Gość: rav107
IP: *.gazeta.pl
11.04.07, 11:38
Dzisiaj padłem ofiara nadgorliwości policji. Po drodze do pracy zostałem
zatrzymany za jazdę pasem dla autobusów. Formalnie wszystko było prawidłowo,
bo istotnie znajdowałem się na tym pasie.
Tyle tylko, że... zjechałem na ten pas bo niecałe 100 metrów dalej było
skrzyżowanie na którym miałem zamiar skręcić w prawo, a skręt w prawo jest
własnie z tego pasa. Zjechałem na niego trochę wcześniej, bo zjazd na prawy
pas przed samym skrzyżowaniem jest dosyc trudny i można długo na niego
czekać, a przy okazji blokuje się środkowy pas, co przy wzmożonym porannym
warszawskim ruchu jest nie bez znaczenia.
Dodatkowo cała rzecz była 10 minut przed 9 rano, a od 9 pasy dla autobusów
nie obowiązują.
Jeszcze dodatkowo nie zakłóciłem przejazdu żadnego autobusu, bo żaden w
zasięgu mojej widoczności z przodu i z tyłu po prostu nie jechał.
Żaden z tych argumentów nie przekonał pana policjanta. Mandat i koniec.
Formalnie miał rację, ale gdzie jakieś życiowe i ludzkie podejście? Dodajmy
że w czasie kiedy czekałem na wypisanie mandatu, pasem dla autobusów smignęło
około 30 samochodów (liczylem bo mi się nudziło). Echhhhhh........