Dodaj do ulubionych

W czynie społecznym

IP: *.gapp.pl 21.05.07, 08:58
wiadomosci.wp.pl/wiadomosc.html?kat=15811&wid=8870696&rfbawp=1179730376.560
No i co jesteście za czy przeciw.

Taka refleksja mnie naszła. Na widok skrzynki z radarem, samochodu Policji
wszyscy zdejmują nogę z gazu, na widok czarnego punktu, znaków wskazujących na
to że mogą przechodzić dzieci już nie.
Obserwuj wątek
    • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:12
      Jeśli to prawda i za radosną aprobatą policji już wolno bez żadnego zezwolenia
      umieszczać dowolne, na stałe umocowane przedmioty w pasie drogowym, to nie
      zdziwmy się zanadto, gdy wkrótce ktoś inny rozsypie na jezdni gwoździe lub
      ustawi domowej roboty miotacz płomieni, bo ma dosyć hałasu, spalin i oczekiwania
      na możliwość przejścia na drugą stronę drogi...
      • tiges_wiz Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:21
        nie jest napisane gdzie to stoi. Moze na jego prywatnym terenie?
        • mejson.e W wyczynie prywatnym 21.05.07, 10:31
          tiges_wiz napisał:

          "nie jest napisane gdzie to stoi. Moze na jego prywatnym terenie?"

          Może i prywatnym, ale skoro "działa" i kierowcy zwalniają, to "ingeruje" co
          najmniej optycznie w pas drogowy - co najmniej rozprasza uwagę.

          Z podobnych powodów ograniczono liczbę miejsc na samochodzie, w których można
          umieszczać reklamę - nie wolno z tyłu i przodu, wolno z góry i boków. Jak jest w
          rzeczywistości - każdy wie.

          Wg mnie to niedopuszczalne, a poprawą bezpieczeństwa niech zajmują sie fachowcy
          a nie sfrustrowani mieszkańcy.

          Pozdrawiam,
          Mejson
          --
          Automobil
          Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
        • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:31
          ..."przy drodze wylotowej do Węgorzyna od pewnego czasu stoi i działa
          niezawodnie "fotoradar"...

          Wydaje mi się, że skoro stoi "przy drodze" i jest zauważany przez kierowców,
          którzy go zauważają, musi być ustawiony w pasie drogowym. Poza tym, czy zgodnie
          z obowiązującym prawem jest on odpowiednio oznakowany? Czy każdy ma prawo
          rozstawiać na i przy drogach takie znaki i wpływające na ruch urządzenia (np
          szlabany), jakie mu się zamarzą?
          • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:35
            kozak-na-koniu napisał:

            > Wydaje mi się, że skoro stoi "przy drodze" i jest zauważany przez kierowców,
            > którzy go zauważają,

            Oczywiście, miało być "przestrzegają", "respektują", albo coś w tym rodzaju.:-)
    • iberia.pl Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:16
      jesli to w jakikolwiek sposob komus pomoze to mnie to nie przeszkadza, a ze
      moze nie do konca zgodne z prawem...no coz czasem tak trzeba.
      • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:26
        iberia.pl napisała:

        > a ze
        > moze nie do konca zgodne z prawem...no coz czasem tak trzeba.

        Takie wypowiedzi mnie porażają i przerażają. Rozumiem, że jeśli np. pijany gość
        zajedzie mi drogę i spowoduje wypadek, wolno mi go za to zabić? Pieszy
        oczywiście również może nie rozglądając się wleźć prosto pod koła rozpędzonego
        pojazdu, w nieprzeznaczonym do przechodzenia miejscu - i wszystko będzie cacy?...
        • tbernard Re: W czynie społecznym 21.05.07, 13:36
          Uprawiasz demagogię.
          Porównujesz zupełnie nieporównywalne sytuacje tylko na płaszczyźnie:
          zgodnie lub niezgodnie z przepisami.
          Oczywiście, że metody partyzanckie i nie do końca zgodne
          z prawem budzą mieszane uczucia. Ale szczytem hipokryzji
          jest fakt, że w opisywanym przypadku najbardziej przeszkadza
          tym którzy sami prawa nie przestrzegają ale chętnie się na nie
          powołują, że to co im przeszkadza w łamaniu prawa jest niezgodne z prawem.
          Mnie osobiście nie przeszkadzają takie atrapy radarów, lub tabliczki
          z lipnym ostrzeżeniem "Kontrola radarowa". Chyba, że są zamocowane tak,
          że niewielki wietrzyk jest w stanie takie coś powalić stwarzając zagrożenie
          bezpośrednie.
          • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 13:44
            tbernard napisał:

            > Mnie osobiście nie przeszkadzają takie atrapy radarów, lub tabliczki
            > z lipnym ostrzeżeniem "Kontrola radarowa".

            Rozumiem, ze masz tempomat i nie musisz, przewidujac kontrole, czesciej patrzec na zegary niz na droge? Ja nie mam tempomatu i wiem, ze jak widze taka tabliczke, to czesc uwagi (moze sie okazac, ze zbyt duza czesc...) przenosze z drogi na zegary. Dla bezpieczenstwa oczywiscie :-P
            • w_sasnal_csw Re: W czynie społecznym 21.05.07, 15:24
              > Ja nie mam tempomatu i wiem, ze jak widze taka tablicz
              > ke, to czesc uwagi (moze sie okazac, ze zbyt duza czesc...) przenosze z drogi n
              > a zegary. Dla bezpieczenstwa oczywiscie :-P

              Niesamowite, jak sobie radzisz z kolorowymi bilbordami przy drodze? A co ze
              znakami drogowymi? A jazda w mieście( znaki, kierunkowskazy, tyle samochodów i
              tramwajów)? Wydaje mi się, że kierowca powinien charakteryzować się choć
              minimalną podzielnością uwagi...
              Atrapy, czy prawdziwe fotoradary, ludzie na poboczu, tablice informacyjne,
              prędkościomierz, licznik kilometrów, nigdy ich zauważanie nie przeszkadzało mi w
              wykonywaniu manewrów na drodze, ale też nie twierdzę, że jestem zwyczajnym
              człowiekiem:P

              Żarty żartami, ale chciałem napisać, że wpadanie ze skrajności w skrajność jest
              najprostsze, a przecież jest tyle odcieni szarości i nie każda pierdoła w polu
              widzenia absorbuje 100% naszej uwagi.
              • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 15:38
                w_sasnal_csw napisał:

                > > Ja nie mam tempomatu i wiem, ze jak widze taka tabliczke, to czesc uwagi
                > > (moze sie okazac, ze zbyt duza czesc...) przenosze z drogi na zegary. Dla
                > > bezpieczenstwa oczywiscie :-P
                >
                > Niesamowite, jak sobie radzisz z kolorowymi bilbordami przy drodze? A co ze
                > znakami drogowymi? A jazda w mieście( znaki, kierunkowskazy, tyle samochodów
                > i tramwajów)? Wydaje mi się, że kierowca powinien charakteryzować się choć
                > minimalną podzielnością uwagi...

                Nie ma czegos takiego jak podzielnosc uwagi ( miniurl.pl/30157 ). Nasz mozg naprawde moze zajmowac sie jedna czynnoscia na raz. To co nazywamy podzielnoscia uwagi jest raczej umiejetnoscia szybkiego przerzucania sie z tematu na temat. Czyli jak tematow jest za duzo, to jakis musi lezec "odlogiem". Skoro zatem fotoradar BEDZIE bolec w kieszeni, a konfrontacja z innymi jadacymi/idacymi nie musi bolec (nie wszyscy sie rozbijaja), to wiadomo co bedzie lezalo "odlogiem"...

                PS Zawsze "wzrusza" mnie indolencja (i urzedowa pazernosc...) ludzi, ktorzy pozwalaja na umieszczanie takiej ilosci billboardow w zasiegu wzroku kierowcy. Polska jest tu niechlubnym europejskim liderem :-/ Zebysmy jeszcze mieli drogi nie wymagajace ciaglego napiecia i skupienia...
                • w_sasnal_csw Re: W czynie społecznym 21.05.07, 16:04
                  Jakkolwiek zgadzam się w kwestii bilbordów( często są zwyczajnie ohydne), o tyle
                  nadal problem odwracających uwagę fotoradarów wydaje mi się ciut wydumany. Widzę
                  ostrzeżenie i spokojnie zwalniam - nic w tym manewrze nie jest ani zajmującego,
                  ani niebezpiecznego dla mnie. Nie mam pojęcia o badaniach na Wyspach. Problemem
                  jak zwykle w mojej opinii jest agresja( brak kultury jazdy, to bezsensownie
                  delikatne określenie) i niedoszkolenie kierowców.
                  Jeśli chodzi o podzielność uwagi, spojrzenie na mapę leżącą na siedzeniu w
                  trasie to czyste prowokowanie sytuacji niebezpiecznej. Picie, jedzenie, rozmowa
                  przez telefon i zbyt wymagający rozmówca są nie mniejszym powodem zmniejszenia
                  bezpieczeństwa. Tu istotnie nasza pojemność uwagi nie daje sobie rady zważywszy,
                  że mamy obciążoną percepcję faktem, że musimy ogarnąć drogę przy np. 110km/h.
                  Ale.
                  I tak musimy zwracać uwagę na wszelkie obiekty na drodze i w jej sąsiedztwie.
                  Przeniesienie wzroku na czytelny wskaźnik prędkości niemal nie wymaga żadnej
                  uwagi jeśli chodzi o odczytanie tej prędkości. Tak samo jest z lusterkami. Te
                  wszystkie elementy i tak mamy obowiązek kontrolować, jesteśmy do tego
                  przygotowani, tak są zaprojektowane, informacje które są nam przekazywane są
                  proste w większości do interpretacji.
                  • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 16:14
                    Problem jest wiekszy niz sie wydaje. To nie jest tylko spojrzenie w predkosciomierz - to szukanie zagrozenia. Bo jakby nie patrzec skrzynka czy radarowiec jest zagrozeniem dla naszego portfela. I to znacznie bardziej wymiernym i realnym niz hipotetyczne prawdopodobienstwo wypadku.

                    Napisz mi z reka na sercu. Czy jak jedziesz z normalna predkoscia i widzisz ograniczenie, ktorego zasadnosci w zaden sposob nie da sie wyjasnic (jak sie da wyjasnic tez), nie omiatasz wzrokiem krajobrazu wzrokiem w poszukiwaniu "poborcow"? Jezeli nie, to nalezysz do waskiego i bardzo elitarnego (hm... niekoniecznie w tym pozytywnym znaczeniu...) grona :-) Ja szukam "poborcow" chocby po to, zeby nie zaparkowac w zadku kogos, kogo wyhaczyli z lewego pasa zmuszajac go do naglego hamowania i gwaltownej zmiany pasa.
                    • w_sasnal_csw Re: W czynie społecznym 21.05.07, 16:40
                      Z tym szukaniem różnie bywa, generalnie zdaję się na zachowanie się ruchu, jak
                      ktoś z naprzeciwka mruga, to w ciemno zwalniam do przepisowej wartości i nie
                      rozglądam się za policją, bo i tak ją zauważę i nie mam się czego bać. W ogóle
                      staram się za kimś jechać, wtedy po reakcji poprzednika można samemu zareagować.
                      Generalnie jak nie znam trasy to jadę 110km/h i przepisowo zwalniam na
                      ograniczeniach( zjazdy, wysepki dla pieszych) bo wiem ,że mogą tam być
                      policjanci , robię tak nawet gdy za mną jedzie poirytowany gość w amerykańskim
                      vanie:).
                      Nadal uważam, że absorbujące uwagę fotoradary to wydumany troszkę temat.
                      • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 16:50
                        w_sasnal_csw napisał:

                        > Nadal uważam, że absorbujące uwagę fotoradary to wydumany troszkę temat.

                        Cigle i bezskutecznie linku do brytyjskich danych pokazujacych, ze wzrostowi liczby fotoradarow towarzyszy wzrost liczby wypadkow i nie moge znalesc (a kiedys znalazlem...). Naprawde nie widze powodu, zeby w ichnie dane nie wierzyc. A dzieje sie to w kraju znacznie mniej dzikim od Polski...

                        To nie jest wydumane. Do tego fotoradar ma wylacznie funkcje fiskalna. Zlapanie na goracym uczynku przez niebieskich konczy sie pogadanka, mniej "wprawni" moze nawet sie zawstydza... A zdjecie z magicznej skrzyneczki przychodzi z duzym opoznieniem i nie sa odosobnione sytuacje, ze nawet nie wiesz gdzie Cie zlapali. Potem nie zwalniasz wszedzie (bo w Polsce konczyloby sie to podrozowaniem z predkosciami rzedu 50 km/h), tylko baaardzo uwazasz, zeby nie dac sie znowu zlapac. Czyli spodziewajac sie fotoradaru (np. dlatego, ze zauwazyles znak "uwaga kontrola radarowa") rozgladasz sie w jego poszukiwaniu. Tak to dziala. Moze nie wszyscy tak maja, ale wystarczajaco duzo kierowcow nieswiadomie poddaje sie tym mechanizmom.
                        • edgar22 Re: W czynie społecznym 21.05.07, 20:29
                          > Cigle i bezskutecznie linku do brytyjskich danych pokazujacych, ze wzrostowi li
                          > czby fotoradarow towarzyszy wzrost liczby wypadkow i nie moge znalesc

                          Może znajdziesz kiedyś. Zawsze mnie zastanawiało to, co piszesz o statystykach,
                          ja napotykam tylko te "chwalące" fotoradary. Jak choćby ta z dzisiejszego "motoru":
                          img369.imageshack.us/img369/3817/fotoradarpf8.jpg
                          To jaka jest prawda?
                          • emes-nju Re: W czynie społecznym 22.05.07, 11:23
                            Nie wiem jak jest, ale przypomnij sobie "wielki sukces" na polu walki o zmniejszenie liczby wypadkow po wprowadzeniu 50 km/h w miescie, a nastepnie skonfrontuj to z predkosciami z jakimi porusza sie przecietne auto w polskim terenie zabudowanym...

                            Nawet sama policja przyznala wtedy, ze po pierwszym tygodniu kiedy ludzie bali sie lapanek (i slusznie) wszystko wrocilo do "normy", a na warszawskiej dwu-trzypasmowej bezkolizyjnej Trasie Lazienkowskiej (oczywiscie tez 50 km/h -> teraz podniesli do 60-70 km/h i jakos masakry nie widac) srednie predkosci wzrosly. Podobno znacznie...

                            Klopot w tym, ze kazde panstwo czerpie baaardzo duze pieniadze z mandatow za szybkosc. W Polsce wplywy z mandatow (wszystkich - nie tylko za predkosc), to niebagatelne 2 mln zl dziennie! Nie sadze, zeby oficjalne statystyki mogly pokazac, ze fotaradary zmniejszaja bezpieczenstwo... W Wielkiej Brytanii robione sa, niezalezne od tego strumienia kasy, badania (wlasnie do tych kiedys dotarlem) i jakos im bardziej ufam niz tym, ktore sa robione na zlecenie tych, ktorzy nie bardzo widza interes w pokazywaniu prawdy jezeli mialoby to oznaczac zmiane filozofii myslenia o ruchu kolowym (czyli stalej tezie, ze predkosc to rzyczyna calego zla) i zmniejszenie rzeki pienidzy jakim "piraci" zasilaja budzet.
          • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 21.05.07, 23:11
            To nie jest demagogia, tylko celowe przejaskrawienie problemu: jakiś niezbyt
            zrównoważony psychicznie domorosły aktywista chce naprawić świat, więc prowadzi
            swą prywatną wojenkę z tym, co w jego mniemaniu jest problemem numer jeden a
            durne pismaki klaszczą w łapki (bo z braku ciekawszych tematów wreszcie mają o
            czym pisać) i robią z tego sensację na cały kraj. Jeśli jednak wolisz przykłady
            "z życia wzięte", to proszę: znam pewne miejsce w moim mieście, gdzie mieszkańcy
            pewnej kamienicy zawłaszczyli dla siebie znajdujący się przy niej publiczny,
            ogólnodostępny parking (zbudowany na terenie należącym do miasta) w ten sposób,
            że na kawałkach blachy ręcznie wymalowali odpowiednie znaki drogowe oraz
            tabliczki z napisami "nie dotyczy mieszkańców ul. X nr Y" i konsekwentnie
            przepędzają właścicieli wszystkich pojazdów, grożąc im policją, strażą miejską,
            porysowaniem karoserii itd.. Co innego "lipne" tabliczki w jakimś konkretnym
            celu ustawione przez uprawnione do tego czynniki, co innego samowola i
            wyznawanie jedynie zasady "nie je ważne czyje co je, to je ważne, co je moje",
            nie licząc się absolutnie z nikim i z niczym, bo to zakrawa na sobiepaństwo i
            anarchię. Jasne?
            • Gość: tbernard Re: W czynie społecznym IP: *.telsat.wroc.pl 22.05.07, 00:42
              No więc w jaki sposób może takie coś przeszkadzać komuś
              kto ma w zwyczaju jeździć przepisowo i ma gdzieś fotoradary
              czy to prawdziwe, czy to fałszywki postawione przez uprawnione
              lub nieuprawnione osoby?
              Odnośnie sobiepaństwa i anarchii,to samo można powiedzieć
              o kierowcach, którzy są święcie przekonani, że przepisy ich nie dotyczą,
              bo są tacy świetni.
              • kozak-na-koniu Re: W czynie społecznym 22.05.07, 09:35
                Po pierwsze: prędkość, to nie wszystko. "Jazda zgodnie z przepisami" jest
                pojęciem dość relatywnym i abstrakcyjnym. Nie znam nikogo, kto od czasu do czasu
                nie popełniałby takiego lub innego drobnego wykroczenia, zresztą tacy, co mimo
                wszystko próbują tak jeździć, również często powodują niezłe zamieszanie i
                zagrożenia.
                Po drugie: od wyłapywania kierowców, którzy są święcie przekonani, że przepisy
                ich nie dotyczą, bo są tacy świetni są, przynajmniej teoretycznie, specjalnie do
                tego powołane czynniki urzędowe, nie domorośli naprawiacze świata - psychopaci.
                Inaczej, teoretyczne przykłady, jakie przytoczyłem wcześniej są ze wszech miar
                możliwe do zrealizowania w praktyce. Często widywałem kiedyś starszego faceta
                (od kilku lat już nie - pewnie nie żyje), który spacerował sobie po mieście z
                gwizdkiem i widząc, że np. ktoś nieprawidłowo przechodzi rzez jezdnię gwizdał,
                po czym bełkotał coś (pewnie mu wymyślał) - był nieźle "walnięty", ale prawie
                wszyscy go znali, więc patrzyli na te wyczyny przez palce, bo był to
                najzwyklejszy w świecie dziwak i psychol z "żółtymi papierami".
                • tbernard Re: W czynie społecznym 22.05.07, 18:37
                  Tak aby było jasne, ja też nie pochwalam takiej partyzantki.
                  Wolę aby tymi sprawami zajmowaly się osoby do tego upoważnione.
                  Tym niemniej nie sposób hipokryzji nie zauważyć gdy na prawo
                  powołują się w tym przypadku ci którzy sami świadomie owo prawo
                  mają gdzieś gdy im tak wygodniej.
                  Faktycznie, zgadzam się, że sytuacje bywają takie, gdzie nie sposób
                  sztywno trzymać się przepisów. Zresztą nie chodzi nawet o jakieś nietypowe
                  sytuacje, ograniczając się już tylko do prędkości. Oczywiście większość
                  przekracza z jakimś marginesem który mieści się w granicach rozsądku
                  i tym raczej nie przeszkadza atrapa fotoradaru, po prostu owa granica
                  rozsądku na ogól oscyluje w granicach dokładności pomiaru (pomijam
                  tu przypadki typu: po skończeniu łatania zapomniało się drogowcom
                  oznakowanie zabrać). Ci co świadomie w sposób znaczny dopuszczają
                  się przekraczania prędkości przepisowej nagle oburzają się, że ktoś
                  nielegalnie ich straszy fotoradarem. Po prostu hipokryzja w najczystszej
                  postaci.
    • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:29
      Symptomatyczne jest to, ze nawet pismaki CIESZA sie, ze kierowcy zdejmujac noge z gazu WYPATRUJA policji. To faktycznie bardzo dobrze, ze wypatruja policji - moze przy okazji przeocza przebiegajace dziecko i bedzie powod do wprowadzenia tam ograniczenia do 30 km/h i zaistalowania serii potykaczy z gatunku "urwikolka". To wyeliminuje ruch kolowy w okolicy i w ogole nie bedzie wypadkow. W takiej sytuacji ofiary, ktore beda wynikiem wypatrywania policji beda jak najbardziej uzasadnione :-P

      A moze by tak zaczac wreszcie budowac drogi...?
      • edgar22 Re: W czynie społecznym 21.05.07, 10:59
        > A moze by tak zaczac wreszcie budowac drogi...?

        Oczywiście dobry pomysł. Tylko co to zmieni?
        Zawsze gdzieś na tych wybudowanych już drogach będą stawiane fotoradary,
        gdzieniegdzie będzie czyhać policja... Jak ktoś nie gapi się na drogę tylko
        wypatruje budek legowych, patrolu za krzakami czy innego czegoś, to - powodując
        wypadek - tylko on jest winny. I nic jego gapiostwa nie usprawiedliwia.
        • emes-nju Re: W czynie społecznym 21.05.07, 11:16
          edgar22 napisał:

          > > A moze by tak zaczac wreszcie budowac drogi...?
          >
          > Oczywiście dobry pomysł. Tylko co to zmieni?
          > Zawsze gdzieś na tych wybudowanych już drogach będą stawiane fotoradary,
          > gdzieniegdzie będzie czyhać policja...

          Wiesz... Jak buduje sie nowe drogi, to mozna ich przebieg tyczyc z pominieciem terenow zabudowanych. Wtedy dodatkowe ograniczenia (chcacym jechac przepisowo zmniejszajace srednia do poziomu rzedu 50 km/h w terenach bardziej zawsionych) beda zbedne. A jak ktos postanowi przy takiej nowej drodze postawic dom, niech nie liczy na ograniczneie do 40 km/h dla jego wygody (bo on przeciez tego ,ograniczenia przestrzegac nie bedzie - przeciez jest u siebie :-P ).

          Co do gapienia sie. Statystyki robione w Wielkiej Brytanii sa nieublagane - tam gdzie zwiekszyla sie liczba fotoradarow, zwiekszyla sie tez liczba wypadkow. Mozna sie oczywiscie wypiac zadkiem na spoleczenstwo i zwalic wszystko na zabojcow za kierownica, ale liczby ofiar, dla ktorych bezpiecznstwa postawiono fotoradary sie nie zmniejszy...
          • Gość: kaqkaba Re: W czynie społecznym IP: *.gapp.pl 21.05.07, 11:54
            > Wiesz... Jak buduje sie nowe drogi, to mozna ich przebieg tyczyc z pominieciem
            > terenow zabudowanych.
            I jeszcze zadbać, coby teren zabudowany tam nie powstał. Bo działki budowlane z
            "dobrą komunikacją" powinny iść jak woda.
            Jak już budujemy drogę to należy zadbać aby miasto było po jednej stronie tej
            drogi.
            Kiedyś się zastanawiałem jak to było: drogę wytyczono przez centrum Augustowa,
            czy miasto przeskoczyło na prawą stronę już wytycznej drogi. Na mapie ewidentnie
            widać, że zabudowania są głównie po lewej.
            • jaro_ss Re: W czynie społecznym 21.05.07, 12:22
              Gdzie są fotoradary i gdzie pułapki na kierowców - się wie, natomiast problem
              się zaczyna, kiedy się jedzie w nieznane, stad te "akcje", na co dzień jadą
              stali bywalcy i wiedzą, generalnie i fotoradary i radary - do śmieci...

              ;o)
              • edgar22 "Nieznane" pokonuj z mniejszą predkością, 21.05.07, 12:32
                to i problemu gwałtownych reakcji na widok fotoradaru nie będzie.
                • emes-nju Z o ILE mniejsza? n/t 21.05.07, 12:33


                  • edgar22 Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 12:55
                    Nie wiem, jak jaro jeździ.

                    Ale jeśli ZNACZNIE przekraczasz dozwoloną prędkość, to w momencie "zaskoczenia"
                    przez fotoradar albo zdajesz się na jego niełaskę, albo pozostaje Ci gwałtowne
                    hamowanie. Jeśli jedziesz nieznacznie szybciej niż można, to wystarczyć może
                    zdjęcie nogi z gazu.
                    • jaro_ss Się nie zauważy, sie płaci..... 21.05.07, 13:01
                      No kochaani, żadnych gwałtownych reakcji, zwłaszcza jeśli ktoś jedzie na
                      ogonie....

                      Mandat zapłacić - nie żal. Zawsze sobie liczę od daty poprzedniego mandatu i
                      dzielę przez ilość dni - grosze wychodzą
                      ;o)

                      Raz na pare lat można zapłacić bez bólu.... najczęściej miałem jeden na rok.....

                      Sie nie mazgai i sie płaci, jak sie tak rozluźnionym idzie do radiowozu, to i
                      łatwiej coś "wytargować".....

                      Nie powiem gdzie, ale raz to nawet mnie wolnym puszczono, tak się fajnie
                      pogadało w radiowozie o tym i owym....
                      • mejson.e Re: Się nie zauważy, sie płaci..... 21.05.07, 13:21
                        jaro_ss napisał:

                        "Mandat zapłacić - nie żal. Zawsze sobie liczę od daty poprzedniego mandatu i
                        dzielę przez ilość dni - grosze wychodzą ;o)

                        Raz na pare lat można zapłacić bez bólu.... najczęściej miałem jeden na rok.....

                        Sie nie mazgai i sie płaci, jak sie tak rozluźnionym idzie do radiowozu, to i
                        łatwiej coś "wytargować".....

                        Nie powiem gdzie, ale raz to nawet mnie wolnym puszczono, tak się fajnie
                        pogadało w radiowozie o tym i owym...."

                        Nie no - cool i spoko, luzik pełen, tanio Ci wychodzi, co tam stresy i ból
                        pustego portfela.
                        Bo mandaty są przecież po to, by stresować kierowców, dać im popalić - ot taka
                        forma dodatkowego podatku nakładanego przez waadzę na zniewolonych obywateli.

                        Grunt, by nie dać się złamać, poniżyć.
                        Z dumnie podniesioną głową podejść do radiowozu, poplotkować, a potem chwalić
                        się swoim osiągnięciem.

                        Jesteś moim idolem!

                        Pozdrawiam,
                        Mejson
                        --
                        Automobil
                        Forum pozytywnie zakręconych automaniaków.
                    • emes-nju Re: Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 13:04
                      A jezeli nieznacznie przekroczyl predkosc, a ktos znacznie zmniejszyl predkosc na widok fotoradaru...?

                      Rady o zmniejszaniu predkosci zawsze i za wszelka cene maja oczywiscie pewne podstawy, ale wykorzystywane z nadmiarem zaczynaja byc troche nie teges. Najbardziej wkurza mnie to, ze nie ma kontrargumentu na demagogiczne haslo wolniej jedziesz, bedziesz bezpieczniejszy. Bo w wiekszosci wypadkow to prawda... I klopot w tym, ze argument, iz w ruchu drogowym nie chodzi o jak najwolniejsze pokonanie pewnego dystansu, a o jak najszybsze z zachowaniem pewnego marginesu ryzyka, wyglada na wypowiedz notorycznego pirata drogowego. A ten, ktory propaguje "zwolnij" wychodzi na swietoszka... Mimo, ze z cala pewnoscia (wystarczy popatrzec jak jezdzi Polska...) nie zwalnia.
                      • edgar22 Re: Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 13:51
                        > A jezeli nieznacznie przekroczyl predkosc, a ktos znacznie zmniejszyl predkosc
                        > na widok fotoradaru...?

                        A pamiętasz naszą dyskusję na temat ograniczeń prędkości na zakrętach?
                        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=60579379&a=60836025
                        Tam mi wyjechałeś z matką z "Misia". Ta matka pasuje również do tego Twojego "a
                        jeżeli..." powyżej jak ulał.

                        > argument, iz w ruchu drogowym nie chodzi o jak najwolniejsze pokonani
                        > e pewnego dystansu, a o jak najszybsze z zachowaniem pewnego marginesu ryzyka,
                        > wyglada na wypowiedz notorycznego pirata drogowego. A ten, ktory propaguje
                        > "zwolnij" wychodzi na swietoszka

                        Emes, wystarczy poczytać Twoje posty, by zauwazyć, że piratem nie jesteś.
                        A mi chodziło tylko o to, że albo masz gdzieś ograniczenia i ponosisz
                        konsekwencje (mandaty i/lub niebezpieczne manewry), albo jedziesz nieco wolniej
                        i odpada Ci problem wypatrywania gołębników czy policjantów.
                        • emes-nju Re: Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 14:00
                          edgar22 napisał:

                          > > A jezeli nieznacznie przekroczyl predkosc, a ktos znacznie zmniejszyl
                          > > predkosc na widok fotoradaru...?
                          >
                          > A pamiętasz naszą dyskusję na temat ograniczeń prędkości na zakrętach?
                          > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=510&w=60579379&a=60836025
                          > Tam mi wyjechałeś z matką z "Misia". Ta matka pasuje również do tego Twojego
                          > "a jeżeli..." powyżej jak ulał.

                          Przeciez to, co napisalem jest wlasnie tfurcza przerobka "matki Waszej" :-) I ma pokazac to, ze gdybanie do niczego nie prowadzi. Lepiej wiec, zeby nie bylo powodow do owego gdybania.

                          > (...) albo jedziesz nieco wolniej i odpada Ci problem wypatrywania gołębników
                          > czy policjantów.

                          Nie do konca tak jest. Jezeli wiem, ze moge sie spodziewac golebnika lub panow z suszarka, to jakbym sie nie staral, na predkosciomierz patrze znacznie czesciej niz zwykle. I w tym tkwi problem! Bo nie patrze wtedy na jezdnie...
                          • tbernard Re: Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 15:03
                            > Nie do konca tak jest. Jezeli wiem, ze moge sie spodziewac golebnika lub
                            panow
                            > z suszarka, to jakbym sie nie staral, na predkosciomierz patrze znacznie
                            czesci
                            > ej niz zwykle. I w tym tkwi problem! Bo nie patrze wtedy na jezdnie...

                            Bez przesady. Na licznik nie ma powodu gapić się bez przerwy aby być
                            zorientowanym zgrubsza (powiedzmy w granicy tolerancji pomiaru) jak szybko się
                            jedzie. Na ogól wystarczy bardzo krótkie przeniesienie wzroku na przyrząd
                            upewniwszy się uprzednio, że sytuacja na drodze plus nasza dotychczasowa
                            jazda pozwala na to. Przecież równie dobrze można na lusterka narzekać, też
                            chwilowo musimy oderwać uwagę od tego co się dzieje tuż przed maską.
                            Jeśli ma ktoś z tym problem, to faktycznie jedzie zdecydowanie za szybko w
                            stosunku do swoich umiejętności.
                            • emes-nju Re: Skąd mogę wiedzieć, o ile? 21.05.07, 15:18
                              Tu w gre wchodzi odruch. Zanim powiesz sobie, ze pewnie jedziesz przepisowo, rzucasz okiem na zegar. Bo pewnosc masz dopiero po zobaczeniu wskazan. Ewentualna pomylka moze zreszta sporo kosztowac... Nawet niekoniecznie w pieniadzach, bo przekroczenia np. 15 km/h jest dosc malo "bolesne", ale w czasie, ktory trzeba poswiecic na pogadanke umoralniajaca, sprawdzenie papierow i wypisanie mandatu.

                              Poza tym chlopce radarowce uwielbiaja stac zaraz za znakiem lub pod sam koniec jego obowiazywania. Jezeli sa zaraz za znakiem, to pokaz mi takiego magika, ktory widzac ich (lub tylko spodziwajac sie) nie bedzie sie w zegar wslipial w czasie zwalniania/hamowania. Podobnie pod koniec obowiazywania znaku. Jezeli na trasie jade przepisowe 90 km/h, jazda na ograniczeniu 50 km/h odbieram jako czolganie sie. Praktycznie kazdy, jezeli nie patrzy na zegar, przyspiesza w miare trwania takiego ograniczenia, bo przyzwyczajony do dzwiekow przy 90 km/h podswiadomie probuje doprowadzic jazde do "normalnosci". Zeby nie podpasc tez trzeba czesto patrzec na zegar.

                              Nie wiem jak Ty, ale ja u siebie zauwazam cos takiego. Z rozmow z moimi znajomymi wynika, ze oni tez.
                          • edgar22 Nie wierzę Ci, emes-nju. :) 21.05.07, 15:21
                            > Jezeli wiem, ze moge sie spodziewac golebnika lub panow
                            > z suszarka, to jakbym sie nie staral, na predkosciomierz patrze znacznie czesci
                            > ej niz zwykle. I w tym tkwi problem! Bo nie patrze wtedy na jezdnie...

                            Wydaje mi się, że sporo kilometrów juz przejechałeś i nie wierzę, że stwarza Ci
                            to jakiś problem. No - może poza dyskomfortem psychicznym.
                            • emes-nju Re: Nie wierzę Ci, emes-nju. :) 21.05.07, 15:31
                              Problem tkwi w tym, ze nie sprawia mi to problemu... dopoki nic sie w wyniku tego nie stanie.

                              Wielokrotnie pisalem juz, ze brytyjskie badania jednoznacznie pokazuja, ze zwiekszeniu liczby fotoradarow towarzyszy zwiekszenie liczby wypadkow. Oczywiscie nie wszyscy od razu sie rozbijaja (ja tez), ale zamiast rozbic sie np. 100 samochodow rozbija sie 102. To niby tylko dwa wiecej, ale AZ 2 wiecej! Bo w kazdym z tych dwoch jedzie jakis czlowiek/ludzie (o pieszych i rowerzystach nie wspomne) i sa oni narazeni na wieksze niebezpieczenstwo dlatego, ze ktos postawil skrzynke, ktora w zalozeniu ma bezpieczenstwo poprawiac...
              • emes-nju Z innej beczki. 21.05.07, 12:32
                Przypuszczam, ze gdybym z powodu dzialalnosci owego "spolecznika' (pewnie w mlodosci byl w ORMO :-P ) uczestniczyl w wypadku, podalbym go do sadu. I wysoce prawdopodobne, ze bym wygral...
                • tbernard Re: Z innej beczki. 21.05.07, 15:15
                  Tylko jak uzasadnić ten powód?
                  Nie sądzę aby uznany został tok:
                  -zobaczywszy owo coś moja błogość została zaburzona
                  -zacząłem się nerwowo rozglądać za policją
                  -ponadto na licznik zbyt często zacząłem się wpatrywać
                  no i buuum.
                  Ktoś kto by owej argumentacji użył tym samym przyznałby, że nie ma
                  predyspozycji odpowiednich aby prawo jazdy posiadać.
                  • emes-nju Re: Z innej beczki. 21.05.07, 15:24
                    Nie moja blogosc, nie ja zaczalem sie rozgladac, tylko ktos zaczal sie rozgladac i we mnie wjechal. Nierealne? Byc moze. Ale element, ktory w swietle tego, co napisano w artykule, powoduje rozgladanie sie wokol, wprowadza nowy elemnent do, i tak calkiem skomplikowanej, gry.

                    Nie wiem czy wiesz, ale w pasie drogi nie wolno uzywac na afiszach czy billboardach "znakowego" polaczenia kolorow - czerwonego z zoltym na ten przyklad (oczywiscie nikt tego nie przestrzega jak zreszta tysiecy innych przepisow). Dokladnie to samo powinno sie odnoscic do atrap instalacji, na ktorych stawianie monopol maja tylko wyznaczone sluzby...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka