Dodaj do ulubionych

Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyobrazni

25.08.07, 23:17
Jakiś czas temu byłam świadkiem pewnej sytuacji:
niedaleko mnie zaparkował mercedes,dwuosobowy.Nie jakiś
staruszek,bryczka prawie nowa.
Na fotelu obok kierowcy siedziało dziecko,max.jakieś 2,5
roku.Zapięte normalnymi pasami,bez żadnego fotelika.
Facet wysiadł,wziął dziecko i poszedł.
Mineło z 5 min.I widzę,że wraca z tym małym dzieckiem i jeszcze
jednym ok.5 lat.Zaczełam sie zastanawiać,gdzie on posadzi 3 pasażera
w 2 osobowym samochodzie.
I posadził dwójkę dzieci,na jednym fotelu,i pojechał!A jakże,pasy
też.Mniejsze siedziało bliżej środka,starsze,czyli wyzsze przy
drzwiach.
Brak wyobrazni to mało poweidziane,autko za tyle forsy,a gostek nie
ma fotelika dla
jednego dziecka,a potem wozi na jednym fotelu dwójke.
Szkoda,ze nie mogłam wtedy skutecznie interweniowac:(.
Obserwuj wątek
    • tiges_wiz Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 25.08.07, 23:21
      a jestes pewna, ze nie korzystal z fotelikow wbudowanych w fotele?
      • onka2000 Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 25.08.07, 23:30
        Niestety,ale tego jestem pewna.
        Dwoje dzieci posadził,mniejsze przy zapieciu pasów,wieksze od strony
        słupka.Żadnych fotelików!
      • onka2000 Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 25.08.07, 23:35
        A w sumie to ciekawe,może sie nie znam:jak mozna wbudować foteliki
        dla dwójki dzieci w jeden,fabryczny fotel?
        • franki8 Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 26.08.07, 10:05
          Fotelik zintegrowany na pewno nie znajduje się na przednim fotelu.
          A co do meritum: ludzka głupota jest nieograniczona. Zawsze jak widzę coś
          takiego to zastanawiam się co te biedne dzieciaki zawiniły... że mają
          bezmyślnych rodziców.
          • iberia.pl Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 26.08.07, 19:50
            i dlatego wychodze z zalozenia, ze na "posiadanie" dzieci jak i
            zwierzat powinni wydawac koncesje...
    • kodem_pl Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 17:21
      Nie przesadzajmy. Gdybym to byl ja to dupuscilbym taka sytuacje w
      przypadku np. odbierania dzieci z oddalonej o 4km szkoly. Jechalbym
      jak 'z jajkiem' i tak dalej. Wiem wiem, straszne, na pewno ich nie
      kocham etc. No coz, statystycznie byloby to bezpieczniejsze o milion
      razy od wyjscia do wesolego miasteczka;-)
      • franki8 Re: Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 18:46
        Nie. Zbyt wiele wypadków zdarza się na drogach dojazdowych, planowanych jako
        "skoczę do sklepiku na róg". Żadnej podróży samochodem nie należy lekceważyć.
        Podane 4 km to odległość wystarczająca, żeby zginąć. Trochę myślenia... możesz
        ruszać spod domu i dostać strzała od TIR-a, który cię nie zauważy - nie ma na
        żadnym odcinku drogi sytuacji 100% bezpiecznej. Poza tym, idąc tym torem
        rozumowania, skoro nic mi się nie stało na odcinku 4 km, to na 40 też niewiele
        mi grozi. I na 400...
        • kodem_pl Re: Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 20:16
          Poziom ryzyka wzrasta wraz z czasem spedzonym w drodze i uciekajacymi
          kilometrami. Jasne, ze moge dostac strzala od TIRa, ktory mnie nie zauwazy na
          drodze dojazdowej. Moge tez dostac w glowe meteorytem czy zostac potraconym na
          przejsciu przy przechodzeniu na zielonym przez pijanego posla.
          • franki8 Re: Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 22:01
            Możesz zostać potrącony przez pijanego posła... tyle że akurat z bezpiecznym
            przewożeniem dzieci ma to niewiele wspólnego, więc bądź łaskaw nie zaczynać off
            topic.
            • kodem_pl Re: Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 22:49
              Chodzi mi tu o niepopadanie w skrajnosci. Po prostu pewne dzialania niosa
              ryzyko, ale minimalne...
            • onka2000 Re: Wiem, ze dostane, ale... 26.08.07, 22:49
              franki8 napisał:
              > Możesz zostać potrącony przez pijanego posła...

              Franki,jasnowidzem jesteś?
              Zdarzenie miało miejsce pod pewna szkoła do której faktycznie chodzą
              dzieci pewnych posłów!
              • franki8 Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 00:03
                To nie ja, to kodem... Chciał po prostu udowodnić małe prawdopodobieństwo
                pewnych zdarzeń, i przypadkowo trafił...
                Ceterum censeo dzieci należy przewozić w odpowiednich urządzeniach zawsze, nawet
                na najkrótszych odcinkach. Tak samo jak zapinać pasy.
                • tbernard Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 08:34
                  A na spacerze po osiedlu, gdzie są osiedlowe ulice, to koniecznie dzieci powinny
                  być prowadzone na smyczy?
                  • franki8 Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 09:18
                    Prowadzasz swoje dzieci na smyczy tylko poza osiedlem?
                    Ale kaganiec im czasem zdejmujesz?
      • emes-nju Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 10:59
        kodem_pl napisał:

        > Nie przesadzajmy. Gdybym to byl ja to dupuscilbym taka sytuacje w
        > przypadku np. odbierania dzieci z oddalonej o 4km szkoly.
        > Jechalbym jak 'z jajkiem' i tak dalej.

        Technika do przyjecia pod warunkiem wyeliminowania ruchu innego niz
        nasz - jajeczny...

        Bo co kierowcy jadacemu jak z jajkiem z takiej techniki jazdy,
        jezeli wjedzie w niego (na odcinku nawet 100 m nie jest to
        niemozliwe) jakis "szybki, ale bezpieczny"?
        • kodem_pl Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 15:29
          Wszystko znowu zalezy od warunkow. Na moim osiedlu do szkoly jest okolo 2km. Nie
          widzialbym nic strasznego w takiej akcji tam, bo spotkanie tam wariata graniczy
          z cudem. Jak masz jechac do domu po drodze wylotowej na Poznan to juz co innego.
          Zrozum, nie mowie o wyeliminowaniu niebezpieczenstwa, bo tego sie nie da zrobic.
          Mowie o zachowaniu balansu pomiedzy bezpieczenstwem, a reszta swiata. Moj brat,
          gdy byl maly, przewrocil sie na terakocie w kuchni i wybil sobie 2 jedynki. Czy
          w zwiazku z tym autorka watku bedzie postulowala o puchowe pokrycia podlog osob,
          ktore maja terakote w domu?
          • emes-nju Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 16:06
            Tez jestem przeciwny ustawowemu zabezpieczaniu kazdego aspektu
            naszego zycia.

            Ale w sprawach samochodowych jestem dosc ortodoksyjny. Np. pasy
            zapinam ZANIM zapale silnik - nawet jak przestawiam auto na
            parkingu. Nie dlatego, ze cos moze mi sie stac, tylko, zeby nie
            robic precedensow. Bo precedensy predzej czy pozniej zaowocuja
            niezapieciem pasow wtedy, gdy jest to konieczne - ze zwyklego
            zapomnienia. Tak samo, jak juz poEmesa (nie nazywam sie Tomek wiec
            nie moge miec poTomka) sie dorobie, bede go zapinal nawet na
            najkrotszy przejazd. Jezeli odcinek bedzie tak krotki, ze nie bedzie
            mi sie chcialo szczeniaka zapiac, to pojde pieszo :-)

            W samochodzie jestem zwolennikiem odruchow :-)
            • kodem_pl Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 16:11
              Ale czy wyzalasz sie na forum, gdy ktos nie postepuje tak jak ty? Czy mowisz, ze
              ma kompletny brak wyobrazni? W tym wypadku dodatkowym jego problemem byla droga
              bryka, jak wiadomo bogaci nie moga popelniac bledow;-)

              Odruchy wylaczaja myslenie. Ja staram sie zawsze myslec. A gdy zapomne zapiac
              pasy jadac w trase i bede mial wypadek to zaplace za swoja bezmyslnosc;-)
              • emes-nju Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 16:22
                kodem_pl napisał:

                > Odruchy wylaczaja myslenie. Ja staram sie zawsze myslec.

                A ja nie chce sobie zaprzatac glowy "porzadkowymi" drobiazgami i
                chce miec umysl wolny i lotny od samego poczatku podrozy. Dlatego
                zapiecie pasow nastepuje u mnie zanim rusze - dzieki temu w drodze
                mysle o jezdzie, a nie o pasach, swiatlach i innych calkowicie
                nieistotnych duperelach.

                > A gdy zapomne zapiac pasy jadac w trase i bede mial wypadek to
                > zaplace za swoja bezmyslnosc;-)

                Tylko po co?
                • franki8 Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 16:33
                  Zaraz, zaraz... moim pierwszym samochodem był VW Garbus z roku 1964. Był
                  świetny, jeździłem nim parę lat i jakoś żyję. Ale... świat się zmienia. Czy
                  dlatego, że kiedyś jeździłem Garbusem bez ABS, ASR itd. i nic mi się nie stało
                  teraz mam nie zapinać pasów albo nie wozić dziecka w foteliku? Kiedyś po prostu
                  do pewnych spraw nie przywiązywano takiej wagi jak teraz, i niekoniecznie są to
                  wysiłki ingerujących w nasze życie ustawodawców ale samych producentów
                  samochodów. Jeśli teraz jeżdżę samochodem który ma na punkcie bezpieczeństwa
                  nawalone nawet bardziej niż ja (nowe Volvo S 80) to czy to znaczy, że mam do
                  niego bezrefleksyjnie przenieść nawyki z Garbusa sprzed ponad ćwierć wieku? Nie,
                  pomijając fakt, że sam do wielu rzeczy podchodzę teraz zupełnie inaczej.
                  Oczywiście, nadmiar szczęścia może wkurzać, nie lubię jak auto stara się być
                  mądrzejsze ode mnie, ale traktuję te wszystkie wynalazki czysto pomocniczo.
                  Myślę nadal samodzielnie. Dlatego zapinam pasy, a nie dlatego że mój samochód
                  strasznie się na mnie wkurza, jeśli tego nie zrobię.
                • kodem_pl Re: Wiem, ze dostane, ale... 27.08.07, 16:44
                  Moze to i racja, ze takie pierdoly zasmiecaja glowe, gdy trzeba wciaz o nich
                  myslec. Ale Wybudzaja mnie one z transu. Kiedys sie na tym zlapalem... Wsiadlem
                  do auta, mialem przejechac droge, ktora byla b. krotka (okolo 2km) i ktora znam
                  jak wlasna kieszen. No i wsiadlem myslac o czyms duzo wazniejszym, zapialem
                  pasy, wlaczylem swiatla i jechalem wolno jak nigdy. A mimo to zlapal mnie
                  psikus. Teraz jedyny moj odruch to myslenie. Czy zapiac pasy, czy nie bo tylko
                  przeparkowuje auto. Czy wlaczyc kierunkowskaz czy nie, bo i tak nikogo nie ma w
                  promieniu kilometra. I tak dalej. Mimo to zdarzaja mi sie przypadki, ze wraca
                  dzialanie 'odruchowe', ale walcze z nim jak moge.

                  Odruchy staram sie miec w sensie kontry w przypadku poslizgu czy hamowania, gdy
                  cos wybiega przed auto. Ale to nie zdarza sie na tyle czesto, zebym musial o tym
                  myslec. Odruchy pomagaja mi tez w toalecie. Nauczony doswiadczeniem nie zaczne
                  akcji, jesli ilosc papieru na rolce wyda mi sie niewystarczajaca;-)
    • acorns Re: Tatuś z drogą bryką i kompletnym brakiem wyob 27.08.07, 01:44
      > I posadził dwójkę dzieci,na jednym fotelu,i pojechał

      To gdzie ich miał posadzić jak wóz dwuosobowy? W bagażniku? Ja nie
      takie akcje w życiu widziałem. Z kuzynem jechaliśmy z Targówka na
      działkę nad Wisłą w 11 osób w Polonezie - 8 w kabinie i trójka
      dzieci w bagażniku. Wszyscy przeżyli. Ja wiozłem Fordem Transitem
      blaszakiem kilkanaście osób na pace. Wszyscy przeżyli. Nie ma co
      szukać problemów tam gdzie ich nie ma. Kiedyś fotelików nie było i
      dzieci jeździły. A teraz od razu wielkie halo. W Rosji i w Gruzji
      nie takie rzeczy widziałem. Za gimbusa robił ciągnik z przyczepą i
      jakoś dzieciaki dojechały. Widziałem samochód z przyczepą
      przyczepioną na drut kolczasty. Samochód pewnie dojechał, przyczepa
      również. Dlatego ja mam dystans do tych wszystkich wymogów
      bezpieczeństwa. Przy spotkaniu z TIRem foteliki ani pasy nie pomogą.
      Ja wolę żebym wyfrunął razem z dzieckiem przez przednią szybę niż
      został zmiażdżony między fotelem a kierownicą. Lot może przezyję,
      zmiażdżenia raczej nie.
      • edgar22 Mnie przekonałeś. 27.08.07, 07:36
        Od dziś nie zapinam pasów, a dzieci - dla ich bezpieczeństwa - będę woził w
        bagażniku.
        • Gość: na zimno A jak "wszystkowiedzacy-szybkojezdzacy- rozumu-nie IP: *.dip0.t-ipconnect.de 27.08.07, 09:35
          majacy" wjedzie Ci w kufer?

          To juz lepiej na dachu (dzieci przypiete do stelaza dla rowerow).
        • acorns Re: Mnie przekonałeś. 27.08.07, 09:37
          Nie rozumiesz. Nie chodzi o wożenie dzieci w bagażniku czy sadzanie
          ludzi w Transicie na skrzynkach po ziemniakach i jabłkach. Chodzi o
          to że ludziom ogólnie odwala i kretynom tworzącym gąszcz przepisów
          dot. bezpieczeńśtwa również odwala. Ja już nie powinienem żyć albo
          przynajmniej ciężko chorować. Jako niemowlaka wozili mnie bowiem w
          wózku bez tych wszystkich atestów, więc pewnie powinienem zatruć się
          farbą którą go pomalowali, pokaleczyćsię o coś i wykrwawićna śmierć,
          powinien się złożyć razem ze mną i udusić mnie powinna pęknąć któraś
          z nóżek, wbić się do gondoli i przebić mnie na wylot itd. itp.
          Bawiłem się zabawkami bez 1790 atestów, certyfikatów, Centrum Zdowia
          Matki Polki, Instytutu Matki i Dziecka, Państwowego Zakładu Higieny,
          LPRu, Radia Maryja, księdza proboszcza i wszystkich świętych.
          Powinienem się zatruć materiałami użytymi do ich produkcji, połknąć
          niebezpieczne małe elementy, wsadzić je sobie w oko, w ucho, w nos,
          w dupę i wylądować na stole operacyjnym, ewentualnie się udusić.
          Jakoś żyję. Nigdy w życiu nie jechałem w foteliku dziecięcym, parę
          kolizji przeżyłem i nic mi nie było. Kiedyś cały rok się jeździło na
          jednych oponach i dało się jeździć nikt się nie zabijał. A teraz
          czekam tylko aż wejdzie obowoązek zmiany na zimówki gdy przyjdzie na
          nie pora. Niedługo przestaną rejestrować samochody bez tych
          wszystkich ABSów, ASRów, kontroli trakcji i innej elektroniki
          wariującej przy -20. Kiedyś tego nie było i ludzie jeźdizć umieli a
          teraz wsiądzie taki baran i jego rola to tylko wciskanie dwóch
          pedałów i kręcenie kierownicą i to też pod kontrolą czujników,
          komputerów które myślą za barana i w razie czego przejmą kontrolę
          nad pojazdem. Wymogi bezpieczeństwa to hodowanie przez państwo stada
          baranów które nie będzie potrafiło samo o swoje bezpieczeńśtwo
          zadbać. No bo po co skoro ktoś za nich myśli i w razie wypadku to
          ktoś inny będzie odpowiadał a nie baran? Jak w Ameryce gdzie można
          podać kogoś do sądu za swoją własną głupotę i wygrać proces. Wylezie
          taki potem z samochodu przy włączonym silniku, puści sprzęgło na
          biegu, samochód go powlecze po asfalcie, a winien będzie producent
          samochodu bo nie umieścił stosownej nakljki na tę okoliczność i
          baran nie wiedział.

          > Od dziś nie zapinam pasów

          Ciekawe co zrobisz jak dostaniesz w bok, nie będziesz mógł się
          dostać do odpinania pasw, a samochód zacznie się jarać. Przepis dot.
          pasów jest pierwszy do odstrzału. To JA jadę i JA decyduję o MOIM
          bezpieczeństwie. Wolę się roztrzaskać na asfalcie niż spalić żywcem.
          Chyba mam prawo wyboru?
          • emes-nju Re: Mnie przekonałeś. 27.08.07, 11:26
            acorns napisał:

            > Chodzi o to że ludziom ogólnie odwala i kretynom tworzącym gąszcz
            > przepisów dot. bezpieczeńśtwa również odwala.

            Nie jest to chyba wystarczajacy powod do narazania czyjegos zycia
            lub zdrowia...

            > Ja już nie powinienem żyć albo przynajmniej ciężko chorować. Jako
            > niemowlaka wozili mnie bowiem w wózku bez tych wszystkich
            > atestów, więc pewnie powinienem zatruć się farbą którą go
            > pomalowali, pokaleczyćsię o coś i wykrwawićna śmierć,
            > powinien się złożyć razem ze mną i udusić mnie powinna pęknąć
            > któraś z nóżek, wbić się do gondoli i przebić mnie na wylot itd.
            > itp.

            Tu sie zgadzam - niektorym odwala na maxa w misji zbawiania swiata
            od wszelkich zagrozen. Bezskutecznej zreszta misji...

            Tym niemniej aktualne pozostaje to, co napisalem powyzej. To, ze
            ktos lepiej ode mnie wie co jest dobre, a co zle, nie zwalnia mnie z
            samodzielnego myslenia! O ile atesty na wszystko (glownie w celu
            kilkakrotnego podbijania ceny), to chyba przesada, o tyle wozenie
            ludzi na pace jest troche nie teges... Bylo to w miare bezpieczne
            jak w calym wojewodztwie byly 134 samochody. Teraz jest ich troche
            wiecej i jakbys nie uwazal, ZAWSZE moze Ci ktos zaparkowac w Twoim
            aucie tak, ze bedzie kuku.

            > Nigdy w życiu nie jechałem w foteliku dziecięcym, parę
            > kolizji przeżyłem i nic mi nie było.

            Ja tez jezdzilem bez fotelika. Ale slowo "korek",
            sformulowanie "duzy ruch" poznalem jak juz z (potencjalnego)
            fotelika wyroslem...

            Pare lat temu widzialem sliczny obrazek. Drobne skrzyzowanie na
            osiedlu (mamuska dziecko "niedaleko" wiozla). Ja nadjezdzam z
            prawej. Widze, ze mamuska nie ma ochoty mi ustapic wiec sie
            zatrzymuje. W tym momencie mamuska uswiadamia sobie, ze ma mnie z
            prawej i daje po hamulcach. Mocno nieletnia pasazerka, nie przypieta
            pasami, uderza broda w tablice rozdzielcza. Nastepnie osuwa sie na
            podloge z paskudnie wygieta do tylu glowa. Mamuska odjezdza nie
            sprawdziwszy czy dziecku nic sie nie stalo. Po co? W razie czego
            zrobi sie nowe! To przyjemne :-P~

            Przez okna widze, ze dziecko podnosi sie na fotel, a mamuska
            wymachuje lapami z glowa stale zwrocona w strone dziecka. Szykuje
            sie kolejne hamowanie... Na kims. Ale mamuska miala bezpieczne auto
            wiec niz sie stac nie moglo! Nadmiar "bezpieczenstwa" faktycznie
            zabija myslenie...
          • zbig76 Re: Mnie przekonałeś. 27.08.07, 11:53
            jakkolwiek sam zawsze pasy zapinam również jestem zdania, że nie
            powinno być takiego obwowiązku - ewentualne skutki dotkną tylko nie
            zapiętego ale żadnej "osoby trzeciej"...

            co do reszty to zgadzam się, że obecnie państwo juz zbyt silnie
            wkracza we wszystkie sfery życia obywatela, wszystko stara się
            kontrolować, ustalać, opisać, znormalizować, że przestaje to być
            śmiesze (jak słynna unijna krzywizna banana) a robi się groźne
            (1984)
            • edgar22 Re: Mnie przekonałeś. 27.08.07, 12:00
              zbig76 napisał:
              > ewentualne skutki dotkną tylko nie zapiętego ale żadnej "osoby
              > trzeciej"...

              Nie do końca.
              Skutek w postaci dłuższego i droższego leczenia dotknie nas wszystkich.
              Walające się po wnętrzu auta ciało podczas wypadku może wyrządzić krzywdę
              pozostałym podróżującym. Tym przypiętym też.
            • iberia.pl do zbig76 czy jestes tego absolutnie pewien? 28.08.07, 21:23
              zbig76 napisał:

              > jakkolwiek sam zawsze pasy zapinam również jestem zdania, że nie
              > powinno być takiego obwowiązku - ewentualne skutki dotkną tylko
              nie zapiętego ale żadnej "osoby trzeciej"...

              pomijam koszty leczenia, ale czy widziales kiedykolwiek taki filmik
              co sie dzieje z cialem niezapietym w pasy podczas wypadku:powiem
              krotko:istna demolka wnetrza kabiny...czy nadal podtrzymujesz swoje
              zdanie?
          • Gość: akodo acorns bredzisz IP: *.chello.pl 27.08.07, 17:52
            Nie mozesz pojac ze nie chodzi o to ze TOBIE JEDNEMU nic się nie
            stało bo miałeś szczęście? Dziękuj bogu że nie musiałeś się
            przekonać czy faktycznie te wszystkie ograniczenia wymogi
            zabezpieczonia okazują się skuteczne, inni przekonali się za Ciebie.
            Jestes kolejną naiwną osobą która śmieje się i kpi z ograniczeń
            opierając swoje wywody na tym że "nie przestrzegałem a nic mi się
            nie stało" może zrozum że wielu innym się jednak stało. Bądź łaskaw
            wyjaśnić mi co byś miał dziś do powiedzenia gdyby tych 10 pasażerów
            poloneza zginęło? Nikomu nie odwala tylko ludzie na tyle ewoluowali
            w rozwoju że eliminując zagrożenia godzą się na pewne ograniczenia
            swobody - jeśli Tobie to nie odpowiada to proszę bardzo, szkoda
            tylko że zmienisz zdanie gdy tylko cos Ci się stanie ale wtedy już
            będzie za późno. Co do zapinania pasów a tym bardziej dzieci(!) to
            nawet nie pisz takich głupot, ja kiedyś tez stwierdzilem ze skoro do
            przejechania mam 500m na równoległą ulicę obok to wsiądę i przejadę,
            pierwszy i jedyny raz nie zapiąłem pasów - miałem kolizję na
            wyjeżdzie z tej ulicy, na szczęście niezbyt mocną ale głową solidnie
            przywaliłem w dach. Od tamtej pory zapinam zawsze.


            Polecam oglądnąć

            www.metacafe.com/watch/84739/no_seatbelt/
            pl.youtube.com/watch?v=kVp4hSc4rW4
            • emes-nju Re: acorns bredzisz 27.08.07, 18:03
              Gość portalu: akodo napisał(a):

              > Nikomu nie odwala tylko ludzie na tyle ewoluowali
              > w rozwoju że eliminując zagrożenia godzą się na pewne ograniczenia
              > swobody

              Pewne ograniczenia - tak. Klopot w tym, ze Europa i Polska zaczynaja
              w swojej paranoi doganiac kompletnie zbzikowane na
              punkcie "bezpieczenstwa" USA.
              • Gość: akodo nie widzę w Polsce paranoi IP: *.chello.pl 27.08.07, 20:36
                proszę o przykłady z Europy i z Polski, bo wyszliśmy od rozmowy o
                przewożeniu 11 osób w sam. osobowym, ludzi w transicie i
                niezapinaniu pasów
                • emes-nju Re: nie widzę w Polsce paranoi 28.08.07, 10:58
                  Sprobuj kupic cos dziecku. Albo kupujesz cos za kompletnie
                  wydziczone pieniadze, za to z atestem, albo bez atestu i dosc tanio -
                  na oko cos dokladnie takiego samego. Czym to skutkuje? Ano tym, ze
                  tanszy "odpowiednik" naprawde nie spelnia jakichkolwiek norm! Bo nie
                  musi - na etykietce bucika o dlugosci 10 cm, ale bez atestu stoi, ze
                  jest dla chorobliwie niewyrosnietych nie mniej niz 3-latkow. Taki
                  bucik jest kupowany przez biedakow, ktorzy nie maja mozliwosci
                  wyboru: "kupie buciki za 160 zl z atestem, a nie kupie bucikow za
                  30, bo sa bez atestu". Oni MUSZA kupic buciki za 30 zl! Panstwo, dla
                  naszego i naszych dzieci dobra (?), atestuje za potworne pieniadze
                  wszytko co ma byc dla dzieci w wieku 0-3. Wmowiono nam, ze potwornie
                  drogi atest jest niezbedny dla dobra naszych dzieci (tak jakby
                  dzieci nie mialy w domu kontaktu z innymi przedmiotami, ktore NIGDY
                  nie mialy atestu - np. z ostrymi kantami mebli, guzikami, agrafkami,
                  nozami, nozyczkami czy butami swoich rodzicow). Na haslo DOBRO
                  DZIECKA bogatym mamuskom z reklam miekna nogi w kolanach i pedza do
                  sklepu szukac czegos potwornie drogiego, ale z atestem :-P A biedna
                  mama kupuje prawdziwe byleco (z napisem na etykiecie 3+), bo nie
                  stac jej na towar z atestem (z napisem na etykiecie 0-3).

                  A kiedys wystarczala precyzyjna norma, ktorej przestrzeganie mozna
                  sprawdzic znacznie taniej niz atestujac...

                  Sadzac zreszta z cen, KAZDY wyrob atestowany jest oddzielnie. No bo
                  jak inaczej wytlumaczyc (prawdziwa) roznice w ceniu bucikow z
                  atestem i podobnych bucikow bez atestu? Nawet jakosc uzytych
                  materialow nie jej nie tlumaczy. No, chyba, ze tanie buty sa z
                  uzywanego papieru toaletowego, a drogie z jakiegos kosmicznego
                  koromysla. Sek w tym, ze i jedne i drugie (na oko) sa ze skory...

                  I tu dochodzimy do motoryzacji - foteliki dla dzieci. Te z atestem
                  sa drogie. Czasem kosztuja tyle, ile auto, w ktorym maja byc
                  instalowane... Czesc rodzicow, wybierajac mniejsze zlo, kupuje
                  tanszy nieatestowany (albo uzywany), a czesc, na pohybel dziaciakom,
                  nie kupuje nic... A wystarczyloby, zeby zamiast potwornie drogiego
                  atestu obowiazywala precyzyjna norma, ktorej przestrzeganie mozna
                  sprawdzic w czasie kontroli. Wtedy glownym czynnikiem cenotworczym
                  bylaby ilosc "wodotryskow" w foteliku, a nie jego "bezpieczenstwo"
                  wyrazone odpowiednim atestem.

                  Klopot w tym, ze panstwo na zapewnianiu nam "bezpieczenstwa"
                  swietnie zarabia - od dzieciecych bucikow po fotoradary ustawione w
                  miejscach, w ktorych drogi prawie nie ma, ale jest fotoradar
                  zapewniajacy bezpieczenstwo :-P
                  • Gość: akodo no ale to są patologie IP: *.chello.pl 28.08.07, 19:35
                    o ktorych zreszta pojecia nie mialem, nawet nie wiedzialem o takim
                    specjalnym traktowaniu produktów do 3lat. Faktycznie smutne ze robi
                    sie pieniadze zerujac na ludzkich obawach. Zgadzam się że z
                    prawdziwa dbaloscia o bezpieczensto te przykłady nie mają wiele
                    wspolnego ale nie znaczy to przeciez ze foteliki czy produkty dla
                    maluchów nie powinny być atestowane? Chodzi mi o sprawy poruszane w
                    pierwszym poscie dotyczace sposobu przewozenia osob i lekcewazenia
                    rzeczy oczywistych. No jak można dyskutować z faktami piszac ze
                    dziecka nie trzeba zapinac w pasy stosujac retoryke: bo ja cale
                    dziecinstwo jezdzilem w aucie jak sie nawet o fotelikach nikomu nie
                    snilo i zyje!
                    • emes-nju Re: no ale to są patologie 29.08.07, 10:49
                      Gość portalu: akodo napisał(a):

                      > o ktorych zreszta pojecia nie mialem, nawet nie wiedzialem o takim
                      > specjalnym traktowaniu produktów do 3lat. Faktycznie smutne ze
                      > robi sie pieniadze zerujac na ludzkich obawach.

                      I to wlasnie jest nadchodzaca wiekimi krokami z "bezpiecznych"
                      krajow patologia. Najpierw wmawia sie jakies pierdoly, a potem goli
                      przy skorze...

                      A jak cos zaczyna isc nie tak, to stajemy sie bezradni. Wiecej -
                      skoro waaadza z mysli za nas, to sami coraz mniej o swoim
                      bezpieczenstwie myslimy i wychodza "zajaczki" z jazda w 12 osob w
                      Polonezie...

                      > Zgadzam się że z prawdziwa dbaloscia o bezpieczensto te przykłady
                      > nie mają wiele wspolnego ale nie znaczy to przeciez ze foteliki
                      > czy produkty dla maluchów nie powinny być atestowane?

                      Jezeli ma to byc dla dobra ludzi, to kosztami atestowania nie moze
                      byc obciazany producent, bo ten musi przerzucic ten koszt na
                      kupujacego. I wtedy towar atestowany jest dla dobra waskiego kregu
                      dobrze finansowo ustawionych. A reszta dostaje produkty bez atestu i
                      bez przestrzegania jakichkolwiek norm (np. chinszczyzne)...

                      > Chodzi mi o sprawy poruszane w pierwszym poscie dotyczace sposobu
                      > przewozenia osob i lekcewazenia rzeczy oczywistych. No jak można
                      > dyskutować z faktami piszac ze dziecka nie trzeba zapinac w pasy
                      > stosujac retoryke: bo ja cale dziecinstwo jezdzilem w aucie jak
                      > sie nawet o fotelikach nikomu nie snilo i zyje!

                      Jak wyzej - przyklad z 12-osobowym Polonezem. A poza tym
                      uszczesliwianie nas na sile i za nasze ciezkie pieniadze prowadzi do
                      sytuacji, w ktorej duzej czesci spoleczenstwa nie stac na
                      zapewnienie sobie (przede wszystkim dzieciom) choc minimum
                      bezpieczenstwa.
            • acorns Re: acorns bredzisz 28.08.07, 17:26
              Wszystko fajnie, ale niech każdy zajmuje się swoim własnym
              bezpieczeństwem. Niestety nie ma rozwiązań idealnych. Co z tego że
              dziecko będzie w foteliku jak samochód zacznie się jarać i nie da
              się dziecka wyciągnąć przez to że jest dobrze przypięte do fotelika?
              Tak samo z pasami. To jakiś absurd. Jak będę miał poważniejszy
              wypadek w Golfie II to pas mi nie pomoże bo kolumna kierownicy
              przebije mnie i przygwoździ do fotela. Kiepska perspektywa. Absurd
              polega na tym że wiadomo jak to jest z bezpieczeństwem kierowcy i
              pasażerów Golfa II, ale nie ma żadnego przepisu zabraniającego
              rejestrowania takich wynalazków, jest natomiast przepis niby
              poprawiający bezpieczeństwo, czyli pasy i przewożenie dziecka w
              foteliku. Ja miałem Golfa II, teraz nie kupiłbym Golfa II ze
              względów bezpieczeństwa właśnie. Sam potrafię zadbać o swoje
              bezpieczeństwo. Facet z tego Merola też uznał że może tak przewieźć
              swoje dzieci w bezpieczny dla nich sposób. Pewnie miał ze 12
              airbagów, kurtyny itp. Jego sprawa.
              • Gość: akodo no wlasnie nie jego sprawa IP: *.chello.pl 28.08.07, 19:00
                niby dlaczego ma prawo narazac dzieci na smierc jesli nie zapina ich
                w fotelikach? Jak dorosną beda mialy 18 lat i nie beda dbaly o
                wlasne bezpieczenstwo to beda pasow nie zapinac wedle uznania. I nie
                mow o spaleniu sie w samochodzie, bo takich przypadków w porównaniu
                do kolizji w których pasy ratują życie ( a przynajmniej twarz) jest
                ile? 100 razy mniej?1000? Jesli sie boisz ze nie odepniesz pasów
                możesz wozić pod ręką nóż do tapet zeby miec je czym przeciąć, nie
                wiem zreszta ile jest sytuacji gdzie w płonącym samochodzie blokują
                Cie pasy a nie zgnieciona karoseria? W jaki sposob niby potrafisz
                sam zadbac o wlasne bezpieczenstwo gdy w tyl wjedzie Ci rozpedzona
                ciezarowka?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka