jureek
06.08.07, 08:47
W ostatnią sobotę spotkała mnie wątpliwa przyjemność jazdy rowerem do miasta.
10 km po drodze krajowej. To jest horror. Nikt nie respektuje nakazu
wyprzedzania w odległości 1 m od rowerzysty. Gdy jest ruch z przeciwka, nikt
nie zwalnia, żeby zaczekać, aż będzie możliwość wyprzedzenia (nikt, to
przesadziłem - jeden samochód, na przynajmniej 100 mnie wyprzedzających
zwolnił, ale zaraz został obtrąbiony przez jadących za nim). Wszyscy śmigali
koło mnie w odległości 30 - 50 cm, bo taka odległość pozwalała na wyprzedzenie
bez przekraczania osi jezdni. Skąd to się bierze? Nie uczą na kursach prawa
jazdy tego przepisu? Niektórzy martwią się, że nie z własnej winy mogą
rozjechać pieszego lub rowerzystę, przy takim wyprzedzaniu na styk, też byliby
bez winy?
Jura