Dodaj do ulubionych

strasznie sie boje

IP: *.amuz.lodz.pl 19.10.07, 08:24
Odebrałam 2 dni temu prawko, ale od tej pory straasznie sie boje jezdzic.
Jechalam wczoraj z Mama i dlugo przed i dlugo po cala trzeslam sie ze strachu,
a dzis w nocy snily mi sie koszmary z tego powodu...Dodam, ze na kursie szlo
mi ok. Co robic?
Obserwuj wątek
    • iberia.pl Re: strasznie sie boje 19.10.07, 08:27
      wiekszosc swiezych kierowcow ma takie leki :-),co robic? Zacisnac
      zeby i...jezdzic, jezdzic, jezdzic.Moze najpierw jak jest mniejszy
      ruch po okolicznych uliczkach, z czasem wypuszczac sie coraz dalej,
      a do tego nakleic na szybe zielony listek :-).Powodzenia.
    • no-comments Re: strasznie sie boje 19.10.07, 09:16
      Gość portalu: taka jedna napisał(a):

      > Odebrałam 2 dni temu prawko, ale od tej pory straasznie sie boje jezdzic.
      > Jechalam wczoraj z Mama i dlugo przed i dlugo po cala trzeslam sie ze strachu,
      > a dzis w nocy snily mi sie koszmary z tego powodu...Dodam, ze na kursie szlo
      > mi ok. Co robic?

      Poszukaj pare wątków podobnych się ostatnio pojawiło. Iberia ma rację, że jedyna
      rada na strach - to jeżdzenie, inaczej się nie da;) Im więcej będziesz jeździć -
      tym większej pewności siebie będziesz stopniowo nabierać, a strach zacznie
      zanikać - nie stanie się tak od razu, ale sama zauważysz postępy. Zacznij od
      krókich tras, po znanych Ci dobrze drogach, najlepiej wtedy kiedy jest mały ruch
      - nie w godzinach szczytu, ale na przykład po południu jak większość ludzi
      siedzi w pracy czy w szkole, dobre są również weekendy. Zastanów się, czy nie
      wolisz jeździć sama - jedni tak wolą, bo nie muszą słuchać niczyich komentarzy i
      zawsze można sobie poprzekilnać po zrobieniu jakiejś glupoty;), inni wolą z kimś
      - kto podpowie, doradzi - jeździj tak - jak czujesz się pewniej. Jeśli się nie
      wstydzisz - przyklej zielonego liścia, jedni kierowcy nie będą go w ogóle
      zauważać, inni powstrzymają się od pośpieszania Cię na światłach czy umożliwią
      Ci włącznie się na pas. No i najważniejsze - nie przejmuj się błędami, nie
      rozpamiętuj, ile razy Cię strąbiono czy ile razy zgasło Ci auto, błędy są
      nieuniknione tak jak stres, zoabczysz że z jazdy na jazdę będzie lepiej. Pomimo,
      że wydaje się, że tego strresu nie da się przezwyciężyć - to wierz mi, że się
      da, tylko jeden warunek - nie wolno Ci unikać jeźdzenia, innej drogi nie ma:)
      Wytrwałości i szerokiej drogi:)
      • Gość: dziadek Re: strasznie sie boje IP: *.chello.pl 30.10.07, 16:32
        Nigdy nie rób gwałownych manewrów na drodze. Większość kierowców
        pomaga. Pamiętaj, że doświadczony i "świeży" kierowca popełniają
        takie same błędy. Tylko doświadczony szybko zapomina i analizuje
        własne błędy w ....domu. Pozdrawiam
    • Gość: na zimno A mnie sie wydaje, ze trafilas na tandetna IP: *.dip0.t-ipconnect.de 19.10.07, 09:38

      szkole jazdy i slabiutkich instruktorow.

      W kazdym wypadku: nie przejmuj sie, pilnuj sie i jezdz w kazdych
      warunkach.
      • no-comments Re: A mnie sie wydaje, ze trafilas na tandetna 19.10.07, 14:33
        Gość portalu: na zimno napisał(a):

        >
        > szkole jazdy i slabiutkich instruktorow.
        >
        > W kazdym wypadku: nie przejmuj sie, pilnuj sie i jezdz w kazdych
        > warunkach.

        Skąd wysnułeś wniosek, że trafiła na tandetną szkołę jazdy? Dlatego, że boi się
        jeździć bo nikt jej nie nauczył pewności siebie za kółkiem czy uważasz, że jej
        umiejętności nie są wcale dobre (wmawiali jej, że jej dobrze idzie), a teraz
        "wyszło szydło z worka"??
        • Gość: na zimno To bardzo proste: IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.07, 11:43

          W szkole jazdy jest pan instruktor. Instruktor widzi, z kim ma do
          czynienia (zakladam, ze to instruktor o odpowiednich kwalifikacjach
          rowniez psychologicznych i dydaktycznych).

          To jest jego psi obowiazek dotrzec do ucznia i przygotowac go
          do jazdy nie tylko tlumaczac, ktora reka zmieniamy biegi.
          Za to mu placa, aby przygotowywal kierowce.

          Jezeli ktos mial problemy, powinien miec wiecej godzin jazdy w
          roznych warunkach. Powinien nabrac umiejetnosci, a nie
          strachu. To jest rola instruktora.

          Tandeta szkoly jazdy jest tu calkiem prawdopodobna.

          Np. w Niemczech szkoly jazdy oceniane sa rankingowo na podstawie
          % dobrze zdanych egzaminow teoretycznych i praktycznych.
          Jezeli ktos za PJ placi w granicach 2000€ , to ma prawo
          wymagac wysokich kwalifikacji od instruktorow.

          Nikt nie pojdzie do tandetnej szkoly jazdy.
          Tandetna szkola jazdy nie zarobi i splajtuje.

          Proste.
          Punkt.

          • no-comments Re: To bardzo proste: 25.10.07, 12:49
            Gość portalu: na zimno napisał(a):

            > To jest jego psi obowiazek dotrzec do ucznia i przygotowac go
            > do jazdy nie tylko tlumaczac, ktora reka zmieniamy biegi.
            > Za to mu placa, aby przygotowywal kierowce.
            >
            > Jezeli ktos mial problemy, powinien miec wiecej godzin jazdy w
            > roznych warunkach. Powinien nabrac umiejetnosci, a nie
            > strachu. To jest rola instruktora.
            ...

            > Tandetna szkola jazdy nie zarobi i splajtuje.

            A w Polsce nawet najbardziej tandetna szkoła jazdy zarobi;) Zawsze znajdzie się
            jeleń, którego można skusić niską ceną, indywidualnym nauczaniem, kursami
            ekspresowami ("u nas jazdy razem z teorią") i zarobek jest, a jak się kursanta
            nie nauczy w ciągu 30 h to jeszcze przyjdzie na dodatkowe;)

            Owszem - dobry instruktor będzie potrafił naucyzć wyluzowania za kierownicą i
            nie będzie powodował lęku i strachu dodatkowego, ale .... instruktor to jedna
            strona medalu, jest przecież jeszcze kursant , a kursant.... może mieć złe
            doświadczenia - wypadek samochodowy w dziecińswie paraliżujący go za kółkiem,
            może być psychologicznie typem osoby, która w siebie nie wierzy i nie dostrzega
            włąsnych postępóww, albo osobą zbyt wymagającą od siebie, która spala się w
            swoich ambicjach ("chce dobrze jeździć, ojeciec jest taksówkarzem, a tu nic nie
            wychodzi"), może to być osoba z natury strachliwa.... - nie każdy instruktor
            bedzie potrafił okiełznać takie osoby, może być świetnym mentorem, dobrze uczyć
            techniki jazdy, być dobrze przygotowanym merytorycznie i metodycznie, ale
            nauczyć zwykłych, nie odbiegających od średniej kursantów - może być dobrym
            instruktorem, ale niekoniecznie psychologiem, baaa może nawet nie wiedzieć,
            czemu dany kursant przyswaja wolniej, a wręcz podejrzewać, że kursantowi się po
            prostu nie chce... i co wtedy? CZy jest przez to złym instruktorem?? Nawet te
            pare godzin psychologii na wykłądach na kursie instruktorskim nie zrobi z
            instruktora psychologa...

            A autorka postu podrzuciała jeszcze jedną wątpliwość - instruktor mógł być
            dobry, ale troska o samochód jest silniejsza, zwłaszcza o czyjś samochód.
            • Gość: na zimno Idzcie i nauczajcie! IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.07, 13:09

              W sumie sam sobie odpowiedziales na wszystkie pytania w tym
              wypracowaniu.

              Gdzie lezy wina?

              No jasne, ze nawet Mozart nie zrobilby nic, gdyby uczen nie mial
              sluchu muzycznego. Z grubasa nie zrobi sie baletmistrza.

              To jest oczywiste. Natomiast gdy chodzi o prawo jazdy, no coz,
              istnieje cala metodologia uczenia + osobiste cechy instruktora.

              Gdyby wprowadzono ranking szkol jazdy, byloby to z pozytkiem dla
              wszystkich. No i oczywiscie patalachy instruktorskie wyladowalyby
              na zielonej trawce.

              What you see is what you get.
              Widac to na drogach.
              • no-comments Re: Idzcie i nauczajcie! 25.10.07, 17:13
                Gość portalu: na zimno napisał(a):

                > W sumie sam sobie odpowiedziales na wszystkie pytania w tym
                > wypracowaniu.

                Nie, ja zadałAm pytanie, satysfakcjonującej odpowiedzi nie znam, ale nie jest to
                aż tak ważne.

                > No jasne, ze nawet Mozart nie zrobilby nic, gdyby uczen nie mial
                > sluchu muzycznego. Z grubasa nie zrobi sie baletmistrza.

                Ale dobry nauczyciel nawet z grubasa może zrobić całkiem przyzwoitego tancerza,
                a conajmniej takiego, który nie depcze partnerce po stopach i nie porusza sie
                jak słoń w skłądzie porcelany;) Nawet z najgorszego i najbardziej opornego
                kursanta da się zrobić może nie mistrza formuły 1 ale co najmniej poprawnego
                kierowcę, który nie będzie stanowił zagrożenia w ruchu.

                > Gdyby wprowadzono ranking szkol jazdy, byloby to z pozytkiem dla
                > wszystkich. No i oczywiscie patalachy instruktorskie wyladowalyby
                > na zielonej trawce.

                Pomarzyć sobie można.... a raczej włożyć między bajki i nic więcej. Nie ma
                takich kryteriów, które by pozwalały sprowadzić rankingi szkół do mariodajnej
                oceny działalności tych szkół i umiejętności instruktorów (wszelakich,
                metodycznych i psychologicznych także). Bo co to znaczy, że szkoła ma zdawalność
                na poziomie 50 %?? Jesli dajmy na to pracuje w niej 10 instruktorów, z których
                kilku jest partaczami, kilku dość przeciętnych i kilku dobrych - te 50% to
                będzie uśrednienie tych wszystkich instruktorów, kursant od jednego nauczy się
                węcej, a od innego nauczy się mniej, a jak kursant trafi tylko na partaczy to co
                - uznamy, że kursant był do d.py bo zaniżył średnią? Nie mówiąć już o
                sytuacjach, gdy kursant kończy kurs ledwo poruszając się po drodze, nie
                potrafiąc wykonywać podstawowych manewrów, dostaje zaśiwadczenie o ukończeniu
                kursu, idzie się doszkalać w innym OSK - egzamin zdaje za 1wszym razem i mimo,
                że nauczył się wszystkiego na doszkalających - to jego wynik idzie na konto
                partacza z pierwszego OSK. A partacz cieszy się zwyżkującym miejcem w rankingu i
                zdobywa kolejnych kursantów;)
                • Gość: na zimno No, nic sie nie da zrobic, jak zwykle... IP: *.dip0.t-ipconnect.de 25.10.07, 17:35

                  Po co wiec prowadzi sie rankingi szkol wyzszych ?
                  Problem jest ten sam.

                  Ranking jest NIEWYGODNY, poniewaz prowadzi do OCENY.
                  Nikt nie lubi byc oceniany. Wszyscy chca byc gwiazdami
                  pierwszej jasnosci. Optymalnie jest zyc w anonimowym tlumie.
                  Nie trzeba sie wysilac.

                  Nad niemieckimi szkolami jazdy zawsze "unosi sie duch" Dekry
                  lub ADAC. Nikt im nie chce podpasc. Proste.


                  • no-comments Re: No, nic sie nie da zrobic, jak zwykle... 25.10.07, 20:21
                    Gość portalu: na zimno napisał(a):

                    > Ranking jest NIEWYGODNY, poniewaz prowadzi do OCENY.
                    > Nikt nie lubi byc oceniany. Wszyscy chca byc gwiazdami
                    > pierwszej jasnosci. Optymalnie jest zyc w anonimowym tlumie.
                    > Nie trzeba sie wysilac.

                    Nie, w przypadku szkół jazdy rankingi nie są niewygodne, a NIEWIARYGODNE. Bo w
                    takim ośrodku jeden się będzie wysilał, a drugi instruktor będzie sobie olewał.
                    OSK zajmie przeciętną pozycję w rankingu pomimo, że może posiadać najlepszego w
                    mieście instrukora i trzech olewusów - średnia wychodzi na minus. No i jeśli
                    kursant uważa się za stworzonego do jazdy, uważa, że już wszystko wie, na
                    wspomnienie o wykupinieniu dodatkowych reaguje oburzeniem "chcą wyciągnąć kasę
                    ode mnie, a przecież ja wszystko umiem" - po czym idzie i 3 razy oblewa - to co,
                    mamy winić za to szkołę jazdy i karać niższą notą w rankingu "bo nie nauczyli"?
                    Takie rankingi nijak by się miały do rzeczywistości i nie spełniły by swojego
                    zadania, a marni instruktorzy i tak by zarabiali pieniążki.
                    • Gość: na zimno Przesadzasz, nie wiem czemu bronisz tego chlamu IP: *.dip0.t-ipconnect.de 26.10.07, 12:47

                      Podobne problemy wystepuja na poziomie szkol licealnych,
                      gdzie odpowiednikiem dodatkowych godzin jazdy sa zwykle
                      korepetycje z "fizy" czy "matmy", bo szkolna edukacja
                      niektorym nie wystarcza. W zasadzie szkoly jazdy od szkol
                      licealnych pod tym wzgledem sie zupelnie nie roznia.
                      Tepakow jest statystycznie tyle samo, a i nauczyciele nie sa
                      laureatami Nobla.

                      Wsrod dzieciakow wiadomo doskonale kto jest dobry z dawania
                      korepetycji, a kto jest denny i tylko wyciaga forse.

                      Rowniez doskonale wiadomo, ze np. liceum "X" jest lepsze niz
                      liceum "Y". Sa prowadzone tez rankingi.

                      A poza tym: tepakow trzeba odsiewac. Absolwent liceum co najwyzej
                      bedzie walil 100 bledow ortograficznych na jedna strone A4,
                      natomiast kierowca dostaje "odbezpieczona i naladowana bron" do reki
                      czyli prawo jazdy. Szkody potencjalne moga byc tragiczne.

                      Zastanow sie nad tym.




                      • no-comments Re: Przesadzasz, nie wiem czemu bronisz tego chla 26.10.07, 21:46
                        Gość portalu: na zimno napisał(a):

                        (...)
                        > Rowniez doskonale wiadomo, ze np. liceum "X" jest lepsze niz
                        > liceum "Y". Sa prowadzone tez rankingi.

                        Taaaa z tego, co pamiętam z czasów liceum to to, że w szkole z "górnej półki"
                        rankingów można było dostać czwórkę za identyczny wkłąd włozny w naukę co w
                        gorszej szkole, gdzie za to samo siędostawało piątkę.... no ale ta lepsza szkoła
                        w końcu ma renomę... I cyz to nie jest tak, że rankingi szkół pzyciągają ludzi -
                        tzw dobre szkoły przyciągają najwiecej ludzi - im więcej chętnych - tym łątwiej
                        wybrać najlepszych uczniów - im lepsi uczniowie (bardziej inteligentniejsi) -
                        tym lepsze wyniki osiągają choćby w konkursach, a szkoła zyskuje (bądź
                        utrzymuje) renomę - roli samej szkoły tu nie przeceniajmy. Zresztą nie ważne, bo
                        nijak się to ma do szkół jazdy.

                        > A poza tym: tepakow trzeba odsiewac. Absolwent liceum co najwyzej
                        > bedzie walil 100 bledow ortograficznych na jedna strone A4,
                        > natomiast kierowca dostaje "odbezpieczona i naladowana bron" do reki
                        > czyli prawo jazdy. Szkody potencjalne moga byc tragiczne.
                        >
                        > Zastanow sie nad tym.

                        Nad czym mam się zastanowić?? Ja nie bronię kiepskich instruktorków ani
                        badziewnych OSK, co więcej 1/3 ośrodków jazdy w swoim własnym mieście bym
                        zamknęła, bo to co robią na pewno nie można nazwac kształceniem kierowców. Ja
                        tylko mówię, że żadne statystyki nie są na tyle miarodajne, żeby mogły z
                        całkowitą pewnością wyeliminowac z rynku ludzi, którzy się tym nie powinni
                        zajmować. W wielu miastach WORDy udostępniają statystyki i myslisz, że słabe OSK
                        to wyeliminowało z rynku? Nie dość, że kryteria ich towrzenia są niejasne (no bo
                        jak porównac OSK, który "wykształcił" w ciągu pół roku 150 kursantów i zatrudnia
                        5 instruktorów do OSK, który posiada jednego instruktora i w tym czasie wypuścił
                        na egzamin 30 kursantów), to jeszcze kursanci to najczęściej młodzi ludzie,
                        którzy dokonują wyboru całkowicie spontanicznie i przypadkowo, albo po namowie
                        kogoś znajomego, albo robią prawko u kogoś znajomego (i nie ważne jaką ma
                        zdawalność, bo przecież kuzyn źle nie może uczyć). Stąd te statystyki na nic się
                        nie przydadzą, jak wymyśli ktoś obiektywny sposób na ocenę działalmności OSK i
                        ich weryfikację (coś ponad kontrolę z Wydz. komunikacji o której instruktorzy
                        wiedzą zawczasu) - to ja pierwsza będę propagowała tę ideę, ale statystyki
                        kiepskich instruktorów nie rozwiążą.
                        • Gość: na zimno Im bardziej pada deszcz, tym bardziej pada deszcz. IP: *.dip0.t-ipconnect.de 05.11.07, 13:25
                          Piszesz:
                          """
                          im więcej chętnych - tym łątwiej wybrać najlepszych uczniów - im
                          lepsi uczniowie (bardziej inteligentniejsi)
                          """
                          Moze "bardziej inteligentni" - nie znam formy stopniowania "bardziej
                          inteligentniejsi".

                          Co do Twojego rozumowania: wypisz wymaluj: Kubus Puchatek, ktory
                          bylby z Ciebie dumny.

                          Taka jedna nasza piosenkarka spiewala: "Im wiecej ciebie tym mniej".
                          Ci, "bardziej inteligentniejsi" szybko zalapia, o co jej chodzilo.
                          Inni beda ciagle zadawac glupie pytania.

                          Zgodnie z Twoja argumentacja nic nie moze podlegac ocenie, bo zawsze
                          sie znajdzie jakis kontrargument niemiarodajnosci. W ten sposob
                          przecietniacy sa pod stala ochrona.

                          Dlatego ten "kombinat" produkuje tyle badziewia, ktore zalewa nasze
                          drogi.

                          Nie kazdy musi miec mature, dyplom itd.
                          Nie kazdy musi miec prawo jazdy tylko dlatego, ze stac go na
                          samochod. Nie kazdy moze byc instruktorem.
                          I tyle. Proste.

                          Mechanizmu eliminacji tandety nikt nie chce wprowadzic, poniewaz
                          zaraz okazaloby sie, ze jest to bron samobojcza dla tego srodowiska.

                          Zupelnie jak z lekarzami.


                          • no-comments Re: Im bardziej pada deszcz, tym bardziej pada de 09.11.07, 19:29
                            Gość portalu: na zimno napisał(a):

                            >....
                            > Zgodnie z Twoja argumentacja nic nie moze podlegac ocenie, bo zawsze
                            > sie znajdzie jakis kontrargument niemiarodajnosci.

                            W kwestii zapatrywań Kubusia Puchatka jak widzę masz lepszą wiedzę ode mnie,
                            więc nie będę się spierać, natomiast ... nie przeczę, że rozważając róznorakie
                            rozwiązania sprawdzania instruktorów i sposobów na eliminowanie złych OSK -
                            faktycznie za każdym razem wymyśliłabym mnóstwo kontrargumentów, które obalałyby
                            miarodoajność i sensownośc danego sposobu. Może dlatego, że ja sama jeszcze nie
                            tak dawno byłam na kursie prawa jazdy, poznałam wielu instrutkorów - od totalnie
                            badziewnych, przez przeciętnych do takich, którzy naprawdę byli na swoim miejscu
                            i poznając różnych kursantów wiem, że ostatnią rzeczą na jaką patrzą przy
                            wyborze OSK - są jakiekolwiek rankingi. A moze też dlatego, że w przeciwieństwie
                            do Ciebie ja instruktorów i OSK oceniam całościowo, a nie tylko na podstawie
                            jednego, na chybił trafił wybranego czynnika, jakim jest np ranking zdawalności.

                            > W ten sposob przecietniacy sa pod stala ochrona.

                            Ja ich nie chronię, oni chronią się sami i pewnie lepsi są w tym, jak utrzymać
                            swoją szkółkę i nei dać sie wytępić z rynku od tego, jakimi są instruktorami.

                            > Dlatego ten "kombinat" produkuje tyle badziewia, ktore zalewa nasze
                            > drogi.
                            > Nie kazdy musi miec mature, dyplom itd.
                            > Nie kazdy musi miec prawo jazdy tylko dlatego, ze stac go na
                            > samochod. Nie kazdy moze byc instruktorem.
                            > I tyle. Proste.

                            Owszem nie każdy może być instruktrem, ale nie uważasz, że lepiej byloby walczyć
                            z nimi już na etapie ich szkolenia - najpierw wyeliminowania choćby ekspresowych
                            kursów dla instruktorów szkolących masowo, ale na pewno nie szkolących dobrze,
                            poprzez zmianę egzaminów dla instruktorów, wprowadzenia porządnych kontroli OSK
                            polegających na czymś więcej niż sprawdzenie raz w roku "papierków", czy są w
                            porządku? A może wprowadzić jednakowe, obowiązkowe ceny na kurs prawa jazdy tak,
                            by OSK musiały konkurować ze sobą jakością świadczonych usług a nie ceną kursu?
                            Takie rozwiązania byłyby chyba trochę lepsze od rankingów zdawalności, nie uważasz??

                            > Mechanizmu eliminacji tandety nikt nie chce wprowadzic, poniewaz
                            > zaraz okazaloby sie, ze jest to bron samobojcza dla tego srodowiska.

                            Bez przesady - przy tej ilości ludzi, którzy teraz się pchają na prawo jazdy i
                            pewnie z pare lat taki boom jeszcze potrwa.... nie sądze, żeby jakiekolwiek
                            statystyki miały kogokolwiek wyeliminować z rynku. Nawet OSK zajmujące ostatnie
                            miejsce w rankingach znajdą kursantów i nadal ich znajdują, w moim mieście OSK
                            ciągle przybywa, a żadnego nie ubywa - o czymś to świadczy, te z dołu rankingów
                            (sama GW publikuje je co jakiś czas) też klientów mają i mieć będą. A jak jakiś
                            właściciel swojego małego OSK zacznie mieć mniej kursantów w swojej badziewnej
                            szkółce - to sie najmie do jeżdzenia u innych (co jak co, ale zawód instruktor
                            to aktualnie poszukiwany zawód) i na swoją szkółkę i na siebie nadal zarobi.
              • Gość: erter Re: Idzcie i nauczajcie! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 21:11
                w Lublinie takie rankingi sa ogłaszane co pół roku,na podstawie wiadomosci z
                WOrd,ale nie do wszystkich to przemawia,wiekszosc szuka taniej,blizej,albo
                wypasionych samochodów,a przez to trafiaja do patałachów,którzy licza tylko na
                zyski.
        • Gość: ak74 Re: A mnie sie wydaje, ze trafilas na tandetna IP: *.icm.edu.pl 30.10.07, 07:50
          Czytam i nie mogę wyjść z podziwu nad taka argumentacją szanownych forumowiczów,
          iż brak pewności za kierownica jaki odczuwa autorka postu to wina tylko i
          wyłacznie po stronie kiepskiego szkolenia jakie otrzymała. Kochani, ile lat wam
          zajęlo by poczucie sie pewnie na drodze, ale tak z reką na sercu? Mam prawo
          jazdy od 12 lat, i stwierdzić muszę iż wielką naiwnościa jest poszukiwanie
          przyczyny problemu w nieumiejętnym instruktorze. Doświadczenie i raz jeszcze
          doświadcznie jest w tej materii warunkiem niezbędnym. Inna kwestia że słoń nawet
          po 14 latach treningu nie zostanie linoskoczkiem.

          Pozdr
          • no-comments Re: A mnie sie wydaje, ze trafilas na tandetna 30.10.07, 17:31
            Gość portalu: ak74 napisał(a):

            > Czytam i nie mogę wyjść z podziwu nad taka argumentacją szanownych forumowiczów,
            > iż brak pewności za kierownica jaki odczuwa autorka postu to wina tylko i
            wyłacznie po stronie kiepskiego szkolenia jakie otrzymała. Kochani, ile lat wam
            zajęlo by poczucie sie pewnie na drodze, ale tak z reką na sercu? Mam prawo
            > jazdy od 12 lat, i stwierdzić muszę iż wielką naiwnościa jest poszukiwanie >
            przyczyny problemu w nieumiejętnym instruktorze. Doświadczenie i raz jeszcze
            doświadcznie jest w tej materii warunkiem niezbędnym.

            hmmmm nikt nie powiedział, że TYLKO I WYŁĄCZNIE, ale zwazywszy, że autorka postu
            jest świeżo po zrobieniu prawa jazdy, więc nie posiada jeszcze tak długiego
            doświadczenia za kółkiem. A ja się zgadzam, że instruktor to ktoś, kto w dużej
            mierze wpływa - na to, jakim ktoś jesst kursantem i jakim bedzie kierowcą w
            pierwszych miesiacach jeżdzenia - jeśli ktoś ma instruktora, który potrafi tylko
            krzyczeć, wyzywać kursanta podczs jazdy od debili, powtarzać w kółko, że kursant
            nie nadaje się na kierowcę i lepiej, żeby dał(a) sobie spokój z prawkiem zanim
            kogoś zabije..... to jak myślisz, z jakim uczuciem taki kursant po zdaniu
            egzaminu wsiądzie do auta na swoją pierwszą samodzielną jazdę? Instruktor to
            osoba, która oprócz tego, że uczy jeździć to jeszcze może skutecznie osłabić
            zapał kursanta do jazdy, podważyć jego/ jej wiarę w siebie albo wręcz zniechęcić
            do jazdy w ogóle. A z takim zniechęceniem ciężko się wsiada do auta i zdobywa to
            doświadczenie. A jak ktoś jeszcze musi jeździć z krzyczącym ojcem/ mężem/
            chłopakiem/ dziewczyną..... to już tragedia.

            > Inna kwestia że słoń nawet po 14 latach treningu nie zostanie linoskoczkiem.

            Inaczej - może z kogoś, kto jeździć nie lubi, kto nie ma predyspozycji
            (cokolwiek by to było), dla kogo zawrotną prędkością nie do przejścia jest juz
            40 km/ h - następcy Kubicy nie zrobimy, ale w miarę przyzwoitego, wyćwiczonego
            technicznie i rozsądnego kierowcę już chyba się da, co??
    • 1realista Re: strasznie sie boje 19.10.07, 20:30
      1) przez jakis czas jexdzić samemu.
      2) a czy przypadkiem ten strach nie jest spowodowany strachem o uszkodzenie auta?
      • Gość: taka jedna Re: strasznie sie boje IP: *.amuz.lodz.pl 25.10.07, 09:54
        Fakt, ten strach na pewno w duzej mierze jest spowodowany strachem o auto. Moi
        rodzice, a szczegolnie Tata ma bzika na tym punkcie... No ale to nie znienia
        faktu, ze nie stac mnie na wlasne autko a czyms musze/powinnam jezdzic zeby
        nabrac pewnoscie i nie zapomniec tego co juz umiem...
        • 1realista Re: strasznie sie boje 25.10.07, 16:40
          czyli wynika z tego że strach zniknie jak kupisz własne auto.

          A swoja droga ciekawe jak to jest że ojciec bardziej trzęsie sie o auto zamiast o córkę... ;-)))
          • ewosia Re: strasznie sie boje 25.10.07, 18:41
            ostro, że już wiadomo, że szkoła jazdy zła. Ale egzamin taka jedna
            zdała.
            Musisz jeździć. I już. Ja się też na początku trochę bałam, teraz
            już się nie boję. Jak masz możliwość, to kup sobie samochód swój,
            może być mały i zapierdziany. I nie wpuszczaj tam taty. Ja jeździłam
            od pierwszego razu sama, w trasy sama, jak mnie ktoś pouczał, to
            słuchałam albo i nie.
    • Gość: Yacho tez sie bałem :-) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 20:39
      Jeżdziłem co dzień do pracy, na początku tylko 1 -2 razy w tygodniu
      tyle mnei osztowało. Po roku jeżdżenia tą samą trasą było już ok.
      Aha i jeszcze wziąlem sobie dodatkowo 10 godzin jazdy żeby
      poobjeżdżać trasy które były mi najbardziej potrzebne. Denerwuja sie
      wszyscy - nie przejmuj sie.
      • Gość: cykor A ja boję się do dzisiaj. IP: *.ztpnet.pl 29.10.07, 21:48
        A ja mam prawo jazdy od dziewięciu lat i nie jeżdżę wcale. Od tego
        czasu przejechałem może niecałe 200 km. Boję sie prowadzić, bardzo
        mnie ta czynność stresuje i nie wiem czy jestem w stanie to zmienić.
        Irytuje mnie to, bo nieumięjętność korzystania z samochodu jest w
        naszych czasach i w naszej kulturze rodzajem dotkliwego społecznego
        kalectwa - zwłaszcza dla mężczyzny. Dodam, że jak robiłem prawo
        jazdy mój stres "za kółkiem" spowodowany był w znacznej części obawą
        o samochód rodziców - rzęchowate, stary grat, o którym ciągle
        myślałem kiedy mi zgaśnie albo całkiem się rozkraczy na środku
        skrzyżowania. Ale sedno problemu tkwi raczej w mojej psychice,
        charakteru. Dzisiaj jestem bliski twierdzenia, że pewne typy
        osobowościowe (np. ja) po prostu nie nadają sie na kierowców i nie
        powinno sie ich wypuszczać na ulice w samochodach. Z drugiej strony
        ciągle myślę w jaki sposób jednak się przełamać i
        skutecznie "wdrożyć do ruchu" - stać mnie już na swój samochód, może
        nawet całkiem dobry. Na szofera, niestety, nie.
        Wiem, wiem - jak pomyśleć, że takich jak ja motoryzacyjnych
        desperatów z wydanym prawem jazdy (dodam, że zdałem w 100% uczciwie -
        oczywiście nie egzaminował mnie żadem psycholog) jest jest więcej
        to można zacząć się bać wyjeżdżając na polskie drogi...
        P.S. W świetle powyższego widać jakim bezsensem jest mierzenie stażu
        za kierownicą czasem posiadania prawa jazdy.
        • Gość: bojąca dusza Re: cykor, ja mam dokładnie to samo....nie jeżdżę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 15:12
          Prawo jazdy zrobiłem kilkanaście lat temu. Od tamtego czasu nigdy nie wsiadłem
          za kółko. No dobra, zdarzyło mi się kilka razy przejechać po polnej dróżce. Lecz
          na prawdziwą ulicę nigdy nie wyjechałem. Strach mnie paraliżuje na samą myśl...

          Mam samochód, który prowadzi żona. Ja zawsze siedzę na miejscu pasażera:( Na
          dodatek przeszkadzam jej w prowadzeniu i dodatkowo ją stresuję. Ciągle jej
          gderam za uszami: zwolnij! uwaga! z prawej! z lewej! itp... A żona jest dobrym
          kierowcą i doskonale sobie radzi.

          Gdy jedziemy w nocy po węższej powiatowej drodze, gdy widzę z naprzeciwka
          zbliżające się światła samochodu mam wrażenie, że zaraz się wpasujemy z nim na
          czołówkę:( Prawie zamykam oczy ze strachu:(
          Gdybym to ja siedział za kółkiem, w takiej sytuacji prawdopodobnie puściłbym
          kierownicę i zasłaniał twarz - typowy objaw paniki:(
          Podobnych sytuacji mam wiele w trakcie jazdy. Poza tym jazda z prędkością
          większą niż 60 km/h również sprawia, że czuję się fatalnie i jedynym marzeniem
          jest wysiąść. Jak na jakimś rollercoasterze. Mam wrażenie, że tego samochodu nie
          da się kontrolować i pojedzie gdzieś sam w pizdu...

          Podczas kursu na prawo jazdy czułem się fatalnie, w czasie jazdy nie mogłem się
          doczekać, kiedy to się skończy. A kiedy się skończyła wysiadałem z mokrą od potu
          koszulą...ufff, pamiętam to uczucie ulgi do dziś.

          Czy jest jakiś psycholog, który by mi pomógł się przełamać lub dobry instruktor?

          • Gość: anita Re: cykor, ja mam dokładnie to samo....nie jeżdżę IP: *.zicom.pl 30.10.07, 20:36
            Bojąca duszo, znakomicie Cię rozumiem, o własnych doświadczeniach z
            samochodem piszę kawałek niżej. Podczas kursu prawa jazdy miałam to
            samo, marzyłam, żeby jazda się skończyła, a jeszcze lepiej - w ogóle
            nie odbyła. Jedyna sytuacja, w jakiej potrafię sobie wyobrazić
            siebie za kółkiem, to kompletnie pusta droga daleko za miastem. Ja
            nawet szybkości tak bardzo się nie boję (mam na myśli rozsądną
            szybkość), ile nieprzewidywalności reakcji innych użytkowników
            drogi. No i po prostu nie jestem w stanie ogarnąć tego wszystkiego:
            świateł, znaków, ludzi, samochodów, że już nie wspomnę o takich
            drobiazgach, jak sprzęgło, hamulec, czy ta skrzynia biegów. Nie,
            tego wszystkiego jest za dużo dla człowieka, który ma niepodzielną
            uwagę i problem z odróżnianiem prawej i lewej strony.
            Do dziś nie mogę wyjść z podziwu, że jakoś przebrnęłam przez ten
            egzamin....
            • Gość: yacho Re: cykor, ja mam dokładnie to samo....nie jeżdżę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 23:34
              dopiero teraz przeczytałem, wiecie powinniście spróbować. Ja
              naprawdę nei mam zdolności do prowadzenia samochodu, w dodatku
              zrobiłem prawo jazdy w wieku 17 lat na zadupiu gdzie jeden samochod
              przejeżdża co dwie godziny. potem miałem wiele lat przerwy - w ogóle
              nie jeździłem. Ale teraz jeżdże mimo że mnie to strasznie dużo
              kosztowało. naprawdę nie byłem w stanie wsiąśc za kierownicę -
              zmuszałem sie najpierw raz w tygodniu a potem dwa trzy.... potem już
              co dzien jeździłęm do pracy i teraz jeżdżę poprawnie. Nie spieszę
              sie, styl mam taki bardziej emerycki ale zagrożenia nie powoduję i
              nikt na mnie nie trąbi. I jest to teraz dla mnie przyjemne. chociaz
              mam takie dni że skręcam tylko w prawo - prawda. Weźcie trochę
              godzin jazd doszkalających i już - nie będziecie sie bali że
              skasujecie swój samochód albo kogoś po drodzę rozwalicie - samochód
              z dużym L jest traktowany na drodze inaczej.
              Pozdrawiam i życzę sukcesów - mnie się udało to i wam się uda.
    • Gość: ewa Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 21:14
      teraz dopiero to sobie uswiadomiłaś,nie kazdy moze byc kierowca.Najgorsze sa
      osoby nie majace żadnych predyspozycji do bycia kierowca,a pchajace sie za
      wszelka cene,zwłaszcza kobiety które musza wiecznie cos udowadniać.
      • no-comments do ewy i anity 30.10.07, 17:54
        Gość portalu: ewa napisał(a):

        > teraz dopiero to sobie uswiadomiłaś,nie kazdy moze byc kierowca.Najgorsze sa
        osoby nie majace żadnych predyspozycji do bycia kierowca,a pchajace sie za
        wszelka cene,zwłaszcza kobiety które musza wiecznie cos udowadniać.

        Hmmm ja nie posiadam żadnych predyspozycji do bycia kierowcą, wręcz posiadam
        pare wad, które kierowcy mogą za kółkiem przeszkadzać, a jednak mimo to bardzo
        lubię jeździć i jestem świadoma soich wad i braków, co prawda nie póbuję nikomu
        nic udowodnić, ale zgodnie z Twoją teorią nie powinnam być kierowcą, tak?

        Gość portalu: anita napisał(a):

        > ...nie każdy jest w stanie nauczyć się prowadzenia
        > auta, bez względu na motywację, tak jak nie każdy jest w stanie
        > nauczyć się języka obcego czy tańca towarzyskiego.

        A ja sądze, że każdy - właśnie przy odpowiedniej motywacji i dobrym
        instruktorze, a jeśli już masz prwo jazdy - to przy pomocy kogoś, kto również to
        prawko ma i doświadczenie znacznie większe za kółkiem. Nie trzeba mieć smykałki
        do nauki języków obcych, żeby się jakiegoś nauczyć - moze nie każdy będzie
        potrafił napisać pracę naukową w innym języku, ale będzie w stanie sprawnie sie
        komunikować; nie trzeba mieć wrodzonej zdolności do tańca - żeby nauczyć się
        tańczyć przynajmniej w takim stopniu, żeby nie deptac partnerki/partnera, nawet
        człowiek bez predyspozcyji do prowadzenia pojazdów będzie w stanie się naczyć
        jeździć i poruszać po drodze bez czynienia innym krzywdy. To co Ty piszesz o
        prowadzeniu to typowy mechnizm tzw "kwasnych winogron" - zresztą sama to
        napisałaś - obrzydzasz sobie coś, czego wydaje Ci się, że nie możesz mieć. A
        prawda jest taka, że łatwiej jest sobie powiedzieć, że "ja się nie nadaje", że
        "nie każdy może być kierowcą" i w każdy inny sposób usprawiedliwiać siebie niż
        po prostu wsiąść do auta i zacząć jeździć. Ja od kilku miesięcy walczę ze
        strachem wsiadając za każdym razem do auta, ale nie zmaierzam się poddać, tylko
        dlatego, że ktoś powiedział, że nie mam predyspozycji, że jazda powoduje u mnie
        stres, ja będę walczyć, nie zamierzam się tak łatwo poddać, ostrożność tak,
        samokrytycyzm też, ale tchórzostwo - nie.
        • Gość: anita Re: do no-comments IP: *.zicom.pl 30.10.07, 20:27
          No dobrze, może moja motywacja nie jest wystarczająca. Ponadto
          jestem pewna, że nawet gdybym przeszła barierę "pierwszego zakrętu",
          a następnie "pierwszych świateł" etc., to jazda samochodem nigdy nie
          sprawiałaby mi przyjemności (no chyba, że na pustej drodze daleko za
          miastem). Wyznam szczerze: auto jest mi potrzebne, by od czasu do
          czasu zawieźć kota do weterynarza (jazda autobusem trwa dużo dłużej,
          więc i stres dla zwierzaka większy) - a wtedy proszę o pomoc kogoś
          zmotoryzowanego. Poza tym w samochodach na ogół jest mi niedobrze
          (może dlatego, że tak skutecznie sobie je obrzydziłam), i to nie ze
          strachu, bo w charakterze pasażera nie boję się jeździć, ale nie
          lubię, w samochodach jest ciasno, klaustrofobicznie i czuć spalinami
          (no dobra, może nie we wszystkich). Wolę pociągi. Nawet autobusy
          wolę, no może nie w godzinach szczytu. Tyle, że chciałabym móc
          powiedzieć: "Umiem prowadzić, ale nie lubię", a nie: "Nie lubię, bo
          nie umiem". W każdym razie nawet jeśli kiedyś się przemogę, będę
          jeździła tylko od wielkiego dzwonu i bocznymi drogami, a po mieście
          zawsze autobusem. Pozdrawiam wszystkich, którzy to rozumieją, jak
          również tych którzy mają kompletnie odmienne zdanie nt. samochodów i
          korzystania z nich.
          • no-comments Re: do no-comments 30.10.07, 22:23
            No dobra, wcale nie zamierzam namawiać Cię do jeżdzenia, jeśli nie sprawia Ci to
            przyjemności. To tak, jakby wysyłać kogoś na leczenie zdrowych zębów do
            dentysty;) A tak serio - chyba tym większa u człowieka motywacja, im większą
            przyjemność mu to sprawia i im większą potrzebę ma do jeżdzenia - mówiąc krótko
            - gdybyś nie miała innego wyjścia i musiała jeździć częściej niż z kotem do
            weterynarza, a na dodatek byś to jeszcze lubiła - to i motywacja byłaby ogromna.
            Niemniej jednak, rozumiem Cię, no może poza tym:

            Gość portalu: anita napisał(a):

            > Wolę pociągi. Nawet autobusy wolę, no może nie w godzinach szczytu.

            Jeszcze autobusy rozumiem, ale pociągi, zwłaszcza te osobowe, zwłaszcza zimą...
            no dobra nie czepiam się.

            Szkoda tylko, że paranoja jeżdzenia autem ma to do siebie, że jeżdżąc tak "od
            wielkiego dzwonu" nigdy nie nabierzesz pewności siebie za kierownicą i tym samym
            - jazda będzie stresem i stresem pozostanie, nie sprawiając Ci przyjemności.
            Może gdybyś musiała jeździć autem codziennie - z czasem ta klaustrofobia
            minęłaby, może nawet pojawiłaby się przyjemność, ale z drugiej strony... jeśli
            nie musisz jeździć to też nie ma sensu się zmuszać niepotrzebnie (jak z dentystą;).

            Pozdrawiam
            • aniita Re: do no-comments 31.10.07, 10:43
              No-comments, ale ja naprawdę lubię pociągi! Wszystkie i o każdej
              porze (choć faktycznie wolałabym, żeby zimą nie grzali w nich bez
              opamiętania). Natomiast autobusy jedynie wolę od samochodów.
              No i oczywiście masz rację, że gdybym MUSIAŁA jeździć autem, to bym
              miała odpowiednią motywację, by przewartościować swój do niego
              stosunek. W każdym razie dziękuję za zrozumienie (bo pisałam te
              wszystkie moje wątki z dużą obawą, że zostanę na forum dla
              zmotoryzowanych zakrzyczana i zakwalifikowana do "mentalnych
              blontynek), pozdrawiam również.

    • Gość: ja Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 21:18
      To chyba normalne...
      Ja mimo, że umiałem jeździć od dziecka, bardzo lubiłem jeździć, samochody to
      było moje hobby, prawo jazdy zrobiłem od razu jak skończyłem 17lat (takie były
      przepisy parę lat temu), zadałem bez problemu za pierwszym razem, to też jak już
      odebrałem prawko odczuwałem pewien stres przed jazdą. Właśnie głównie objawiało
      się to tym, że cały się trzęsłem, robiło mi się zimno;)
      Ale to tak jest jak się myśli o tym, czy na pewno się nic złego nie stanie, czy
      dasz sobie radę w trudnej sytuacji na drodze itd. Normalny stres.
      Ale z czasem przestajesz o tym myśleć, automatycznie wsiadasz do samochodu,
      odpalasz i jedziesz. Staje się to proste jak pójście do sklepu.
      Powodzenia.
      • Gość: anita Re: strasznie sie boje IP: *.zicom.pl 29.10.07, 21:42
        A ja zrobiłam prawo jazdy 20 lat temu, mając 17 lat i ulegając
        namowom koleżanki, sama nigdy nie czułam takiej potrzeby. Każda
        jazda była ciężkim stresem, nie wiem, jakim cudem zdałam egzamin za
        pierwszym podejściem (inne czasy wtedy były...). Po czym z ulgą
        zaprzestałam wszelkich kontaktów z samochodem. Dodam, że nigdy
        właściwie nie był mi potrzebny, wszędzie, gdzie chciałam mogłam
        dostać się pieszo, pociągiem albo autobusem. Byłam pewna, że nigdy
        nie będę jeździć autem. Samochody wkurzały mnie coraz bardziej,
        wszędzie było ich pełno, przekraczały dozwoloną szybkość, nie
        respektowały (tzn. kierowcy nie respektowali) praw pieszych. Nie
        zliczę, ile razy stałam jak sierota na pasach bez świateł, usiłując
        bezskutecznie przedostać się na drugą stronę. Dopiero ostatnio
        pomyślałam, że mogłabym odnowić umiejętność jazdy samochodem, na
        wypadek, gdyby kiedyś jeszcze było mi to potrzebne (czyt. gdybym
        pracowała w miejscu, gdzie nie docierają inne środki komunikacji).
        Po parokrotnym odpaleniu auta i ruszeniu z miejsca (raz z większym
        zgrzytem i szarpaniem, raz z mniejszym) i dojechaniu na jedynce do
        pierwszego zakrętu, uznałam, że to nie dla mnie, nigdy nie pokonam
        tej wewnętrznej bariery. Tym bardziej, że przez lata skutecznie
        obrzydziłam sobie samochody jako takie (często opluwamy i
        postponujemy coś, czego nie możemy z jakichś względów mieć, żeby
        sobie to do cna obrzydzić i nie przeżywać stresu z powodu braku
        zdolności itp.)Przydługi ten post zmierza chyba tylko do
        stwierdzenia, że nie każdy jest w stanie nauczyć się prowadzenia
        auta, bez względu na motywację, tak jak nie każdy jest w stanie
        nauczyć się języka obcego czy tańca towarzyskiego. Jedyne, co mnie
        złości to to, że nie potrafię tego, co potrafi chyba 95 %
        pełnoletniego społeczeństwa. To prawie tak, jakby nie umieć czytać i
        pisać Ale obiecuję, że nie będę się tarabanić na drogę, tylko po to,
        by zaspokajać jakieś własne chore ambicje. Na szczęście duża doza
        samokrytycyzmu i ostrożności graniczącej z tchórzostwem,
        powstrzymuje mnie od takich działań. Pozdrawiam wszystkich,
        szczególnie podobnych do mnie, jeśli tacy istnieją na tym forum.
        • Gość: ola Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 10:07
          miałam bardzo podobnie. Moja mama kochała jezdzic samochodem,
          umierała i prosiła mnie abym zrobiła prawo jazdy, lubiłam jexdzic
          ale tylko jako pasażer. Zrobiłam za 2 czy 3 razem. Nie miał kto mnie
          pokierowac, pomoc, zajeta szkola pozniej rodzina zapomnialam
          wszystko. Jednak caly czas czulam sie zle, ze musze na kazdego
          liczyc nawet by z dzieckiem do lekarza pojechac itp. Czulam się jak
          kaleka. Wykupiłam wiec 20 jazd , po 20-tej jezdziłam już dobrze, za
          namową instruktorki jezdzilam wieczorami i weekendy. Za kazdym razem
          bolał mnie brzuch z nerwów, podczas jazdy nie mogłam się opanowac
          przed natręctwami typu: Boże lekko skręcę kierownicą a mogę kogoś
          zabic! Panika, strach przed popełnieiem błędu a czasem jakby
          wyłączanie własnych reakcji (poczucie jakbym była pasażerem a nie
          kierowcą). Mąż mnie nie rozumie. Uważa, że skoro prawie wszyscy
          jeżdżą to to że ja nie chcę to lenistwo i mała wiara w siebie.Cały
          czas mi to wypomina a ja też jestem na siebie wściekła. Powinnam się
          nauczyc z wielu względów słubowych i prywatnych i jestem zła na
          siebie. Zastanwiałam się jak zmienic nastawienie do jazdy w mojej
          psychice ale nic nie wymyśliłam. Do dzisiaj więc nie jeżdżę.
    • Gość: gosc Re: strasznie sie boje IP: *.z.pppool.de 29.10.07, 21:34
      Wiesz co - bardzo dobrze Cię rozumiem, bo sama bałam sie panicznie. Na kursie
      szło mi dobrze, zdałam za pierwszym razem, nie bałam się jeździć. Miałam długą
      przerwę, bo prawko dostałam z opóźnieniem (mieszkam za granicą).
      Potem - no to była katorga, bałam się jeździć sama, oblewał mnie pot na myśl o
      tym, że to ja mam prowadzić. Wykręcałam się jak mogłam. I wiesz co - wyjeździło
      mi się to:). W pewnej chwiliu, dość nagle, stwierdziłam, że prowadzenie
      samochodu jest przyjemne. I teraz to lubię!
      Dodam jeszcze, że część moich lęków wynikało z takich dziwnych myśli "a gdyby
      teraz mocno skręcić kierownicę w lewo" na autostradzie, a część z poczuciem, że
      kiepsko jeżdżę i przeszkadzam pewnie innym na drodze. Na to ostatnie jeżdżenie
      zdecydowanie pomaga, bo widzisz, jak beznadziejnie jeżdżą inni;)
      Także głowa do góry, wyjeździsz ten strach wcześniej czy później.
    • Gość: ello Re: strasznie sie boje IP: *.chello.pl 29.10.07, 21:52
      Ja mam prawko 2 lata i nadal się boję. Szczególnie kiedy wyprzedzam na jednej z
      najbardziej ruchliwych ulic w centrum mojego miasta. I wtedy kiedy ścigam się z
      kimś dojeżdżając do świateł (to taka gra - kto wcześniej zacznie hamować). I
      wtedy, kiedy po raz wtóry sprawdzam ile wyciąga moje auto.

      Pozdrawiam, i radzę kupić Golfa GTI - to auto doda Ci odwagi
    • Gość: **** Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 21:58
      No to ja mam dokładnie na odwrót.
      O prawo jazdy walczyłam przez rok - sześć razy zdawałam egzamin,
      zupełnie nie mogłam 'załapać' o co w tym wszystkim chodzi. Za to,
      pierwszego dnia po odebraniu prawka,a było to raptem trzy tygodnie
      temu, po prostu wsiadłam do auta i pojechałam... I jak na razie
      jeżdzę, coraz dalej i coraz lepiej chyba.
      Auto na szczęście własne ( i niedrogie :-) ), wiec faktycznie, w
      moim przypadku odpada lęk, ze ktoś będzie miał pretensje, jak je
      uszkodzę. Dlatego potwierdzam rady jednego z poprzedników
      (poprzedniczek) - najlepiej jednak postarać się o coś własnego za
      bardzo nieduże pieniądze. I zero pasażerów! Tylko niepotrzebnie
      denerwują przy najdrobniejszych błędach, których nikt na początku
      nie uniknie. No i samemu nie przejmować się tymi błędami. Ja już
      zaliczyłam 'puknięcie' innego auta na parkingu :-). Śmieję się, bo
      nic na szczęście mu nie zrobiłam, a już mam to za sobą. Od razu
      zaczęłam parkować dużo lepiej :-). Pozdrawiam.
    • Gość: betsypetsy mam to samo IP: *.adsl.inetia.pl 29.10.07, 22:36
      na kursie jeździłam odważnie a teraz po roku od odebrania prawka
      ręce i nogi mi drżą :(
      • Gość: Macho Re: mam to samo IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.07, 22:55
        Normalka. Miałem to samo ale szybciej czyli po 5 miesiącach od kupienia
        pierwszego auta (Malucha z resztą). Zrobiłem sobie miesiąc przerwy w jeżdżeniu
        dla uspokojenia i pomogło.
    • Gość: annia Re: strasznie sie boje IP: 57.66.197.* 29.10.07, 23:07
      czesc, wiem co czujesz. Mnie na poczatku juz dzien wczesniej bolal
      brzuch (kiedy np. mialam jechac gdzies rano). Zaczelam od jazdy po
      okolicy,potem dalej i dalej. Nie przyszlo mi to latwo, ale teraz
      jezdze juz wszedzie - mieszkam w duzym miescie. Jezdza tez poza
      miasto, kilkaset kilometrow jesli trzeba. Uda sie, tylko zacisnij
      zeby i jezdzij jak najczesciej. Powodzenia!
      • Gość: gosc z USA Re: strasznie sie boje IP: *.socal.res.rr.com 30.10.07, 07:24
        nic sie nie martw, ja jezdze 35 lat, srednio ponad 3o tys km rocznie
        i od 20 lat w USA gdzie mieszkam, pare lat temu jezdzilem w Polsce
        prze kilka dni i przekonalem sie ze nie mam zamiaru dalej narazac
        mojego zycia na spotkania z samobojcami -kierowcami w Polsce. Ludzie
        w Polsce jezdza po waskich drogach 15o km/godzine , to trzeba byc po
        prostu idiota bez wyobrazni i oczywiscie jezeli np faceci okazuja
        przez to swoja meskosc to chyba maja problemy w innej dziedzinie ja
        okazac
    • Gość: daszkoooo Re: strasznie sie boje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.07, 08:13
      Ja sam odebrałem niedawno prawko, zastosowałem metodę "skoku na głęboką wodę".
      Pojechałem pożyczonym wozem w trasę ponad 100km. Od tego czasu jest luzik,
      ostatnio przejechałem całą Polskę i teraz już nie przerażają mnie żadne, nawet
      najodleglejsze wyjazdy,
      pozdrawiam
      • Gość: figa Re: strasznie sie boje IP: *.adsl.inetia.pl 30.10.07, 10:41
        Mam prawko od 15 lat i ciągle boję sie jeździć. Jeżdżę kilka razy w roku na
        krótkich trasach i tylko wtedy jak naprawdę muszę.Ciągle nie mogę przełamać tego
        lęku, wolę być pasażerem. Wkurza mnie to strasznie i z zazdrości patrzę jak inne
        kobiety sobie radzą. Wstydzę sie że to mąż wszędzie musi mnie wozić. Kupujemy
        drugie auto, stare może zostać dla mnie tylko boję się że wtedy będę musiała
        zacząć jeździć bez żadnych wymówek. Mam jeszcze parę miesięcy żeby pokonać ten
        strach albo zawsze być na łasce innych i tłuc sie autobusami.
        • pesel3 Re: strasznie sie boje 30.10.07, 13:50
          Niech żyją autobusy!:) Są ekologiczne i o wiele bezpieczniejsze;)!
    • Gość: Arturek Nie jeździj dopóki się boisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 10:14
      Dopóki się boisz NIE JEŹDZIJ. Paraliżujący strach pozbawi Cię woli i
      spowodujesz wypadek. Zacznij powoli: najpierw spaceruj środkiem
      chodnika, potem bliżej jezdni (aby oswoić się z widokiem
      samochodów). Następnie kup rower i zacznij od jeżdżenia po parku,
      potem chodnik. Ew. walnij banię na odwagę i jazda. Aktorzy tak robią
      gdy gnębi ich trema.
    • wastok32 Re: strasznie sie boje 30.10.07, 10:15
      Prawo jazdy mam od roku. Na poczatku tez sie balem, ale zaczalem od
      glebokiej wody - nie mialem wyboru. Na kursie Yariska lub Micra, moj
      woz to VW caravelle (9 osob), bez wspomagania, duza fajera. Roznica
      ogromna,a w dodatku musialem wozic autem dzieci w roznym wieku. Mile
      wspominam ten czas, bo moje auto bylo duzo wyzsze, na wszystkich
      patrzylem z gory i w razie zderzenia z osobowym mialem wiecej szans
      na przezycie. Co do parkowania - na pewno nie bylo latwo (brak
      wspomagania). Oprocz jazd po miescie wybralismy sie tez na wakacje
      kilkaset kilometrow od domu - bez problemu. Polecam na poczatek
      jazde bez pasazerow, to na pewno doda pewnosci siebie, odwagi,
      nauczy samodzielnosci. Inny problem - jesli auto, ktorym sie jezdzi
      nalezy do kogos. Mysle, ze moze to byc dodatkowym zrodlem stresu.
      Chyba lepiej kupic cos tanszego, ale wlasnego.
    • Gość: pi Re: strasznie sie boje IP: *.adsl.inetia.pl 30.10.07, 10:53
      jeździć!
      skup się na jeździe , planuj trasę na małe odcinki i w danym momencie niech to
      ten jeden konkretny odcinek będzie najważniejszy
      staraj się jeździć sama
      jeżeli masz okazję jeździć jako pasażer z dobrym, opanowanym kierowca, to
      obserwuj go w trakcie jazdy, myśl jakbyś sie sama w tym czasie zachowała
      zamiast siedzieć na forum - weź parę głębokich idź i objedź osiedle dookoła
      daj sobie czas - wyjeździj sama np 10 h i dopiero zastanów się czy przypadkiem
      nie czujesz się pewniej

      powodzenia, będzie dobrze
      jak będziesz sama widziała postęp
    • ad Re: strasznie sie boje 30.10.07, 11:49
      Wiecie gdzie można znależć ranking(zdawalność kursantów) szkół jazdy w Warszawie?

      Ja tez się boję, boję się bo w koncu od moich umięjętnośći zależy czyjeś życie i
      to nie koniecznie pasazera a rownież innych na drodze
    • Gość: yamabushi ... IP: *.marketing-house.pl 30.10.07, 12:02
      ...ja zaczalem przemieszczac sie samochodem dopiero jak go kupilem
      (a kupilem pare lat po kursie) - i okazalo sie ze nie umiem
      jezdzic... zaczalem od jazdy noca - mniej ludzi i wolniejszy ruch...
      potem juz jakos poszlo az zaczalem piratowac (mysle ze normalny
      objaw)... teraz sie na szczescie uspokoilo :)
    • Gość: cmlu Re: strasznie sie boje IP: *.wroclaw.mm.pl 30.10.07, 12:29
      Dziewczyno! Ja tez miałam koszmary które polegały na tym ze tato nie chce mi kupic auta. Powiem Ci tak: jesli sie boisz to znaczy ze nie jestes stworzona do jezdzenia autem i daj sobie spokój, potem ludzie sie tylko wkurzają na takie osoby. Chyba ze uwazasz iz to koniecznosc - praca itp. to musisz ciagle jezdzic, duzo. najlepiej sama. boisz sie, bo musisz MYSLEC - nikt Ci nie mowi "w prawo w lewo i zmien pas"
    • Gość: Patryk Re: strasznie sie boje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.07, 13:36
      Jeździć, jeździć i jeszcze raz jeździć.
      A na koniec jeszcze trochę pojeździć.
    • Gość: bonia61 Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.10.07, 14:02
      Ja robiłam prawko w 2000 r. Po odebraniu dokumentu wybrałam się na jazdę "
      próbną" własnym wozem. Też się okropnie bałam, ale po 4 dniach musiałam jechać
      na Mazury z mężem na wczasy i dojechaliśmy cało.Od tamtej pory staram się
      jeździć często, żeby nie wypaść z "rytmu".Mój mąż ma już prawko - niestety on
      prowadzi częściej.
      Pamiętaj - trening czyni mistrza.Pozdrawiam
      • Gość: 666aniołów Re: strasznie sie boje IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 31.10.07, 13:05
        Niewiele jest chyba osób które po zdaniu egzaminu od razu śmigają
        bezstresowo. Mam prawko dopiero od 3 tygodni, pierwszą jazdę
        zaliczyłam w dniu kiedy odebrałam prawko. Jeździłam z chłopakiem,
        bardzo mi pomagał, ustaliliśmy sobie wcześniej "gryplan" tzn mówił
        spokojnie wcześniej co powinnam zrobić, kiedy zmienić pas, nie
        oburzałam się kiedy mówił hamuj, wrzuć trójkę, jedź
        szybciej...najczęściej zanim zaczął mówic już te czynności
        wykonywałam, ale dodawało mi to pewności siebie...po kilku takich
        jazdach przestał mi pomagać i było całkiem ok, uznaliśmy że czas na
        samodzielne jazdy. Pierwszy raz wybrałam się sama do rodziców
        mieszkających ok 50 km ode mnie i poszło całkiem sprawnie mimo że
        przed wyjazdem strasznie się denerwowałam, pojechałam, wróciłam,
        przeżyłam:) I nawet nikt mnie nie obtrąbił:D
        Zawsze chciałam jeździć, zdałam egzamin i mimo stresu nie mam
        zamiaru odpuścić, bo wiem że za jakiś czas będę się czuła dużo
        lepiej za kierownicą. Pozdrawiam.
    • naprawdetrzezwy Nie bój się. 31.10.07, 12:53
      Oddaj prawo jazdy i nie stwarzaj zagrożenia na drodze.
      Kierowanie autem nie obowiązek, a przywilej.
      Tak to traktuj.
      Nie każdy musi.
    • Gość: aga Re: strasznie sie boje IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.07, 15:32
      Dołączę się do głosów, które mówią: jeździć, jeździć, jeździć!!! I
      to najlepiej sama, żeby nikt Cię nie stresował komentarzami,
      wytykaniem błędów, pospieszaniem, czymkolwiek. Ja jak zrobiłam
      prawko to długo czekałam na wydanie dokumentu,chyba 3 miesiące,więc
      miałam trochę przerwę w jeżdżeniu. Odebrałam prawko w grudniu, a tu
      psikus: śnieg, ślisko, pełno stłuczek itd. No i pierwszego dnia rano
      z tym prawkiem wychodze z domu i się zastanawiam, może by jechać
      autobusem, bo takie trudne warunki itp. Ale jednak postanowiłam
      jechać, przezwyciężyłam ten lęk, no i poszło jak po maśle. I już
      jeżdżę 6 lat. Postaraj się przezwyciężyć lęk, bo w dzisiejszych
      czasach osoba bez prawa jazdy nie ma łatwego życia. Powodzenia!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka