foreks:
        > wojsko ma bronic zazwyczaj "slabszych" cywili

        Tylko na filmach. W rzeczywistości wojsko ma bronić własnej d. kosztem cywilów,
        dóbr materialnych, zabytków itp.

        Ale publiczne drogi służą właśnie cywilom i wara od nich dzielnym marinesom.
        Jeździmy jak potrafimy i starajmy się to robić PRZEDE WSZYSTKIM bezpiecznie.
        Dla orłów, miszczów i innego wojska są poligony i tory wyścigowe. A jeśli ich
        nie ma, to niech je sobie zbudują. Za własne (a nie podatników) pieniądze.

        - Stefan

        www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
        • tiges_wiz Re: Ludzie honoru 24.11.06, 11:15
          ludzie .. tu chodzilo przeciez o pewna metafore
          • foreks Re: Ludzie honoru 24.11.06, 11:57
            wybaczcie, ale pozwole sobie na niedokladnie zacytowanie samego siebie sprzed
            kilku miesiecy. dzieki klaksonom, pukaniu w czolo i kilka razy klasycznym
            opjerdolom jako adept sztuki prowadzenia pojazdow mechanicznych nauczylem sie
            jezdzic.

            czyli nie zajezdzam drogi, bo juz wiem, iz facet moze wlasnie przyspieszac,
            nie zmieniam pasa na prawo, bez ogladniecia sie przez ramie,
            nie skrecam w poprzeczna, bez wychylenia sie przez slupek, czy aby kto przez
            zatarasowana droge nie jedzie szybko moim pasem w przeciwnym kierunku,
            nie wyprzedzam, nim dwa razy nie spojrze w lusterko,
            nie hamuje na 200m lub 2m przed skrzyzowaniem,
            nie trzymam po zmroku na plaskim przy dluzszym posotoju /korek?/ nogi na pedale
            hamulca, by nie oslepiac za mna stojacego, a zaciagam reczny i prostuje
            kola /bo jak kto we mnie uderzy, to moze nie wysune sie bezposrednio pod
            nadjezdzajacy TIR/, tak jeszcze dopowiem,
            sprawdzam co jakis czas, czy swiatla moje nie oslepiaja jadacych z naprzeciwka,
            skrecajac z min. dwupasmowej w inna wielopasmowa wbijam sie w pas, bedacy, say,
            kontynuacja mojego, a jesli nie ma mozliwosci przeprowadzenia takiego
            wnioskowania z zadowalajacym rezultatem /bo pasy zatarte/ - patrzam w lusterka,
            czy komu sprytniejszemu nie zajezdzam drogi,
            etc etc.

            a wszystko to zawdzieczam kierowcom bez honoru, ktorzy sumiennie i przykladnie
            dali mi na ulicy szkole. wystarczy tylko nauczyc sie, by pompka nie skakala,
            gdy kto nas doniosle pouczy. elo.
            • Gość: takijeden Re: Ludzie honoru IP: *.it-net.pl 24.11.06, 12:08
              Amen!:-)
          • radiomis Re: Ludzie honoru 24.11.06, 17:48
            honorowo jest nie trabic. i nie byc traba. taka "metafura"
      • mejson.e Bronić słabeuszy 24.11.06, 13:57
        foreks napisał:

        "wojsko ma bronic zazwyczaj "slabszych" cywili /i.e. pieszych, rowerzystow,
        nawet gdy nie do konca sumiennie stosuja sie do PrRD/, nie zas slabeuszy z
        wlasnej kompanii. zreszta w marines nie ma przeciez z definicji miejsca dla
        slabeuszy, bo tu chodzi o wlasne i cudze zycie."

        A oglądałeś w ogóle ten film?
        Bo mowa w nim właśnie o słabeuszu, Santiago, którego obróbka kolegów z własnej
        kompanii doprowadziła do śmierci.
        A stwierdzenie marine, że ich obowiązkiem jest bronić słabszych miało pełny
        tekst "... takich jak Santiago".
        Więc w marines też zdarzają się słabeusze i ich też trzeba chronić, choć już
        jako cywili.

        "na drogach zas wedlug Ciebie powinno sie tolerowac zagrozenie, bo tak "krag
        kultury chrzescijanskiej" wymaga?"

        Na drogach powinno się chronić przed zagrożeniem, a nie "dawać nauczkę" i
        wystawiać niedorajdów np na zderzenie czołowe, bo źle wykalkulowali odległość i
        prędkość.

        Ale przecież sam to dobrze wiesz.

        Pozdrawiam,
        Mejson
        --
        Automobil
        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • foreks Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 14:39
          umowmy sie, ze po raz trzeci nie bede juz sie cytowal :)

          dodam tylko, ze oczywiscie nie sposob sie nie zgodzic z teza, iz mogac innym
          uczestnikom drogi pomoc /niezaleznie, czy przypadkiem to nie ich razaca wina,
          ze w problematycznej sytuacji znalezli sie/, pomagac bezapelacyjnie nalezy.
          uwazam rowniez, ze takim patologiom, jak brak
          wyobrazni/gapiostwo/nieobliczalnosc etc nie wolno poblazac. a Twoje podejscie w
          moim odczuciu to sugeruje w mysl zasady "nadstaw drugi policzek", ktory zreszta
          zazwyczaj konczy sie brutalnym pobieciem.. nie chodzi o rewanzyzm, chodzi o
          bezpieczenstwo.

          santiago nie byl stworzony do marines, niektorzy "kierowcy" nie sa stworzeni do
          jazdy. ekspresja dezaprobaty, ze pozwolcie posluzyc sie eufemistycznym nader
          stwierdzeniem, nie powinna byc zas postrzegana w kategoriach braku honoru,
          chamstwa, pospiechu, wyzszosci i innych atrybutow mistrzow kierownicy. ludzie z
          zasady ucza sie na swoich bledach, a jezeli nie, to chociaz poddaja sie
          zachowaniu odruchu bezwarunkowego. jezeli niebezpieczny manewr zostal przyjety
          owacjami inaczej sadze, ze znakomita wiekszosc santiagos nastepnym razem
          zastanowi sie. a jezeli to byl kryptosantiago, w sensie cwaniak, i tak nie masz
          wyjscia, jak poddac sie drgowemu terrorowi.
          • kozak-na-koniu Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 15:18
            ...Kiedy ja również czasami tak robię - np. udaję, że jadę na czołowe zderzenie,
            po czym nagle, w ostatnim momencie ustępuję miejsca. Albo, wyprzedzam, po czym,
            zjechawszy z powrotem na prawy pas udaję że gwałtownie hamuję (stale patrząc w
            lusterko). Oczywiście, robię to tylko wtedy, gdy mam 100% pewność, że panuję nad
            maszyną. A jak takie "kozaki" wtedy się boją, a jak uciekają, a jak (zapewne)
            złorzeczą...:-)))
            • tiges_wiz Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 15:25
              heh .. kiedys ten na przeciwko ucieknie w to samo miejsce co ty i bedzie wesolo ...
              • kozak-na-koniu Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 15:40
                Eee tam, to było do śmichu... A nawet, jak by naprawdę, to i tak tamten przecież
                ucieknie w prawo (swoje) i ja tyż (w moje) - i do przodu - i będzie git!;-)
                • tiges_wiz Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 15:41
                  Otylia zwiala na lewo ...wiec nie kazdy ucieka na prawo.
                  • kozak-na-koniu Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 15:47
                    Otylia była nowicjuszką a ja, kurza twarz, już niestety także wtedy już byłem
                    mocno i "na własnej skórze" nauczonym stareuszem... No dobra, co tu jeszcze
                    ciekawego napisali?...;-)
                    • radiomis Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 17:52
                      w sumie kozaku.... taki zart. "zrob mi" tak kiedys....
                      • kozak-na-koniu Re: Bronić słabeuszy 24.11.06, 18:10
                        Czemu nie... Lubisz?
                        • Gość: BUC Re: Bronić słabeuszy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.06, 20:20
                          ja nie lubie, ale samochod maluje dowolnym kolorem nitro i pedzlem, wiec...koszt
                          niewielki :)
        • stefan4 Słabeusze proszą bohaterskich mafiourines o niebronienie 24.11.06, 18:45
          mejson.e:
          > A oglądałeś w ogóle ten film?
          > Bo mowa w nim właśnie o słabeuszu, Santiago, którego obróbka kolegów z własnej
          > kompanii doprowadziła do śmierci.

          Ja, słabeusz drogowy, na tyle radzę sobie z samym pojazdem i drogą, że nie mam
          wypadków. A jedyne zagrożenia, jakie przeżywam, wynikają z działalności
          Dynamicznych i Opiekuńczych Miszczów Śmigających a Prędkościami Dużymi ale
          Bezpiecznymi. Z nimi radzę sobie znacznie gorzej, szczególnie z tymi, co na
          siłę starają się mnie wychować klaksonem, albo zajeżdżaniem drogi, albo miganiem
          długimi, albo bliskim wyprzedzaniem.

          Dlatego apeluję do Ciebie, Mejsonie, i do innych dzielnych mafiozów
          narzucających mi swoją bardzo kosztowną opiekę: zachowajcie się jak American
          marines pod koniec wojny wietnamskiej i po prostu GO HOME. Zostawcie kiepskie
          polskie drogi nam, słabym kierowcom w niesprawnych pojazdach, a sami
          wyasfaltujcie sobie Księżyc i tam sobie nawzajem brońcie, kogo dusza zapragnie.

          A kiedy przyjeżdżacie do nas, słabeuszy, w gości, to starajcie się nie wyróżniać
          i prowadźcie te Wasze MoonShineCruisery tak samo słabo jak inni. Najlepsza
          obrona, jakiej możesz mi, Mejsonie, udzielić, to własna spokojna jazda, żebym w
          ogóle nie zauważył, jaki to z Ciebie silny i krwiożerczy marine.

          - Stefan

          www.ipipan.gda.pl/~stefan/Irak
          • jane14 Mistrz i Słabeusz. 24.11.06, 20:00
            Właśnie wydaje się że cała dyskusja nieco sie zapłatała bo chyba zabrakło
            zdefiniowania pojeć.
            Wszystko bowiem wskazuje że "mistrz kierownicy" czesto jest słabeuszem drogi,
            a "słabeusz" poprostu odpowiedzialnym jej użytkownikiem.
            Klakson też bywa zarówno wyrazem agresji jak i dezaprobaty dla agresji.
            Bywa też wyrazem braku tolerancji dla błedów ale też i brakiem tolerancji dla
            chamstwa czy głupoty.
            Ale jak już wspomniałem czy ktoś go uzywa czy nie z honorem niewiele ma to
            wspolnego.
            A co do podkładu dyskusji, podzielam akurat zdanie Stefana4. O honor w
            strukturach zminlitaryzowanych jeszcze trudniej niż gdzie indziej a wszedzie o
            niego trudno.
            Także jeśli dobrze zrozumiałem wymowe tego filmu tytuł był tu raczej ironią. W
            końcu to ten żołnierz był ofiarą "Ludzi honoru" bez wzgledu na wypowiadany na
            koniec przez nich frazes.
            Honor to bardzo unikalna dziś cecha. Szczerze sie zastanowiwszy trudno by mi
            było wskazać kogoś kto naprawdę można uznać za kierującego się honorem w swoim
            postepowaniu. Czasem może zdarzają się jakieś przebłyski ...
            Dlatego może nie mieszajmy honoru z kierowaniem pojazdami bo to
            trochę "ksieżycowa" dyskusja.

            • mejson.e Re: Mistrz i Słabeusz. 24.11.06, 21:53
              jane14 napisała:

              "Także jeśli dobrze zrozumiałem wymowe tego filmu tytuł był tu raczej ironią. W
              końcu to ten żołnierz był ofiarą "Ludzi honoru" bez wzgledu na wypowiadany na
              koniec przez nich frazes."

              Właśnie tak dokładnie było - źle pojęty honor doprowadził do niepotrzebnej
              nikomu śmierci.

              "Honor to bardzo unikalna dziś cecha. Szczerze sie zastanowiwszy trudno by mi
              było wskazać kogoś kto naprawdę można uznać za kierującego się honorem w swoim
              postepowaniu. Czasem może zdarzają się jakieś przebłyski ..."

              No nie jest tak źle.
              Honor w czasach pokoju, to wg mnie po prostu przyzwoitość, godność, szacunek dla
              zasad.
              Nie pozwoli ulec pokusie wzięcia łapówki, zdradzić bliskiej osoby, wykręcić się
              od odpowiedzialności cudzym kosztem itp.
              Na pewno znasz przykłady kierowania się właśnie takimi zasadami.

              "Dlatego może nie mieszajmy honoru z kierowaniem pojazdami bo to trochę
              "ksieżycowa" dyskusja."

              Honor to faktycznie zbyt mocne słowo na określenie kierowania się w/w zasadami,
              ale użyłem go wyłącznie dlatego, że taki był tytuł filmu, a chodziło mi właśnie
              o przyzwoitość, wyrozumiałość i potrzebę wzięcia odpowiedzialności za
              uczestnictwo w ruchu drogowym, nawet jeśli oznacza to stratę czasu czy dobrego
              samopoczucia z powodu błędów popełnianych przez mniej doświadczonych
              użytkowników dróg.

              Przyznam się też, że odwołałem się do honoru, by przekonać do innego spojrzenia
              na uczestnictwo w ruchu drogowym, gdzie dziwnym trafem prawie wszyscy są
              przekonani, że jeżdżą lepiej od innych.
              Skoro inni są "gorsi" w te klocki, to zamiast wściekać się i wyżywać się na nich
              może z wyrozumiałością "otoczyć ich opieką"?
              I ego zarozumialców nie ucierpi i bezpieczeństwo może na tym tylko zyskać...

              A może pomóc nawet tym rozsądnym i nieagresywnym, których błędy innych czasami
              "przesterowują" i przepełnia się im czara tolerancji.

              Wiem co mówię, bo sam czasami jestem zdziwiony własną irytacją.

              Stefan kiedyś słusznie zauważył, że jazda samochodem często przemienia ludzi w
              zwierzęta, więc niech to będą przynajmniej zwierzęta przyzwoite...

              Pozdrawiam,
              Mejson
              --
              Automobil
              Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
              • Gość: Kokeeno Re: Mistrz i Słabeusz. IP: 80.54.202.* 25.11.06, 11:09
                Właściwie to o jaki honor chodzi? Przyjmuję taką zasadę, że jeśli chodzi o drogę, to najgorsze, co może być, to zacięty "nauczyciel", który musi pokazać, że ma zawsze rację - jezdnia to nie miejsce do pokazywania frustracji - wystarczy zmiąć w ustach jedno "rwa" i być jeszcze bardziej ostrożnym... Rocznie ginie na drogach Polski małe miasteczko i nikt nie ogłasza z tego powodu żałoby narodowej (a może warto? tyle, że musiałaby być całoczna)...

                Niedawno widziałem, jak taki piep.... "nauczyciel" coś komuś chciał pokazać i miał fatalnie wyglądające dachowanie - wraz ze swoją rodziną... (na całe szczęście nic się nikomu nie stało, ale mogło, jak się stawia przy prędkości 120km/h auto w poprzek jezdni)...
              • jane14 Re: Mistrz i Słabeusz. 25.11.06, 15:45
                mejson.e napisał:
                "No nie jest tak źle.
                Honor .... Na pewno znasz przykłady kierowania się właśnie takimi zasadami."
                Oczywiście znam ale o ile czesto można powiedzieć że ktoś postąpił Honorowo w
                konkretnej sprawie o tyle dużo trudniej w zgodzie z własnym sumieniem
                powiedzieć że ktoś jest "Człowiekiem Honoru".
                No cóż dla człowieka honoru, honor to wartość bezwzgledna i koniec. Reszta ma
                poprostu rózny poziom ceny swego Honoru.
                Fakt w przypadku ruchu drogowego cena jest bardzo niska. Pierwsze miejsce
                przed sygnalizotorem, 10 minut wcześniej w domu ...
          • mejson.e Maskowanie 24.11.06, 21:31
            stefan4 napisał:

            "Najlepsza obrona, jakiej możesz mi, Mejsonie, udzielić, to własna spokojna
            jazda, żebym w ogóle nie zauważył, jaki to z Ciebie silny i krwiożerczy marine."

            Masz to załatwione!
            Tak właśnie się maskuję... ;-)

            Pozdrawiam,
            Krwiożerczy Mejson
            --
            Automobil
            Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
            • Gość: Emeryt Re: Honor na drodze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.03.07, 16:28
              Drodzy Uczestnicy,
              dzięki za podjęcie tej tematyki. Nie będę się wdawał w analizę pojęcia honoru,
              bo jest bardziej skomplikowane, niż to zarysowali Szanowni Przedmówcy. Dodam
              tylko, że zgadzam się, że w omawianym filmie "Ludzie Honoru" byli użyci
              ironicznie. W każdym razie, w swoim tradycyjnym kontekście szlacheckim honor
              praktykowano tylko w odniesieniu do członków własnej klasy. Osobiście uważam za
              bardziej uniwersalną przyzwoitość. Dobre jest też stosowanie francuskiej
              zasady "Noblesse oblige", czyli "szlachectwo zobowiązuje". W tym przypadku jest
              to szlachectwo kierownicy - doświadczenie, oraz kultura osobista (nie tylko za
              kółkiem).
              Co do trąbienia - fakt, że np. w prowincjonalnej Ameryce trąbią mniej, ale też
              amerykańscy socjologowie przeprowadzili badania, z których wynikło, że kierowcy
              jako drudzy czy następni pod światłami, znacznie częściej trąbią jeśli z
              ruszenim spóźnia sięwóz tąncszy czy starszy.
              Mam wrażenie, Foreksie,że jesteś dla siebie niezbyt sprawiedliwy uważając, że
              wszystko, co umiesz jako kierowca zawdzęczasz trąbieniu i OPR-om. Może w ten
              sposób oduczono Cię hamowania 2 m. przed skrzyżowaniem, ale do tego, aby pod
              światłami na płaskim nie naciskać pedału hamulca, bo oślepiasz kierowcę za Tobą
              (dzięki za sugestię!) musiałeś dojść sam - i to kierowany altruizmem, bo tamten
              kierowca i tak Ci się nie zrewanżuje, a kierowca przed Tobą(który Cię oślepia)
              i tak o tym nie wie. Więc - choć dzisiaj rząd uważa, żę problemy rozstrzyga się
              batem, sadzę, że więcej da się załatwić wyrozumiałością. Pozdrawiam Wszystkich
              Uczestników Forum, Emeryt

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka